Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Mała Psitka - w trójkącie z braciszkiem

Mała Psitka - w trójkącie z braciszkiemOdpoczywałyśmy chwilowo zaspokojone. Leniwie. Leżałyśmy jeszcze przez dłuższą chwilę splecione na kanapie, gładząc się nawzajem po plecach, po biodrach, po włosach. W pewnym momencie Wera sięgnęła po telefon.
— Chodź — powiedziała z figlarnym uśmiechem. — Trzeba dać braciszkowi znać, co go omija.
Rozłożyłyśmy się na plecach, rozchylając nogi, i zrobiłyśmy wspólne zdjęcie naszych cipek – wciąż lekko spuchniętych, lśniących, wyraźnie niedawno używanych. Wera wysłała je Marcinowi z krótkim podpisem: „Myślisz o nas, a my o tobie. Tylko bez ciebie 😈”. Odpowiedź przyszła po niecałej minucie – ciąg samych emotek i jedno słowo: „Zabijacie mnie”.
Zaśmiałyśmy się obie.
Potem wstałyśmy, żeby się odświeżyć. Szybki prysznic, świeże ręczniki, dezodorant. Kiedy wróciłyśmy do salonu, postanowiłyśmy ubrać się na luźny wieczór przed telewizorem – ale oczywiście nie zwyczajnie.
Ja założyłam różowe koronkowe stringi, różowe pończochy samonośne z delikatną koronką, biały obcisły top i czarną, bardzo krótką miniówkę. Wera wybrała czerwone pończochy, czarne stringi, zieloną mini i czarny top, który ledwo mieścił jej piersi. Stanęłyśmy przed lustrem w przedpokoju i obie przyznałyśmy, że wyglądamy jak dwie fajne laski. Potem ja zaplotłam sobie dwa długie, rude warkoczyki, a Wera zrobiła sobie dwa wysokie blond kucyki. Efekt był natychmiastowy.
— Dwie zboczone małolaty — skomentowałam, poprawiając sobie warkocz.
— Idealnie — zgodziła się Wera.
Walnęłyśmy się z powrotem na kanapę. Wera włączyła jakiś serial, którego żadna z nas tak naprawdę nie oglądała. Siedziałyśmy przytulone, moje nogi na jej kolanach albo jej dłoń na moim udzie, i gadałyśmy o pierdołach. O szkole, o tym, jak Marcin wygląda, kiedy się skupia, o tym, co Wera robiła na studiach, o tym, czy Marta na pewno się odezwie. Co chwilę któraś z nas sięgała po chipsy albo po łyk piwa, co chwilę któraś poprawiała drugiej warkocz albo kucyk. Atmosfera była ciepła, lekka, prawie domowa – tylko że obie siedziałyśmy w miniówkach i pończochach, a pod spodem wciąż czułyśmy lekkie mrowienie po wszystkim, co robiłyśmy wcześniej.
Za oknem robiło się ciemno, a my po prostu byłyśmy razem. Dwie zboczone małolaty na kanapie, czekające na resztę weekendu.
Siedziałyśmy na kanapie, smyrając nawzajem swoje nóżki ubrane w pończochy – ja różowe, ona czerwone. Palce wędrowały po gładkim materiale, po koronkach, po wewnętrznej stronie ud. Atmosfera była ciepła i leniwa, aż w końcu spojrzałam na Werę poważniej.
— W sumie… to nigdy cię nie zapytałam. Jak w ogóle doszło do tego, że bzykasz się z Marcinem? Jestem tego bardzo ciekawa.
Wera westchnęła lekko, poprawiła sobie jednego kucyka i zaczęła opowiadać. Głos miała spokojny, prawie nostalgiczny.
— Zaczęło się po mojej studniówce. Spotykałam się wtedy z jednym kolesiem. Myślałam, że to coś poważniejszego. A on w trakcie imprezy olał mnie i posuwał w łazience moją koleżankę. Wróciłam do domu pijana, wkurzona i… napalona. Rodzice już spali. Marcin siedział w salonie, zobaczył, w jakim jestem stanie, i zaczął się mną opiekować – przyniósł wodę, koc, słuchał, jak narzekam. A ja… no, byłam pijana i wściekła. W pewnym momencie po prostu zerwałam z niego spodenki i władowałam jego kutasa sobie do ust. Niespodziewanie. Dla nas obojga.
Uśmiechnęła się krzywo na to wspomnienie.
— I wtedy wszystko zniknęło. Wszystkie ograniczenia, tabu, kazirodztwo… po prostu przestało istnieć. Wzięłam go do swojego pokoju i ujeżdżałam, podczas gdy rodzice spali za ścianą. Od tamtej nocy już nigdy tego nie robiliśmy, kiedy rodzice byli w domu. Ale wspólnie doszliśmy do wniosku, że skoro jest nam przyjemnie i nikomu nie robimy krzywdy… to dlaczego nie? Sprawiamy sobie przyjemność. Tyle.
Słuchałam jej w milczeniu, a z każdą chwilą robiło mi się coraz cieplej między nogami. Obraz pijanej Wery, która w złości i pożądaniu bierze własnego brata… podniecał mnie bardziej, niż chciałam przyznać.
Wera spojrzała na mnie i dodała ciszej:
— Kiedy Marcin cię poznał, myślałam, że to koniec. Że wreszcie znalazł kogoś normalnego i że skończymy z tym. Było mi nawet trochę żal. A potem cię poznałam… i zdałam sobie sprawę, że to nie koniec. To nowy początek. Chciałabym mieć swojego własnego chłopaka. Kogoś tylko dla siebie. Ale nie mam pojęcia, jak to zrobić, żeby nie rezygnować z Marcina… a teraz i z ciebie.
Chłonęłam jej słowa. Byłam wzruszona. Naprawdę. Ta szczerość, ta mieszanka pożądania i czułości, to, jak otwarcie mówiła o wszystkim – sprawiało, że czułam do niej coś więcej niż tylko pociąg.
Pochyliłam się i pocałowałam ją delikatnie. Wolno, miękko, prawie czule. Potem odsunęłam się tylko o centymetr i powiedziałam cicho:
— W takim razie musimy ci znaleźć takiego samego zboczeńca jak nasza trójka.
Wera uśmiechnęła się w moje usta. Jej dłoń zacisnęła się mocniej na moim udzie w różowej pończoszce, a ja poczułam, że ten weekend dopiero się rozkręca.
Dalej leżałyśmy leniwie na kanapie, przytulone do siebie. Moja dłoń gładziła jej udo przez czerwoną pończochę, jej palce bawiły się końcówką mojego warkocza. Co jakiś czas któraś z nas sięgała niżej i delikatnie pieściła drugą przez stringi – bez pośpiechu, tylko żeby podtrzymać to ciepłe, przyjemne napięcie.
W końcu doszłyśmy do wniosku, że w telewizji nie ma absolutnie nic wartego oglądania. Wera sięgnęła po pilota, przełączyła na jedną z płatnych stacji i włączyła ostre porno. Ekran wypełniły obrazy: mokre ciała, głośne jęki, zbliżenia na łączenie się ciał. Przytuliłyśmy się mocniej i zaczęłyśmy komentować to, co widzimy – czasem ze śmiechem, czasem z wyraźnym zainteresowaniem.
— O, patrz, jak ją trzyma… — szepnęła Wera.
— Fajnie by tak być rozciągniętą — odparłam, przygryzając wargę.
Po kilkunastu minutach Wera nagle zacisnęła uda. Widziałam, jak jej oddech się zmienia, jak lekko kręci biodrami. Odwróciła do mnie twarz i powiedziała wprost, bez żadnego wstydu:
— Nie obraź się, Monia… ale tak mi teraz trzeba kutasa.
Uśmiechnęłam się szeroko i odparłam szczerze:
— Nie obrażę się. Bo i ja bym chętnie nabiła się na jakiś solidny kawał mięsa.
Przez chwilę leżałyśmy w milczeniu, wpatrzone w ekran, na którym jakaś dziewczyna brała dwóch facetów naraz. I wtedy mnie olśniło.
Uniosłam się na łokciu i spojrzałam na Werę.
— Wera… słuchaj. Przecież mój brat Tomek nudzi się w domu. Rodzice siedzą, on pewnie gra w coś albo scrolluje telefon. Może będzie chciał pomóc dwóm napalonym cipkom?
Wera natychmiast się zapaliła. Oczy jej błysnęły.
— No tak… przecież on i tak jest na ciebie napalony. A jak zobaczy nas obie w takim wydaniu…
Nie czekając dłużej, złapałam za telefon. Otworzyłam rozmowę z Tomkiem i napisałam krótko:
„Braciszku, chcesz przeżyć ruchanko, jakie może nie trafić ci się w życiu?”
Odpowiedź przyszła błyskawicznie.
„Tak.”
Uśmiechnęłam się do Wery i dopisałam:
„W takim razie umyj się dokładnie i przyjdź pod ten adres.”
Wysłałam lokalizację mieszkania Marcina i Wery. Odkładałam telefon na stolik, a Wera już siedziała prosto, poprawiając sobie kucyki i wygładzając miniówkę.
— Ile mu zajmie dojście? — zapytała, a w jej głosie było słychać wyraźne podniecenie.
— Jak się pośpieszy… dziesięć, może piętnaście minut.
Spojrzałyśmy na siebie. Dwie zboczone małolaty w miniówkach i pończochach, z mokrymi już stringami, czekające na mojego brata.
Wera położyła mi dłoń na udzie i ścisnęła.
— To będzie zajebisty wieczór.
Długo na Tomka nie musiałyśmy czekać. Niecałe pół godziny zajęło mu doprowadzenie się do porządku. Na dworze już zmierzchało, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi.
Wybiegłyśmy obie z Werą do przedpokoju. Odblokowałam drzwi i, chowając się za nimi, wpuściłam Tomka do środka. Wszedł, a ja od razu zamknęłam za nim drzwi na klucz. Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, przywarłam do niego całym ciałem i zaczęłam masować mu kutasa przez spodnie. Czułam, jak pod moją dłonią szybko twardnieje.
— Dzięki, braciszku, że przyszedłeś — szepnęłam mu prosto w usta. — Czujemy się trochę niedopieszczone.
Dopiero wtedy wzrok Tomka spoczął na Werze.
Znam swojego brata. Znam jego miny, znam sposób, w jaki patrzy, kiedy coś go naprawdę jebie w mózgu. Ale tego, co zobaczyłam w jego oczach teraz, nie widziałam nigdy. Autentyczny, czysty zachwyt.
Jego kutas, który już twardniał pod moją ręką, na sam widok Wery zrobił się twardy jak kamień. Pulsował. Napinał materiał spodni tak mocno, że bałam się, że zaraz pęknie szew.
I wiedziałam dokładnie, co widzi i co myśli.
Widzi wysoką blondynkę o kręconych włosach spiętych w dwa kucyki. Widzi czarny top, który ledwo utrzymuje wielkie, ciężkie piersi, z wyraźnie odznaczającymi się sutkami. Widzi zieloną miniówkę tak krótką, że przy najmniejszym ruchu widaćby było wszystko. Widzi czerwone pończochy z szeroką koronką wrzynającą się w uda. Widzi wąską talię, pełne biodra, długie nogi. Widzi czerwoną szminkę i spojrzenie, które mówi „weź mnie”. Myśli, że to niemożliwe. Że jego mała, płaska, ruda siostra właśnie trzyma go za kutasa, a przed nim stoi taka laska – seksowna, wulgarna, dostępna. Myśli, że chyba śni. Że zaraz się obudzi w swoim pokoju z ręką w majtkach. Myśli, że jeśli to nie jest sen, to właśnie dostał najlepszą ofertę w swoim życiu. I że zrobi absolutnie wszystko, żeby jej nie spieprzyć.
Wyrwałam go z tego osłupienia, mówiąc spokojnie:
— Braciszku, poznaj moją najlepszą przyjaciółkę. Wera. Wera, to jest mój starszy brat Tomek.
Tomek automatycznie podał jej rękę. Ale Wera nawet nie spojrzała na wyciągniętą dłoń. Zamiast tego zrobiła krok do przodu, przycisnęła swoje wielkie cycki do jego torsu i pocałowała go. Głęboko. Mocno. Z językiem. Jedną ręką złapała go za kark, drugą położyła na jego piersi.
Tomek przez sekundę stał jak wryty. Potem jego ręce same znalazły się na jej biodrach, a on zaczął odpowiadać na pocałunek z rosnącą desperacją.
A ja stałam z boku, wciąż trzymając dłoń na twardym kutasie swojego brata, i uśmiechałam się.
Przerwałam im trochę złośliwie, odciągając Tomka za ramię.
— Wystarczy już, bo nam się tu spuścisz w progu.
Wera oderwała się od jego ust z głośnym, mokrym odgłosem. Popatrzyła na niego oceniająco, od stóp do głów, po czym uśmiechnęła się krzywo.
— Fajny jesteś — stwierdziła. Położyła dłoń prosto na wybrzuszeniu w jego spodniach i ścisnęła z uznaniem. — Mam nadzieję, że wiesz, jak tego używać.
Tomek spojrzał na mnie pytająco, jakby szukał potwierdzenia, że to wszystko naprawdę się dzieje. Uśmiechnęłam się i wyjaśniłam spokojnie:
— Wera wie o naszym układzie. A że zboczona z niej małpa, to nie przeszkadza jej to w najmniejszym stopniu. Dlatego, braciszku, masz to szczęście, że będziesz dzisiaj naszym żywym wibratorem.
Celowo pominęłam na razie fakt, że Wera jest siostrą Marcina i że sama pieprzy się z własnym bratem. Za dużo informacji naraz i to takiego kalibru mogłoby Tomka przytłoczyć. Na wszystko przyjdzie czas.
Tomek uśmiechnął się szeroko, jak ktoś, kto właśnie wygrał na loterii.
— No dobrze, moje małe zboczuszki — powiedział ochryple. — Jestem do waszej dyspozycji.
Wzięłyśmy go z Werą pod ręce i poprowadziłyśmy do salonu. Usiedliśmy na kanapie – Wera w środku, ja z jednej strony, Tomek z drugiej. Przez chwilę panowała dziwna, elektryzująca cisza. Tomek nieśmiało położył dłoń na kolanie Wery i zaczął gładzić czerwony materiał pończochy.
Nie zamierzałam pozwalać mu na zbyt długą nieśmiałość. Sięgnęłam do Wery, zadarłam jej czarny top aż pod brodę i od razu przyssałam się do jednego wielkiego, ciężkiego cycka. Wzięłam sutek do ust, ssałam, lizałam, lekko gryzłam. Po chwili oderwałam się tylko po to, żeby rzucić do Tomka:
— Nie gap się tylko. Zajmij się drugim.
I wróciłam do ssania.
Poczułam, jak kanapa się ugina. Chwilę później zobaczyłam z rogu oka, jak Tomek łapczywie przywiera ustami do drugiego sutka Wery. Ssał mocno, prawie desperacko, jak ktoś, kto dostał zabawkę, o jakiej marzył od lat. Wera odchyliła głowę do tyłu, wplotła jedną dłoń w moje rude warkoczyki, a drugą w blond włosy Tomka i westchnęła przeciągle.
Siedziałyśmy tak we trójkę na kanapie – ja i mój brat ssący piersi dziewczyny, która jeszcze przed chwilą miała w sobie mój wibrator – a napięcie w powietrzu rosło z każdą sekundą.
Sięgnęłam ręką pod spódniczkę Wery. Małpa była mokra. Stringi zupełnie przesiąknięte. Ja zresztą też – czułam, jak moje różowe majteczki kleją mi się do skóry.
Oderwałam się od jej cycka z głośnym, mokrym odgłosem. Sięgnęłam pod zieloną mini obiema rękami i jednym ruchem ściągnęłam jej stringi w dół nóg. Wera uniosła biodra, pomagając mi. Potem wstałam i ściągnęłam swoje. Wyrzuciłam je gdzieś na dywan.
Podeszłam do Tomka, który wciąż ssał drugi sutek Wery jak oszalały. Oderwałam go od piersi, złapałam za nadgarstek i poprowadziłam jego dłoń prosto między moje nogi. Położyłam mu palce na mokrej cipce. Tomek zdumiał się wyraźnie – oczy mu się rozszerzyły, kiedy poczuł, jaka jestem mokra i gorąca. Dałam mu chwilę, żeby to poczuł, a potem zabrałam jego rękę i przeniosłam ją na cipkę Wery.
— Teraz ją — szepnęłam.
Tomek wsunął dłoń pod jej spódniczkę. Najpierw delikatnie, niepewnie. Ale po kilku sekundach już miał w niej trzy palce i pieścił tak, że wyraźnie było słychać mokre, chlupiące odgłosy. Wera rozłożyła nogi szerzej, odchyliła głowę i jęknęła, poddając się całkowicie.
Nie pozwoliłyśmy mu jednak długo się bawić samemu. Wera po chwili uniosła się i zaczęła ściągać z Tomka koszulkę. Ja w tym samym czasie rozpięłam mu rozporek, złapałam za materiał spodni i razem z bokserkami zdarłam wszystko w dół. Tomek pomógł, unosząc biodra. Jego kutas wyskoczył na wolność – twardy, gruby, żyłkowany, z ciemną, napęczniałą główką.
Popchnęłyśmy go wspólnie na kanapę. Padł na oparcie, nagi od pasa w dół, z kutasem sterczącym pionowo. A my stanęłyśmy przed nim i zaczęłyśmy się namiętnie całować. Mocno. Mokro. Z językami, z rękami we włosach i na piersiach. Dawałyśmy mu show. Wera ściskała moją małą pupę, ja ugniatałam jej wielkie cycki, obie wiłyśmy się i jęczałyśmy w pocałunek, wiedząc, że on patrzy.
Kiedy po długiej chwili oderwałyśmy się od siebie i spojrzałyśmy na Tomka, zastałyśmy dokładnie to, czego się spodziewałyśmy.
Siedział rozparty, z nogami szeroko rozstawionymi, i powoli, rytmicznie obciągał sobie ręką. Patrzył na nas z półotwartymi ustami i oczami tak ciemnymi od pożądania, że prawie czarne.
Uśmiechnęłam się do niego drapieżnie.
— Gotowy, braciszku?
Spojrzałam na Tomka i udałam oburzenie, marszcząc brwi.
— Patrz grzecznie i nie baw się sam, bo nam z sił opadniesz.
Wera pokiwała głową z poważną miną, choć w oczach miała figlarne iskierki.
— To może mamy się bawić same, a ty sobie sam zaspokoisz?
Wzrok Tomka stał się wręcz przerażony na samą myśl o takiej perspektywie. Od razu zabrał rękę z kutasa i uniósł obie dłonie w geście poddania.
W końcu spojrzałyśmy na siebie z Werą porozumiewawczo. Ona sięgnęła do mnie pierwsza – ściągnęła mi biały top przez głowę, potem rozpięła czarną miniówkę i pozwoliła jej spaść na ziemię. Zostałam przed nim w samych różowych pończochach i warkoczykach. Ja wzięłam się za nią. Top szedł opornie przez jej wielkie piersi – zabrakło mi trochę wzrostu i siły, więc Wera pomogła, unosząc ręce. Potem rozpięłam jej zieloną spódniczkę i ta też spadła na dywan.
Stałyśmy przed Tomkiem całkowicie nagie (poza pończochami). Pozwalałyśmy mu omiatać nas wzrokiem bez żadnego pośpiechu. Jego oczy biegały od moich małych sutków i płaskiej klatki, przez chude biodra, do wielkich, ciężkich piersi Wery, jej wąskiej talii i pełniejszych pośladków. Kutas drgnął mu w powietrzu, a z główki wypłynęła już kropelka.
Nie dawałyśmy mu długo czekać. Opadłyśmy po obu stronach jego nóg na kolana. Jego kutas znalazł się dokładnie między naszymi twarzami.
— Pamiętasz, braciszku? — powiedziałam cicho, patrząc mu w oczy. — Jak w dzieciństwie lubiłam lizaki?
I bez czekania na odpowiedź wsadziłam sobie główkę jego kutasa do ust. Obejmowałam ją wargami, ssałam delikatnie, kręciłam językiem wokół żołędzi. Po chwili wyjęłam go z głośnym odgłosem i podałam Werze, przytrzymując u nasady.
— Poznaj mojego braciszka.
Wera nie potrzebowała drugiego zaproszenia. Zachłannie nabiła usta na jego kutasa, biorąc go głęboko – aż do gardła i dalej. Krztusiła się od razu, ślina popłynęła jej po brodzie, ale nie odpuszczała. Ssała mocno, rytmicznie, z wyraźną przyjemnością.
Potem zaczęłyśmy na zmianę. Raz ja brałam go głęboko, krztusząc się i patrząc Tomkowi w oczy, raz Wera. Czasem robiłyśmy to razem – dwie pary ust, dwa języki pracujące jednocześnie na całej długości. Czasem całowałyśmy się namiętnie, mając jego kutasa między naszymi ustami, dzieląc się śliną i jego smakiem.
Kiedy w pewnym momencie uniosłam wzrok i spojrzałam Tomkowi prosto w oczy, zobaczyłam w nich czyste, absolutne niedowierzanie. Jakby wciąż nie mógł pojąć, że jego mała siostra i ta seksowna blondynka właśnie na kolanach obciągają mu jak najęte, a on siedzi na kanapie i tylko próbuje nie spuścić się za wcześnie.
W końcu oderwałam się od kutasa Tomka z głośnym, mokrym odgłosem. Ślina ciągnęła się jeszcze nitką. Spojrzałam na Werę i rzuciłam z uśmiechem:
— No dajesz, zdziro. Nabijaj się.
Ona tylko uśmiechnęła się figlarnie i potrząsnęła głową.
— Starszy brat najpierw powinien zaopiekować się młodszą siostrą.
Nie protestowałam. Odwzajemniłam jej uśmiech, podniosłam się i okraczyłam nogami biodra Tomka. Klęczałam nad nim, trzymając jego kutasa u nasady. Poczułam wtedy dłoń Wery – najpierw rozchyliła mi wargi cipki dwoma palcami, a drugą ręką nakierowała główkę Tomka dokładnie na moje wejście. Gorąca, twarda żołądź naparła na mnie. Westchnęłam i zaczęłam powoli opadać.
Główka weszła. Potem kolejny centymetr. I kolejny. Sama już świadomie się nabijałam, kręcąc biodrami, pozwalając mu rozpychać mnie od środka. Kiedy w końcu usiadłam na nim po samą nasadę, oboje jęknęliśmy. Był we mnie cały.
Zaczęłam skakać. Najpierw wolniej, potem coraz szybciej. Unosiłam się i opadałam, biorąc go głęboko przy każdym ruchu. Jęczałam głośno, nie hamując się. Wera w tym czasie złapała mnie za kark i dopchnęła moją twarz do ust Tomka.
Ruchałam się z bratem już drugi raz w życiu, ale całowaliśmy się po raz pierwszy. Jego język wsunął się do moich ust, a ja odpowiedziałam od razu. Było całkiem fajne. Bez tych motyli w brzuchu, które czułam z Marcinem, bez tej miękkiej czułości – ale surowość i zakazany charakter sytuacji potęgowały wszystko. Każde pchnięcie kutasa w mojej ciasnej cipce było ostrzejsze, bardziej intensywne, właśnie dlatego, że całowałam się z własnym bratem, podczas gdy siostra mojego chłopaka (choć Tomek o tym jeszcze nie wiedział) stała obok i patrzyła.
Nagle poczułam coś chłodnego i twardego przy moim odbycie. Wera. Wepchnęła mi w dupę ten sam wibrator, którym wcześniej się bawiłyśmy. Dzięki temu, że byłam już rozluźniona i pełna lubrykantu, wszedł stosunkowo łatwo. Włączyła obroty.
Skakałam więc na kutasie brata, mając wypełnione obie dziurki – cipkę i dupę – a w ustach jego język. Było za dużo. Za intensywnie. Orgazm dopadł mnie całkowicie niespodziewanie. Wbiłam paznokcie w ramiona Tomka, całe ciało zesztywniało, a potem rzuciło mną w gwałtownych spazmach. Krzyczałam mu w usta, jęczałam, zaciskałam się na nim rytmicznie.
Tomka to tak podjarało, że nie wytrzymał. Wbił się we mnie do końca, stęknął głośno i zaczął spuszczać. Gorące fale spermy wypełniały mi cipkę, spust za spustem, podczas gdy ja wciąż drżałam w orgazmie.
Kiedy oboje zaczęliśmy wracać do rzeczywistości, powoli zsunęłam się z niego na kanapę. Położyłam się na plecach tuż obok i świadomie wystawiłam swoją zaspermioną, spuchniętą cipkę do góry. Sperma już zaczynała wypływać i spływać po pośladkach.
Wera nie potrzebowała zaproszenia. Od razu pochyliła się i przyssała ustami do mojej cipki. Zaczęła ssać i lizać, zbierając gęstą spermę Tomka i moje soki, mrucząc z zadowoleniem.
Tomek leżał obok, ciężko dysząc, i patrzył na to wszystko z niedowierzaniem wciąż wypisanym na twarzy.
Wera lizała mnie dokładnie. Zbierała każdy ślad spermy Tomka, ssała, przełykała, wracała po więcej. Robiła to tak starannie i z takim zaangażowaniem, że prawie znowu doszłam. Musiałam złapać ją za kucyk i delikatnie odciągnąć, bo nogi zaczynały mi się znowu trząść.
Ogarnęłam sytuację. Leżałam rozwalona na kanapie, z nogami szeroko rozchylonymi. Wera leżała na brzuchu, przełożona przez kolana Tomka, i wciąż miała twarz mokra od nas obojga. Tomek, wciąż jeszcze trochę oszołomiony, mechanicznie gładził i ugniatał jej pośladki, jakby nie do końca wierzył, że ma je pod rękami.
Odezwałam się głośno, wciąż łapiąc oddech:
— Zbieraj siły, braciszku. Bo musisz konkretnie zerżnąć dupsko tej zboczonej małpie.
Wera zaśmiała się w moją cipkę, a wibracje jej śmiechu przyjemnie przeszły mi po całym ciele. Nie przestała lizać.
Tomek spojrzał na mnie z mieszaniną zmęczenia i rosnącego znowu pożądania.
— Za chwilę będę gotowy, siostrzyczko — powiedział ochryple. — Ale przyznam, że nieźle mnie wymęczyłaś. W ogóle… skąd wy dwie się znacie?
Wera w końcu oderwała się od mnie. Otarła usta grzbietem dłoni, odwróciła się do Tomka i odparła z uśmiechem:
— Jak będziesz tak miły i dobrze mnie zerżniesz, to może ci kiedyś powiemy. Na razie musisz jedynie wiedzieć, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. A w praktyce… prawie już siostrami.
Tomek parsknął śmiechem. Jego dłoń zacisnęła się mocniej na pośladku Wery.
— Skoro jesteś siostrą Moni, to i moją — stwierdził. — A jak już zdążyłaś zauważyć… bzykanie swoich sióstr zaczyna mi wchodzić w krew.
I na potwierdzenie wymierzył jej siarczystego klapsa w gołe dupsko. Głośny, ostry dźwięk wypełnił salon. Wera wyprężyła się, wypięła tyłek jeszcze bardziej i jęknęła z wyraźną rozkoszą.
— O tak… — powiedziała zalotnie, spoglądając na niego przez ramię. — Wiesz, jak dogodzić dziewczynie.
Tomek nie potrzebował drugiej zachęty. Sprzedał jej kolejnego, jeszcze mocniejszego klapsa. Potem jeszcze jednego. Na pośladku Wery zaczęły pojawiać się wyraźne, czerwone ślady jego dłoni.
Wera nagle zerwała się z jego kolan. Stanęła przed nim na kolanach na dywanie i popatrzyła w dół. Kutas Tomka, jeszcze przed chwilą tylko półtwardy po orgazmie, znowu stał już na baczność. Twardy, żyłkowany, z ciemną główką, która – gdyby miała oczy – patrzyłaby na Werę z czystym, niecierpliwym oczekiwaniem.
Wera oblizała się powoli i uniosła wzrok na mojego brata.
— No to pokaż, braciszku Moni… jak konkretnie potrafisz zerżnąć zboczoną małpę.
Wera wypięła się na dywanie na czworaka. Jej ciężkie cycki zwisały swobodnie pod nią, sutki prawie ocierały się o podłogę. Jędrne, okrągłe dupsko sterczało wysoko, a blond kucyki falowały przy każdym ruchu głowy. Wyglądała obłędnie.
Tomek wstał z kanapy, obszedł ją i klęknął za jej plecami. Przytrzymał swojego kutasa u nasady i przyłożył główkę do mokrej, rozwartej cipki Wery. Naparł powoli. Wera wciągnęła powietrze. Tomek złapał ją mocno za biodra i jednym zdecydowanym ruchem dobił do samego końca. Wbił się po jądra.
— No w końcu… — wyszeptała Wera z wyraźną ulgą i przyjemnością.
Tomek zaczął ją posuwać w spokojnym, głębokim rytmie. Nie tak ostro i szybko jak mnie wcześniej – bardziej miarowo, prawie dostojnie. Przy każdym pchnięciu wielkie piersi Wery falowały do przodu i w tył. Ona jęczała coraz głośniej, coraz bardziej otwarcie, wbijając palce w dywan.
Po chwili, już wyraźnie stękając, odwróciła głowę w moją stronę.
— Monia… chodź tu. Zajmij się nimi.
Nie trzeba mi było dwa razy powtarzać. Położyłam się na plecach na dywanie i wsunęłam się pod nią. Moja twarz znalazła się dokładnie pod jej piersiami. Złapałam jeden ciężki sutek ustami i zaczęłam ssać, lizać, lekko gryźć. Drugą pierś ugniatałam dłonią, ściskając, podnosząc, przeciągając kciukiem po twardym sutku.
Wera jęczała już bez opamiętania, chłonąc wszystkie doznania naraz – kutasa Tomka w cipce i moje usta na piersiach. Tomek posuwał ją wciąż nieco delikatniej niż wcześniej mnie. Coś zaczynało kiełkować mi w myślach na ten temat, ale jeszcze nie potrafiłam tego uchwycić. Zamiast analizować, zajęłam się rzetelnie jej sutkami – ssałam mocniej, przechodziłam z jednego na drugi, mrucząc z zadowoleniem.
Tempo Tomka zaczęło wzrastać. Pchnięcia stawały się szybsze i głębsze. Kątem oka, spomiędzy ud Wery odzianych w czerwone pończochy, widziałam jak gruby kutas mojego brata znika i pojawia się znowu w jej napalonej, mokrej cipie. Odgłosy były głośne, mokre, rytmiczne.
Ciało Wery zaczęło drżeć. Najpierw lekko, potem coraz mocniej. Wiedziała, że jest blisko – i ja też wiedziałam. W końcu zwaliła się na mnie całym ciężarem w gwałtownych spazmach orgazmu. Jej piersi przycisnęły mi się do twarzy, a ona krzyczała, wyginaając się i zaciskając na kutasie Tomka.
Tomek nie zwolnił od razu. Dobijał jeszcze kilka mocnych, głębokich razy, a potem sam się wbił do końca i zastygnął. Słyszałam jego niski, przeciągły stęk i wiedziałam, że właśnie zalewa cipkę Wery kolejną porcją spermy.
Przez dłuższą chwilę wszyscy troje tylko ciężko oddychaliśmy. Wera leżała na mnie, wciąż nabita na Tomka, a ja czułam jej szybkie bicie serca i gorąco jej skóry.
Tomek powoli się z niej wysunął. Sperma od razu zaczęła wypływać i spływać po jej udach na moje ciało.
Bawiliśmy się we trójkę jeszcze sporą część nocy. Tomek okazał się wytrzymalszy, niż się spodziewałam. Kolejny raz zalał cipkę Wery, potem znowu moją, potem znowu jej. Brałyśmy go na zmianę, razem, w różnych pozycjach – na kanapie, na dywanie, stojąc przy ścianie. Wera i ja całowałyśmy się przy tym non-stop, dając mu show i same się nakręcając. W pewnym momencie wszystkie trzy ciała były tak zmęczone i lepkie od potu i spermy, że po prostu przenieśliśmy się do sypialni Wery.
Położyliśmy się do szerokiego łóżka. Wera w środku, ja z jednej strony, Tomek z drugiej. Prawie od razu zasnęłam jak zabita. Spałam głęboko, ciężko, bez snów. Tylko przez mgłę, gdzieś na granicy świadomości, pamiętam obraz: Wera leży na plecach z rozłożonymi nogami, a Tomek bardzo delikatnie, prawie leniwie ją posuwa. Całowali się przy tym i coś sobie szeptali tuż przy ustach. Nie byłam w stanie złapać słów. Odpłynęłam z powrotem w odmęty snu.
Rano obudziliśmy się późno. Światło już mocno wpadało przez firanki. Leniwie, bez pośpiechu, pobawiliśmy się jeszcze we troje – wolniejsze pieszczoty, dłuższe pocałunki, mniej desperacji, więcej czułości wymieszanej z pożądaniem. Tomek wziął nas jeszcze po razie, a potem po prostu leżeliśmy spleceni, gładząc się nawzajem.
Po południu zaczęliśmy się zbierać. Tomek szukał swoich ciuchów rozrzuconych po salonie, ja pomagałam mu je zbierać. Wera stała w progu sypialni owinięta tylko prześcieradłem i wodziła za nim wzrokiem. Kiedy przechodził obok niej, powiedziała do mnie cicho, ale wystarczająco głośno, żebym usłyszała wyraźnie:
— Fajnego masz tego brata…
Tomek w tym samym momencie spojrzał na nią. I to nie było już tylko spojrzenie pełne pożądania z poprzedniej nocy. Było w nim coś więcej. Coś miększego. Coś, co znam z tego, jak Marcin patrzy czasem na mnie.
Wszystko stało się dla mnie nagle jasne.
A niech to.
Szok. Niedowierzanie. Mój brat i siostra mojego chłopaka patrzyli na siebie w sposób, który nie miał już nic wspólnego z samym seksem. Byli sobą nawzajem zauroczeni. Po jednej nocy.
Stałam przez chwilę w milczeniu, przetwarzając to. A potem… poczułam, że jestem zadowolona. Naprawdę. Kochałam ich oboje – Tomka po swojemu, Werę coraz mocniej – i chciałam, żeby byli szczęśliwi. Jeśli mieli znaleźć to szczęście w sobie nawzajem, to tylko lepiej.
Kiedy Tomek w końcu ubrany stał już w przedpokoju, a Wera wciąż owinięta w prześcieradło odprowadzała go wzrokiem, przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl. Bardzo konkretna.
Ciekawe, jak Marcin zareaguje, kiedy wróci z działki i dowie się, że niebawem będziemy się bawić… w czwórkę.
Uśmiechnęłam się sama do siebie, poprawiłam warkoczyki i podszedłam do drzwi, żeby pożegnać brata.

Dodaj komentarz