Po obiedzie wyszli z hotelu w stronę kortów tenisowych. Słońce stało już wysoko, powietrze pachniało rozgrzaną ziemią i oliwkami. Szli wolno, trzymając rakiety, kiedy nagle usłyszeli znajome głosy.
Dirk i Elsie szli z przeciwnej strony, też z rakietami w rękach. Uśmiechnęli się od razu, jakby minione dwadzieścia cztery godziny nic nie zmieniły.
Milena miała na sobie klasyczny, biały komplet tenisowy. Krótka, plisowana spódniczka sięgająca ledwie do połowy uda, tak lekka, że przy każdym kroku unosiła się lekko. Pod spodem białe, sportowe stringi. Góra – obcisły, biały top na cienkich ramiączkach, bez biustonosza, z wyraźnie zarysowanymi sutkami. Na nogach białe skarpetki do kostek i białe buty tenisowe. Włosy spięte w wysoki, ciasny kucyk, twarz bez makijażu, tylko naturalny rumieniec i lekko nabłyszczone usta. Wyglądała świeżo, sportowo i jednocześnie bardzo seksownie.
Elsie była ubrana podobnie, ale bardziej odważnie. Miała na sobie bardzo krótką, białą spódniczkę tenisową, jeszcze krótszą niż u Mileny, i obcisły, biały top, który mocno podkreślał jej piersi. Pod spódniczką, przy każdym mocniejszym podmuchu wiatru, dało się zauważyć zarys jej penisa – wyraźny, ułożony w bok, niemożliwy do całkowitego ukrycia w tak skąpym ubraniu. Blond włosy spięte w kucyk, skóra jasna, już lekko opalona, niebieskie oczy uśmiechnięte. Wyglądała kobieco, smukło i jednocześnie nie dało się nie zauważyć tego, co nosiła między nogami.
Stanęli naprzeciwko siebie. Kamil pierwszy podał rękę Dirkowi, potem przyciągnął Elsie do krótkiego uścisku.
– Dzięki jeszcze raz za wczoraj – powiedział prosto.
Milena spojrzała na Elsie i dodała z lekkim, krzywym uśmiechem:
– A ja szczególnie dziękuję za rozdziewiczenie pupy mojego chłopaka.
Elsie parsknęła cichym śmiechem. Potem pocałunki poszły lawiną. Najpierw Milena z Dirkiem – głęboko, namiętnie, z ręką na jego karku. Potem Kamil z Elsie – wolniej, bardziej badawczo, jakby jeszcze raz sprawdzał smak jej ust. Potem Elsie z Mileną – miękko, długo, z wyraźną czułością. Na końcu Dirk z Kamilom – krótko, ale intensywnie, bez wahania.
Kiedy się oderwali, Elsie poprawiła spódniczkę i spojrzała na rakiety, które wszyscy wciąż trzymali.
– Wiecie co… – powiedziała spokojnie – chyba dzisiaj nie pograimy w tenisa. Lepiej we czwórkę poszukajmy ustronnego miejsca.
Nikt nie protestował. Skręcili z głównej ścieżki w wąską dróżkę między starymi oliwkami. Liście srebrzyły się w słońcu, ziemia była sucha i pachnąca, a za kolejnym zakrętem gaj robił się coraz gęstszy i coraz bardziej prywatny.
Trafiła się im mała, okrągła polanka otoczony starymi oliwkami. Trawa była niska, ziemia ciepła, a liście dawały ażurowy cień. Siadli we czwórkę, wciąż w tenisowych ubraniach, ale już wyraźnie spięci podnieceniem. Dirk oparł się na rękach, uśmiechnął szeroko i rzucił półżartem:
– Skoro już tu jesteśmy… panie powinny zrobić nam z Kamilem mały striptiz. Dla zachęty.
Milena nie czekała na drugie zaproszenie. Wstała powoli, stanęła przed nimi i zaczęła się rozbierać bez pośpiechu, świadomie.
Najpierw zsunęła ramiączka białego topu, potem przeciągnęła go przez głowę. Piersi ukazały się od razu – pełne, okrągłe, jędrne, o idealnych proporcjach do jej sylwetki. Sutki były różowe, już wyraźnie stwardniałe, otoczone delikatnymi, nieco ciemniejszymi otoczkami. Pod wpływem powietrza i spojrzeń jeszcze bardziej się uniosły. Milena przejechała dłońmi po nich od spodu, uniosła je lekko, jakby prezentowała, po czym puściła.
Potem sięgnęła do spódniczki. Rozpięła zamek z boku, zsunęła ją powoli przez biodra, pozwoliła spaść na trawę. Została tylko w białych, sportowych stringach. Odwróciła się tyłem, wpięła palce pod pasek i ściągnęła je w dół, bardzo powoli, uginając się lekko w kolanach. Pośladki ukazały się w pełnej krasie – jędrne, okrągłe, z wyraźnym podziałem, skóra gładka, lekko opalona. Kiedy stringi spadły na ziemię, odwróciła się znowu przodem.
Cipka była gładko ogolona, wargi już lekko rozchylone i wyraźnie wilgotne. Różowe, delikatne, z drobnym połyskiem soków, które pojawiły się od samego rozbierania i od spojrzeń, które na nią padały.
Na koniec znów odwróciła się tyłem, ugięła kolana, wypięła pośladki mocno w stronę siedzących i obiema rękami rozchyliła je szeroko. Odbyt ukazał się wyraźnie – różowy, zaciskający się lekko, czysty, napięty. Trzymała tak przez kilka długich sekund, dając im wszystko zobaczyć.
Kamil siedział nieruchomo, ale w środku miał burzę. Emocje narastały z każdym kolejnym elementem ubrania, który spadał. Kiedy zobaczył jej piersi, poczuł znajome, gorące ściśnięcie w klatce. Kiedy zsunęła stringi i odsłoniła cipkę, oddech mu się urwał. A kiedy wypięła się i rozchyliła pośladki, pokazując odbyt, fala podniecenia przeszła przez niego tak mocno, że musiał zacisnąć szczęki. To była jego dziewczyna. Jego. A jednocześnie stała naga przed Dirkiem i Elsie, prezentując się bez cienia wstydu. Miłość i ostre, prawie bolesne pożądanie stopiły się w jedno. Jego kutas w białych spodenkach tenisowych był już całkowicie twardy, wyraźnie zarysowany, drgający.
Dirk nie ukrywał reakcji – siedział z nogą ugiętą, a w jego spodenkach rosło wyraźne, grube wybrzuszenie. Elsie miała lekko otwarte usta, niebieskie oczy szeroko rozwarte, a pod jej krótką spódniczką penis wyraźnie uniósł się i napiął materiał. Oboje patrzyli na Milenę z intensywnym, niemal głodnym skupieniem, nie odrywając wzroku nawet na sekundę.
Elsie wstała powoli, podeszła do wciąż nagiej, stojącej Mileny i pocałowała ją najpierw delikatnie w usta – lekko, prawie czule. Potem zsunęła się niżej, wzięła w usta jeden sutek, oblizała go powoli, zostawiając cienką warstwę śliny, potem to samo zrobiła z drugim. Milena przymknęła oczy na sekundę, po czym usiadła na trawie dokładnie pomiędzy Kamilem a Dirkiem. Obaj od razu, niemal bezwiednie, położyli na niej ręce – Kamil na udzie i piersi, Dirk na drugim udzie i biodrze – i zaczęli ją powoli obmacować, nie odrywając wzroku od Elsie.
Elsie stanęła przed nimi i zaczęła się rozbierać z wyraźną prowokacją. Najpierw zsunęła ramiączka białego topu, potem przeciągnęła go przez głowę. Piersi ukazały się pełne, okrągłe, bardzo kobiece – nie ogromne, ale solidne, o ładnym, naturalnym kształcie. Sutki miała różoworóżowe, już wyraźnie stwardniałe, z delikatnie pofalowanymi otoczkami. Skóra na piersiach była gładka, jasna, z lekkim połyskiem.
Potem sięgnęła do spódniczki. Rozpięła ją i zsunęła jednym ruchem razem z cienkimi stringami. Jej penis ukazał się od razu – twardy, uniesiony, różowy, o średniej długości, ale ładnie gruby, z wyraźną, obciętą główką i delikatnymi żyłkami. Sterczał dumnie, lekko drgając, a pod spodem widać było napięte, gładko ogolone jądra. Elsie wzięła go na chwilę w dłoń, przeciągnęła kciukiem po czubku, pokazując kropelkę preejakulatu, po czym puściła, pozwalając mu swobodnie stać.
Na koniec, dokładnie tak jak wcześniej Milena, odwróciła się tyłem, ugięła kolana, mocno wypięła pośladki i obiema rękami rozchyliła je szeroko. Jej odbyt był różowy, ciasny, czysto ogolony, z delikatnymi zmarszczkami, które napinały się i rozluźniały przy każdym oddechu. Trzymała tak długo, dając im dokładnie wszystko zobaczyć.
Podniecenie pozostałej trójki było niemal namacalne. Kamil siedział z ręką na piersi i udzie Mileny, ale wzrok miał wpięty w Elsie. Jego kutas w spodenkach był już tak twardy, że materiał wyraźnie się naciągał. Widok kobiecych piersi i jednocześnie twardego penisa oraz rozchylonego odbytu działał na niego hipnotyzująco – mieszał pożądanie z wciąż żywym zaskoczeniem i ostrą fascynacją. Dirk nie ukrywał niczego – w jego białych spodenkach tenisowych rosło grube, wyraźne wybrzuszenie, a dłoń, którą trzymał na biodrze Mileny, ściskała coraz mocniej. Elsie, prezentując się przed nimi, widziała te reakcje i uśmiechała się lekko, pewnie. Milena, obmacywana przez obu mężczyzn, czuła ich napięcie pod dłońmi i sama była mokra – patrzenie, jak Elsie z taką dumą pokazuje zarówno piersi, jak i penisa oraz odbyt, podniecało ją niemal tak samo mocno jak własny wcześniejszy striptiz.
Milena odwróciła się najpierw do Kamila. Pocałowała go długo, namiętnie, wsuwając język głęboko, a kiedy oderwała usta, powiedzieli sobie prawie jednocześnie, półszeptem:
– Kocham Cię.
– Ja ciebie też.
Potem Milena przesunęła się do Dirka. Rozpięła mu spodenki, ściągnęła je razem z bokserkami i wzięła jego już całkowicie twardego kutasa w dłoń. Był długi, gruby, z wyraźną żyłą na spodzie. Bez żadnego wstępu pochyliła się i wzięła go do ust. Najpierw tylko główkę, potem coraz głębiej, aż czubek uderzył w tylną ścianę gardła. Nie cofnęła się. Nacisnęła jeszcze, aż nos prawie dotknął jego brzucha. Gardło zacisnęło się odruchowo, oczy jej zalśniły, a z kącików ust popłynęła ślina. Krztusiła się – głośno, mokro, z wyraźnym dźwiękiem dławienia się – ale nie odsuwała się. Trzymała go głęboko, pozwalając gardłu pulsować wokół niego, potem trochę się cofała, by znów wziąć do samego końca. Wrażenia były intensywne i prawie bolesne: uczucie całkowitego wypełnienia, brak powietrza, łzy napływające do oczu, ślina spływająca obficie po brodzie i po jajach Dirka. Jednocześnie podniecenie rosło z każdym kolejnym głębokim wzięciem. Robienie tego na oczach Kamila, krztuszenie się obcym kutasem, podczas gdy on patrzył, dawało jej ostrą, mokrą satysfakcję.
W tym samym czasie Elsie uklęknęła przed Kamilom. Rozebrała go szybko, ściągnęła spodenki i wzięła jego grubego penisa głęboko do ust. Ssała kilka chwil mocno, mokro, po czym puściła go, odwróciła Kamila tyłem do siebie i kazała mu się wypiąć. Kamil ugiął kolana, rozstawił nogi i wypiął pośladki. Elsie rozchyliła je dłońmi i przyłożyła usta bezpośrednio do jego odbytu. Najpierw tylko oblizała zewnętrznie, potem wsunęła język głęboko do środka. Kręciła nim, naciskała, wchodziła tak daleko, jak tylko mogła. Wrażenia Kamila były niemal rozsadzające. Ciepły, mokry, giętki język wnikający w niego, rozciągający delikatnie mięśnie, liżący od środka – to było coś zupełnie innego niż palec czy kutas. Przyjemność była głęboka, rozlewająca się po całym krzyżu i po jajach. Musiał oprzeć się rękami o kolana, żeby nie stracić równowagi. Każdy ruch języka Elsie wywoływał u niego drżenie, a penis, wciąż lśniący od jej śliny, drgał w powietrzu, ciężki i całkowicie twardy. Patrzył jednocześnie na Milenę, która dławiła się kutasem Dirka, i czuł, że właśnie znowu toną razem w czymś, z czego nie chcą wracać.
Milena oderwała się od Dirka, otarła ślinę z brody i na kolanach przesunęła się do Kamila. Złapała jego twarz obiema dłońmi i pocałowała głęboko, namiętnie. Kamil natychmiast poczuł w jej ustach wyraźny, słony smak kutasa Dirka – obcy, intensywny, mieszający się z jej śliną. Pocałunek trwał długo.
Kiedy się oderwali, Milena spojrzała mu prosto w oczy i powiedziała cicho, ale bardzo stanowczo:
– Chcę, żeby Dirk cię zerżnął. Daj mu się.
Kamil przez sekundę tylko patrzył na nią. Potem powoli, bez słowa, odwrócił się, klęknął na czworaka na trawie i mocno wypiął pośladki. Dirk nie potrzebował drugiej zachęty. Klęknął za nim, przyłożył główkę do już rozluźnionego, wilgotnego od języka Elsie odbytu i powoli, ale zdecydowanie wsunął się do środka. Kiedy wszedł do końca, złapał Kamila za biodra i zaczął posuwać – najpierw głęboko i rytmicznie, potem coraz ostrzej, coraz mocniej, jakby naprawdę brał go jak dziwkę. Klaśnięcia skóry o skórę rozchodziły się po cichym gaju.
Elsie i Milena klęczały po obu stronach Kamila, tak blisko, że ich twarze były centymetry od miejsca, w którym kutas Dirka znikał w jego dupie. Widziały wszystko: jak różowy odbyt rozciąga się wokół grubego trzonu, jak żyły napinają się przy każdym pchnięciu, jak jądra Dirka uderzają o ciało Kamila.
Emocje i podniecenie Mileny były w tej chwili niemal nie do uniesienia. Patrzyła z odległości kilkunastu centymetrów, jak jej ukochany – ten sam, któremu jeszcze rano mówiła „kocham cię” pod prysznicem – jest ostro, bezlitośnie pieprzony przez innego mężczyznę. Widok kutasa Dirka wnikającego w ciało Kamila, słysząc mokre odgłosy i ciężki oddech swojego chłopaka, sprawiał, że cipka bolała ją od pulsowania. Była mokra tak bardzo, że soki spływały jej już po wewnętrznej stronie ud. W piersi kłębiła się dziwna, gorąca mieszanka: ostra zazdrość, jeszcze ostrzejsze pożądanie, duma i ogromna, prawie bolesna miłość. To był jej Kamil. Jej. A jednocześnie pozwalał się brać na jej prośbę, na jej oczach, podczas gdy ona klęczała tuż obok i oglądała każdy centymetr penetracji. Podniecenie było tak intensywne, że musiała wsunąć dłoń między własne uda, żeby choć trochę złagodzić napięcie. Oddychała szybko, ustami, i nie mogła oderwać wzroku. Każde mocniejsze pchnięcie Dirka było jak kolejny impuls prosto w jej łechtaczkę. Kochała go. I właśnie dlatego ten widok doprowadzał ją do szaleństwa.
Dirk przyspieszył ostatnie pchnięcia, wbił się maksymalnie głęboko i z niskim, przeciągłym jękiem spuścił się obficie w dupę Kamila. Pulsował długo, wypełniając go gęstym, ciepłym ładunkiem. Potem powoli, centymetr po centymetrze, wycofał się.
Odbyt Kamila został rozwarty, czerwony, lekko opuchnięty. Natychmiast zaczęła z niego wypływać sperma – gęsta, biała, obfita. Najpierw wypłynęła duża, ciągła masa, potem kolejne, wolniejsze porcje, spływające po wewnętrznej stronie jaj i po udach. Brzegi odbytu lśniły, były pokryte śluzem i spermą, lekko rozluźnione po intensywnym użytkowaniu, z drobnymi zmarszczkami wciąż pulsującymi. W ostrym świetle oliwnego gaju wszystko błyszczało – biała sperma na różowej, podrażnionej skórze wyglądała niemal obłudnie intensywnie.
Milena nie dała nawet sekundy wytchnienia. Dopadła jego tyłu na kolanach, rozchyliła pośladki obiema rękami i przycisnęła usta bezpośrednio do obspermionego odbytu. Zaczęła lizać – głęboko, zachłannie, wsuwając język do środka, zbierając wszystko, co jeszcze wypływało. Połykała świadomie, wolno, delektując się słonym, gęstym smakiem spermy Dirka wymieszanej z ciałem Kamila. Kręciła głową, ssała, wracała po każdą kolejną kroplę, która pojawiała się na brzegu.
Jednocześnie Elsie przesunęła się z przodu. Wzięła Kamila za głowę obiema rękami, przyłożyła swojego twardego penisa do jego ust i wsunęła się głęboko. Zaczęła posuwać go w usta – rytmicznie, kontrolowanie, trzymając go mocno za włosy i za kark. Kamil brał, krztusząc się lekko, ślina spływała mu po brodzie, a z tyłu Milena wciąż lizała i połykała wszystko, co wypływało z jego obspermionego, pulsującego odbytu.
Dirk siedział zaledwie metr dalej i przez całą poprzednią scenę nie odrywał wzroku. Widok Mileny liżącej obspermiony odbyt Kamila, podczas gdy Elsie posuwała go w usta, podziałał na niego jak najsilniejszy afrodyzjak. Jego kutas, który przed chwilą zmiękł, znowu uniósł się całkowicie twardy, ciężki, gotowy.
Nie czekał dłużej. Podciągnął się bliżej, złapał Milenę za biodra, przewrócił ją na plecy na trawę i jednym zdecydowanym ruchem wszedł w jej cipkę. Wbił się głęboko, aż do końca, i od razu zaczął posuwać mocno, rytmicznie, bez delikatności. Jednocześnie obie dłonie położył na jej piersiach, ściskając je mocno, ugniatając, przyciskając sutki między palcami. Milena wygięła się w łuk i jęknęła głośno – nisko, przeciągle, bez żadnej próby tłumienia dźwięku.
Jej cipka była w tej chwili bardzo wyraźnie rozpychana. Różowe, już wcześniej spuchnięte wargi rozchodziły się szeroko wokół grubego kutasa Dirka. Wejście było napięte, lśniące od soków, a przy każdym pchnięciu widać było, jak wewnętrzne ścianki obciszą się wokół trzonu, jak żyły na penisie Dirka ocierają się o wrażliwą skórę. Kiedy się wycofywał, wargi wciągały się lekko za nim, mokre i czerwone, a kiedy wbijał się z powrotem – rozchodziły się na nowo, przyjmując całą grubość. Sok spływał już obficie po jej krocze i po jajach Dirka, tworząc cienkie, błyszczące nitki. Cała okolica była ciemnoróżowa, podrażniona, bardzo żywa – wyglądała na intensywnie używaną i jednocześnie żarłocznie przyjmującą każdego kolejnego centymetra.
Elsie w pewnym momencie przesunęła się tuż obok. Położyła się na plecach równolegle do Mileny, ugięła kolana i szeroko rozchyliła nogi, ekspozyując nie tylko penisa, ale przede wszystkim swój różowy, napięty odbyt. Kamil, wciąż z całkowicie twardym kutasem, od razu klęknął między jej rozwartymi udami, trzymając się u nasady, gotowy.
Dirk nie zwalniał. Wciąż wbijał się w Milenę mocno, głęboko, trzymając jej piersi. Ona uniosła rękę i z całej siły uderzyła go otwartą dłonią w policzek. Klaśnięcie rozeszło się po gaju. Dirk sapnął, oczy mu błysnęły, a zamiast się cofnąć – wbił się jeszcze mocniej. Milena uderzyła go drugi raz, trzeci. Za każdym razem jego ruchy stawały się ostrzejsze, bardziej chaotyczne. W końcu złapał jej nadgarstek w powietrzu, przyciągnął dłoń do ust i wziął wszystkie palce głęboko, ssąc je, śliniąc obficie, nie przestając przy tym posuwać jej cipki.
Tuż obok Kamil przyłożył główkę do różowego odbytu Elsie i jednym długim, zdecydowanym ruchem wszedł aż do końca. Zaczynał od razu ostro – krótkie, twarde pchnięcia, biodra uderzały o jej pośladki. Jedną ręką ściskał jej pierś, ugniatając, przyciskając sutek, a drugą objął jej twardego penisa i masturbował go w tym samym rytmie, w jakim sam ją posuwał. Nie odrywał wzroku od Mileny – od tego, jak bierze Dirka, jak go bije, jak on liże jej palce.
Dupa Elsie w momencie penetracji wyglądała niezwykle intensywnie. Jej pośladki były jędrne, okrągłe, jasne, a w środku różowy odbyt rozciągał się szeroko wokół grubego kutasa Kamila. Przy każdym pchnięciu brzegi wciągały się lekko do środka, a kiedy się wycofywał – wychodziły na zewnątrz, lśniące od śliny i preejakulatu, napięte, czerwonawe. Skóra wokół była gładko ogolona, czysta, tylko lekko zaróżowiona od tarcia. Widać było każdą zmarszczkę, każdą żyłkę na trzonie Kamila, która znikała w niej i pojawiała się z powrotem. Przy mocniejszych pchnięciach jej pośladki falowały lekko, a odbyt zaciskał się odruchowo, próbując utrzymać w sobie całą grubość. Całość wyglądała na bardzo ciasną, bardzo żywą i całkowicie oddaną temu, co Kamil z nią robił.
Dirk powoli wycofał się z Mileny. Kamil w tym samym momencie wyciągnął pałę z Elsie. Przez ułamek sekundy wszyscy czworo tylko oddychali ciężko, patrząc na siebie. Potem Kamil przesunął się między rozchylone uda Mileny, przyłożył główkę do jej mokrej, rozpychanej przed chwilą przez Dirka cipki i wszedł.
Wszedł wolniej niż Dirk, ale do samego końca. Milena otworzyła szeroko oczy i wydala z siebie długi, drżący dźwięk. Zachwyt, który ją wtedy ogarnął, był natychmiastowy i całkowity. To był on. Jej Kamil. Znajoma grubość, znajomy kąt, znajome pulsowanie żył pod skórą. Po tym, jak brał ją ktoś inny, powrót jego kutasa był jak powrót do domu – tylko jeszcze intensywniejszy. Cipka ścisnęła go sama, żarłocznie, a ona uniosła biodra, żeby wziąć go jeszcze głębiej. Całe ciało jej zadrżało z czystej, niemal wdzięcznej przyjemności. Kochała ten moment. Kochała, że to właśnie on w niej jest.
Kamil zaczął posuwać ostro, mocno, ale jednocześnie z wyraźną czułością – każde pchnięcie było pełne, kontrolowane, pełne miłości. Pochylił się nad nią i pocałował głęboko, namiętnie, nie przestając się ruszać. Ona oplotła go nogami i rękami, przyciskając jak najbliżej.
Dirk i Elsie nie zostali w tyle. Klęknęli po obu stronach ich głów. Dirk podsunął swojego kutasa do ust Mileny, Elsie do ust Kamila. Oboje wzięli ich od razu, ssąc na przemian z całowaniem się nawzajem, nie wypuszczając obcych penisów.
Elsie, patrząc z góry na to, jak Kamil wchodzi w Milenę i jak ona reaguje, westchnęła cicho i powiedziała z nutą szczerego żalu w głosie:
– W takich momentach naprawdę żałuję, że nie mam cipki… Chciałabym poczuć dokładnie to, co ona teraz czuje.
Nikt jej nie odpowiedział. Kamil tylko mocniej wbił się w Milenę, a ona jęknęła wokół kutasa Dirka, trzymając wzrok utkwiony w oczach ukochanego.
Kamil wbił się ostatni raz maksymalnie głęboko i z niskim, przeciągłym jękiem trysnął. Sperma polała się z niego bardzo obficie – gęsta, gorąca, długo pulsująca. Wypełnił cipkę Mileny do końca. W tej samej sekundzie ona zerwała się. Orgazm przeszedł przez nią jak fala uderzeniowa. Wyprężyła plecy, paznokcie wbiła mu w ramiona, a z ust wyrwał się najpierw długi, drżący jęk, potem głośny krzyk i wreszcie chaotyczne, ochrypłe przekleństwa:
– Kurwa… o tak… jebać… nie przestawaj…!
Całe ciało miało w skurczach, cipka zaciskała się wokół niego rytmicznie, mocno, wypychając część jego spermy już w trakcie orgazmu.
Widok i dźwięk jej dochodzenia zmiotły Dirka i Elsie. Dirk, mając kutasa wciąż w ustach Mileny, wycofał się nagle i trysnął prosto na jej twarz. Elsie zrobiła to samo przy Kamilu. Gęste, białe strumienie uderzyły ich w policzki, w usta, w czoła, w powieki. Sperma spłynęła po skroni Kamila, wsiąkła w jego brwi, spłynęła po nosie i po otwartych ustach. U Mieny pokryła lewy policzek, spłynęła do kącika ust, po brodzie i po szyi. Kilka pasm połączyło się na ich stykających się prawie twarzach, tworząc lepkie, błyszczące mostki. W ostrym świetle oliwnego gaju ich skóra lśniła od gęstej, świeżej spermy – białe, nierówne plamy na zaróżowionych od wysiłku i orgazmu twarzach, rzęsy sklejone, usta mokre i błyszczące. Wyglądali na całkowicie używanych, całkowicie spełnionych i całkowicie swoich.
Kamil i Milena przez chwilę tylko leżeli twarzami blisko siebie, ciężko oddychając. Spojrzeli na siebie – na białe, gęste pasma spermy spływające po policzkach, po nosach, po ustach. Uśmiechnęli się niemal jednocześnie, brudni, mokrzy, spełnieni. Potem pocałowali się. Pocałunek był wolny, głęboki, pełen smaku obcej spermy. Językami zlizywali sobie nawzajem to, co zostało na skórze – z kącików ust, z brody, z powiek, z nosa. Połykali, wracali po więcej, całowali się dalej przez warstwę tego, co Dirk i Elsie na nich zostawili.
W końcu cała czwórka osunęła się na trawę. Ciała splotły się przypadkowo: noga Kamila przez biodro Mileny, ręka Elsie na piersi Dirka, głowa Mileny na udzie Elsie, Dirk wtulony w plecy Kamila. Leżeli w ażurowym cieniu oliwek, nadzy, spoceni, ociekający, nie mając siły ani ochoty się ruszać.
Cipka Mieny była po wszystkim wyraźnie zmieniona. Wargi spuchnięte, ciemnoróżowe, rozchylone i bardzo mokre. Z środka wciąż wolno wypływała gęsta sperma Kamila, mieszając się z jej własnymi sokami, spływając po krocze i po wewnętrznej stronie ud. Wejście było lekko rozluźnione, lśniące, wrażliwe, z drobnymi, pulsującymi skurczami, które jeszcze nie całkiem ustały. Cała okolica błyszczała w słońcu – używana, pełna, piękna w swojej całkowitej otwartości.
Kutas Dirka leżał na jego udzie, już miękki, ale wciąż imponująco gruby. Był lśniący od soków Mileny, lekko zaczerwieniony na główce, z resztkami śliny i preejakulatu zasychającymi na trzonie. Jądra spoczęte, ciężkie, przyciśnięte do uda.
Dupa Kamila była wciąż lekko rozwarta, różowa, podrażniona. Brzegi odbytu lśniły od śliny Mieny i resztek spermy Dirka, która wciąż od czasu do czasu pojawiała się na zewnątrz i spływała po jajach. Skóra wokół była zaróżowiona, wrażliwa. Jego kutas, choć już miękki, leżał ciężko na brzuchu, wciąż wilgotny, z wyraźnymi śladami ust Elsie i resztek jej śliny.
Dupa Elsie wyglądała podobnie – różowy odbyt lekko rozluźniony po kutasie Kamila, lśniący, z delikatnymi śladami tarcia. Jej penis, już miękki, spoczywał na brzuchu, różowy, wilgotny, z resztkami śliny Kamila i własnego preejakulatu na główce. Całe ich ciała nosiły ślady tego, co właśnie zrobili – i nikt nie miał ochoty tych śladów zmywać.
Leżeli jeszcze spleceni, kiedy Miena zaczęła mówić. Głos miała spokojny, prawie zwyczajny, jakby opowiadała o pogodzie.
– Rano pod prysznicem… Kamil pił mój mocz. Lizął mnie, kiedy sikałam mu na twarz. I… spodobało mi się. Chciałabym teraz sama tego doświadczyć. Żeby ktoś na mnie nasikał.
Elsie uniosła się na łokciu i uśmiechnęła lekko.
– To możemy zrobić od razu.
Nikt nie protestował. Miena klęknęła na trawie, pośladki oparła na piętach, kolana lekko rozchyliła. Wyprostowała plecy, dłonie położyła na udach, głowę uniosła. Kamil stanął naprzeciwko niej, tuż przed jej twarzą. Dirk ustawił się lekko po jego prawej, Elsie po lewej. Trzy kutasy – dwa męskie i jeden Elsie – uniosły się nad nią.
Najpierw odezwał się Kamil. Ciepły, złoty strumień wypłynął mocno, uderzył Mienę prosto w czoło i spłynął po włosach, po skroniach, po zamkniętych powiekach. Zaraz dołączył Dirk – jego strumień był grubszy, uderzył w policzek i usta. Elsie zaczęła chwilę później; jej mocz był nieco jaśniejszy, cieplejszy, trafił w brodę i spłynął po szyi. Trzy strumienie mieszały się na jej skórze. Mocz spływał po włosach, sklejając kosmyki, spływał po czole, po nosie, po otwartych ustach. Miena przełykała świadomie wszystko, co wpadało jej do gardła – słony, ciepły, intensywny smak. Reszta spływała po szyi, po obojczykach, po piersiach. Strumienie spływały po zewnętrznych stronach piersi, zbierały się w dolnej linii biustu, spływały po mostku, po brzuchu, po pępku. Kiedy docierały do cipki, mieszały się z jej własnymi sokami i spływały dalej po wewnętrznej stronie ud, aż do kolan i na trawę.
Wszystko błyszczało w ażurowym świetle oliwek – złote, ciepłe ścieżki na jej białej skórze, włosy mokre, rzęsy sklejone, usta otwarte i pełne. Miena w pewnym momencie sięgnęła ręką między nogi i zaczęła się masturbować – szybko, mocno, bez żadnej delikatności. Palce ślizgały się po mokrej od moczu i soków łechtaczce. Orgazm nadszedł gwałtownie. Całe ciało jej się zazgrzytało, uda zadrżały, a ona krzyknęła głośno, wciąż przełykając to, co wpadało jej do ust. Potem siły jej zupełnie odeszły. Osunęła się w przód i opadła na zroszoną moczem ziemię, drżąc, mokra od stóp do głów, z twarzą w trawie i dłonią wciąż jeszcze między udami.
Kamil klęczał nieruchomo przez kilka sekund i po prostu patrzył. Milena leżała na brzuchu, twarzą częściowo w trawie, ciało całkowicie luźne po orgazmie. Była naga, mokra, brudna. Mocz trzech osób spłynął po niej nierównymi, złotymi ścieżkami, które teraz mieszają się z pyłem, okruchami ziemi i zgniecionymi źdźbłami trawy. Włosy miała całkowicie mokre, ciemniejsze, przyklejone do czoła, do skroni, do karku, w niektórych miejscach już oblepione drobinami ziemi. Twarz lśniła – czoło, powieki, nos, policzki, usta – wszystko pokryte cienką, ciepłą warstwą, która w ażurowym świetle oliwek błyszczała jak lakier. Kilka kosmyków przykleiło się do ust i do brody.
Szyja i obojczyki były mokre, w zagłębieniach zbierały się jeszcze drobne krople. Piersi, przyciśnięte do ziemi, miały na sobie ciemniejsze smugi tam, gdzie mocz spłynął najobficiej; sutki lśniły, otoczki były wilgotne. Brzuch i biodra nosiły ślady tego samego – złotawe, zasychające już ścieżki, miejscami zmieszane z piaskiem i drobnymi kamykami, które przykleiły się do skóry. Uda, zwłaszcza od wewnętrznej strony, były całkowicie mokre; mocz spłynął tam najdłużej, mieszając się z jej sokami, i teraz skóra błyszczała, a w zagłębieniach kolan zbierała się brudna, wilgotna maź. Pośladki miały na sobie zarówno ślady moczu, jak i odciski trawy oraz ziemi. Całe jej ciało wyglądało na używane, zbrukane, pozostawione – i właśnie dlatego było dla Kamila najpiękniejszym widokiem, jaki kiedykolwiek widział.
Pochylił się. Najpierw pocałował ją w mokre powieki – poczuł słony, ciepły smak. Potem w nos, w policzki, w usta. Językiem zbierał to, co jeszcze zostało na jej skórze. Przesunął dłonią po mokrych włosach, przygładzając je, nie dbając o to, że jego palce też się brudzą. Całował dalej: szyję, ramiona, linię kręgosłupa, każde miejsce, gdzie mocz zasychał już w cienką, lepką warstwę. Smak był intensywny, znajomy, jej.
W końcu położył się obok, przyciągnął ją do siebie, nie zważając na to, że oboje są brudni, i pocałował namiętnie, głęboko, długo. W piersi miał absolutną, spokojną pewność: kocha ją. Na zawsze. Właśnie taką – mokrą, zbrukaną, drżącą jeszcze po orgazmie, leżącą na ziemi w środku oliwnego gaju. I nic na świecie nie było dla niego w tej chwili ważniejsze.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz