Ostatni z planety Carammi cz 18

O poranku Ochir - Saran ocknęła się i głowa ją boleć poczęła. Obmyła twarz i poranne ablucje zaczęła. Kiedy przebrała się w strój ze stepów, do ojca swego pognała. Wiedziała, że nie przybyli tu na tańce, ani pokojowo nastawieni, ale musiała robić dobrą minę, aby Assuala za wcześnie nie wydać. Gdy tylko go ujrzała, podeszła do niego. Odezwał się pierwszy, rękę w pięść ściskajac.
- Posłaniec przybył, Reher pakt zerwać z nami chce, za zabicie jego żółnierzy. Pojedziesz do niego, aby go przekonać, że nadal z nim jesteśmy w sojuszu.
- Sama?
- Tak. Tylko ciebie mogę wysłać, poradzisz sobie.
Spojrzała na niego, czując się wyróżniona takim rozkazem. Jednak z początku myślała, że pojadą wspólnie.  
- Ojcze, a ty? Czy nie stawisz się wraz ze mną u niego?
- Wyjadę dużo później, aby nikt podstępu się nie domyślał. Pretekst znajdę, taktykę wojenną znam.
- Pojadę więc, pokażę ja temu Reherowi, niech mnie tylko tknie, a zabiję. Zabiję każdego kto się do mnie zbliży.
- Dobrze, tak zrób, ale pamiętaj czego cię uczyłem.
- Ruszam, daj mi kilku wojowników i jadło porządne porcje.
- Tak się stanie.
Pożegnali się, a księżniczka ze stepów poszła do stajni. Liczyła na to, że prędko ojca ujrzy u swego boku.  

W pieczarze na szczycie góry, smok czarny jadło przyniósł dla księżniczki. Zbliżył się do niej, pochmurna się zdawała. Wiedział, że teraz jest za nim jak nigdy przedtem, i że opanował jej umysł tak jak zamierzał z początku.  
- Zjedz, mój Kapturku.
- Nie chcę, po tym co widziałam.
- Kłamstwa, same kłamstwa cię otaczają.
- Ty mi prawdę pokazałeś, tylko tobie wierzę.
- Przybliż się do mnie.
Usiadła, opierając się o jego ciepłe ciało.  
- A jak ty wyglądasz, w postaci ludzkiej, czy tajemnicę mi swą zdradzisz?
- Przekonasz się w swoim czasie. Dam ci to, czego nikt ci nigdy nie dał.
- Nie chcę tu siedzieć bezczynnie, lećmy stąd, proszę.
- Wsiadaj, jak sobie życzysz umiłowana.
Ruszyli poprzez burzę, lecąc w deszczu. Przy Errangea, ciepło ją ogarnęło. Czuła do niego coś, czego nie mogła wytłumaczyć, jakby znali się od dawna. Nie wstydziła się go, wręcz przeciwnie. Nawet przed Orberisem się krępowała. Lecieli nad wioskami, kiedy Errangea zaczął ogniem ziać, ludzie jak mrówki uciekali w popłochu, ale on ich tylko straszył, nikogo życia nie pozbawił. Wtem smok wyczuł w pobliży Kaungę. Leciała wioząc Orberisa w stronę wioski drwali.  

Wysłał do smoczycy telepatycznie wiadomość, aby mu z drogi zeszła. Drwal kiedy ujrzał ogromnego czarnego smoka, przeraził się. Kaunga oddalić się chciała, aby z przeznaczeniem nie igrać.  
- Orberisie, posadzę cię na ziemi
- Co się dzieje?
- Errangea do mnie mówi, muszę mu coś wytłumaczyć, zaczekaj.
Zostawiła go na polanie, on ujrzał Carriass i zaczął do niej machać. Errengea zniżył się ku ziemi i już chciał spalić drwala, kiedy Kaunga myślami go powstrzymała. Księżniczka na chwilę straciła przyczepność duchową i spadła ze smoka, tuż obok Orbe. Kaunga chciała wyprowadzić Errangeę jak najdalej stąd, żeby nie niepokoił Orberisa. Oba smoki zniknęły wśród chmur. Młodzi zostali sami, nie wiedząc co się dzieje.  
- Carriass! - krzyknął drwal, podbiegajac do półprzytomnej księżniczki.
- Zostaw mnie! Zaraz przybędzie tu Errangea i mnie zabierze od ciebie, ty kłamco wierutny.
- Co ty mówisz, co ci się stało, nie poznaję cię, Carriass.
- Nie jestem Carriass, masz przed sobą Ssairrac, jeźdźca smoka.
- Co? Jakże to?
- Nie zrozumiesz, on mądrzejszy od ciebie, od ojca mego i matki.
- Co on ci zrobił?
- Raczej co ty mi uczyniłeś z tą przeklętą Kaungą. Zostawiliście mnie samą, abym umarła na szczycie.
- To nie tak, chciałem po ciebie wrócić, ale ...
- Nie chciałeś, kochasz Meginę.
- Carriass opamiętaj się.
- Chciałam ci swe wdzięki podarować, ale mnie odrzuciłeś, a on mnie rozumie i razem będziemy.
- Kto taki?
- Errangea, on taki jak ty i ja, tylko postać swą odzyska.
Przytulić ją chciał, ale nie odwzajemniła jego afektu.  
- Jak mam ci udowodnić, że dla mnie znaczysz więcej, niż ktokolwiek na tym świecie?
- Miałeś swoją szansę, ale dam ci drugą – rzekła, odzienie z siebie zrzucając przed nim.
Spojrzał na nią, nie wierząc w to co się stało. Wszak Carriass się nigdy tak nie zachowywała, a stali sami w polu, wśród traw i kwiatów. Ona by nigdy się przed nim tak nie pokazała, Megina owszem, ale nie księżniczka.  
- Okaż mi, że potrafisz się mną zająć należycie, to uwierzę ci. Płomień mi daj, znak jaki, że ci zależy na mnie.
Sto myśli przepływało przez głowę drwala w tym momencie. Pragnął jej w głębi serca czuł do niej uczucie silne, ale nie mógł tak zwyczajnie jej posiąść, niczym dziewki spod karczmy. Szacunek do niej miał nie mały. Chwyciła go w pasie i gdy jej ciało dotknęło go, fala gorąca przeszła przez niego. Ledwo się powstrzymywał, aby jej nie dotknąć.  
- Nie, ty tego nie chcesz, to nie ty! Prawdziwa Carriass by godność swą miała.
- Wracaj do Meginy, albo Kaungi, ale wiedz, że tracisz mnie bezpowrotnie.
Ponownie odzienie narzuciła i jakby od niechcenia włosy zarzuciła zalotnie. Wtem Kaunga się pojawiła i Orberisa w łapy pochwyciła i uciekać poczęli. Za nią leciał Errangea, ale widząc Carriass stojącą w polu, zwrócił się ku niej.  
- Nie chciał mnie, wszystko ujrzał, patrzył w me lico, ale to go nie ruszyło.
- Bo Meginę kocha, lećmy, potem się z nimi rozmówię, jak czas odpowiedni nastanie. Czas Rehera mobilizować do walki. Ssairrac, świat stoi przed nami otworem, już niebawem znajdę kamień, a wtedy połączymy się na zawsze i ja ciebie nie odrzucę, przysięgam ci.
- Czuję, że mnie pragniesz.
Errangea ucieszył się w duchu, że jego plan doskonale działa. Dopiero zaczynał pokazywać, na co go tak naprawdę stać.  

Z zamku króla Armidosa wyruszyła Ochir - Saran, aby misję wypełnić, jaką jej ojciec powierzył. Królestwo z początku nie oczarowało księżniczki, przyzwyczajona do stepów i rozległych traw, na widok boru, zatrzymała rumaka. Pomyślała w duchu, że i zwierzyny tu musi być pełno. O polowaniu zamarzyła i korzystając z okazji zboczyła na chwilę z drogi. Sarnę wypatrzyła i skradać się poczęła. Wtem coś przestraszyło zwierzę, które szybkim susem uciekło w gęste zarośla. Prowadziła nadal konia poprzez leśne ostępy, aż szum wodospadu dobiegł do niej z oddali. Im była bliżej miejsca, z którego dochodziły dźwięki kotłującej się wody, tym dziwniej się czuła. Pierścień, który dostała od ojca, zaczął połyskiwać delikatnie, jakby blada poświata go otaczać zaczęła. Nie wiedziała czemu tak się dzieje, ale coś ją prowadziło. Spojrzała na ścianę skalną, nie wydawało się, aby było tu coś godnego uwagi. Pozwoliła rumakowi wody zaczerpnąć, po czym ruszyła dalej, wciąż zaintrygowana tajemniczym miejscem. Czasu zbyt wiele nie miała, bo do Rehera musiała zmierzać. Ściemniać się zaczęło, gdy jeszcze przez gęsty las pędziła. Wycie wilków dochodziło do niej, ale nie bała się ani groźnych kłów, ani zębów ostrych. W półmroku dotarła pod zamek, który siedzibą ich sojusznika był. Rycerze nieufnie patrzyli na przybyłą, ale Ochir - Saran postanowiła pokazać im z kim mają do czynienia.  
- Ktoś ty? Do zabawy dla króla przybyłaś?
- Zabawy? Chyba nie wiesz do kogo mówisz, prochu marny.
Żołnierz sie zaśmiał, lekko podchmielony.  
- Odejdź dziewko.
- Jam jest księżniczka, córka Assuala! - zagrzmiała groźnie.
- Nie może być ...
Nie zdążył zdania dokończyć, kiedy coś nim o ziemię twardą rzuciło. Zbroja zabrzęczała o kamienną drogę. Drugi chciał mu biec na ratunek, zrobił zamach mieczem, ale szybko stracił równowagę, gdyż dostał cios bronią ostrą.  
- Prowadźcie do Rehera, albo nie dożyjecie poranka!
Poturbowani rycerze, ledwo zdołali się podnieść, zlekceważyli siłę wytrenowanej Ochir - Saran i to był ich największy błąd. Wprowadzono ją na dziedziniec, a potem do komnat królewskich. Reher wyszedł jej na przeciw, dziwiąc się co robi w jego siedzibie.  
- Twój ojciec zdradził, jak śmiesz pokazywać się ...
- Nie tym tonem, bo pokażę ci jak tygrysa się powala.
- Gdzie Assual, czemu go nie ma, w oczy mi spojrzeć nie może?
- Zajęty jest, wysłał mnie, abym cię przekonała, że jesteśmy sojusznikami. Napaść na twoich ludzi, to tylko pokaz dla Armidosa, aby nas do Termidei wpuścił.
- Jakże to? Z tym psem się ugaduje, po co?
- Opowie ci, jak zjawi się tu osobiście, drogi Reherze. Do tego czasu, napaści na ludzi Hojji zaniechaj.
Przyjrzał się księżniczce, jak w świetle tańczących pochodni promieniała. Miał słabość do niewiast, ale takiej walecznej i zdecydowanej, nigdy jeszcze nie miał okazji poznać. Nie chcąc na gbura wyglądać, kazał ugościć Ochir - Saran, wydajac polecenia służbie. Dziewki z komnaty swej kazał odprawić, choć nie rade temu były, posłusznie opuściły jego progi. Skośnooka niewiasta, w skóry zwierzęce odziana, wyróżniała się na zamku. Postanowił kolację dla niej wydać, ale żeby na dobrego gospodarza wyglądać, sprezentował jej suknię.  
- Reherze, co to takiego?
- Suknia, przywdziej na wieczerzę. Będę rad, móc ci podarować dzieło rąk najlepszych szwaczek, z najdelikatniejszych i drogich materiałów uszytą.
Nie cieszył prezent księżniczki wcale, ale dla dobra ojca, aby przymierze zawrzeć na nowo, zgodziła się niechętnie. Reher siedział przy dębowym stole, czekajac na gościa. Popijał miód z kielicha, kiedy Ochir - Saran wkroczyła w granatowej sukni z jedwabiu, z rozpuszczonymi czarnymi jak węgiel włosami, a mało się nie zakrztusił. Uroda jej egzotyczna w nowej oprawie, wywarła na nim nie małe wrażenie. Odchrząknął tylko, podniósł się z siedziska i podszedł do księżniczki.  
- Pani, wyglądasz jak gwiazda na niebie, która na ziemię zstąpiła.
- Suknia nie wygodna, ruchy krępuje, jak w niej polować, tańczyć ...
- Tu inne zwyczaje panują.
- Nie podoba mi się!
Nogę chciała unieść wyżej, kiedy materiał się przerwał. Reher na widok zgrabnej nogi, osłabł na chwilę z wrażenia.  
- Przebiorę się, na ojca zaczekam w swoim odzieniu.
- Zaczekaj, pani. Może zainteresuje cię moja zbrojownia - zaczął mówić król Arpaganni, jakby chciał humor dziewczynie poprawić.
- Chętnie, tylko się posilę.
Usiadła przy stole, odłamując nogę z pieczonego bażanta. Zjadła tak szybko, jakby kilka dni nic w ustach nie miała. Siły potrzebowała, gdyż wciąż ćwiczyła walki i na polowania jeździła. Była inna, niż tutejsze niewiasty, co coraz bardziej Reherowi imponowało. Poszli do zbrojowni, pokazywał jej miecze wykute z najlepszej stali, potem piki i sztylety. Chwyciła za ciężki oręż, wymachując nim przed nosem króla. Tym razem ramię sukienki rozdarło się lekko. Oderwała jednym szarpnięciem zwisajacy materiał, podobnie zrobiła z drugim ramieniem. Stanęła na przeciw zaskoczonego mężczyzny i wskazała na stojak z mieczami.  
- Zmierzymy się? Tak dla kurażu, drogi Reherze, jak ci się widzi pomysł mój?
Zastanowił się chwilę, obawiajac się niewiasty, która na stepie niepościgniona w walce była.  
- Spróbujmy, ale ten strój, czy suknia nie za długa?
Księżniczka popatrzyła na materiał, który ciągnął się po posadzce. Szybkim ruchem ostrza, skróciła sobie suknię, ukazując wyćwiczone nogi w całej okazałości.  
- Teraz już mogę walczyć – uśmiechnęła się, odgarniając długie czarne włosy i patrząc zaciekawiona na króla Arpaganni, który nie wiedział czy podjął właściwą decyzje tego wieczoru.

1Aurofantasja

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użył 2155 słów i 11857 znaków.

3 komentarze

 
  • AnonimS

    Ciekawe co dalej.  Pozdrawiam

  • emeryt

    @1Aurofantasja, smoki, Córka Stepów, fałsz i to wszystko w jednym rozdziale. A na dodatek intrygi. Dziękuję i serdecznie i pozdrawiam, życząc zdrowych, wesołych Świąt wielkanocnych, oczywiście z lanym poniedziałkiem.

  • 1Aurofantasja

    @emeryt Dziękujemy i wzajemnie wszystkiego dobrego. :)

  • Almach99

    Ostry sztylet jest lepszy od najlepszej szwaczki

  • 1Aurofantasja

    @Almach99 Można tak powiedzieć.  :)