Ostatni z planety Carammi cz 14

Oczy Carriass do ciemności jeszcze nie zupełnie przywykły, a już obecność innej istoty, poczuła. W jednej chwili dziwne drżenie jej ciałem władać zaczęła, a włoski na rękach i łydkach dęba stanęły i jakby mało tego, kark jej chłód owiał.
- Tak po prostu cię wrzuciła, niesłychane!
  O, zdecydowanie głosu słodkiego nie miał. Niski, a dźwięczał jeszcze w jej uszach kilka chwil dobrych. Strach prysnął jak iskra z ogniska, a całkiem inne odczucie ciało zajęło. Kobietą przecież była od kilku lat i całą gamę głosów męskich słyszała. Niektórzy wysokie posiadali, prawie jak dziewki, inni męskie i mocne. Ale Erragea w jednym krótkim zdaniem zamęt w całym jej jestestwie uczynił, tak jego głos na nią podziałał.  
- Jestem Carriass - zaczęła nieśmiało.
- A ja myślałem, że jesteś Czerwonym Kapturkiem - odrzekł podobnym, zniewalającym głosem.                                      
  Tym razem poczuła dziwne prądy w dolnej części brzucha.
- A kto to, ten Kapturek?
- Nie ważne, kiedyś ci opowiem.  
- Ty jesteś, Erragea. Czarny smok, prawda?
- Niestety, smok.
- Czemu, niestety?
- Za dużo pytasz. I po co właściwie pytasz, skoro wiesz - mówiąc to przesunął swoją ogromną głowę w jej kierunku.  
  Pysk miał lśniący, jako antracyt. W odróżnieniu od Kaungi świecić zaczął na jasno błękitny kolor. Ale nie! To jego oczy, przy których źrenice Deerhe mogły się wstydzić swojej urody.    
Całą pieczarę rozświetliło nagle jasno bursztynowe światło. Erragea otworzył pysk i Carrias ujrzała nie tylko wielkie i ostre zęby o bieli jaśniejszej od śniegu, ale też jęzor ogromny o kolorze dojrzałej maliny.  
- Zmarzłaś pewnie. Wybacz, że nie mam ciepłej herbatki, ale ogrzać cię mogę.  
  Mówiąc to, wolno wysunął przednie łapy i złączył je.
- Podejdź i ułóż się wygodnie, obiecuję ci, że będzie ci ciepło jak obok pieca w kuźni Renthina.
  Carriass ufnie weszła po jego wielkich i mocnych łapach i znalazła zagłębienie, tuż przed jego pyskiem.
- Kaunga mówiła, żeś niezbyt miły...
- Kapturku, musimy sobie pewne sprawy wyjaśnić i to już na początku.
  Carriass chciała sprostować, że inaczej ma na imię ale ciepło i dotyk jego skóry sprawił, że zaniechała. Musiała sama przed sobą przyznać, że kiedy tuliła Orberisa, lepiej się nie czuła. A rodzaj  rozkoszy, podobne zabarwienie posiadał.  
- Teraz rozumiesz czemu, niestety?
- Tak - szepnęła.
- Dobrze ci, prawda?
- Lepiej być nie może - mruknęła.
- Byłoby, ale za mała jesteś i nie mojego rodzaju. Ale jak kamień Um znajdziemy, to może się to da zmienić.
- Jajo z którego Kaunga wyszła, jest nim. Poza tym skąd wiesz o Renthinie i jego kuźni?
- Czytam myśli, jak ta Zielona. Zastanawiam się kiedy zrozumiesz...
- Co mam zrozumieć?
- Co ci o mnie Kaunga powiedziała?
- Że jesteś niezbyt miły.
- No właśnie. A jestem?
- Czuję się przy tobie... dobrze.
- Dobrze? Mówiłem ci, że czytam myśli. A co przed chwilą pomyślałaś? Nie to, że żałujesz iż nie mam ciała ludzkiego? Bo nawet z Orberisem w ten szczególny sposób się tak miło nie czułaś?
  Normalnie, Carriass by się okryła rumieńcem, ale prawdę mówiąc przy czarnym smoku czuła się wolna jak nigdy wcześniej.
- Zaiste, tak pomyślałam i odczułam.
- No to teraz do rzeczy. Przedstawię ci jak się sprawy mają, a ty mi zaprzecz jeżeli nie mam racji.
Najpierw zaczniemy od rodziców twoich. Sądziłaś, że cię kochają i chronić będą. A tu się okazało, że Armidos chciał cię Reherowi oddać jak jakąś niewolnicę, by król Arpaganni mógł swoje męskie przyjemności zaspakajał z tobą...w imie pokoju.
- Ale...
- Bądź cicho przez chwilę. Ja ci nie będę przerywał, kiedy mówić zaczniesz.
- Przepraszam, słuchać już będę.
- Mamusia niby w trosce o ciebie do osady drwali przyjechała, a w prawdzie, o Renthina jej chodziło, by czym prędzej z nim miłostkami się zająć. I nie o płomienny pocałunek jej chodziło, co z Orberisem miałaś.  
A twój umiłowany, jak już o nim mowa, Meginę niby dla ciebie odrzucił, ale kiedy przy Kaundze się znalazł, bardzo szybko chciał się ciebie pozbyć.  
Kaunga z kolei, o dobrych sprawach ci prawiła, a jak śmiecia jakiego do mojej pieczary twoje drobne ciało, wrzuciła. A tylko po to, by Orberisa mamić i z głowy mu ciebie wybijać. Tak naprawdę to z całego tego towarzystwa Reher okazał się najbardziej sprawiedliwy.
- Ale on zbereźnik i źle kobiety traktuje!
- Tak ci powiedzieli, prawda? A czy z którąś z nich rozmawiałaś? Byłabyś zdziwiona co byś od nich usłyszała. A Renthin taki prawy i porządny, a tylko jak okazję znalazł, rogi Armidosowi przyprawił.
  Serdeczny śmiech smoka pieczarę wypełnił.
- Ze wszystkim się zgodzę, ale co do ostatniej sprawy, veto postawić muszę! - powiedziała królewna.
- O tak, muszelko mała? Jak tylko ujrzą twe piękne oczka, królową Deerhe, zapytaj.
- A więc to tak! Zdrajcy i kłamcy! Ale dzięki ci, Errageo, że mi prawdę objawiłeś.  
- Wiesz co, maleńka? Jak wichura przejdzie, odwiedzimy Rehera i przekonasz się, że nie taki on straszny. A jak ci się nie spodoba, połknę go i połowę jego wojska w popiół zamienię.
  Carriass przytomniej myśleć zaczęła. Fakt, Erragea racje miał we wszystkim, ale żeby ludzi spalić ot tak?
- Nie uczynisz tego. Jeszcze nie teraz. Przecie lud nie winny niczemu!
- O, tak sądzisz?! Kradną, piją. W polu z dziewkami się zabawiają. Zwierzęta niewinne zabijają i smoki do mnie podobne, w czasach zamierzchłych, zabijać usiłowali. A tylko za to, że im prawdę mówiły.  
  Carriass znowu się zastanawiać zaczęła. Ludzie istotnie dobra unikali, jednak zawsze na niedolę narzekali, a sami jej winni byli.
- Erragea, to ty o kamieniu Um nic nie wiesz?  
- Kaunga go także szuka, a wiesz dlaczego?
- Nie.
- Bo jak go znajdzie, to ciało ludzkie posiądzie i pierwsze co zrobi potem to to, co Renthin z królową Deerhe.
  Znowu śmiech czarnego smoka pieczarę wypełnił. Ale tym razem Carriass jego myśl podchwyciła.
- A tobie o to nie chodzi?
  Znowu jego głos bardzo zniewalający usłyszała i ponownie rację mu przyznać musiała.
- Nie ja tego pragnę, ale ty. I to od pierwszego słowa mego, kiedy je usłyszałaś. Prawda to, czy nie?
- Szkoda, że ciało smoka posiadasz - mruknęła miło - zaiste na mnie działasz jak Orberis w porywach by nie mógł.
- Ma to i dobre strony, że ciało smoka posiadam. Pamiętasz rozkosz kiedy Kaungę dotykałaś? Powiesz mi, co później poczujesz, kiedy na moim karku siądziesz.  
Carriass łaskotanie miłe poczuła, ale jeszcze jedno pytanie zadać pragnęła.
- Czy prawdą jest chociaż, że słuchać mnie będziesz?
- W tym Zielona cię nie oszukała. Ale mam dla ciebie propozycję małą. Nie pragniesz w swoim środku utrzeć im wszystkim nosa, że cię tak nikczemnie traktowali?
- Nigdy mściwa nie byłam...
- A kto mówi o mściwości? Zawsze uczono cię jednego, a ci co za wzór dla ciebie uchodzili, przeciwnie sami czynili. Ze mną wolna jesteś. Możesz czynić co zechcesz. Ale żeby od nowa zacząć, imię dla ciebie mam nowe. Ssairrac. Brzmi miło i nie mniej dostojnie jak Carriass. Zechcesz, a wszyscy, łącznie z Assualem i jego ludem, drżeć będą na dźwięk tego imienia.  
  Carrias moc w sobie poczuła jak nigdy do tej pory. I tylko ostatnie pytanie jej jestestwo postawić musiało.
- Erragea, czy prawda to, że Kaungę zabić możesz?
- Tak jak i ona mnie. Ale nie zrobię tego. W końcu jest mojego rodzaju. A my ostanie smoki jesteśmy. Czy ty być Orberisa zabić chciała gdyby ostatnim był z ludzi?
  Jakieś wspomnienie pięknego drwala w niej się tliło i nie wiedzieć czemu szepnęła.
- Chociaż zostawił mnie i odrzucił, zabić go nie pragnę. Bardziej złączyć się z nim w miłosnym splocie
- Wówczas moje serce pęknie, Ssairrac. Nie w przenośni, tylko naprawdę. I umrę wówczas.
  Carriass poczuła dziwne uczucie, niepodobne do niczego przedtem.
- Nie stanie się to nigdy, Errageo. Będę z tobą, a cały świat u naszych nóg klęknie.  
- Grzeczna dziewczynka. Znajdziemy kamień Um i pierścień tajemny, co go Assual skrywa. Szkoda tylko, że nie wiem jak wygląda. Pogoda się poprawia. Chcesz swojego smoka dosiąść, mój jeźdźcu?
- Doczekać się nie mogę - szepnęła tak, ze teraz Czarny smok drżenie w środku odczuł
- To jak mam na ciebie mówić, maleńka?
- Ssairrac, a jak inaczej? Masz piękniejsze oczy niż, Deerhe. I całą postać wspaniałą i pełną dostojeństwa.
- I ty, Ssairrac, nie tylko mądra i rozsądna jesteś, ale i piękna. To pewnie dlatego i Reherowi przyćmiłaś wszystkie panny jego, a wierz mi nie otaczał się byle kim.  
- Jak to być może, że smokiem jesteś, a urodę moją dostrzegasz i z pewnością na ciebie działam?  
- Cóż, wszystkiego nie wiem. Ale prawdę rzekłaś.
- Skoro tak, to wzrok ucieszyć twój zechcę, mój smoku. Orberis pewnie by się wzbraniał, ale ty nie będziesz, sądzę.
  Carriass z jego łap miękko na skalne podłoże zeskoczyła i kilka yardów przed nim stanęła. W jego oczy piękne z rozkoszą patrzyła. Wcale się nie wstydząc, połę sukni do góry uniosła...
- Nie musisz się trudzić, Ssairrac. Zrobię to za ciebie...  
  Mówiąc to nozdrzami dmuchnął powietrzem ciepłym o zapachu fiołków. Księżniczka ręce do góry wzniosła. Suknia co jej Magina dała, lekko się uniosła i w głąb pieczary poleciała. Erragea patrzył na jej nagie ciało, a ona literalnie czuła jakby ją najczulszy kochanek dotykał.
- Głupiec z Orberisa, że takiego klejnotu oglądać nie chciał.  
  Księżniczka błogość swoistą poczuła i senność ją ogarnęła, w końcu w nocy oczu nie zmrużyła.
- Senność mnie owładnęła. Mogę po twoim ślicznym pyszczku przejść i na karku spocząć?
- To nie będzie potrzebne, ufasz mi przecież.
- Jak nikomu - szepnęła.
- Możesz wziąć suknie swoją, chociaż ciepło ci będzie jak w łożu z puchu.  
  Ssairrac po suknie poszła, w ręce ją wzięła i do pyska stwora się zbliżyła.  
- Kiedy już blisko byliśmy pieczary twojej, wiatr mnie do przepaści mało nie zrzucił, Kaunga w szpony mnie wzięła i pyskiem do środka wrzuciła...
- Nie potraktowała cię jak damy, a przecież królewną jesteś. Zechcesz, to w bardziej miły sposób na miejsce gdzie spoczniesz i snu zaznasz, cię umieszczę.  
- Zrób to, skoro możesz.  
- Mogę i chcę.
  Ssairrac poczuła, że ufa czarnemu smokowi tak, że choćby i do paszczy otwartej miała wejść, bez strachu by to uczyniła.  
- U mnie, jak u Kaungi, siła tajemna będzie cię trzymać, nie lękaj się zatem.  
  Erragea paszczę otworzył, a z niej nie zapach siarki czuła, ale kwiatów, tak jak poprzednio, kiedy podmuchem z nozdrzy, suknię z niej zdmuchnął.  
Jęzor wysunął i jak ciepłą ogromną dłonią w pasie ją objął. Łeb wielki odkręciłi zgrabnie języka uscisk rozluźnił i ponad głowę ją wrzucił. Wpadła jakby w puch miękki i łagodnie na gładką i lśniącą skórę szyi stwora, opadła. Skoro tylko ciało swoje ułożyła, rozkosz ją owładnęła. Dokładnie tak jak jej Erragea obiecał. Ciepły był. Poczuła się jakby na stercie siana w letnie południe. Ale nie tylko ciepło odczuwała. Tego samego rodzaju odczucie miała kiedy w łapach smoka spoczywał, tylko teraz daleko bardziej miłe i subtelne rozkosze doznawała. Ciało suknią okryła, chociaż wiedziała, że z pewnością chłodu nie zazna. Pół senna zapytała.
- Pamiętasz matkę swoją?
  Smok mógł powiedzieć, ale widać uznał, że tę wiadomość może jej posłać do serca myślą czystą, a  ładunku uczucia pełną.
- Tylko mgliście, pamiętam. Jajo zostawiła w ciemności, porzuciła mnie i nawet ciepłem nie ogrzała. Ile czasu minęło, nie wiem. W samotności i ciemności trwałem i tylko jedną nadzieją żyłem, że któregoś dnia ty do mnie przybędziesz. Bo ja do ciebie przybyć nie mogłem. Ale warto czekać było!  
  Każdy kto na ciebie źle spojrzy, żałować będzie, że się urodził. Kto złe słowo wypowie przeciw tobie, w mojej paszczy zginie. A kto rękę na ciebie podniesie, ogień z mego pyska w popiół go zamieni.  
- Wynagrodzę ci czas samotności. Z mojego powodu światło emanujesz, prawda to Errageo?
- Tak, królowo moja.  
- Sen mnie ogarnia, mój miły. Mój Obłok umiłowany...
- Z pośród wszystkich istot, on jeden wierności ci dochował. Inni to kłamcy i szukający swojej racji. Teraz albo służyć nam będą, albo w popiół ich zmienię.
  
  Ale tego już Carriass nie usłyszała. Ciemność duszy Erragea tylko Carriass rozświetlić mogła.  
On gardził światem i w nim winę za swoje cierpienie upatrywał. Nienawidził ludzi, bo tylko zło w nich dostrzegał. Carriass mogła mrok jego duszy rozświetlić na stałe i ciepło do jego serca wlać, ale on, kilkoma sprytnymi słowami zmienił ją w Ssairrac. Wzmocnił w niej świadomość, że jest królewną. Że ludzie powinni klęczeć u jej stóp. Do tej pory wystarczyło jej spać w łożu drwala, od teraz będzie pragnęła złota i drogich kamieni. Jedyne dobro, które w niej zostało, to czysta miłość do czarnego smoka. A on chociaż pełen nienawiści do wszystkiego, poza Kaungą, oddałby życie dla swojej pani, która jego jeźdźcem została.  
   Kaunga, mimo że oddalona o setki mil, wszystko czuła i słyszała.
- Erragea, co chcesz uczynić! Nie wiemy skąd pochodzimy, ale nasze matki nie po to życie oddały, byśmy tę planetę w mroku pogrążyli.
- Milcz, Zielona. Kiedy czas przyjdzie zbliżę się do ciebie we właściwy sposób. Lecz do tego czasu Ssairrac jest moja. Czyż źle jej ze mną? Mój choćby krótki dotyk, daje jej większą rozkosz niż od Orberisa w całą noc by otrzymała. Czyż nie cieszysz się, że moja Carriass, daleko od niego?  
Próbuj serce jego zdobyć, ale nie wiesz czy zdołasz. Jeśli zechcesz, porzuć miłość do niego i ze mną władaj tymi barbarzyńcami. A wówczas Carriass porzucę.  
  Kaunga nie dała poznać, nawet w myślach, że wie iż Erragea kłamie. On wolałby w prawdzie życie stracić, niż Carriass odrzucić. Ale mądra smoczyca nie tego się obawiała. Jej zmartwieniem nie Carriass była, ale nowy twór, Ssairrac.  
  Tymczasem Orberis w śnie pogrążony, Kaungę sercem miłować zaczął, ale wiedziała, że kiedy się zbudzi, ciałem Carriass pragnąć będzie. Dla dobra sprawy, której całości nawet Kaunga nie pojmowała, pragnęła, by Carriass blisko niej przebywała, bo tylko tak jej czysta miłość właściwie na księżniczkę działać zacznie. A wówczas może i Erragea sie zmieni. Ale wówczas ksiezniczka blisko Orberisa się znajdzie i ich cielesne pragnienie na nowo się roznieci. Nad uczynkiem Renthina i Deerhe bolała, chociaż słabość ludzką rozumiała.  

Reher zaś gniewem pałał i tylko patrzeć jak śmierć zacznie zbierać żniwo, bo za pomocą ognia i miecza zechce rzucić Armidosa na kolana.  
A smoczyca nie chciała tego ognia, swoim ogniem gasić, bo wiedziała, że wówczas z Errageą dojdzie do starcia.  
  I w tej sytuacji bez wyjścia dostrzegła światło. Bo o to Assual, z małą grupą swoich wybranych, od wschodu do Termidei jechał, żeby swoją pomoc zaofiarować. Na czarnym rumaku gnał, a obok niego, córka jego i oczko w głowie, Ochir - Saran ( Błyskawica - Księżyc) pędziła na pięknym ogierze o szarej maści. Grzywę i ogon miał srebrny. Ochir - Saran nazwała go Erdene, co znaczy: klejnot.  
  Assual stracił żonę gdy Ochir-Saran siedem lat miała. Od tego czasu nie miał prawowitej żony, a tylko kochanki, z którymi miał dzieci, a z nich synów wielu.  
  Ochir-Saran dorastała i już jako jedenastolatka była piękna. Ponieważ miała szczupłe ciało nie znalazła uznania w oczach Rehera. Córka chana była jak męski wojownik wyćwiczona w walce. Szybka jak błyskawica, co zgadzało się z jej imieniem, które dali szamani w dzień jej urodzin. Urodziła się podczas pełni, stąd druga część imienia, Księżyc. Miała czarne, proste włosy i brązowe oczy, ale kiedy się złościła, na moment srebrne plamki w środku brązowej tęczówki wykwitały.  
Była prawą ręką Assuala w podejmowaniu decyzji. Widziała w nim nie tylko wojownika ale i mężczyznę. Od trzynastego roku życia stała się zazdrosna i każda kobieta, która znalazła uznanie w oczach ojca, kończyła szybko z podciętym gardłem lub znajdowano ją ze strzałą w sercu. Kiedy skończyła piętnaście lat, Assual miał lat trzydzieści pięć. Na stepie jeden z jego wojowników znalazł złoty pierścień o średnicy rozstawionych, męskich palców. Pokrywały go nieznane znaki z obu stron. Assual zawiesił go na grubym łańcuchu i na swojej szyi nosił. Nigdy się z nim nie rozstawał. Szamani, w transie zobaczyli, że kiedy tajemniczy pierścień połączy się z kamieniem Um, otworzy drogę do Bogów. Jednak mimo powtórnych prób szamani nie mogli odkryć jak tajemniczy kamień wygląda. Każda wizja kończyła się podobnie. Samica orła składająca dwa jaja. Jedno jasne, drugie ciemne.
  
Ochir - Saran u boku ojca gnała. Szczęśliwa, że blisko umiłowanego mężczyzny przebywa.
- Assual-chan, czemu do Termidei jedziemy. Przecież, mój władco, z Reherem układ zawarłeś, by Termidee napaść.
- Waleczna jesteś Ochir - Saran, ale tajników zawierania i łamania umów nie rozumiesz. Reher chytry, ale nie jak ja. Cóż by mi było po krainie doszczętnie zniszczonej? Czy sądzisz, że Trmidee chce zdobyć?
- A nie jest tak, o Wielki chanie?
- Reher w złoto zasobny, i zbroje stalowe wykonuje. Ale najważniejsze, że kamień Um dla siebie zagarnąć pragnie. Umowę z Armidosem zawrę, że swoją wielką hordę przez jego ziemię poprowadzę i jego wroga zniszcze. Ludzie moi jeść i pić potrzebują. Jakbym przeszedł, gdybym zgliszcza zastał?
- Mądry jesteś mój panie. Dzisiaj twoja służebnica wiele się nauczyła. Kiedy na ziemię Termidei wjedzemy, poproś Armidosa bym po lesie sama tajemniczego kamienia szukać mogła.  
- A jak znajdziesz kamień Um, co w nagrodę dostać pragniesz?
- Radość, że córkę taką posiadasz dla mnie większa niż wszystkie zaszczyty.
  
Postój zarzadził. Ludzie namioty szybko postawili. Ogniska rozniecać zaczęli. Kiedy usiadł na skórach, córka nogi mu umyła i olejkami wonnymi masować zaczęła. Patrzył na jej twarz piękną i figurę anylopy stepowej. Wcześniej był zły o to, że jego nałożnice mordowała, bo pewność miał, że jej to sprawka. Teraz jednak się ustatkowała i o jego wzgledy zabiegać przestała. Najpierw za dobro to przyjął, w końcu jednak jej zalotów mu brakować zaczęło. Obawiał się jeszcze o jej sławę. Młoda była, dwadzieścia wiosen miała, a od lat sześciu nie było w całej Hojji większego i odważnejszego wojownika. Sama na lwa z krótkim nożem szła. Tygrysa się nie obawiała i z każdym mężczyzną na noże czy zakrzywione szable, pojedynek by wygrała. A w łuku nikt jej nie dorównywał.  
- Noc zimna idzie, pod skórami ze mna spać zechcesz.
- Ogrzeje cię ciałem, bo wolę to sama zrobić niż byś nałożnice wołał, zresztą żadnej nie wziąłeś teraz, mój panie.
  
   Po wieczerzy wina ze złotego kielicha się napił i pod skóry położył.
  Władca Hojji zazdrościł córce popularności wśród swojego ludu. Swoją odwagą zjednywała niezliczone rzesze wojowników, a sława jej czynów w legendę rosła. Chytry władca zaczął myśleć jakby jej się pozbyć. Nie mógłby otwarcie tego zrobić, bo wówczas dwie trzecie armi by od niego twarz swoją odwróciło. Ale zanim to uczynić zamierzał, rosnące pragnienie jej ciała chciał ugasić.
  Skończyła mu stopy masować i jak w bóstwo w jego twarz patrzyć zaczęła. Władca Hojji pierścien złoty w dłonie ujął i tymi słowy rzekł.
- Nikt nie wie jak kamień Um wygląda. Skorogo znajdziesz go i sekret odnajdziesz jak do krainy bogów się dostać, wówczas pierścień ci dam.  
- Nie chcę pierścienia, jeno u boku twego jako królowa Hojji zasiadać.  
  Ona ubiór ze skóry jelenia zrzuciła. Spojrzał na nią i rzekł.
- Piękna jesteś, chodź. Połóż się obok i ciałem pana swego ogrzej...

1Aurofantasja

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i miłosne, użył 3809 słów i 20252 znaków.

3 komentarze

 
  • Almach99

    Hmmm. Troche jakbym kolejna ekranizache losow Rzymu ogladal. Intrygi, zdrady,... Nie podobaja mi sie te dziwne zwiazki seksualne

  • AnonimS

    Bardzo ciekawy odcinek.  Smok manipuluje księżniczką a córka ojcem chamem.  Pozdrawiam

  • emeryt

    @Aurofantasja, to jest bardzo dobre, czytam ten odcinek z wielką przyjemnością.  
    j
    Jednak połączenie waszych talentów przynosi piękne owoce. Pozdrowienia dla was obojga.

  • AlexAthame

    @emeryt dzięki :)

  • AuRoRa

    @emeryt dziękujemy za miłe słowa :)