Ostatni z planety Carammi cz 25

Mgła nad lasem się snuła, a jaśniejące niebo, na wschodzie wskazywało, że nie długo rozpocznie się dzień. Grupa tysiąca konnych ruszyła w przeciwnym kierunku, gdzie ostatnie gwiazdy traciły blask, wobec złotego okręgu, który lada chwila, miał ukazać się nad drzewami.  
Oni wszyscy woleli bezkresny step, ale drzewa nie były im straszne. Lud Termidei miał ich za przyjaciół. Wioski ofiarowywały wodę i jedzenie. Armidos wydał dekret, który dotarł do wszystkich zarządzajacych wsiami i osadami, że ludzie stepu mogą polować. Taka ilość obcego wojska nie stanowiła wielkiego obciążenia dla ludu. Ponieważ część wojowników miała ze sobą swoje kobiety, nie zdarzyły się jeszcze akty gwałtu, chociaż ludność Termidei miała się na baczności. Bez ważnej potrzeby kobiety nie wychodziły na zewnątrz i siedziały w chałupach, gdy wojsko Assuala odwiedzało oklolicę. Ci zaś nie śmieli przekroczyć nakazu ich boga na ziemi, Wielkiego chana Hojji, Assuala i nie dopuścili się ani razu do aktu gwałtu.  
   Twarz wodza nie wyrażała żadnych uczuć. Jego przyboczni sądzili, że ogłosi pogoń za zbiegłą córką. A ponieważ nie wydał tego rozkazał, znowu były podzielone opinnie na ten temat. Jedni sądzili, że zbolałe serce ojca darowało córce, inni przeciwnie, myśleli, że taki był jego plan. Tylko nieliczni uważali, że coś w tym wszystkim nie gra. W większości serc wojowników stepu osiadł żal za ich uwielbianą wojowniczką. Poza wodzem, nikt nie wiedział po co jadą i gdzie. Dopiero kiedy na horyzoncie pojawił się widok zamku Armidosa, chan wezwał swoich dowódców.
- Słuchajcie, co mam wam do przekazania. Obsadzicie pozycje i będziecie czekać na dymny sygnał z zamku. Jeżeli zobaczycie dym, macie ruszyć i zabijać. Wszystko co zdobędziecie, jest wasze. Kobiety i dorośli zdrowi mężczyźni będą waszymi niewolnikami. Dzieci zostawcie, bo będą opóźniać marsz. Dopiero jak zamek będzie opanowany, cała potęga Hojji ruszy i zatrzyma się dobiero na zachodnich granicach Arpaganni. Jeszcze nigdy ziemię Hojji nie będą tak wielkie. Reher dopiero po kilku dniach pozna, że i on jest moim celem. Teraz jednak wezmę tylko kilkudziesieciu ludzi i wejdę do zamku Armidosa, jak przyjaciel.  
  Po chwili ruszył zabierając tylko sześć tuzinów, najlepszych ze swego wojska.  

Kiedy strażnicy z wieży zauważyli wojsko i Assuala, natychmiast zawiadomili o tym króla. Armidos ucieszył się, bo sądził, że teraz razem z Assualem ruszy na Rehera.  
  Doniesiono mu o incydencie ze smokiem. Jednak wiadomości wyraźnie mówiły, że smok był w barwie trawy, nie zaś czarny. To niecio zdziwiło króla Termidei. Kiedy te wiadomości doszły do Deerhe, jej kobieca intuicja podszepnęła prawdę.
- Pani, wojska Hojji z ich władcą jadą do zamku - przekazał jej prywatny obrońca z kraju Ulli, Armahher.  
  Mężczyzna był w wieku królowej. Miał jak ona błękitne oczy i złote włosy. Tylko królowa wiedziała, że on kocha ją jak brat i prędzej życie odda niż, zezwoli by jeden włos z głowy jego pani, spadł. Widział cierpienie jej duszy, kiedy usychała jak świeży kwiat, obok swojego męża, Armidosa.  
Mówił mało i zawsze pozostawał w cieniu. Oczywiście wszyscy na zamku wiedzieli kim jest i nikt mu nigdy w drogę nie wchodził.  
  Armidos na początku miał wątpliwości co do jego osoby, ale przez lata przekonał się, że Armahher kocha królową, jak brat. To właśnie on był powodem, że król Termidei nic nie zrobił, kiedy doniesiono mu o romansie Deerhe i Renthina. Miał pewność, że złotowłosy siłacz nie pozwoli skrzywdzić Deerhe i w razie potrzeby zabije nawet jego. Armidos, z drugiej strony, nie zamierzał czynić niczego, w tej sprawie. W ostatnich latach odkrył, że bardziej działają na niego młodzi paziowie, niż jego wciąż atrakcyjna żona. Ale o tym wiedział tylko on, tak przynajmniej sądził. Jednak był w błędzie.  
- Dzięki Kaharrisie, że mi to przekazałeś. Mam złe przeczucie. Dowódca straży oznajmił jej po chwili podobną wiadomość, kiedy rosły blondyn odszedł od swojej pani.
- Pani, Reher zaprzestał najazdu. Zatrzymał swoje wojska dwie godziny jazdy koniem od zamku twego męża. Czyżby wiedział, że Assual przyjdzie naszemu panu z pomocą?
- Jest jeszcze inna opcja. Może razem chcą połączą siły, żeby zniszczyć Termideę.  
- Co mówisz pani! Reher nie posunie się aż do takiej niegodziwości.
- Co wiesz, wierny Kaharrisie, o incydencie na linni między naszymi wojskami, a wojskami Rehera?
- Dostałem wiadomości, że smok o kolorze trawy strzelał błękitnym ogniem z pyska i wydawał przeraźliwe odgłosy. To inny smok, niż ten, którego panienka dosiada. Tamten jest czarny jak smoła.
- To Kaunga. Ona jest uosobieniem dobra i miłości. Czy wiesz czemu to zrobiła?
- Rycerze widzieli pojedyńczego jeźdźca na siwym rumaku, kiedy wojska ze strachu się rozstąpiły...
- To Ochir - Saran. Co ją skłoniło by tam jechać?
- Nie wiem, pani. Może ta dziwna dziewczyna jest szpiegiem swojego ojca.
- Musimy się tego dowiedzieć, ale jak? Miejcie oko na ludzi Assuala. Mam złe przeczucie, co do niego, chociaż mąż mój wprost uwielbia tego skośnookiego wojownika.  
  Kaharris ukonił się nisko i oddalił. Po chwili Armidos wszedł do jej komnaty.
- Królowo. Przyjaciel mój i całej Termidei, ponownie nas odwiedza. Zechcesz mi towarzyszyć by go powitać?
- To twój przyjaciel, królu, a nie mój. Nie posłuchałeś mnie i mojej kobiecej intuicji. Nie mam życzenia go widzieć.
  Oblicze króla się zachmurzyło.
- Narażasz mnie na afront, powinnaś mi towarzyszyć! - podniósł nieco głos.
- Powiedziałam nie, czy mnie zmusisz?
  Tym razem na obliczu króla ukazał się gniew. Podszedł do królowej i wziął ją silnie za rękę. Deerhe nigdy jeszcze nie widziała takiego wyrazu na twarzy Armidosa.
- Tak pójdziesz ze mną,  bo ci rozkazuje - rzekł wzburzony władca Termidei.
- Póść mnie - powiedziała cicho.
  Ale król nie usłuchał. Szarpnął kobietę, aż na jej ślicznym obliczu ukazał się grymas bólu.
- Armahher! - krzyknęła.
  Na twarzy Armidosa pokazał się kpiący uśmiech, bo całkiem niedawno widział rosłego blondyna blisko sali obrad, w innej części zamku. Jednak brzydki uśmiech zgasł na jego obliczu, bo zobaczył go z lewej strony, tuż za swoimi plecami.
- Póść ją, panie - usłyszał z jego ust.
- Precz. Nie mieszaj się do nie swoich spraw.
  Blondyn stał i wpatrywał się wyczekująco w oblicze swojej pani.
- Nie chcę z nim iść. Sprawia mi ból.
  W chwilę potem Armidos odczuł żelazny uścisk na swoim ramieniu.
- Póść moją panią, królu.
   Armidos rozluźnił uścisk i z wściekłością wyrzekł.
- Policzę się z wami jak tylko przywitam Assuala. Myślisz, że nie wiem co cię łączy z Renthinem? - zwrócił się do żony. Moja cierpliwość się wyczerpała. Wiesz co czeka niewierną żonę? Dowiesz się wkrótce.
  Pełen gniewu opuścił komnatę. Królowa ze smutkiem spojrzała na swojego obrońcę.
- On wie, Armahherze. Co uczyni? Moje życie nie ważne, lecz nie chcę by Renthin je stracił.
- Co mam uczynić, pani? - zapytał mężczyzna.
- Nie wiem. Może udam się do Renthina. Ale co z Aminą? Boże, co ja pocznę!
- Pani, jest coś co mogę ci powiedzieć. Wiesz, że życie za ciebię oddam, bez chwili zastanawienia.
  Deerhe, w jego ramiona się wtuliła i płakać zaczęła.
- Zobacz co się stało! Córkę straciłam. Pragnienie ciała w miłość się we mnie, przerodziło. Sądziłam, że mu na mnie nie zależy i dlatego nic nie czynił. Teraz ja, Renthin i ty w niebezpieczeństwie jesteśmy. Co mi rzec chciałeś, a czego nie wiem?
  Blondyn delikatnie wyzwolił się z jej uścisku i z miłością,w jej oczy spojrzał.
- Nie sądziłem, że kiedyś wyrzec to będę musiał.
- Mów, proszę. Wiem co do mnie czujesz. I wiem, że nigdy kłamstwo przed twoje usta nie przeszło. Ojciec mój cię posłał ze mną do kraju tego. Straciłeś ojczyznę dla mnie. Dla mnie też, nigdy kobiety nie miałeś.  
  Olbrzym na kolana padł i za stopy ją ujął.
- Pani moja. Tyś dla mnie jak świat cały. Nic nie straciłem, mogąc przy twoim boku przebywać.
- Wstań, mój miły bracie. Chociaż nie jesteś mi bratem krwi, bliskiś mi bardzo. Jeśli to chcesz wiedzieć, obok córki mojej i Renthina, tylko ty jesteś w sercu moim.  
Armahher powstał. Wiedział, że i rodzice, których zostawiła w kraju Ulli, w jej sercu mieszkają, mimo że kilka lat temu ojciec jej zmarł, a rok temu matka. A teraz, jej starszy brat, krajem na północy, za morzem, rządzi.
- Pani moja. Ciężko mi to przez usta przejdzie. Mąż twój w miłości do ciebie osłabł dawno już, prawda?
  Spojrzała na niego nieco zdziwiona, a więcej zaskoczona.
- Nigdy nikomu o tym nie mówiłam. Skąd wiesz o tym?
- Są ludzie, że po latach naturalnych, czasem inne pragnienia mają...
- Co masz na myśli, drogi mój Armahherze? - zapytała nieco zbita z tropu.
- Moje oczy są wpatrzone w ciebie, lecz dostrzegły jesze inne sprawy. Twój mąż, Armidos...
- Mów wreszcie! Wiem, że plotkami się nie zajmujesz.
- On na młodych paziów patrzy, nie jak mężczyzna na mężczyznę. On sądzi, że nikt nie wie, ale ja wiem. Jest jeden, którego specjalnie traktuje. Nie chcę jego szkody, ale dla twojego dobra, imię jego, wyjawię.
  Wyraz twarzy królowej się zmienił.
- Chcesz powiedzieć, że mąż mój...
- Tak, pani. Wiele razy kiedy sama w łożu spałaś, Armidos w swoim, sam nie spał.
  Królowa miała wyraz twarzy, który Armahher widział po raz pierwszy.
- Czy ja nie jestem atrakcyjna? Czemu? Czyż to ja zawiniłam?
- Nie mi o tym sąd wydawać. Nikt poza mną, królem, tobą i Damielisem o tym nie wie. Ale jeśli życie twoje będzie od tego zależeć, tę prawde, wyjawię.
- Damielis? Ten drobny paź, co tańczy jak nimfa?
- Ten właśnie.

Tymczasem Assual wjechał do zamku ze swoimi ludźmi.  
- Witaj przyjacielu - Armidos, powitał go z uśmiechem i radością.
- Witaj królu. Jestem szybciej, bo słuchy mnie doszły, że Reher granice twoje przekroczył i Termideę najechał. Czemu tak nierozważny krok uczynił?
  Assual zapytał, ale przecież sam dobrze wiedział, co się stało i dlaczego.
- Wiedziałem, że unię mamy, więc nie przyjąłem od niego pokoju. Wysłał swoich emisariuszy by pokój ze mną zawrzeć, lecz ich przegnałem.
  Chytry chan, uśmiechnął się szczerze.
- Musisz mi ufać całkowicie.
- Jak bratu - odrzekł Armidos.
  Pan stepów w koło się rozejrzał.
- A gdzie twoja żona? Nie zechciała dotrzymać ci towarzystwa by gościa powitać?
- Kobiece przypadłości na przeszkodzie jej stanęły - Król Termidei próbował by jego głos i twarzy wyraz, nie zdradziła prawdy.  
- Tak, kobiety słabe. Co by bez nas zrobiły.
- A jak się ma córka twoja, panie całej Hojji?
- Dobrze. Swoją misję wypełnia. Nie doniesiono ci czy ją kto widział?
- Nic o tym nie wiem.  
- Sprytna sztuka, jak ojciec - szepnął do siebie Assual.
  Rozejrzał się jeszcze raz po sali, po twarzach dowódców i ministrów Armidosa, jakby jeszcze kogoś szukał.
- Twoja córka, Carriass także ma swoje sprawy, bo również jej nie widzę...
  Tym razem, grymas na twarzy króla go zdradził.
- Nie wiem czy dasz wiarę, ale została jeźdźcem czarnego smoka. I to jest poważny problem, bo smok ogromny i zieje błękitnym ogniem, co spala nawet żelazo.
  Ale twarz chana nie zdradziła niczego.
- Powiedz mi więcej o tym, królu. Zaciekawiłeś mnie.
- Może przy wieczerzy o tym porozmawiamy. Czy chcesz może najpierw się odświeżyć?
- My ludzie stepu, inni od was jesteśmy. Nie mamy pałaców z kamienia. W namiotach śpimy, ale równie dobrze i na koniach możemy. Czasem w jeziorze czy rzece się kąpiemy. Co do wieczerzy, chętnie coś zjem z tobą.  
  Ucieszony Armidos, w dłonie zaklaskał i jadło od kucharza zarządał. Usiedli na krzesłach miękką skórą obitych, przy stole dębowym, na którym misy z jadłem i puchary z winem, zaczęły się pojawiać.  
- Co planujesz, mój wielki Assualu.  
  Pan Hojji tylko się uśmiechnął. Miał swój plan, ale z pewnością nie chciał się nim podzielić z nikim. A już na pewno, z Armidosem.
- Co myślisz, żeby na Rehera razem ruszyć, tak jak mówiem? Razem z moimi wojownikami, pokonamy go. A ziemia Rehera, bogata.  
- Wojska ma on sporo. Łatwo nie będzie.  
- Przed potęgą Hojji się ugnie. Ale powiedz mi o tych smokach, to bardzo ciekawe...
- Właśnie. Żeby tylko nie stanęły po jego stronie. Pierwszy raz, czarny smok zaatakował Rehera i kilka wiosek mu spalił. Niestety zarówno moich i jego rycerzy zginęło sporo. Z córką nie zdołałem niczego ustalić...  
- Czyż nie było to tak, że Carriass żoną Rehera zostać miała? Chciałeś z nim unię zawrzeć, bo obawiałeś się wielkiego Assuala?
- Prawda, panie całej Hojji. Kiedy narzeczoną miał zabrać, nie był ze mną szczery. Jego ludzie tajemniczego kamienia szukali.
- O! Powiedz co wiesz o tym. Czy to się ze smokami łączy?
- Wiele o tym nie wiem. Moja żona więcej powiedzieć by mogła, ale jak już wspomniałem, przypadłość kobieca ją osłabiła.  
  Dawnymi czasy, nasze ziemie, smoki nawiedzały. Pewnie widziałeś obrazy czy rzeźby z brązu. Skąd się brały, nikt nie wie. Przez ostatnie dwieście lat, nikt o nich nie słyszał. Ponoć tajemniczy kamień Um, ma otwierać bramy nieba.
  Assal spojrzał mu prosto w oczy.
- A ty wierzysz w to królu?
  Armidos się roześmiał.
- Nie, drogi Assualu. To nie może być prawda. Smoki pewnie gdzieś daleko mieszkają. Nigdy nie było więcej niż jednego. A teraz są dwa. I to jest dziwne.
- Dwa, powiadasz. Dziwne. Skąd masz te wiadomości?
- W starej części zamku, mam stare zapiski. Z tego co wiem, kamień nazywa się: Um. Ale nikt go nigdy nie widział.
- Tak, to rzeczywiście masz mało wiadomości. Może twoja córka więcej ci coś powie, skoro smoka dosiada.  
- Tak, ostatnio nie często w domu przebywa. Ale kiedy ją zobaczę, zapytam.
   Assual słuchał i jednocześnie myślał o swoim planie. Miał pewność, że Armidos mu ufa całkowicie. I nie przeszkodziłby jemu w jego przedsięwzięciu. Problem był w tym, że Assual nie chciał by mu ktokolwiek przeszkadzał. Miał pewność co do swoich ludzi, że kiedy im zakaże, zrobią to co trzeba. Assual miał pewność i wiedział co musi zrobić, by do krainy bogów się dostać. To, że wiedział to, tylko on, napełniało go dumą. Miał pewność, że nikt z ludzi, a nawet smoki, nie wiedziały. I w tym miał rację.  
- Widzę, że masz do mnie całkiem zaufanie, królu.
- O tak. Jesteś mi jak brat, co już rzekłem.
- W takim razie i ja ci coś powiem, czego nie wie nikt. Ani moi dowódcy, a nawet Ochir - Saran. Ale ta wiadomość jest tak ważna, że nikomu jej nie powierzę, a tylko tobie. A takiej wiadomości, nie można przy stole przekazać, jak tylko w miejscu najbardziej prywatnym.
  Spojrzał na niego Armidos i rzekł.
- Nic bardziej prywatnego nie ma w tym zamku jak sypialnia moja.
  Assual się znowu uśmiechnął.
- Ale przecież mówiłeś, że żona twoja tam z przypadłością kobiecą się zmaga.
- Nie, Assualu. Żona swoją sypialnię posiada, a ja swoją. Czasem i król potrzebuje prywatności.
- O, prawdę rzekłaś, królu. Prowadź zatem. Pozwól, że tylko dam rozkazy moim ludziom, żeby nam nikt nie przeszkadzał.
- To zrozumiałe, panie stepów - odrzekł Armidos.
   Assual lekko głowę skłonił i od stołu powstał.
Do swojego przybocznego podszedł i na stronę go zabrał.
- Saaral Chono ( Szary wilk) idę do sypialni z Armidosem. Potem sam wyjdę, a ty daj rozkazy, by mi nikt nie towarzyszył. Wy zaś zabijcie wszystkich i zamek spalcie. Dym, znakiem będzie dla braci naszych. Czyńcie to dla chwały Hojji.
- Tak mój panie - skłonił się lekko wojownik, bo takie miał wcześniej polecenie, by przesadną czołobitnością się nie zdradzić.  
  Assual do Armidosa wrócił z miłym uśmiechem na twarzy.
- Prowadź zatem. Bardzo chcę podzielić się z tobą największą tajemnicą.  




359 czyt.
100%21
1Aurofantasja

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użył 2969 słów i 16142 znaków, zaktualizował 19 maj o 21:15.

1 komentarz

 
  • emeryt

    emeryt · 19 maja · 202091556

    opowiadania fantazy  masz opanowane do perfekcji. Moje gratulacje, odcinek wspaniały. Przesyłam pozdrowienia i będę czekać na kolejne odcinki.