Po prysznicu Milena stała przed otwartą walizką w samym ręczniku, marszcząc brwi.
– Nie wiem, co na siebie włożyć – mruknęła. – Za elegancko będzie sztucznie, za zwyczajnie – szkoda wieczoru.
Kamil podszedł od tyłu, objął ją i pocałował w szyję.
– Ubierz się swobodnie – powiedział nisko – ale tak, żebym przez cały posiłek myślał tylko o tym, co zrobię ci po powrocie. Wyuzdanie, ale bez krzyku. Tak, żebym tylko to wiedział.
Milena uśmiechnęła się krzywo i po chwili wybrała.
Wyszła z łazienki w bardzo krótkiej, białej lnianej sukience na cienkich ramiączkach. Materiał był lekki, prawie przezroczysty w świetle, dekolt sięgał nisko, a dolna krawędź kończyła się zaledwie kilka centymetrów pod pośladkami. Pod spodem nie miała biustonosza – sutki wyraźnie zarysowywały się przy każdym ruchu. Na dole tylko cienkie, białe bawełniane stringi, których pasek co chwilę wychylał się, kiedy się schylała. Na nogach złote, płaskie sandały z cienkimi paskami. Włosy rozpuszczone, lekko wilgotne jeszcze po prysznicu, opadały swobodnie na ramiona. Makijaż minimalny: tylko tusz i lekko nabłyszczone usta. Na nadgarstku srebrna bransoletka, na szyi delikatny łańcuszek.
Wyglądała jak dziewczyna, która właśnie wstała z leżaka i postanowiła zejść na kolację – swobodnie, słonecznie, a jednocześnie tak, że każdy mężczyzna w restauracji musiałby się mocno pilnować, żeby nie patrzeć zbyt długo.
Zeszli windą. W hotelowej restauracji panował ciepły, wieczorny półmrok, stoły nakryte białymi obrusami, w tle cicha muzyka. Usiedli przy stoliku z widokiem na morze. Zamówili wino i lekkie greckie dania. Rozmawiali swobodnie – o tym, co zobaczą jutro, o studiach, które za chwilę się zaczną, o tym, jak dziwnie jest być tak daleko od Warszawy i jednocześnie tak blisko siebie.
Kamil przez cały posiłek ledwo skupiał się na jedzeniu. Emocje miał intensywne i bardzo konkretne. Patrzył na nią i czuł jednocześnie czułość i ostre, narastające pożądanie. Biała sukienka przy każdym jej ruchu odsłaniała więcej uda, sutki rysowały się pod materiałem, a świadomość, że pod spodem ma tylko cienkie stringi, sprawiała, że twardniał mimo woli. Jednocześnie w piersi rozlewało mu się ciepłe, spokojne uczucie – to była jego dziewczyna, ta sama, z którą rano kochał się na tarasie, ta sama, której powiedział „do końca świata”. Widok jej śmiejącej się przez stół, z rozpuszczonymi włosami i lekko nabłyszczonymi ustami, dawał mu poczucie, że właśnie ma wszystko, czego chciał. I że wieczór dopiero się zaczyna.
Po kolacji zeszli do hotelowego baru. Usiedli przy wysokim stoliku przy oknie z widokiem na nocne morze. Zamówili drinki – ona Aperol Spritz, on whisky z lodem. Atmosfera była lekka, rozmowa płynęła swobodnie, kiedy do ich stolika podeszła dziewczyna.
– Hej… mogę usiąść? – spytała z miękkim, brytyjskim akcentem. – Alice.
Była czarnoskóra, około dwudziestu jeden lat, 170 cm wzrostu. Sylwetka smukła, ale kobieca: piersi pełne, biodra wyraźne, długie nogi. Twarz o delikatnych rysach, pełne usta, duże, ciemne oczy, krótkie, naturalnie kręcone włosy ułożone w mały, zadbany afro. Skóra gładka, głęboko brązowa, lśniąca w świetle baru.
Strój miała letni i bardzo odsłaniający: krótki, biały top na cienkich ramiączkach, tak krótki, że odsłaniał cały brzuch, i bardzo krótkie, białe szorty z wysokim stanem, które ledwo zakrywały pośladki. Na nogach złote, płaskie sandały. Na nadgarstkach kilka cienkich, złotych bransoletek, w uszach małe, złote kolczyki. Całość wyglądała swobodnie, wakacyjnie, a jednocześnie wyraźnie seksownie.
Usiedli we trójkę. Rozmawiali najpierw o Korfu, o pogodzie, o tym, skąd kto jest. Po kilkunastu minutach Alice odstawiła kieliszek, spojrzała najpierw na Milenę, potem na Kamila i powiedziała spokojnie, z lekkim uśmiechem:
– Widziałam was wcześniej. Z mojego tarasu. Jak się kochaliście. Na waszym tarasie.
Zapanowała krótka cisza.
– Twoja uroda zrobiła na mnie ogromne wrażenie – kontynuowała, patrząc prosto na Milenę. – Naprawdę. A tobie… – spojrzała na Kamila, potem z powrotem na Milenę – zazdroszczę rozmiaru jego penisa. Widziałam wystarczająco dużo.
Emocje Kamila i Mileny uderzyły w nich jednocześnie, tylko inaczej. Kamil poczuł najpierw ostry, gorący dreszcz – mieszankę zakłopotania, podniecenia i dziwnej dumy. Ktoś ich widział. Ktoś konkretnie komentował jego rozmiar i urodę jego dziewczyny. Twardniał mimo woli, a w głowie kłębiły się obrazy: Alice stojąca na swoim tarasie, patrząca, jak bierze Milenę. Jednocześnie czuł lekkie napięcie – nie wiedział jeszcze, dokąd ta rozmowa zmierza.
Milena z kolei najpierw poczuła gorąco na policzkach. Wstyd. Potem, niemal natychmiast, falę podniecenia. Ktoś je oglądał. Ktoś piękna, obca dziewczyna siedzi teraz przy ich stoliku i mówi wprost, że jej zazdrości. Spojrzała na Alice, potem na Kamila, i w piersi rozlało jej się dziwne, gorące uczucie – mieszanka zażenowania, ciekawości i wyraźnego, narastającego podniecenia. Ścisnęła kolana, czując, że znów robi się mokra.
Alice zaprosiła ich bez ogródek do swojego pokoju. Zeszli korytarzem do jej pokoju na tym samym piętrze. Drzwi zamknęły się za nimi miękko. Pokój był podobny do ich – jasny, z tarasem, tylko zasłony były już zasunięte.
Alice nie traciła czasu. Podeszła do Mileny, wzięła jej twarz w dłonie i pocałowała. Najpierw delikatnie, potem coraz głębiej. Milena odpowiedziała, najpierw z lekkim wahaniem, potem z rosnącą pewnością. Ręce Alice zsunęły białą sukienkę z ramion Mileny, odsłaniając piersi. Potem obie zsunęły się na duże łóżko.
Kamil stał chwilę, patrząc. Potem powoli rozebrał się do naga. Jego gruby penis był już całkowicie twardy. Podszedł bliżej, klęknął przy głowie Mileny i podał jej go do ust. Milena wzięła go bez wahania – wsunęła główkę między usta i zaczęła ssać, podczas gdy Alice zsuwała się niżej, rozchylała jej uda i przykładała usta do mokrej już cipki.
Alice lizała powoli, dokładnie, zbierając każdy sok, ssąc łechtaczkę, wsuwając język głęboko. Jednocześnie jedna dłoń ściskała pierś Mileny. Milena ssała Kamila rytmicznie, czasem krztusząc się, kiedy Alice trafiała szczególnie czułe miejsce. Orgazm nadszedł dość szybko – ciało Mileny napięło się, uda zacisnęły się wokół głowy Alice, a ona jęknęła wokół penisa Kamila, dochodząc mocno, z biodrami unoszącymi się naprzeciwko języka drugiej dziewczyny.
Emocje Kamila były intensywne i wielowarstwowe. Patrzył, jak obca, piękna dziewczyna liże jego kobietę, jak Milena drży i dochodzi, mając jednocześnie jego kutasa w ustach. Czuł ostrą zazdrość i jeszcze ostrzejsze podniecenie. Miłość do Mileny mieszała się z pożądaniem do sytuacji samej w sobie. Widok ciemnych dłoni Alice na białej skórze Mileny, dźwięk jej ssania i jęków jego dziewczyny sprawiały, że penis tętnił w jej ustach prawie boleśnie. Był dumny, podniecony i jednocześnie głęboko połączony z Mileną – nawet teraz, a może właśnie teraz.
Milena czuła się rozdarta w najlepszy możliwy sposób. Usta Alice na jej cipce były inne niż usta Kamila – miększe, inaczej rytmiczne, bardziej kobiece. Przyjemność była silna, mokra, rosnąca. Jednocześnie miała w ustach znajomy, kochany smak Kamila. Orgazm, który ją zerwał, był nie tylko fizyczny – był emocjonalny. Pozwalała sobie na to przy nim, z nim, dla niego. Kochała go. Była jego. A jednocześnie pozwalała innej kobiecie doprowadzić się do orgazmu, trzymając jego penisa głęboko w ustach. Ta sprzeczność napędzała wszystko. Kiedy dochodziła, oczy miała zamknięte, ale w głowie było tylko jedno: on jest tutaj, on na to patrzy, on to akceptuje, on to kocha razem ze mną.
Po chwili ochłonięcia Milena uniosła się, odwróciła się do Alice i powoli, prawie ceremonialnie, rozchyliła jej uda. Pochyliła się i zaczęła lizać – dokładnie, dokładnie przygotowując. Język wchodził głęboko, zbierał wilgoć, krążył wokół wejścia, aż Alice zaczęła cicho jęczeć i unosić biodra. Dopiero wtedy Milena odsunęła się, spojrzała na Kamila i skinęła głową.
Kamil klęknął między nogami Alice. Przyłożył grubą, jasną główkę do ciemnych, lśniących warg i powoli wsunął się do środka. Kontrast był uderzający – biały, gruby kutas zagłębiający się centymetr po centymetrze w czarną, ciasną cipkę. Milena klęczała z boku i nie mogła oderwać wzroku. Patrzyła zafascynowana, jak jasna skóra znika w ciemnym, mokrym wnętrzu, jak żyły napinają się, jak Alice rozchyla się pod nim.
Kiedy Kamil wszedł do końca i zaczął posuwać, rytmicznie, głęboko, Milena przekroczyła twarz Alice i usiadła nad nią, rozchylając własne uda. Alice od razu uniosła głowę i zaczęła ją lizać. Jednocześnie Milena pochyliła się do przodu i pocałowała Kamila – namiętnie, mokro, głęboko, podczas gdy on wbijał się w drugą dziewczynę tuż pod nimi.
Rytm stał się wspólny. Kamil posuwał Alice, Alice lizała Milenę, a Milena całowała Kamila bez przerwy. Odgłosy ciał, ciężkie oddechy i mokre dźwięki wypełniły pokój.
Emocje Kamila były intensywne i rozwarstwione. Fizycznie czuł obcą, bardzo ciasną i gorącą cipkę ściskającą go inaczej niż Milena. Widok własnego białego penisa znikającego w ciemnej skórze Alice był hipnotyzujący. Jednocześnie całował swoją dziewczynę, czuł jej oddech, jej język, jej miłość. Ta podwójność – pieprzyć kogoś innego i jednocześnie całować tę, którą kocha – dawała mu poczucie absolutnej wolności i jednocześnie absolutnego zakotwiczenia. Orgazm narastał szybko, napędzany zarówno ciałem Alice, jak i ustami Mileny.
Milena czuła się niemal odurzona. Patrzyła z bliska, jak kutas jej chłopaka wchodzi w inną kobietę – i zamiast zazdrości czuła głęboką, mokrą fascynację. Język Alice na jej cipce był intensywny, a pocałunki Kamila dawały jej poczucie, że mimo wszystko to oni we dwoje są w centrum tego wszystkiego. Kochała go. Była jego. A jednocześnie pozwalała mu brać kogoś innego i czerpała z tego ostrą, prawie bolesną przyjemność. Kiedy orgazm nadszedł, zerwał się z niej mocno – uda zadrżały nad twarzą Alice, a ona jęknęła prosto w usta Kamila.
Chwilę później Alice zacięła się wokół Kamila, dochodząc z wysokim, stłumionym dźwiękiem. To wystarczyło. Kamil wbił się głęboko i trysnął w nią, pulsując długo, nie odrywając ust od ust Mileny. Wszyscy troje zadrżeli razem, spleceni, spoceni, wypełnieni sobą nawzajem, podczas gdy za zasłoniętymi oknami szumiało nocne morze.
Milena powoli osunęła się na Alice, układając się z nią w pozycji 69. Rozchylone uda, twarze przy kroczach, ciała splecione. Z bliska zobaczyła to, co ją najbardziej w tej chwili hipnotyzowało: gęsta, śnieżnobiała sperma Kamila powoli wypływała z ciemnej, spuchniętej cipki Alice, spływając po wewnętrznej stronie uda i po prześcieradle. Kontrast był tak ostry, że Milena na chwilę zatrzymała oddech.
Pochyliła się i zaczęła lizać. Długimi, dokładnymi ruchami języka zbierała wszystko – warmą spermę wymieszaną z sokami Alice. Wsuwała język głęboko, połykała, wracała po kolejne krople. Smak był intensywny, słony, lekko metaliczny, znajomy i jednocześnie obcy. Delektowała się nim świadomie, prawie ceremonialnie.
Kamil klęczał z boku i patrzył. Widok własnej spermy wypływającej z czarnej cipki prosto w usta jego dziewczyny był dla niego prawie zbyt mocny. Twardniał znowu błyskawicznie. Nie wytrzymał długo. Przesunął się za Milenę, rozchylił jej pośladki i wszedł w nią od tyłu jednym głębokim ruchem. Zaczynał posuwać ostro, trzymając ją za biodra.
Alice, wciąż mając twarz między nogami Mileny, nie tylko lizała jej cipkę – kiedy Kamil się wycofywał, jej język zsuwał się niżej i oblizywał jego jądra, zbierając wszystko, co spływało. Rytm stał się wspólny i bardzo intensywny: Kamil wbijał się w Milenę, Alice lizała obie naraz, a Milena wciąż czyściła językiem cipkę Alice.
Emocje Kamila były niemal nie do uniesienia. Fizycznie czuł ciasną, mokrą pochwę swojej dziewczyny i jednocześnie ciepły język Alice na jajach. Wizualnie miał przed oczami obraz, który wrył mu się w pamięć na stałe: biała sperma na czarnej skórze, język Mileny, który tę spermę zbiera. Miłość i czyste, zwierzęce podniecenie stały się w tej chwili jednym. Orgazm narastał szybko, napędzany wszystkim naraz.
Milena czuła się całkowicie oddana i jednocześnie całkowicie wolna. Smak spermy Kamila wymieszanej z sokami Alice był dla niej w tej chwili najintensywniejszą rzeczą na świecie. Bycie brana od tyłu, podczas gdy inna kobieta liże ją i jego jednocześnie, dawało jej poczucie, że przekracza kolejne granice – ale zawsze z nim, zawsze dla niego. Kochała go. Była jego. A jednocześnie pozwalała, by wszystko to działo się właśnie tak. Kiedy orgazm nadszedł, zerwał się z niej mocno – ciało zadrżało, cipka zacięła się wokół Kamila, a ona jęknęła prosto w cipkę Alice.
Chwilę później Kamil wbił się do końca i trysnął drugi raz – głęboko w Milenę. Kiedy powoli wycofał się, gęsta sperma zaczęła wypływać z jej cipki prosto w dół, prosto w otwarte, czekające usta Alice. Alice przełknęła wszystko, co spłynęło, liżąc do ostatniej kropli, podczas gdy wszyscy troje jeszcze drżeli, spleceni, spoceni i całkowicie wyczerpani.
Po wszystkim ubrali się powoli, prawie w milczeniu. Alice uśmiechnęła się do nich miękko, bez żadnego skrępowania. Przy drzwiach Milena przytuliła ją krótko, Kamil pocałował ją w policzek. Podziękowali sobie nawzajem cicho, bez zbędnych słów. Potem wrócili korytarzem do własnego pokoju.
Milena miała na sobie z powrotem tę samą białą, lnianą sukienkę na cienkich ramiączkach – teraz już pomiętą, lekko wilgotną w miejscach, z rozczochranymi włosami i ustami bez błyszczyku. Stringi trzymała w dłoni, nie założyła ich z powrotem. Sandały niosła w drugiej ręce. Wyglądała na zmęczoną, rozluźnioną i bardzo piękną w tym niedbałym, postkoitalnym nieładzie. Skóra lśniła lekko, na szyi i udach widać było ślady pocałunków i uchwytów, a w oczach miała spokój, którego nie było w niej jeszcze kilka godzin wcześniej.
W pokoju zgasili główne światło, zostawili tylko małą lampkę przy łóżku. Położyli się nago, przytuleni, twarzą do siebie. Przez dłuższy czas tylko leżeli, głaszcząc się nawzajem po plecach, po włosach, po ramionach.
– Wiesz… – zaczęła cicho Milena – każde kolejne przekroczenie granicy z tobą sprawia, że czuję się jeszcze bardziej twoja. Nie mniej. Bardziej.
Kamil pocałował ją w czoło.
– Bo robimy to razem – odparł. – Nie osobno. Nie przeciwko sobie. Razem. I dlatego to nas spaja, a nie rozrywa.
Rozmawiali jeszcze długo, półszeptem, o tym, co czuli, kiedy patrzyli na siebie w trakcie seksu z Alice, o zazdrości, która mieszała się z pożądaniem, o tym, że miłość nie tylko wytrzymała, ale stała się gęstsza. Emocje obojga były w tym momencie bardzo podobne: głęboka czułość, zmęczenie, satysfakcja i cicha, pewna wdzięczność za to, że mają siebie nawzajem w taki właśnie sposób.
Po jakimś czasie Kamil zsunął się niżej. Rozchylił jej uda, uniósł biodra i pochylił się między jej pośladki. Język najpierw tylko musnął okolicę odbytu, potem zaczął krążyć, naciskać, wsuwać się powoli. Lizał dokładnie, wilgotno, bez pośpiechu. Milena westchnęła długo, wplatając palce w jego włosy. Przyjemność narastała wolno, ale bardzo intensywnie – inna niż wcześniej, głębsza, bardziej intymna. Kiedy orgazm wreszcie nadszedł, był cichy i długi. Ciało zadrżało jej w jego ramionach, uda zacisnęły się lekko, a ona tylko cicho sapnęła jego imię.
Potem Kamil wspiął się z powrotem do góry, przytulił ją mocno od tyłu, jedno ramię pod jej głową, drugie na brzuchu. Milena wplotła palce w jego dłoń. Oboje byli całkowicie wyczerpani, czyści emocjonalnie i fizycznie. Za oknem szumiało morze. Zasypiali przytuleni, skóra przy skórze, oddechy synchronizujące się coraz bardziej, aż w końcu oboje zapadli w głęboki, spokojny sen.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz