Ostatni z planety Carammi cz 28

Żona Renthina na nią patrzyła, ale złości żadnej, królowa Termidei, w jej oczach nie dostrzegła. Królowa ważyła w sercu co ma powiedzieć. Nie wiedziała, czy Renthin żonie wyznał, co go z nią łączy.  
Nagle bać się przestała. Podeszła do kobiety i na kolana przed nią padła.
- Nie wiem czy mnie nienawidzisz czy nie. Zgrzeszyłam. Mąż mój latami traktował mnie zimno. W twoim mężu się zakochałam, chociaż od pragnienia ciała to się zaczęło. To ja go do tego skłoniłam, by mnie wziął. Teraz wdową jestem. O mężu moim przykrej prawdy, już po śmierci jego, się dowiedziałam. I z jakiego powodu przestał mnie miłować i pragnąć przestał. Ale o to teraz jestem przed tobą i o przebaczenie proszę, za to co uczyniłam. Postanowiłam w sercu, że kiedy wojna się skończy, do lasu pójdę i żyć samotnie będę.
- Nie wiesz, królowo, co przyszłość przyniesie. Ale żeby twoje serce nie cierpiało, powiem ci, że ci wybaczam. Winy twoje ci odpuszczam. Wiem, że mąż mój cię miłuje. Nie tylko ciałem, ale sercem, głównie. Moja to wina, że do tego wszystkiego doszło, bo go zaniedbywałam. To dobry człowiek. Wyznał mi to co ty, kilka dni wcześniej i moje przebaczenie również otrzymał.  
  Derrhe za stopy ją uchwyciła.
- Wstań, pani. Nie przystoi to królowej, by klęczała przed zwykłą córką drwala - rzekła Amina.
  Mówiąc to, na głowie dłoń jej położyła, uklękła również przed nią i ją przytuliła do siebie. Deerhe nie mogła łez płynacych z oczu, pohamować.
- Wstańmy, niech nas ludzie tak nie widzą, bo wejść lada chwila mogą - szepnęła Amina.
- Pokochałam męża twego, a teraz i ciebie miłuję - szepnęła królowa.
  Wstały i jeszcze chwilę w objęciach się trzynały. Puściły się jednako, bo mężczyźni osady wchodzić zaczęli do środka izby. Po chwili wielką postać Getrycha dostrzegły. Deerhe w jednej chwili pojęła, że zarówno on w niej jak i Megina w nim zakochana. Na sercu lżej się jej zrobiło.  
  Niektórzy tylko zasiedli, bo miejsc na ławach nie było wiele, więc reszta stać musiała. Deerhe usiąść nie chciała, chociaż miejsce honorowe jej przygotowano. Po twarzach swoich poddanych popatrzyła.  
- Moi umiłowani. Przybyłam by was ostrzec. Tysiąc wojowników zamek oblega. Dopiero po jutrze wojska Termidei przybędą z pomocą. A atak wojowników Hojji może jutro nastąpić na osadę waszą. Od ilości ludzi, którzy nas napadną, będzie zależało czy żyć będziemy.
- Skąd wiesz pani, że zaatakują? - zapytał jeden z drwali.
- Nie wiem. Chciałabym z całego serca, by się to nie stało. Ale wojsko wielkie i jeść musi. Będą szukać w okolicy jadła i mogą na osadę trafić.  
- Jak się to stało, że z przyjaciół, wrogami się stali? - zapytał drugi z drwali.
- Ciężko mi mówić o tym. Wasz król był dobrym królem. Dbał o was jak i ja o was miałam również staranie. Byłam przeciwna ostatnim posunięciom Armidosa IV. Najpierw unię z Reherem chciał zrobić i sądził, że jak córkę mu podaruję, to pokój z Reherem będzie i przeciw Assualowi razem z władcą Arpaganni, stanie. Reher okazał się być nieuczciwy. Moja córka uciekła z zamku, bo na małżeństwo z Reherem zgodzić się nie mogła. Boleję nad tym, że wówczas bardziej stanowczo swojego stanowiska nie postawiłam.  
  Potem Assual przybył i grę z moim mężem prowadził. Jako kobieta czułam, że nic z tego dobrego nie wyjdzie, lecz mąż mój słuchać mnie nie chciał. Coraz bardziej mu ufał i to tragicznie się dla niego skończyło.  
  Obaj z Assualem do Armidosa sypialni weszli, by żekomo ważne sprawy omawiać. Armidos w swojej naiwności samego siebie przeszedł. Tajne wyjście Assualowi pokazał, co do lasu pod zamkiem prowadzi. Co się stało dokładnie w komnacie, nie wiem. Kiedy drzwi ludzie moi wyważyli, zobaczyli króla zabitego. Assual pchnął go sztyletem w brzuch. Bolesną śmierć mu zadał.  
- To co teraz będzie z Termidą całą? Assual z jednej, a Reher z drugiej strony nas napadnie?
- Armidos w pychę sie uniósł i posłów pokoju od Rehera pognał. Nie dość tego, że ich oddalił, to jeszcze ich obraził i znieważył. Ale Reher nie jest dłużej wrogiem naszym. Wiem to z innych źródeł.
- Skąd wiesz o tym, pani? - zapytało kilku drwali, razem.
  Królowa na ludzi spojrzała. Rozważała w sercu co będzie jeśli o smokach im powie. Ale musiała.
- Kaunga mi rzekła. To smok, co ma miłość w sercu.
   Mimo powagi sytuacji z kilku miejsc śmiech się rozległ.
- Milczcie, drwale! - krzyknął Renthin - jak możecie w powadze tej sprawy, tak reagować!
- Wybacz im Renthinie - rzekła Deerhe.
   Po twarzach zgromadzonych spojrzała i rzekła.
- Smoki są dwa. Samica nazywa się Kaunga. Jej jeźdźcem jest wasz mieszkaniec, Orberis. Kaunga nie jest zwierzęciem. Nie wiemy skąd smoki przybywały, ale w dawnych latach ziemię naszą odwiedzały. Te dwa smoki są szczególne. Odżywiają się uczuciami. Kaunga miłością się odżywia. Wybrała Orberisa na jeźdźca i kocha go jak wy swoje żony albo mężów. Drugi smok jest inny. To wielki samiec o barwie smoły. Nazywa się Erragea. Jego jeźdźcem jest córka moja, Carriass.  
  Szum przeszedł po izbie.
- Smok ten również uczuciami się odżywia. Niestety złymi. Smoki gdyby nam pomogły, żaden wróg by nam nie zagroził. Ogromne są i ogniem błękitnym, co żelazo w popiół spala, zioną. Niestety, wygląda na to, że między sobą mają nieporozumienie. O ile Orberis i Kaunga się rozumieją i dobre rzeczy czynią, z Errageą i Carriass jest inaczej. Smok ją zwodzi i próbuje zmienić. Co jest dobre to to, że kocha ją prawdziwie, a ona jego. Jednak do czego to wszystko doprowadzi, nie wiem.  
- Jak to wszystko wiesz, królowo? - zapytała Amina.
- Właśnie, właśnie. To jest bardzo trudne do zrozumienia - odrzekli inni.
- Dobrze, powiem wam, o ile zrozumiecie. Zarówno Kaunga jak Erragea mówią jak ludzie. Dodatkowo przesyłają wiedzę prosto do serca czy głowy. To właśnie co wam mówiłam, Kaunga mi przekazała, a córka to potwierdziła, kiedy kilka dni temu mnie odwiedziła.
- Czyli na razie, na siebie zdani jesteśmy - rzekł Renthin.
- Tak, panie.
  Niektórzy zdziwili się, że królowa Termidei, panem Renthina nazwała, ale nikt nie zapytał dlaczego.
- Co proponuję - rzekł Renthin - wydam wszystkim broń. W razie ataku będziemy się bronić. Poza mną, zdolności wojenne posiada osobisty obrońca królowej, Armaher oraz narzeczony mojej córki, Maginy, Gertych. Oni będą wam rozkazy wydawać. Proszę byście robili co powiedzą. Zgadzacie się, bracia?
- Mamy do ciebie zaufanie, Renthinie. Tak będzie jak rzekłeś.
- Wobec tego przyjdźcie wszyscy do kuźni. Wydam broń tym, co umieją się nią posługiwać. Od teraz wszyscy jesteśmy wojownikami.
  
Po chwili wszyscy się rozeszli. A kiedy w izbie zostali tylko domownicy, Amina rzekła.
- Pani, gdzie spać zechcesz?
- Gdzie powiesz, jesteś przecież panią w swoim domu.
- A ty nadal jesteś królową Termidei.
- Nie wiem czy długo. Liczę na pomoc, ale nie wiem czy ją otrzymamy.
- Wojska przyjdą z pomocą. Armia co otacza zamek, nie ma szans wówczas - rzekła żona kowala.
- Tak, ale co będzie jak cała potęga Hojji ruszy? I gdzie jest Assual? - zapytał kowal.
- Nie wiem, Renthinie - rzekła Deerhe.
- Nie widziałem od dwóch dni Orberisa - dodał jeszcze kowal.
- A ja nie widziałam mojej córki. Są pewnie ze smokami. Mam dziwne przeczucie. I złe i dobre. Kilka razy przedtem czułam Kaunge, a teraz nie czuję...
- Trzeba mieć nadzieję - rzekł Renthin.
   Megina wyszła z Gertychem, po chwili jej siostra Tamina wyszła również, a w końcu i Amina. Deerhe i Renthin zostali sami. Renthin patrzył w klepisko. Tylko raz na jakiś czas rzucał spojrzenie na królową.
- Renthinie. Niczego nie można cofnąć. Żona twoja nam wybaczyła, ale przecież nie możemy żyć razem. O ile wojna się skończy, a my żyć będziemy, do pustelni pójdę.
  Kowal popatrzył na nią dłużej.
- Nie wiem co uczynię. Wiem tylko jedno...
  Deerhe z trudem się powstrzymała by nie przytulić się do niego.  
- Widzisz jak jest. O córkę się niepokoję. Wiem, że Erragea nie da jej ukrzywdzić, ale obawiam się o co innego. Powiedziała mi, że wszystko dla niego zrobi. Będzie kłamać, intrygi snuć. Wszystko w imię miłości. Ale czuję, że ta miłość ją zabija. Może stanie się cud. To tylko nadzieja moja...
- Tak, zawsze czekamy na cud - rzekł smutno Renthin.
- Widziałam w oczach Meginy, szczęście. Kochają się z Gertychem... - zmieniła temat.
- Tak. Dziwne są losy. Mało go nie zabiłem i dzięki temu się poznali. Dziwne, prawda?
- Może wszystko jest przeznaczone? I nie możemy zrobić nic inaczej. Tylko my nie znamy przeznaczenia, aż się ziści.
- Późno już. Postawiłem straże, chociaż nie myślę, że coś nam tej nocy grozi.
- Nadal nie wiem gdzie mam spać. Mój wierny sługa będzie chciał spać blisko mnie, może spać ze mną w izbie? A jeżeli nie macie łoży wiecej, w sianie spać możemy.
- To nie przystoi by królowa całej Termidei, spała w sianie.
- Och, to nie jest ważne. Czy rodzice Orberisa, spokojni?
- Przywykli, że syn jest ze smokiem. Kiedy przybył ostanio, wszystko im powiedział. Trudno mi pojąć jak on może kochać smoczycę.
- Może będziesz mógł ją poznać, wówczas zrozumiesz... Jest niezwykła. Też nie mogłam pojąć, że Carriass kocha Erragea. Ona...
- Co, Deerhe?
- Powiedziała mi, że go pragnie. Nie mogłam tego pojąć, bo odbierałam smoka, jako zwierzę. I sądziłam, że większy niż my, grzech popełnia. Dopiero Kaunga mi to w sercu wytłumaczyła. Ona i Erragea to istoty większe od nas. Modlę się, żeby w swoich ludzkich postaciach mogli się znaleźć.
- Te smoki, to ludzie?
- Nie ludzie, ale wyglądają jak ludzie. Dziwne to wszystko. Kaunga do mnie mówiła i ją słyszałam jak ciebie. Mam jedną, moją Carriass i pragnę dla niej szczęścia.  
- A co za Armidosem? Żal masz, że zabity został?
  Deerhe na kochanka swojego spojrzała.
- I tak i nie. Mój obrońca, Armaher, więcej ode mnie wiedział w tej sprawie. Armidos odrzucił mnie i kochać przestał, bo wolał tancerza. Aż mi trudno w to uwierzyć.
- Co mówisz! Dziwne. Tak piękną i dobrą kobietę odrzucić?! I to dla mężczyzny?
- Co mi po tym, że żekomo piękna i dobra jestem? Córka mnie zostawiła, mąż zdradzał z mężczyzną i nie będę mogła być z osobą, która dała mi rozkosz, miłość i szczęście. Coś złego zrobiłam i to kara za to. Tylko nie wiem co złego zrobiłam. Naprawdę nie wiem. Czy to, że ciebie pokochałam?
  Królowa Termidei, zapłakała. A Renthin z trudem się opanował by jej nie przytulić. Deerhe spojrzała na niego i zdobyła się na odwagę, by go zapytać. Postanowiła to zrobić, chociaż sama do końca nie wiedziała, dlaczego.
- Czy Amina cierpi?
  Renthin wiedział to, bo żona mu wyznała. Nie miał pewności, czy ma to powiedzieć, ale ponieważ czekała, zrobił to.
- Nie. Powiedziała mi, że jest ze mną, ale przestała kochać mnie dawno. Dlaczego, nie wiem. Nikt dróg miłości nie zna. To dobra kobieta. Zajmuje się domem i dziećmi. Powiedziała mi, że jeśli chcę, mogę być z tobą. Pragnę być z tobą bardzo, ale nie mogę tak tego zostawić. Też chyba jak pustelnik żyć będę. Chociaż jest to ostatnia rzecz, którą pragnie moje serce.
  Deerhe zerwała się i na dwór wybiegła. Renthin chciał wybiec za nią, ale został. Wiedział, że cierpią oboje.  
Został w izbie. Miał nadzieję, że królowa daleko nie odeszła. Po chwili jednak wyszedł, bo o nią przecież miał staranie, zarówno o królową jak i gościa. I przecież kochał ją nadal. Zobaczył ją. Stała i w niebo patrzyła. Obok dostrzegł postać Armahera. Wiedząć, że bezpieczna jest, do izby wrócił i obok pieca usiadł. Zasnąć nie mógł, lecz w końcu sen go zmorzył...

Kiedy świt wstał i mgły wolno ustępowały nad Termideą, wojownicy stepu do natarcia się szykować zaczęli. Ważniejsi dowódcy zaczęli zamkowe mury objeżdżać by zobaczyć, w którym miejscu są słabsze, lecz uchybienia nie znaleźli. Od rana zaczęli podobne podjazdy jak trzystu wojowników, porzedniego wieczoru, ale obrońcy dzielnie odpierali ataki. Tym razem na atakujących spadał ukrop jak i smoła. W odpowiedzi na zamkowy plac leciały strzały zapalone. Jednak do południa większych strat obrońcom nie zadali. Wobec tego postanowiono okrążyć zamkowe mury, by nikt ze środka nie uciekł i czekać na główne siły Hojji.  
Zaniepokojeni dowódcy nie wiedzieli gdzie ich pan i władca, Assual. To im trochę wolę walki odbierało.
  Tak jak przypuszczała, mądra królowa, ludzie stepu wyjechali grupami w celu poszukiwania jedzenia. Kilka grup na polowanie pojechało, bo zaraz za zamkiem lasy gęste rosły. Wysłano też mniejsze oddziały w celu znalezienia wsi lub osiedli w okolicy. Jeden z takich oddziałów, w ilości tuzina, odkrył osiedle drwali. Ponieważ cicho się zachowywali, nie zostali odkryci. Ocenili, że może tu zamieszkiwać około pięćdziesięciu ludzi, co w rzeczy samej, bliskie prawdy było. Wycofali się i decyzję podjęli.
- W razie ataku, straty ponieść możemy. Chłopi rośli, ale kobiet nie widać.
- Pewnie domowymi sprawami się zajmują. Widzieliście bracia, że ich kobiety nie takie jak nasze. Może robotne, ale bronić się nie umieją.  
- Zaatkować teraz nie możemy. Z większa grupą wrócimy. Jadło zdobędziemy.
- Nie o jadło ci chodzi, Uneg - rzekł dowódca odziału.
- Kobiety tu piękne - odrzekł.
- Kto wie czy dla ciebie się trafi urodziwa?
- Znasz prawo stepu. Co zabiorę, to moje.
  Większość mężczyzn kobiety dawno nie miała. Wcześniej, rozkaz Assuala zabraniał porywać kobiet, lecz teraz, kiedy słuch o władcy zaginął?
- Dobrze, słowo z wodzem naszym zamienię. Weźniemy oddział pięćdzięsięciu ludzi. Chłopi silni, ale walczyć nie umieją. Nie możemy też jak tchórze postąpić i na chłopów całą armią napaść.  
  Tak uradzili. Mimo dzikości, mieli honor i swoje prawa przestrzegali. Wycofali się i w kierunku zamku, pognali.  

Tymczasem w osadzie kobiety w chatach siedziały. Renthin, Armaher i Getrych ludzi szkolili, chociaż wiedzieli, że siekiermi i toporami i piłami umieją się obchodzić, ale z mieczami i łukami będzie gorzej. Tylko kilku drwali umiło strzelać, bo przecież musieli co jakiś czas zapolować na zwierzęta w lesie. Kobiety noże koło siebie miały. Większość z nich, strach paraliżował.  
  Od dawna żadnej wojny nie było. Kobiety zwykle, nie są przywykłe do wojennego rzemiosła. Niektóre cicho popłakiwały, inne modlitwy odmawiały, jeszcze inne siedziały nieruchomo.  
  Renthin spodziewał się ataku od zamku strony. Słusznie myślał, że wojownicy stepu od tamtej strony zaatakują. Tylko Deerhe spokój miała. Usilne myśli wysyłała by Kaunga ją usłyszała. Lecz żadnego odzewu nie otrzymała. Kowal nie miał czasu zamienić z nią słowa. Wiedział, że teraz całej osady bronić musi i choćby nie wiem co, nie może tylko o swoją rodzinę mieć tylko starania. Zastanawiał się oczywiście, czy bogowie nie ukarali go za niewierność i wszytsko to z jego powodu, ale szybko te myśli odrzycił.  
Armaher zwiad zrobił i odkrył, że mała grupa, pięćdziesiąt yardów za osadą, szpiegowała. Po pogniecionej trawie poznał i ślady kopyt końskich, dostrzegł. Wrócił szybko i Renthina o tym zawiadomił.
- A więc przybędą. Kwestia, z jak wielką grupą.  
- To dobrzy wojownicy. Ale mają swój honor. Nie wrócą z więcej jak pięcioma tuzinami ludzi.
- Jak to wiesz, Armaherze? - zapytał Renthin.
- Z kraju Ulli wiedzę przywiozłem. O ościennych zwyczajach one prawią. W walce na płaskim terenie z wojskiem, nie ustoją. Chociaż szablami walczyć umieją. Jednak w osadzie będzie nam trudno. Są szybcy i dobrze z łuków mierzą.  
- Jak walczyć będą? Może to co powiesz, nam się przydać może.
- Zaatakują na koniach. Wsi nie spalą, bo więcej o kobiety im chodzi niż o jadło. Nie mamy czasu się przygotować inaczej, jak tak, by liny rozciągnąć. Koni szkoda, ale to zrobić musimy. Co dobre jest, jeżeli uda się nam zwyciężyć, więcej nie wrócą.  
- Tak sądzisz?
- Tak. Nie znam ich planów. Wielkie wojsko pewnie za nimi idzie.To ludzie stepu. Nie budują domostw tylko w namiotach mieszkają. Jeżeli chcą wrócić na swoje tereny, nie mogą wszystkiego spalić, bo z samych polowań się nie utrzymają. Cała ich inwazja nie ma rozumnego sensu.
- Nadzieja w twoim bracie i w smokach - włączyła się do rozmowy Deerhe.
- W moim bracie? - zdziwił sie Renthin.
- Tak. Cała armia Termidei nie zdoła zatrzymać potęgi Hojji. Ale z pomocą Rehera, może się powiedzie.
- Zobaczymy, królowo. Na ten czas, musimy mieć staranie, by teraz atak odeprzeć.
- Tak, wiem - szepnęła - miałam nadzieję, ze Kaunga pomoże, ale widocznie coś ważnego się z nią dzieje, bo żadnej odpowiedzi od niej nie otrzymałam...

1Aurofantasja

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użył 3193 słów i 17152 znaków.

1 komentarz

 
  • emeryt

    @Aurofantasja, dziękuję za kolejny, wspaniały odcinek. Przesyłam najserdeczniejsze pozdrowienia.

  • 1Aurofantasja

    @emeryt Dziękujemy. Team pracuje znowu :yahoo: