Ostatni z planety Carammi cz 21

Reher otworzył oczy. Czuł jeszcze wilgoć ust Ochir - Saran.  
- Och miła moja. Wojna nas rozłączyła. Czemuż ty córką Assuala, a ja władcą Arpaganni i z powodu tego, musimy  czynić co serca nie chcę. Chociaż władza daje pewne dobra, teraz gorycz mam w duszy. Będę musiał wojnę prowadzić, ludzi zabijać, smoka się obawiać - szeptał do siebie, co nie często czynił.
  Wstał szybko. Potrzebę załatwił, obmył ciało w wodzie zimnej. Czuł nadal zapach swojej płomiennej kochanki, na ciele swoim i w komnacie całej.  
  Nigdy nie pobłażał sobie. A teraz ciężko mu było jak nigdy. Zaczął myśleć jak najmniej zła uczynić, bo chociaż czuł zmianę, nie wystarczająca się zmienił, by dobro tworzyć.
- Zła wiele uczyniłem ot i teraz to się wraca na mnie. Brata wygnałem, rodziców uwięziłem. Ludzi krew przelewałem. Jedyne co dobre, to dziewkom radość sprawiałem, chociaż i sobie przecie. Co uczynić muszę : Do Armidosa prośbę o pokój wyślę. Honor stracę, ale chociaż krwi przelewanie zatrzymam - szepnął do siebie jeszcze.  
   Śniadania nie zjadł, a zrazu naradę ministrów i generałów nakazał. Usiadł na tronie i czekał z miną smutną, by wszyscy przyszli. A kiedy ministrów i generałów swoich ujrzał, rzekł.
- Oto co ja, król Arpaganni, nakazuję. Emisariuszy pokoju do Armidosa wysłać pragnę. Wojnę chcę zakończyć.
  Cisza nastała, że tylko sapania i oddechy zebranych słychać było.
- Jakże to panie? Wróg wioski spalił, rycerzy naciął. Przewagę liczebną mamy. Łatwo kraj Termidei  w popiół zamienimy - generał wojny się odezwał.
- Milcz, generale wojny - zagrzmiał Reher - ja generałem cię uczyniłemi i ja mogę tego stanowiska cię pozbawić.
  Szemranie powstało na sali obrad.  
- Dobry to pomysł. Lepszy pokój niż wojna - minister nauk, rzekł głośno.
- A co z czarnym smokiem? Lud w trwodze, królu nasz - zapytał minister od ziem i lasów.
- Zobaczym. Skoro zaprzestanie ataków, nic nie uczynimy. Jeśli nie, zabić go próbować będziem.
- Dobrze, panie nasz. Tak uczynimy. Emisariuszy wyślę - minister od spraw kraju i dobrobytu, rzekł.

Wiele mil od zamku Erragea w swojej pieczarze siedział i na Ssairrac spoglądał. Ta suknie przymierzała i złote ozdoby co od Rehera dostała, na siebie zakładała.
- Dobrze mi z tobą Kiciu, ale zamku mi trzeba.  
  Czarny smok oczami pięknymi zamrugał.
- To już ci moja pieczara niemiła? Ciepłem cię ogrzewam, światłem oświetlam. Czemu tak, Kapturku mój miły?
- Doceniam starania twoje. Księżniczką jestem. W zamku mieszkałam całe życie. Kocham cię mój smoczku i pragnę ogromnie, ale potrzebuję służby, łoża, komnat. To nie takie trudne dla ciebie. Zamek napadniemy, ludzi pogonimy.  
- Kapturku! Przecież ze strachu ci służyć nie będą. Tylko myślisz, że chcesz tego, prawda?  
  Ssairrac myśleć zaczęła.  
- Masz racje, mój mądry smoczku. Jestem rozgoryczona, że nie możemy być blisko. To jest wszystkiego przyczyna. Gorąc mnie pali, a ugasić tego nie mogę.  
- Wiem miła. Ale kłopoty się szykują. Reher wojnę chce zakończyć.
- Co takiego? Co go do tego skłoniło?
- Miłość. W córce Assuala się zakochał. Oj głupi, głupi.
  Córka Deerhe z marsowym czołem na niego zerknęła.
- Głupi, bo miłuje? Co w miłości złego? Sam mówisz, że mnie kochasz.  
- Ja to co innego. Z tego żadnych kłopotów nie będzie. Ale on? Całe mnóstwo niepowodzeń go czeka.  
  Erragea zaczął myśleć jak zło stworzyć, bo inaczej z głodu przymierać będzie.  
- Słuchaj no Kapturku. Sądzisz, że ojciec twój pokój przyjmie? Może polecimy i z nim w rozmowę się wdasz, co myślisz, miła.  
  Smok przebiegły wiedział, że luba jego każdą jego prośbę spełni, a chciał w niej przekonanie ugruntować, że to ona decyzje podejmuje.
- Warto zobaczyć co tam w trawie piszczy, Kiciu.
  Carriass pomyślała, że z matką by mogła jeszcze raz porozmawiać. W końcu złości już do niej dłużej nie trzymała. Na początku o brak manier ją oskarżała, mniej o zdradę. Teraz kiedy przekonała się na sobie, co pragnienie ciała zrobić może, wyrazumiałości nabrała. Skoro Deerhe zrobiła to z Renthinem i to nie raz jeden, to pewnie powód miała. W końcu Carriass sama rozumiała, że natura do różnych rzeczy zmusza. Nie wiedziała tylko czy kobieta w wieku jej matki większą czy mniejszą chuć przeżywa. Sama chciała pieszczoty, ale rozumiała, że Erragea ma swoje powody. A w normalny sposób odbyć się to nie mogło. Była tak zakochana i za nim całkiem, że nie odbierała go jak zwierz, tylko jak istotę, jeśli nie wyższą, to równą sobie. W tym pewność miała pełną. Gdyby nie był tak wielki, z pewnością by miłość z nim miała. W swoim sercu i umyśle, jak człowieka go kochała. Zaczęła nawet w głębi sobie wyrzucać, że przy Reherze i Orberisie się tak uprzednio zachowała. Z Rehera raczej zadrwić pragnęła i sama nie wierzyła, że na jej propozycję przystąpi. Co do Orberisa? Gdyby się zgodził, miłość by z nim miała? Z pewnością nie.  
  Gdy jej coś myśli nie mieszało, nadal Carriass była, a jako ta, normalne uczucia do matki nadal odczuwała, do Orberisa i Renthina, również. Nie wiedziała przecież, że to właśnie czarny smok w jej umyśle miesza.                                                                                                                                                                                  
  On zaś niczego, poza tym jednym się nie obawiał. A mianowicie tego, że w końcu może to odkryć. I co wówczas?  
Jako mocny punkt miał to, że szczerze ją miłował i w ciele pragnął. I tak naprawdę pieszczoty by jej podarował, a tylko mówił, że wówczas to polubi i zaniecha starań, by jego ciało zmienić. Przecież Erragea nie miał pewności czy to się stać może, raczej w to nie wierzył. Pewność miał w tym tylko, że on ludzką postać przybrać może, jeśli to możliwe, bo przecież Carriass smokiem nigdy by się stać nie mogła. Nie mógł wiedzieć, że się myli.
- To lecimy, Kapturku.
   Jak zawsze jęzorem na kark ją wrzucił. Ta sama siła niezmiennie wolniutko ją usadziła tuż za jego głową ogromną.  
  Kiedy tylko jego ciała dotknęła, rozkosz odczuwać zaczęła. Ale tym razem zaczęła to rozważać. Wcześniej bezwolnie temu się poddawała. Rozkosz ta pozornie do podniecenia podobna była. A taką już czuła, gdy Orberisa usta dotknęła, swoimi. Teraz różnicę odczuła. To co odczuwała teraz,  już z Kaungą miała. Tylko od Erragea silniej i mocniej odczuwała. Rozkosz ta miała inne zabarwienie niż fizyczne pożądanie. I to ją zdziwiło. Bo do teraz sądziła, że rozkosz jest tylko jedna.  
Zaczęli lecieć, a Carriass przypomniała sobie, że ma zdolność porozumiewania się ze smokiem bez słów wypowiedzianych.  
< Kicia, powiedz mi jedno. Czy kiedy tak siedzę sobie, rozkosz ci to daje{PHP}
< Jako żywo, Kapturku >
< Nigdy o tym nie myślałam. Kiedy mnie osuszałeś oddechem swoim, podniecona byłam. Chciałam byś mnie dotykał jęzorem po mojej intymności, bym rozkosz miała jaką meżczyzna kobiecie dać może. Teraz jednak czuję to jakby w sercu prosto. Moje ciało nie reaguje. Intymność spokojna i piersi miękie. Czemu tak jest? Mądry jesteś, i pewnie wiesz to, odpowiedz zatem. >
   Smok faktycznie głupi nie był. Co prawda nie myślał skąd wie tyle rzeczy. Teraz się zastanawiał, co jej powiedzieć.  
  Wszystko mógł czynić i zwodzić ją, ale nie w miłości sprawach. Bo nie tylko w ciele, ale i w duchu ją miłował.  
< Widzisz Kapturku jak jest. Ciało ma inne potrzeby, duch inne. Brata miłujesz czy ojca, a miłości z nim nie chcesz. Tak matkę miłować możesz, ojca, brata i przyjaciela, nawet. I choćby, swojego Obłoka, tak miłujesz. To jest miłość duchowa. Ta druga jest tylko fizyczna. W ciele swoim masz małe rzeczy co specjalne płyny do krwi twojej wpuszczają. Wówczas twoja intymność wrażliwa bardziej, wilgotna. Wisienki na piersiach twarde. Tak kochanka jeno miłować możesz. Ta pierwsza miłość bez końca trwać może. Druga do szczytu roskoszy prowadzi, potem moc jej opada. Czas musi minąć jakiś, by następny raz nastąpił znowu.  
< Och! Mądry jesteś, Kicia mój. Ja do ciebie i pierwszy i drugi rodzaj uczucia mam. Miłuję cie w sercu. Drugi rodzaj jest niezaspokojony. Przechodzi z bólem, bo do szczytu dojść nie może. Miałam tak poprzednio, kiedy Orberisa całowałam. Jednak z tobą, mimo że ciało smoka posiadasz, dużo silniejsze pragnienie odczuwam. Chcę byś mnie pieścił i sama bym pieścić cię chciała, gdybym mogła. Ale z powodu twojej wielkości, nie mogę. >
< Dlatego kamienia Um szukać musimy. Tylko tak, ciało ludzkie dostać mogę >
   Ale Carriass poczuła myśli smoka. Pierwszy raz, nie tylko on wiedział co księżniczka myśli, ale i ona, co on myśli, odkryła.
< Kicia, czy ty do końca wierzysz, że to stać się może? >
   Zadrżał w secu Erragea, bo pomyśłał co stać się może, jak wszystko co w nim jest, odkryje. Ale prawdziwie jej odpowiedzieć musiał.
< Tak Kapturku. Nie bardzo w to wierzę>
< Ale próbujmy. Jeśli się to nie stanie, do Kałungi się zbliżysz, by ród smoków zachować, a potem z nią będziesz. A jak zechcesz inaczej, ze mną zostaniesz>
   Kiedy myśl mu taką przesłała, poczuł się źle. Toż to miłość czysta była, co pomyśłała! Kaunga takiego pokarmu potrzebowała, nie on. Nie mógł dłużej czekać i wyznać wszystko jej postanowił. Obawiał się jednak, że zbyt mocno to przeżyć może i równość lotu straci. Dlatego na ziemię wyladował. A byli już na terenie Termidei.
- Carriass, wyznać ci coś muszę. Kłamca ze mnie i nikczemnik. Jedyne w czym prawdę ci mówiłem to, że miłuję cię w duszy i pragnę w ciele.  
Ty jedzenie spożywasz. Mleko, owoce, mięso i chleb i jarzyny. Ja takiego jedzenia jeść nie mogę. Połknąć bym mógł jagnie czy krowę, albo wszystkie jabłka z sadu, ale nic by mi to nie dało. Ja uczuciami się odżywiam. Nienawiścią i złością. Kłamstwem i intrygami. Kaunga przeciwnie. Miłością i pokojem. To teraz już wiesz. Pokarm taki spożywać muszę albo inaczej umrę lub osłabnę mocno. Czemu tak jest, nie wiem.
  Skończył mówić i czekał co dziewczyna rzecze. I zadrżał nieco ze strachu, bo nie mógł odkryć co ona myśli. Ale w końcu Carriass się odezwała.
- Odkryłam to teraz. I zła być na ciebie powinnam. Ale nie jestem. A wiesz czemu? Bo cię miłuję.  
   Dla ciebie kłamać będę. Intrygi prowadzić i zawiść siać. Bo cię kocham. Jedynie ciężko mi to czynić, kiedy Kaunga blisko. I nie wiem czemu. Nie dam ci ja zginąć, bo droższy mi jesteś, niż życie moje.  
   Erragea nic przez chwilę nie mówił, bo poruszyło mu serce jej wyznanie.
- Carriass, kochanie moje. Dziwne to. To miłość czysta co mówisz, a jednak radość mi daje. Niestety głodu nie zaspokaja. Ale skoro prawdę mówisz, lećmy do Armidosa i plany Rehera pokrzyżujmy. Pomożesz mi?
- Tak, zrobię to dla ciebie. Wszystko co chcesz, uczynię.  
   Smok z jednej strony się ucieszył, z drugiej zmartwił. Przecież miłość i nienawiść w nim jednocześnie być nie mogła. I znowu przeklął los i szukał kto temu jest winny. I sam nie wiedział.  
  W górę się szybko wzniósł i do zamku króla Armidosa poleciał. Po jakimś czasie, na dziedzińcu wylądował i strachu rycerstwu przysporzył.  
  Kiedy Carriass na ziemię stanęła, do góry się wzniósł i pod las poleciał. Bo obecności ludzi nie znosił.  
  Córka Armidosa w krwawej sukni do komnat weszła i na ludzi jej znanych uwagi nie zwracała. Z ojcem rozmawiać chciała, ale Deerhe na swojej drodze dostrzegła.
- Córko! - królowa zawołała.
- Co matko chcesz? Do ojca mam sprawę.
  Zapłakała piękna królowa. Carriass na nią spojrzała i w sercu zmiękła. Przecież potworem nie była. Prawdę o czarnym smoku poznała, ale intelektu używać mogła. Ranić matki więcej nie chciała.
- Nie płacz, matko.
  To jedne słowo, otuchą serce królowej napełniło.
- Zechcesz wysłuchać mnie, córko moja?
- Tak, do sypialni swojej prowadź.
  Po chwili do jej sypialni weszły, a królowa drzwi kluczem zamknęła. Carriass na łożu usiadła. Deerhe na kolana padła i za stopy córkę uchwyciła.
- Przebacz mi, kochanie. Moje serce płacze, kiedy mnie tak traktujesz, ale rację ci przyznać muszę.
- Powstań matko. Usiądź przy mnie.
  Deerhe z klęczek wstała i obok córki usiadła. Wówczas ku jej zaskoczeniu, Carriass głowę na jej udach położyła. Królowa płakała, ale tym razem ze szczęścia łzy jej płynęły. Włosy córki gładziła i nic wyrzec z wzruszenia, nie mogła.
- Matko. Powiedz mi jeno. Renthina w sercu miłujesz? Czy tylko ogień intymności ugasić chciałaś?
  Lekko zaskoczona królowa nie wiedziała co odrzec, ale w końcu usta otworzyła.
- Dawno miłości i ciepła od ojca twego nie zaznałam. W łożu zimna zasypiałam.  
  Prawdę powiem, najpierw intymność z podniecenia płonęła. Kiedy w komnacie obok kuźni czekałam, miarowe uderzenia młota słyszałam. Wyobraźnia moja mi szeptała, że przyrodzenie jego twarde być musi i zapragnęłam by mnie potraktował jak żelazo w kuźni swojej. Kiedy wrócił i mnie dostrzegł, to mu wyznałam. Kowal z początku się opierał, lecz w końcu uległ.  
Jego żona od dawna miłości mu skąpiła. W kuźni gorąco panowało, a w łożu chłodem wiało.  
  Kiedy gorąc ciał ugasiliśmy, żałowaliśmy oboję. Potem ciebie szukałam i znaleźć nie mogłam. Szukałam cię i nad wodospad razem z kowalem pojechałam. Kiedy pierwszy strach minął, przekonałam się, że z Orberisem jesteś, bo konie wasze znaleźliśmy, więc pewności nabrałam, że nic ci się przy nim stać nie może. I znowu ponownie gorące pożądanie nas pochłonęło. Nigdy twój ojciec roskoszy mi takiej nie dał. W końcu trzeci raz w zamku naszym z nim się kochałam. I wówczas poczułam, że go miłuję.  
Chcę być dobrą królową i matką. Żoną już nie mogę. Teraz gdybym z ojcem twoim do łoża weszła, czułabym, że Renthina zdradzam. Chcę z nim być, chociaż od Aminy go nie chcę wykradać. Ale ty jesteś mi droższa bardziej niż Renthin. Żadna miłość, miłości matki nie doścignie. Ale teraz bardzo płacze, serce moje...Czemu taka się stałaś? Czy to z winy mojej?
  Carriass głowę podniosła. Do matki się przytuliła. W jej śliczne lico spojrzała i łzy z policzków ustami osuszała.  
- Wybaczam ci zdradę ojca. Co on zrobi, nie wiem. Jednak nie dam ukrzywdzić ani ciebie, ani Renthina. Trudna to sprawa, bo i ty i Amina małżonka macie.  
Ja w miłości jestem. Kocham Erragea. Umieram też z pragnienia. Pragnę pieszczot od niego. Wyznał mi, że nienawiścią i złością się karmić musi, ale w sercu mnie miłuje, jak ja jego. I w swoim wielkim ciele pragnie mnie jak mąż niewiasty. Gdyby tak wielki nie był, ciało bym mu swoje dawno całe oddała.
  Deerhe oniemiała.
- Toż to zwierze! Grzech to większy, niż ja uczyniłam!
- Nie matko. To istota, w ciele smoka ukryta. Mówi, myśli i miłuje. Jeśli nie większy od nas, to równy. To nie zwierze, wierz mi matko. Grzechu nie ma, kto miłuje prawdziwie. Obłoka miłuję. On także czuje, ale to ogier. Erragea jest wyższą istotą. Czemu tak jest, nie wiem.  
Kaunga miłością się odżywia. Teraz wiem, że Orberis nie Meginę miłuje, tylko ją. Wierzyliśmy, że jeśli kamień Um znajdziemy, Kaunga i Erragea ciało ludzkie otrzyma. Ale tak nie jest. Jajo w grocie pod wodospadm Ungra jest kamieniem Um. Orberis w ręku je miał, Kaunga widziała. Żywa i wielka jest, a jajo nadal całe. Podobnie jajo w grocie na Czarnej górze. Erragea jest wielki, czarne jajo widziałam, całe nadal.  
- Wierzę ci córko. Assual w zamku był. Córka jego Ochir - Saran, również. Wszystko to dziwne.
- Erragea wie kto co czuje. Rzekł mi, że Reher na zabój córkę Assuala miłuje. Dlatego pokój z Armidosem podpisać zechce.
- Och to dobrze! - ucieszyła się Deerhe.
- Nie matko. Wówczas mój Erragea z głodu umrze. Ja będę kłamać i intrygi knuć, bo dla smoka wszystko zrobię. Gdyby był taki, a mnie prawdziwie nie miłował, nie robiłam bym tego. Rzekłam ci prawdę, ale zachowaj ją dla siebie. Nawet Renthinowi nie mów. Orberisowi i nikomu. Teraz do ojca idę, żeby go namówić, by emisariuszy pokoju nie przyjął.
  Deerhe smutno na nią spojrzała.  
- Może ci się powiedzie. Armidosowi Assual w głowie namącił. Mąż mój, a twój ojciec, się zmienił. Z kłamcą paktuje. Władca Hojji to zły człowiek. Przy nim Erragea i Reher kiedyś, to nic. Skoro dla swojej miłości to czynić musisz, zrób to.  
  Carriass szybko matkę przytuliła, drzwi otworzyła i do komnaty ojca się udała.  
  
Daleko od zamku, Kaunga z Orberisem przebywała. On w miłości do niej, ona do niego. Rozmowę Carriass i Deerhe odczuła. Niezwłocznie Deerhe widzieć chciała, bo wiedział, że z Carriass nie będzie mogła się zobaczyć, bo Erragea na to nie zezwoli. Odczuła, że księżniczka weszła w głębszą zależność uczuciową z czarnym smokiem, ponieważ zaczęła odczuwać jego myśli. Mądra i dobra Kaunga odczuła, że Carriass tak mocno miłuje Erragea, że nic już tego zmienić nie zdoła. Dla niego robić będzie wszystko. Stało się to, przed czym ją przestrzegała. Teraz córka Armidosa będzie go słuchać.  
A więc świat stanął przed obliczem zniszczenia.  
  O sile miłości jaką w sobie Carriass miała, Kaunga nie wiedziała. I w tym jednym nadzieję upatrywała. Bo miłość z nienawiścią istnieć razem nie może. Dobre było to, że Erragea kochał swojego jeźdźca szczerze. Ale przecież miłość szczęśliwa i nieszczęśliwa jest czasem. Radość wywołać może lub łzy. Do tej pory Carriass tylko pragnienie fizyczne przejawiała. Czarnemu smokowi to pasowało. A kiedy mu prawdę serca wyjawiła, wiedział że dłużej udawać nie musi. Bo dziewczyna już teraz wszystko zrobi dla niego. Każde kłamstwo popełni, wszystko uczyni, by smoka uradować. Skoro z matką szczerze rozmawiała, jakaś iskierka miłości do matki w niej została. O Deerhe, Kaunga obawiać się nie musiała. Królowa Termidei pokochała szczerze Renthina, ale nikt i nic miłości jej do dziecka swego, zmienić nie mogło. Dlatego Kaunga postanowiła z królową Termidei rozmawiać otwarcie.  
- Orbe, mój umiłowany. Do zamku Armidosa lecieć musimy. Z Deerhe, zobaczyć się muszę.
  W ułamku chwili Orberis wszystko zrozumiał, bo już i myśli i uczucia Kaungi odbierał.
- Tak miła, lećmy. Może tragedii uniknąć się uda...
- Wiesz jaka jest największa? Erragea może żyć miłością, tylko tego nie wie i wiedzieć nie chce.
- Może? To czemu nie chce?
- Bo wpierw umrzeć by musiał - szepnęła Kaunga.  
  Prawdę poznała, ale wyjawić jej, nawet Orberisowi nie mogła, mimo że ponad swoje życie go miłowała.
  Młodzieniec, jak najczulszą kochankę ją objął i wówczas smoczyca do góry się wzniosła.  
W ich zależności o rozkoszy fizycznej wcale nie myśleli, bo to w najwyższej miłości być nie musi. Ani on ani Kaunga nie wiedzieli czy kiedykolwiek ona przyjmie ludzką postać lub on, smoczą. Bo i tak zdarzyć się mogło. Roskoszą żyli, że blisko są obok. I w odróżnieniu od czarnego smoka, który jeśli to możliwe, skłócić chciał wszystkich ze wszystkimi, Kaunga pokój i miłość niosła, a w sercu tylko nieco cierpiała, że tak sprawy się mają. O Ochir - Saran i Reherze wiedziała, jak i co Assual zamierzał. Ale przecież sama zmienić biegu rzeczy nie mogła. Właściwie mogłaby, ale przeciwne to było naturze miłości. Bo ta nigdy nikogo do niczego nie zmusza, ale zawsze wybór pozostawia.  
- Miła moja, wojna się skończy? Odczuwam twoje serce i duszę i tam czuję, że Reher w prawdziwej miłości i dlatego wszystko zrobi by zło ukrucić. Chociaż jako król ma wiele obowiązków i jest nimi związany.  
- Mój miły, dobrze rozumiesz. Wcześniej, kiedy złość i pycha nim rządziła, nie liczyłby się z nikim. Teraz kiedy niszczące cechy go opuszczają, chce zrobić jak najmniej złego.  
- Niszczące dla innych?
- Nie Orbe, umiłowany. Zło niszczy głównie tego kto je czyni. Ale miłość je może zwyciężyć. Bo dobro i miłość z tego samego źródła pochodzą. Zło miłość wypaczyć może, ale pokonać nie zdoła. Ale natura ludzka słaba. I łatwo upada.  
- Tak, kochanie. Całkiem cię rozumiem. Wybacz mi, że cię wcześniej raniłem. Pamiętasz jak ci wołać mnie Orbe, zabroniłem? Jak bardzo przykro ci być musiało, bo przecież mnie już wówczas  miłowałaś. A ja, miłości twojej w pełni nie czułem. Pozwoliłem mojej fizycznej naturze górować. Tak bardzo bym pragnął, żeby Carriass na powrót dobrą się stała. Wówczas łatwo by zrozumiała, czemu ją pozornie odrzuciłem. Nadal mam do niej to samo uczuci, a tylko żadza jej ciała u mnie znikła, a tylko dlatego, że miłuję cię całkowicie. Gdybym mógł, złączyłbym się z tobą, ale z przyczyny nieznanej, nasze ciała się różnią. Ale nie cierpię z tego powodu. Czy wiesz może jak to w przeszłości bywało? Zwoje stare widziałem. Carriass i Deerhe mi mówiły co tam napisano, bo czytać i pisać nie potrafię. W zamieszchłych czasach smoki były i równowagę między złem i dobrem utrzymywały. Ale w zwojach nie napisano skąd się brały. Nigdzie też ani Deerhe ani Carriass nie dostrzegły słów o zażyłości uczuciowej między smokiem, a jeźdźcem. Czy wiesz co więcej o tym?
- Nie wiem, kochanie. Wiem, że jestem. Wiem, że cię kocham i życie swoje dla ciebie bym oddała. To jest dziwne, że tajemnicy tej rozwiązać nie mogę. Erragea złość ma z goryczy, że go matka pozostawiła. Mnie podobny los spotkał, a przecież z tym żyję. Powiedziałam ci, że Erragea mógłby miłością się odżywiać. Podobnie ja, mogłabym nienawiścią żyć. Tak bardzo od was się nie różnimy. Bo wy także wybór macie. Każdy dobry być może lub zły. I szukanie wymówek świadczy tylko o słabości i głupocie. Zło bez dobra istnieć nie może. A zło świadczy, że dobro istnieje. Dobro bez zła istnieć może i świadczy, że miłość jest silniejsza niż wszystko.
  Orberis pomyśłał o czymś i wzdrygnął się sam z tego powodu.
- Kaungo, my ludzie wierzymy w Boga. Że on wszystko stworzył. I, że z Niego miłość pochodzi. Ale nikt go nigdy nie widział.  
A przecież życie jest pełne zła i nienawiści. I to jak przeciwność wygląda. Czy ty wierzysz, że Bóg istnieje?
- Wszystko skąś powstało. Czy mogło samo z siebie powstać? Dlaczego tak jest, nie wiem. Jest wiele dobra. Miłość, radość, wybaczenie. A w materi Słońce, zapach kwiatów i śpiew ptaków. Czy zło mogłoby to stworzyć? Nie. Więc wierzę. Wybrałam dobro i miłość. Czemu wybrałam ciebie, nie wiem. Ale gdybym tysiąc razy wybierać miała, zawsze bym to samo uczyniła.
  Orberis rozmyślał o tym co smoczyca powiedziała. I postawić najważniejsze pytanie musiał.
- Czy ty Erragea zmienić możesz? A jeżeli nie, to kto. Bo wierzę, że to możliwe.
- Mądry jesteś Orberisie i dobrze myślisz i czujesz. Ja tego sprawić nie mogę. Tylko Carriass. Nikt inny. Ale także i on jeden na ciemną stronę przyciągnąć ją może. Ale ona ma miłość w środku i on również. I w tym nadzieję pokładać możemy.
- To czemu teraz on tak łatwo serce jej zmienił?
- Ona go miłuje. On ją pociąga silnie. Mimo, że w smoka ciele żyje. Jednak w środku kocha ją szczerze i to jest nasza nadzieja. On jej mówi, że nie chce z nią kontaktu, bo wówczas może to polubić i nie zechce szukać tajemniczego kamienia, co jego ciało w postać młodzieńca zmienić może. Ale on kłamie. On sam w to nie wierzy, że tak stać się może. Przecież kamieniem Um jest moje jajo, co w grocie pod wodospadem Ungar leży.  
- Jest jeszcze pierścien złoty, co go Ochir - Saran na piersi nosi. Czy on ma jakieś znaczenie?
- Nie wiem tego mój miły. To wszystko jest pełne tajemnic. Być może rozwiązanie jest blisko, a my go nie widzimy. Carriass co Ssairrac się stała, całkiem uzależniła się od czarnego smoka. Z pragnienia aż się topi. Poprzednio ciebie uwieść chciała, ale przecież jej ognia by to nie ugasiło. Tylko Erragea może to uczynić. Ona tego bardzo pragnie i nawet jej nie wadzi, że on ogromny. On zaś z jakiegoś nieznanego mi powodu, do tego nie dopuszcza. Czuję co zrobić zamierza. To naturalne się wydaje, ale ja tego zrobić nie mogę?
  
  Orberis słuchał Kaungi, ale coś w nim niepokój wznieciło. O pierścieniu złotym wspomniał, co go Ochir - Saran na piersi nosi, a przecież nikt o tym nie wiedział! Nigdy go nikomu nie pokazała. Jakże on poznanie miał o tym? Ale teraz Kaunga wypowiedź zakończyła i wiedzieć pragnął co na myśli miała.
- Cóż to jest Kaungo, bo mimo, że pragnę tego, odkryć nie mogę, co masz na myśli?
- Natura ma swoją mądrość. Kura koguta szuka, a klacz ogiera. Mężczyzna kobiety, a ona jego. Erragea Carriass zapłodnić nie zdoła, jak i ty mnie. Ostatnimi z rodu smoków jesteśmy. Więcej smoków nie ma. To wiem ja, jak i Erragea wie o tym. On będzie chciał mnie. Bo inaczej ród smoków zginie.  
  Orberis zrozumiał.  
- Mówiłaś mi, że gdybym z Carriass miał zbliżenie, twoje serce by pękło z rozpaczy. Z zazdrości ryk wydałaś, kiedy z Carriass usta zetknąłem. Lecz gdy Megina mnie całowała i naga przede mną stała i gotowa była oddać mi swoje ciało, nie odczułem zazdrości od ciebie.  
- Tak Orberisie. Gdybyś z inną kobietą współżył, przykro by mi było, ale życia bym nie straciła. Podobnie Carriass. Gdyby z Reherem się złaczyła czy z kimś innym, Erragea żył by. Tylko wy dwoje ze sobą zbliżenia mieć nie możecie, inaczej ja i Erragea umrzemy. Ale Erragea będzie chciał ze mną zbliżenia, inaczej ród smoczy zginie.  
- Czy wówczas ja umrę i Carriass?
- Nie. Przykro ci być może by było, a Carriass by to również ciężko przeżyła, ale życie ani twoje ani jej nie byłoby zagrożone.  
- Uczynisz to zatem dla ratowania smoczego rodu?
- Nie zrobię tego, Orberisie.
  Młodzieniec poczuł ciepło w okolicy serca, ale nic nie rzekł.
- Nie chcesz wiedzieć dlaczego?
- Chyba wiem dlaczego, tylko czy godnym tego?
- Sam oceń. Być może postępuję wbrew naturze i rozsądkowi, ale tak wybrałam.  
- Do tej chwili sądziłem, że nie mogę cię więcej miłować. Teraz poczułem, że to możliwe. I smutno mi tylko, że ja nie mogę nic dla ciebie zrobić.
- Orbe mój miły. To, że mnie kochasz, wystarczy mi za wszystko inne.
    
W dole dostrzegli zamek króla Armidosa. Kaunga poczuła, a ponieważ to się stało i Orberis również.  
- Carriass w zamku, a Erragea nie ma w okolicy, co uczynisz, kochanie - szepnął tak czule, że Kaunga równość lotu na chwilę utraciła.  
   Jednak radość ich krótko trwała. Oto na niebie szarne skrzydła się pojawiły. Na dziedzińcu czarny smok usiadł.   W chwilę potem królewna się pojawiła, w sukni czerwonej jak ogień lub krew. Errage jęzorem ją w pół złapał i na karku umieścił. Z dużej wysokości Orberis dokładnie tego nie zauważył. Czarny smok w góre się uniósł bez ruchu skrzydeł i w dopiero po chwili skrzydłami zamachał i w kierunku Kaungi poszybował.  
  Teraz, ponieważ Orberis w wielkiej zażyłości z Kaungą przebywał, odebrał przekazane jej myśli od czarnego smoka.
< Na polu usiadź obok mnie, porozmawiać nam trzeba >
   Kaunga w ślad za nim poleciała, posłuszna proźbie. Po chwilach kilku, na murawie osiedli. Teraz Orberis dostrzegł, że Carriass w górę się wznosi nad karkiem smoka, jakby niewidzialna siła ją niosła, i w powietrzu zawisła. Smok łeb wielki odkręcił, jęzorem w pasie ją objał i na ziemi postawił.  Zdziwił się nieco młodzieniec. Podobnie, jak zawsze, po jej pysku, na murawę zszedł. Rady, że Carriass widzi, do niej podszedł. Smoki siedziały blisko siebie, ale ani słowa ani myśli nie wymieniały.
- Dobrze cię widzieć, Carriass - rzekł młodzieniec.
- Zapomniałeś, że mam inne imię?
- Pamiętam. Skoro wolisz, Ssairrac będę cie wołał.
  Uśmiechnęła się nawet miło.
- Teraz to już nie ma znaczenia. Rada jestem cię widzieć, także. Wiem już, że nie Megina w twoim sercu, a Kaunga. Wcześniej bym się dziwiła, ale przecie sama w miłości jestem i o moim Kiciu marzę. Czy tobie również miłostki wszystkie inne myśli odbierają?
- Nie, Carriass. Miłuję ją sercem całym, to wszystko.
- Bo nie urodziwa dla ciebie może? - uśmiechnęła się córka Armidosa.
- Nie myślę o tym. Oczy ma piękne, to wiem.
- Jak moje i to dziwne jest, prawda?
- Tak, Ssairrac.
  Spojrzała z uśmiechem na niego.
- Wolisz Carriass mówić, czuję. Wcale już ci się nie podobam?
- Piękna jesteś, ale jak siostrę cię traktuję. I chyba zawsze tak czułem.
- Siostrę masz o ile pamiętam, też się tak z nią całujesz jak ze mna?
  Orberis nie chciał nic odpowiedzieć, bo nie wiedział do czego złotowłosa tym razem zmierza.
- Skoro nic nie mówisz to ci powiem, że Erragea tylko w mym sercu, a i ciało moje do niego płonie. A co do spraw mniej ważnych, specjalnie nawet ojca mego zwodzić nie musiałam. W przyjaźń z władcą Hojji wierzy i emisariuszy pokojowych od Rehera precz pogoni. To już postanowił. Zmienił się nieco, to widzę. Czy tylko wpływ chytrego chana stepów to uczynił, czy coś jeszcze...
- To władca Arpaganni gniewem zapłonie i wojna będzie.
- I dobrze. A tym razem mój Kiciuś będzie na uboczu, niech się rycerze między sobą biją. Wioski palą i zamki zdobywają.
- Co się z tobą stało, Carriass. Na Boga! O kraj i ludzi miałaś staranie, gdzie to zginęło?!
- Teraz jeno mój Erragea się liczy. W ogień za nim pójdę. Żyć bez niego nie mogę.  
- Dobrze, że go miłujesz. I ja kocham Kaungę, mimo że to na pozór, bez sensu wygląda. Ale czemu cała twoja dobroć umarła?
- Ludzie nie są wiele warci. I tak zawsze się bili, zabijali, gwałcili i kradli. Złota pragnęli, kobiet by ich żądze zaspokajały. A kobiety znowu intrygi siały, zazdrość miały i o lepszą pozycję przy jakimś możnym, walczyły.  
- Właśnie, mój Kapturku - Erragea się włączył. O tym z Kaungą rozmawiać chciałem. Oferować wam chciałem przymierze. Połączmy siły. Ludzi zniewolmy i rządźmy tą ziemią całą.  
- Co z tego mieć będziesz, Errageo? - zapytała Kaunga.
- Jak to co? Drżeć przed nami będą ze strachu. Nienawidzieć nas będą, bo prowadzić ich będziemy surowo. A uczynić nam nic nie zdołają, bo ich broń nam nie straszna.  
- Dla ciebie to dobre, Errageo bo energią ciemną się karmisz, a co ze mną będzie?
- Wiesz, że możesz się zmienić. I stać jak ja.
- Czemu ty nie chcesz w moje ślady pójść? Owszem, Carriass cię miłuje i pragnie, ale zobacz co z niej zrobiłeś? Była dobra, wrażliwa i ludzi miłująca. Pokój i sprawiedliwość szanowała. Teraz? Intrygi buduje, o ludziach zapomniała. Jedyne co, to żądze do siebie w niej rozwinąłeś.
- Nic ku temu nie uczyniłem. Raduję się z tego, że mnie pragnie. A i kocha mnie szczerze, tego przecież nie zaprzeczysz. I moje serce znasz także, więc wiesz że i ja ją miłuję.
- Jesteśmy tu by ten świat chronić przed upadkiem, a nie do upadku go zepchnąć.
- Ty zawsze swoje, Zielona. Irytować mnie zaczynasz. Prawą i szlachetną udajesz. Sama nie wiesz skąd tu jesteś i co masz czynić, zaprzecz jeśli się mylę. Podobnie i ciebie matka porzuciła, ale w odróżnieniu ode mnie, szum wodospadu twój płacz zagłuszał. Ja na czarnej górze zostawiony, wiatry ostre stworzyłem, nie by śmiałków odstraszać, bo i tak żaden by wejść do mnie nie zdołał, ale by swoim szumem i wyciem, mój szloch zagłuszyły. Prosiłem, błagałem ale nadaremno. To moje serce utwardziło. Ale jak widzisz nie dla wszystkiego. Bo oto Ssairrac moją miłuję i radość moim oczom jej postać daje. Jeśli mojej oferty nie przyjmujesz lecimy, bo nic tu po nas. Wiem co chcesz uczynić. Z Deerhe rozmawiać, by serce mojego Kapturka zmiękczyła. Deerhe ma do niej miłość matczyną, za co ją szanuję. Ale z pewnością moja maleńka księżniczka nikogo do pokoju namawiać nie będzie. Lecimy do mnie, bo większe tam uciechy mamy niż na wasze żałosne usiłowania zaprowadzenia dobra i pokoju spogladać. Patrz tylko Kaungo, jak moją umiłowaną traktuję. Po moim pysku wchodzić nie musi.
  Kaunga i Orberis zobaczyli, że Carriass do góry się wznosi i na karku smoka zasiadła. Tym razem nawet jęzora użyć nie musiał.
Wzniósł się bez ruchu skrzydeł i gdy wysokość piętnastu yardów osiągnął, jak strzała w kierunku Czarnego szczytu, pomknął.


  
  

    

1Aurofantasja

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użył 6262 słów i 32778 znaków.

3 komentarze

 
  • AnonimS

    Ja odczuwam tu wpływ baśni  wschodu i fantastyki. Ciekawie to się czyta.

  • AnonimS

    . Jeśli się to nie stanie, do Kałungi się zbliżysz. ... Do Kaungi .literówka

  • emeryt

    @1Aurofantasja, dziękuję za kolejny odcinek tego, wspaniałego opowiadania. przesyłam cały zestaw na tak.

  • AlexAthame

    @emeryt Dziekujemy.Coraz bardziej się komplikuje. :)