Wrzesień. Do rozpoczęcia roku akademickiego zostały już tylko dni. Kamil postanowił, że zanim wsiądą w wir studiów – on na prawo, ona na medycynę – zabierze Milenę na Korfu. Krótki, intensywny wypoczynek tylko we dwoje.
Samolot z Warszawy wystartował wieczorem. Kabina była przyciemniona, większość pasażerów już spała albo drzemała z założonymi maskami na oczy. Milena siedziała przy oknie, Kamil od strony przejścia. Nad nimi świeciła tylko mała lampka do czytania, którą po chwili też zgasił.
Milena miała na sobie lekką, kremową spódniczkę do połowy uda z miękkiego, plisowanego materiału i białą, bawełnianą bluzkę z krótkim rękawem, lekko prześwitującą. Pod spodem czarne, koronkowe stringi i dopasowany, biały biustonosz. Na nogach beżowe baleriny, które zdjęła zaraz po starcie. Włosy spięte w niski, niedbały kucyk, z którego wypadały kosmyki. Twarz bez mocnego makijażu – tylko tusz i lekki błyszczyk. Wyglądała świeżo, młodzieńczo, jak dziewczyna lecąca na pierwsze wspólne wakacje z chłopakiem.
Kiedy temperatura w kabinie trochę spadła, Kamil zrzucił z siebie ciemną kurtkę i przykrył nią kolana i uda Mileny. Ona uśmiechnęła się i przysunęła bliżej. Po chwili jego dłoń, jakby od niechcenia, wsunęła się pod kurtkę. Najpierw tylko gładziła zewnętrzną stronę uda, potem przesunęła się wyżej, pod spódniczkę, po wewnętrznej stronie. Znalazła pasek stringów, odsunęła go na bok i wsunęła dwa palce między już wilgotne wargi.
Milena drgnęła. Oczy otworzyła szerzej, ale nic nie powiedziała. Kamil zaczął poruszać palcami powoli, dokładnie – kciukiem okrążał łechtaczkę, a dwoma palcami wchodził głębiej, zginając je w górę. Rytm był nierówny, celowo nieprzewidywalny. Co jakiś czas przyspieszał, potem zwalniał, zbierając wilgoć i rozprowadzając ją.
Emocje Mileny były chaotyczne i bardzo intensywne. Z jednej strony rosła w niej fala przyjemności – ostra, mokra, coraz trudniejsza do ukrycia. Z drugiej strony paniczny strach, że ktoś usłyszy, że stewardessa przejdzie, że sąsiad z przodu odwróci się. Gryzła sobie wargę, zaciskała powieki, wbijała paznokcie w podłokietnik. Oddech stawał się urywany, biodra same zaczęły lekko unosić się naprzeciwko jego dłoni. Kilka razy prawie jęknęła – wtedy przyciskała twarz do jego ramienia, tłumiąc dźwięk. Orgazm nadszedł nagle, mocny, drżący. Uda zacisnęły się wokół jego ręki, pochwa zadrgała serią silnych skurczów, a ona wpiła zęby w materiał jego koszuli, żeby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Całe ciało jej drżało przez długie sekundy, a sok spłynął po jego palcach i po wewnętrznej stronie uda.
Kamil czuł wszystko. Czujł, jak staje się mokra, jak jej ścianki ściskają jego palce, jak walczy ze sobą, żeby być cicho. Podniecenie mieszło mu się z czułą satysfakcją i lekkim, zakazanym dreszczykiem – robili to tutaj, w samolocie pełnym śpiących ludzi, a ona dochodziła tylko dla niego, tłumiąc każdy dźwięk. Nie przyspieszał własnego oddechu, nie zmieniał pozycji, tylko spokojnie, prawie niewinnie siedział z ręką pod kurtką, podczas gdy jego dziewczyna drżała obok niego w cichym, desperackim orgazmie.
Kiedy wreszcie powoli wycofał palce, otarł je dyskretnie o wewnętrzną stronę jej uda i zostawił dłoń spoczywającą na jej kolanie pod kurtką. Milena wciąż miała zamknięte oczy i przyspieszone tętno, a za oknem w dole migotały już pierwsze światła Europy Południowej.
Autobus z lotniska jechał krętymi drogami wśród oliwnych gajów i białych domków wciśniętych w zbocza. Kamil i Milena siedzieli przy oknie, niemal przyklejeni do siebie. Za każdym razem, gdy autobus pokonywał zakręt i otwierał się kolejny widok – turkusowa zatoka, skalisty cypel, białe mury klasztoru na wzgórzu – oboje milknęli na chwilę, po prostu patrząc. Potem Kamil odwracał jej twarz do siebie i całował. Długo, namiętnie, nie zważając na to, że ktoś może patrzeć. Milena odpowiadała z taką samą intensywnością, wplatając palce w jego włosy, przyciskając się bliżej.
Emocje mieli podobne i jednocześnie różne. Kamil czuł głęboki spokój wymieszany z ekscytacją. Po wszystkich burzach ostatnich tygodni – po klubie, po Karolinie, po rozmowach o przyszłości – teraz po prostu był z nią tutaj. Każdy pocałunek w autobusie był jak potwierdzenie: jesteśmy razem, daleko od wszystkiego, tylko my. Widoki Korfu działały na niego kojąco, ale jeszcze mocniej działała obecność Mileny – jej zapach, ciepło uda przy jego udzie, sposób, w jaki uśmiechała się do morza, zanim znów odwróciła się, by pocałować.
Milena z kolei czuła coś bliskiego euforii. Po raz pierwszy leciała z kimś na wspólne wakacje. Po raz pierwszy ktoś zabrał ją tak daleko tylko po to, by byli razem przed rozpoczęciem studiów. Patrzyła na mijane pejzaże z szeroko otwartymi oczami, a jednocześnie serce biło jej mocno za każdym razem, gdy Kamil ją całował. W tych pocałunkach było wszystko: miłość, pożądanie, ulga i obietnica. Czuła się kochana i wybrana. I bardzo, bardzo wolna.
Kiedy autobus zatrzymał się przed hotelem, zeszli z bagażami, zameldowali się szybko i wjechali windą na trzecie piętro. Pokój był jasny, z dużym tarasem. Kamil odłożył walizki, podszedł do okna i jednym ruchem odsłonił grube zasłony.
Przed nimi rozciągało się Morze Śródziemne – głęboki, prawie kobaltowy błękit, słońce iskrzące się na falach, w oddali zarys skalistego brzegu i białe żagle. Powietrze pachniało solą i piniami.
Stanęli oboje przy oknie w milczeniu. Kamil stanął za nią, objął ramionami, brodą opierając się o jej skroń. Milena wplotła palce w jego dłonie na swoim brzuchu. Emocje, które teraz nimi rządziły, były ciche i bardzo głębokie. Oboje czuli, że właśnie przekroczyli jakąś niewidzialną granicę – nie geograficzną, tylko życiową. Tutaj, patrząc na to morze, byli już nie tylko parą, która przeszła przez dużo. Byli parą, która zaczyna coś nowego. I oboje, każde na swój sposób, czuli w piersi ten sam, ciepły, prawie bolesny błysk szczęścia.
Wyszli na taras. Ciepłe, południowe powietrze owiało ich od razu – pachniało solą, piniami i odległym zapachem grillowanych ryb z jakiejś tawerny niżej. Morze leżało przed nimi nieruchome, prawie fioletowe w późnym popołudniowym świetle. Milena stanęła przy balustradzie, wzięła głęboki oddech, a potem odwróciła się do Kamila i pocałowała go.
Pocałunek był namiętny, głęboki, bez żadnej wstępnej delikatności. Wsunęła mu język między usta, wplotła palce w włosy, przycisnęła całe ciało. Kamil odpowiedział z równą intensywnością, dłonie zsunął na jej pośladki, przyciągając bliżej. Całowali się długo, stojąc na tarasie, niewidoczni z dołu dzięki wysokiej balustradzie i bujnej roślinności.
Potem Milena powoli osunęła się na kolana. Rozpięła mu spodnie, wyjęła już twardego, grubego penisa i bez żadnego wstępu wzięła go głęboko do ust. Ssała mocno, rytmicznie, kręcąc głową, pozwalając ślinie spływać po trzonie. Co jakiś czas spoglądała w górę, prosto w jego oczy, nie odrywając ust. Tempo było intensywne, prawie zachłanne – brała go aż do gardła, dławiąc się lekko, ale nie zwalniając.
Kamil oparł się rękami o balustradę, patrząc w dół na nią i jednocześnie na morze za jej plecami. Emocje miał gęste i bardzo mieszane. Z jednej strony czysta, ostra przyjemność – ciepło jej ust, wilgoć, rytmiczne ściśnięcia gardła. Z drugiej strony coś głębszego: świadomość, że robią to tutaj, na tarasie, nad Morzem Śródziemnym, na początku wspólnych wakacji. Czuł miłość i pożądanie w równych częściach. Kiedy był już blisko, kiedy jądra zaczęły się ściągać, Milena nagle puściła go z mokrym odgłosem i wstała.
Stanęła przed nim i zaczęła się rozbierać. Najpierw zsunęła bluzkę przez głowę, potem odpięła biustonosz, pozwoliła mu spaść. Spódniczkę ściągnęła jednym ruchem razem ze stringami. Została naga na tarasie, tylko w balerinach, które zaraz też zrzuciła. Słońce rysowało złote linie na jej piersiach, brzuchu i udach.
Emocje Mileny były w tym momencie prawie euforyczne. Chciała go. Chciała go właśnie tutaj, z widokiem na morze, na początku czegoś nowego. Ssanie go na tarasie dawało jej poczucie władzy i jednocześnie całkowitego oddania. Kiedy poczuła, że jest blisko, świadomie się zatrzymała – nie chciała, żeby skończył jeszcze w jej ustach. Chciała więcej. Chciała całego. Stojąc przed nim nago, z ustami wciąż lśniącymi od śliny, czuła jednocześnie wstyd i absolutną wolność. Serce biło jej mocno, cipka była mokra, a w głowie było tylko jedno: on i to morze za jej plecami.
Milena odwróciła się tyłem do Kamila, oparła dłonie o balustradę i rozejrzała się przez ramię z półuśmiechem.
– Skoro jesteśmy w Grecji… – powiedziała ochryple – to nie ma lepszego miejsca na miłość grecką.
Kamil nie potrzebował drugiej zachęty. Stanął za nią, rozchylił jej pośladki i powoli, ale zdecydowanie wsunął się w jej odbyt. Na początku opór był wyraźny – ciasny, gorący pierścień ścisnął główkę mocno. Wchodził centymetr po centymetrze, aż wszedł do samego końca. Milena sapnęła głośno, wbijając paznokcie w metal balustrady.
Potem zaczął posuwać ostro. Tempo było intensywne od razu – długie, twarde pchnięcia, biodra uderzały o jej pośladki z głośnym klaśnięciem. Trzymał ją mocno za biodra, wbijając się głęboko przy każdym ruchu. Widok morza przed nimi, ciepłe powietrze na nagiej skórze, dźwięk fal w dole – wszystko to mieszało się z fizyczną intensywnością.
Emocje Kamila były w tym momencie niemal przytłaczające. Czuł absolutną bliskość i jednocześnie dziką, prawie zwierzęcą żądzę. Bycie w niej w ten sposób, tutaj, nad Morzem Śródziemnym, na początku ich wspólnych wakacji, dawało mu poczucie, że przekraczają kolejną granicę razem. Każde pchnięcie było jednocześnie posiadaniem i oddawaniem siebie. Kochał ją. Pożądał jej. I w tej chwili te dwa uczucia stały się jednym. Kiedy poczuł, że zbliża się orgazm, pochylił się nad nią, odwrócił jej twarz do siebie i pocałował głęboko, nie przestając się w nią wbijać.
Milena czuła to samo, tylko jeszcze mocniej. Rozciąganie, pełnia, ostre uderzenia w jej najciaśniejsze miejsce mieszały się z ogromną czułością. Robienie tego właśnie tutaj, z widokiem na greckie morze, wydawało się jej niemal symboliczne – jakby całe dotychczasowe życie zostawili za sobą, a to, co teraz się działo, było już tylko ich. Przyjemność narastała falami, czasem prawie boleśnie intensywna. Kiedy Kamil pocałował ją w trakcie ostatnich, najmocniejszych pchnięć, poczuła, jak orgazm zrywa się z niej jednocześnie z jego. Jej odbyt zacisnął się wokół niego serią silnych skurczów, a ona jęknęła mu prosto w usta, podczas gdy on trysnął głęboko w nią, pulsując długo, nie odrywając ust od jej ust.Całowali się tak jeszcze długo po wszystkim – stojąc nadzy na tarasie, połączeni, spoceni, z morzem szumiącym w dole – a emocje, które nimi rządziły, były absolutne: miłość, pożądanie, ulga i ta cicha, pewna świadomość, że właśnie znowu stali się sobie bliżsi niż kiedykolwiek wcześniej.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz