Ostatni z planety Carammi cz 32 zakończenie

Pojaśniało na zielono. Usłyszał cudowne śpiewy istot nieznanych. Poznał głos Agnuak. Płynęli kosmicznym korytarzem. Miał on wewnątrz kolory tęczy z przewagą jasno bursztynowego światła. Wszędzie pachciały kwiaty. Nagle stanął na ziemi. Wyglądała jak Ziemia. Obok dostrzegł piękną i nagą Agnuak. Sam był też nagi. W oddali zobaczyli srebrne strzeliste budowle. Niektóre były uszkodzone.  
- Zabierzemy tu Obłoka?
- To razem z Barri - szepnęła dziewczyna. Chodźmy, znajdziemy kombinezony. Zostawimy je również dla nich.  
  Najbliższa budowla znajdowała się około sto metrów, czyli trochę wiecej niż sto yardów. Dziewczyna ubrała się i podała ubranie dla młodzieńca. Wzięła dwa kombinezony i wrócili do miejsca z którego ruszyli.  
- Czy tu są zwierzęta - zapytał Orberis.
- Nie wiem... tak, są. Sirebro. Wolisz tak czy Orbe, albo Ebro?
  Po chwili przyleciał do nich dziwny ptaszek. Miał złote i zielone piórka. Długi dziubek. Usiadł na ramieniu młodzieńca.  
- Wiesz co, Orbe?
- Tak, kochanie?
- Chodźmy do tego budynku. To centrum mocy. Musimy uruchomić generatory.
- Nie ma tu nikogo z ludzi?
- To nie ludzie. Ja tylko tak wyglądam. Będziemy żyć milion waszych lat. A może nie umrzemy. Ale również mozemy zyć tyle co ludzie na Ziemi. Ja i Aegarre byliśmy ostatnimimi z planety Carammi. A teraz jesteśmy pierwszymi.  
  Szli spokojnym krokiem.
- Oni pojawią się wkrótce?
Na twarzy pięknęj blondynki pojawił sie uśmiech..
- To zależy. Coś tam zostało u Carriass z Ssairrac. Pewnie najpierw będą trochę zajeci.  
- My chyba poźniej też. W końcu mamy dać tu życie...  
  Weszli do budynku. Orbe patrzył na rzeczy, które widział pierwszy raz na oczy.

Erragea z Carriass wylądował na polance przed wodospadem Ungar. Po chwili znaleźli się w środku. Erragea nic jej nie mówił, ani głosem ani telepatycznie. Carriass zdawała się nie być zdziwiona, że jest sucha. Zdjęła czerwoną suknię. Erragea patrzył na jej śliczne ciało. Skrzynkę ze złotem i drogimi kamieniami zostawili na zewnątrz.
- Czemu się rozebrałaś? - zapytał w końcu.
- Portal i tak zniszczy ubranie.
- Skąd wiesz?
- Nie wiem, ale tak się stanie. Będzie pięknie wygladać, pieknie pachnąć i będą cudowne dzwięki.
- Nawet ja tego nie wiem - zdziwił się smok.
- Zobaczysz, Kiciuś.
  Wzięła czarne jajo w dłonie. Położyła blisko szczeliny. Wyjęła złoty krąg z górnego wgłębienia i umieściła w dolnym. Podniosła czarne jajo.
- Wiesz, że mogłabyś otworzyć portal przy pomocy jaja Kaungi?
- Wiem, ale wiesz co by się wówczas stało?
- Nie!
- Widzisz Kicia, twój Kapturek raz coś wie, czego ty nie wiesz. Stałabym się pieknym blondynem, a ty śliczna brunetka o błękitnych oczach. Zrobimy tak następnym razem. Żegnaj Ziemio, witaj Carammi.  
  Przekręciła złoty krąg...

- Ładnie tu - szepnęła Carriass.
- Powiesz tylko tyle?
- Dobrze, powiem co chcesz. Byłeś cudowny. Ale...
- Ssairrac! Marzy ci się jęzor Erragea?
- Nieee. No może trochę....Głuptas. Pożartować nie można. Kocham cię mój smoczku.  
  Po chwili założyli kombinezony. Zaczęli iść do budynku, który świecił seledynowym światłem.
- Jestem w ciąży. To chłopiec. Jak go nazwiemy?
- Lehenengo.  
- Dobrze, podoba mi się. Czuję, że Agnuak też jest w ciąży. Robili to już?  
- Ma dziewczynkę w brzuszku. Będzie żoną Lehennengo.  
- A jak jej dadzą na imię?
- Wiesz.
- Wiem. Ama.
- Bo będzie matka wielu.
- Aegarre. Wiesz ze Agnuak wyglada jak Deerhe, a ma oczy jak ja?
- Tak i co?  
- Jest ładna.
- Wiem.
- Wiesz? Oberis nadal mi się podoba...
- Jak będziesz zazdrosną baba to cię zjem. Nie mówiłem ci, że Kapturka pożarł wilk?  
- Nie jestem zazdrosna.  
- Wiem. Ale musimy pamietać, że jesteśmy pierwszymi mieszkańcami nowej Carammi. Nie możemy dopuścić by zginęła drugi raz.  
- Jasne, kochanie. Czy będziemy latać na Ziemię jako smoki?
- Zobaczymy. Tylko w razie konieczności. Polecimy odwiedzic przyjaciół i rodzinę. W końcu Deerhe ucieszy się, że jest babcią.  
- Tak, ale ona też będzie matką.
- Skąd ty to wszystko wiesz, Kapturku?
- Bo jestem kobietą, a kobiety wiedzą lepiej, Kiciu.
  Pocałowała go delikatnie w usta...


Tysiące lat później na Ziemi. Na południu Termidei, która przyjeła inną nazwę w pewnym dużym mieście, które było poprzednio krótko stolicą pewnego kraju, rodzina zwiedzała zamek na Wawelu.
Tata był brunetem, mama blondynką. Mieli dwójke dzieci. Dwunastoletniego chłopca o imieniu Kuba i dzięwiecioletnią blondynkę o imieniu Kasia. Kuba miał błękitne oczy, a Kasia zielone.
- Mamo, smoki były złe? Tak jak ten wawelski?
- Tak synku. Smok zjadał ludzi i szewc dał mu jagnię z siarką zaszytą w środku. I potem wiesz co się stało.
- Mamusiu, to że smoki były złe to stereotyp. Smoki były i dobre i złe.
  Kuba otworzył szeroko swoje oczy.
- Mamo, tato! Zobaczcie Kasi oczy!
  Rodzice spojrzeli. W jej zielonych źrenicach pokazały się trzy złote punkciki...  
  
A Kasia się tylko uśmiechnęła. Wiedziała to czego nie wiedziała ani Kaunga ani Agnuak. Ani Erragea ani Aegerre. Ani Carriass ani Ssairac. Że Ziemia i Carammi to ta sama planeta. Tylko Kasia nie wiedziała czy to wszystko było wcześniej czy będzie później.  

                                                       Koniec.

274 czyt.
100%31
1Aurofantasja

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użył 983 słów i 5307 znaków.

1 komentarz

 
  • emeryt

    emeryt · 17 października · 202091556

    @1Aurofantasja, dziękuję Wam za piękną opowieść, co ważne to zakończoną wspaniale. Życzę Wam dużo, dużo zdrówka i aby wena nigdy nie opuszczała .