Ostatni z planety Carammi cz 16

Osuszysz mnie jak się wykąpię?
- Po co pytasz, wiesz przecież, że tak.
  Suknię zdjęła i do wody wskoczyła. Woda chłodna była to i piszczeć zaczęła księżniczka. Ale kąpiel dobrze jej zrobiła, bo o smoku myśleć zaczęła i gorąco ją opanowało. Na brzeg się z trudem wygramoliła, mało co, a już Erragea na pomoc wzywać chciała.  
- Piękna jesteś, Ssairrac - rzekł znowu.
- Osusz mnie, proszę - szepnęła.
  Zaczął dmuchać na nią ciepłym powietrzem z nozdrzy, tym razem o zapachu konwali. Dziwiła się temu bardzo, że podmuch o tak cudny zapach posiada, ale więcej, czemu on smok, urodę jej dostrzega. Bo rzekł to do niej jak kochnek, a nie potwór ogromny.  
Osuszył jej przód, więc tyłem się odwróciła. I kiedy tak ciepłym powietrzem ją owiewał, pomyślała o czymś. Wygięła się zalotnie i poczuła, że nawet jej się to podoba. W chwilę potem przypomniała sobie, że przecież Erragea myśli jej odbiera.  
- Jesteś niegrzeczną dziewczynką i tego nie zrobię.  
Czekała jednak chwilkę, w nadzieji, że smok czarny, zdanie zmieni. I niespodziewanie klapsa w śliczny tyłeczek dostała, końcem jego języka.
- Skoro to zrobiłeś, mogłeś co chciałam.
- Chyba muszę powiedzieć twoim rodzicom jakie to myśli ci do głowy przychodzą.  
- Czemu tego nie zrobiłeś?
Erragea pysk do niej przysunął i w oczy zajrzał. Na widok jego pyska, a szczególnie ślicznych oczu, dreszcze rozkoszne poczuła.
- Bo wówczes polubisz swawolę ze mną i zaniechasz poszukiwać magicznego kamienia. A tylko dzięki niemu postać ludzką zdołam osiągnąć.  
  Erragea tak powiedział, bo częścią planu to było. Wiedział, że w swoim ciele nie zdoła jej mieć, chociaż pragnął. Dokładnie rozumiał, czego Carriass chciała. Owszem, jej by dobrze zrobił, a sam nadal byłby niezaspokojony. Dlatego wolał grę swoją prowadzić, bo tym się karmił, kiedy ludzi zwodził. Nawet Carriass, a właściwie, szczególnie ją.  
  Tymczasem królewna trochę niezadowolona, bo wiedziała, że nic więcej nie wskóra, założyła tylko nieco mniej brudną suknię, co od Maginy dostała. Kiedy już ubrana była, smok językiem ją oplótł i na karku ją umieścił.  
- Teraz do Rehera polecimy. Złota żądaj i sukien pięknych. Chcesz, to mu jakąś wieś spalę, żeby wiedział kto tu rządzi.
- Dzieci i kobiet, szkoda.
- Myślisz, że on będzie na wasze zważał?  
- Wieś spalić możesz, ale ludzi zachowaj. Jak się dowie, że jesteś, napaści zaniecha.
- On będzie mnie chciał na swoją stronę zjednać, a gdy mu się nie powiedzie, to wówczas zabić mnie zechce, bo nie wie, że zabić mnie nie zdoła.
- Mówiłeś, że Kaunga zabić cię może, albo gdybym z Orberisem była blisko, jak z tobą chciałam być przed chwilą.
- Ogień ludzki mi zrobić krzywdy nie potrafi. Dzidy ani miotacze kamieni, mi nie straszne. Zęby Kaungi owszem, jak i ogień z jej pyska. Widziałaś?
- Tak. Błękitny i mocny na sto yardów wystrzelił. Też tak możesz? Czemu niebieski?
- Nie wiem czemu taki kolor posiada, ale spali wszystko. Choćby i żelazo rozpuści, jako żywo. I ja taki ogień wzniecić mogę.  
  Errage leciał szybciej niż huragan. Po długości pół straży zamek w dole dostrzegli.  
- Tam go znajdziesz. A ja się ukryję. Nie będziesz się bać sama, Kapturku?
- Nie. Wiem, że jakby zechciał mnie tknąć, to byś zamek w proch zamienił.
- Jesteś bardzo mądrym Kapturkiem.
- Koniecznie mi opowiedz tę historię, dobrze Kiciu?
- Dobrze.
   Sam smok czuł się inaczej, kiedy do niej tak mówił. Ale zaraz o planie sobie przypominał i o tym, że nie cierpi tego świata, a ludzi w szczególe. Tylko Carriass miłował, a Ssairrac pragnął więcej, chociaż i ją miłował.
  Smok wylądował bez ruchu skrzydeł. Kiedy Carriass zbiegła na skałę, zniknął.
- Jesteś? - zapytała lekko zaniepokojona.
- Jestem, bądź odważna. Pamiętaj, że jesteś Ssairrac.  

Tymczasem Reher z trzema dziewkami się zabawiał. Wszystkie trzy piękne były. Dwie czarnowłose jak Megina, a jedna o włosach jak miedź i oczach zielonych. I ile razy w nie spojrzał, Carriass mu się przypominała. Był pełen wigoru i jurności i trzy dziewki zadowolił. Po złotej monecie im dał i sukni pięknej. Kiedy Ssairrac przed mostem zwodzonym stała, właśnie go spuszczono, by panny zadowolone, do wsi na wozie z sianem, jechać mogły. Carriass dostrzegły.
- Spóźniłaś się dziewojo. Dobrze nam zrobił, złoto dał i po sukni pięknej.
- O kim prawicie?
- O królu Reherze. Coś ty z księżyca spadła, że nie wiesz?  
- Słyszałm, że zbereźnik z niego i kobiet nie szanuje.
- Gadanie głupie rozsiewane przez te, których do sypialini nie wziął. Po dwa razy nam dobrze zrobił w czasie straży jednej. Gdzie my takiego chłopa znajdziem co tak nas oporządzi? Piękna jesteś, to może jeszcze i dla ciebie siły trochę znajdzie - zaśmiały się i wozem odjechały.
- Mhy, prawdę mówił mój Kiciuś - szepnęła Ssairrac.
- Ktoś ty?- zapytał strażnik, kiedy po moście zwodzonym przeszła.  
- Powiedzcie, że Ssairrac przybyła. Dziewczyna o oczach jak trawa z trzema złotymi punkcikami na źrenicach.
- Poczekaj pani, zaraz pana naszego zawiadomię.
- Jestem królewną, prostaku. Damę samą zostawiasz, gburze nieokrzesany?
- Wypraszam sobie, jestem kapitan straży, Oberbaher .
- Guzik mnie wzrusza, mości Oberbaher, kim jesteś. Wołaj tego Rehera. I dwóch ludzi z krzesłem wygodnym sprowadź, albo pożałujesz.
  Kapitan pomyślał, że to dziewka szalona. Przecie w brudnej koszulinie paradowała. Ale mówiła z takim przekonaniem, że jej rozkaz spełnił. Dwóch ludzi, jego własne krzesło z miękkim siedzeniem przyniosło.
Carriass skromnie usiadła i kolana zacisnęła. Po chwili Reher na dziedziniec przybył.
- Carriass! Co tu na robisz, na Boga?!
- Przechodziłam sobie i na pogawędkę wpadłam. Poplamiłam suknię. Każ mi przynieść odzienie godne królewny. Rozmawiałam z panienkami. Ktoś mi prawdę o tobie powiedział. Cofam, niektóre moje słowa, co ci zawczasu rzekłam.  
  Reher się uśmiechnął i rzekł.  
- Odpocząć nieco muszę. Dopiero potem poswawolić możem.
- Jednak cham i prostak z ciebie! Nie przyszłam do ciebie byś mnie oporządzał. Złota, kamieni szlachetnych trochę i ze trzy suknię, potrzebuję. Soku z winogron, i jadła. Jak podjem sobie, to pogadać nam trzeba.
- Wojny nie odwołam. Trzydzieści tysięcy ludzi na granicy stoi. Popamięta mnie twój tatuś. Jak psa na sznurku do mojej ziemi mnie prowadził. Gore mi! - krzyknął.
   Ssairrac pamiętać nie chciała, czemu się tak stało. Carriass z pewnościa by pamiętała
- Słuchaj no, Reher. Co między wami jest, to nie niewiasty sprawa. Ogłuchłeś, czy mam ci jeszcze raz rozkaz dać! Skrzynkę złota z kamieniami przednimi i trzy suknie! I to już!
  Reher nie przyzwyczajony by do niego ktokolwiek tak prawił. Miecza nie miał, ale gotował się cały na jej słowa.
- Ostry masz język, złoił bym ci tyłek pasem.  
- Obiecanki, cacanki. Najpierw mnie oporządzić chciałeś, a teraz klapsy obiecujesz. Zrób co ci rozkazuję, a potem zobaczymy. Jak na czterech łapach koło mnie pochodzisz, zaszczekasz jak piesek dworski, może ci na mój złoty lasek popatrzeć pozwolę. Ale wpierw jeszcze ci tyłek goły, pejczem wygarbuję, to za twoje ostatnie zachowanie.  
  Reher już nawet wściekły nie był. Carriass mówiła całkiem przytomnie i z przekonaniem.
- Carriass, nie poznaję cię wcale.
- I słusznie, bo nie jestem Carriass tylko Ssairrac. Przyniesz to co chciałam czy mam się obrazić i pójść sobie?
- Wybacz, miła. Już wszystko zaraz dostaniesz - Straż - zawołał.
  W mig przybył Oberbaher.
- Tak, królu?
- Przynieść skrzynkę złota i kamieni przednich, trzy suknie najlepsze. Jadło dla mnie i królewny Termidei.
Na te słowa kapitan do ziemi pokłon złożył przed królewną.
- Och, wybacz mi pani. Nie wiedziałem, żeś księżniczka Carriass.
- Jestem Ssairrac. Masz szczęście, że nie mam pod ręką bicza, bo po tłuszczem obrośniętych gnatach, byś oberwał.
  Kapitan oddalił się w ukłonach. Po chwili Reher ramię jej podał i do sali królewskiej wprowadził.  Kucharze stół zastawiali, a czterech rosłych ludzi skrzynie przyniosło. Piękna służąca, suknie wyszywane złotem i perłami przed nią na skrzynię położyła. Jedną w kolorze niebieskim, drugą czerwoną jak krew, a trzecią zieloną. Jedna piękniejsza od drugiej.  
- Zaczekaj, miła.
Reher skłonił się nisko, w rękę ją ucałował. Wrócił po chwili z suknią białą. Nie ślubną, ale z cieniutkiego jedwabiu wykonaną i białymi perłami wyszywaną.
- Ta spodobać ci się powinna.  
- A i owszem, niczego sobie.
- Łaskę mi uczynisz, jeżeli dla mnie ją włożysz.
- Całkiem możliwe. Dobre to jadło, nie powiem. Daj dukata kucharzowi.
  Reher jak w obraz w nią się wpatrywał.
- Może przemyślisz jeszcze propozycję moją. Prawda to, że kamienia tajemniczego szukałem. Ale teraz moje serce w rozterce. Piękna jesteś i nie podobna do Carriass w postępowaniu.
- Słuchaj, Reher. Nie będę twoją żoną. Nie dlatego, że mi się nie podobasz. Wcześniej brałam pod uwagę małżeństwo, tylko o twoim postępowaniu mi doniesiono i w sercu cię znielubiłam. Potem zachowałeś się niegrzecznie. A niegrzeczy chłopiec musi dostać baty. A ostatecznie sprawy się zmieniły i już mam kogoś.
  Reher czuł, że zaczyna od zmysłów odchodzić. Dziewczyna działała na niego jak żadna dotąd. Nawet o wojnie zapomniał. Ale co innego go jeszcze mocniej absorbowało.
- Pani, powiedz tylko. Jak to złoto weźmiesz? Sama przez fosę weszłaś. Żołnierzy z tobą nie ma, bo mój chłopiec z wieży by dostrzegł...  
- O to niech cię Reherze, głowa nie boli. Za fosę skrzynię i suknie zawieziesz, a dalej to moja sprawa. Dziękuję za jadło.  
- Pani?
- Co marudo?
  Zamiast się złościć, zaczęło go pociągać, jak go traktuje.
- W sukni białej chciałem cię zobaczyć, obiecałaś...
- W sukni, czy co pod suknią skrywam? Złotych spiralek nie widziałeś nigdy, prawda?  
- Tak. Domyśłam się, że matka twoja...
- Nic mi o niej nie mów. Mam do niej również słowo na osobności. Dobrze, będziesz grzeczny, to o co prosisz, dostaniesz. Na pokoje prowadź.  
  Reher uradowany do sypialni z nią poszedł, a kiedy weszli do komnaty, drzwi zamknął.
- To teraz moja będziesz.
  Rzekł to tylko, a nawet ręki nie wyciągnął w jej kierunku.
- Reher, zaczynasz mnie irytować. Chyba starcze zaniki pamięci ci dokuczają. Miałeś na czterech łapach pochodzić. Zdejmuj pas.  
- Chciałem...
- Nie obchodzi mnie co chciałeś. Rozbieraj się. Pasek na szyję ci założę. Na czworakach będziesz chodził i szczekał. Pejczem, tym co na ścianie wisi, tyłek ci zleję, bo kara za poprzednie słowa i postępki, być musi. Zobaczysz mój złoty lasek, a może coś więcej...
- A jak cię siłą wezmę, przecież nie dasz mi rady?
  Ssairac śmiać się zaczęła.
- Reher, pomyśl! Czy mówiłabym to wszystko gdybym mocy nad tobą nie miała? Dodatkowo pięć batów na gołą... Ostatnie ostrzeżenie. I trzy wsie ci spalę, chociaż ludzi oszczędzę.  
  Król Arpaganni oczy szeroko otworzył.
- Kamień Um znalazłaś, moc tajemną posiadłaś! Wiedziałem. Inaczej takich słów byś nie prawiła.
- Kamień Um znalazł kto inny i to jeszcze zanim na zamek ojca mego przybyłeś. Nic ci po nim. Nikomu nic po nim. To bajka tylko.
- To...
- Rusz głową, ponoć żeś przebiegły.  
- Wybacz, Carriass. Tego co chcesz, uczynić nie mogę. W swoje oblicze w zwierciadle, spojrzeć bym później nie mógł...
- Twój wybór. Na dziedziniec prowadź zatem, wizyta skończona.
- Może...
  Carriass z gniewem na niego spojrzała.
- Nie jestem kluskami z mlekiem, królu. Miałeś swoją szansę. Na drugi raz pamiętaj. Ssairrac zdania nie zmienia. Zreszta Carriass również.  
Król Arpagonni poczuł mrowienie na całym ciele.
- Smok! Który?
- Nie twój interes. Cztery wsie. Jeszcze słowo i żadnej wojny nie poprowadzisz.  
  Struchlał olbrzym na te słowa. Zrozumił, że Carriass od początku serio mówiła.
- Powiedz mi tylko, kto moich ludzi ubił. Domyślam się, że tylko jeden jest taki co to uczynić był zdolny. Brat mój, Renthin.
- Dobrze myślisz. Ale twoi ludzie na siebie wyrok sprowadzili. Ty na jego miejscu postąpiłbyś podobnie. Tylko ich dowódca wyżył, w dobrych rękach się znajduje. Do zdrowia wróci, zdecyduje. Wrócić zechce, dobrze. Zostać postanowi, nie waż się go zmuszać!
  Reher na kolana upadł, przed księżniczką i rzekł uniżony.
- Pozostań na uboczu, smoka nie angażuj, proszę.
- Nic nie obiecuję. Na razie swoje sprawy prowadźcie, a ja swoje czynić będę.  
- Niech i tak będzie. Mocny prawo ustala.
- Grzeczny chłopczyk.  
  Reher zęby zagryzł aż zgrzytnęły, ale nic nie wyrzekł. Z księżniczką na dziedziniec wyszedł. Swoim ludziom kazał wynieść przed fosę skrzynię ze złotem i suknie przednie.  
  Carriass usiadła na skrzyni. Reher ukłonił się nisko i wraz z swoimi ludźmi do zamku wrócił.  
- Dostrzegą cię, Kiciu...
- To im się nie pokażę - rzekł Erragea.
  Carriass na dźwięk jego głosu, rozkoszne drganie ciała poczuła.
- Och czego jesteś taki ogromny... - powiedziała do siebie
  Tymczasem czarny smok burzę sprowadził. Po chwili nawałanica się zaczęła i ściana deszczu z piorunami od zamku ich oddzieliła. Carriass dziwiła się, że deszcz kończył się kilka yardów przed nią.  
  Poczuła, że najpierw unosi ją coś w powietrze i na miłym miejscu sadza. Po chwili skrzynia znikła, a za moment, suknie obok niej się znalazły. Smok nadal pozostawał niewidzialny.  
- Gdzie złoto?
- W pysku trzymam - odezwał się do jej głowy. Do mnie lecieć musimy, dopiero potem do Termidei. Kogo zobaczyć chcesz najpierw, Kapturku? - nadal w myślach z nią rozmawiał.
- Wszystkich co mnie oszukali. Oj dostanie im się ode mnie. Wsie spalimu teraz?
- Przy granicy z Termideą. Postraszę ich nieco, to z chałup uciekną.  
  Carrias troszkę żal się zrobiło z tego powodu, bo w końcu zła do cna nie była i sumienie wciąż posiadała, ale smok jej szybko wytłumaczył.
- Ludziom, zawsze bieda. I tak wsie by wojna zniszczyła. Nie powiem ci co się stanie. Chociaż wiem.  
  
Erragea leciał jeszcze szybciej niż poprzednio. Nawet nie lądował, skrzynię wypluł wprawnie, że do jaskini wpadła, jak poprzednio księżniczka, kiedy ją Kaunga zostawiła. Ssairrac założyła czerwoną, a resztę do skrzyni, podczas lotu schowała. Co do sukni od Aminy, jeszcze nie postanowiła, a brudnej nie chciała oddać.
- To teraz możemy lecieć - rzekł.
- Do Termidei - zawołała królewna.  
Ssairac na smoku stała i niczego się nie trzymała, bo ufność w swoim smoku, całkowitą pokładała.

1Aurofantasja

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użył 2708 słów i 14831 znaków, zaktualizował 12 kwi 2019.

3 komentarze

 
  • AnonimS

    Księżniczką albo się zmieniła albo jej prawdziwa natura się wreszcie doszła do głosu.  Ciekawe co Smok kombinuje. Pozdrawiam

  • 1Aurofantasja

    @AnonimS To wszystko smoka itryga. Mamy zawsze dwie natury. Indianie mówią że mamy dwa psy,czarny i biały, ten rządzi, którego lepiej karmimy. A Erragea podsuwa jej ciasteczka. Wiem, że ją kocha. Tylko nie wiem czy Carriass czy Ssairrac. A może obie.

  • AlexAthame

    Czasem zło musi dojść do dna, żeby dobro mogło zacząć zwyciezac

  • Almach99

    @AlexAthame hmmm. Zobaczymy. Opowiadanie troche dla starszych dzieci sie robi

  • AlexAthame

    @Almach99 Tak.To będzie bardzo poważna historia.Nie wiem czy moja partnerka taki miała też zamysł ale na razie nie protestuje.W kazdym razie trochę będzie złych spraw.W końcu ten świat nie jest dobrym miejscem.

  • emeryt

    @Almach99 , ktoś, kiedyś powiedział że populacja chłopców rozwija się umysłowo tylko do pewnego wieku, a potem tylko rośnie. A więc może to opowiadanie jest także dla nich? Mnie się podoba.

  • emerryt

    Kto to powiedział że zło dobrem zwyciężaj?, oj coś ta księżniczka zmieniła się.