Ostatni z planety Carammi cz 9

- Będę musiał wrócić okrężną drogą – odezwał się chłopak.
- Dzielny z ciebie jeździec, na dwa srebrniki zasłużyłeś – powiedziałam do niego.
- Nie odmówię, matka za to jadła zakupi, materiałów na odzienia. Bogata jesteś? - spytał zdziwiony.
- Dlaczegóż tak twierdzisz?
- Tyle co mi oferujesz, to tylko najbardziej majętni mają.
- Nie dociekaj, tylko jedź, ciesz się, że mnie na swej drodze spotkałeś.
Wreszcie przestał mówić, dojechaliśmy do pierwszych zabudowań. Ścięte drwa i kłody zauważyłam.  
- Dojechaliśmy.
- Dzięki ci, dzielny jeźdźcu, choć jeszcze młody.
  Uśmiechnął się znowu, pokazując mleczaki.  
- To gdzie zapłata?
- Masz, oddaj matce, jak wrócisz. Tylko się zbytnio nie chwal.
- Niech cię o to głowa nie boli. Żegnaj, Catalonio.
- Carriass.
- Wszystko jedno.
  Pomogłam mu wskoczyć na kasztanka, odjechał uradowany, jakby ktoś go złotem obsypał. Miły z niego chłopiec, ale przecież Orberisa odnaleźć musiałam.  
  Na piechotę dotarłam do wioski, ludzie mnie obserwowali, ale nie z powodu odzienia, tylko koloru włosów. Odziedziczone po matce cechy, mogły być tutaj postrzegane jako rzadkość, coś niespotykanego. Kroczyłam dostojnie, nauczona tego w zamku, to pewnie również musiała wzbudzić zainteresowanie. Na szczęście dotarłam prędko do chaty, gdzie ostatnio nocowałam. Słysząc odgłosy z kuźni, zajrzałam do środka. Renthin wykuwał nowe podkowy, a gdy mnie ujrzał, o mało nie wypuścił młota z ręki. Nie spodziewał się mnie, dlatego tym bardziej mój widok go przeraził.  
- Panienko, księżniczko – ukłąkł.
- Wstań proszę, drogi Renthinie, to ja powinnam kłaniać się tobie.
- Czemuś pani bez obstawy, i w takim pospolitym stroju?
- Za długo, aby tłumaczyć. Gdzie znajdę Orberisa?
  Jego wyraz twarzy zdawał się poważnieć. Nie rozumiałam powodu, ale dotarło do mnie, aby nie pytać.  
- Pojechał nad wodospad.
- To i ja tam się udam, porozmawiać z nim muszę.
- Zaczekaj, pani, Barri zabrał, a teraz nie mam wolnego rumaka, tylko jeden dziki ogier mi pozostał. Nie pozwolę ci dosiąść go, gdyż wierzga jak dziki.
- Nie szkodzi, mam podejście do koni, pokaż mi go.
- Pani, odpocznij może, jak tu przybyłaś, chyba nie na piechotę?
- Przywieziono mnie, prowadź do stajni.
  Widział, że nie dawałam za wygraną, więc zabrał mnie ze sobą, ewidentnie coś ukrywał. Nie rozumiałam tylko dlaczegóż to nie mogłam się z Orberisem zobaczyć.  
  Okazało się, że w istocie koń stał w stajni, ale gdy do niego podeszłam, zachowywał się przyjacielsko.  
- Renthinie, skoro to dziki koń, to czemu taki spokojny?
- Księżniczko, zaczekaj tu na Orbe, dobrze ci radzę.
- Podaj mi powód, dlaczego mam nie jechać nad wodospad.
- Nie powinnaś, on tam kąpieli zażywa.
- Raz uratowałam mu tam życie, gdy się topił, to nic strasznego. - powiedziałam z uśmiechem, nie słuchając już co chce dodać kowal.
  Dosiadłam młodego karego rumaka, który z początku trochę się opierał, ale go uspokoiłam głaskaniem. Bez obaw ruszyłam przed siebie, pamiętając drogę. Uśmiech nie schodził z mego lica, wyobrażałam sobie, że go ujrzę raz jeszcze. Nie wiedziałam czemu mnie tak do niego ciągnęło, ale musiałam tam jechać. Zielony bór szumiał cicho, a koń niósł mnie lekko. Kiedy byłam już bardzo blisko celu, usłyszałam pluski wody, pomieszane z szumem wodospadu. Zeskoczyłam na ziemię, zaczęłam biec z entuzjazmem, już nie mogłam się doczekać widoku drwala.  
  Wtem ujrzałam, że nie tylko on w wodzie się moczy. Pływała koło niego nieodziana niewiasta, z mokrymi włosami. Zrozumiałam kim była, gdy swe lico odwróciła w mą stronę. Nie wiem czy mnie ujrzała, ale objęła dłońmi Orberisa i pocałowała go. Zmroziło mnie na ten widok, dech mi odebrało.  
- Orbe! - zawołałam.
Odwrócił się, momentalnie odpychając od siebie Meginę. Zmieszany wychodził z wody, chcąc dotrzeć do mnie.  

Spodziewałam się, że to nastąpi. Jakże mogłam myśleć o nim inaczej, niż o przyjacielu, księżniczką byłam! Przywołałam w pamięci jego pocałunek, serce mnie zabolało. Nie mogłam im obojgu na drodze do szczęścia stać, kiedy on ją miłował.  
- Carriass! - zawołał do mnie.
- Wybacz, przeszkodziłam.
- Nie, coś się stało? Czemu jesteś tutaj, zamiast w zamku?
- Musiałam, potrzebuję twojej pomocy.
- W czym, pani.
- Do wioski pojadę, zaczekam na ciebie. Ty skończ się … kąpać. - dodałam cicho.
  Megina zafrasowana odzienia poczęła szukać w krzakach. Zdawała się patrzeć na mnie, niczym na ducha, który pojawił się nie w porę. Oboje mokrzy usiedli na brzegu, ona coś do niego mówiła, ale nie słyszałam dokładnie jej słów.  
  Zostawiłam ich samych, wsiadłam na dzikiego konia, który okazał się łagodny. Teraz zrozumiałam czemu Renthin nie chciał, abym tu przyjechała. Pędziłam jak wiatr, rumak cwałował, a mnie łzy się zbierały. Wreszcie na powrót w wiosce się znalazłam, kowal widział moją minę. Podszedł do mnie, pomagając z konia zsiąść.  
- Pozwól pani ze mną.
Bez słowa podążyłam za nim, wiedząc, że zanosi się na dłuższą rozmowę. Usiadłam w izbie, dostałam wody, owoców. Patrzył na mnie, jakby czuł co mnie trapi. Rozejrzał się, czy jesteśmy sami i zaczął mówić.  
- Księżniczko, powinnaś wiedzieć, że Orbe ustatkować się postanowił.
- Widziałam go z Meginą.
- Oświadczył się jej wczorajszego dnia, ona przyjęła jego słowa.
- Winszuję, gratuluję mu szczęścia - dodałam, chociaż w głębi coś się we mnie buntowało.
- Taki kawaler jak on, to dobra partia, ano i robotny, pomaga mi.
- Wiem Renthinie.
- Co cię sprowadza do naszej wioski, pani?
- Muszę odnaleźć kamień Um, to sprawa życia lub śmierci.
- Tego legendarnego kamienia?
- W istocie, wojna nam zagraża. Ojciec obiecał na powrót mnie Reherowi wydać na żonę. Dałam mu ultimatum, którego nie będzie w stanie spełnić.
Kowal spojrzał na mnie zaciekawiony, jakby to dotyczyło bezpośrednio jego.  
- Ultimatum dla Rehera, zgodził się?
- A jakże, pierścień prawdy ma przywieźć, ale on nigdy go nie dostanie, bo czysty nie jest, kłamie. Wtedy wojnę będzie chciał rozpętać.
- Co najlepszego księżniczko uczyniłaś!
- A co miałam zrobić, żoną jego zostać? Znasz go lepiej ode mnie, występkami się trudni, kobiety bałamuci, życiem ludzkim gardzi. Wolałabym umrzeć.
  Podniósł się na chwilę, podchodząc do okna, zastanawiał się nad czymś głęboko. Wrócił, spoglądając mi głęboko w oczy, jakby złote kropki policzyć chciał na moich tęczówkach.  
- A za kogo wyjść byś chciała?
- Za prawego męża, takiego, który kochał mnie będzie, szanował, młodszego, nie musi być majętny, ważne aby odważny był, gotowy za mnie życie oddać, silnego, ale delikatnego, co mnie wysłucha.
- Znam takowego, ale nie jest księciem i obiecał już komuś …
Nie dokończył, bo do izby Orberis wkroczył, a za nim Megina, z mokrymi jeszcze włosami. Przemknęła do innego pomieszczenia, humoru nie miała, jakby sam widok mojej osoby w jej domu, go zepsuł. Niedawno jeszcze ze mną szczerze rozmawiała, spałyśmy na tym samym posłaniu.  
- Usiądź Orbe, Carriass ma do nas prośbę.
- Jaką?
- Niech sama ci powie, muszę na chwilę wyjść, zgasić palenisko, bo pożar gotowy. - powiedział jakby chciał na chwilę nas samych zostawić.
  Nie odezwałam się pierwsza, to drwal otworzył usta, jakby coś złego zrobił, i dobrze zdawał sobie z tego sprawę.  
- Księżniczko, co cię sprowadza? Jak miewa się narzeczony twój?
- Uciekłam, Orbe.
- Jakże to, znowu?
- Nie wyjdę za niego, prędzej umrę. Widziałam go, nieokrzesany, okrutnik z niego.
- Carriass, przecie będą cię szukać.
- Pomóż mi kamień Um odnaleźć. W tobie moja jedyna nadzieja. Wojna się szykuje, Reherowi kazałam pierścień prawdy przywieźć, ale on go nie dostanie, bo kłamliwy jest. Jak mnie za żonę nie dostanie, to wojsko wyśle, królestwo napadnie.
- A ten kamień w czym pomoże?
- Ma niesamowite właściwości, wierzę w to. Legenda musi kryć prawdę, odszukajmy go i uratujmy mego ojca i mieszkańców Termidei.
- Nie wiem gdzie go szukać.
- Wiesz, do groty jeszcze raz się udaj. Czuję to, to jedyne rozwiązanie.
- A jeśli zginę? Jeśli nie wypłynę na powierzchnię? Zginę?
Usłyszałam kroki, to Megina wkroczyła do izby.  
- Kto zginąć ma, pani?
- Ja – powiedział Orberis, uprzedzając mnie w odpowiedzi.
- Dlaczegóż to, za co? Nie pozwolę przyszłego męża na śmierć posłać.
- Megino, na niebiosa, gdy on nam nie pomoże, to wojna wybuchnie, a wtedy zginą setki, nawet tysiące. Głód nastanie i zniszczenie.
- A nie można co innego uczynić?
- Nie, proszę Megino, nie myśl tylko o sobie, to sprawy innych się ważą.
- Jedź, ale nie wymagaj, abym nie płakała po tobie.  
  Wybiegła zafrasowana, jakby to wina moja była. Siedzieliśmy w ciszy, jakby nagle nam mowę odebrało. Czułam się dziwnie, on również stracił uśmiech, który gościł na jego twarzy. Zupełnie jakby przyszła żona, radości mu nie sprawiała.  
Kiedy Magina wybiegła z izby dostrzegłam zmiany na jego licu. Uśmiech zgasła, a w miejse tego, frasunek zagościł.
- Carriass, to nie tak...
   Chciałam wyrzucić z siebie wszystkie uczucia, ale zatrzymałam je w sercu i w duszy. To tylko natura kobiety, której kawaler sie podobał i staranie o niego miała, walczyła z obowiązkami księżniczki co o dobro krainy i ludu zabiegała.
- Nic to, Orbe... ważniejsze sprawy przed nami do zdziałania. Tyś drwal z lasu, może nie rozumiesz...
  Padł na kolana i głowę do stóp moich złożył.
- Ogień w piersi płonie. Uwierz mi, że do tych czułostek ręki nie przyłożem. Megina chciała mnie atutami ciała zaślepić...
- Orbe, mój... Nie. Źle rzec chciałam. Wiem, żeś uczciwego serca. Nie frasuj się tym zbytnio. Królestwo w potrzebie. Knowania Rehera uśmierzyć musimy. Jedź ze mną... Kaunga mnie nie usłucha.  
  Widziałam, że słowa moje go wzmocniły. W końcu chłop to był, chociaż młody, a nie dziecię co mleka smak pamięta. Powstał z kolan, a na twarzy zakłopotania już nie dostrzegłam.
- Jeźmy zatem, czasu szkoda.  
  Po chwili na grzbiety naszych wieszchowców zasiedliśmy.
- Nieś Barri, do wodospadu nam jeechać trzeba - szepnął pięknej klaczy do ucha.
  Czarna piękność z radości zarżała, pomna iż do ulubionego miejsca jedzie. Swojego wybranego nie miała u boku, więc radość w niej pełna nie gościła.

                                        Orberis

Carriass w mych oczach urosła znowu. Gdyby odwrotnie było, Megina przy naszej panience słowa by nie rzekła, ale na osobności pewnie gniewu i zazdrości nie umiałby poskromić.  
Cóżem ja uczynił! Czemu o rękę prosić ją poszedł, kiedy serce moje przy ksieżniczce mało z piersi wyskoczyć nie chciało!  
Patrzyłem jak jej złote włosy wiatr targa, bo mustang  wyprzedzał o długośc ciała, czarną klacz. Czyż i on pragnął pokazać, jaki z niego zuch? W końcu jednak zwolnił, a może Carriass go wstrzymała. Droga szerszą mieliśmy przez ładny kawałek to i dwa konie bokiem z sobą jechać mogły. Złotowłosa rzuciła mi jeno spojrzenie, bo szum wiatru rozmowę i tak by zagłuszył.  
  Głupiś ty, Orberisie! Czyż nie widziałeś miłości szczerej w jej oczach, przez głowę myśl mi przeleciała.
Znowu w pojedynkę jechać trzeba nam było. Wzgórze przed nami wyrosło i po chwili szum wodospadu nam objawił, że do miejsca dojechaliśmy. Konie uwiązaliśmy do drzewa, by trawy soczystej zasmakowały.
- Zrobię jak poprzednio - rzekłem.  
  Zdjąłem koszulę i do wody skoczyć zamierzałem, gdy nagle woda bulgotać zaczęła i wzburzona uniosła się wysoko. Konie rżeć nerwowo zaczęły. Poczułem dłoń księżniczki, ścisnęła moją mocno. Oboje wiedzieliśmy co stanie sie zaraz.  
Z kłębów wody spienionej, Kaunga się wyłoniła.
Tym razem ja i księżniczka mieliśmy pewność, że słyszymy głos smoka.
- Orbe. Ciebie na jeźdźca wybrałam. Jajo które widziałeś, nie jest zwykłe. To kamień magiczny zwany w zwojach waszych, jako Um. Nie zrozumiecie oboje jak to jest, że ja tu stoję, a jajo w środku, w całości pozostało. Jest tam bezpieczne. Nikt go wykraść nie zdoła. Kiedy przyjdzie czas właściwy nadejdzie, na moim grzbiecie z Carriass zasiądziesz i do gór wysokich z wami polecę. Teraz co zrobić zdołacie, róbcie. Kiedy będzie trzeba, wewę cię znowu, mój wybrany.
- Kaungo, jak to być może, że ty wiesz te rzeczy? - zapytałem.
- Wiem, a wy pojąć tego nie potraficie, więc na darmo bym się trudziła to tłumaczyć. Jedźcie w pokoju, chociaż właśnie teraz, ostatnie jego trwanie. Wy macie swoje zadania, a ja mam swoje... troski.
- Eragea to, prawda? - zapytała Carriass.
- Tak dziewczyno o czystym i odważnym sercu. Więcej ci nie powiem, bo byś ciężaru tego nie uniosła.
  Jej słowa w moich uszach jak słodkie trele ptaków, drgały. Ciało moje jakby trzały przeszywały, ale rozkoszy nie bólu, dziwne drżenie odczuwałem. Jak to być mogło? Nawet słowa księżniczki tak na mnie nie działały!  
  Zobaczyłem, że woda opadła, a smok zniknął. Czy w jaskini przebywa teraz w swoim ciele czy nadal nie jest widzialna dla ludzkich oczu...  
- Słyszałaś ją teraz? - zapytałem księżniczki.
- Tak, Orbe. Głos ma srogi i pełen godności zarazem.
  Zdziwiłem się mocno, bo dla mnie całkiem odmiennie brzmiał w uszach i jestestwie moim...
- Obrerisie - głos księżniczki z odrętwienia miłego mnie wybił.
- Tak, pani? - zapytałem nie bardzo wiedząc co się stało.
- Cóż ci? Na twarzy się zmieniłeś.
— Nic, słowa Kaungi na mnie dziwnie podziałały.  
— Znaczy nam pomoże, nie musimy się trwożyć.
— Wracajmy, zatem. Pewnie Renthin o nas zatroskany i w zamku trwoga ponowna.
— Tym razem nie wrócę po dobroci, chyba że mi przysięgnie ojciec mój, a król Termidei, że Reherowi mnei nie odda.
— Wojna będzie.
— Wojny nie doczekam, jeżeli do łożnicy mnie weźmie. Widzisz, że niewiasta ze mnie drobna. Jak poradzę siłaczowi takiemu?
— Kaunga rzekła.
— Czy w niej mam tylko nadzieję pokładać? Ojca nie mam?  
     Spojrzałem na nią i chyba to odczuła, lico swoje do mnie zwróciła.
— Przysięgałem i Renthin przysięgał. A i lud nasz za tobą pójdzie. Nie damy cię Reherowi.
— A Magina? Za tobą płakać będzie. Znienawidzi mnie, za śmierć twoją mnie przeklnie.
— Nie trzeba widzieć tak ciemno, pani. Sama mówiłaś, że Reher kamienia szuka, a tobie pierścień obiecał znaleźć. Może to i człek bałamutny, ale królem jest. Honor musi posiadać.
— Tak sądzisz Orberisie?
     Spojrzałem na nią.
— Carriass. Już nie jestem Orbe dla ciebie? Przez to, że Megina odzienie przy mnie zerwała i wykorzystała moment nieuwagi i pocałowała?
— A ty nie chciałeś pocałunku od niej?
— Od ciebie nie pragnąłem, ale chciałbym jeszcze. Wina moja taka, że zazdrość me oczy zaślepiła i o jej rękę zbyt prędko poprosiłem. Chciała mi oddać ciało całe i nie dbała, że ślubu jeszcze kapłan nam nie udzielił. I nie wiem czy gorąca taka, jakiej nie znałem, czy to babska gra była. We mnie krew gorąca płynie, ale powstrzymać się potrafię.
— Orbe, ja tylko na drodze twojego szczęścia stać nie chcę.
— Teraz nie czas o miłostkach prawić, kiedy ziemia nasza w niebezpieczeństwie. I Megina to zrozumie, a i Renthin za jedno zbyt szybkie słowo co z moich ust wyszło, przyjaźni ze mną nie przekreśli. Pierworodna to jego i z pewnościę dobra dla niej pragnie.
— Orberisie drogi. Zanim wróciłeś z Meginą, Renthin zapytał mnie o coś. Tylko nie zdołałam odrzec wszystkiego, bo właśnie powróciliście. Ale wyczułam zamysły serca jego. On ci z pewnością wybaczy. Miłość ogień i w ciele i w sercu roznieca, ale w spokoju duszy musi być rozważona. Bo ani z sercem nie tym bardziej nie z ciałem, jeno z duchem się żyje. Czasem i serce zawodzi w wyborze.
— Tak, Carriasso. Mądre słowa wypowiedziałaś. Wracajmy. W osadzie naszej zostaniesz. Będziemy cię bronić i wspomagać, a i matka twoja w końcu jest królową. Wiem, że na decyzję ojca wpłynąć może i powinna.
— Wracajmy zatem.  
                                                   *
Tym czasem w okolicy, bez wiedzy króla Armidosa, Reher wysłał tuzin swoich zaufanych, by szukali. Miał on w swoich starych papierach zapisy podobne jak i te co na zamku Carriass i Orberis oglądali. Zaznaczono tam, że okolice zamku, lasy, wzgórze i wodospad jakąś tajemnicę ukrywają.  
Szukali kilka długości straży, ale nadaremnie. W końcu zamierzali wracać do miejsca gdzie stacjonowali, niedaleko swojego pana. Głód im doskwierał nieco i pragnienie. Drogą leśną jechali.
A ta doprowadziła ich prosto do osady drwali.  

1Aurofantasja

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użył 3121 słów i 16852 znaków, zaktualizował 20 mar 2019.

3 komentarze

 
  • Almach99

    Powoli sie Santa Barbara z opowiesci tworzy...

  • 1Aurofantasja

    @Almach99 Santa Barbara? Nie wiemco to? :)

  • Almach99

    @1Aurofantasja ech mlodzi 😀nic nie pamietaja

  • AnonimS

    Żeby nie postacie smoków to by melodramat wyszedł. Trochę przegadane te sceny między młodymi.  Zobaczymy co dalej. Pozdrawiam

  • AlexAthame

    @AnonimS Teraz się trochę ruszy. Dzieki za komentatz :)

  • emeryt

    @1Aurofantasja, powoli zaczynasz rozwijać poszczególne wątki. Wygląda na to że będę miał długie opowiadanie przed sobą do przeczytania. Trochę twój styl języka mi nie pasuje, po prostu dziwnie brzmi. Lecz może to i lepiej. Przesyłam pozdrowienia  dla Was obojga i czekam na kolejne odcinki.

  • AlexAthame

    @emeryt Taki styl wprowadziliśmy. Ciezko się również pisze.Nie jest latwo pisac wspólnie,  ale oboje widzimy to pozytywnie. Dziekujemy za komentarz. :)