Ostatni z planety Carammi cz 5

Ostatni z planety Carammi cz 5 Piękna i szczęśliwa Barri

Spojrzałam na nich porozumiewawczo.  
- Smoki latają, prawda?
- Mają skrzydła, jak widać na starych rycinach.  
- Szanowny Renthinie i ty Carriasso, musimy jechać nad Ungre. Ona mnie wzywa.
- Co ty pleciesz, Orbe? - oburzyłam się lekko.
- Wyproś ojca, żebym mógł z tobą pojechać w to miejsce. To bardzo ważne, nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy.
Spojrzałam na niego, wyczułam szczere chęci, więc jak mogłam mu odmówić.
- Dobrze. Pozwólcie, że zawołam wpierw matkę. Ten drugi zwój został napisany w jej ojczystym języku.
- Zaczekamy – dodał Renthin.
   Zostawiłam moich dwóch przyjaciół i pobiegłam do sypialni matki. Siedziała na fotelu i wyszywała chustę.  
- Matko!
- Tak, kochanie?
- Znaleźliśmy zwój i jest chyba w twoim języku. Czy mogłabyś pomóc?
- Dobrze, Carriass, tylko odłożę materiał.  
   Wstała i po chwili była ze mną w mojej sypialni. Na jej widok zarówno kowal jak i Orberis skłonili się nisko.
- Przecież wiesz, że jesteś księciem, a powinieneś być królem. Dlaczego skłaniasz głowę przede mną?
- Nie bacz na to, królowo Deerhe – odrzekł. - mam szacunek dla tak dostojnej królowej, który nie omieszkam okazać.
  Matka rozwinęła skrypt. Po chwili spojrzała na nas. Zrozumieliśmy, że musimy się skupić.  
- Tu jest napisane, że smoki niszczyły ziemię, ale tylko te czarne osobniki, spójrzcie na ryciny. Tortas pokonał ostatniego czarnego smoka. Ten jednak nie był martwy, tak jak myślano wówczas, a ranny. Poleciał w kierunku południa i osiadł na Czarnym szczycie. Potem zniknął.
- Jak to, zniknął? Rozpłynął się w powietrzu? - dopytywałam zaciekawiona.
- Tego nie wiem. To dziwne, ale ten zwój mówi, że królowa zza wody, o włosach jak len, odczyta go, będzie ona znała ten język. Co więcej jest tu napisane, że jej córka o oczach jak trawa, będzie jeźdźcem smoka.
- To wzmianka o mnie, matko? Czyim jeźdźcem? Jakże to?
- Nie rozumiesz, że ten zwój ma dwieście albo więcej lat, ale mówi wyraźnie o tobie i o mnie.
- Niebywałe, ale ja już jestem jeźdźcem, Obłoka, ale on nie jest smokiem, matko. Czy chodzi o konkretnego smoka?
- Żeby to wiedzieć muszę ten zwój spalić.
- Spalić? - zdziwiłam się jeszcze bardziej.
- Tak. To jest niesamowite. To musiał pisać jakiś prorok, bo opis dokładnie co pasuje do nas obu.
- O twoich włosach i o moich oczach? - zapytałam.
- Nie tylko. O tym, że będę wyszywać chustę z czerwonym sercem. Zanim do mnie przyszłaś, właśnie taką wyszywałam. Poczekajcie, muszę ją przynieść.
  Matka odeszła, a my patrzyliśmy po sobie zszokowani. Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że ktoś z dawnych wieków mógł przewidzieć przyszłość i zapisać ją. Wtem Orberis odezwał się, jakby już nie mógł wytrzymać i coś nim kierowało.  
- Muszę pojechać z Carriass nad wodospad – zwrócił się do Renthina.
- Wiem. Czuje coś, ale nie umiem powiedzieć co to takiego. Tu chodzi o coś więcej niż o władzę. Tu chodzi o życie. Nie wiem jak to możliwe, ale ten niepokój, ogarnia mnie od środka.
- Czujemy podobnie, to nie może być przypadek, musimy działać.
  Staliśmy chwilę bez słów. Weszła Deerhe. Wyglądała zjawiskowo. Miała na sobie suknię z jasnobłękitnego jedwabiu. Liczyła prawie trzydzieści osiem wiosen, ale nikt by jej nie dał trzydziestu. Zawsze piękna, wyniosła z delikatnym, nieodgadnionym uśmiechem. Czułam, że musiała coś powiedzieć ojcu. Mówi się, że król włada państwem, a królowa królem.  
  W dłoni trzymała chustę. Serce nie było jeszcze wykończone. Przyniosła również złotą misę. Po chwili zapaliła zwój i pozwoliła mu spłonąć do końca.
- I co teraz, królowo Deerhe? - zapytał Renthin.
- Mam nakryć popiół chustą, tak tam napisano - odrzekła.
  Kiedy zwój spalił się zupełnie, nakryła naczynie białą chustą. Patrzyliśmy ale nic się nie działo przez dłuższy czas. I kiedy mieliśmy już zrezygnować, coś zaczęło się dymić. Orberis chciał dotknąć materiału, by go zdjąć i zobaczyć czy nadal się coś tam pali, ale Deerhe odrzuciła jego rękę. Zobaczyłam jak jego ciałem szarpnął skurcz, ale nie z bólu. Sądząc po wyrazie twarzy drwala, to przypominało ekstazę. Naszym oczom ukazał się obraz, a raczej widok który spowodował we mnie dziwne prądy. Prawdopodobnie u innych również. Oto nad misą ukazała się postać czarnego smoka z rozpostartymi skrzydłami. Po chwili rozmyła się i znikła.  
- Co to było? - zapytał Orberis - czary jakieś?
  Królowa wysypała czarny popiół na chustę i ją zwinęła w cztery trójkąty, a potem jeszcze raz. Następnie na powrót rozwinęła. Na materiale widniał ten sam czarny smok, poczułam jego moc. Wzywał mnie.  
- To prawda - rzekłam – to niesamowite, on mnie wzywa do siebie.
- Kto cie wzywa, Carriass? - zapytała matka.  
  Rzadko wypowiadała moje imię, ale w tej chwili nie miało to dla mnie znaczenia.
- Smok, matko. Czarny smok. To on. Ma na imię Erragea, tak mi powiedział w myślach.
  Odczuwałam go mocno. Miałam wizję, że jest jeszcze w jaju, a to jajo jest na szczycie czarnego, niedostępnego szczytu. I tam dostaniemy się jedynie na Kaundze, drugim smoku.
- Obre, musimy jechać nad wodospad, sami. Chyba wiesz dlaczego?
- Tak, Kaunga wzywa.
   Widziałam, że matka rozumie, a Renthin najmniej, gdyż wykrzywiał twarz i drapał się po głowie.
- Poproszę ojca, a ty mu wszystko wytłumacz. Wiem, że Kaunga nam pomoże, by na razie Reher nie zrobił nam krzywdy. Ale potem... pewnie mój niedoszły mąż będzie się chciał skumać z Assaulem.
- Dobrze, córko. Wierzę, że wiesz co masz czynić. Jesteś mądra i odważna. - powiedziała matka, przytulając mnie mocno do siebie.
  Popatrzyłam miło na Orberisa, musiał odczuć, że nie jest mi obojętny. Zarówno fizycznie jak i duchowo darzyłam go uczuciem. Widziałam, że się lekko zawstydził, co mi się bardzo spodobało. Wiedziałam jednak, że oprócz mnie w jego życiu była również Megina. Nie mógł wiedzieć co jej powiedziałam. I nie sądziłam, że ona mu powie. A co takiego jej powiedziałam? Że ma równe szanse. Orberis jest dobrym chłopakiem i nie bierze on pod uwagę, że jestem księżniczką. Oczywiście honorowałam, co powiedział Renthin i nie wspomniałam jej, kim jest ona naprawdę.  
Wyczułam, że zależy jej na nim. Delikatnie wypytałam, czy było coś miedzy nimi i czy złożył jej jakieś obietnice. Odrzekła, że nie. Dałam jej do zrozumienia, że obie walczymy o jego serce i ciało. Przyjęła to dzielnie. Na razie miałam go bliżej, ale brałam pod uwagę, że jeśli to się zmieni, ona uderzy. Ja bym tak zrobiła na jej miejscu. A w tej chwili nie chciałam wykorzystywać przewagi, chociaż czułam jak wszystko we mnie drga, kiedy był blisko. Nawet trochę się bałam co będzie, jeżeli pojedziemy na jednym koniu. Zostawiłam go z matką i Renthinem, a sama udałam się do ojca. Siedział z kilkoma ministrami i dowódcą armii. W zamku mieliśmy tylko trzystu żołnierzy. Jednak w odległości dnia koniem, zgromadzono osiem tysięcy rycerzy. Najwięcej stacjonowało w pobliżu wschodniej granicy, ale i na zachodniej ojciec miał kilka tysięcy.  
Posługiwał się pocztowymi gołębiami i sygnałami dymnymi oraz lustrami. Na przykład z naszego zamku widać było inny, gdzie zamieszkiwała jego dalsza rodzina. W innych miejscach budowano specjalne wieże z drewna, na których umieszczano lustra. Zawsze znajdowało się tam miejsce wyłożone kamiennymi płytami, gdzie można było zapalić ognisko. Jednak z tego co słyszałam gołębie i lustra sprawdzały się lepiej. I w razie zagrożenia w ciągu, najdalej dwóch, trzech dni, cały kraj był zaalarmowany. Armidos miał również zaufanych ludzi, którzy trudnili się przekazywaniem wiadomości. Nazywano ich obserwatorami. Miał ich w kraju Rehera i w królestwie Ulli. Jak na razie kraj mojej matki był przychylnie nastawiony do Armidosa, ale licho nie śpi. Ze zrozumiałych względów miał mało ludzi przy Assualu. Konkretnie tylko jednego, za to, bardzo zaufanego człowieka, wąskookiego pana wielkich stepów. Od niego właśnie dowiedział się, że Assual chce znaleźć tajemniczy kamień. Człowiek mojego ojca nie dawał jednoznacznych odpowiedzi, czy Assual chce napaść Termidee, czy tylko zrobić układ z moim ojcem i szukać na własną rękę. Jak widać, spóźnił się. No cóż, może nie wiedział, że tym kamieniem jest jajo smoka. A to co się urodzi już zdecydowało, kto będzie jego wybranym. Nie bardzo wyobrażałam sobie jak to z tym wszystkim będzie. I przez to czułam swoiste drżenie. Całkiem innego rodzaju niż wówczas, kiedy Orberis był blisko. Zastanawiałam się czy przystojny drwal coś czuje do mnie. Wiedziałam, że za blisko tydzień, Reher przybędzie i wówczas Orberis nie będzie mógł być blisko. Wówczas Megina z pewnością będzie chciała ugrać jak najwięcej. Nie czułam, że pójdzie za jej ciałem, ale musiałam brać to pod uwagę. Byłoby nie fair gdybym chciała w ten sposób go oczarować. Co prawda miałam na to wielką ochotę, ale nie mogłam tego zrobić z wielu powodów. Za najmocniejszy z nich uważałam moje podejście do dziewczyny. Chciałam być w porządku i dać jej równe szanse, taki miałam charakter. Poza tym zawsze istniała szansa, że tym posunięciem mogłam oddalić od siebie Orberisa. Z pewnością nie był typem mężczyzny, co interesowało go jedynie ciało kobiety. Gdyby tak było czym byłby lepszy od Rehera? Szanowałam się nie tylko z powodu pochodzenia. Każda niewiasta posiadała atuty ciała, ale czy tylko to potrafiło zaważyć na kwitnącym uczuciu? Wiedziałam, że pewnego dnia moje ciało się zmieni i zestarzeje. Na cóż wtedy będzie patrzył mój wybranek, jak nie na piękno mojej duszy?                            
  Coś mnie jeszcze uderzyło. Zachowanie mojej matki. Czyżby między nią, a ojcem nie wszystko się dobrze układało? Gdy dotknęła dłoni Orberisa, wydawała się jakaś nieobecna. Z drugiej strony patrzyła nieco inaczej niż powinna na Renthina, a on również kilka razy spojrzał na nią w swoisty sposób. Nie znałam własnej matki. Nie mogłam jej spytać o to wprost, nie wypadało. Za to postanowiłam dyskretnie zapytać ojca, ale nie w tej chwili. Wizyta Rehera wyglądała na znakomitą okazję.
  Dostrzegł mnie i przestał mówić do swoich ludzi.
- Co tam córko? Jestem trochę zajęty w ważnych sprawach państwowych.
  Nie chciałam pyskować, ani zaogniać sytuacji. Postanowiłam być nadal grzeczną córką.
- Wybacz panie. Zajmę ci tylko chwilkę. Wybacz, że przerywam waszej wysokości, ale mam delikatną sprawę.
  Widziałam, że moja krótka przemowa zrobiła swoje. Ministrowie i dowódcy armii zostali przekonani, że jej wysokość, księżniczka Carriass, doszła do zmysłów i wie kto rządzi w zamku.
- Dobrze, kochanie. Porozmawiam z tobą.
  Spojrzał ze spokojem na radę i rzekł.
- Wybaczcie panowie. Za chwilę będziemy kontynuować obrady.  
To posunięcie świadczyło o wielkim wyczuciu Armidosa. Mógł przecież poprosić wszystkich by wyszli. Jednak w ten sposób uszanował ich, co musieli dostrzec. Wstał od stołu i podszedł do mnie. Wyszliśmy z sali. Dopiero za drzwiami odezwał się bez gniewu.
- Dziękuję ci, za okazanie mi szacunku. Czego sobie życzysz, córko?
- Ojcze. Muszę niezwłocznie pojechać z młodym drwalem nad wodospad. Zbadaliśmy stare skrypty i one potwierdziły rzeczy niesamowite. Kiedy skończysz obrady z ministrami, matka moja objaśni ci naturę sprawy. Ufaj. Otrzymasz wsparcie i Reher, przynajmniej przez jakiś czas, nie będzie mógł ci zaszkodzić, o ile w ogóle się zdecyduje na następny krok.
- Jesteś przekonana, że postępujesz słusznie? Skąd możesz wiedzieć, co zrobi Reher?
- Zaufaj mi, ojcze. Porozmawiaj z matką, gdy skończysz obrady. Nie chcę abyś pomyślał, że ci rozkazuję, ale to sprawa życia lub śmierci.
- Potrzebujesz wsparcia?  
  Samo postawienie pytania świadczyło, że ojciec coś wyczuwa. Przecież jako księżniczka nie powinnam się nigdzie ruszać bez obstawy.
- Musimy pojechać razem z młodym drwalem. Sądzę, że Kaunga mnie zaakceptuje.
- Kim jest Kaunga? - zapytał zdziwiony.
- To smok, ojcze. Właściwie jeszcze nie smok. Jeszcze się nie urodził. Wewnątrz pieczary wodospadu Ungra jest pieczara. Tam leży jajo. Właśnie tego szuka Asuall. Kaunga już wybrała swojego jeźdźca, on nim nie będzie, jestem o tym przekonana.
- Nic z tego nie rozumiem, córko!
- Mama ci wytłumaczy. Powinieneś spędzać z nią więcej czasu, jeśli mogę zasugerować, bo przez sprawowanie władzy, widujecie się coraz rzadziej. Zważ na jej uczucia, jako kobiety, drogi ojcze. Muszę już iść, panie.
  Oddaliłam się. Czułam jego pytający wzrok. A jednak powiedziałam! No cóż, może lepiej, że zrobiłam to już teraz. Przeszłam przez salę tronową, jadalnię i salę balową. Weszłam po schodach i udałam się do mojej sypialni. Po drodze dostrzegłam dwa obrazy ze smokami i jedną mosiężną rzeźbę stojącą blisko schodów. Przechodziłam tu tyle razy, a nigdy na to nie zwróciłam uwagi!
Tak jak się spodziewałam, Orberis siedział samotnie, a Deerhe prowadziła rozmowę z Renthinem. Wystarczyło jedno spojrzenie. Widać i u kowala w domu nie wszystko było w najlepszym porządku. Chyba nawet dotykała jego dłoni, bo gdy mnie dostrzegła, cofnęła ją szybko. Drwal siedział tyłem do drzwi, a Orberis stał na skalnym tarasie i patrzył w dal w kierunku wodospadu.  
- Możemy jechać - rzekłam cicho.
     Spojrzałam na matkę, ale nie dałam po sobie poznać, że coś podejrzewałam.  
- Będziemy potrzebowali rumaka. Szanowny Renthin wróci na swojej klaczy, a ja pojadę na Obłoku. Dlatego będę potrzebować konia dla Orberisa - rzekłam.
- Dobrze, córko. Wydaj rozkazy stajennemu.
- Dzięki, matko. Proszę cię wprowadź ojca w szczegóły. Zaraz po zakończeniu obrad będzie miał dla ciebie dużo czasu.
     Specjalnie zaakcentowałam słowo ,,dużo". Królowa Deerhe spojrzała na mnie z lekkim smutkiem.
- Dobrze by było, gdyby częściej miał dla mnie czas.  
- Tak - westchnął Renthin.
   To tylko potwierdziło moje przypuszczenia. Postanowiłam delikatnie zapytać Orberisa, chociaż miałam pewność, że niczego niewłaściwego nie zauważył, pomiędzy kowalem, a jego żoną. Jednak ja, powspólnym z nimi wieczorze i dzisiejszym ranku, mogłam się wiele domyślić. Zakochani ludzie patrzą na siebie inaczej, niż ci u których miłość wygasła, albo ledwie się tli. Perspektywa wiszącego w powietrzu romansu matki z kowalem, wydawała mi się niebezpieczna.  
  Orberis wyglądał dziwnie. Czyżby wpływ smoczego jaja się zwiększył?  
- Idziemy Orberisie.
  Spojrzał na mnie przytomnie.
- Tak, powinniśmy ruszać.  
   Nie planowałam tego wcześniej, ale ujęłam jego dłoń. W pierwszym ułamku chwili, tak jakby nie odczuł nic, dopiero po zastanowieniu ujął mnie swoją silną prawicą.
- Co ci jest, Orbe? - zapytałam cicho.
- Nic, nic. Zamyśliłem się. Wybacz, pani.
  Doszliśmy do stajni.
- Chcesz siodło? - zapytałam.
- Wolę bez, ale nie każdy koń jest przyzwyczajony.  
   W jednej chwili przyszła mi myśl.
- Mam drugiego rumaka, którego często dosiadam i jeżdżę na nim na oklep. A ty może spróbujesz pojechać na Obłoku?
  Zobaczyłam pytanie w jego oczach.
- Zaakceptuje mnie?
- Szepnę mu słowo. Nie odmówi, jeżeli mu powiem, że darzę tego kogoś więcej niż sympatią. On to zrozumie, to mądry koń.
  Spojrzał na mnie. Podziałało. Och! Nie potrafię dochować słowa sama przed sobą. Pierwotnie chciałam go tylko wybić z dziwnego stanu w jakim się znajdował. Czułam, że chce coś powiedzieć, ale się zawahał. Podeszłam do ślicznego wielokolorowego ogiera. Miał czarne, brązowe, białe i beżowe łaty.                                                                    
  Czy to możliwe, że i konie mogą być zazdrosne o swoją panią? Kochałam konie, za to jakie były oddane. Faworyzowałam Obłoka. Tyle razy ile go dosiadałam, Manga był niezadowolony i rżał nerwowo.  
   Dostrzegłam, że Renthin nadchodzi. Zrobił dobrze, że nie pozostał sam na sam z królową. Musiał rozumieć powagę sytuacji.  
- Uważajcie na siebie. Wróćcie razem, będę spokojniejszy o księżniczkę, gdy będzie miała ochronę u boku.
- O tak! Z pewnością Orberis zechce mi towarzyszyć. Dam mu Mangę, ciekawe czy Barri też go polubi, czy już się zakochała w Obłoku.
- Zobaczymy - uśmiechnął się kowal - wiem, że zbliża się ruja. Wielokolorowy ogier jest piękny i silny.
- Prawda to czcigodny Renthinie. Rywalizuje o moją sympatię z Obłokiem – odwzajemniłam uśmiech.
- Dobrze, jadę już. Nie mogę cały dzień leniuchować – odparł, spoglądając na Orberisa.
- Och, Renthinie, wybacz!
- Tylko żartuję, mój chłopcze. To ważne co robicie. Powodzenia.
   Wskoczył na Barri. Ta jednak nie chciała jechać bez pożegnania z Obłokiem. Podeszła do niego i zetknęły się karkami. Obłok zarżał radośnie i po chwili jego wybranka zaczęła dostojnie stąpać po kamieniach dziedzińca. Po chwili wraz z jeźdźcem, zniknęli za bramą.  
  Podeszłam do Obłoka
- Hej, mój miły. Chcę, żebyś wiózł kogoś mi drogiego i nie był zły, że ja dosiądę Mangę. Zgadzasz się?
  Ogier spojrzał na mnie mądrze i zobaczyłam przyzwolenie w jego oczach. Te dwa konie należały do mnie i nikt inny ich nie dosiadał więcej, więc obawiałam się reakcji. Oboje z Orbe wskoczyliśmy na wierzchowce. Czułam, że Manga jest szczęśliwy. Był rok starszy od Obłoka, ale nie miał jeszcze klaczy. Skoro Obłok dostanie Barri, dla niego też poproszę by koniuszy znalazł mu odpowiednią klacz. Rozumiałam oba rumaki lepiej, niż ktokolwiek inny, gdyż znałam je od źrebaka. Karmiłam mlekiem z drewnianej miski, a zanim do tego doszło, zamaczałam palce w mleku. Wspomnienia wróciły, zaśmiałam się do siebie, przypominając sobie ich pierwszy galop po kwiecistej łące.
   Konie niosły lekko, ale pewnie. Z powodu szybkości nie mogłam rozmawiać, szum wiatru zagłuszał moje słowa. Z kolei w lesie nie mogliśmy rozmawiać, bo wąska ścieżka nie pozwalała na to, abyśmy jechali obok siebie.
Dotarliśmy na polanę. Znów szum wodospadu częściowo przeszkadzał w rozmowie, dlatego znalazłam się obok Orberisa.  
Znajdował się bardzo blisko mistycznego jaja smoka, wydawał się lekko rozkojarzony, ale gdy tylko zaczęłam z nim rozmawiać, wracał do normalności. Czułam, jak na mnie również oddziaływał drugi smok, ale nie myślałam jeszcze, w jaki sposób do niego dotrzeć.
- Wiesz co musisz zrobić? - zapytałam
- Pod wodą jest wejście do pieczary. Teraz dopiero zacząłem się zastanawiać, że to jest dziwne. Ilość spadającej wody jest ogromna. W jaskini rozdziela się na trzy małe strumienie. W takim razie musi jeszcze dokądś płynąć.

570 czyt.
100%94
1Aurofantasja

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użył 3456 słów i 18981 znaków, zaktualizował 9 mar o 9:32.

4 komentarze

 
  • 1Aurofantasja

    1Aurofantasja · 14 czerwca

    @Duygu Jak widzisz to dawaj namiar. Poprawię. Bo jak samsprawdzam to nie widzę wszystkich. Dzieki, że czytasz. Masz 25 odcinków jeszcze...

  • Duygu

    Duygu · 11 czerwca

    Jest troszkę błędów, ale do wybaczenia    Widzę walkę o mężczyznę...    Takie wątki zawsze są ciekawe. Intrygująca część. Łapa  

  • Almach99

    Almach99 · 20 marca

    Genialny pomysl z spaleniem pergaminu i chusta.  
    Tempo akcji jak w Harlequine. Kilka dni a juz prawie 2 rozbite malzenstwa, i nowa milosc w zarodku 😀

  • AnonimS

    AnonimS · 9 marca

    Wyproś ojca... chyba Poproś ojca/ Musze pojechać z Carriass...MuszĘ literówka/. To drobiazgi. Fabuła ciekawa, akcja się rozwija. Czytam z zainteresowaniem. Zestaw na tak. Pozdrawiam Autorów