
Wymknęłam się cicho z materaca i zeszłam na dół. W kuchni stała naga Ewelina i suszyła włosy ręcznikiem. Podeszłam i pocałowałam ją na powitanie. Odwzajemniła pocałunek wolno, sennie, z uśmiechem.
— Głodna? — zapytała.
Pokiwałam głową.
— To leć pod prysznic, a ja ci zrobię kanapkę.
Pod prysznicem myłam się długo, pozwalając ciepłej wodzie spływać po ciele. Myślałam z rosnącą niechęcią o wieczornym powrocie do domu, do normalności, do szkoły i rodziców. Ale wiedziałam też, że to nie koniec. Z Kingą, bliźniakami, Eweliną i Dawidem na pewno będę miała kontakt – w końcu to rodzina Marcina i Wery. Z Kamilą również, tym bardziej że wyraźnie widziałam, jak między nią a Martą coś się rodzi. Kibicowałam im z całego serca. A Kinga najwyraźniej miała na celowniku seksownego Michała, który okazał się nie tylko dobry w łóżku, ale też zabawny i elokwentny. Wyglądał na całkowicie zauroczonego.
Otrząsnęłam się z myśli, wyłączyłam wodę i wyszłam z łazienki. Naga Ewelina stała przy blacie i wyglądała pięknie – brzuch, piersi, mokre włosy przylegające do ramion. Zjadłam wszystko, co przygotowała: kanapki, jajecznicę, kawałek pomidora. Podziękowałam jej szczerze, całując w policzek.
Siedziałyśmy tak przez chwilę w milczeniu, aż Ewelina odezwała się z lekkim uśmiechem:
— Przejdziemy się na spacer? Znając męża i jego rodzinę, jestem pewna, że jeszcze długo będą spać.
— Z radością — odparłam od razu. — Tylko załóżmy coś na siebie. Bo o ile ja nie mam problemu z bieganiem nago… to nie wiadomo, kogo możemy spotkać.
Ewelina zaśmiała się cicho i skinęła głową. Wstałyśmy, żeby znaleźć coś lekkiego do założenia, zanim wyjdziemy w chłodniejszy poranny powietrze.
Ubierałyśmy się z Eweliną powoli, bez pośpiechu. Majteczek żadna z nas nie założyła – zakaz wciąż obowiązywał, nawet rano. Pogrzebałyśmy w porozrzucanych ubraniach, żeby znaleźć coś świeżego właśnie dla niej. W końcu wcisnęła się w krótką, bladożółtą sukienkę w drobne kwiatuszki. Była mocno opięta na biuście, ale tuż pod piersiami spływała swobodnie, zostawiając dużo miejsca na jej zaokrąglony brzuszek. Do tego założyła białe pończochy samonośne i czarne sneakersy.
Ja wybrałam bardzo obcisłą białą bluzeczkę na cienkich ramiączkach i bladoróżową mini spódniczkę, która szczelnie opinała mój tyłek. Czarne pończochy samonośne i białe trampki dopełniły całości.
Kiedy włosy były już całkowicie suche, wymknęłyśmy się z domku na palcach, starając się nikogo nie obudzić. Poszłyśmy spacerkiem w kierunku wsi. Szłam celowo wolno, dostosowując tempo do Eweliny. Jakoś naturalnie, bez ustaleń, złapałyśmy się za ręce. Jej dłoń była ciepła i miękka.
Po chwili Ewelina zapytała cicho, patrząc prosto przed siebie:
— A ty i Marcin… poważnie myślicie o byciu razem?
Spojrzałam na nią z boku.
— Bardzo go kocham. Naprawdę chciałabym, żeby to trwało bez końca. Ale znamy się dopiero dwa tygodnie, więc nie wiem, co się wydarzy… Tylko bardzo, bardzo pragnę, żeby nic się nie wydarzyło. Żeby po prostu zostało tak, jak jest.
Ewelina zatrzymała się na moment, odwróciła do mnie i pocałowała mnie namiętnie, wolno, z wyraźną czułością. Kiedy oderwała się od moich ust, powiedziała z uśmiechem:
— To dobrze. Bo pasujecie do siebie. Naprawdę.
Znowu złapałyśmy się za ręce i ruszyłyśmy dalej spokojnym krokiem w kierunku wsi. Poranne powietrze było świeże, trawa jeszcze wilgotna od rosy, a przede mną ciągnęła się ścieżka i niepewna, ale bardzo pożądana przyszłość.
Z głównej drogi skręciłyśmy w polną dróżkę, po obu stronach której rosły drzewa. Po mniej więcej kilometrze dotarłyśmy do działki z domkiem letniskowym podobnym do naszego. Na werandzie krzątały się jakieś postacie. Właśnie wtedy Ewelina powiedziała, że strasznie chce jej się pić.
— Chodź — zaproponowałam. — Na pewno dadzą nam szklankę wody.
Weszłyśmy na posesję. Na werandzie stała para w trakcie namiętnego pocałunku. On – około czterdziestki, wysoki, dość umięśniony blondyn o bardzo wyprostowanej, niemal wojskowej postawie. Ona – koło trzydziestki, średniego wzrostu, długie ciemnoblond włosy, duże piersi, szczupła sylwetka z lekkim brzuszkami. Miała na sobie zwiewną, bardzo krótką sukienkę, skarpetki i sneakersy.
Zauważyli nas i z wyraźną niechęcią przerwali pocałunek. Ewelina odezwała się pierwsza:
— Przepraszamy, że przeszkadzamy, ale jesteśmy na spacerze i strasznie chce mi się pić. Mogłabym dostać szklankę wody?
Mężczyzna uśmiechnął się przyjaźnie.
— Jasne, już się robi.
Sięgnął do małej lodówki stojącej na werandzie i podał Ewelinie zimną butelkę wody. Kobieta gestem zaprosiła nas do siadania.
— Usiądźcie, bo wyglądasz na zmęczoną.
Usiadłyśmy.
— Monika jestem — przedstawiłam się. — A to Ewelina.
Mężczyzna skinął głową.
— Stefan.
— Aga — dodała kobieta.
W tym momencie z domku wyszły jeszcze dwie osoby: krępy brunet po trzydziestce oraz lekko puszysta, ale wyraźnie seksowna kobieta o brązowych włosach do ramion, dużych pełnych piersiach i delikatnych wałeczkach na brzuchu. Też po trzydziestce. Miała na sobie asymetryczną sukienkę – u góry obcisłą, u dołu rozkloszowaną, z jednej strony sięgającą prawie biodra, z drugiej prawie do ziemi – oraz skarpetki i trampki. Wyglądała na zadbaną.
Stefan przedstawił nas, a potem dodał:
— To moja żona Ania i mąż Agi, Mateusz.
Przywitałam się grzecznie, choć byłam lekko ogłupiona sytuacją – zwłaszcza kiedy Ania bez ceremonii usiadła Mateuszowi na kolanach, a Aga wtuliła się w Stefana.
Rozmowa potoczyła się swobodnie. Okazało się, że Stefan właśnie skończył czterdzieści lat, Mateusz ma trzydzieści dwa, Ania trzydzieści cztery, a Aga trzydzieści. Co ciekawsze – Ania i Aga były siostrami. Rzeczywiście, przy bliższym przyjrzeniu się, coś je łączyło w rysach.
W końcu, patrząc na to, jak naturalnie się ze sobą obchodzą, zapytałam wprost:
— A u was to chyba dość nietypowe relacje?
Ania roześmiała się szczerze.
— Tak. Z Agą zawsze byłyśmy nierozłączne. W dzieciństwie dzieliłyśmy się zabawkami, jako nastolatki ubraniami, a teraz jako dorosłe… mężami. Nie ma sensu być zazdrosnym, skoro każdy jest szczęśliwy.
Ewelina pokiwała głową z pełnym zrozumieniem.
— Zgadzam się. Może jesteśmy młode, ale też wyznajemy podobną zasadę.
Aga przyjrzała się nam uważniej, a jej wzrok na moment zjechał niżej. Uśmiechnęła się krzywo i rzuciła:
— No właśnie… to by pasowało. Skoro nie macie majtek na sobie.
Parsknęłam głośnym, niekontrolowanym śmiechem.
— Nie mamy — przyznałam bez cienia wstydu i pokrótce wyjaśniłam, skąd wziął się u nas absolutny zakaz noszenia majtek. Opowiedziałam też, kto jest kim w naszym towarzystwie i kto z kim sypia.
Twarze całej czwórki rozjaśniały się z każdym kolejnym szczegółem. Stefan parsknął śmiechem.
— Dobrze, że rośnie nowe pokolenie bezpruderyjnych Polaków. W waszym wieku byliśmy w swoim podejściu dość osamotnieni.
Mateusz dodał z lekkim zdziwieniem:
— A co do majteczek… sam nie wiem, jak Aga to poznała.
— Oj, bo gapa jesteś — zbeształa go żona ze śmiechem.
Ania zwróciła się do Eweliny:
— W którym miesiącu jesteś?
— Koniec ósmego — odparła Ewelina.
Ania westchnęła z wyraźną zazdrością.
— Zazdroszczę ci figury. Ja jestem dopiero w czwartym, a wyglądam jak wieloryb.
— Ale bardzo seksowny wieloryb — uśmiechnął się do żony Stefan.
— Bzdury gadacie — oburzyłam się szczerze. — Wyglądasz, Aniu, bardzo seksownie i jesteś taka zadbana, że robię się mokra na twój widok.
Ania uśmiechnęła się trochę smutno.
— Nie czaruj mnie, dzieciaku. Mokra to mogę być ja na widok waszych młodych ciał. A co ja mogę tobie czy Ewelinie dać?
Ewelina nie odpowiedziała słowami. Po prostu wstała, złapała dolny brzeg swojej bladożółtej sukienki i prowokacyjnie zadarła ją wysoko. Jej gładko wygolona cipka błyszczała od soków w porannym świetle.
Cała czwórka spojrzała z nagłym, intensywnym zainteresowaniem. Cisza zrobiła się gęsta.
Po chwili Ania przyznała cicho, prawie niepewnie:
— A wiesz… bardzo długo staraliśmy się o ciążę. W końcu i tak skończyło się na in vitro. I jak na ciebie patrzę, to myślę tylko o tym, jak to jest, kiedy kochają się dwie kobiety w ciąży…
Ewelina uśmiechnęła się jeszcze szerzej. Nie czekając dłużej, złapała sukienkę oburącz i ściągnęła ją przez głowę. Stanęła przed wszystkimi całkowicie naga – tylko w białych pończochach samonośnych i czarnych sneakersach. Duży, okrągły brzuch, pełne piersi z ciemnymi sutkami, gładka cipka i zgrabne uda.
Spojrzałam ukradkiem na Stefana. Jego spodnie w kroku były już wyraźnie, mocno napięte.
Widać było rosnące podniecenie na twarzach całej czwórki gospodarzy. Ania wyglądała, jakby właśnie podjęła decyzję. Złapała dolny brzeg swojej asymetrycznej sukienki i jednym ruchem ściągnęła ją przez głowę. Pod spodem miała tylko koronkowe, zabudowane majtki. Zsunęła je powoli po udach i pozwoliła im opaść na deski werandy. Stanęła prosto, dumnie prezentując swoje ciało.
Miała pełną, kobiecą sylwetkę. Piersi duże, ciężkie, z szerokimi, ciemnoróżowymi otoczkami i wyraźnie stwardniałymi sutkami. Brzuch w czwartym miesiącu ciąży był już wyraźnie zaokrąglony, miękki, z delikatną ciemną kreską biegnącą w dół od pępka. Biodra szerokie, pośladki pełne i jędrne. Nogi zgrabne, o pełniejszych udach. Cipka była gładko wygolona, wargi pełniejsze, już lekko nabrzmiałe i lśniące. Kiedy odwróciła się bokiem, widać było zaciśnięty, różowy odbyt ukryty między pełnymi pośladkami.
Podeszła do Stefana i zaczęła go rozbierać – najpierw koszulę, potem spodnie i bokserki. Kiedy stali oboje nadzy, dało się wyczuć między nimi wyraźną aurę wzajemnej władczości i pewności siebie. Podeszli do Eweliny i objęli ją z obu stron. Sześć dłoni zaczęło swobodnie badać ciała – głaskać brzuch Eweliny, ściskać piersi Ani, spoczywać na pośladkach Stefana.
Popatrzyłam na Agę i Mateusza. Uśmiechnęłam się i bez słowa ściągnęłam przez głowę białą bluzeczkę na ramiączkach. Potem zadarłam bladoróżową spódniczkę tak wysoko, że stała się tylko wąską opaską wokół bioder, całkowicie odsłaniając cipkę i tyłek. Aga i Mateusz podeszli bliżej. Oboje jednocześnie dotknęli mojej cipki – jego większe, jej delikatniejsze palce masowały wargi, zbierały wilgoć, wsuwały się do środka. Jęczałam cicho z przyjemności, rozstawiając nogi szerzej.
W końcu Mateusz zaczął się rozbierać. Ja tymczasem pomogłam Adze. Złapałam za ramiączka jej zwiewnej sukienki i ściągnęłam ją w dół. Potem zsunęłam jej zabudowane majteczki. Aga obróciła się do mnie z figlarnym uśmiechem, pozwalając się obejrzeć.
Jej ciało było miękkie i bardzo kobiece. Piersi duże, pełne, o jasnej skórze i różowych sutkach, lekko opadały pod własnym ciężarem. Brzuch miał delikatne, miękkie wałeczki, biodra szerokie. Nogi zgrabne, o pełniejszych udach. Cipka była naturalnie owłosiona – nieduży, zadbany trójkąt ciemniejszych włosków, spod których majaczyły różowe, już wilgotne wargi. Kiedy odwróciła się i lekko wypięła, widać było zaciśnięty, jasnoróżowy odbyt między pełnymi pośladkami.
Stałyśmy teraz wszystkie nago (lub prawie nago) na werandzie w porannym słońcu, a napięcie między dwiema grupami stało się niemal namacalne.
Stefan i Ania delikatnie położyli Ewelinę na stole na werandzie. Ewelina rozłożyła nogi szeroko, a Ania od razu uklęknęła między nimi i przyssała się do jej gładko wygolonej cipki. Lizała ją wolno i dokładnie – najpierw długimi, płaskimi pociągnięciami od samego dołu szparki aż po łechtaczkę, rozchylając miękkie wargi językiem. Potem skupiła się na wejściu, wsuwając język głęboko do środka i kręcąc nim, zbierając soki. Co jakiś czas wracała do nabrzmiałej łechtaczki, ssała ją rytmicznie, jednocześnie delikatnie ssąc i oblizując. Ewelina już po chwili głośno wzdychała i unosiła biodra naprzeciw ust Ani.
Stefan tymczasem pochylił się nad górną częścią jej ciała. Najpierw całował i lizał pełne, ciężkie piersi – brał ciemne sutki do ust, ssał je mocno, przechodził z jednego na drugi, zostawiając mokre ślady. Potem zsunął się niżej i zaczął oblizywać zaokrąglony, napięty brzuch – całował skórę wokół pępka, przeciągał językiem po ciemnej linii biegnącej w dół, głaskał dłońmi boki brzucha. W końcu uniósł się z powrotem i przywarł ustami do ust Eweliny. Całowali się głęboko, namiętnie, wymieniając ślinę, podczas gdy Ania nadal intensywnie pracowała między jej nogami.
Ja z Agą zeszłyśmy z werandy na trawę. Aga położyła się na plecach, a ja od razu okraczyłam jej twarz w pozycji 69. Przywarłyśmy ustami do swoich cipek jednocześnie. Lizałam jej naturalnie owłosioną szparkę – rozchylałam wargi, wsuwałam język głęboko, ssałam łechtaczkę, zbierałam soki. Aga robiła to samo ze mną: jej język był ruchliwy i dokładny, krążył po moich wargach, wbijał się do środka, ssał. Nasze biodra lekko kołysały się naprzeciw ust drugiej.
W tym samym momencie poczułam na swoim odbycie zachłanny, mokry język. Mateusz klęczał za mną. Jego dłonie mocno ścisnęły moje pośladki, rozchylając je, a język najpierw tylko krążył wokół zwieracza, potem wsunął się do środka i zaczął penetrować – głęboko, kręcąc, wsuwając i wyciągając. Lizał mnie tam intensywnie, śliniąc obficie, podczas gdy ja nadal zjadałam Agę, a ona mnie.
Na stole Ania lizała Ewelinę, Stefan całował ją namiętnie, a my we troje na trawie tworzyłyśmy mokry, rytmiczny łańcuch języków i ciał. Poranek na sąsiedniej działce właśnie zrobił się bardzo gorący.
— Dasz mojemu mężowi w dupę? — wyszeptała Aga prosto w moją cipkę.
— Tak… bardzo mam na to ochotę — odszepnęłam, wbijając język głębiej w jej szparkę.
Język Mateusza oderwał się od mojego odbytu. Chwilę później poczułam, jak szeroka, gorąca główka jego kutasa przyciska się do rozluźnionego już zwieracza. Szarpnęłam biodrami do tyłu, wychodząc mu naprzeciw. Aga w tym momencie zaczęła lizać moją cipkę jeszcze szaleńczej, ssąc łechtaczkę i wsuwając język głęboko, kiedy jej mąż naparł mocniej.
Główka wskoczyła do środka. Poczułam tylko krótki, ostry ból, który szybko rozpłynął się dzięki wcześniejszym pieszczotom. Mateusz nie spieszył się – powoli, centymetr po centymetrze wpychał we mnie całego kutasa. Rozpieranie było intensywne, pełne, prawie piekące, a jednocześnie niesamowicie dobre. Kiedy wszedł cały i jego biodra oparły się o moje pośladki, poczułam się całkowicie wypełniona. Jednocześnie język Agi pracował w mojej cipce jak oszalały – liżąc, ssąc, penetrując. Dwa bodźce naraz sprawiały, że wyginałam się i cicho jęczałam prosto w jej krocze.
Mateusz zaczął mnie posuwać. Najpierw wolno, długimi ruchami, potem coraz pewniej.
Oderwałam na moment usta od cipki Agi i wyszeptałam:
— Jesteś mistrzynią lizania cipki…
— To zasługa siostry — odparła między pociągnięciami języka. — Miałyśmy wiele lat na ćwiczenia.
Było mi naprawdę bardzo przyjemnie: język Agi w cipce, gruby kutas jej męża w dupie. Starałam się odwdzięczyć jak najbardziej. Lizałam ją zachłannie – rozchylałam owłosione wargi, wsuwałam język możliwie głęboko, kręciłam nim w środku, ssałam nabrzmiałą łechtaczkę, zbierałam soki. Co jakiś czas przechodziłam niżej i oblizywałam jej odbyt, po czym wracałam do cipki, starając się dorównać intensywnością temu, co ona robiła mnie.
Kątem oka zobaczyłam, co dzieje się na werandzie. Ewelina i Ania stały wypięte, opierając się dłońmi o stół. Obie miały szeroko rozstawione nogi. Brzuch Eweliny opadał ciężko w dół, jej pełne piersi zwisały, a biała pończocha napięła się na udach. Ania obok niej – pełniejsze biodra, zaokrąglony brzuszek czwartego miesiąca, ciężkie piersi – wypinała się równie chętnie. Ich pośladki były uniesione, cipy i odbyty całkowicie odsłonięte.
Stefan stanął za żoną i delikatnie, powoli wszedł w cipkę Ani. Jednocześnie jedną ręką sięgnął między nogi Eweliny i zaczął intensywnie pieścić jej cipkę – dwa palce wsuwał głęboko, kciukiem krążył po łechtaczce, rozchylał wargi. Ewelina już po chwili głośno jęczała, wbijając się biodrami na jego dłoń, podczas gdy Ania brała miarowe pchnięcia męża.
Na trawie Mateusz rżnął moją dupę, Aga lizała moją cipkę, a ja starałam się nie zostawać dłużna jej językowi. Poranek na sąsiedniej działce zamieniał się w jedną wielką, mokrą zabawę.
Muszę przyznać, że Mateusz był naprawdę świetny w seksie analnym. Potrafił być delikatny i jednocześnie ostro, głęboko mnie posuwać. Aga, jak już wcześniej poczułam, była mistrzynią w lizaniu cipki. Te wszystkie wrażenia nakładały się na siebie, aż w końcu nie dałam rady dłużej wytrzymać.
Orgazm narastał już od dłuższego czasu, ale kiedy wreszcie uderzył, zrobił to z całą siłą. Całe ciało szarpnęło się w gwałtownych, niekontrolowanych spazmach. Uda zaczęły mocno drżeć, plecy wygięły się w łuk, a ja krzyknęłam prosto w cipkę Agi. Cipka zaciskała się rytmicznie, kurczowo, a odbyt ściskał kutasa Mateusza jak w imadle. Fale przechodziły przez mnie jedna za drugą – od krocza aż po czubek głowy. Rzucałam się, dygocząc, aż w końcu opadłam całym ciężarem na leżącą pode mną Agę. Kutas Mateusza w tym momencie wymknął się z mojej rozluźnionej dupki.
Aga delikatnie pomogła mi się ogarnąć – pogładziła po plecach, pocałowała w ramię, poczekała, aż odzyskam oddech. Kiedy uniosłam głowę, zobaczyłam, że Stefan właśnie posuwa Ewelinę w wypiętą cipkę, a jednocześnie ręką intensywnie pieści żonę.
Z pomocą Agi pozbierałam się na kolana. Aga odwróciła się i ustawiła na czworaka przed mężem, mocno wypinając tyłek. Jej pełne, miękkie pośladki uniosły się wysoko, biodra były szeroko rozstawione, a między nimi majaczyła wilgotna, naturalnie owłosiona cipka i zaciśnięty, jasnoróżowy odbyt. Brzuch z delikatnymi wałeczkami opadał lekko w dół, piersi zwisały ciężko.
Od razu dopadłam fiuta Mateusza. Wzięłam go głęboko do ust i mocno, obficie naśliniłam całą długość, pozwalając ślinie spływać po trzonie i jajach. Potem pochyliłam się do wypiętego tyłka Agi, rozchyliłam pośladki i zaczęłam dokładnie, głęboko ślinić jej zwieracz – wsuwałam język do środka, kręciłam nim, zbierałam ślinę i rozsmarowywałam ją dookoła, aż wszystko było mokre i błyszczące.
Mateusz nie czekał długo. Przystawił główną kutasa do odbytu żony i wbił się jednym zdecydowanym, ostrym ruchem aż do końca. Aga nawet nie syknęła. Tylko głośno westchnęła z wyraźną przyjemnością. Najwyraźniej była dobrze przyzwyczajona do ostrego seksu analnego.
W tym samym momencie zobaczyłam, jak Ewelina, wciąż mocno wypięta i rżnięta przez Stefana, dostaje orgazmu. Jej ciało szarpnęło się w gwałtownych spazmach – duży, okrągły brzuch napiął się, uda zaczęły drżeć, pośladki zacisnęły się, a ona krzyknęła głośno, wbijając paznokcie w blat stołu. Stefan przytrzymał ją mocno za biodra, nie wyciągając się, tylko gładząc po plecach i brzuchu, aż jej drżenie nieco ucichło. Potem spokojnie, głęboko wbił się z powrotem w cipkę swojej żony i kontynuował posuwanie.
Na trawie Mateusz już miarowo rżnął Agę w dupę, a ja klęczałam obok, wciąż jeszcze cięższa od własnego orgazmu, i przyglądałam się obu parom z rosnącym na nowo głodem.
Przypadłam do Agi od boku, całując jej spocone plecy i od razu sięgając pod nią do piersi. Zauważyłam już wcześniej, że lubi ostrzej, więc nie cackałam się. Chwyciłam jej ciężkie, pełne cycki mocno, prawie boleśnie. Ściskałam je całymi dłońmi, ugniatałam, a sutki biernie wykręcałam między palcami – najpierw mocno uszczypnięte, potem przekręcane, ciągnięte w dół. Aga głośno syknęła, ale zamiast się odsunąć, jeszcze mocniej wypięła się naprzeciw kutasa męża. Kontynuowałam – raz mocniej ściskałam całą pierś, raz tylko boleśnie wykręcałam stwardniałe sutki, zostawiając na jasnej skórze czerwone ślady.
Na werandzie Ewelina, wciąż jeszcze cięższa po własnym orgazmie, delikatnie pieściła Anię, którą Stefan nadal posuwał. Głaskała jej piersi, brzuch, od czasu do czasu wsuwała palce między wargi, tam gdzie wchodził kutas męża. W końcu Ania też doszła. Całe jej ciało szarpnęło się w gwałtownych spazmach – uda zaczęły mocno drżeć, nogi niemal się pod nią ugięły, a ona krzyknęła przytłumionym głosem w blat stołu. Stefan nie zwolnił. Posuwał ją dalej kilkanaście mocnych ruchów, aż w końcu całe jego ciało się naprężyło. Wbił się po samą nasadę i z niskim, przeciągłym stęknięciem zaczął spuszczać. Kiedy po chwili powoli się wycofał, z cipki Ani wypłynęła gęsta, biała fala spermy. Wargi miała rozchylone, zaczerwienione, a sperma powoli spływał po jej udach.
Ewelina nie dała jej nawet opaść na ziemię. Natychmiast opadła na kolana między nogami Ani i przyssała się do jej ospermionej cipki. Lizała zachłannie – zbierała językiem gęste strugi prosto z rozchylonych warg, wsuwała się głęboko do środka, wyciągając to, co zostało dalej, przełykała i wracała po więcej. Ania drżała jeszcze w pomniejszych skurczach, wplatając palce we włosy Eweliny i przyciskając ją mocniej do siebie.
Ja tymczasem nadal boleśnie pieściłam cycki Agi, a Mateusz bezlitośnie rżnął ją w dupę. W końcu i ona nie wytrzymała. Orgazm przyszedł nagle i mocno – zaczęła się rzucać, dygotać, kląć jak szewc przy każdym skurczu. Mateusz posuwał ją jeszcze przez chwilę, wykorzystując zaciskający się odbyt, aż w końcu sam się spiął. Wbił się głęboko i zastygł, pompując jej spermę prosto w dupę. Kiedy powoli się wycofał, z rozluźnionego odbytu Agi od razu zaczęła wypływać gęsta, biała struga.
Nie czekając, przypadłam do jej tyłka. Rozchyliłam pośladki i zaczęłam delektować się tym, co zostawił. Lizałam wolno, dokładnie – zbierałam spływającą spermę językiem, wsuwałam się do środka, wyciągałam kolejne porcje, przełykałam i wracałam po resztę. Smak był intensywny, słony, mieszający się z jej własnym. Aga wciąż jeszcze lekko drżała, a ja nie spieszyłam się, czyszcząc ją starannie i z wyraźną przyjemnością.
Na werandzie Ewelina nadal wylizywała Anię, a my na trawie kończyłyśmy kolejną rundę. Poranek robił się coraz bardziej gorący.
Odpoczywaliśmy wszyscy razem nago na trawie i werandzie, wciąż jeszcze rozluźnieni po intensywnych chwilach. Rozmowa potoczyła się swobodnie. Okazało się, że oba małżeństwa mieszkają pod Warszawą, w Magdalence, w sąsiednich domach. Wymieniliśmy się numerami telefonów, żeby na pewno utrzymać kontakt.
Uśmiechnęłam się i rzuciłam:
— W sumie chciałabym zobaczyć mojego chłopaka z dorosłą kobietą…
Stefan od razu skinął głową.
— Chętnie zapraszamy do nas. Lubimy się bawić, a myślę, że u nas będzie wam się podobało.
Ewelina westchnęła z lekkim żalem.
— Mam nadzieję, że dam radę namówić Dawida na wypad. Odkąd jestem w ciąży, jest strasznie nadopiekuńczy… a mnie właśnie teraz potrzeba dobrej zabawy.
Rozmowa zeszła na różne perwersje i granice. W pewnym momencie Aga wspomniała, że nieraz eksperymentowali z pissingiem. Kiedy zaczęła to opisywać – jak ktoś sikał komuś na ciało, do buzi, na cipkę – poczułam, że robię się cholernie mokra. Westchnęłam szczerze:
— Muszę kiedyś spróbować… Lubię czuć się wykorzystywana. W granicach rozsądku, oczywiście.
Ania, która siedziała obok, położyła dłoń prosto na mojej cipce. Poczula, jaka jestem mokra, i uśmiechnęła się lubieżnie. Oblizała palce z moich soków i powiedziała cicho:
— Skoro tak cię to kręci… to po co czekać? W ciąży mój pęcherz prawie zawsze daje o sobie znać. Nawet teraz.
Wstała, wzięła mnie za rękę i pociągnęła na środek trawnika. Pocałowała mnie delikatnie, prawie czule, a potem położyła na trawie na plecach. Stefan, Ewelina, Aga i Mateusz podeszli bliżej i stanęli dookoła nas w oczekiwaniu wypisanym wyraźnie na twarzach.
Ania stanęła nade mną w szerokim rozkroku. Jej zaokrąglony brzuszek i pełne piersi majaczyły nad moją twarzą. Spoglądała w dół, a ja leżałam nieruchomo, patrząc w górę i czekając.
Ania stała nade mną w szerokim rozkroku. Z tej perspektywy jej ciało wyglądało monumentalnie. Zaokrąglony brzuszek czwartego miesiąca górował nad moją twarzą, pełne, ciężkie piersi zwisały lekko, sutki wciąż jeszcze stwardniałe. Między rozstawionymi udami majaczyła jej gładko wygolona cipka – wargi lekko rozchylone, tuż nad moją klatką piersiową. Patrzyła w dół z wyraźnym skupieniem i podnieceniem.
Rozluźniła się.
Pierwszy ciepły strumień trafił prosto w moją szyję i spłynął między piersi. Zaraz potem skierowała go wyżej – na brodę, na usta, na policzki. Gorący, intensywnie pachnący mocz oblewał mi twarz, spływał po szyi, zbierał się w zagłębieniu między obojczykami i ściekał dalej po piersiach. Czułam jego ciepło, wilgoć i charakterystyczny, ostry zapach. Było w tym coś bardzo upokarzającego i jednocześnie niesamowicie podniecającego. Bezwiednie sięgnęłam ręką między nogi i zaczęłam się pieścić – szybko, mocno, wsuwając palce głęboko, podczas gdy ciepłe strugi nadal spływały po moim ciele.
Kiedy Ania skończyła, od razu odezwała się Ewelina:
— Monia… a ja też mogę?
Kiwnęłam głową, nie przestając masować swojej cipki. Ewelina natychmiast stanęła nad moją głową. Po sekundzie, bez pytania, Aga ustawiła się nad moim brzuchem i kroczem.
Zaczęły sikać prawie równocześnie.
Ewelina celowała w moją twarz i otwarte usta. Ciepły strumień uderzył mi w czoło, spłynął po policzkach, dostał się między wargi. Instynktownie przełknęłam łyk – słony, ostry smak wypełnił usta. Reszta spływała mi po brodzie, po szyi, mieszała się z tym, co zostawiła Ania. Jednocześnie Aga sikała prosto na moją cipkę i brzuch. Gorący mocz oblewał moje palce pracujące w środku, spływał po udach, zbierał się na brzuchu i ściekał na trawę. Byłam cała mokra, otulona ciepłem z dwóch stron, ociekająca.
Moja ręka pracowała coraz szybciej i mocniej. Palce wpychałam głęboko, kciukiem bezlitośnie ocierałam łechtaczkę. W ostatnich, słabszych już strugach moczu orgazm uderzył z taką siłą, że na moment straciłam orientację. Całe ciało szarpnęło się w gwałtownych spazmach, uda zadrżały, a ja krzyknęłam, wciąż mając w ustach smak moczu. Fale były długie, intensywne, aż w końcu opadłam na trawę całkowicie miękka.
Leżałam cała mokra, ociekająca, z charakterystycznym smakiem w ustach i z poczuciem głębokiego, brudnego spełnienia. Nad sobą widziałam trzy uśmiechnięte, roześmiane twarze.
Po wszystkim Aga zabrała mnie pod prysznic i podała czysty ręcznik. Dokładnie spłukałam z siebie wszystko, umyłam włosy i otarłam ciało do sucha. Kiedy wróciłam na werandę, Ewelina właśnie wciągała na siebie bladożółtą sukienkę. Ja też szybko narzuciłam swoją bluzeczkę i spódniczkę.
Pożegnałyśmy się z oboma małżeństwami długo i namiętnie – każdego z osobna, z językiem, z rękami na ciele, z obietnicą, że to nie ostatnie spotkanie. Stefan i Mateusz dostali szczególnie intensywne pocałunki, Ania i Aga jeszcze dłuższe.
Ruszyłyśmy w drogę powrotną nieśpiesznie, trzymając się za ręce. Słońce stało już wyżej, a powietrze robiło się cieplejsze. Ewelina po chwili westchnęła:
— Szkoda, że wieczorem wyjeżdżacie. Dawno nie bawiłam się aż tak dobrze.
Przytuliłam ją mocniej do boku i odpowiedziałam:
— Trzy godziny drogi to nie koniec świata. Będziemy wpadać. A może i wy do nas zajedziecie. Mam ochotę zabrać Marcina do Magdalenki, wiesz?
Ewelina uśmiechnęła się szeroko, prawie rozmarzona.
— Tak. Ja też mam ochotę tam pojechać. Są tacy szczęśliwi i wyzwoleni… Mam nadzieję, że w ich wieku będę równie spełniona jak oni.
Szłyśmy dalej polną drogą wśród drzew, wciąż splecione dłońmi. W powietrzu unosił się zapach nagrzanej ziemi i trawy. Za naszymi plecami została weranda pełna wspomnień, a przed nami – domek, w którym reszta towarzystwa pewnie właśnie zaczynała się budzić.
Za kolejnym zakrętem majaczyła już nasza działka.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz