Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Mała Psitka - były sobie cipki trzy

Mała Psitka - były sobie cipki trzyWczorajsza randka była miłym, gorącym wspomnieniem. Park, drzewo, orgazm na oczach dwóch obcych chłopaków, sperma Marcina spływająca po moich udach… wszystko to kręciło mi się po głowie, kiedy rano otworzyłam oczy.
Dzisiaj miałam być w szkole słomianą wdową. Marcin i Rafał grali w szkolnej drużynie piłki nożnej i wyjeżdżali na mecz do innego miasta. Marcina miało nie być przez cały dzień – wracał dopiero wieczorem. Cały długi, pusty dzień przede mną.
Ubrałam się do szkoły jak zwykle seksownie, może nawet bardziej świadomie niż zwykle. Czerwone koronkowe stringi. Czarna, rozkloszowana miniówka, która przy każdym ruchu ładnie odsłaniała uda. Obcisła biała bluzka, pod którą wyraźnie odznaczały się małe, twarde sutki. Cieliste pończochy samonośne z delikatną koronką. Białe trampki. Włosy zostawiłam rozpuszczone – długie, rude, spadające prawie do pupy.
W lustrze wyglądałam dobrze. Seksownie. Gotowa. Tylko że nie było dla kogo.
Wyszłam z domu z torbą na ramieniu i z lekkim, głupim uczuciem pustki w brzuchu. Bardzo tęskniłam za Marcinem. Za jego ręką na mojej talii, za jego głosem przy uchu, za tym, jak patrzył na mnie, kiedy byłem w nim. Za kutasem też, co tu dużo gadać. Już teraz, idąc do szkoły, czułam, że stringi robią się lekko wilgotne na samo wspomnienie wczorajszego popołudnia w parku.
W szkole było głośno i tłoczno jak zawsze. Marta od razu do mnie podeszła, uśmiechnięta, i objęła mnie krótko.
— Słomiane wdowy trzymają się razem? — zapytała półgłosem.
Uśmiechnęłam się krzywo.
— Wygląda na to, że tak.
Usiedliśmy razem na pierwszej lekcji. Marta co jakiś czas rzucała mi znaczące spojrzenia, a ja czułam, jak między udami znowu robi się ciepło. Cały dzień przede mną. Bez Marcina. Bez możliwości szybkiego zniknięcia do kantorka. Bez niczego.
Tylko ja, moje czerwone stringi i rosnąca, znajoma frustracja.
Marta w ogóle ubrała się dzisiaj bardzo seksownie. Coś się w niej wyraźnie zmieniło od naszej wspólnej nocy z chłopakami. Była bardziej otwarta, bardziej wyzywająca, mniej nieśmiała. Miała na sobie krótką zieloną miniówkę, żółte pończochy samonośne z koronką, obcisły żółty top i zielone sneakersy. Włosy spięte w wysoki kucyk. Wyglądała świeżo i jednocześnie bardzo dostępnie.
Siedziałyśmy razem przez cały dzień. Na lekcjach, na przerwach, zawsze blisko siebie. Podniecałyśmy się nawzajem prawie bez słów – przypadkowe (a wcale nie przypadkowe) dotknięcia kolan, dłuższe spojrzenia, ciche komentarze. Byłam cholernie mokra. Czerwone stringi kleiły mi się do skóry już od drugiej lekcji. Kiedy na długiej przerwie znalazłyśmy chwilę w pustej klasie, sięgnęłam pod jej spódniczkę i sprawdziłam. Stringi Marty były zupełnie przemoczone. Ona tylko uśmiechnęła się w moje usta i pocałowała mnie krótko, szybko, zanim ktoś wszedł.
W końcu, między jedną a drugą lekcją, zaproponowałam wprost:
— Po szkole możemy się same pobawić. Tak jak mówiłam.
Marta nawet się nie zawahała.
— Myślałam, że nigdy nie zapytasz. Wiedziałam, że chłopcy wyjeżdżają, więc… zaplanowałam sobie zabawę z tobą.
Uśmiechnęłam się szeroko. Frustracja całego dnia nagle dostała konkretny cel.
Na ostatniej lekcji, kiedy nauczyciel dyktował coś z podręcznika, telefon w torebce zawibrował. SMS od Wery:
„Marcin i rodzice wracają dopiero wieczorem. Wpadniesz po szkole? Nudzę się i jestem napalona jak diabli.”
Przeczytałam wiadomość dwa razy. Potem przechylilam telefon tak, żeby Marta mogła zobaczyć. Spojrzała, uniosła brwi, a potem uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
Zapytałam ją szeptem, ledwo ruszając ustami:
— Chcesz pobawić się z dwoma dziewczynami jednocześnie?
Marta spojrzała na mnie z błyskiem w oku, który znałam już z kanapy u Rafała.
— Bardziej niż chętnie.
Odpisałam Werze jednym słowem:
„Przychodzimy. We dwie.”
Reszta lekcji minęła w kompletnej mgle. Siedziałyśmy z Martą biodro w biodro, obie mokre, obie świadome tego, co nas czeka zaraz po dzwonku. Ja, Marta i Wera. Bez chłopaków. Całe popołudnie tylko dla nas.
Kiedy w końcu zadzwonił ostatni dzwonek, Marta wzięła mnie za rękę i prawie wyciągnęła z klasy.
— Chodź. Zanim zmienię zdanie z podniecenia.
Szybko dotarłyśmy do mieszkania Wery. Prawie biegłyśmy ostatnie metry. Zapukałam krótko i drzwi otworzyły się natychmiast.
Wera wyglądała obłędnie. Różowe, obcisłe hotpants tak mocno opinały jej jędrną dupę, że przy każdym ruchu było widać zarys stringów. Szare pończochy samonośne z szeroką koronką obciągały długie nogi. Szary, krótki top ledwo utrzymywał jej wielkie piersi – sutki wyraźnie odciskały się na materiale. Blond włosy spięte w luźny kucyk, usta już lekko połyskujące.
Wpuściła nas szybko i zamknęła drzwi.
— To Marta — powiedziałam, wciąż łapiąc oddech. — Marta, to Wera. Siostra Marcina i… no, sama zaraz zobaczysz.
Wera nawet nie dała Marcie czasu na odpowiedź. Najpierw rzuciła się na mnie. Objęła mnie mocno, wcisnęła się swoimi piersiami w moją płaską klatkę i pocałowała namiętnie, głęboko, z językiem, jakby nie widziała mnie od tygodnia. Jej dłoń od razu zsunęła się na moją pupę i ścisnęła.
Po chwili oderwała się ode mnie, odwróciła do Marty i bez żadnego wahania pocałowała także ją. Marta przez sekundę stwardniała z zaskoczenia, ale prawie natychmiast odpowiedziała. Wera w trakcie pocałunku sięgnęła pod zieloną spódniczkę Marty, wsunęła dłoń między jej nogi i wyraźnie coś poczuła. Oderwała się od jej ust z mokrym odgłosem i skomentowała z zadowolonym uśmiechem:
— O kurwa… Marta, jesteś mega mokra.
Marta zarumieniła się mocno, ale nie odsunęła się. Wręcz przeciwnie – jej oddech stał się szybszy, a ręce same powędrowały na biodra Wery.
Stałyśmy we trzy w przedpokoju – ja w czarnej mini i cielistych pończochach, Marta w zieleni i żółci, Wera w różowych hotpants – i napięcie między nami było tak gęste, że prawie dało się je pokroić.
Wera oblizała się i spojrzała na nas obie na przemian.
— No to… chodźcie do salonu, zanim rozbiorę was jeszcze tutaj na wycieraczce.
Nie miałam pojęcia, co dokładnie planuje Wera. Ale wiedziałam jedno – cokolwiek wymyśli, będzie z tego dużo przyjemności dla wszystkich.
Weszłyśmy we trzy do salonu. Ledwie przekroczyłyśmy próg, a Wera już działała. Jednym szybkim, zdecydowanym ruchem ściągnęła z siebie różowe hotpants razem ze stringami i odrzuciła je na bok. Odwróciła się tyłem, szeroko rozstawiła nogi i mocno się wypięła, eksponując lubieżnie obie dziurki – mokrą, różową cipkę i ciasny, zaciśnięty odbyt.
Nie potrzebowałam dodatkowego zaproszenia. Podeszłam od razu, kucnęłam za nią i przywarłam ustami do jej rowka. Polizałam najpierw szeroko, od dołu do góry, zbierając już obecne soki, potem skupiłam się na cipce, wsuwając język głęboko, a na końcu przeszłam wyżej i zakręciłam językiem wokół jej odbytu. Wera jęknęła głośno i wypięła się jeszcze bardziej.
Poczułam wtedy dłonie na swoich ramionach. To była Marta. Stanęła za mną i zaczęła delikatnie, ale stanowczo dociskać moją twarz jeszcze mocniej do tyłka Wery. Jej palce wplotły mi się we włosy i trzymały mnie w miejscu, podczas gdy ja lizałam i ssałam.
Chwilę później Marta sama kucnęła za mną. Pocałowała mnie w kark, potem w ramię, a jej dłonie zsunęły się niżej. Podciągnęła moją czarną spódniczkę, odsunęła na bok czerwone stringi i bez ceregieli wsunęła dwa palce prosto do mojej już zupełnie mokrej cipki. Zaczęła nimi powoli, głęboko posuwać, jednocześnie całując moje ramiona i kark.
Stałam więc na czworaka umysłem, choć ciałem byłam w przyklęku – twarz zagrzebana w tyłku Wery, język pracujący między jej pośladkami, a za mną Marta, która pieprzyła mnie palcami i przyciskała mnie jeszcze mocniej do przyjaciółki.
Wera jęczała coraz głośniej, cofając biodra naprzeciw moich ust. Marta mruczała coś przy moim uchu i przyspieszała ruchy palców. A ja tylko zamykałam oczy i brałam wszystko, co obie mi dawały.
Wera doszła od moich pieszczot. Nagle mocno wypięła dupkę, nogi ugięły się pod nią, a z gardła wyrwał się długi, drżący jęk. Całe ciało napięło się i zadrżało, a ja czułam na języku, jak jej cipka pulsuje i zalewa mnie kolejną falą soków. Przytrzymałam ją za biodra, liżąc dalej, aż spasmy zaczęły powoli ustępować.
Kiedy w końcu złapała oddech, odwróciła głowę przez ramię i spojrzała na Martę z zadowolonym, trochę złośliwym uśmiechem.
— Monia to naprawdę zboczona suczka… — powiedziała ochryple. — A ty, Marta? Może jesteś taka sama jak my?
Marta, wciąż klęcząc za mną z palcami w mojej cipce, tylko pokiwała głową. Szybko i zdecydowanie.
Obie dziewczyny podniosły mnie wtedy wspólnie. Wera złapała mnie pod pachy, Marta za biodra. W ciągu kilku sekund ściągnęły mi czarną spódniczkę i czerwone stringi. Marta przy okazji wymierzyła mi siarczystego klapsa w gołą pupę – ostry dźwięk rozległ się po salonie. Wera jednocześnie ścisnęła moje małe sutki przez bluzkę, a potem po prostu wsunęła pod nią dłonie i zaczęła je ugniatać. Moja cipka była już tak mokra, że soki spływały mi po wewnętrznej stronie ud.
Marta też nie traciła czasu. Ściągnęła z siebie zieloną miniówkę i majtki jednym ruchem. Została w żółtym topie, żółtych pończochach i sneakersach. Widok był naprawdę ładny – jej szczupłe, długie nogi, wąskie biodra, wygolona cipka z tym charakterystycznym wąskim paseczkiem włosków.
Wera popchnęła mnie na kanapę. Padłam na plecy. Marta od razu uklękła między moimi nogami, rozłożyła je szeroko i przyssała się ustami do mojej cipki. Zaczęła lizać intensywnie, ssąc łechtaczkę, wsuwając język głęboko. Jednocześnie Wera wspięła się na kanapę, uklękła nad moją piersią i podała mi swoje wielkie, ciężkie cycki prosto do ust.
Wzięłam jeden sutek i zaczęłam ssać z całych sił, podczas gdy Marta żarłocznie liżała moją cipkę, a Wera drugą piersią ocierała mi policzek.
Leżałam naga od pasa w dół, z twarzą między piersiami Wery i z głową Marty między nogami, i wiedziałam, że ten dzień bez chłopaków będzie jednym z najlepszych, jakie miałam.
Marta lizała mnie długo i zaskakująco wytrwale. Jej język pracował bez chwili przerwy – ssał łechtaczkę, wsuwał się głęboko, krążył, zbierał soki. Ja leżałam z głową opartą o piersi Wery, ssąc na przemian jej sutki, podczas gdy ona gładziła mnie po włosach i co jakiś czas nachylała się, żeby pocałować mnie w czoło albo w usta.
Orgazm narastał powoli, ale nieubłaganie. Kiedy w końcu nadszedł, był głęboki i rozlewający się. Całe ciało zadrżało, biodra uniosły się naprzeciw ust Marty, a ja krzyknęłam w piersi Wery, wbijając w nie twarz. Wera przytrzymała mnie mocno, mrucząc coś czule, a Marta nie odsuwała się ani na milimetr – lizała mnie przez cały orgazm, przedłużając go, aż spasmy zaczęły słabnąć.
Kiedy wreszcie opadłam, ciężko dysząc, Marta uniosła mokre usta i uśmiechnęła się zadowolona. Wera pocałowała mnie jeszcze raz, po czym obie dziewczyny spojrzały na siebie porozumiewawczo.
Bez słowa Marta położyła się na plecach na dywanie. Wera od razu przekręciła się nad nią i usiadła jej na twarzy, jednocześnie pochylając się do przodu, żeby dotrzeć ustami między nogi Marty. Ułożyły się w klasycznej pozycji 69.
Od razu zabrały się do siebie z ogromną chęcią. Wera lizała i ssała cipkę Marty intensywnie, a Marta odpowiadała tym samym, trzymając Werę za pośladki i dociskając ją do swoich ust. Mokre odgłosy, jęki i ciężki oddech wypełniły salon.
Ja siedziałam jeszcze przez chwilę na kanapie, wciąż drżąc po orgazmie, i po prostu patrzyłam. Dwie dziewczyny splecione ze sobą, liżące się nawzajem z coraz większą desperacją. Widok był tak podniecający, że mimo przed chwilą przeżytego orgazmu znowu poczułam, jak między nogami zbiera się wilgoć.
Wera uniosła na moment głowę, spojrzała na mnie przez ramię i rzuciła ochryple:
— Nie tylko patrz, Mała Psitko… możesz się przyłączyć, kiedy tylko będziesz gotowa.
W końcu wystarczająco odpoczęłam. Zsunęłam się z kanapy na dywan i dorwałam się do nich. Wera nadal siedziała na twarzy Marty, a Marta żarłocznie lizała jej cipkę. Ja uklękłam z tyłu Wery, rozchyliłam jej pośladki dłońmi i przywarłam ustami do jej dupki.
Zaczęłam lizać. Najpierw szeroko rowek, potem skupiłam się na samym odbycie – krążyłam językiem, moczyłam, delikatnie wpychałam czubek do środka. Wera jęknęła głośniej i wypięła się naprzeciw mojej twarzy. Marta spod spodu nie przestawała pracować nad jej cipką – ssała, lizała, wsuwała język. Byłyśmy więc we dwie przy jednej dziewczynie: Marta od przodu, ja od tyłu.
Po kilku minutach ciało Marty nagle się napięło. Jej uda zadrżały, biodra uniosły się, a z gardła wydobył się zdławiony krzyk. Doszła, wciąż mając twarz zagrzebaną w cipce Wery. Przytrzymałam Werę, żeby nie zsunęła się z niej za wcześnie, i lizałam dalej jej odbyt, podczas gdy Marta kończyła swój orgazm.
Kiedy Marta lekko opadła, Wera była już na skraju. Ja wbijałam język coraz głębiej w jej dupkę, a Marta, mimo że sama jeszcze drżała, wróciła do intensywnego lizania. Po kolejnej chwili Wera krzyknęła głośno, całe jej ciało szarpnęło się do przodu i zastygnęło w potężnym orgazmie. Cipka pulsowała na ustach Marty, a odbyt zaciskał się rytmicznie wokół mojego języka. Trzymałyśmy ją tak, aż ostatnie fale nie minęły.
Wera w końcu osunęła się na bok, ciężko dysząc, z rozczochranymi włosami i mokrymi udami. Marta leżała na plecach z lśniącą od soków twarzą, a ja klęczałam między nimi, oblizując usta.
Trzy spocone, zaspokojone dziewczyny na dywanie. I żadnego chłopaka w pobliżu.
Wera podniosła się z dywanu, wciąż ciężko oddychając, i poszła do sypialni. Wróciła po chwili z czarnym, solidnym straponem. Pasek już miała dopasowany. Bez słowa przeciągnęła go przez nogi, zapięła wokół bioder i poprawiła. Sztuczny kutas sterczał przed nią gruby, żyłkowany, gotowy.
Spojrzała na mnie.
— Na czworaka, Mała Psitko.
Odwróciłam się tyłem, uklękłam na dywanie i mocno się wypięłam. Jednocześnie pochyliłam się do przodu i przywarłam ustami do cipki Marty, która leżała przede mną z rozłożonymi nogami. Zaczęłam ją lizać – wolno na początku, zbierając resztki wilgoci.
Wera klęknęła za mną. Poczułam, jak rozchyla mi wargi palcami, a chwilę później zimna, twarda główka straponu przycisnęła się do mojego wejścia. Naparła. Weszła powoli, centymetr po centymetrze, rozpychając mnie. Kiedy cała długość znalazła się w środku, Wera złapała mnie mocno za biodra i zaczęła posuwać.
Mocno. Głęboko. Rytmicznie.
Każde pchnięcie wpychało mnie do przodu, prosto w cipkę Marty. Jęczałam w nią, liżąc jeszcze intensywniej, a Marta wplotła mi dłonie we włosy i unosiła biodra naprzeciw moich ust. Wera nie zwalniała. Sztuczny kutas wchodził i wychodził z mokrym odgłosem, jej biodra uderzały o moje pośladki, a ja brałam wszystko – z przodu język w Marcie, z tyłu strapon Wery.
Salon wypełniły mokre odgłosy, jęki i charakterystyczne klaskanie ciał. Wera przyspieszyła, trzymając mnie żelaznym uchwytem, a ja tylko wypinałam się jeszcze bardziej i ssałam łechtaczkę Marty, mając wrażenie, że zaraz znowu stracę kontrolę.
W końcu Wera zwolniła, wyjęła ze mnie strapon i położyła się na plecach na dywanie. Sztuczny kutas sterczał pionowo w górę. Spojrzała na mnie i poklepała się po udach.
— Twój ruch, Mała Psitko.
Odwróciłam się, kucnęłam nad nią i powoli, trzymając strapon u nasady, zaczęłam się na niego nabijać. Główka rozchyliła mnie, potem kolejne centymetry wchodziły coraz głębiej. Kiedy usiadłam na nim całym ciężarem, westchnęłam głośno. Zaczęłam ujeżdżać – najpierw wolno, potem coraz szybciej, kręcąc biodrami, biorąc go po samą nasadę przy każdym ruchu.
W tym samym momencie Marta przeszła bliżej i kucnęła nad twarzą Wery, tyłem do mnie. Rozchyliła pośladki i opuściła się prosto na usta przyjaciółki. Wera od razu objęła ją za uda i zaczęła lizać – zarówno cipkę, jak i odbyt, przechodząc z jednej dziurki na drugą.
Ja ujeżdżałam strapon coraz mocniej, a przede mną miałam plecy i tyłek Marty. Sięgnęłam do przodu, złapałam ją za kark i przyciągnęłam do pocałunku. Marta odwróciła głowę i nasze usta się spotkały. Całowałyśmy się namiętnie, mokro, z językami, tuż nad leżącą pod nami Werą.
Wera lizała Martę od dołu, ja skakałam na jej straponie, a z Martą całowałyśmy się coraz głębiej, trzymając się nawzajem za włosy i ramiona. Trzy ciała splecione na dywanie – jedna leżąca i liżąca, dwie kucające i całujące się nad nią. Mokre odgłosy, jęki i ciężki oddech mieszały się w jedno.
Przyspieszyłam ruchy bioder, biorąc strapon coraz mocniej, a Marta zaczęła lekko kręcić się na ustach Wery, nie odrywając się od moich warg.
Dobiłam jeszcze kilka razy – mocnych, głębokich – i orgazm dopadł mnie nagle i bardzo intensywnie. Całe ciało szarpnęło się do przodu, cipka zacisnęła się rytmicznie na straponie, a z gardła wyrwał się głośny, drżący krzyk. Biodra trzęsły mi się niekontrolowanie, paznokcie wbiłam w ramiona Wery, a fale przechodziły jedna za drugą, aż w końcu siły mnie opuściły.
Opadłam na ziemię obok nich, ciężko dysząc, z nogami drżącymi i cipką wciąż pulsującą. Przez chwilę po prostu leżałam, patrząc w sufit i łapiąc oddech.
Marta nie straciła czasu. Gdy tylko zsunęłam się ze straponu, odwróciła się, kucnęła nad Werą i jednym płynnym ruchem nabiła się na czarny, lśniący od moich soków kutas. Weszła głęboko, aż po samą nasadę, i od razu zaczęła się ruszać – najpierw wolniej, potem coraz pewniej.
Leżałam na boku, wciąż jeszcze lekko dygocząc, i chłonęłam ten widok. Oceniałam każdą krzywiznę ciała Marty. Jej długie, szczupłe nogi w żółtych pończochach, napięte przy każdym ruchu. Wąskie biodra, które unosiły się i opadały w równym rytmie. Płaski brzuch. Małe, zgrabne piersi pod żółtym topem, które lekko podskakiwały. I cipkę – wygoloną, z tym wąskim, ciemnym paseczkiem włosków, rozciągniętą wokół czarnego straponu, mokra i zaciskającą się przy każdym opadnięciu.
W myślach opisywałam sobie wszystko dokładnie. Jak jej pośladki napinają się, kiedy bierze go głęboko. Jak uda drżą, kiedy przyspiesza. Jak głowa odchyla się do tyłu, a usta otwierają w cichym jęku. Jak Wera spod spodu trzyma ją za biodra i unosi własną twarz, żeby lizać to, co może dosięgnąć.
Marta ujeżdżała strapon coraz śmielej, a ja leżałam obok i nie mogłam oderwać od niej wzroku, czując, że mimo świeżego orgazmu znowu zaczynam się rozgrzewać.
Marta ujeżdżała strapon Wery coraz pewniej i coraz szybciej. Jej szczupłe biodra pracowały w równym, głodnym rytmie, żółte pończochy napięte na udach, głowa odchylona do tyłu. Jęczała coraz głośniej, trzymając się piersi Wery dla równowagi. W pewnym momencie całe jej ciało napięło się, uda zadrżały, a z gardła wyrwał się długi, wysokotonowy krzyk. Doszła mocno, zaciskając się na czarnym straponie, wyginaając się i drżąc przez dobre kilkanaście sekund.
Kiedy wreszcie opadła, zsunęła się powoli z zabawki i zwaliła się na dywan obok nas. Leżałyśmy we trzy – spocone, ciężko oddychające, z rozczochranymi włosami i mokrymi udami. Przez dłuższą chwilę nikt nic nie mówił. Tylko oddechy powoli wracały do normy.
W końcu Marta odezwała się pierwsza, wciąż jeszcze łapiąc powietrze:
— Kurwa… to było… naprawdę fajne. Nie spodziewałam się, że zabawa samymi dziewczynami może być aż tak intensywna.
Uśmiechnęłam się do niej z boku, gładząc ją po udzie.
— Mówiłam, że warto.
Wera przewróciła się na bok, podparła głowę ręką i spojrzała na Martę uważniej.
— A propos… — zaczęła powoli. — Jesteś ciekawa, co łączy mnie z Monią, prawda? Bo widać to po tobie od chwili, kiedy weszłaś.
Marta zarumieniła się lekko, ale nie zaprzeczyła.
— No… trochę. Jesteś siostrą jej chłopaka, a zachowujecie się, jakbyście były ze sobą od lat. I to nie tylko przyjaciółkami.
Wera spojrzała najpierw na mnie, jakby szukając zgody. Kiwnęłam głową. Wtedy Wera usiadła trochę prościej i powiedziała spokojnie:
— Marta… to, co ci zaraz powiem, zostaje między nami. Obiecujesz?
— Obiecuję.
— Dobrze. Ja i Marcin… uprawiamy seks. Od jakiegoś czasu. Kochamy się jak rodzeństwo, ale jednocześnie się pożądanie. Kiedy pojawiła się Monia, myśleliśmy, że to koniec. Okazało się, że wręcz przeciwnie – zaczęło się coś nowego. A potem Monia zaciągnęła do nas swojego brata, Tomka. I teraz… no, sytuacja jest dość skomplikowana. Monia pieprzy się ze mną, z Marcinem, z Tomkiem. Ja z Marcinem i od niedawna z Tomkiem. A Tomek… wygląda na to, że zaczyna coś czuć do mnie.
Marta słuchała z coraz szerszymi oczami. Kiedy Wera skończyła, przez dłuższą chwilę panowała cisza. Widać było, że przetwarza informacje. Szok był wyraźny – otwarte usta, uniesione brwi, szybki oddech.
W końcu odezwała się cicho, prawie ostrożnie:
— Kazirodztwo… oboje. Ty z bratem, ona z bratem. I jeszcze wszyscy ze sobą na krzyż.
Nie brzmiało to jak oskarżenie. Raczej jak stwierdzenie faktu, które dopiero do niej docierało.
Po kolejnej chwili dodała, już spokojniej:
— Dziwne jest to, że… nie czuję obrzydzenia. Raczej… fascynację. I trochę zazdrość, że macie tak otwartą relację. Moje granice tego, co uważam za właściwe, najwyraźniej właśnie się przesunęły. Jeszcze tydzień temu uznałabym was za kompletnie pojebanych. A teraz leżę z wami naga na dywanie i myślę głównie o tym, kiedy znowu się zabawimy.
Spojrzałam na Werę. Ona spojrzała na mnie. Obie uśmiechnęłyśmy się powoli.
Marta przewróciła się na plecy, wpatrzona w sufit, i dodała jeszcze ciszej:
— Rafał nigdy się o tym nie dowie, prawda?
— Nigdy — odpowiedziałyśmy jednocześnie.

Dodaj komentarz