Ostatni z planety Carammi cz 22

( Częściowo powtarzają się wątki z poprzeniego odcinka. Jest to celowe. Nasi bohaterowie są pod wpływem czegoś, czego nie rozumieją. Nie tylko Orberis i Carriass, ale również Kaunga i Erragea. Nie idą jednak na ślepo. Coś ich prowadzi do celu.)  

                                                     *

Kaunga wylądowała i Orberis zszedł po jej mordce na trawę.
- Co się stało z Carriass, nie taką ją poznałem - odezwała się drwal ze smutkiem.
- Wszystko ci wyjawię, co wiem - szepnęła Kaunga - To nie jej wina.
- Nie, a czyja?
- Może zrozumiesz jak ci wyjawię. Nie wiem skąd się tu wzięłam, jak i Erragea nie wie, ani skąd jest ani skąd ja pochodzę. Jak widzisz nie jem jedzenia jak ty, bo co innego jest moim pokarmem.
- Z tego co widzę nic nie jesz, a nawet nie pijesz - odrzekł młodzieniec.
- Czy czasem czujesz się pełen mocy, a innym razem osłabiony? - zapytała smoczyca.
- Tak. Teraz na ten przykład czuję się jakby wszystko ze mnie odeszło. Kiedy coś mi się udało, czułem się pełny i wszystko mnie cieszyło.
- To uczucia, Orberisie. Mają moc. Można to uprościć w ten sposób. Miłość buduje, nienawiść niszczy.
- To ciekawe co prawisz.
- Moim pokarmem jest miłość. Kiedy ktoś się raduję, kiedy ktoś kogoś kocha, czuję się jakbym zjadła duży i dobry posiłek. Jednak najwięcej odżywiam się twoimi uczuciami do mnie. Kiedy powiedziałeś, że nigdy mnie nie pokochasz jak Carriass, czułam się bardzo źle. Erragea odżywia się nienawiścią. Zawiść, kłamstwo, to jego posiłek. Ale tak jak i dla mnie, najważniejsze są dla niego uczucia Carriass. Prostymi słowami pomieszał jej w głowie. Wzbudził zazdrość i zawiść.
- Okłamał ją?
- O nie! On jest bardzo mądry. Przedstawił księżniczce fakty w niewłaściwym świetle. Na przykład powiedział jej, że Deerhe nie przyjechała do waszej osady z powodu troski za nią, a tylko ponieważ  chciała miłostek z Renthinem.
- Co mówisz, Kaungo!
- Zakochali się w sobie. Nie powiem ci wszystkiego, bo nie powinnam. Wiem co wszyscy czują. Dokładnie. Ale i Erragea to wie i potrafi manipulować córką Deerhe. Jedyne w czym jej nie oszukuje to w uczuciu do niej. Erragea ją kocha.
- Jakże to! Toć to smok!
- Jak myślisz, czym jest smok?
- Zwierzęciem ogromnym, lata, zieje ogniem.
- Tak czujesz czy raczej masz takie stereotypy
- Co znaczy te dziwne słowo?
- Stereotyp to potoczna opinia, czyli osąd. Ludzie sądzą, że wilki są złe. Sądzą, że kobiety są głupsze niż mężczyźni. Sądzą, że świnia uwielbia być brudna. Czy myślałeś, że smok może mówić, znać myśli i odżywiać się energią.
- Kaungo, co to energia?
- Energia to moc. Kiedy palisz w piecu, jest ciepło. Ogień daje ciepło. Kiedy koń ciągnie wóz, wóz się porusza, bo koń się męczy. Kiedy rąbiesz drewno, uderzasz szybko siekierą i przecinasz drewno. Dzieje się to dlatego, że siekiera jest ostra, a ty szybko uderzasz. Siekiera nie przecięłaby drewna gdyby była tępa ani gdybyś uderzył bardzo wolno. Ty jesz jedzenie. Twój organizm zamienia pokarm na inne składniki, które zasilają twoją krew, a ta niesie to, co organizm potrzebuje. Niesie wszystko tam gdzie trzeba. Gdybyś nie jadł przez krótki czas, organizm pobierałby te produkty z twojego ciała. Jednak gdybyś długo nie jadł, umarłbyś. Człowiek umiera kiedy nie oddycha więcej niż 3 minuty, nie pije wody przez tydzień i nic nie je przez miesiąc.
- Kaungo, co to minuta?
- Jednostka czasu. Dzień ma 24 godziny. Godzina to pół straży. Godzina ma sześćdziesiąt minut. Minuta sześćdziesiąt sekund.  
- Nic nie rozumiem.
- Na razie nie musisz. Ja żyję miłością. Jeżeli nie będę miała miłości, umrę. Erragea żyje nienawiścią.
- Jeżeli nikt w jego otoczeniu nie będzie zły, kłamliwy i przewrotny, umrze. Tak?
- Nie dokładnie. Miłość jest większa od nienawiści. Bo miłość buduje, a nienawiść niszczy. Miłość jest życiem, nienawiść śmiercią. Erragea jest taki jak ja. Kiedy zrozumie, że nienawiść nie jest dobra, zacznie być jak ja. On sam się jednak nie zmieni. Carriass jest słabsza od niego. Ona jedyna może go zmienić. Ale kiedy jest obok jego wpływ nie pozwala jej być sobą. Czyli tą prawdziwą Carriass, którą poznałeś. Jest tylko Ssairrac. Ssairac jest Carriass, ale tylko taką, dla której rozkosze ciała są ważne. Dlatego ja muszę spróbować.
- Ty?
- Carriass jest dobra w środku. Coś się musi stać, żeby zrozumiała. Postaram się porozmawiać z Errageą, ale pewnie mnie wyśmieje. Jak wiesz, rozmawiałam. I nic to nie dało. Ale żebym miała siłę czyli energią, potrzebuję więcej miłości.
  Orberis zrozumiał. Bo tak naprawdę dużo z tego co mówiła Kaunga już słyszał, a nawet samo tym mówił. Nawet Kaunga nie wiedziała, dlaczego powtarza wypowiadane poprzednio słowa.
Nagle wszystko zaczęło mu się układać w sercu i głowie. Czuł to do Kaungi od początku, tylko przekonanie, że to jest smok, utrudniało mu akceptację. Podszedł do niej i przytulił się do jej szyi.
- Czuję to! Kiedy poznałem Carriass, myślałem że ją kocham. Ale to raczej było pragnienie ciała. Nie obchodzi mnie, że masz ciało smoka. Przecież kocham Barri, mimo że jest klaczą. Wiem, że Carriass kocha Obłoka tak samo. Czemu ona jest taka inna? Nagle swawole dla niej są ważne?
- Człowiek musi się rozmnażać by przedłużyć gatunek. Jak wszystko. Bo wszystko umiera. Zwierzęta robią to tylko kiedy chcą mieć dzieci. Ludzie mogą zawsze. Bo to miłe. To najsilniejsze co jest w człowieku. Kiedy człowiek umiera z głodu, myśli o jedzeniu. Kiedy się topi, chce przeżyć, ale w pozostałych momentach może się kochać i o tym głównie myśli. Erragea pobudza to u Carriass. Ona go kocha, ale nie może zaspokoić. Właściwie może, ale nie tak by go to w pełniu zaspokoiło. On ją może, ale nie chce.
- Erragea może dać jej rozkosz?
- Tego rodzaju. Oczywiście nie jak ty byś jej dał. Rozumiesz dlaczego...
- Tak - młodzieniec nieco się zarumienił.
- Erragea będzie chciał się do mnie zbliżyć. Jak ogier do klaczy, kogut do kury. Bo my jesteśmy smokami. Jeżeli nie będzie nowych smoków, ród smoków umrze. Żyjemy długo, ale w końcu umrzemy.
- Czyli będziesz z nim miała małe smoczki?  
- Nie, Orberysie. Nie zrobię tego.
- Dlaczego?
- Ponieważ cię kocham. Już o tym rozmawialiśmy, ale z jakiegoś powodu zapomniałeś
- Ale ja...
- Wiem, bo czuję. Do miłości nie można zmusić. Kiedy zrozumiesz w swoim sercu, wtedy...  
- Kaungo. Ja czuję do ciebie coś, czego nie czułem do nikogo. Tylko, że jesteś smokiem...
- Wiem. Według natury powinnam być z Errageą, jednak wybrałam ciebie. Erragea mówi Carriass, że kiedy znajdzie kamień Um stanie się jak ty.  
- Czy to prawda?
- Nie wiem. Moja miłość do ciebie nie ma warunku. Kocham cię, a jaka jestem, nie ma dla mnie znaczenia.  
- Czy to co czuje kiedy jestem blisko ciebie, a szczególnie na twojej szyi, to miłość?
- Nie mogę ci powiedzieć, sam musisz wiedzieć.
- Czy dla ciebie moja miłość do ciebie jest najważniesza?
- Jest ważna. Czy najważniejsza? Nie. Oddałabym życie dla ciebie. Ale oddałabym je dla Carriass, gdyby trzeba. Dla Erragea, gdyby od tego zależało jego życie.  
  Orberis poczuł gorąco w swoim środku. Szczególnie sprawiło to statnie jej słowo. Jeszcze nigdy się tak nie czuł. Jej słowa zniszczyły w nim całe zło. Chociaż nie miał go wcześniej wiele. Już nie był zły, na Renthina ani Deerhe. Wybaczył Carriass, że tak postępowała. Wybaczył Cole, że go napadł. Pokochał w tej chwili Errageę. Pokochał Carriass. Ale najbardziej sprawiło mu rozkosz, że pokochał Kaungę. Zapomniał, że już większość tych rozmów mieli za sobą. Ale stało się to w pewnym celu. Właśnie w tym.
  W tym momencie zobaczył znowu tę kobietę. Wyglądała jak Deerhe, ale miała oczy jak Kaunga i Carriass.  
- Widziałem cię. Ale kocham cię nie dlatego. Kocham cię Kaungo. Umrę dla ciebie.
- Kochanie, chcę żebyś żył dla mnie. Co mi po tym jak umrzesz?
  Orbreris wtulił się w jej szyję.  
- Możesz powtórzyć, najdroższy - szepnęła takim głosem, że poczuł błogość w całym ciele.
- Kocham cię, Kaungo. Nie ważne, że masz ciało smoka. Kocham cię.
  Wybuch światła poraził jego oczy. Kiedy poświata zniknęła zobaczył, że stoi na trawie tak zielonej jakiej nigdy nie widział, a niebo miało cudownie niebieski kolor. Zobaczył przed sobą piękna kobietę.  
Była bardzo podobną do Deerhe, ale to nie była Deerhe.
- Agnuak - szepnął
- Sirebro - szepnęła.
  Objął ją i poczuł jej usta. Jej zielone oczy patrzyły na niego z miłością, a kiedy ich usta się w końcu  oderwały od siebie, dostrzegł, że jej jędrne piersi falowały.  
Wizja zniknęła.
- Kaungo, to ty! Widziałem twoją prawdziwą postać. Szkoda, że ty tego nie widziałaś.
- Widziałam, kochanie. To ja cię pocałowałam wówczas przy wodospadzie. Nie wiem czy kiedykolwiek będę w tamtej postaci. Ale to nie ważne. Kocham cię i wiem, że ty mnie miłujesz. Teraz moge lecieć do Erragea. Twoje wyznanie dało mi wiele mocy. Musimy ratować Carriass. I musimy ratować Erragea.
- Tak, leć moja najukochańsza!

W tej samej chwili Erragea to odczuł. Leciał z Ssairrac do swojej jaskini. Ryknął strasznie i z jego paszczy wystrzelił błękitny ogień. Na jedną chwilkę wszystko w nim zadrgało. Carriass spadła z jego karku i runęła w dół.  
- Nie wygrasz ze mna Kaungo - krzyknął.  
  Po chwili poczuł, że dziewczyna spadła.
- Carriass - krzyknął.
  Runął w dół. Dziewczyna krzyczała ze strachu. Ale przestała. Poczuła na ułamek chwili błogość przekraczającą poznanie. Czuła miłość w czystej formie. Zobaczyła, że spada, ale dostrzegła coś jeszcze. W górze szybował mężczyzna. Spadał na nią jak jastrząb na zdobycz. Ale nie bała się. Wiedziała, że ją złapie. I po chwili to się stało. Miał czarne jak smoła włosy i ogromne błękitne oczy. Objął ją mocnymi ramionami. Czuła od niego tyle siły, że gdyby chciał, zmiażdżyłby Rehera jak silna dłoń kruszy skorupę orzecha.
- Carriass, kochanie - rzekł swoim niskim głosem.
- Aegarre, najdroższy!
  Ich usta się złączyły. Rozkosz topiła ją, ale coś nad tym górowało. Nieskończone odczucie błogości i spełnienia. Spokój i bezpieczeństwo. Kiedy otworzyła oczy zobaczyła, że jest w jaskini. Erragea patrzył na nią.
- Uratowałeś mnie, Aegarre - szepnęła.
- Co ty pleciesz Czerwony Kapturku - mruknął - jestem Erragea, a ty Ssairrac. Nie pozwolę ci zrobić krzywdy.  
- Kochanie. Daj mi to uczucie, które czułam. Wiem, że mnie pragniesz, a ja ciebie, ale to nie miłość.  Nie ma w tym nic złego, że mnie pragniesz. Ale kochaj mnie w sercu, wiem że możesz. Daj mi to!
  Zostaniesz sama? Wrócę wkrótce. Muszę się rozmówić z Kaungą. Za bardzo miesza.  
- Dobrze, poleć Kiciu. Ale najpierw opowiedz swojej Ssairrac o tym Kapturku.
  Ssairrac wróciła i od nowa pożądanie zaczęło władać jej ciałem. Ale gdzieś w jej środku czuła miłość. I pragnęła jej. Teraz to czekało na właściwy czas.
- Dobrze - odrzekł ucieszony, że stała się znowu Ssairrac.
  Dmuchnął na nią ciepłym oddechem o zapachu róż.  
- Czerwony Kapturek była dziewczynką, która opiekowała się chorą babcią. Dziewczynka była dobra dla wszystkich. Babcia mieszkała w lesie. I kiedy Czerwony Kapturek niosła jej jedzenie w koszyczku, wszystkie napotkane zwierzątka się cieszyły, że ją widzą. Nazywała się tak, bo miała sukienkę z czerwonym kapturkiem. Nie, żebym był zazdrosny, ale mam pytanie. Zrobiłabyś to dla Rehera gdyby się zgodził na twoje niecne zachcianki?
  Ssairrc uśmiechnęła się.
- Wiedziałam, że tego nie zrobi. Nikt więcej nie zobaczy mojego ciała. Nawet Orberis. Jestem tylko twoja. Widziałam cię. Wiesz o tym. Kocham cię Erragea, ale pragnę byś stał się Aegarre.  
- Najpierw Erragea musiałby umrzeć! Tego chcesz?
- Nie mogłabym żyć bez ciebie, kochanie. Wiedz jedno. Kiedy Erragea umrze i Ssairrac umrze.  
- Nigdy do tego nie dopuszczę jako Erragea. Lecę. Dam Kaundze ostatnią szansę. Wrócę niebawem.
- Dobrze, leć mój umiłowany. A ja sobie poprzymierzam suknie i założę naszyjniki, bransolety i pierścienie. Bo to lubię czynic kiedy jestem sama.
- Pamiętaj, że jesteś tylko Ssairrac - szepnął i wyleciał z jaskini.  
  Ssairrac wyszła na zewnątrz i patrzyła za jego czarnym ciałem, aż zniknął jej z oczu...  
Mimo że smok zniknął w jaskini nadal panowała jasność. Ale księżniczka nie myśłała o tym. Otworzyła skrzynkę.  
- Szkoda, że nie ma lustra... Nagle...dostrzegła w końcu jaskini lustro w złotych ramach. Potem zobaczyła wszystko. Dywan na drewnianej podłodze, łoże i stół. Złotą misę z owocami i dzban z napojem. Carriass nie dziwiła się wcale. Zerwała winogrono z kiści leżącej w misie. Smakowało wybornie. Wzięła morelę i kilka malin. Nalała żółtego płynu do złotego pucharu. Napój smakował jak sok z mango.
Zdjęła czerwoną suknię. Patrzyła chwilkę na swoje nagie odbicie. Założyła białą suknię.
- Chciałabym, żebyś ty mi taką przywiózł, Kiciu - szepnęła.
  Otworzyła wieko skrzyni. Była pełna złotych dukatów. Sznurów białych pereł. Przeróżnych bransolet z drogich kamieni. Rubinów, szmaragdów, szafirów i cytrynów. Zaczęła zakładać naszyjniki z pereł, rubinów. Złote łańcuchy.  
Potem pozdejmowała wszystko i została tylko w samej sukni. Poczuła coś.
- Czy to ty, Kaungo?
< Tak, to ja. Postaraj się zmienić serce smoka. Wybacz matce. Ona cię bardzo kocha. Zbliżyła się do kowala, bo brakowało jej ciepła od Armidosa.  A teraz zakochała się w Renthinie, a on w niej. Ale nikogo tak nie kocha jak ciebie. Przkonasz się.  
< Widziałam mojego ukochanego. Czy to człowiek, bo tak wyglada? >
< Wiem tyle co ty. Wiem, że kochasz Erragea. I on ciebie kocha. Kiedy wróci, znowu owładnie twoim duchem. Znowu będziesz Ssairrac i znowu będziesz myśleć tylko o rozkoszy ciała. Ale jesteś czymś więcej niż ciałem. Właściwie ciało to ubranie prawdziwej ciebie. Uwierz mi. Wiem, że mi wierzysz, ale zapomnisz o tym kiedy wróci Czarny smok. Ale jedno zapamiętasz. Moją miłość. Ona skryje się w największej twojej głębi. Ale będziesz wiedziała, że ją masz. Kocham cię, Carriass.>
- Kaungo?!
  Została sama. Wszystko zniknęło. Dywan, meble i lustro. Została w białej sukni. Zobaczyła tylko trzy inne suknie, tę którą dostała od Aminy. Patrzyła na otwartą skrzynię.
- Na co mi złoto i drogie kamienie, jeżeli nie mam prawdziwej miłości.  
  Zebrała suknie razem i ułożyła się na nich. Zasnęła.
                                                                  
                                                                 *
Erragea wylądował na pustkowiu. Dostrzegł wcześniej wielką polanę. Czekał na Kaungę. Mimo wysiłków, nie mógł dostać się do jej wnętrza. W końcu ją zobaczył. Jej łuski lśniły pięknie w promieniach zachodzącego słońca.  
- Dobrze, że jesteś Zielona...
- Mam imię, Errageo.
- Tak, Kaungo. Wybacz.
- To mogę, ale to co czynisz z Carriass jest złe.
- Jestem zły, czego ode mnie oczekujesz?
- Nie musisz być taki!
- Wiesz co się stanie jak się zmienię? Umrę! Tego chcesz? Już znowu nakładłaś do głowy tych mrzonek mojej Carriass!
- Aha, wiesz że ona jest Carriass, to czemu ja zwodzisz?! Czemu z niej czynisz dziewkę karczemną, co tylko myśli o swawolach cielesnych? Carriass nigdy by nie wypięła do ciebie intymności byś jej dogadzał jęzorem.
- Zazdrosna jesteś? Jeżeli przyszłaś by mnie zmienić, to trudziłaś się na darmo. Ale dobrze, że przybyłaś. Czas by przedłużyć ród smoków. Wcześniej nie chciałaś, ale pewnie zmieniłaś zdanie. To dobrze. Nie powiesz, że nie chcesz doznać rozkoszy, prawda? Orberis ci nie może jej dać, bo za mały. Poza tym hybryda by się urodziła, o ile by się cokolwiek urodziło.
- Nie zastanawiasz się skąd to wiesz?  
- Nie, ale wiem.  
- Masz ciało smoka, ale smokiem nie jesteś.
- Tak trzeba znaleźć kamień Um.
- Wiesz, że to nie działa. Moje jajo jest nim. To nic nie da.
- Tak, to jest dziwne. Oboje mamy ciała, a jaja pozostały całe... Coś tu nie pasuje.
- I ja to wiem. Ale miałam wizję. I ty ja miałeś, Aegarre.
- Milcz, Zielona - krzyknął niezadowolony - Przybyłaś, to chodź do mnie, czas by nowe smoki powstały.
- Romantyczny to nie jesteś. Mam ogon podwinąć i wystawić się przyrodzeniem do ciebie jak Ssairrac?  
- Czemu nie. Mnie to pasuje.
- Zaczekaj, Errageo. Mówiłeś Carriass o swojej matce. Skąd wiesz, że była wyrodną matką? Może coś się stało i nie mogła inaczej. I ja zostałam sama, ale jej wybaczyłam. Może nie miałam czego wybaczać, ale to zrobiłam. Wiesz, że miłość zycięży nienawiść. Ale ty nie masz nienawiści. Wmawiasz sobie, że jesteś zły. Wmawiasz sobie, że nienawidzisz ludzi. Przecież miłujesz Carriass więcej niż Ssairrac.
- Nie mogę się zmienić! Nie mogę i nie chcę - zagrzmiał, aż pospadały liście z dalekich drzew.
- Możesz, ale nie chcesz, to jest prawda. Umiesz pięknie przekręcać prawdę. Jesteś w tym mistrzem. Nie powiedziałeś jej dlaczego wrzuciłam Carriass do twojej jaskini. Powiedziałeś o wietrze i burzy, ale tak, że nie pojęła. Nie wspomniałeś, że Deerhe pokochała Renthina. Nie zechciałeś wspomnieć, że mimo, że Deerhe go miłuje i tak kocha swoją córkę Carriass, więcej. Deerhe jej to powiedziała, ale ty tak ją omotałeś, że pamięta dobro bardzo krótko. Deerhe pragnie Renthina, bo go kocha. Wiesz dobrze, że nawet Ssairrac takiej miłości pragnie. A ty możesz jej ją dać. Tylko ty. Ale zadowala cię, że robisz z niej dziwkę. Zabijasz w niej serce i uczucie, a napełniasz ją jedynie pożądaniem. Nawet Orbe to dostrzegł!
- Zabiję go i nie przeszkodzisz mi w tym. Stawaj, bo chcę z tobą współżyć.
- Nie będzie z tego nic, Czarny! A wiesz dlaczego? Bo kocham Orberisa. I będziesz najpierw musiał zabić mnie, zanim tkniesz drwala i mojego jeźdźca. Ale zapytaj Ssairrac czy ci pozwoli go zabić. Chcesz z niej zrobić pełne pożądania ciało pozbawione duszy! Ale nigdy ci się to nie uda. Ma miłość w sobie. I jednego dnia stanie się tylko Carriass i nic na to nie zrobisz.  
  Erragea spojrzał na nią zimnym wzrokiem.
- Skoro nie chcesz ze mna przedłużyć gatunku smoków, więc że nie jesteś mi potrzebna ani tym bardziej Orberis. Pozwolę by Assual zwyciężył Rehera. Potem Armidosa, a wówczas ja zniszczę jego i jego armię. Zrobię to z przyjemnością. I będę władał tą planetą z Ssairrac. A ty... Nie wchodź mi więcej w drogę.  
- Żal mi cię Errageo. Wiem coś czego ty nie wiesz. Orlica znosząca dwa jaja. Jedno ciemne, drugie jasne. Żegnaj.  
  Kaunga zamachała skrzydłami i wzniosła się do góry.
- Nie próbuj ze mną sztuczek. Może zmienisz zdanie i cię posiądę. Jeżeli nie, zniszczę.  

                                                   *
Tymczasem na zamku Armidosa królowa Deerhe siedziała sama w swojej komnacie. Renthin ze złamanym sercem siedział w swojej kuźni. Deerhe kocha kowala. Poczuła, że zdradziła męża. Ale dla dobra sprawy nie chciała niczego ujawniać. Nie wiedziała zresztą co by uczynił jej mąż. Sądziła, że nie skazałby jej na śmierć. Aż takim zimnym draniem nie był. Jego winą było tylko to, że zapomniał, że jest również mężem, a nie tylko królem. Teraz jednak Assual zmieniał jego serce. Do tej pory był dobrym królem co o lud dbał. Teraz myśl o władzy i większym bogactwie, zaczęła drążyć jego duszę jak robak drzewo...
- Muszę znaleźć Orberisa. On jest jeźdźcem Kaungi, a ona tylko może zmienić serce mojej córki. Tylko gdzie mam go szukać? - szepnęła do siebie królowa.  
  Usiadła zasmucona. Pukanie do drzwi przywróciło ją do rzeczywistości.
- Pani, młody drwal u bram. Chce ciebie widzieć.
  Królowa Termidei otwarła drzwi komnaty.
- Orberis! Wprowadźcie do sali obrad, zaraz przybędę.
  Spojrzała na swoje odbicie, włosy poprawiła. Obciągnęła suknię. Do sali obrad zeszła.
  Młody drwal siedział ze smutną miną.
- Witaj Orberisie.
  Drwal do ziemi pokłon oddał.  
- Witaj pani. Wyznać ci coś przybyłem.
- A ja właśnie o tobie myślałam. Nie wiedziałam gdzie cię szukać, a ty do mnie przybyłeś. O Caarriass mi chodzi. Zmieniła się bardzo. Ratuj ją.
- I mi to na sercu ciąży jak kamień wielki. Muszę ci coś wyznać. Kocham Kaungę.  
- Co prawisz! Przecież to smok wielki. Jak ją miłować możesz?
- Tak, ciało ma smoka, ale jest inna niż wszystkie smoki poprzednie. Czy w skryptach pisano, że smok kochał jak człowiek, swojego jeźdźca?
- Nie widziałam żadnego zdania o tym.  
- Kaunga ma miłość. Powiedziała mi o tobie i Renthinie. Nie trap się. Nic bez przyczyny się nie staje. Zdrada w małżeństwie nie jest dobra, ale nie zrobiłaś tego tylko z pożądania. Wybacz, że ci to mówię. Nie oddalaj go teraz, bo dwa serca złamiesz. Swoje i jego. Amina się trochę tylko domyśla, król Armidos wcale. Nie jest złym człowiekiem, ale zapomniał że jako mąż też ma obowiązki. Miłość jest jak kwiat, jak go nie podlewasz, usycha. Jak za długo zwlekasz, uschnie i nic go do życia nie przywróci.  
- Ale jestem nadal żoną jego. To złe co czynimy.
- Jeżeli możesz, zaniechaj. Jeżeli umiesz, zezwól mężowi, kiedy zbliżyć się do ciebie zechce.
  Deerhe wzdrygnęła się cała.
- Teraz gdybym to uczyniła zdradziłabym Renthina. Co ja pocznę! Czy Carriass mnie znienawidziła za to, że z Renthinem byłam blisko?
- Carriass by ci wybaczyła. Niestety teraz jej ciałem włada Ssairrac. A nią manipuluje Erragea. Ufam Kaundze, że to się zmieni.  
- Wiesz to, że Armidos Rehera napadł a wojska Assuala nam pomogły?
- Nie ufam Assualowi.
- I jak tak czuję. Król Aramidos zezwolił mu szperać w skryptach.
- Polegamy na odczuciach. Może zmienił się i dobry się stał.
- To dziwny człowiek, Orberisie. Widziałam jak patrzył na córkę. Co prawda i ja miałam chwilę, że na ciebie tak spojrzałam. Ale ty nie jesteś moim synem.
- Nie trap się tym, królowo. Wiem już dlaczego wówczas tak spojrzałaś i kiedy dłonie nasze się zetknęły, tak zareagowałaś. Powiem ci kiedy będzie czas. Zobacz, że to już nie działa. Daj mi swoją dłoń, pani.
  Deerhe z lekkim strachem dłoń mu podała, ale kiedy dłoń młodzieńca ujeła, nic nie odczuła.
- Istotnie, Orberisie. Dziwne to wszystko.
- Deerhe, pamiętaj co ci rzekłem.
  Nagle królowa dostrzegła, że Orberis zmienił się w oczach. Padł na kolana i zapytał.
- Czy coś powiedziałem, pani?
- Rozmawialiśmy. Szczerze mówiąc mówiłeś do mnie jak równy mi.
- Och, wybacz. Kaunga przeze mnie mówiła. Czy nie zachowałem się nieodpowiednio?
- Powiedziałeś mi wiele. Nadal jednak martwię się o Carriass. Jeżeli zobaczysz Renthina, przekaż mu, że moje serce jest jego. Nie tylko ciało. Niech uczyni co mówi mu jego serce. Zdradziłam męża, ale teraz już nie mogę do niego wrócić, bo kocham Renthina. Przyjmę co los mi da, ale będę bronić Renthina i życie w zamian za niego oddam, jeżeli trzeba. Jeżeli przyjdzie czas, królowi wszystko wyznam. Koronę oddam by z Renthinem być.
   Teraz królowa Deerhe zapomniała, że o tym z córką mówiła i że Carriass obiecała ją bronić.
- Pani, on ma żonę i dzieci kilka. Co będzie!
- Wiem. Powiedz mu zatem, że go miłuje. Ale dalej tak nie możemy. Skoro go zobaczę i będę mogła wytłumaczyć, zrobię to. Mówię to, bo go oddaliłam. I pewnie tym zraniłam mu serce. Z troski o Carriass to uczyniłam. Powiedz mu, że o wybaczenię proszę.
- Dobrze, pani. Jak poleciłaś, uczynię.
  Orberis się oddalił. Po chwili zobaczyła go z okna jak na Berri pędzi do osady.

                                                                        *

Kiedy Reher emisariuszy pokoju do Armidosa wysłał, a Kaunga czyniła starania by serce Czarego smoka zmienić, Assual już w swoich namiotach siedział, co na ziemi Termidei postawił. Jego wielkie wojsko przybyło, chociaż cała potęga wojowników stepu na granicy czekała. Miał chan obok siebie wielkiego szamana. Teraz już wiedział co się stanie. I drżał z roskoszy. Ostanie dobro w nim się wypalało. Żądza rospalała jego ciało. Czekał na swój sen i źródło żądzy, córkę swoją, Ochir - Saran.  

1Aurofantasja

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użył 4557 słów i 24355 znaków.

1 komentarz

 
  • emeryt

    @1Aurofantasja, odcinek wspaniały, wyjaśniłeś wiele spraw. Lecz twoi bohaterowie na całkowite ich zrozumienie nie są chyba gotowi.