Milena od rana była niespokojna. Leżała jeszcze w łóżku Kamila, nago, z jedną nogą przerzuconą przez jego biodro, i wciąż wracała do tego samego tematu.
– Chcę poczuć dwóch naraz – mówiła cicho, ale stanowczo. – Ciebie i kogoś jeszcze. Żebym miała pełne ręce, pełne usta, pełną cipkę… albo cipkę i dupę. Nie wiem jeszcze. Po prostu dwóch.
Kamil pocałował ją w ramię i obiecał, że wieczorem coś wymyślą. I wymyślił.
Zabrali się do klubu dopiero po jedenastej. Kolejka przed wejściem była długa, muzyka dudniła już zza drzwi. Milena wyglądała tak, jakby wyszła z wyraźnym zamiarem, by ktoś na nią patrzył i chciał jej dotykać.
Miała na sobie bardzo krótką, czarną sukienkę z cienkiego, lekko połyskującego materiału. Sukienka była na cienkich ramiączkach, dekolt głęboki, prawie do mostka, a materiał tak obcisły, że każdy kształt jej ciała był idealnie zarysowany – okrągłe piersi, wąska talia, biodra, linia łona. Dolna krawędź kończyła się zaledwie kilka centymetrów pod pośladkami; kiedy szła, przy każdym kroku widać było dolną linię jej tyłka. Pod spodem nie miała biustonosza – sutki wyraźnie odciskały się pod materiałem. Na dole tylko cienkie, czarne stringi, których pasek co chwilę wychylał się spod sukienki. Na nogach czarne, matowe pończochy do połowy uda, trzymane przez wąskie, koronkowe paski, i wysokie, czarne szpilki na cienkim obcasie. Włosy spięte wysoko, w ciasny kucyk, który odsłaniał całą szyję i ramiona. Makijaż mocniejszy niż zwykle: czarna kreska na powiekach, podkreślone rzęsy, usta w kolorze ciemnej czerwieni. Na nadgarstku jedna cienka, srebrna bransoletka, na szyi ten sam delikatny łańcuszek.
Weszli. Muzyka uderzyła ich od razu. Kamil poszedł najpierw do toalety. W kolejce stanął obok wysokiego, szczupłego faceta w wieku studenckim. Marcin – jak się przedstawił – miał krótkie, jasnobrązowe włosy, lekką szczękę i swobodny uśmiech. Rozmawiali chwilę o niczym, o kolejce, o muzyce. Kiedy wychodzili, Kamil rzucił mimochodem, że jest z dziewczyną i że jeśli chce, może podejść do stolika.
Marcin pojawił się po kilkunastu minutach. Usiadł naprzeciwko, od razu rzucając okiem na Milenę. Ona uśmiechnęła się do niego otwarcie, bez żadnego skrępowania. Kamil zamówił drinki. Rozmowa płynęła łatwo – studia, kluby, to, jak mało ludzi naprawdę wie, czego chce. Marcin co chwilę spoglądał na dekolt Mileny, na jej uda w pończochach, na sposób, w jaki przesuwała językiem po słomce.
Milena siedziała między nimi, lekko rozparta. Jedną ręką sięgnęła pod stół i położyła dłoń na udzie Kamila, potem wyżej, aż znalazła jego już twardniejącego penisa przez materiał spodni. Zaczęła masować powoli, dokładnie, kciukiem przecierając główkę przez tkaninę. Jednocześnie zsunęła jedną nogę z szpilki i bosą stopą w czarnej pończochę sięgnęła pod stół do Marcina. Znalazła jego krocze i zaczęła pocierać stopą – najpierw delikatnie, potem coraz pewniej, wyczuwając, jak twardnieje pod jej podeszwą.
Marcin przełknął ślinę, ale nie odsunął się. Kamil poczuł, jak dłoń Mileny ściska go coraz mocniej. Spojrzał na nią. Ona uśmiechnęła się tylko kącikiem ust, wciąż masując obu jednocześnie – ręką jego, stopą Marcina – i wreszcie pochyliła się blisko ucha Kamila, tak blisko, że poczuł jej ciepły oddech na skórze, i szepnęła…
Kamil przez moment tylko patrzył Milenie w oczy, wciąż czując jej dłoń na swoim twardym penisie i jej stopę pracującą na Marcina. Potem powoli, wyraźnie, skinął głową.
Odwrócił się do Marcina, który siedział naprzeciwko z lekko otwartymi ustami i wyraźnie zarysowanym wybrzuszeniem w spodniach.
– Jedziemy do mnie – powiedział Kamil spokojnie, ale stanowczo. – Konkurencyjna impreza. Tylko we trójkę. Jeśli masz ochotę.
Marcin nie potrzebował chwili na zastanowienie. Skinął głową, odstawił drinka i wstał razem z nimi.
Wyszli z klubu szybko. Nocne powietrze było chłodniejsze, ale nikt z nich nie zwracał na to uwagi. Kamil trzymał Milenę w talii, dłoń nisko, prawie na pośladku, a Marcin szedł z drugiej strony, co chwilę rzucając okiem na jej nogi w czarnych pończochach i na to, jak krótka sukienka podjeżdża przy każdym kroku. Do mieszkania Kamila dotarli taksówką. W windzie panowała gęsta, naładowana cisza – Milena stała między nimi, tyłem oparta o lusterko, a obaj chłopacy patrzyli na nią tak, jakby już ją rozbierali wzrokiem.
Drzwi mieszkania zamknęły się za nimi z cichym kliknięciem. Światło w przedpokoju było ciepłe, przyciemnione. Ledwo zdążyli zdjąć buty, a Kamil już przyciągnął Milenę do siebie i pocałował głęboko, wsuwając język między jej ciemnoczerwone usta. Marcin podszedł od tyłu, odsunął jej kucyk i pocałował w szyję, potem wyżej, w miejsce za uchem. Milena westchnęła w usta Kamila, kiedy poczuła dwie pary dłoni na swoim ciele.
Przeszli do salonu. Kamil usiadł na kanapie, przyciągając Milenę między swoje nogi. Marcin stanął przed nią. Najpierw Kamil znów pocałował ją długo, wolno, jednocześnie zsuwając cienkie ramiączka sukienki z jej ramion. Materiał zsunął się w dół, odsłaniając piersi – okrągłe, z już stwardniałymi sutkami. Marcin pochylił się i wziął jeden sutek do ust, ssał delikatnie, kręcąc językiem, podczas gdy Kamil całował ją dalej i dłonią masował drugą pierś.
Potem zamienili się. Marcin uniósł jej twarz i pocałował – inaczej niż Kamil, trochę niepewniej na początku, potem coraz głębiej, coraz bardziej wymagająco. Kamil w tym czasie zsunął sukienkę niżej, przez biodra, aż materiał spadł na podłogę. Została tylko w czarnych stringach, pończochach do połowy uda i szpilkach. Kamil ukląkł przed nią, wziął pasek stringów między zęby i ściągnął je powoli w dół, po nogach, aż mogła je kopnąć na bok. Marcin całował jej szyję i ramiona, dłonie gładząc piersi od tyłu.
Kamil wstał, a Marcin znów przejął jej usta. Całowali się namiętnie, podczas gdy Kamil zsuwał jej pończochy… nie, zostawił je. Tylko poprawił koronkową gumę wyżej na udzie, gładząc skórę nad nią. Milena stała teraz całkowicie naga poza czarnymi, matowymi pończochami do połowy uda i szpilkami, które wciąż miała na stopach. Jej kucyk był już rozczochrany, czerwona szminka rozmazana na ustach i na ustach obu chłopaków, piersi unosiły się szybko, a między nogami błyszczała wyraźna wilgoć.
Kamil i Marcin stanęli po obu jej stronach, wciąż na przemian całując jej usta, szyję, ramiona, podczas gdy ona stała między nimi naga, tylko w pończochach, gotowa na to, co miało zaraz nadejść.
Milena nie potrzebowała żadnego dodatkowego znaku. Po prostu zsunęła się na kolana między nimi, na miękki dywan. Sięgnęła najpierw do Kamila – rozpięła mu spodnie, ściągnęła je razem z bokserkami w dół i objęła dłonią jego już całkowicie twardego, grubego penisa. Przeciągnęła językiem od nasady aż po czubek, zbierając preejakulat, a potem wzięła główkę głęboko do ust. Ssała mocno, kręcąc głową, ślina od razu zaczęła spływać po trzonie. Po kilkunastu sekundach puściła go z mokrym odgłosem i odwróciła się do Marcina. Wyjęła jego kutasa – dłuższy, nieco cieńszy, ale solidnie twardy – i bez wahania wzięła go do gardła tak głęboko, jak tylko mogła. Krztusiła się lekko, oczy jej łzawiły, ale nie odsuwała się. Gardło ścisnęło się wokół niego, a ona tylko mocniej nacisnęła głową do przodu, aż nos prawie dotknął jego brzucha.
Na przemian. Raz Kamil, raz Marcin. Brała ich coraz głębiej, coraz bardziej zachłannie. Ślina spływała jej po brodzie, po piersiach, po czarnych pończochach. Cipka była już tak mokra, że kiedy rozchyliła nieco uda, widać było, jak cienka ścieżka wilgoci spływa po wewnętrznej stronie uda aż do koronki pończochy. Starała się za każdym razem wziąć więcej – dławiąc się, kaszląc cicho, ale wracając natychmiast, wsuwając kutasa aż do momentu, gdy oczy robiły się jej szkliste.
Nad jej głową Marcin i Kamil spojrzeli na siebie. Przez chwilę tylko oddychali ciężko, patrząc, jak ona pracuje na kolanach. Potem Marcin pochylił się do przodu i pocałował Kamila. Najpierw niepewnie, prawie experimentalnie, potem głębiej, wsuwając język, trzymając go za kark. Kamil odpowiedział od razu – pocałunek stał się namiętny, mokry, ich zęby lekko stuknęły o siebie. Milena właśnie miała w ustach Marcina, kiedy to zauważyła. Puściła go powoli, odchyliła głowę do tyłu i przez kilka sekund tylko patrzyła, jak dwóch chłopaków całuje się tuż nad nią, podczas gdy ich kutasy, lśniące od jej śliny, sterczały tuż przy jej twarzy.
Kiedy wreszcie się oderwali od siebie, milcząc i oddychając ciężko, Milena otarła usta grzbietem dłoni i powiedziała głosem ochrypłym od głębokiego ssania:
– Kurwa… ten widok mnie mega kręci. Naprawdę mocno.
Nie dała im chwili na odpowiedź. Wstała na chwilę, złapała Kamila za ramiona i mocno popchnęła go w tył, tak że opadł na kanapę w pozycji siedzącej, z rozpostartymi nogami i wciąż twardym, ociekającym śliną kutasem.
Milena nie traciła czasu. Odwróciła się tyłem do siedzącego na kanapie Kamila, rozstawiła szeroko nogi i złapała jego grubego, lśniącego od śliny penisa u nasady. Przeciągnęła główką po swoich mokrych wargach, raz i drugi, zbierając wilgoć, a potem powoli, centymetr po centymetrze, zaczęła się na niego opuszczać. Pochwa była tak mokra, że wszedł gładko, ale grubość wciąż rozciągała ją wyraźnie. Kiedy usiadła do samego końca, aż jej pośladki oparły się o jego biodra, sapnęła głośno i przez chwilę tylko siedziała nieruchomo, przyzwyczajając się do uczucia pełności.
Potem uniosła się i opadła. I znowu. Zaczęła ujeżdżać go rytmicznie, plecami do jego piersi, trzymając się jego kolan dla równowagi. Każde opadnięcie było głębokie – brała całą długość, aż jądra Kamila przyciskały się do jej krocza. Pończochy napinały się na jej udach, szpilki wciąż miała na stopach, a czarny kucyk podskakiwał przy każdym ruchu. Kamil trzymał ją za biodra, pomagając jej w tempie, wbijając się w górę, kiedy ona opadała.
Marcin stanął tuż przed nią, na kanapie, trzymając swojego kutasa u nasady. Milena nie musiała się schylać daleko – od razu pochyliła głowę i wzięła go do ust. Ssała głęboko, w rytm swojego ujeżdżania. Kiedy opadała na Kamila, jednocześnie wsuwała Marcina głębiej do gardła; kiedy unosiła się, puściła go prawie do główki, by znów wziąć głęboko przy kolejnym ruchu bioder. Ślina spływała jej po brodzie i spadała na piersi Kamila. Krztusiła się co jakiś czas, ale nie zwalniała – brała obu naraz, cipką i ustami, mokre odgłosy ssania mieszały się z odgłosami jej ciała uderzającego o biodra Kamila.
Siedziała na nim tyłem, ujeżdżała coraz szybciej, coraz mocniej, a nad nią Marcin trzymał ją delikatnie za kucyk, pomagając jej brać głębiej, podczas gdy ona nie przestawała poruszać biodrami w dół i w górę na twardym kutasie swojego chłopaka.
Milena uniosła się z kutasa Kamila z mokrym, głośnym odgłosem i odwróciła się do Marcina, wciąż ciężko oddychając, z ustami lśniącymi od śliny.
– Połóż się – rozkazała ochrypłym głosem. – Na dywanie. Na plecach.
Marcin posłusznie zsunął się z kanapy i położył na środku salonu. Milena natychmiast przekroczyła go w szerokim rozkroku, uklęknęła nad nim i złapała jego twardego penisa. Przeciągnęła główką po swojej ociekającej cipce, a potem opuściła się jednym, zdecydowanym ruchem aż do końca. Marcin sapnął, kiedy jej gorące, mokre wnętrze otoczyło go całkowicie. Milena pochyliła się nad nim, opierając dłonie po obu stronach jego głowy, i zaczęła powoli ujeżdżać – twarzą do niego, piersiami prawie dotykając jego klatki, kucyk spadający mu na twarz.
Kamil klęknął za nią. Nałożył obficie śliny i resztki lubrykantu, który zawsze trzymał w szufladzie stolika, na swojego grubego penisa i na jej odbyt. Rozchylił jej pośladki kciukami i przyłożył główkę do ciasnego wejścia. Nacisnął powoli. Milena jęknęła głośno, kiedy pierścień mięśni zaczął się rozciągać wokół niego. Kamil wchodził centymetr po centymetrze, czując, jak jej odbyt ściska go niemal boleśnie, a jednocześnie przez cienką ściankę wyczuwał kutasa Marcina poruszającego się w jej cipce. Kiedy wszedł do samego końca, obaj byli w niej naraz – gruby penis Kamila w pupie, dłuższy kutas Marcina w pochwie.
Zaczęli się ruszać. Najpierw wolno, oswajając się z rytmem. Kamil wycofywał się, kiedy Marcin wchodził głębiej, potem na odwrót. Milena zawyła z przyjemności, kiedy obaj trafili w ten sam moment i wbiłi się jednocześnie. Tempo rosło. Klaśnięcia ciał, mokre odgłosy, ciężkie oddechy wypełniły cały salon. Milena była całkowicie wypełniona – czuła każdego z nich osobno i obu naraz, jakby całe jej wnętrze było rozciągnięte do granic. Kucyk podskakiwał, piersi kołysały się nad twarzą Marcina, a ona sama co chwilę całowała go głęboko, potem odchylała głowę do tyłu, jęcząc bez kontroli.
Pierwszy orgazm nadszedł nagle. Jej ciało zesztywniało, obie dziurki zacięły się wokół chłopaków serią gwałtownych skurczów, a ona krzyknęła głośno, dochodząc tak mocno, że na moment straciła rytm. Kamil i Marcin nie zwolnili – przeciwnie, wykorzystali jej pulsowanie i zaczęli posuwać jeszcze ostrzej, jeszcze głębiej. Milena ledwo złapała oddech, a już druga fala zaczęła narastać. Tym razem było jeszcze intensywniej – czuła, jak obaj uderzają w nią jednocześnie, jak ich jądra biją o jej krocze, jak ścianki między nimi są tak cienkie, że prawie czuje ich kutasy ocierające się o siebie przez jej ciało. Drugi orgazm zerwał się z niej z jeszcze głośniejszym krzykiem; całe ciało drżało, nogi straciły siłę, a ona osunęła się niżej na Marcina, wciąż jednak biorąc obu do końca.
To wystarczyło chłopakom. Marcin uniósł biodra i trysnął pierwszy – głęboko w jej cipkę, długimi, gorącymi pulsowaniami. Chwilę później Kamil wbił się do samego końca jej pupy i doszedł z niskim, zwierzęcym jękiem, wypełniając jej odbyt gęstą spermą. Oboje jeszcze przez kilka sekund poruszali się w niej, wyciskając z siebie resztę, podczas gdy Milena leżała na Marcinie, całkowicie wypełniona, ociekająca, z dwoma orgazmami wciąż drgającymi w mięśniach.
Milena powoli uniosła się z obu kutasów, pozwalając, by gęsta sperma wypłynęła z jej cipki i z pupy, spływając po udach i po czarnych pończochach. Usiadła na dywanie obok, wciąż ciężko oddychając, i spojrzała na Marcina z zadowolonym, lekko dominującym uśmiechem.
– Byłeś u nas na miłej imprezie – powiedziała ochryple. – Teraz twoja kolej, żeby nas wyczyścić. Oboje.
Marcin nie protestował. Wręcz przeciwnie – od razu pochylił się między rozchylone nogi Mileny. Językiem zaczął zbierać wszystko, co z niej wypływało: jej soki, gęstą spermę Kamila i swoją własną. Lizał dokładnie, wsuwając język głęboko do cipki, ssąc wargi, zbierając każdą kroplę, która spływała niżej, w stronę odbytu. Milena trzymała go za jasnobrązowe włosy i przyciskała mocniej, poruszając biodrami w rytm jego języka.
Potem, z wyraźnym wahaniem, ale bez słowa sprzeciwu, Marcin przesunął się do Kamila. Kamil leżał jeszcze na plecach, jego gruby penis był półtwardy, lśniący od śliny, soków i spermy. Marcin najpierw tylko oblizał czubek, zbierając resztki, potem wziął więcej, czyszcząc całą długość powolnymi, dokładnymi ruchami języka. Wahanie zniknęło szybko – kiedy poczuł, że kutas Kamila znów zaczyna twardnieć w jego ustach, ssał coraz pewniej, coraz głębiej.
Kamil sapnął, kiedy Marcin wziął go prawie do końca, aż do gardła. Zrobił mu loda z pełnym połykiem – nos przyciśnięty do brzucha, gardło ściskające grubą żołądź, ślina spływająca obficie. W tym samym momencie Milena przekroczyła twarz Kamila i usiadła na niej mocno, rozchylając wargi nad jego ustami. Kamil od razu wsunął język głęboko, liżąc ją zachłannie, ssąc łechtaczkę, zbierając wszystko, co jeszcze z niej spływało.
Milena ujeżdżała jego twarz, trzymając się wezgłowia kanapy, a pod nią Marcin ssał Kamila coraz szybciej, coraz głębiej, dławiąc się, ale nie odpuszczając. Kamil czuł jednocześnie mokre, gorące wnętrze Mileny na ustach i ciasne gardło Marcina wokół swojego penisa. Tempo rosło. Milena jęczała głośno, przyciskając się mocniej, a Kamil lizał ją bez tchu, wsuwając język tak głęboko, jak tylko mógł.
Orgazm przyszedł im niemal razem. Najpierw Kamil – jądra ściągnęły się, a on trysnął prosto w usta i gardło Marcina, długimi, gęstymi strumieniami. Marcin przełknął wszystko, nie odrywając ust, tylko jeszcze mocniej ssąc. W tej samej chwili Milena doszła na języku Kamila – jej uda zacisnęły się wokół jego głowy, cipka zadrgała mocnymi skurczami, a sok spłynął mu obficie po brodzie i po szyi, podczas gdy ona krzyczała, wciąż siedząc mu na twarzy.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz