Wieczorem zeszli do hotelowej restauracji. Sala była już wypełniona miękkim, ciepłym światłem, w tle grała cicha muzyka, a za wielkimi oknami morze ciemniało powoli do indygo.
Milena ubrała się świadomie i bardzo wyzywająco. Miała na sobie krótką, czarną sukienkę z cienkiego, prawie przezroczystego materiału, który przy każdym ruchu przylegał do ciała jak druga skóra. Sukienka była na cienkich ramiączkach, dekolt sięgał głęboko, niemal do mostka, a dolna krawędź kończyła się zaledwie kilka centymetrów pod pośladkami. Pod spodem nie miała biustonosza – sutki wyraźnie rysowały się pod materiałem, a przy każdym pochyleniu widać było wewnętrzną stronę piersi. Na dole tylko najcieńsze, czarne stringi, których pasek wychylał się, kiedy siadała albo krzyżowała nogi. Na nogach czarne, matowe pończochy do połowy uda, trzymane wąskimi, koronkowych paskami, i wysokie, czarne szpilki na cienkim obcasie. Włosy rozpuszczone, lekko pofalowane, opadały swobodnie na ramiona i plecy. Makijaż był mocniejszy niż zwykle: czarna kreska na powiekach, podkreślone rzęsy, usta w kolorze ciemnej, prawie bordowej czerwieni. Na nadgarstku srebrna bransoletka, na szyi delikatny łańcuszek. Całość mówiła wprost: chcę być oglądana, chcę budzić pożądanie – zarówno u mężczyzn, jak i u kobiet.
Kamil siedział naprzeciwko i przez dłuższy czas nie mógł oderwać od niej wzroku. Podziwiał linię jej szyi, sposób, w jaki światło kładło się na obojczykach, jak sukienka napina się na piersiach przy każdym oddechu, jak pończochy kontrastują z nagą skórą ud. Uśmiechał się lekko, prawie dumnie, i nie ukrywał, że ta stylizacja jest dokładnie tym, czego chciał dla niej tego wieczoru.
Rozmawiali o dniu – o plaży, o Cathy i Davidzie, o oliwnym gaju, o Dirku i Elsie, o tym, co zrobili sobie nawzajem i z innymi. Mówili półgłosem, z uśmiechami, bez cienia żalu czy wahania. Oboje byli zachwyceni. Każde kolejne wspomnienie wywoływało u nich ten sam, ciepły błysk w oczach: przeszli przez kolejne granice i wyszli z nich jeszcze bliżsi sobie. Kamil co chwilę sięgał po jej dłoń przez stół, a ona pozwalała mu gładzić wewnętrzną stronę nadgarstka, wiedząc, że za chwilę znowu ktoś może do nich podejść – i że oboje są na to gotowi.
Po kolacji wyszli z hotelu i skierowali się w stronę miasteczka, które zaczynało się tuż za główną bramą. Wieczór na Korfu był już w pełni. Wąskie, brukowane uliczki wypełniały się ludźmi – lokalnymi i turystami. Z otwartych tawern unosił się zapach grillowanej ośmiornicy, czosnku i oliwy. Gdzieś grała żywa muzyka – bouzouki i śmiech. Białe ściany domów były podświetlone ciepłymi lampkami, a na balkonach suszyła się pościel i kwiaty doniczkowe. Przy stolikach na świeżym powietrzu ludzie pili ouzo i wino, rozmawiali głośno, gestykulowali. Powietrze było ciepłe, pachniało morzem i jaśminem.
Milena w swojej krótkiej, prawie przezroczystej czarnej sukience, pończochach i szpilkach przyciągała spojrzenia na każdym kroku. Mężczyźni odwracali głowy, kobiety przyglądały się dłużej, czasem z nutą zazdrości, czasem z otwartym zainteresowaniem. Kamil szedł obok, trzymając ją za rękę, i nie ukrywał satysfakcji.
W pewnym momencie, przy małym placu z fontanną, zatrzymała ich młoda kobieta.
– Excuse me… – odezwała się z wyraźnym greckim akcentem, ale w poprawnej angielszczyźnie. – Are you Polish? I heard you speaking earlier.
Milena uśmiechnęła się.
– Yes. From Warsaw. I’m Milena, this is Kamil.
Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko, prawie z ulgą.
– Amalis. I’m so happy to meet someone from Poland! I haven’t met any Poles here yet. You’re the first.
Miała około dwudziestu dwóch lat, oliwkową cerę, ciemne, kręcone włosy spięte niedbale, duże brązowe oczy i pełne usta. Ubrana była prosto: biała bluzka na ramiączkach i dżinsowa spódniczka.
Amalis przez chwilę przyglądała się Milenie bez skrępowania, po czym dodała z lekkim, szczerym zachwytem:
– Your outfit is… amazing. Really. And those stockings… your legs look incredible in them. I couldn’t stop looking when you walked past.
Milena parsknęła cicho, ale nie zasłoniła się.
– Thank you. That’s exactly the effect I wanted tonight.
Kamil wtrącił z uśmiechem:
– She’s very good at getting exactly the effect she wants.
Amalis zaśmiała się, a w jej oczach pojawił się wyraźny błysk zainteresowania – zarówno strojem Mileny, jak i nimi obojgiem.
– Are you staying nearby? Maybe we could… have a drink together? I’d love to hear more about Poland. And about you.
Milena spojrzała na Kamila. On tylko lekko uniósł brwi, zostawiając decyzję jej. W gwarze wieczornego miasteczka, wśród śmiechu, muzyki i ciepłego powietrza, stanęli we trójkę, a rozmowa dopiero się zaczynała.
Milena i Kamil przyglądali się Amalis bez pośpiechu. Oboje od razu poczuli to samo – dziewczyna bardzo im się podobała. Miała w sobie coś świeżego, południowego, naturalnego.
Milena uśmiechnęła się szerzej i powiedziała prosto, bez żadnej kokieterii:
– Jesteś bardzo piękną dziewczyną, Amalis.
Amalis lekko się zaróżowiła, ale nie spuściła wzroku.
– Thank you… That means a lot coming from you. Especially looking like that tonight.
Przez chwilę stali w gwarze uliczki, aż Amalis dodała:
– I’m actually on my way to meet my boyfriend. And my younger sister with her boyfriend. We’re going to sit in their garden, just drink some wine, talk… nothing special. But if you’d like… you could join us. Both of you. I’d really like that.
Milena spojrzała na Kamila. On tylko delikatnie ścisnął jej dłoń, dając znać, że decyzja należy do niej. Atmosfera stała się gęstsza, pełna cichego oczekiwania.
Amalis wyglądała w tym świetle jeszcze lepiej niż przy pierwszym wrażeniu. Miała około 168 cm wzrostu, smukłą, ale kobiecą sylwetkę. Piersi średnie, zgrabne, biodra wyraźnie zarysowane. Twarz o klasycznych, greckich rysach: wysokie kości policzkowe, pełne usta o naturalnym, różowym kolorze, duże, migdałowe oczy w kolorze ciemnego miodu, długie, czarne rzęsy. Włosy ciemnobrązowe, gęste, naturalnie kręcone, spięte w niedbały, wysoki kucyk, z którego wypadały wilgotne od wieczornej wilgoci kosmyki. Skóra oliwkowa, gładka, lekko opalona, bez niedoskonałości.
Strój miała prosty, ale bardzo pasujący do niej. Biała, bawełniana bluzka na cienkich ramiączkach, lekko prześwitująca, z delikatnym dekoltem, pod którą widać było zarys białego, koronkowych biustonosza. Do tego krótka, dżinsowa spódniczka z postrzępionymi brzegami, sięgająca do połowy uda, tak obcisła w biodrach, że podkreślała ich linię. Na nogach brązowe, skórzane sandały na niskim obcasie, z cienkimi paskami. Na nadgarstku kilka cienkich, srebrnych bransoletek, w uszach małe, srebrne kolczyki. Pachniała lekko jaśminem i ciepłą skórą. Wyglądała jak dziewczyna, która wyszła z domu na zwykły wieczór, a jednocześnie była w tym wszystkim niezwykle atrakcyjna – naturalna, południowa, kusząca bez wysiłku.
Amalis poprowadziła ich wąską, wznoszącą się uliczką, z dala od głównego gwaru. Po kilku minutach stanęli przed niedużym, białym domem z niebieskimi okiennicami, schowanym za wysokim murem i bujną winoroślą. Przeszli przez drewnianą furtkę i znaleźli się na przestronnej, drewnianej werandzie oświetlonej lampkami i kilkoma świecami. W powietrzu unosił się zapach wina, cytryny i greckich ziół.
Przy długim, niskim stole siedziała już trójka osób.
Styris, młodsza siostra Amalis, była wyraźnie filigranowa. Miała najwyżej 158 cm wzrostu, bardzo drobną, prawie chłopięcą budowę, ale o wyraźnie kobiecych proporcjach. Piersi małe, zgrabne, biodra wąskie, nogi szczupłe i długie w stosunku do reszty ciała. Twarz delikatna, o ostrzejszych rysach niż u siostry: wąski nosek, pełne, różowe usta, duże, bardzo ciemne oczy o prawie czarnej tęczówce. Włosy czarne, proste, sięgające poniżej ramion, rozpuszczone, z przedziałkiem na środku. Skóra oliwkowa, gładka, bez żadnego makijażu.
Ubrana była lekko i swobodnie: krótka, biała sukienka na ramiączkach z delikatnego lnu, tak krótka, że kiedy siedziała z podkulonymi nogami, widać było prawie całą długość ud. Na stopach proste, brązowe sandały. Na nadgarstku cienka, czarna sznurkowa bransoletka. Wyglądała młodziej od Amalis, bardziej krucha, ale w jej spojrzeniu była już wyraźna, spokojna ciekawość.
Obok niej siedział Dmitros – wysoki, szczupły, o ciemnych, krótko ostrzyżonych włosach i poważniejszej minie. Naprzeciwko Andros, chłopak Amalis – szerszy w barkach, z lekkim zarostem, w białej koszuli z podwiniętymi rękawami.
Kiedy Amalis weszła z Kamilem i Mileną, rozmowa na werandzie ucichła na kilka sekund. Wszyscy czworo greckiej młodzieży spojrzeli na nowo przybyłych z otwartym, nieskrywanym zainteresowaniem. Szczególnie wzrok chłopców – Androsa i Dmitrosa – od razu powędrował w dół. Z nabożnym, prawie głodnym podziwem wpatrywali się w nogi Mileny obciągnięte czarnymi, matowymi pończochami, w koronkę trzymającą je na udach, w sposób, w jaki szpilki wydłużały jej łydki, i w to, jak krótka sukienka przy każdym ruchu groziła odsłonięciem jeszcze więcej. Nie odwracali wzroku zbyt szybko. Amalis tylko uśmiechnęła się krzywo, jakby spodziewała się dokładnie takiej reakcji, a Styris przyglądała się Milenie z cichą, intensywną uwagą.
Usiedli przy stole. Andros nalał wszystkim wina do prostych, grubych szklanek. Rozmowa najpierw toczyła się o Korfu, o Polsce, o tym, jak różnią się wakacje. Szybko jednak zeszła na tematy bardziej osobiste. To Styris pierwsza zapytała, prawie nieśmiało, ale z wyraźną ciekawością:
– Is it true that in Poland young people are… more free? With sex? We hear stories, but we never know what is real.
Amalis skinęła głową, wspierając siostrę.
– Yes. Here it’s still… different. Families, neighbours, everyone watches. We are curious how it really is with you.
Kamil i Miena wymienili krótkie spojrzenie. Potem zaczęli opowiadać – nie wszystko, nie w najdrobniejszych szczegółach, ale wystarczająco. O tym, że są parą otwartą. O trójkątach. O plaży naturystów. O tym, że poprzedniego dnia kochali się z inną parą w oliwnym gaju. O tym, że nie mają prawie żadnych tabu, o ile robią to razem. Mówili spokojnie, bez chełpienia się, po prostu faktami. Co jakiś czas spoglądali na siebie, jakby sprawdzali, czy druga osoba też chce iść dalej w opowieści.
Reakcja greckich dziewczyn była natychmiastowa i bardzo widoczna. Amalis siedziała wyprostowana, ale jej oddech wyraźnie przyspieszył. Co chwilę przełykała ślinę, a kiedy Miena wspomniała o gaju i o Elsie, Amalis nieświadomie zacisnęła uda. Jej piersi unosiły się szybciej pod białą bluzką, a na szyi pojawił się lekki, gorący rumieniec. Palce bawiły się bransoletkami, ale wzrok miała wpięty w Milenę i Kamila, wilgotny, intensywny.
Styris reagowała jeszcze mocniej, choć starała się to ukryć. Filigranowa dziewczyna siedziała z nogami podkulonymi pod siebie, ale w pewnym momencie zmieniła pozycję, jakby nagle zrobiło jej się gorąco. Jej małe piersi pod lnianą sukienką uniosły się przy głębszym oddechu, a policzki spiekły się wyraźnym rumieńcem. Kiedy Kamil spokojnie wspomniał, że lubią oglądać się nawzajem z innymi, Styris otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale zamiast tego tylko przegryzła dolną wargę. Jej ciemne oczy stały się jeszcze ciemniejsze, a dłoń, którą trzymała szklankę, lekko zadrżała. Obie siostry siedziały teraz bliżej siebie, jakby szukały oparcia, a podniecenie było na nich napisane tak wyraźnie, że nawet Andros i Dmitros przestali udawać, że tego nie widzą.
Przez cienki materiał spodni Dmitrosa i Androsa widać było już wyraźne, twarde wybrzuszenia. Obaj siedzieli nieco sztywniej, co jakiś czas poprawiając pozycję, ale nie starając się nawet tego ukryć. U Kamila było tak samo – jego gruby kutas odznaczał się wyraźnie pod materiałem spodni, długi, ciężki zarys niemożliwy do przeoczenia. Atmosfera na werandzie zgęstniała, stała się niemal namacalna.
Andros odstawił szklankę, spojrzał najpierw na Milenę, potem na Kamila i zapytał wprost, niskim głosem:
– And… how many people at once? The most you’ve been with together?
Kamil odchylił się lekko na krześle, położył dłoń na udzie Mileny i odpowiedział spokojnie:
– So far the most was four. Us and another couple.
Milena nie dała mu dokończyć. Weszła mu w słowo, patrząc Androsowi prosto w oczy, z lekkim, pewnym uśmiechem:
– Na razie w czwórkę. Ale na pewno przydarzy nam się w przyszłości większe grono. Jesteśmy na to otwarci. Bardzo.
Słowa zawisły w powietrzu. Dmitros przełknął ślinę. Styris zacisnęła mocniej uda. Amalis, która siedziała tuż obok Mileny, przez chwilę tylko patrzyła na jej nogę obciągniętą czarną, matową pończochą. Potem, bardzo powoli, nieśmiało, położyła dłoń na jej kolanie. Palce najpierw tylko spoczęły, potem zaczęły delikatnie gładzić – w górę, po udzie, po koronkowym brzegu pończochy, z powrotem w dół. Ruch był lekki, prawie niepewny, ale nieprzerwany. Amalis nie patrzyła Milenie w oczy. Patrzyła na własną dłoń, która powoli, coraz odważniej, poznawała kształt obcego uda.
Milena nie odsunęła się. Wręcz przeciwnie – lekko rozchyliła nogi, dając Amalis więcej miejsca, i rzuciła Kamilowi krótkie, porozumiewawcze spojrzenie. On tylko skinął głową, ledwo zauważalnie, a jego kutas pod spodniami drgnął wyraźnie. Na werandzie zapadła gęsta, pełna oczekiwania cisza, przerywana tylko dalekim gwarem miasteczka i cichym szelestem winorośli na murze.
Amalis odstawiła kieliszek i pochyliła się lekko do przodu, nie przestając gładzić uda Mileny.
– And… with the same sex? – spytała cicho. – Have you… both of you… been with women? Or men?
Andros skinął głową, wspierając ją spojrzeniem.
– We’re curious. Here it’s still… complicated. People talk, but rarely do.
Milena spojrzała najpierw na Kamila, potem na Amalis i Androsa. Odpowiedziała spokojnie, bez pośpiechu, jakby tłumaczyła coś, co dla niej samej stało się już oczywiste:
– Razem z Kamilom wypracowaliśmy taki model związku, w którym nie ma miejsca na zazdrość. Naprawdę. Płeć czy orientacja osób, z którymi jesteśmy, nie ma dla nas znaczenia. Liczy się tylko to, że możemy robić wszystko razem. I że możemy na siebie patrzeć. Nawet wtedy, kiedy jesteśmy w ramionach kogoś innego. Szczególnie wtedy. Bo właśnie to nas jeszcze bardziej spaja.
Słowa opadły na werandę ciężko i wyraźnie. Dmitros poprawił się na krześle. Amalis przełknęła ślinę, a jej dłoń na udzie Mileny uniosła się o centymetr wyżej, pod samą koronkę pończochy.
W tym samym momencie Styris, która siedziała bliżej Kamila, sięgnęła ręką pod stół. Palce najpierw tylko spoczęły na jego udzie, potem przesunęły się wyżej i z pełną świadomością objęły zarys jego twardego kutasa przez materiał spodni. Zaczęła gładzić go powoli, dokładnie, mierząc grubość i długość, nie spuszczając przy tym wzroku z twarzy Mileny.
Andros nie odrywał oczu od nóg Mileny. Widział je z profilu, w ciepłym świetle lampek i świec. Czarne, matowe pończochy obciągały każdą linię – od smukłych kostek, przez pełne, napięte łydki, aż po uda. Koronkowy brzeg wbijał się lekko w miękką skórę, zostawiając delikatny ślad, a nad nim zaczynała się naga, biała, opalona już skóra, która w półmroku wydawała się jeszcze jaśniejsza. Kiedy Milena lekko zmieniła pozycję, pończocha napięła się na udzie, podkreślając mięsień, a pasek stringów na moment wychylił się spod sukienki. Andros patrzył, jak światło ślizga się po matowym materiale, jak udo napina się i rozluźnia, jak cienka ścieżka cienia układa się między nogami. Nie potrafił oderwać wzroku. W głowie kłębiło mu się tylko jedno: te nogi, te pończochy, i fakt, że dziewczyna, do której należą, właśnie spokojnie opowiada o seksie z innymi na oczach swojego chłopaka, podczas gdy jego własna narzeczona gładzi ją po udzie, a młodsza siostra już trzyma obcego kutasa przez spodnie.
Milena rozejrzała się po werandzie. Widziała wszystko: napięte spodenki chłopaków, zarumienione policzki Amalis, dłoń Styris wciąż spoczywającą na kutasie Kamila, i to, jak obie siostry co chwilę zaciskają uda. Uśmiechnęła się powoli, prowokacyjnie. Przesunęła się bliżej Kamila, objęła go obiema rękami za kark i pocałowała – długo, głęboko, z pełnym językiem, nie zważając na to, że wszyscy patrzą. Kiedy oderwała usta, zostawiła na jego dolnej wardze ciemną smugę szminki.
Kamil spojrzał jej w oczy, wciąż mając jej smak na języku.
– Chcesz im wszystko pokazać? – spytał cicho, ale tak, by wszyscy słyszeli.
Milena nie zawahała się ani sekundy.
– Tak.
Kamil odwrócił się do reszty, położył dłoń na jej udzie i powiedział spokojnie:
– To daj im odpowiedni pokaz.
Milena skinęła głową i spojrzała na Androsa oraz Dmitrosa.
– Znajdźcie jakiś materac. Najlepiej duży. I połóżcie go na trawie poniżej werandy.
Chłopcy wstali prawie natychmiast. Andros zniknął w domu, Dmitros pomógł mu chwilę później wynieść szeroki, gruby materac i znieśli go po drewnianych schodkach na trawnik tuż pod werandą, w miejscu oświetlonym tylko ciepłym blaskiem lampek i księżyca.
Styris przez cały ten czas siedziała nieruchomo, ale jej ciało mówiło wszystko. Filigranowe nogi miała ugięte, stopy oparte o szczebel krzesła. Były szczupłe, prawie chłopięce w kostkach, ale o bardzo kobiecym kształcie łydek – napiętych, gładkich, oliwkowych. Uda miała wąskie, z delikatnym zagłębieniem po wewnętrznej stronie, skóra lśniła w półmroku. Kiedy usłyszała słowa Mileny o pokazie, automatycznie zacisnęła je mocno. Mięśnie łydek napięły się, uda zbliżyły się do siebie tak bardzo, że krótka lniana sukienka uniosła się jeszcze wyżej, odsłaniając prawie całą długość. Koronka jej białych majtek na sekundę błysnęła między ściśniętymi udami. Palce u stóp podwinęły się, a ona sama przegryzła dolną wargę, nie odrywając szeroko otwartych oczu od Mileny. Podniecenie było na niej napisane od kostek aż po biodra – każda linia jej nóg drżała od napięcia, które starała się utrzymać w ryzach, ale które i tak zdradzało ją całkowicie.
Milena wstała powoli, zeszła po schodkach werandy i opadła na materac na czworaka, mocno wypięta, z twarzą opartą na przedramionach. Kamil stanął z boku, spojrzał na czwórkę Greków i powiedział spokojnie, prawie łagodnie:
– Rozbierzcie ją.
Amalis, Styris, Dmitros i Andros klęknęli dookoła materaca niemal jednocześnie. Ręce pojawiły się wszędzie. Amalis pierwsza sięgnęła do ramiączek sukienki i zsunęła je z ramion. Styris pomogła ściągnąć materiał w dół, przez piersi, przez biodra. Dmitros odpiął szpilki, Andros złapał za brzegi stringów i ściągnął je powoli wzdłuż nóg obciągniętych pończochami. Sukienka i bielizna wylądowały na trawie. Została tylko w czarnych, matowych pończochach do połowy uda i w koronkowych paskach, które wbijały się w skórę.
Teraz dłonie wędrowały już bez przeszkód. Gładziły plecy, piersi zwisające ku materacowi, brzuch, uda, pośladki. Nikt się nie spieszył. Palce ocierały się o sutki, o linię kręgosłupa, o wewnętrzną stronę ud. W końcu dotarły też niżej. Andros pierwszy musnął opuszkami jej odbyt, Dmitros przejechał kciukiem po zewnętrznych wargach. Amalis, klęcząca najbliżej, rozchyliła jej pośladki i powoli, bardzo świadomie wsunęła najpierw jeden, potem dwa cienkie palce w cipkę, a chwilę później jeden palec w odbyt. Poruszała nimi synchronicznie, głęboko, badając.
Cipka Mileny była w tej chwili widoczna dla wszystkich z bardzo bliska. Wargi zewnętrzne już wyraźnie spuchnięte, ciemnoróżowe, rozchylone. Wewnętrzne – jaśniejsze, wilgotne, lśniące od obfitych soków, które spływały cienką ścieżką po krocze i po górnej krawędzi pończochy. Wejście było rozluźnione, przyjmujące palce Amalis bez oporu, a przy każdym ruchu widać było, jak ścianki lekko zaciskają się i puszczają. Łechtaczka wystawała, twarda, zaczerwieniona, pulsująca. Cała okolica błyszczała w ciepłym świetle lampek – mokra, żywa, intensywnie pachnąca podnieceniem. Kiedy Amalis wyginała palce w środku, z cipki dobiegał cichy, mokry dźwięk, a kolejne krople spływały po jej dłoni.
Kamil podszedł do materaca, złapał Milenę pod ramiona i pociągnął ją delikatnie w górę, aż stanęła obok niego. Pochylił się, pocałował najpierw jedną pierś, potem drugą – wolno, z otwartymi ustami, zostawiając wilgotne ślady na sutkach. Na koniec musnął jej usta lekkim, prawie czułym pocałunkiem. Potem oboje odwrócili się i pociągnęli do siebie Amalis.
Greczynka stanęła między nimi bez oporu. Najpierw pocałował ją Kamil – głęboko, wymagająco. Potem Milena – miękcej, dłużej, z ręką na jej karku. Ręce obojga zaczęły zdejmować z niej ubranie. Kamil zsunął ramiączka białej bluzki, Milena pomogła przeciągnąć ją przez głowę. Biustonosz odpięli wspólnie. Potem kolej na dżinsową spódniczkę i majtki. Wszystko spadało na trawę. Amalis została naga.
Jej piersi były średniej wielkości, okrągłe, pełne, o naturalnym, lekko stożkowatym kształcie. Sutki ciemnobrązowe, już wyraźnie stwardniałe, otoczone gładkimi, nieco szerszymi otoczkami. Skóra oliwkowa, gładka, bez żadnych niedoskonałości. Nogi miała smukłe, zgrabne, o długich udach i napiętych łydkach; skóra lśniła w ciepłym świetle. Cipka była gładko ogolona, wargi zewnętrzne pełne, ciemniejsze, już lekko rozchylone i wilgotne. Wewnętrzne – różowawe, lśniące. Wejście wąskie, napięte. Odbyt różowy, ciasny, czysto ogolony, z delikatnymi zmarszczkami, które napinały się przy każdym oddechu.
Kamil i Milena pochyliły się jednocześnie. Każde z nich wzięło do ust po jednej piersi Amalis. Ssali wolno, rytmicznie, języki krążyły wokół sutków, zęby lekko przygryzały. Amalis odchyliła głowę do tyłu i wydała z siebie cichy, drżący dźwięk, wplatając palce w ich włosy.
Amalis usiadła na materacu dokładnie pomiędzy Androsem a Dmitrosem. Obaj Grecy od razu zwrócili się ku niej – dłonie znalazły jej piersi, brzuch, uda, pośladki. Obmacowali ją bez pośpiechu, ale z wyraźną ochotą, całując szyję, ramiona, sutki, podczas gdy ona odchylała głowę i pozwalała im na wszystko.
Styris wstała. Filigranowa, prawie o głowę niższa od Kamila, podeszła najpierw do Mieny i pocałowała ją – miękko, niepewnie na początku, potem coraz głębiej. Potem uniosła się na palcach, próbując dosięgnąć ust Kamila. Musiał się mocno pochylić, żeby pocałunek był wygodny. Ich usta zetknęły się, a ona wplotła drobne palce w jego koszulę.
Milena i Kamil zaczęli ją rozbierać dokładnie tak samo, jak wcześniej jej siostrę. Najpierw zsunęli ramiączka białej lnianej sukienki, przeciągnęli ją przez głowę. Potem majtki. Wszystko spadło na trawę. Styris została naga.
Jej piersi były małe, zgrabne, prawie dziewczęce – zaledwie garść, o delikatnym, okrągłym kształcie. Sutki jasnoróżowe, bardzo wrażliwe, już stwardniałe, z niewielkimi otoczkami. Nogi szczupłe, długie w stosunku do reszty ciała, o wąskich udach i smukłych łydkach; skóra oliwkowa, gładka, bez żadnego zbędnego tłuszczu. Cipka była całkowicie gładka, wargi zewnętrzne wąskie, różowe, już lekko rozchylone. Wewnętrzne – jasne, wilgotne. Wejście wyglądało na bardzo ciasne. Odbyt mały, różowy, z delikatnymi zmarszczkami, czysto ogolony, napięty.
Kamil i Milena pochyliły się nad nią, całując każdy nowo odsłonięty fragment – piersi, brzuch, linię bioder, wewnętrzną stronę ud. Styris drżała lekko, ale nie cofała się.
Milena była już tak mocno podniecona, że jej własna cipka i wewnętrzne strony ud lśniły od obfitych soków. Cienka, wyraźna ścieżka spływała jej po skórze, aż do koronki pończoch, a kiedy staneła w lekkim rozkroku, widać było, jak wilgoć zbiera się na wargach i spływa dalej. Oddychała głęboko, a jej spojrzenie, utkwione w nagim, drobnym ciele Styris, było pełne głodu.
Andros wstał powoli, wyraźnie wahając się. Ppodszedł najpierw do Mieny i pocałował ją – niepewnie, prawie ostrożnie, jakby sprawdzał, czy wolno. Potem, po dłuższej chwili, odwrócił się do Kamila. Pocałunek był jeszcze krótszy, bardzo nieśmiały, ledwie muśnięcie ust, ale nie cofnął się.
W tym czasie Styris usiadła na materacu obok Amalis. Obie siostry od razu zwróciły się ku sobie – dłonie na piersiach, uda splecione, usta blisko. Zaczęły się pieścić wolno, badawczo, całując się i gładząc nawzajem, podczas gdy Dmitros siedział z boku i patrzył na wszystko zupełnie urzeczony, nie odrywając wzroku ani na sekundę.
Milena i Kamil podeszli do Androsa. Zaczęli go rozbierać bez pośpiechu. Najpierw koszula – guzik po guziku, dłonie ślizgające się po oliwkowej skórze. Potem spodnie i bokserki. Andros został nagi.
Miał solidną, męską budowę – szerokie barki, wyraźną klatkę, płaski brzuch z zarysem mięśni, mocne uda. Skóra ciemniejsza niż u dziewczyn, gładka, lekko owłosiona na piersi i brzuchu. Kutas był już całkowicie twardy: długi, gruby, z wyraźną żyłą na spodzie i ciemną, szeroką główką. Jądra ciężkie, napięte. Odbyt, kiedy Milena delikatnie rozchyliła mu pośladki, okazał się ciemniejszy, ciasny, z wyraźnymi zmarszczkami, czysto utrzymany.
Milena i Kamil pochyliły się jednocześnie. Każde z nich wzięło do ust po jednej stronie jego kutasa – języki ślizgały się po trzonie, po główce, spotykając się przy czubku. Całowali się przy tym nawzajem, stykając się językami wokół niego, ślina spływała po jego penisie i po ich brodach. Andros sapnął głośno, dłonie wplotły się w ich włosy, a całe ciało napięło się od przyjemności.
Andros usiadł z powrotem na materacu i od razu przyciągnął do siebie obie siostry. Amalis i Styris, wciąż splecione, wtuliły się w niego – jedna z każdej strony. Dłonie Androsa znalazły ich piersi i uda, a on zaczął je pieścić, całując na przemian szyje i usta, podczas gdy one nie przestawały gładzić siebie nawzajem.
Dmitros wstał. Podszedł najpierw do Kamila i pocałował go zdecydowanie – bez wahania, głęboko, z ręką na karku. Potem odwrócił się do Mieny. Pocałunek był równie intensywny. Jednocześnie wsunął dłoń między jej uda, znalazł mokrą cipkę i wprowadził dwa palce głęboko, poruszając nimi kilka razy. Kiedy je wyjął, były lśniące od jej soków. Bez słowa podsunął je Kamilowi do ust. Kamil oblizał je dokładnie, zbierając smak swojej dziewczyny, nie odrywając wzroku od Dmitrosa.
Potem oboje zajęli się nim. Rozbierali go tak samo, jak wcześniej Androsa – koszula, spodnie, bokserki. Dmitros został nagi.
Jego kutas był nieco dłuższy niż u Androsa, smuklejszy, ale bardzo twardy, z wyraźnie zarysowaną główką i napiętymi żyłami. Jądra gładkie, podciągnięte. Kiedy Milena rozchyliła mu pośladki, odbyt okazał się ciemnoróżowy, ciasny, z delikatnymi zmarszczkami, czysto ogolony. Kamil i Milena pochyliły się nad nim, tak jak wcześniej – języki ślizgały się po trzonie, po główce, spotykając się przy czubku, całując się nawzajem wokół jego penisa.
W tym momencie Styris wstała z materaca. Filigranowa, naga, podeszła wolno i stanęła dokładnie obok Kamila, tak blisko, że jej małe piersi prawie dotykały jego ramienia. Spojrzała w górę na niego, potem na Milenę, i czekała, nie mówiąc nic, tylko oddychając szybciej.
Styris odchyliła się lekko od Kamila i powiedziała cicho, ale bardzo wyraźnie, patrząc na pozostałych:
– Rozbierzcie go.
Amalis, Andros, Dmitros i sama Styris rzucili się do tego niemal jednocześnie. Koszula Kamila poszła w górę, spodnie i bokserki w dół. W kilka sekund został całkowicie nagi. Kiedy jego kutas – gruby, długi, już całkowicie twardy – stanął w pełnej krasie, czwórka Greków zareagowała głośnym, niemal jednoczesnym wdechem. Oczy im się rozszerzyły. Andros przełknął ślinę, Dmitros otworzył usta, Amalis i Styris spojrzały na siebie porozumiewawczo. Rozmiar i grubość wyraźnie ich zaskoczyły.
Cała szóstka zbliżyła się do siebie. Pocałunki i dłonie zaczęły wędrować bez żadnego planu – usta na ustach, ręce na piersiach, na kutasach, na pośladkach, na cipkach. Ciała splotły się w jeden ciepły, mokry węzeł.
Styris zsunęła się na kolana za Kamilom. Rozchyliła mu pośladki drobnymi dłońmi i przycisnęła twarz między nie. Język najpierw tylko musnął zewnętrzny brzeg, potem nacisnął mocniej i wsunął się do środka. Wchodził głęboko – giętki, ciepły, wilgotny – kręcąc się, rozciągając delikatnie mięśnie, liżąc ścianki od wewnątrz. Za każdym razem, gdy cofała się odrobinę, ślina spływała po jej brodzie i po jajach Kamila, a potem znowu pchała język jak najdalej, aż czubek znikał całkowicie. Kamil sapnął głośno, biodra same cofnęły się naprzeciwko jej ust.
Jednocześnie Andros klęknął z przodu, złapał grubego kutasa Kamila u nasady i wziął go do gardła tak głęboko, jak tylko mógł. Nos prawie dotknął brzucha, ślina popłynęła obficie, a on nie cofnął się mimo krztuszenia.
Z drugiej strony Dmitros klęknął za Mieną. Rozchylił jej pośladki i wsunął język głęboko w odbyt – dokładnie tak samo intensywnie, jak Styris robiła to Kamilowi. Amalis pochyliła się do piersi Mileny i zaczęła ssać oba sutki na przemian, mocno, z pełnymi ustami. Milena sięgnęła ręką za siebie, złapała Dmitrosa za włosy i mocno docisnęła jego twarz do swojej dupy, przyginając biodra, żeby język wchodził jeszcze głębiej.
Milena uniosła wzrok i zobaczyła, z jakim zapałem Andros bierze kutasa Kamila do gardła. Uśmiechnęła się krótko, prawie ostro, i powiedziała donośnym głosem:
– Dmitros. Połóż się na plecach.
Dmitros posłuchał natychmiast. Położył się na materacu, rozchylając nogi. Kamil klęknął między nimi, przyłożył grubą główkę do jego odbytu i jednym długim, zdecydowanym ruchem wszedł aż do końca. Zaczął posuwać od razu ostro – krótkie, twarde pchnięcia, biodra uderzały o oliwkowe pośladki. Biały, gruby kutas Kamila wyglądał niemal obscenicznie, zagłębiając się w ciemniejszej skórze Dmitrosa. Przy każdym ruchu widać było, jak różowy odbyt rozciąga się szeroko wokół jasnego trzonu, jak żyły napinają się i znikają w środku, jak jądra Kamila uderzają o ciało Greka. Kontrast kolorów i rozmiarów był hipnotyzujący.
Milena przyciągnęła Androsa za ramię.
– Ty. Pieprz go w usta.
Andros klęknął przy głowie Dmitrosa, wsunął swojego kutasa między jego otwarte usta i zaczął posuwać głęboko, trzymając go za włosy. Dmitros brał obu naraz – z tyłu Kamila, z przodu Androsa – krztusząc się, ale nie protestując.
Potem Milena odwróciła się do sióstr.
– Amalis. Styris. Wypnijcie się obok siebie. Na czworaka. Dupami do siebie.
Obie dziewczyny posłuchały bez słowa. Klęknęły na materacu bokiem, mocno wypięte, tak blisko siebie, że ich pośladki stykały się. Odwróciły głowy i zaczęły się namiętnie całować – języki splotły się, dłonie znalazły piersi.
Milena klęknęła za nimi. Wsunęła po dwa palce w każdą cipkę i po jednym w każdy odbyt. Zaczęła poruszać nimi ostro, szybko, głęboko, bez żadnej delikatności. Wrażenia miała intensywne i bardzo konkretne. Cipki obu sióstr były mokre, gorące, ale różne – Amalis ciaśniejsza, bardziej żarłoczna, Styris węższa, niemal dziewczęca, zaciskająca się mocniej wokół jej palców. Odbyty były jeszcze ciaśniejsze, gorące, pulsujące. Przy każdym mocniejszym ruchu czuła, jak ścianki kurczą się i puszczają, jak sok spływa jej po dłoniach, jak obie dziewczyny drżą i jęczą w pocałunek. Im ostrzej pracowała, tym bardziej obie siostry wpychały się naprzeciwko jej rąk, a ich pocałunek stawał się coraz bardziej chaotyczny i mokry.
Milena stała pośrodku materaca i absolutnie nadawała rytm wszystkiemu. Głos miała niski, pewny, rozkazujący. Kamil, wciąż wbity w Dmitrosa, patrzył na nią z rosnącym, niemal oszołomionym podziwem – nigdy wcześniej nie widział jej aż tak wyuzdanej i władczej. Ta spokojna, czuła dziewczyna z oliwnego gaju i z plaży teraz rozdzielała ciała i dziurki jak dyrygent.
– Kamil – powiedziała ostro. – Połóż się na wznak.
Posłuchał natychmiast. Wycofał się z Dmitrosa i położył się na plecach, kutas sterczący pionowo, lśniący od śliny i soków. Milena skinęła na Amalis. Razem podniosły drobniutką Styris – prawie jak dziecko – rozchyliły jej nogi i powoli, centymetr po centymetrze, nabijały jej malutką dupkę na grubego, długiego kutasa Kamila. Styris jęknęła wysoko, kiedy główka weszła, a potem jeszcze głośniej, kiedy cały trzon zaczął ją rozpychać. Weszła do końca. Jej filigranowe ciało wyglądało niemal nierealnie nabite na tak potężnego penisa. Szczupłe uda były szeroko rozchylone, mały, różowy odbyt rozciągnięty do granic możliwości wokół jasnej, grubej pały. Brzuch miał wyraźne wybrzuszenie – widać było zarys kutasa od środka. Małe piersi unosiły się szybko, głowa odchylona, usta otwarte, ciemne włosy przyklejone do spoconego czoła. Wyglądała na całkowicie wypełnioną, prawie rozsadzoną, a jednocześnie całkowicie oddaną temu uczuciu.
Amalis od razu kucnęła nad twarzą Kamila, rozchylając pośladki, i opuściła swoje oliwkowe dziurki prosto na jego usta. Kamil wsunął język najpierw w cipkę, potem w odbyt, liżąc obie na przemian, głęboko.
Andros, widząc pusty, wciąż rozwarty odbyt Dmitrosa, nie stracił chwili. Klęknął za nim, wbił się jednym ruchem i zaczął posuwać ostro, trzymając go za biodra. Dmitros jęknął w materac, biorąc teraz Androsa zamiast Kamila.
Milena przesunęła się do głowy Dmitrosa, rozchyliła uda i usiadła mu na twarzy, dając mu swoją mokrą, spuchniętą cipkę do lizania. Dmitros od razu wsunął język głęboko, ssąc i liżąc, podczas gdy ona patrzyła w dół na Styris nabitą na kutasa ukochanego i na Amalis siedzącą mu na twarzy.
Styris ujeżdżała Kamila coraz szybciej, coraz chaotyczniej. Filigranowe ciało napinało się, małe piersi unosiły się gwałtownie, a z jej ust wydobywał się wysoki, ciągły dźwięk. Orgazm zerwał ją nagle – całe ciało zadrżało, odbyt zaciął się wokół grubej pały Kamila serią gwałtownych skurczów, a ona krzyknęła krótko, ostro, wbijając paznokcie w jego klatkę.
Kamil nie wytrzymał. Wbił się w górę i trysnął. Sperma polała się z niego bardzo obficie – gęsta, gorąca, pod ciśnieniem. Ponieważ dupa Styris była tak mała i tak mocno wypełniona, ładunek nie miał gdzie się pomieścić. Przy każdym pulsowaniu wypychało go na zewnątrz – białe, gęste strumienie tryskały z rozciągniętego, czerwonego brzegu jej odbytu, spływały po trzonie Kamila, po jego jajach, po wewnętrznej stronie jej szczupłych ud. Część wypłynęła z taką siłą, że prysnęła na materac. Wyglądało to niemal nieprawdopodobnie: tak drobne ciało i tak olbrzymia ilość spermy, która nieustannie z niego wypływała.
Amalis zareagowała natychmiast. Zsunęła się z twarzy Kamila, dopadła siostry i przycisnęła usta bezpośrednio do jej obspermionego odbytu. Zaczęła lizać i ssać zachłannie, zbierając wszystko, co jeszcze wypływało, połykając, wracając po kolejne porcje. Język wchodził obok kutasa Kamila, czyścił brzegi, zbierał to, co spływało po skórze.
Kamil leżał na plecach, jeszcze w środku Styris, i oddychał ciężko. Kąt oka widział, jak język Dmitrosa pracuje między nogami Mileny. Ona siedziała mu na twarzy, biodra poruszały się rytmicznie, a po chwili całe jej ciało napięło się. Orgazm przeszedł przez nią mocno – jęknęła głośno, uda zadrżały, a sok spłynął Dmitrosowi prosto do ust.
Tuż obok Andros wbił się ostatni raz w Dmitrosa i spuścił się głęboko w jego dupę. Został w środku kilka sekund, po czym powoli wycofał się. Sperma od razu zaczęła wypływać. Andros przez chwilę tylko patrzył, potem – jakby sam siebie zaskakując – pochylił się i zaczął lizać. Zbierał własną spermę z rozwartego odbytu Dmitrosa, połykał, wracał po więcej, delektując się perwersją, której nigdy wcześniej nie próbował.
Kamil powoli uniósł się, wycofał z Styris i przyciągnął do siebie zmęczoną, wciąż drżącą Milenę. Objął ją mocno, czołem opierając się o jej czoło. Razem, spleceni, patrzyli na to, co działo się kilka centymetrów dalej: Amalis wciąż liżąca obspermioną dupę siostry i Andros czyszczący językiem Dmitrosa. Nie mówili nic. Tylko oddychali razem, obserwując, jak reszta grupy tonie w tej samej, mokrej, całkowitej otwartości.
Dmitros, wylizany do czysta przez Androsa, nie potrzebował chwili wytchnienia. Odwrócił się, złapał wypiętą Amalis za biodra i jednym mocnym ruchem wszedł w jej cipkę. Zaczął posuwać od razu ostro, głęboko, bez żadnej delikatności. Klaśnięcia skóry o skórę rozchodziły się po trawniku, a Amalis jęczała nisko, wciąż mając twarz przyciśniętą do obspermionej dupy siostry.
Styris uniosła głowę, spojrzała na swojego chłopaka wbitego w jej siostrę i powiedziała głosem ochrypłym, ale bardzo wyraźnym:
– To piękne… Naprawdę. Że posuwasz ją na moich oczach. Że mogę na to patrzeć. Kocham to widzieć.
Kamil i Milena siedzieli z boku, spleceni. Ona wtuliła się w niego bokiem, jedną ręką sięgnęła w dół i zaczęła delikatnie, prawie leniwie pieścić jego kutasa. Penis, który przed chwilą był miękki, powoli, nieubłaganie zaczynał się znowu unosić pod jej palcami – grubiał, twardniał, wracał do życia.
Andros klęczał przy nogach Mileny i był nimi całkowicie zafascynowany. Czarne, matowe pończochy wciąż obciągały jej uda i łydki, koronka wbijała się w skórę. Andros tulił się do nich twarzą, obmacował dłońmi, całował wewnętrzną stronę ud tuż nad koronką, przejeżdżał językiem po matowym materiale. Jego własny kutas, już znowu twardy, co chwilę muskał jej łydkę albo kolano, zostawiając wilgotne ślady.
Kamil odwrócił twarz Mileny do siebie i pocałował ją namiętnie, głęboko, nie zważając na to, co działo się wokół. Kiedy oderwał usta, powiedział jej prosto w usta, głosem niskim i absolutnie pewnym:
– Będę cię kochał do końca świata.
Milena uśmiechnęła się lekko, wciąż gładząc jego rosnącego kutasa, i odpowiedziała bez cienia wahania:
– Znacznie dłużej.
Dmitros przyspieszył ostatnie pchnięcia, wbił się maksymalnie głęboko w Amalis i z niskim, przeciągłym jękiem spuścił się. Pulsował długo, wypełniając ją. Kiedy powoli wycofał się, cipka Amalis została szeroko rozwarta, ciemnoróżowa, lśniąca. Gęsta, biała sperma od razu zaczęła wypływać – najpierw duża, ciągła porcja, potem wolniejsze, gęste krople, które spływały po zewnętrznych wargach, po krocze i po wewnętrznej stronie oliwkowych ud. Wejście pulsowało jeszcze lekkimi skurczami, wypychając kolejne porcje, a cała okolica błyszczała w ciepłym świetle od mieszaniny soków i spermy.
Milena patrzyła na to przez chwilę, potem odwróciła się do Kamila z lekkim, prawie rozbawionym uśmiechem.
– Jeszcze nie miałam w sobie greckiego kutasa – stwierdziła prosto.
Odwróciła się, klęknęła na czworaka i mocno wypięła. Andros nie potrzebował drugiego zaproszenia. Klęknął za nią, przyłożył główkę do jej mokrej, już wcześniej intensywnie używanej cipki i wszedł jednym długim ruchem. Kontrast był natychmiastowy i bardzo wyraźny – jasna, spuchnięta, różowa cipka Mileny rozciągała się wokół ciemniejszego, oliwkowego kutasa Androsa. Przy każdym pchnięciu widać było, jak jej jaśniejsze wargi obciszą się wokół jego trzonu, jak sok spływa po jego ciemniejszej skórze, jak różowe ścianki przyjmują całą długość. Andros trzymał ją za biodra i posuwał mocno, rytmicznie, a jasna skóra jej pośladków kontrastowała z jego dłońmi i udami.
Kamil podszedł do Styris. Złapał ją obiema rękami za głowę, przyciągnął bliżej i wsunął swojego grubego kutasa prosto między jej otwarte usta. Zaczął posuwać głęboko, kontrolowanie, trzymając jej drobną czaszkę. Styris krztusiła się od razu – gardło zaciskało się odruchowo, oczy łzawiły, ślina spływała obficie po brodzie i po jajach Kamila. Mimo to nie cofała się. Wręcz przeciwnie – starała się brać jeszcze głębiej, łapczywie, z nosem prawie przy jego brzuchu, połykając jak najwięcej, nawet kiedy dusiła się i łzy spływały jej po policzkach. Każde pchnięcie Kamila wywoływało u niej kolejny mokry, dławiący dźwięk, a ona tylko mocniej zaciskała usta wokół niego, jakby chciała wziąć wszystko.
Andros wbił się ostatni raz głęboko i z przeciągłym jękiem spuścił się w cipkę Mileny. Gęsta sperma wypełniła ją, a kiedy powoli wycofał się, od razu zaczęła wypływać. Amalis dopadła natychmiast. Przycisnęła usta do rozwartej, obspermionej cipki i zaczęła lizać zachłannie – zbierając, ssąc, wsuwając język głęboko, połykając wszystko, co wypływało. Milena wyprężyła się. Orgazm zerwał ją nagle i bardzo mocno. Całe ciało przeszło serią gwałtownych skurczów – uda zadrżały i zacisnęły się wokół głowy Amalis, brzuch napiął się, plecy wygięły w łuk, piersi uniosły się wysoko, a z gardła wyrwał się długi, niekontrolowany krzyk. Palce wpiły się w materac, paznokcie zostawiły ślady, a cipka pulsowała rytmicznie wokół języka Amalis, wypychając kolejne porcje spermy prosto w jej usta. Skurcze szły falami – najpierw mocne, prawie bolesne, potem coraz dłuższe, rozlewające się po całym ciele, aż Milena osunęła się twarzą w materac, wciąż jeszcze drżąc.
Kamil w tym czasie przewrócił Styris na plecy. Rozchylił jej szczupłe nogi, przyłożył główkę do ciasnej cipki i wszedł jednym ruchem. Zaczął posuwać ostro, głęboko. Filigranowe ciało Styris wyglądało niemal kruche pod nim. Szczupłe uda były szeroko rozchylone i oplotły jego biodra, małe piersi kołysały się przy każdym pchnięciu, wąski brzuch napinał się, a głowa odchylała się w tył na materacu. Kontrast karnacji był ostry – jasna, prawie biała skóra Kamila na oliwkowej, drobnej Styris. Jego grube dłonie na jej wąskich biodrach, jasny kutas znikający w jej ciemniejszej, ciasnej cipce, jego jasne uda między jej szczupłymi nogami. Wyglądała na całkowicie wypełnioną, prawie zasłoniętą jego ciałem, a jednocześnie całkowicie oddaną.
Tuż obok Dmitros klęknął za wciąż jeszcze drżącą Mileną. Rozchylił jej pośladki i powoli, ale zdecydowanie wsunął swojego oliwkowego kutasa w jej wypięty odbyt. Wszedł do końca i zaczął posuwać rytmicznie. Amalis, skończywszy czyścić cipkę Mileny, przesunęła się do Kamila. Klęknęła za nim, rozchyliła mu pośladki i wsunęła język głęboko w jego odbyt, liżąc intensywnie, podczas gdy on wciąż ostro posuwał Styris.
Kamil posuwał Styris coraz mocniej, coraz głębiej. Filigranowe ciało pod nim napinało się coraz wyraźniej. Nagle Styris wyprężyła się w łuk. Orgazm przeszedł przez nią gwałtownie. Całe jej drobne ciało targnęły silne, rytmiczne skurcze – szczupłe uda zacisnęły się wokół bioder Kamila jak imadło, wąski brzuch wciągnął się i zadrżał serią ostrych fal, małe piersi uniosły się wysoko i zadrgały, a głowa odchyliła się do tyłu z otwartymi ustami. Z gardła wyrwał się wysoki, łamiący się dźwięk. Odbyt i cipka zacisnęły się na zmianę wokół grubej pały Kamila tak mocno, że przez chwilę niemal uniemożliwiały mu ruch. Skurcze szły jedne po drugich – najpierw gwałtowne, prawie konwulsyjne, potem dłuższe, rozlewające się po całym ciele, aż nogi zaczęły jej drżeć niekontrolowanie, a paznokcie wpiły się w jego plecy. Wyglądała na całkowicie rozsadzoną przyjemnością, nabitą na niego i niezdolną do opamiętania się.
Tuż obok Dmitros wciąż wbijał się w odbyt Mileny. Tempo stało się nierówne, chaotyczne. W końcu wbił się maksymalnie głęboko i z niskim, przeciągłym jękiem trysnął. Gęsta sperma wypełniła jej dupę. Kiedy powoli wycofał się, biała masa od razu zaczęła wypływać.
Amalis była już na miejscu. Rozchyliła pośladki Mileny i przycisnęła usta bezpośrednio do rozwartego, obspermionego odbytu. Język wszedł głęboko – najpierw tylko czubek, potem cała długość – kręcąc się, liżąc ścianki od środka, zbierając gęstą spermę Dmitrosa. Wchodził i wychodził, wsysał, wracał po więcej. Ślina mieszała się ze spermą, spływała po brodzie Amalis i po udach Mileny. Liżała tak intensywnie, że jej nos wbijał się w krocze, a całe twarz była mokra. Połykała wszystko, co udawało się zebrać, nie odrywając się nawet na sekundę.
Andros klęknął przy Dmitrosie. Wziął jego jeszcze półtwardego, lśniącego kutasa do ust i zaczął ssać powoli, czyszcząc go z resztek soków i spermy, pobudzając na nowo. Dmitros sapnął i wplotł palce w jego włosy, pozwalając mu na wszystko.
Kamil powoli wycofał się z cipki Styris. Sperma i soki spłynęły po jej udach. Odwrócił się, spojrzał na Milenę leżącą na materacu – zmęczoną, mokrą, wciąż w pończochach – i położył się obok niej na plecach. Wyciągnął ręce. Ona, mimo wyraźnego wyczerpania, uniosła się i przekroczyła go. Złapała jego wciąż twardego kutasa, przeciągnęła główką po swoich rozchylanych wargach i powoli, ciężko, nadziała się cipką aż do końca. Przywierała do niego całym ciałem – piersi do klatki, brzuch do brzucha, usta do ust. Pocałunek był głęboki, wolny, pełen wszystkiego, co przeszli. Zaczęła poruszać się na nim – nie ostro, raczej leniwie, głęboko, biorąc całą długość przy każdym opadnięciu.
Z tyłu podszedł Dmitros. Klęknął za nią, rozchylił jej pośladki i wsunął swojego oliwkowego kutasa w już wcześniej używany odbyt. Wszedł do końca. Milena ledwie to zauważyła. Poczula pełnię z tyłu, poczuła ruch, ale wszystko, co się liczyło, było pod nią – Kamil, jego usta, jego kutas w jej cipce, jego ręce na jej plecach. Dmitros zaczął posuwać rytmicznie, a ona tylko mocniej przywarła do ukochanego.
W tym momencie obie jej dziurki były wypełnione. Cipka – rozciągnięta wokół grubej, jasnej pały Kamila, wargi spuchnięte, ciemnoróżowe, lśniące, przy każdym ruchu wciągające się i puszczające. Odbyt – ciaśniejszy, czerwony, obcisły wokół ciemniejszego kutasa Dmitrosa, brzegi napięte, lśniące od śliny i resztek wcześniejszej spermy. Między nimi cienka ścianka była naciskana z obu stron, a przy każdym pchnięciu obu mężczyzn widać było, jak obie dziurki pracują jednocześnie, mokre, używane, całkowicie otwarte.
Całowali się bez przerwy. Między pocałunkami szeptali sobie prosto w usta, prawie bezdźwięcznie:
– Kocham cię na zawsze.
– Ja ciebie też. Na zawsze.
Tuż obok Styris i Amalis ułożyły się naprzeciwko siebie. Rozchyliły uda i zaczęły lizać sobie nawzajem cipki – wolno, dokładnie, z pełnym skupieniem. Języki wchodziły głęboko, zbierały soki, krążyły wokół łechtaczek. Andros siedział z boku i patrzył zafascynowany. Widział, jak jego dziewczyna i jej młodsza siostra stają się dla siebie kochankami na jego oczach, jak ich oliwkowe ciała splatają się, jak moją się nawzajem, i nie odzywał się ani słowem. Tylko oddychał coraz głębiej, kutas znowu twardy, wzrok wpięty w obie siostry.
Dmitros wbił się ostatni raz głęboko i z przeciągłym, niskim dźwiękiem trysnął w pupę Mileny. Pulsował długo, wypełniając ją. Potem powoli, prawie niechętnie, wycofał się. Sperma od razu zaczęła wypływać, spływając po jej udach i po kutasie Kamila, który wciąż był w jej cipce.
Milena poczuła pustkę z tyłu i zareagowała desperacko. Przyspieszyła na kutasie Kamila – ostro, chaotycznie, biorąc go do samego końca przy każdym opadnięciu. Orgazm nadszedł nagle i zmiotł ją całkowicie. Wyprężyła się, głowa odchyliła się do tyłu, a z ust wyrwał się głośny, niekontrolowany jęk przechodzący w krzyk i przekleństwa:
– Kurwa… o tak… jebać… nie przestawaj… kocham cię…!
Całe ciało zadrżało w gwałtownych skurczach, cipka zacisnęła się wokół Kamila tak mocno, że niemal go unieruchomiła. W tej samej chwili Kamil uniósł biodra i trysnął – gęsto, długo, wypełniając ją kolejnym ładunkiem. Oboje przywarli do siebie ustami, całując się desperacko, mokro, jakby chcieli w ten pocałunek włożyć cały orgazm i całą miłość naraz.
Tuż obok Styris i Amalis, wciąż splecione ustami przy cipkach, doszły razem. Obie zadrżały, obie jęknęły w ciało drugiej, uda zacisnęły się, a soki spłynęły im po brodach i po materacu.
Potem zapadła ciężka, mokra cisza. Cała szóstka leżała wycieńczona, spleciona, oddychając głęboko. Nikt nie mówił. Tylko daleki gwar miasteczka i szelest winorośli przypominały, że świat poza materacem wciąż istnieje.
Po długiej chwili Milena uniosła się. Sięgnęła do ud, powoli zsunęła z siebie czarne, matowe pończochy – jedną, potem drugą – i bez słowa podała je Androsowi. On wziął je jak coś cennego, zacisnął w dłoni i skinął głową z wyraźnym szacunkiem.
Żegnali się czule. Pocałunki, krótkie uściski, spojrzenia pełne wdzięczności i zmęczenia. Amalis i Styris przytuliły Milenę dłużej. Dmitros i Andros podali Kamilowi ręce, potem przyciągnęli go do krótkich, męskich uścisków. Nikt nie składał obietnic. Wszyscy wiedzieli, że ta noc była jednorazowa i właśnie dlatego wyjątkowa.
Kamil i Milena ubrali się w milczeniu i wyszli. Droga powrotna do hotelu minęła im prawie nieświadomie. W pokoju rozebrałi się szybko, nie dbając o porządek, i po prostu padli na łóżko. Przyciągnęli się do siebie, skóra przy skórze, nogi splecione, czoła oparte o siebie.
Leżeli w ciemności hotelowego pokoju, spleceni tak ciasno, że trudno było powiedzieć, gdzie kończy się jedno ciało, a zaczyna drugie. Oddychali jeszcze nierówno, skóra stygnąca, serca powoli wracające do normalnego rytmu. Za oknem szumiało morze, a w pokoju pachniało potem, seksem i solą.
Emocje, które teraz nimi rządziły, były ciche i bardzo głębokie.
Kamil trzymał Milenę mocniej, niż zwykle. Palce wplatane w jej włosy, usta przy skroni, oddech na jej skórze. W środku miał ogromną, prawie bolesną czułość. Wszystko, co wydarzyło się na tej werandzie – obce ciała, obce usta, obce kutasy w niej i w nim, sperma, krzyki, rozkazy, które wydawała – nie oddaliło go od niej ani o milimetr. Wręcz przeciwnie. Widział ją władczą, wyuzdaną, rozłożoną, nabitą, dochodzącą, a potem znowu tylko jego. I właśnie ten powrót, ten moment, kiedy nadziała się na niego i szeptali sobie „na zawsze”, siedział w nim najmocniej. Czuł dumę. Czuł ulgę. Czuł miłość tak gęstą, że aż trudno było oddychać. Nie było w nim zazdrości. Było tylko głębokie, spokojne przekonanie: to jest moja kobieta. I przeszliśmy przez to razem.
Milena leżała z zamkniętymi oczami, twarzą wtuloną w zagłębienie jego szyi. Ciało miała ciężkie, rozluźnione, wciąż jeszcze lekko drżące. W środku kłębiło się wszystko naraz – wyczerpanie, satysfakcja, lekki szok i ogromna, ciepła wdzięczność. Widziała siebie z zewnątrz: jak rozdzielała ciała, jak kazała, jak brała, jak krzyczała. I widziała jego – jak patrzył na nią przez cały czas, jak wracał do niej, jak trzymał ją na końcu. Nie czuła się brudna. Nie czuła się użyta. Czuła się… wolna. I jednocześnie bardziej jego niż kiedykolwiek wcześniej. Każdy obcy kutas, każdy język, każda porcja spermy tylko potwierdzały to, co szeptali sobie na materacu. Kochała go. Na zawsze. I dłużej.
Przez długi czas nie mówili nic. Tylko leżeli, gładząc się nawzajem po plecach, po włosach, po ramionach. Pocałunki, które teraz wymieniali, były już zupełnie inne – wolne, prawie leniwe, pełne soli i zmęczenia. W końcu Kamil pocałował ją w czoło i wyszeptał jeszcze raz:
– Na zawsze.
Ona tylko mocniej przycisnęła się do niego i odpowiedziała tym samym szeptem, już prawie przez sen:
– Znacznie dłużej.
I tak zasnęli – brudni, mokrymi śladami na skórze, z sercami pełnymi tej samej, niepodważalnej pewności.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz