Ostatni z planety Carammi cz 3

  Zaczął gasić ogień. Kilkakrotnie poszedł do wody i moczył gałaź. Potem pomógł mi wsiąść na Obłoka mimo, że mogłam sama i po chwili sam wsiadł na czarną klacz. Ruszyliśmy ostro. Jechał nadal tylko w samych spodniach. Na szczęście mój ubiór trochę wysechł i już dłużej nie prześwitywał.  
Ale co miałam wówczas zrobić? Gdybym wtedy zaczęła się ubierać z pewnością kazaliby zamknąć bramę i guzik by wyszło z mojej ucieczki.  
Konie wydawały się biec jak gdyby wcale nie dotykały sciółki. Co chwilę Obłok dotykał pyskiem głowy Barri. Dojechaliśmy po jakiś czasie do osady. Na niebie zaczęły zapalać się pierwsze gwiazdy.

                                             Orberis.

Uch! Co za dzień. Najpierw ta nieszczęsna wyprawa, a potem księżniczka! Piękna, zgrabna! Ale najpiękniejsze zobaczyłem w jej oczach. Zieleń ze złotymi punkcikami.  
  Oczywiście byłem na siebie zły. W końcu lubiłem Marinę. Co prawda nie obiecywałem jej nic i tylko czasem zamieniliśmy kilka słów, ale widziałem, że spogląda na mnie czasem w ten swoisty sposób.  
  Nigdy nie znałem żadnej księżniczki, że też odważyłem się wyrzec takie słowa! Ale może faktycznie, jeszcze w owym czasie nie zupełnie doszedłem do siebie. Najgorsze było to, że nie pamiętałem jak się to mogło stać, że zacząłem się topić!  

Dojechaliśmy na miejsce i od razu zobaczyłem, że coś się stało. Nie było strażników królewskich, a to znaczyło tylko jedno. Pojechali nad wodospad inną drogą i za chwilę tu będą!
- Orberisie, strażnicy z zamku przybyli, ale właśnie widzę, że jedziesz z naszą najjaśniejszą panienką.  
  Na szczęście wszyscy umieli się zachować i klęczeli już zanim Carriass zdąrzyła zeskoczyć na ziemię.
- Wstańcie, wstańcie - zawołała.  
  Zeskoczyłem również i podbiegłem do kowala.
- Renthinie. Księżniczka nie ma kompletnego ubrania i jest głodna.  
- W mojej kuźni gorąco, a i jadła nie brakuje. Zaraz zawołam żonę by dała co najlepszego, dla naszej umiłowonaj panienki.
  Zauważyłem, że księżniczka się uśmiechnęła i zaczęła rozglądać.
- Podoba mi się u was - zawołała Carriass - będę tu nocować.  
  Kowal zniknął w chacie. Za małą chwilkę, żona jego Amina, przyniosła miękką bawełniana suknię. Ukłoniła się nisko i powiedziała.
- Najjaśniejsza pani raczy wejść w nasze skromne progi. To miękka tkanina i powinna pasować. A i jadło za chwilę dzieci moje przyrządzą.
- Dziękuję wam, matko - rzekła uprzejmie - Orberis to wasz syn?
- Nie, ksieżniczko, Carriass. On jest synem Harnolgisa i Safoii. O tam stoją - pokazała ręką.
  Księżniczka podeszła do moich rodziców.
- Syn wasz jest bohaterem. Chciałam się wykąpać i mało bym się nie utopiła. Uratował mi życie.
  Słuchałem i nie mogłem wierzyć co słyszę! Czemu kompletnie zmieniła historię! Kiedy w końcu poszła się przebrać w domu i wyszła już ubrana, postanowiłem zapytać ją o to dyskretnie. Ale zanim Carriass wyszła, zobaczyłem wzrok Maginy.
- Spotkało cię szczęście, Orberisie. Uratowałeś księżniczkę!
- Nie wiem jak ci to wytłumaczyć, ale było zupełnie odwrotnie. To ja się topiłem i to ona mnie uratowała, ale proszę cię, nie mów nikomu, do czasu aż tego nie wyjaśnię.
- To teraz muszę ją jeszcze bardziej miłować - szepnęła i delikatnie się zarumieniła.
  Poczułem się dziwnie. Jej słowa mogły znaczyć tylko jedno. Nie byłem jej obojętny.
- Wybacz, ale muszę ją dyskretnie zapytać o to, zanim wrócą strażnicy królewcy.  
- Jasne, Orberisie. Będę przy stole, jeśli zostanę zaproszona.
- Czemu tak mówisz, Megino? Przecież to twój dom!
- Nie znasz etykiety dworskiej. Kiedy ktoś z rodziny królewskiej gości pod twoim dachem, to on jest panem domu i decyduje o wszystkim.
- Carriass jest inna. Nigdy nie myślałem, że księżniczki są takie.
   Zobaczyłem coś w oczach dziewczyny.
- Jesteście już na ty? Drwal i księżniczka! Dobre sobie.
- O co ci chodzi? Zupełnie cię nie rozumiem!
- Nie trap się tym. Idź, bo zaraz strażnicy wrócą. Sama słyszałam jak ojciec im mówił, że jej wysokość tylko nad wodospad mogła pojechać.  
  Mergina oddaliła się szybko. Nie bardzo wiedziałem o co jej chodziło, ale czułem, że chyba nie powiedziałem czegoś zupełnie dobrze. Wszedłem do domu kowala. Carriass siedziała w ładnej bawełnianej sukni i płaszowała barani udziec z chlebem. Na stole stał dzban czerwonego wina. Za stołem siedział tylko Renthin.  
- O jesteś wreszcie, Orberisie - rzekła - wspaniałe to wasze jedzenie.  
- Księżniczka ma apetyt - powiedział kowal z uśmiechem.  
- Pani?
  Spojrzała na mnie.
- Czego żądasz mój bohaterze?
- Mogę wtrącić słowo na osobności, jaśnie pani?
- Możesz mówić przy Renthinie - odrzekła.
- Pani. Nie wiem dlaczego powiedziałaś, że to ja ciebie uratowałem. Przecież było dokładnie odwrotnie!
  Spojrzała na mnie groźnie i nie byłem pewny czy żartuje czy nie. Po chwili już wiedziałem, że jest poważna.
- Śmiesz zmieniać słowo księżniczki, drwalu?
- Ależ nie, najjaśniejsza pani.  
  Przeszywała mnie wzrokiem.
- Czy powiedziałeś o tym jeszcze komuś, Orberisie?
- Nikomu!
- Na pewno?
  Poczułem zimny pot na plecach.
- Tylko Meginie, ja...
- Renthinie, możesz wezwać waszą córkę, proszę.
  Kowal skłonił się i zniknął za drzwiami.
- Jak zaczniesz kwestionować moje słowa, to nie będzie dobrze - powiedziała oschle - wiem, że to ja ciebie uratowałam, ale mam plan. A ty mi go rujnujesz. Prawda, mogłam ci powiedzieć po drodze, ale nie byłam pewna czy zapamiętasz. Już masz się dobrze? - zapytała już miło.
  Poczułem się dziwnie. Mówiła do mnie tak czule jak nawet Magina nigdy nie próbowała.
- Tak. Dziękuję ci jeszcze raz...
Dalej nie zdołałem nic wyrzec, bo weszła Magina z ojcem.  
  Chciała upaść na kolana, ale Carriass powstrzymała ją ruchem dłoni.
- Twój narzeczony jest bardzo skromnym człowiekiem. Z dobrego serca zmienił prawdę. To on mnie uratował. Trochę też opił się przy tym wody, bo podobno broniłam się nieświadomie, więc może coś mu się pomyliło. Wszystko jasne? Jest bohaterem. Powinnaś być dumna.
- Jestem pani i wszystko rozumiem.  
- O, słyszę ludzi mojego ojca. Niczego nie mówcie. Ja jestem księżniczką i ja tu rządzę, a nie oni. Zostanę na noc w waszej chacie. Mam nadzieję, że starczy miejsca do spania?
- O tak, jaśnie pani. Tylko czy będzie ci dobrze? Nie ma u nas takich wygód, jak na zamku.
- O to się nie martw, drogi Renthinie - odrzekła.  
  Do chaty wszedł zbrojny. Padł na kolona na widok księżniczki.
- Pani. Zamek cały w trwodze! Dzięki Bogu, że jesteś! Wracajmy do zamku. Ojciec niespokojny, a matka wasza, najjaśniejsza królowa Deerhe, prawie omdlała.
- Czcigodny Kahirisie. Noc już i nie myślę wracać o tej porze. Jej królewska mość raczy spać w domu kowala. Jutro mnie odwiozą. Przekaż ojcu, panu mojemu Armidosowi, że drwal o imieniu Orbiris uratował mi życie, bo chciałam zasmakować kąpieli koło wodospadu Umgar.  
- Ależ pani...
- Księżniczka rzekła! Jedź do zamku i zawiadom króla i matkę moją, że jestem w dobrych rękach. Dziękuję, Kahirisie, możesz odejść.
  Dowódca straży skłonił się i wyszedł.
- Pani? Czy moge się oddalić? Będę szykować łoże dla najjaśniejszej pani.
- Skoro chcesz. Nie rób niczego specjalnego. Pragnę spać jak wy. Rozumiesz, Megino?
- Tak, pani - zgięła się w ukłonie i zniknęła bezszelestnie za drzwiami sypialni.

                                          Carriass

Przyglądałam się dyskretnie Orberisowi jak i Renthinowi. I nagle coś mnie tknęło. Miałam właśnie otworzyć usta, kiedy chłopak mnie uprzedził.
- Pani.
  Spojrzałam na niego krótko.
- Carriass.
- Ciężko mi, pani. Wybacz.
- No dobrze, czcigodny Orberisie. Co chciałeś powiedzieć?
- Czy coś mówiłem, zaraz potem? Nie bardzo pamiętam jak się to stało. Pływam dosyć dobrze.  
- O ile pamiętam, nic nie mówiłeś. To dziwne miejsce. Sczerze mówiąc nigdy nie uczyłam się pływać. Może weszło to we mnie z krwią matki, bo ona mieszkała nad samym morzem. A już na pewno nikt mnie nie uczył jak ratować tonącego.
- A co robiłaś, pani? - zapytała kowal.
- Mam nadzieję, że mogę ci ufać, Renthinie. Nie piśniesz słowem, że to ja uratowałam Orberisa, a nie odwrotnie?
- Możesz na mnie polegać, księżniczko.
- Położyłam go na plecy. Zatkałam nos palcami i wdmuchiwałam powietrze w jego otwarte usta.  
Ale brałam szybkie wdechy by miał nowe powietrze, a nie te wyrzucone z moich płuc.
- A to bardzo interesujące. Nigdy bym na to nie wpadł.
- I ja mam do ciebie pytanie Renthinie. Zachowujesz się inaczej niż wszyscy. Poza tym coś mnie uderzyło. Masz na imię Renthin. A król, Arpaganni ma na imię Renther. Jest podobno siłaczem...
  Na twarzy kowala pojawił się grymas bólu i gniewu.  
- Pani. Twoja logika jest doskonała. To jest tajemnica, ale oczywiście twój ojciec o tym powinien wiedzieć. Teraz już nie mam wyboru i muszę to przyznać. Renher jest moim bratem. To ja jestem prawowitym królem Arpaganni. Nie był to jednak wybór brata, ale naszego ojca. Jednak brat mój o tym wie. Czego nie wie, że przebywam właśnie tu, w lesie. Blisko zamku twojego ojca.  
Kiedy pojedziesz z moim bratem do Arpaganni, nie wspomnij o tym, proszę.
- Dziś wieczorem przyszła mi myśl, a teraz już mam ku temu pewność. Nie poślubię dobrowolnie Rehera. Prędzej zobaczy mojego trupa niż mnie żywą w swoim łożu - powiedziałam lekko wzburzona.
  Zobaczyłam spokojne oczy Renthina.
- Stawiam moje życie, aby ci się to powiodło, księżniczko.
  Spojrzałam na Orberisa.
- A ty? - zapytałam.
  Chłopak padł do moich nóg.
- Zawdzięczam ci życie. I oddam je, jeżeli będzie trzeba, za twoją wolność - powiedział wyraźnie.  
- Dziękuję ci, Orberisie. A ty Renthinie opowiedz mi zatem wszystko. Masz zaufanie do twojego młodego przyjaciele, a w moje chyba nie wątpisz?
- Nie, księżniczko. Mam czterdzieści siedem wiosen, a więc jestem starszy o rok od Rehera. Na początku byliśmy jak kochający się bracia. Dorastaliśmy razem. Ale od piętnastego roku zacząłem widzieć różnicę. Ja bardziej zajmowałem się sprawami państwa. Pomagałem ojcu i uczyłem się wiedzy. On uczył się walki, ale też lubił płeć piękną. Kiedy ojciec miał wybrać mnie jako następce tronu Rehrer, brat mój, wymógł na nim siłą zmianę decyzji.  
Umiał zjednywać złych i wpływowych ludzi. Co miałem zrobić? Był silniejszy niż ja, ale i tak bym z nim nie walczył. W końcu to brat mój. Pomyślałem, że wyjadę poza granice państwa. Bo gdym pozostał, ktoś przekupny albo mściwy mógłby krzywo przysiądz, że chcę władzy i paktuję przeciw bratu mojemu.  
On już wówczas miał za sobą armię. Odsunął rodziców od władzy i trzyma ich od czasu tego w ich własnym zamku, jak więźniów w złotej klatce. Wyjechałem sam. Nie chciałem szukać sprawiedliwości u nikogo, bo u kogo mógłbym? Zacząłem pracować jako drwal. Poznałem tu żonę. Mam kilkoro dzieci...
  Patrzyłam na niego długo.
- Powiedz mi, dlaczego twój brat chce mnie za żonę?
- Tego dokładnie nie wiem. To nie prawda, że lubi młode kobiety. Lubi wszystkie, by je używać, ku zaspokojeniu meskich żądz. Prawda, lubi szczególnie piękne.  
Wiem jedno. Twój ojciec robi wielki błąd. Kiedy jego żona zostaniesz, przejmie władze i w Termidei. Uwięzi Armidosa i Deerhe, jak swoich rodziców.  
- Ojciec obawia się ludu ze wschodu. Może nie ludzi Hojja, jak ich pana, Assuala.  
   Widziałam, że Renthin się zamyślił. Kątem oka dostrzegłam, że i Orberis mu się przygląda.
- Nie wiedziałem, że jesteś księciem - rzekł młodzieniec.
- I niech tak zostanie. Nikt nie wie. Nawet żona moja. Proszę, nie rzeknij słowa nikomu.
- Dobrze, Renthinie.
- Coś wam powiem. Może twój ojciec wie, ale nie sądzę - skierował wzrok na mnie.  
Jak wiecie, może bardziej ty Carriasso, w twoim zamku są pewne wizerunki. Zwróciłaś uwagę?
- Nie wiem o czym mówisz.
- O smokach. Wszędzie w zamkach, starych klasztorach czy świątyniach występują malowidła albo rzeźby smoków.
- To legendy. Smoków nie ma - rzekłam.
- To skąd to wszystko? Nigdy nie myślałaś?
- Nie. A dlaczego to mówisz?
- Jak wiesz, Assual poszukuje kamienia. Skąd wie, że ma się znajdować tutaj, na ziemi twojego ojca, tego nie wiem. Ale to nie jest kamień.
- A co to jest? - zapytała księżniczka.
- To jest jajo smoka. Kiedyś jeszcze, kiedy byłem młodzieńcem, lubiłem chodzić po starej części zamku. I u was jest taka część. I tam znalazłem stare skrypty. Otóż tysiące lat temu były tu smoki. I one utrzymywały balans mocy. Księgi milczą skąd się brały. A potem coś się stało. Smoki zniknęły, ale legenda została. Podobno zostały dwa jaja. Jedno jest gdzieś na ziemiach Termidei, drugie gdzieś na zachód...  
  Coś działo się z Orberisem.
- Czy te ksiegi mówią coś jeszcze?
- Nie wiem. Tylko te zapisy znalazłem.
- Czy jest możliwe, że w naszech murach znajdują się inne stare zwoje, które moga coś więcej powiedzieć?
- Bardzo możliwe, Carriasso.  
- W takim razie pojedźcie ze mną jutro do zamku i poszukamy.
- Ale co powiesz królowi i królowej? - zapytał zatroskany Renthin.
- Muszę najpierw rozmówić się z matką moją. Mają mnie jedną. Jeżeli po usłyszeniu tego wszystkiego nie zmienią decyzji, to nie mam po co żyć.
- Nie mów tak! - powiedział wzruszony kowal.
- Mam nadzieję, że mają serce - dodałam.
  Spojrzałam na Orberisa. Podobał mi się, ale nie chciałam stać na przeszkodzie jego szczęścia. Megina była ładną i dobrą dziewczyną. Tak sądziłam.
- Pobladłeś... Wszystko z toba dobrze, Orberisie?
- Tak. Ta historia ze smokami trochę mnie osłabiła. Tak jakbym coś wiedział. A przecież nie wiem nic. Nie umiem czytać, a z pewnością, szanowny Renthin, nie mówił mi tego nigdy.
- Życie jest pełne niespodzianek, chłopcze - powiedział kowal - musimy iść na spoczynek. Dostaniesz swoją izbę, Carriasso. Nikt ci nie będzie przeszkadzał.
- Och, Renthinie! Zawsze spałam sama. Mogę spać z wami wszystkimi w jednej izbie?
- To będziesz musiała spać z jedną z moich córek. A ja z żoną będę spał w łożu co miało być dla ciebie przeznaczone.  
- To dobrze. W końcu jesteś księciem.
  To było dziwne, ale Carriass przytuliła się do Renthina.
- Mogę spać z Meginą, jeżeli zechce?
- Dobrze, zapytam córke moją. Ona przywykła spać z siostrami, ale jak ty dasz radę?
- Dam. I nie pisnę słowem rano. Dziękuję. Dawno się tak dobrze nie czułam. Dzisiaj znalazłam prawdziwych przyjaciół.  
    
                                                                  

1Aurofantasja

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użył 2776 słów i 14718 znaków, zaktualizował 3 mar 2019.

7 komentarzy

 
  • Duygu

    Podoba mi się. Napięcie rośnie. Łapka w górę  :)

  • 1Aurofantasja

    @Duygu Dzięki. Cieszymy się, że opowiadanko lubisz. :dancing:

  • Asano

    Powiem...napisze tak. REWELACJA!  
    Opowiadania Aurory znam wszystkie i bardzo mi sie podobaja- jedno mnie tylko w nich wnerwia- ze tak malo ich jest i tak szybko sie koncza;(  
    Cos mi sie zdaje ze musze przesledzic opowiadania Alexathame bo jesli bedzie podobnie pisane to rowniez mi przypadnie do gustu...
    To opowiadanie w 100% rozpoczyna sie w moich klimatach- smoki, magia, tajemnica i zakazana milosc - na pewno bede tutaj stalym bywalcem- oby wystarczylo Wam obojgu natchnienia i pomyslow zeby zbyt szybko nie nastal koniec.

  • 1Aurofantasja

    @Asano Dziękujemy bardzo. Zakazana miłość? Tu chyba nie będzie. Zalezy co rozumiesz przez to ... Wiecej zakazanych miłości jest na koncie Alexathame. Właściwie większość... Postaramy się nie zawieść tych co nas czytają. O ile wiem, jest jeszcze dwa wspólne konta. Stowarzyszenie AWN i Ladies.

  • AuRoRa

    @Asano dziękujemy za miłe słowa, pomysłów na razie nam nie brak :)

  • Asano

    @1Aurofantasja zakazana milosc- w znaczeniu prosty chlop i ksiezniczka, ale juz widze ze to o wiele bardziej zlozone bedzie:) super sie czyta, choc styl pisania trudny- szczegolnie jak sie normalnie czyta zdecydowanie bardziej wspolczesne teksty. Ale co by nie bylo zostane z Wami do konca! Macie kolejnego wiernego czytelnika ;)

  • 1Aurofantasja

    @Asano Dzięki. Z tym jezykiem, to pomysł Aurory. Uważam,  że bardzo dobry. I jest to nasza interpretacja. Tak naprawdę, gdybyśmy się znaleźli nagle 700 lat temu na Polskiej ziemi, to pewnie byłoby nam trudno cokolwiek zrozumieć. Dziękujemy za odwiedziny.

  • Almach99

    No I mamy smoki, Na razie smocze jako tylko. Prostu kowal okazuke sie byc ksieciem Na wygnaniu.  
    Nikt nie jest tym, za kogo sie uwaza czy tez podaje

  • AuRoRa

    @Almach99 Będzie trochę niespodzianek po drodze :) Mamy sporo pomysłów.

  • emeryt

    @1Aurofantasja, odcinek wspaniały. Bardzo wiele wyjaśnia. Wprowadza kilka nowych wątków. Lecz wszystko zależy od was. Mam nadzieję że Orberis stanie na wysokości zadania i zaopiekuje się tym jajem, a chyba nim zaopiekuje się księżniczka. Najserdeczniejsze pozdrowienia przesyła Wam  wdzięczny czytelnik waszych opowiadań.

  • 1Aurofantasja

    @emeryt Bardzo dziekujemy za miły komentarz. Aurora by mogła odpisać ale ja to czynię. Akcja sie dopiero rozwija. Planujemy watki batalistyczne, problemy secowe i bardziej złozone relacje. Bedziemy sie starac nie zawieść  :)

  • AnonimS

    Ciekawy wątek. Pojawia się zapowiedź  powrotu smoków. Często osoby ze szlachetnych rodów interesowały się ludżmi z gminy i jeśli do czegoś dochodziło to się nazywało mezalians w przypadku gdy stroną była szlachetna pani  lub prawem pierwszej nocy z którego móģł korzystać jasnie pan. Pozdrawiam

  • 1Aurofantasja

    @AnonimS To było bardzo niesprawiedliwe prawo... Brry.

  • AnonimS

    Chciałam się pokąpać.. wykąpać

  • 1Aurofantasja

    @AnonimS Poprawiłe. Widzisz, Aurora nie robi błedów. Dziękuję.

  • AnonimS

    @1Aurofantasja to drobiazgi. Fajny ten Wasz pomysł.

  • AnonimS

    Konie wydawały się biec jakgdyby wcale nie dotykały sciółki...jak gdyby piszemy oddzielnie.  Ściółki.. literówka