
W jasnym świetle przedpokoju zobaczyliśmy Werę.
Stała oparta o framugę drzwi do salonu i wyglądała jak chodzące pożądanie. Miała na sobie kurewski, mocny makijaż – podkreślone oczy, czerwone usta. Blond włosy splecione w dwa długie warkoczyki, które spadały jej na piersi. Biała bluzka zapinana na guziki była tak obcisła, że jej wielki biust niemal rozrywał materiał; górne guziki były rozpięte, a głęboki dekolt odsłaniał sporo pełnych, sprężystych piersi. Krótka, rozkloszowana spódniczka w kolorze najgłębszej czerni ledwo zakrywała pośladki. Pełne uda obciągały białe pończochy samonośne z szeroką koronką. Na stopach miała czarne trampki. Stała w prowokacyjnej pozie, jedną nogę opierając o framugę za sobą, i patrzyła na nas z otwartym, niemal drapieżnym pożądaniem.
— Widziałam z okna, jak idziecie — powiedziała niskim, satysfakcjonującym głosem.
Potem odwróciła się lekko w stronę otwartych drzwi do salonu i dodała głośniej, z wyraźną nutą zabawy:
— To tylko twoja siostra… i mój brat.
Weszliśmy za nią do salonu, wciąż trzymając się z Marcinem za ręce.
Na kanapie siedział Tomek. Już bez koszulki – jego naga, szczupła klatka piersiowa i ramiona były wyraźnie spocone, więc Wera najwyraźniej zdążyła się do niego wcześniej dobrać. Kiedy nas zobaczył, jego twarz przybrała wyraz skrajnego zdumienia. Oczy zrobiły mu się ogromne, usta lekko się rozchylily. Przez chwilę tylko patrzył to na mnie, to na Marcina, to znowu na Werę.
W końcu wydusił z siebie tylko jedno pytanie, ochryple i całkowicie zdezorientowany:
— To wy… się znacie?
Wera stanęła między nami a kanapą, z rękami na biodrach, i uśmiechnęła się szeroko, prawie drapieżnie. Marcin ścisnął moją dłoń mocniej. A ja poczułam, jak w brzuchu znowu zaczyna wirować znajome, gorące podniecenie.
Impas przerwał Marcin. Puścił moją dłoń, podszedł do kanapy i stanął przed Tomkiem.
— Sporo o tobie słyszałem, Tomku — powiedział spokojnie. — Jestem Marcin. Chłopak Moni… i brat Wery zarazem.
Tomek popatrzył na niego otępiałym wzrokiem. Przez kilka sekund jego mózg wyraźnie składał puzzle. Nagle na jego twarzy pojawiło się całkowite zrozumienie. Najpierw tylko otworzył szeroko usta, a chwilę później wybuchnął niekontrolowanym, głośnym śmiechem. Zaraźliwym, jak się okazało.
Popatrzyłam najpierw na Werę, potem na Marcina. I wszyscy troje ryknęliśmy śmiechem razem z nim. Śmialiśmy się długo, aż nam łzy stanęły w oczach i zabrakło tchu.
Kiedy w końcu się uspokoiliśmy, Tomek wstał. Zignorował wyciągniętą przez Marcina dłoń na powitanie i zamiast tego złapał go w mocny, męski uścisk. Marcin odpowiedział tym samym, klepiąc go po plecach.
Tomek, wciąż jeszcze śmiejąc się pod nosem, powiedział:
— Ty zwyrolu… posuwasz moją dziewczynę i moją siostrę. Ale dobrze. Te dwie napalone suczki to i tak za dużo jak na jednego kolesia. Razem jakoś damy radę.
Marcin parsknął kolejnym śmiechem i odparł:
— A to się dopiero dwie zboczone rodzinki dobrały.
Wera nie dała im dłużej gadać. Podeszła do Tomka, popchnęła go z powrotem na kanapę i usiadła mu okrakiem na kolanach, mocno wpasowując swój jędrny tyłek w jego krocze.
— No właśnie — powiedziała, patrząc mu prosto w oczy. — Skoro tak już to wszystko wygląda… to zgadzam się być twoją dziewczyną.
I pocałowała go namiętnie, głęboko, z rękami na jego nagiej klatce.
Marcin w tym czasie usiadł obok nich i pociągnął mnie na swoje kolana. Od razu zadarł mi białą kwiecistą sukienkę wysoko na biodra, tak że wszystkim w salonie było wyraźnie widać moje całkowicie przemoczone, białe stringi. Potem pochylił się i zaczął delikatnie, wolno całować mnie w szyję. Rozpuściłam się w tej pieszczocie, przymknęłam oczy i odchyliłam głowę, dając mu lepszy dostęp.
Kiedy po dłuższej chwili znowu otworzyłam oczy, zobaczyłam, że Wera i Tomek przerwali pocałunek i oboje gapią się prosto na moje mokre majteczki. Tomek uniósł brwi i zapytał z wyraźną ciekawością:
— Co cię tak nakręciło, siostrzyczko?
Marcin uniósł głowę znad mojej szyi i odpowiedział pierwszy. Spokojnie, ze wszystkimi szczegółami, opowiedział im, co przed godziną zobaczyliśmy w parku – Rafała na kolanach, potem wypiętego o drzewo i rżniętego w dupę przez nieznajomego chłopaka, oraz to, jak bardzo mnie (i jego) ten widok podniecił.
W miarę jak mówił, twarze Tomka i Wery zmieniały się. Zdziwienie przeszło w zainteresowanie, a potem w wyraźne, rosnące podniecenie. Kiedy Marcin skończył, w salonie zapadła gęsta, ciężka cisza.
Wszyscy czworo patrzyliśmy na siebie, a napięcie między nami dało się niemal kroić.
Ciszę przerwał Tomek, zaskakując nas wszystkich kompletnie.
— Nie dziwię się, że was to podnieciło — powiedział spokojnie, prawie z rozbawieniem. — Sam kiedyś miałem okazję pobawić się z kolegą na obozie sportowym. Wprawdzie bez seksu analnego, ale za to po kilka razy spuściliśmy się sobie nawzajem w usta.
Wera wybuchnęła szczerym śmiechem, odchyliła głowę i klasnęła w dłonie.
— Właśnie takiego chłopaka zawsze chciałam mieć — oznajmiła zadowolona. — Wyluzowanego, tolerancyjnego i żądnego nowych doznań.
Ja byłam trochę zaskoczona. Naprawdę. Moja wyobraźnia od razu, uparcie, podsunęła mi obraz nagich Marcina i Tomka splecionych ze sobą w miłosnym uścisku – dłonie na plecach, usta na ustach, kutasy ocierające się o siebie. Musiałam się wewnętrznie otrząsnąć z tej wizji, bo nagle zrobiło mi się bardzo gorąco.
Odezwałam się cicho, ale wyraźnie:
— Cieszę się, że będziecie razem. Mam wrażenie, że nasz krąg się właśnie domknął.
Tomek i Marcin pokiwali głowami ze zgodą. Atmosfera w salonie zgęstniała jeszcze bardziej.
Wera nie zamierzała tracić czasu. Wstała z kolan Tomka, złapała mnie za ręce, ściągnęła z kolan Marcina i pocałowała namiętnie – głęboko, z językiem, na oczach obu chłopaków. Marcin i Tomek chłonęli ten widok z absolutną fascynacją. Ich kutasy wyraźnie napierały na materiał spodni, twarde i gotowe.
Kiedy Wera oderwała się od moich ust, miała już w oczach ten swój drapieżny błysk.
— Bądź tak miła i popieść ustami mojego chłopaka — powiedziała. — A ja zrobię to twojemu.
Nie czekając na odpowiedź, opadła na kolana przed Marcinem i od razu zaczęła rozpinać mu rozporek.
Ja spojrzałam na swojego brata. Tomek siedział na kanapie półnagi, z wyraźnym wybrzuszeniem w spodniach i z oczami pełnymi oczekiwania. Uśmiechnęłam się powoli, sięgnęłam do ramiączek i ściągnęłam przez głowę swoją białą, kwiecistą sukienkę. Zostałam przed nim w samych białych stringach, cielistych pończochach i sneakersach. Położyłam dłoń na jego rozporku, przejechałam palcami po twardym zarysie i lubieżnie oblizałam usta.
— To teraz, braciszku, masz dziewczynę — powiedziałam cicho, prawie szeptem. — Bardzo cudowną dziewczynę. I właśnie za to, że miałeś rozum w głowie i się z nią związałeś… twoja młodsza siostrzyczka zrobi ci takiego loda, że zapamiętasz to do końca życia.
I opadłam na kolana między jego rozstawione nogi, sięgając już do guzika i zamka jego spodni.
Opadając na kolana, zahaczyłam jeszcze spojrzeniem o Werę i Marcina. Wera właśnie wydobyła na wolność kutasa swojego młodszego brata. Trzymała go u nasady, otworzyła szeroko usta i jednym pewnym ruchem nabiła się na niego, starając się wziąć całą długość aż do gardła. Jej blond warkoczyki falowały przy każdym ruchu głowy, a oczy miała już lekko łzawiące.
Wróciłam spojrzeniem do Tomka. W międzyczasie udało mi się rozpiąć mu spodnie i wyciągnąć kutasa z bokserek. Był twardy, gorący, znajomy. Najpierw tylko polizałam główkę – wolno, dokładnie, zbierając już obecną kroplę preejakulatu. Potem przejechałam językiem od samej żołędzi aż po jądra, obficie go śliniąc, zostawiając mokry ślad na całej długości. Tomek wciągnął powietrze przez zęby.
Nie dałam mu czasu na dojście do siebie. Z rozmachem, niemal brutalnie, nabiłam swoje gardło na jego kutasa. Główka od razu rozpychała mi podniebienie, a potem weszła głębiej, gwałtownie rozciągając przełyk. Łzy natychmiast pociekły mi ciurkiem z oczu, ślina obficie spłynęła po trzonie prosto na jądra, a ja zaczęłam jeździć gardłem w górę i w dół, biorąc go najgłębiej, jak tylko potrafiłam. Chciałam sprawić bratu jak najwięcej przyjemności. Chciałam, żeby Wera widziała, jak potrafię zająć się jej nowym chłopakiem. I chciałam, żeby Marcin widział, jakim kunsztownym, zboczonym lachociągiem jest jego ukochana dziewczynka.
Kątem oka dostrzegłam, że Wera próbuje się do mnie uśmiechnąć – na tyle, na ile pozwalał jej wypełniający usta kutas Marcina. Jej oczy były już zalane łzami, a ślina spływała jej po brodzie dokładnie tak samo jak mnie. Obie zrozumiałyśmy się bez słów.
Narzuciłyśmy ostrzejsze tempo.
Dwie pary ust, dwa gardła, dwa kutasy braci. Mokre, głośne odgłosy nabijania się, krztuszenia, śliny kapającej na uda i kanapę. Ja brałam Tomka głęboko, prawie dusząc się przy każdym ruchu, a Wera robiła to samo Marcinowi. Salon wypełnił się wyłącznie dźwiękami naszych gardeł pracujących na twardych kutasach i ciężkim oddechem chłopaków, którzy patrzyli na nas z absolutnym niedowierzaniem i rosnącą rozkoszą.
Wera wyjęła kutasa Marcina ze swoich ust z głośnym, mokrym odgłosem. Cały był pokryty gęstą warstwą jej śliny, lśnił od nasady aż po główkę. Nie marnując ani sekundy, rozpięła do końca swoją białą bluzkę i pozwoliła, by jej olbrzymie, ciężkie piersi wyskoczyły na wolność. Przycisnęła je do siebie obiema dłońmi, tworząc głębokie, ciasne zagłębienie, po czym wypuściła z ust długą, gęstą strugę śliny, która idealnie wylądowała dokładnie pomiędzy ściśniętymi cyckami. Wsunęła kutasa Marcina w tę śliską szczelinę i zaczęła jeździć piersiami w górę i w dół, mocno ściskając je wokół trzonu.
Pomysł mnie całkowicie zafascynował. Chciałam zrobić coś podobnego… ale z oczywistych względów (płaska jak deska) nie miałam czym. W zamian przyszedł mi do głowy inny, jeszcze bardziej wyuzdany pomysł.
Zebrałam w jedną garść wszystkie swoje długie, jasnorude włosy. Było ich naprawdę dużo. Owinęłam je kilka razy ciasno wokół kutasa Tomka – od nasady aż po główkę – tworząc gęste, miękkie, rude zawiniątko. Ścisnęłam to wszystko obiema małymi dłońmi i zaczęłam powoli, mocno masturbować brata swoimi własnymi włosami. Ślina, którą wcześniej obficie go pokryłam, sprawiła, że wszystko ślizgało się idealnie.
Widziałam zdumione i jednocześnie pożądliwe spojrzenia całej trójki skupione na mnie. Wiedzieli, że jestem zboczona. Wiedzieli, że jestem wyuzdana. Ale aż takiej inwencji najwyraźniej się po mnie nie spodziewali. Tomek patrzył na swoje kutasa owiniętego w moje rude włosy z otwartymi ustami, Wera spowalniała ruchy piersi, żeby lepiej widzieć, a Marcin w ogóle przestał oddychać.
Nie trzeba było długo.
Nowa, miękka, gęsta pieszczota bardzo szybko doprowadziła mojego braciszka do wybuchu. Tomek stęknął głośno, biodra uniosły się z kanapy, a z kutasa trysnęły potężne, gęste strugi spermy. Dosłownie zalały mi twarz. Trafiły na czoło, na policzki, na usta, na zamknięte oczy, a największa porcja wsiąkła głęboko w rude włosy, którymi wciąż jeszcze go obciągałam. Ciało Tomka w końcu opadło, całkowicie odprężone.
Musiałam stanowić naprawdę zjawiskowy widok – cała oblepiona świeżą spermą brata, z włosami ciężkimi od cumu – bo Marcin nie odrywał ode mnie wzroku nawet na sekundę. I właśnie wtedy jego kutas, wciąż ściśnięty między piersiami Wery, też eksplodował. Grube, białe strugi wytrysnęły wysoko i doszczętnie zalały cycki i twarz Wery. Sperma spływała jej po brodzie, po szyi, po pełnych piersiach, wsiąkając w dekolt.
Wyglądałyśmy w tej chwili jak dwie boginie seksu. Całe w spermie. Mokre, lśniące, zadowolone. Widok, którego żaden antyczny rzeźbiarz nie byłby w stanie oddać.
Kiedy obaj chłopcy w końcu przestali drżeć, każda z nas powoli, prawie nabożnie pochyliła się i złożyła delikatny, mokry pocałunek na główce kutasa swojego brata.
Mimo że byłyśmy obie całkowicie zalane spermą, nasi chłopcy nie dali nam nawet chwili odpoczynku. Marcin chwycił mnie w ramiona niemal natychmiast. Podniósł mnie lekko i zaczął zlizywać ze mnie wszystko – cały ten potężny ładunek, który zostawił na mnie mój własny brat. Lizał powoli, dokładnie, celebrując każdy centymetr. Najpierw usta – zbierał spermę z kącików, z dolnej wargi, całując przy okazji. Potem powieki, brodę, policzki. Ale najwięcej uwagi poświęcił moim sklejonym, ciężkim od cumu włosom. Brał kolejne pasma między wargi i zlizywał je z prawie religijnym skupieniem, jakby każde było osobnym sakramentem. Jego język był ciepły, cierpliwy i bardzo dokładny.
Obok Tomek robił dokładnie to samo z Werą. Nie miał najmniejszych oporów. Pochylał się nad nią i połykał z jej ciała spermę Marcina – z pełnych piersi, z szyi, z brody, z dekoltu. Lizał sutki, zbierał gęste krople spływające po brzuchu, nie zostawiając niczego. Wera odchylała głowę do tyłu i cicho wzdychała, pozwalając mu na wszystko.
Marcin pomiędzy kolejnymi liźnięciami moich włosów wyszeptał nisko, niemal z rozbawieniem:
— To wygląda jak nabożeństwo jakiejś kazirodczej religii…
Tomek uniósł głowę znad piersi Wery, oblizał usta i przytaknął:
— I właśnie przyjmujemy komunię.
Obaj chłopcy spojrzeli na nas. My z Werą spojrzałyśmy na nich. Atmosfera w salonie była gęsta, ciężka od seksu, potu i spermy, a jednocześnie dziwnie czuła i absolutnie wolna od jakiegokolwiek wstydu.
Odezwałam się pierwsza. Głos miałam jeszcze ochrypły po głębokim gardłowym lodzie.
— Chcę czuć każde z was… w tym samym czasie.
Wera natychmiast przytaknęła. Jej oczy były ciemne od pożądania, a na ustach miała resztki spermy, której Tomek jeszcze nie zdążył zliżać.
— Kocham i pragnę każdego z was — powiedziała wyraźnie. — Wszystkich naraz.
Marcin i Tomek wymienili ze sobą krótkie, porozumiewawcze spojrzenie. Potem obaj uśmiechnęli się – wolno, drapieżnie, z absolutną gotowością.
Salon, kanapa, cztery spocone, lepkie ciała i jedna wspólna, niepohamowana chęć. Nikt z nas nie miał zamiaru się już zatrzymywać.
Wspólnymi siłami zrobiliśmy miejsce na puszystym dywanie w salonie. Zrzuciliśmy poduszki, odsunęliśmy stolik. Mimo niedawnych, potężnych spustów kutasy Marcina i Tomka znowu sterczały w pełnej gotowości – twarde, lśniące, gotowe do kolejnej rundy. Rozebraliśmy się wszyscy nawzajem, bez pośpiechu, ale i bez zbędnej delikatności. Ja i Wera zostałyśmy tylko w pończochach – ja w cielistych, ona w białych. Chłopcy całkowicie nadzy.
Położyłam się na dywanie na plecach i szeroko rozłożyłam nogi. Wera od razu ustawiła się nade mną w pozycji 69. Jej ciężkie, pełne piersi przywarły do mojego płaskiego brzucha, a ja poczułam na twarzy ciepło jej ud. Marcin klęknął między moimi nogami, chwycił mnie mocno za uda obciągnięte pończochami i jednym płynnym ruchem wbił swojego kutasa głęboko w moją już zupełnie mokrą cipkę. W dokładnie tym samym momencie poczułam na niej język Wery – szeroki, gorący, żarłoczny.
Przed oczami miałam cipkę Wery.
Była piękna. Pełniejsze, mięsiste wargi, już lśniące od podniecenia, całkowicie wygolone oprócz wąskiego, ciemniejszego paseczka nad samą szparką. Łechtaczka wyraźnie nabrzmiała, wystająca. Różowe wnętrze lekko się rozchylało przy każdym oddechu. Patrzyłam zafascynowana, jak kutas mojego brata zbliża się do niej. Tomek przytrzymał się u nasady, przyłożył ciemną, szeroką główkę dokładnie między wargi i zaczął napierać. Powoli. Wargi rozchyliły się wokół niego, otaczając żołądź. Centymetr po centymetrze gruby trzon znikał w jej środku, rozciągając ją widocznie. Kiedy w końcu dobił do samego końca i jego jądra oparły się o jej pośladki, Wera jęknęła długo i głęboko prosto w moją cipkę.
Natychmiast przyssałam się do niej. Lizałam wszystko, co mogłam dosięgnąć – jej rozciągnięte wargi, miejsce, w którym łączyła się z kutasem brata, jego trzon za każdym razem, gdy się cofał, i ciężkie, napięte jądra. Smak Wery mieszał się ze smakiem skóry Tomka.
Nagle poczułam, jak kutas Marcina opuszcza moją cipkę. Zrobiło się pusto. Sądząc po mokrych, głębokich odgłosach dochodzących sprzed mojej twarzy, właśnie wbił się w gardło swojej siostry. Wera krztusiła się głośno, a ja czułam wibracje jej jęków na swojej łechtaczce. Nie trwało to długo. Po kilkunastu głębokich pchnięciach Marcin znowu wrócił między moje nogi i jednym ruchem wypełnił mnie po brzegi.
Tomek podłapał pomysł natychmiast. Wyciągnął się z Wery, przesunął się wyżej i chwilę później jego kutas – mokry od niej – wbił się prosto w moje gardło. Wzięłam go chciwie, aż do samego końca, krztusząc się i śliniąc obficie.
Od tej pory pieprzyli nas obie na przemian w ten sposób. Kiedy jeden rżnął mnie w cipkę, drugi nabijał gardło Wery. Kiedy Marcin wypełniał Werę, Tomek wpychał się głęboko w moje usta. Zmieniały się tylko pozycje i kolejność. Ja leżałam na plecach, z twarzą między nogami Wery, liżąc na zmianę jej cipkę, kutasa brata i jego jądra, a sama byłam nieustannie wypełniana – albo kutasem Marcina, albo kutasem Tomka.
Czułam się zaspokajana w każdym możliwym wymiarze. Usta, gardło, cipka, wzrok, słuch, węch. Wszystko naraz. I nie chciałam, żeby to się kończyło.
Ale to, co dobre, zawsze kiedyś się kończy. Nawet przy wrażeniu niespożytej wytrzymałości obu chłopaków.
Ja i Wera doszłyśmy niemal w tej samej chwili. Naprawdę nie potrafiłam powiedzieć, która była pierwsza – różnica wyniosła najwyżej ułamek sekundy. Naszymi ciałami nagle targnęły gwałtowne, głębokie spazmy. Ubrane w pończochy uda zacisnęły się nam nawzajem na głowach jak w imadle. Drżałyśmy całe, niekontrolowanie. Ciężkie cycki Wery falowały i ocierały się o mój płaski brzuch przy każdym skurczu. Nasze cipki zacisnęły się rytmicznie, mocno, niemal boleśnie na kutasach, które właśnie były w nas – Marcin we mnie, Tomek w Werze.
To właśnie te skurcze przeważyły.
Obaj chłopacy syknęli prawie jednocześnie. Dobili w głąb naszych pizdeczek jak najmocniej, po same jądra, i trysnęli. Gorące, gęste fale spermy wypełniały nas spust za spustem. Mimo że obaj już wcześniej dzisiaj spuszczali się – i to solidnie – nie mogłam uwierzyć, jak dużo tej spermy jeszcze w nich zostało. Czułam, jak Marcin pulsując zalewa mnie od środka, a z odgłosów i drżenia ciała Wery wiedziałam, że Tomek robi jej dokładnie to samo.
Przez dłuższy moment wszyscy czworo tylko dyszeliśmy i drżeliśmy, spleceni na dywanie.
W końcu Marcin i Tomek powoli, niechętnie wycofali się z naszych cipek. Od razu poczułam, jak gęsta sperma zaczyna wypływać ze mnie szerokim strumieniem. Z cipki Wery, tuż nad moją twarzą, stało się to samo – biała, gęsta struga spermy Tomka spłynęła po jej wargach i zaczęła kapać.
Wera nie dała jej nawet dotrzeć do dywanu. Natychmiast opuściła głowę i przyssała się do mojej zalanej, spuchniętej cipki, żarłocznie zbierając wszystko, co z niej wypływało – spermę Marcina i moje soki.
Ja, mimo całkowitego zmęczenia, poderwałam głowę wyżej. Rozchyliłam wargi Wery palcami i zaczęłam lizać. Zbierałam gęstą spermę Tomka prosto z jej rozciągniętej szparki, ssałam, przełykałam, nie chcąc stracić ani kropli. Smak brata mieszał się ze smakiem Wery na moim języku.
Leżałyśmy tak na sobie, w pozycji 69, liżąc z siebie nawzajem świeżą spermę naszych braci, podczas gdy Marcin i Tomek klęczeli obok, ciężko oddychając i patrząc na nas z absolutnym, milczącym uwielbieniem.
W końcu opadliśmy wszyscy na puszysty dywan, całkowicie spleceni. Trudno było nawet powiedzieć, gdzie kończy się jedno ciało, a zaczyna drugie. Leżałam z głową na udzie kogoś (nie byłam pewna czy Marcina, czy Tomka), Wera miała rękę przerzuconą przez mój brzuch, a czyjeś nogi w pończochach splatały się z czyimiś nagimi. Dyszeliśmy ciężko, spoceni, lepkich od spermy i soków, zupełnie wyczerpani.
Po dłuższej chwili odezwał się Tomek. Głos miał ochrypły i wciąż jeszcze trochę niedowierzający.
— To było… niesamowite. Mimo całej tej skomplikowanej sytuacji nie przypuszczałem, że tak szalony seks jest w ogóle możliwy.
— O tak… — poparłam go rozmażonym, zadowolonym głosem, nawet nie otwierając oczu.
— O tak… — poparłam go rozmażonym, zadowolonym głosem, nawet nie otwierając oczu.
Marcin parsknął cicho i rzucił z lekkim żalem:
— Szkoda tylko, że wasi rodzice wrócą do domu, zanim nabierzemy sił na więcej. Ale na to nic nie poradzimy. Nie wiem jak wasi, ale nasi będą przez cały weekend w domu.
— Nasi też — westchnęła Wera. Jej głos jednak zdradzał już wyraźnie weselsze nutki. Po chwili kontynuowała z rosnącym entuzjazmem: — Ale… moi rodzice mają domek nad jeziorem. Wprawdzie to ze trzy godziny drogi stąd, ale ja i Tomek mamy prawo jazdy. A moi na pewno pożyczą mi jeden z samochodów.
Uniosłam gwałtownie głowę.
— Kocham cię, Wera! — krzyknęłam prawie w euforii.
Tomek zaśmiał się nisko.
— No to postanowione. Jutro zabieramy was spod szkoły i jedziemy całą czwórką.
Wera przez chwilę milczała, bawiąc się końcówką mojego rudego kosmyka, po czym odezwała się zamyślona:
— A może by tak… w pięcioro? Monia, może wybadasz, czy ta wasza urocza Martusia byłaby zainteresowana takim wyjazdem?
Uśmiechnęłam się szeroko, wciąż jeszcze leżąc w tej lepkiej, szczęśliwej kupie ciał.
— Mogę zapytać. W końcu musimy zadbać o chłopaków. Nawet cały weekend posuwania swoich dziewczyn i sióstr może w końcu spowszednieć.
Miny Marcina i Tomka w tym momencie wyglądały dokładnie tak, jakby obaj właśnie trafili szóstkę w totolotka. Szerokie uśmiechy, błyszczące oczy i absolutna, nieukrywana radość.
Leżeliśmy jeszcze chwilę w milczeniu, już planując w głowach nadchodzący weekend nad jeziorem. Cztery (a może pięć) osób, domek, zero rodziców i absolutna swoboda.
Zapowiadało się… intensywnie.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
baz
[komentarz oczekuje na moderacje]