
Założyłam czerwone koronkowe stringi, białe pończochy samonośne z delikatną koronką, czerwoną plisowaną miniówkę, która ładnie odsłaniała uda przy każdym ruchu, oraz białą, obcisłą bluzeczkę na cienkich ramiączkach. Włosy zostawiłam rozpuszczone – nie było czasu nawet na warkocz. Zbiegłam na dół bez śniadania, tylko z torebką przerzuconą przez ramię i ciągle lekko wilgotnymi włosami.
Marcin już na mnie czekał pod klatką. Stał oparty o barierkę, z rękami w kieszeniach, i uśmiechnął się, kiedy mnie zobaczył. Nie dawałam mu nawet dojść – podbiegłam jak rudowłosy wicher, rozpędziłam się ostatnie metry, wskoczyłam na niego i oplatałam nogami w białych pończochach wokół jego bioder. Marcin złapał mnie w lot pod pośladki, a ja wplotłam ręce w jego włosy i pocałowałam namiętnie, głęboko, z całym tęsknym głodem ostatnich dwóch dni.
— Kocham cię — szepnęłam mu prosto w usta, kiedy na chwilę się oderwałam.
— Ja ciebie też, Mała Psitko — odparł niskim głosem i ścisnął moje uda mocniej.
Powoli zsunęłam się na ziemię, ale nie odsunęłam się za daleko. Wzięliśmy się za ręce i ruszyliśmy spokojnym tempem do szkoły. Po drodze opowiedziałam mu wszystko o wczorajszym popołudniu – o Marcie, o Werze, o straponie, o tym, jak we trzy leżałyśmy na dywanie i rozmawiałyśmy o rzeczach, o których większość ludzi nawet nie chce słyszeć. Marcin słuchał z wyraźnym zainteresowaniem, a w kąciku ust miał ten swój charakterystyczny, trochę złośliwy uśmiech.
— Szkoda, że mnie tam nie było — powiedział w końcu. — Brzmi jak całkiem udane popołudnie.
Potem dodał już poważniej:
— A propos Wery… według mnie jest już coraz bardziej zaangażowana w tę relację z Tomkiem. Pisze do niego codziennie, pyta o niego, uśmiecha się do telefonu jak nastolatka. Chyba naprawdę coś między nimi iskrzy.
Uśmiechnęłam się do siebie. Byłam z tego zadowolona.
Dotarliśmy w końcu do szkoły. Przed wejściem Marcin przyciągnął mnie jeszcze raz do krótkiego, ale intensywnego pocałunku, nie zważając na przechodzących uczniów. Potem wzięliśmy się za ręce i weszliśmy do środka – ja w czerwonej plisowanej mini, białych pończochach i z wciąż lekkim, przyjemnym mrowieniem między udami po wczorajszej zabawie z dziewczynami.
Niedługo po wejściu do szkoły dorwała mnie Marta. Ledwie zdążyłam odstawić torbę przy szafce, a już poczułam jej dłoń na ramieniu. Odciągnęła mnie odrobinę na bok, z dala od głównego nurtu uczniów, i od razu było widać, że coś ją gryzie. Brwi miała ściągnięte, usta zaciśnięte, a w brązowych oczach czystą irytację.
— Jestem wściekła na Rafała — wyszeptała bez wstępu. — Wczoraj wieczorem pisaliśmy do siebie i… zasugerowałam, że chciałabym spróbować seksu analnego. A on mnie wyśmiał. Powiedział, że jestem zboczona. Że normalne dziewczyny takich rzeczy nie chcą.
Poczułam, jak we mnie też rośnie złość. Rafał. Ten sam Rafał, który jeszcze niedawno z wypiekami na twarzy patrzył, jak całujemy się z Martą na plaży, który rżnął mnie na kanapie u siebie, a teraz nagle robi z niej zboczoną, bo zaproponowała coś, co my z Marcinem i Werą traktujemy jak codzienność.
— Co za debil — burknęłam cicho. — Naprawdę się wkurzyłam tym samym co ciebie tak dotknęło. Zero wyobraźni.
Marta westchnęła ciężko, ale ja w międzyczasie zdążyłam ją dokładnie obejrzeć. I cholera, naprawdę bardzo ładnie dzisiaj wyglądała. Niebieska sukienka sięgająca do połowy uda, ale z bardzo odważnym, wysokim rozcięciem na biodrze – przy każdym ruchu majtki prawie widać było. Czarne pończochy samonośne z szeroką koronką obciągały jej długie, szczupłe nogi. Niebieskie sneakersy. Włosy spięte w luźny kucyk. Wyglądała świeżo, seksownie i jednocześnie trochę na przekór całemu światu.
Przysunęłam się bliżej i szepnęłam jej prosto do ucha:
— Olej go trochę. Nie odpisuj od razu, nie szukaj go na przerwach. Może wtedy zmądrzeje. A jak nie… no to jego strata.
Potem odsunęłam się odrobinę, spojrzałam jej prosto w oczy i dodałam już głośniej, z uśmiechem:
— I przy okazji – wyglądasz dzisiaj bardzo sexy. Naprawdę.
Marta zarumieniła się lekko, ale widać było, że komplement ją poprawił. Już miała coś odpowiedzieć, kiedy nagle poczułam znajome, mocne ramiona oplatające mnie od tyłu. Marcin. Przytulił mnie mocno, przycisnął całą swoją klatkę do moich pleców, a ja od razu wyczułam przez spodnie, jaki jest twardy. Jego kutas wyraźnie odciskał się na dolnej części moich pleców i górze pośladków. Ciepły, twardy, gotowy.
— Cześć, Mała Psitko — mruknął mi nisko do ucha, nie zważając na to, że stoimy na środku szkolnego korytarza. — I cześć, Marta.
Jego dłonie spoczęły na moim brzuchu, tuż pod biustem, i przez chwilę po prostu trzymał mnie tak, demonstracyjnie, pozwalając mi czuć każdy centymetr swojej erekcji. Marta spojrzała na nas z mieszaniną rozbawienia i lekkiej zazdrości, a ja tylko uśmiechnęłam się krzywo, wciąż wciśnięta w ramiona swojego chłopaka.
Na w-f ja i Marcin mieliśmy wyjątkowe szczęście. Nasz trener, zamiast kazać nam biegać wokół boiska czy grać w siatkówkę, wyznaczył nas do robienia porządków w starym kantorku za salą gimnastyczną. W tym samym, który od paru dni był zamknięty na solidną kłódkę i którego tak bardzo nam brakowało. Kiedy trener wręczył Marcinowi klucz i powiedział, żebyśmy „ogarnęli ten bałagan”, ledwie powstrzymaliśmy uśmiechy.
Ledwie drzwi zamknęły się za nami, a kłódka została odłożona na regał, Marcin odwrócił się do mnie. Nie tracił czasu. Przyciągnął mnie mocno do siebie, objął w talii i pocałował namiętnie – głęboko, z językiem, z rękami, które od razu zsunęły się na moją małą pupę przez czerwoną plisowaną miniówkę. Pocałunek był głodny, jakby nie widzieliśmy się od tygodni, a nie od rana. Kiedy w końcu oderwał się od moich ust, spojrzał mi prosto w zielone oczy i powiedział niskim, poważnym głosem:
— Jesteś najbardziej seksowną dziewczyną, jaką kiedykolwiek widziałem, Mała Psitko.
Zrobiło mi się naprawdę miło. Ciepło rozlało się w piersi, a jednocześnie między nogami znowu zrobiło się mokro. Uśmiechnęłam się do niego szeroko, wciąż stojąc w jego ramionach, a potem powoli, demonstracyjnie, opadłam na kolana na zakurzony betonowy podest.
Sięgnęłam do jego dresów. Rozpięłam najpierw sznurek, potem wsunęłam palce pod materiał i ściągnęłam go razem z bokserkami wystarczająco nisko. Jego kutas wyskoczył natychmiast – już naprawdę twardy, gruby, żyłkowany, z ciemną główką lśniącą od preejakulatu. Trzymałam go u nasady jedną dłonią i spojrzałam w górę, prosto w oczy Marcina.
— Skoro tak mówisz… — szepnęłam z figlarnym uśmiechem — to pozwól, że się tym zajmę.
I bez dalszych ceregieli pochyliłam się i wzięłam go do ust.
Robiłam loda Marcinowi najlepiej, jak potrafiłam. Klęczałam na twardym betonie kantorka, trzymając się jego ud, i nabijałam się gardłem najgłębiej, jak byłam w stanie. Ślina spływała mi po brodzie, oczy łzawiły, a ja tylko brałam go coraz mocniej, ssąc, kręcąc głową, pozwalając mu wchodzić aż do samego końca. Marcin trzymał mnie za moje rozpuszczone rude włosy i cicho stękał, patrząc w dół, jak jego kutas znika w moich ustach.
W końcu, kiedy poczułam, że jest już bardzo blisko, zwolniłam i z żalem wyjęłam go z ust. Nitka śliny jeszcze łączyła moje wargi z jego główką. Wstałam na trochę drżących nogach, otarłam usta grzbietem dłoni i podeszłam do starego, zakurzonego kozła stojącego pod ścianą. Oparłam się o niego dłońmi, rozstawiłam nogi i odwróciłam się przez ramię, patrząc na Marcina z wyraźnym zaproszeniem.
Nie musiałam czekać długo. Marcin podszedł do mnie od tyłu. Jednym ruchem zadarł mi czerwoną plisowaną spódniczkę aż pod pachy. Palcami złapał za czerwone stringi i ściągnął je w dół, aż opadły do kolan, krępując mi trochę nogi. Położyłam czoło na koziołku i mocno wypięłam się, prezentując mu mokrą, już lśniącą cipkę.
Marcin przyłożył główkę swojego kutasa dokładnie do mojego wejścia. Przez chwilę tylko tarł nią góra–dół, smarując się moimi sokami, a potem zaczął wsuwać. Powoli. Centymetr po centymetrze. Rozpychał mnie znajomo i doskonale. Kiedy wszedł cały, oboje głośno westchnęliśmy.
Chwycił mnie mocno za biodra – tak mocno, że na pewno zostaną ślady – i zaczął posuwać. Głęboko. Mocno. Rytmicznie. Każde pchnięcie wpychało mnie do przodu, w kozioł, a ja tylko gryzłam wargę, żeby nie krzyczeć za głośno. W kantorku unosił się już zapach seksu, kurzu i naszego potu. Marcin przyspieszał, jego biodra uderzały o moje pośladki z wyraźnym, mokrym odgłosem, a ja brałam wszystko, wypinając się jeszcze bardziej naprzeciw każdego ruchu.
Marcin posuwał mnie już ostro. Szybkie, głębokie pchnięcia, biodra uderzały o moje pośladki z mokrym, rytmicznym odgłosem. Jęczałam coraz głośniej, nie mogąc się powstrzymać – gryzłam własną dłoń, żeby stłumić dźwięki, ale i tak w kantorku było słychać każde moje westchnienie. Było mi naprawdę dobrze. Wczoraj z dziewczynami było zajebiście – języki, strapon, orgazmy jeden za drugim – ale nie ma to jak twardy, ciepły, żywy kutas. Zwłaszcza kutas Marcina. Gruby, znajomy, idealnie wypełniający mnie przy każdym ruchu.
Trzymał mnie żelaznym uchwytem za biodra i rżnął bez litości, a ja tylko wypinałam się mocniej, biorąc wszystko. W pewnym momencie fala zaczęła rosnąć bardzo szybko. Zacisnęłam się na nim, wbiłam paznokcie w skórę kozła i nagle dostałam silnych, intensywnych spazmów. Orgazm przeszedł przez mnie jak prąd. Rzucałam się na jego kutasie na wszystkie strony – biodra szarpały się same, uda drżały, a ja krzyczałam w zaciśniętą pięść, całkowicie tracąc kontrolę.
Moje harce najwyraźniej kompletnie go dokończyły. Marcin wbił się we mnie po samą nasadę, stęknął nisko i zaczął spuszczać. Gorące, gęste fale spermy wypełniały moją cipkę – naprawdę olbrzymi ładunek, spust za spustem, aż miałam wrażenie, że zaraz wypłynie mi uszami. Trzymał mnie mocno, pulsując we mnie, aż skończył.
Kiedy wreszcie złapał oddech, powoli się ze mnie wysunął. Od razu poczułam, jak jego sperma zaczyna wypływać i spływać po wewnętrznej stronie ud, po białych pończochach. Marcin odwrócił mnie twarzą do siebie, uniósł moją brodę i pocałował – długo, mokro, z wyraźną czułością po intensywnym rżnięciu.
Potem oboje spojrzeliśmy na siebie i parsknęliśmy śmiechem. Byliśmy spoceni, rozczochrani, a moja czerwona spódniczka wciąż była zadarta pod pachy. Szybko, wciąż chichocząc, ogarnęliśmy ubrania. Marcin podciągnął dresy, ja ściągnęłam stringi z kolan, poprawiłam pończochy i spuściłam miniówkę. Sperma wciąż powoli sączyła się ze mnie, ale na to już nic nie poradzimy.
Marcin otarł mi kciukiem resztkę śliny z brody i uśmiechnął się szeroko.
— Najlepsze porządki, jakie kiedykolwiek robiłem.
Kiwnęłam głową, wciąż jeszcze lekko dygocząc w nogach.
— Musimy częściej dostawać takie dyżury.
Posprzątaliśmy w końcu ten kantorek na tyle, na ile dawało się to zrobić w pośpiechu. Właśnie zbieraliśmy się do wyjścia, kiedy usłyszeliśmy hałas dochodzący z korytarza – kroki, ciche głosy, potem brzęknięcie klucza w zamku. Marcin zareagował błyskawicznie. Zgasił światło i pociągnął mnie za stertę starych materacy i skrzyń. Schowaliśmy się głęboko w cieniu, trzymając oddech.
Drzwi otworzyły się. Światło zapaliło się dosłownie kilka sekund później.
To, co zobaczyliśmy, było sporym szokiem.
Weszła Marta. Za nią dwóch chłopaków z równoległej klasy – wysokich, atletycznie zbudowanych, w szkolnych dresach. Nasz szok był tym większy, że Marta nie traciła ani chwili. Ledwie drzwi zamknęły się za nimi, a ona bez żadnych wstępów opadła na kolana na zakurzony beton.
Wyglądała… obłędnie.
Niebieska sukienka z wysokim rozcięciem na biodrze uniosła się przy klękaniu, odsłaniając czarne pończochy samonośne i spory kawałek nagiego uda. Kucyk miała już lekko rozczochrany, policzki zaróżowione, a w oczach czysty, głodny błysk. Klęczała prosto, z prostymi plecami, dłonie miała oparte na udach chłopaków. Dwaj faceci szybko rozpięli dresy i wyjęli kutasy – nie były jakieś szczególnie wielkie, ale oba już solidnie twarde, ciemniejsze od reszty ciała.
Marta nie zawahała się ani sekundy. Lewą dłonią złapała jednego i zaczęła go powoli, rytmicznie masturbować od nasady po główkę. Jednocześnie pochyliła się do drugiego, rozchyliła czerwone usta i wzięła go głęboko do buzi. Nabijała się ustami bez żadnej delikatności – głowa poruszała się szybko do przodu i do tyłu, ślina już przy pierwszym ruchu błysnęła w kąciku jej ust. Czarne pończochy napięły się na ugiętych kolanach, rozcięcie sukienki odsłoniło jeszcze więcej uda, a ona klęczała tam, na środku kantorka, jakby robiła to codziennie.
Marcin za moimi plecami złapał mnie mocniej za biodro. Obaj patrzyliśmy w milczeniu, jak Marta z zaskakującą wprawą obsługuje dwóch chłopaków naraz – jedną ręką, drugimi ustami – a jej niebieska sukienka i czarne pończochy tylko dodawały całemu obrazowi jeszcze więcej ostrych, szkolnych kontrastów.
Nie trwało to długo. Marta pracowała ustami z zaskakującą determinacją, obciągając na zmianę to jednego, to drugiego. Głowa poruszała się szybko, ślina spływała jej już po brodzie i kapała na niebieską sukienkę. Ręka rytmicznie pracowała na drugim kutasie, kciuk przeciągał się po główce przy każdym ruchu.
Trochę ją zaskoczyli.
Kiedy po raz kolejny wzięła głęboko tego po prawej, chłopak nagle złapał ją za kucyk, wbił się mocniej i po prostu spuścił się jej prosto do ust. Marta szeroko otworzyła oczy z zaskoczenia, ale nie cofnęła się. Czułam, jak jej gardło pracuje – przełykała. Dokładnie, łapczywie, żeby nic nie wypłynęło i nie pobrudziło sukienki. Widziałam, jak jej przełyk porusza się w dół, jak policzki zapadają się przy każdym przełknięciu, jak zbiera językiem resztki z kącików ust i znowu przełyka. Gęsta, biała sperma zniknęła w jej gardle w ciągu kilku sekund. Na dolnej wardze została jej tylko cienka, błyszcząca nitka, którą szybko oblizała.
Drugi chłopak, widząc to, nie wytrzymał. Kilka szybkich ruchów dłoni i spuścił się na jej lewą rękę – gorące strugi trafiły na dłoń, między palce, spłynęły po nadgarstku. Marta spojrzała na to z wyraźną irytacją.
— Ej, co to ma być? — syknęła, wciąż klęcząc. — Co tak szybko?
Chłopcy popatrzyli po sobie, uśmiechnęli się szeroko i przybili sobie piątkę. Jeden z nich podciągnął dresy, poprawił koszulkę i rzucił jeszcze przez ramię:
— Dzięki, mała.
I wyszli. Drzwi zamknęły się za nimi z głuchym hukiem.
Marta została sama na środku kantorka, wciąż na kolanach, z jedną ręką oblepioną spermą i z gorzkim smakiem w ustach. Przez chwilę tylko oddychała ciężko, patrząc na drzwi. Potem powoli uniosła wzrok i spojrzała prosto w naszą kryjówkę za stertą rupieci.
— Możecie już wyjść — powiedziała ochryple, z wyraźną wściekłością w głosie. — Frajerzy poszli.
Marcin za moimi plecami parsknął cichym śmiechem. Ja powoli wyprostowałam się, wciąż czując, jak moje własne stringi są zupełnie mokre od samego oglądania.
Marta wstała z kolan, otrzepała niebieską sukienkę i z irytacją spoglądała na drzwi, którymi wyszli chłopcy.
— Miałam nadzieję na szybkie bzykanko — powiedziała ze złością. — I chyba taki rodzaj zemsty na Rafale. Ale sami widzieliście… ci frajerzy spuścili się, zanim zdążyłam się rozkręcić. Cholera. Jestem już mokra jak cholera.
Podeszłam do niej bez słowa. Złapałam ją delikatnie za nadgarstek i uniosłam jej dłoń – tę, na którą drugi chłopak przed chwilą spuścił się. Sperma była jeszcze ciepła, gęsta, biała, rozmazana między palcami i spływająca powoli w stronę nadgarstka. Spojrzałam Marcie prosto w oczy, a potem pochyliłam się i zaczęłam lizać.
Najpierw czubkiem języka zebrałam kroplę z kciuka. Potem wzięłam do ust cały palec wskazujący, zasysając go powoli, zbierając każdy ślad spermy. Przesunęłam się na środkowy, potem na serdeczny – dokładnie, dokładnie, nie zostawiając niczego. Językiem przejechałam po całej dłoni, po przestrzeni między palcami, po nadgarstku, gdzie sperma zdążyła już lekko zaschnąć. Smak był słony, gorzki, znajomy. Kiedy skończyłam, jej dłoń była czysta i lśniąca od mojej śliny. Oblizałam jeszcze raz własne usta i dopiero wtedy odezwałam się spokojnie:
— Nie przejmuj się.
Spojrzałam na Marcina, który stał oparty o regał z wyraźnie twardym kutasem odciśniętym na dresach, i uśmiechnęłam się krzywo.
— Wypnij się, suczko. Skoro jesteś niezaspokojona, to jak mogę zostawić przyjaciółkę w potrzebie? Pożyczam ci swojego chłopaka.
To mówiąc, złapałam Martę za biodra i delikatnie, ale stanowczo popchnęłam ją do przodu. Zrozumiała od razu. Uklękła na czworaka na zakurzonym betonie, rozstawiła kolana szeroko i wypięła tyłek. Marcin natychmiast podszedł i klęknął za nią.
Ja uklękłam z boku. Zadarłam jej niebieską sukienkę wysoko na biodra, złapałam za czarne stringi i ściągnęłam je w dół aż na uda. Jej cipka była już zupełnie mokra – wargi lśniące, lekko rozchylone. Sięgnęłam dwoma palcami i delikatnie je rozchyliłam, przeciągając opuszkami po śliskiej skórze.
Marta jęknęła głośno, nisko, i wypięła się jeszcze bardziej naprzeciw mojej dłoni i czekającego za nią Marcina.
Marcin przyłożył główkę swojego kutasa do mokrej cipki Marty. Przez chwilę tylko tarł nią w górę i w dół, smarując się jej sokami, a potem powoli wsunął żołądź. Kiedy główka całkowicie zniknęła w środku, złapał Martę mocno za biodra – tak mocno, że na pewno zostaną czerwone ślady – i jednym zdecydowanym, głębokim ruchem wbił się w nią po samą nasadę.
Marta zawyła. Głośno, przeciągle, z czystą rozkoszą. Jej plecy wygięły się w łuk, a ręce zacisnęły się w pięści na betonie.
Po tym gwałtownym początku Marcin zwolnił. Zaczął ją posuwać powoli, głęboko, miarowo, wciąż trzymając żelazny uchwyt na jej biodrach. Każde pchnięcie wpychało ją do przodu, a mokry odgłos ich ciał wypełniał mały kantorek.
Mnie to wszystko cholernie podniecało. Widok mojego chłopaka rżnącego Martę od tyłu, jej wypięty tyłek, czarne pończochy, niebieska sukienka zadarta pod pachy… Sięgnęłam pod swoją czerwoną plisowaną spódniczkę, wsunęłam palce pod czerwone stringi i ściągnęłam je w dół. Pozwoliłam, żeby opadły na zakurzony beton. Potem usiadłam na wprost Marty, oparłam plecy o stertę materacy i szeroko rozłożyłam nogi.
Moja cipka była w tym momencie całkowicie wystawiona na jej widok. Wargi już spuchnięte i ciemniejsze od podniecenia, całkowicie wygolone, lśniące od wilgoci. Z szparki powoli sączyła się jeszcze gęsta, biała sperma Marcina – ta sama, którą przed chwilą we mnie wlał. Kilka kropel spłynęło już po wewnętrznej stronie uda, pozostawiając mokry ślad na białej pończoszce. Łechtaczka była wyraźnie nabrzmiała i wystawała spomiędzy warg. Całość wyglądała używanie, mokro i gotowo.
Marta nie potrzebowała zaproszenia. Od razu pochyliła się do przodu – na tyle, na ile pozwalał jej kutas Marcina wbijający się od tyłu – i przyssała się do mojej cipki. Desperacko. Chciwie. Jej język od razu zabrał się do zbierania spermy, do ssania, do lizania. Kiedy poczuła znajomy smak, mruknęła z wyraźnym uznaniem prosto w moją szparkę:
— Poznaję… smak Marcina.
Marcin przyspieszył, rżnąc ją już mocniej, a jej język szalał we mnie – zbierał resztki spermy, ssał łechtaczkę, wsuwał się głęboko. Ja tylko odchyliłam głowę do tyłu, wplotłam palce w jej kucyk i przycisnęłam ją jeszcze mocniej do swojej cipki.
Miałam najlepszy możliwy widok. Siedziałam z szeroko rozłożonymi nogami, a przede mną klęczała Marta, liżąc moją cipkę z rosnącą desperacją, podczas gdy za nią Marcin solidnie ją rżnął. Widziałam wszystko – napiętą twarz mojego chłopaka, jego zaciśnięte szczęki, sposób, w jaki patrzył to na mnie, to na miejsce, w którym jego kutas znikał w Marcie. Jednocześnie jej język masakrował mnie rozkosznie – ssał, lizał, zbierał resztki jego spermy, które wciąż jeszcze ze mnie sączyły.
Podnieciłam się tak mocno, że doszłam jako pierwsza. Orgazm przyszedł nagle i potężnie. Całym ciałem zaczęło rzucać – uda zadrżały, biodra uniosły się naprzeciw ust Marty, a ja krzyknęłam przez zaciśnięte zęby, wplatając jej palce w kucyk i przyciskając twarz jeszcze mocniej do swojej cipki. Spazmy przechodziły fala za falą, a Marta nie odsuwała się ani na milimetr, liżąc mnie przez cały orgazm.
Marcin w tym czasie wcale nie zwalniał. Wręcz przeciwnie – widok mojego dochodzenia najwyraźniej go dodatkowo nakręcił. Posuwał Martę coraz mocniej, coraz głębiej. Po kolejnej chwili i ona pogrążyła się w rozkoszy. Jej ciało napięło się, biodra zaczęły szarpać się naprzeciw pchnięć Marcina, a ona jęknęła głośno prosto w moją cipkę. Skurcze jej cipki musiały być naprawdę silne, bo Marcin nagle przyspieszył jeszcze bardziej, wbił się po samą nasadę i zastygnął.
Spuścił się w jej mokrą pizdę. Widziałam to po jego twarzy – po tym, jak zacisnął powieki, jak stęknął nisko i jak jego biodra wykonały jeszcze kilka krótkich, pulsujących ruchów. Kiedy skończył, powoli się z niej wysunął. Od razu z cipki Marty zaczęła wypływać gęsta, biała sperma.
Przez dobrą minutę wszyscy troje tylko ciężko oddychaliśmy. Marta w końcu powoli podniosła się z kolan, odnalazła swoje czarne stringi i podciągnęła je z powrotem. Sperma Marcina już spływała po wewnętrznej stronie jej ud, pozostawiając mokre ślady na pończochach.
— Dziękuję — powiedziała cicho, poprawiając niebieską sukienkę. — Jesteście prawdziwymi przyjaciółmi.
Marcin otarł pot z czoła i uśmiechnął się krzywo.
— Polecamy się na przyszłość.
Ja wstałam na trochę niepewnych nogach, podniosłam swoje czerwone stringi z podłogi i szybko je założyłam. W kantorku unosił się gęsty zapach seksu, potu i kurzu.
Wymknęliśmy się wszyscy troje dokładnie w momencie, gdy na korytarzu rozległ się dzwonek kończący lekcję. Wyszliśmy osobno, w odstępach kilkunastu sekund, starając się wyglądać na zupełnie zwyczajnych uczniów, którzy właśnie skończyli sprzątać stary magazyn. Tylko ja i Marcin wymieniliśmy jeszcze jedno szybkie, znaczące spojrzenie, zanim każdy poszedł w swoją stronę.
Wyszłam z kantorka ostatnia. Nogi miałam jeszcze miękkie, a między udami czułam charakterystyczne, lepkie ciepło – mieszaninę własnych soków i spermy Marcina, która powoli sączyła się ze mnie przy każdym kroku. Czerwone stringi były już całkowicie przesiąknięte. Musiałam iść ostrożnie, żeby nie rozlać tego wszystkiego po białych pończochach.
Emocje miałam… dziwnie spokojne. I jednocześnie bardzo intensywne.
Nie było wstydu. Ani krzty. Widok Marty klęczącej przed dwoma obcymi chłopakami, a potem to, jak mój chłopak rżnął ją od tyłu, podczas gdy ona lizała mnie z jego własnej spermy – wszystko to powinno było wywołać przynajmniej cień zazdrości albo dyskomfortu. A jednak nie. Było tylko podniecenie, satysfakcja i dziwne, ciepłe poczucie bliskości. Z Martą. Z Marcinem. Z tym, że mogliśmy sobie na coś takiego pozwolić i potem po prostu wyjść na korytarz jak gdyby nigdy nic.
Czułam się potężna. I jednocześnie bardzo miękka w środku.
Kiedy mijałam Marcina na korytarzu, nasze spojrzenia na ułamek sekundy się spotkały. On tylko ledwo zauważalnie uniósł kącik ust. Ja odpowiedziałam tym samym. Nic więcej nie było trzeba. Wiedzieliśmy oboje, że to, co właśnie zaszło w kantorku, zostało między naszą trójką. I że było dobre.
Marta szła kilka metrów przede mną. Jej krok był trochę niepewny, a na policzkach wciąż utrzymywał się rumieniec. W pewnym momencie odwróciła się i złapała moje spojrzenie. Uśmiechnęła się krótko, prawie nieśmiało – zupełnie inaczej niż ta dziewczyna, która przed chwilą z wypiekami na twarzy brała kutasa Marcina. Odbiłam jej uśmiech.
Szłam dalej w stronę szafek, a w głowie kręciło mi się tylko jedno:
Cholera. Ale my się dobrze bawimy.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz