
Zaspokoiwszy najbardziej przyziemny głód – kanapki, chipsy, dużo wody – stwierdziliśmy, że trzeba jednak uzupełnić zapasy. I kupić coś mocniejszego. Wprawdzie nie potrzebowaliśmy niczego specjalnego na rozluźnienie (i tak byliśmy wystarczająco rozluźnieni), ale z racji tego, że raczej od niedawna byliśmy oficjalnie dorośli, sam smak alkoholu wydawał się kuszący. Parę piw, może jakaś tania wódka albo kolorowe shoty – byle było.
Chłopcy ubrali się jako tako – krótkie spodenki, koszulki, klapki. My z dziewczynami poszłyśmy o krok dalej w drugą stronę. Kompletnie nagie pod spodem, narzuciłyśmy na siebie tylko zwiewne, półdługie sukienki prosto na gołe ciała.
Moja była jasnożółta, niemal przezroczysta w słońcu, z bardzo wysokim rozcięciem sięgającym praktycznie do samego biodra – przy każdym kroku odsłaniało całą nogę aż po pośladek. Marta wybrała różową, lekką, z postrzępionym, asymetrycznym dołem, który przy najmniejszym podmuchu wiatru unosił się i pokazywał jej uda i więcej. Wera założyła jasnoniebieską sukienkę z tak głębokim dekoltem, że jej ciężkie piersi niemal wypływały na wierzch; materiał ledwo zasłaniał sutki i to tylko wtedy, gdy stała idealnie prosto. Na stopy wszystkie trzy nasunęłyśmy tylko proste japonki.
I w takim właśnie składzie całą piątką powlokliśmy się do sklepu oddalonego o jakieś dwa kilometry.
Droga prowadziła najpierw leśną ścieżką, potem wzdłuż jeziora i dopiero na końcu wychodziła na asfaltową drogę. Przez całą drogę wygłupialiśmy się bez opamiętania. Chłopcy co chwilę podnosili nam rąbek sukienki od tyłu, my w odwecie wsuwałyśmy ręce pod ich koszulki albo w kieszenie spodenek. Kilka razy któraś z nas „przypadkiem” odsłoniła za dużo – Wera poprawiając dekolt pokazała niemal cały sutek, Marta przy podmuchu wiatru na moment odsłoniła gołą cipkę, ja przy głębszym rozcięciu pozwoliłam, żeby przechodzący z naprzeciwka rowerzysta zobaczył całą długość mojej nogi aż po biodro. Robiliśmy to jednak na tyle ostrożnie i z takim wyczuciem, żeby nie wywołać prawdziwego skandalu. Nikt nie miał zobaczyć, że pod tymi cienkimi, zwiewnymi sukienkami jesteśmy absolutnie, kompletnie nagie.
Śmiech niósł się między drzewami. Marcin szedł z ręką na mojej talii, Tomek co chwilę klepał Werę w pupę, a Marta szła między nami, wyraźnie rozluźniona i szczęśliwa, że zostawiła szkolne problemy daleko za sobą.
Kiedy w końcu sklep majaczył już w oddali, zauważyliśmy przed nim niewielką grupkę młodzieży – jakieś sześć, siedem osób w podobnym do nas wieku. Siedzieli na krawężniku i na barierce, pili coś z puszek i głośno rozmawiali.
Zwolniliśmy kroku.
W grupce, którą zobaczyliśmy pod sklepem, było siedem osób – dwie dziewczyny i pięciu chłopców. Na nasz widok z tego towarzystwa oderwało się dwóch chłopaków, jednakowo wyglądających, prawie na pewno bliźniacy. Na szczęście każdy z nich był inaczej ubrany, więc dało się ich odróżnić. Wyglądali na mniej więcej nasz wiek. Dziewczyna, która szła z nimi, była nieco starsza – na oko dwadzieścia trzy, może dwadzieścia cztery lata.
Chłopcy okazali się wysokimi blondynami. Dziewczyna natomiast była bardzo seksowna. Niska jak ja, ale za to obdarzona dorodnym, ciężkim biustem, szerokimi biodrami i wyraźnie odstającym, jędrnym tyłkiem. Była bardzo piegowata, miała niebieskie oczy, a jej kręcone blond włosy niemal bliźniaczo przypominały te, którymi mogła pochwalić się Wera.
Ku mojemu zaskoczeniu Wera i Marcin wcale nie byli zaskoczeni ich widokiem. Przeciwnie – uśmiechnęli się szeroko, jakby spodziewali się tego spotkania. Marcin od razu przedstawił mnie jako swoją dziewczynę. Wera przedstawiła Tomka jako swojego chłopaka, a Martę jako przyjaciółkę nas wszystkich. Jak się okazało, cała trójka była rodzeństwem, a przy okazji kuzynostwem Wery i Marcina. Chłopcy mieli po osiemnaście lat i nazywali się Piotr i Paweł. Dziewczyna miała dwadzieścia cztery lata i na imię Kinga.
Kinga była ubrana prosto, ale bardzo seksownie. Biała, zwiewna sukienka w drobne kwiatki ledwo utrzymywała jej biust – dekolt był tak głęboki, że przy każdym ruchu groziło, że coś wypadnie. Sukienka była też bardzo krótka i przy najmniejszym podmuchu wiatru odsłaniała jej zgrabne, pełne uda. Na stopach miała proste, brązowe sandałki.
Powiedzieliśmy, że przyjechaliśmy spędzić sobie weekend na działce rodziców Wery i Marcina.
— Upojny weekend — zachichotała Wera znacząco.
Kinga i Marta roześmiały się słysząc te słowa. Bliźniacy natomiast mocno się zarumienili. W ogóle obaj nie wiedzieli, gdzie patrzeć – czy na biust Wery, który niemal wylewał się z niebieskiej sukienki, czy na Martę w różowej, czy na mnie w żółtej z wysokim rozcięciem. Ich spojrzenia biegały nerwowo od jednej do drugiej.
Pożartowaliśmy jeszcze chwilę, a potem Marcin zaproponował, żeby cała trójka odwiedziła nas jeszcze dziś wieczorem – zrobimy sobie wspólnie grilla. Piotr i Paweł nie wiedzieli, co powiedzieć. Wyglądali na wyraźnie nieśmiałych. Za to Kinga obrzuciła nasze towarzystwo badawczym, uważnym spojrzeniem. Uśmiechnęła się powoli i powiedziała, że z miłą chęcią przyjdzie.
— Gwarantuję dobrą zabawę — dodała Wera z figlarnym błyskiem w oku.
— Na to liczę — odparła Kinga, obrzucając nas wszystkich lubieżnym, prawie drapieżnym spojrzeniem. — Dopilnuję, żeby moi bracia też dotarli. Potrzebujemy tylko godzinkę, żeby odnieść zakupy do domu i powiedzieć rodzicom, że wychodzimy do was.
Rozdzieliliśmy się. Paweł, Piotr i Kinga poszli z siatkami w swoją stronę, a nasza piątka weszła do sklepu. Kupiliśmy trochę więcej niż planowaliśmy – piwo, wódkę, chipsy, kiełbasę na grilla, wodę i kilka słodkich rzeczy. W drodze powrotnej wszyscy byliśmy objuczeni ciężkimi torbami, więc nie było już jak się wygłupiać ani podciągać sobie sukienek. Szliśmy powoli, dyskutując o tym, jak rozplanować wieczór.
W pewnym momencie Wera nagle odezwała się, jakby przypomniała sobie coś ważnego:
— A wiecie, że to właśnie z Kingą przeżyłam swój pierwszy seks z dziewczyną?
Tomek roześmiał się nisko i od razu dodał:
— Skoro tak, to ja chętnie sprawdzę umiejętności Twojej kuzyneczki.
Marta natomiast była wyraźnie zaciekawiona bliźniakami.
— A Paweł i Piotr… to w ogóle byliby chętni na takie zabawy? — zapytała.
Marcin wzruszył ramionami.
— Z tego co się orientuję, to obaj są chyba jeszcze prawiczkami.
Zrobiłam wtedy głupią, prowokacyjną minę, spojrzałam znacząco na Werę i Martę i powiedziałam:
— No to, moje drogie cipki, mamy wyzwanie.
Tomek i Marcin parsknęli głośnym śmiechem. Reszta drogi minęła nam na żartach i coraz śmielszych planach. W końcu, zmęczeni i obładowani zakupami, dotargaliśmy wszystko do domku.
Gdy dotarliśmy, od razu rozpakowaliśmy zakupy. Tomek i Marcin zajęli się rozpalaniem grilla, a ja, Wera i Marta wzięłyśmy się za naginanie kiełbasek, krojenie warzyw i szykowanie innych smakołyków. Zaniosłyśmy wszystko na stół pod altaną. Chłopcy zdążyli już rozpalić ogień i siedzieli teraz z piwem w rękach, co chwilę wybuchając śmiechem. Z urwanych fragmentów zdań łatwo było wywnioskować, że rozmowa dotyczyła seksu – i to całkiem konkretnego.
Rozstawiałyśmy naczynia i jedzenie. W pewnym momencie Marcin, przechodząc obok mnie, wsunął mi rękę pod żółtą sukienkę i mocno ścisnął pośladek. Chwilę później, kiedy znalazłam się bliżej Tomka, on złapał mnie za udo, przejechał dłonią w górę i musnął palcami moją cipkę. Oczywiście była już mokra. W tym samym czasie Marta pochylała się nad stołem, a Marcin skorzystał z okazji i złapał ją za pierś, ściskając lekko przez cienki materiał. Wera rzuciła przez ramię z udawaną złością:
— Zaczekajcie z konsumpcją na gości.
Odruchowo spojrzałam w kierunku furtki prowadzącej na działkę i dostrzegłam całą trójkę w oddali. Uśmiechnęłam się i powiedziałam ze śmiechem:
— Nasze główne dania zaraz będą na miejscu.
Kinga, Piotr i Paweł dotarli po krótkiej chwili. Kinga na wstępie rzuciła:
— Sorki za lekkie spóźnienie, ale moi bracia chcieli stchórzyć. Oczywiście wybiłam im to z głowy.
Spojrzałam na bliźniaków i zauważyłam, że ich wzrok jest utkwiony w zupełnie nietypowym miejscu. Wybuchnęłam niekontrolowanym śmiechem. Tylko Kinga od razu załapała, o co mi chodzi. Jej spojrzenie podążyło za wzrokiem braci i dostrzegła majteczki – moje, Marty i Wery – wciąż wiszące na sztachetach altany. Zaśmiała się głośno.
— A co to za dziwne proporce powiewają nad tym obozem?
Tomek, śmiejąc się, wyjaśnił:
— To pomysł Marty. Na tej działce obowiązuje zakaz noszenia majtek.
Kinga zatrzęsła się ze śmiechu. Potem powiedziała z udawaną powagą:
— Dura lex, sed lex.
Sięgnęła pod swoją białą, kwiecistą sukienkę, szybko ściągnęła majtki, pozwoliła im opaść na ziemię, podniosła je i uroczyście zawiesiła na czwartej sztachecie obok naszych. W trakcie tego ruchu zauważyłam przelotnie, że Kinga ma bardzo gęsto owłosioną cipkę – zupełnie inaczej niż my.
Piotr i Paweł patrzyli na nasze wygłupy ze zdumieniem, ale też – co było widać po rosnących wybrzuszeniach na ich krótkich spodenkach – z coraz większym podnieceniem.
Usiedliśmy wszyscy pod altaną. Wera usadowiła się na kolanach Tomka, ja przytuliłam się do Marcina, a po drugiej stronie miałam Kingę. Marta wcisnęła się pomiędzy Piotra i Pawła, mówiąc figlarnie:
— Jakby wieczór był zimny, to mnie rozgrzejecie.
Rozmowa przy stole toczyła się swobodnie, choć widać było wyraźne skrępowanie bliźniaków. Patrzyli kątem oka, jak Tomek wkłada rękę pod sukienkę Wery i pod spodem miętosi jej ciężkie cycki. Patrzyli też, jak dłoń Marcina spoczywająca na moim udzie znika coraz głębiej pod żółtą sukienką. Kiedy w końcu musnął moją cipkę, jęknęłam cicho.
Nagle na drugim udzie poczułam kolejną dłoń – delikatniejszą, bardziej kobiecą. Kinga również wślizgnęła się pod moją sukienkę. Jej palce przejechały po wewnętrznej stronie uda i musnęły moją już zupełnie mokrą szparkę. Zebrała na opuszki trochę wilgoci, po czym najzwyczajniej w świecie uniosła dłoń do ust i prowokacyjnie, bardzo powoli oblizała palce, nie odrywając ode mnie wzroku.
Atmosfera pod altaną robiła się coraz bardziej gęsta i gorąca. Wtem Marta, która najwyraźniej nie zamierzała dłużej udawać niewiniątka, odpaliła prawdziwą bombę. Spojrzała prosto na Kingę i zapytała z uśmiechem:
— Kinga… a ty co najbardziej lubisz w seksie?
Kinga wyprostowała się dumnie, prężąc swoje pełne piersi tak, że biała kwiecista sukienka niemal pękała w dekolcie. Pogładziła mnie powoli po kolanie i odparła z wyraźną dumą:
— Ssać kutasy. Lizać cipki. Być rżnięta w cipkę, w dupę albo w obie naraz. Lubię zabawy w grupie, bo sam na sam szybko mi się nudzi. A ty?
Jej bracia słuchali tego z całkowicie rozdziawionymi ustami. Usta otworzyły im się jeszcze bardziej, kiedy Marta spokojnie odpowiedziała:
— No ja jeszcze wielu rzeczy muszę spróbować… ale ta zboczona czwórka pomaga mi nadrobić zaległości.
Ja dodałam od siebie, patrząc prosto na bliźniaków:
— Cipka Marty jest absolutnie cudowna do lizania. A jak jeszcze do tego pieprzy mnie Marcin albo Tomek, to już w ogóle odlatuję.
Coś wyraźnie zaskoczyło u Piotra, bo zapytał nieśmiało, prawie szeptem:
— Ale… przecież Tomek jest twoim bratem.
— No i co z tego? — rzuciła od razu Kinga z rozbawieniem.
Wera uniosła brew i dodała spokojnie:
— Tak, jest jej bratem i moim facetem. Tak samo jak Marcin jest moim bratem i jej chłopakiem. A ja też się pieprzę z oboma. Zresztą… obie z Monią nieraz bawiłyśmy się same.
Paweł spojrzał na swoją bardzo już podnieconą siostrę i zapytał z niedowierzaniem:
— Ciebie to… kręci?
Kinga wybuchnęła szczerym, głośnym śmiechem.
— A tak, kręci. I to bardzo. Ale wy gamonie tylko mnie podglądacie i walicie konia albo sobie nawzajem ciągnięcie. I nie zaprzeczajcie, bo widziałam. A wystarczyło tylko uczciwie, po ludzku zagadać… i moglibyście mnie posuwać, kiedy byście tylko chcieli.
Bliźniacy siedzieli w absolutnym szoku. Marcie wyraźnie zrobiło się ich trochę żal. Położyła więc dłonie na kroczach obu chłopaków siedzących po jej obu stronach i zaczęła powoli, stanowczo masować ich kutasy przez materiał spodenek. Pod jej dłońmi wybrzuszenia rosły z każdą sekundą.
W końcu Marcin odezwał się do kuzynów, z lekkim uśmiechem:
— To jak? Nadal jesteście prawiczkami?
Obaj mocno się zarumienili. Piotrek po chwili nieśmiało pokiwał głową.
Kinga klasnęła w dłonie.
— No to co, dziewczyny? Pomożemy moim braciom?
Przekrzykując się nawzajem, ja, Wera i Marta niemal jednocześnie potwierdziłyśmy, że z największą chęcią.
Piotr i Paweł wciąż nie wiedzieli, co powiedzieć. Siedzieli sztywno, czerwoni po uszy. Marta jednak nie przestawała masować ich kutasów przez spodenki i w końcu powiedziała z figlarnym uśmiechem:
— Nawet jeśli nadal bijecie się z myślami… to wasze kutasy są zdecydowanie na tak.
Cała nasza grupa razem z Kingą wybuchnęła głośnym śmiechem. Po chwili wahania bliźniacy ulegli nastrojowi – najpierw nieśmiało, potem coraz szerzej uśmiechnęli się i dołączyli do powszechnej wesołości.
Atmosfera pod altaną stała się jeszcze gęstsza. Słońce powoli schodziło, grill skwierczał, a między nami unosiło się już tylko jedno pytanie: kto pierwszy odważy się zrobić kolejny krok.
Rozmowa robiła się coraz bardziej pikantna. Opisywaliśmy swoje doświadczenia i najśmielsze fantazje, nie omijając żadnych szczegółów. W pewnym momencie Tomek, masując Werze cycki pod cienką niebieską sukienką, przypadkiem strącił jej jedno ramiączko. Jej piękna, pełna, ciężka pierś natychmiast wyskoczyła na wolność. Wera spojrzała w dół, uśmiechnęła się krzywo i rzuciła:
— A chrzanić to. I tak te szmaty mi już zawadzały.
Zsunęła się z kolan Tomka i prowokacyjnie, bardzo powoli ściągnęła sukienkę przez głowę. Stanęła przed wszystkimi całkowicie naga.
Wyglądała obłędnie. Wysoka, o idealnych proporcjach. Olbrzymie, ciężkie piersi o jasnej skórze i dużych, różowych sutkach, które już stwardniały. Wąska talia przechodziła w pełne, zaokrąglone biodra i jędrny, wypięty tyłek. Uda miała gładkie i pełne, a między nimi – całkowicie wygoloną, różową cipkę z wyraźnie nabrzmiałymi wargami. Blond kręcone włosy spływały jej na ramiona i plecy. Stała dumnie, z rękami na biodrach, pozwalając wszystkim chłonąć ten widok. Oczy bliźniaków dosłownie ją pożerały.
Kinga zaśmiała się głośno.
— No kuzyneczko… urosły ci cycuszki, odkąd ostatnio się nimi bawiłam.
Potem demonstracyjnie wstała i jednym płynnym ruchem ściągnęła swoją białą kwiecistą sukienkę. Oczy bliźniaków automatycznie przeskoczyły na ciało siostry. Marcin i Tomek też patrzyli z otwartym zainteresowaniem.
Kinga była niższa, podobnego wzrostu co ja, ale zbudowana zupełnie inaczej. Miała szerokie biodra, wyraźnie odstający, okrągły tyłek i bardzo dorodny, ciężki biust – pełne piersi o jasnej, piegowatej skórze i ciemniejszych sutkach. Brzuch miała płaski, ale biodra i uda pełniejsze, kobiece. Najbardziej rzucała się w oczy jej cipka – gęsto, naturalnie owłosiona ciemniejszym blond puszkiem, który nie ukrywał jednak już wilgotnych, pełnych warg. Piegowata skóra lśniła w zachodzącym słońcu. Stała z lekkim uśmiechem, całkowicie swobodna w swojej nagości.
Mnie ten widok cholernie podniecił. Byłam już zupełnie mokra. Zerwałam się z miejsca, wskoczyłam na ławkę i prowokacyjnie, powoli ściągnęłam swoją jasnożółtą sukienkę. Obróciłam się wolno w miejscu, żeby wszyscy dokładnie zobaczyli moje ciało.
Byłam mała, chuda, prawie chłopięca w proporcjach. Płaska klatka piersiowa z małymi, różowymi sutkami, które teraz były twarde jak pestki. Wąskie biodra, prawie niewidoczne pośladki, bardzo długie jak na mój wzrost nogi. Całkowicie wygolona, ciasna cipka o delikatnych, jasnoróżowych wargach, już lśniąca od wilgoci. Jasnorude, długie włosy spływały mi prawie do samej pupy. Stałam na ławce naga, tylko w japonkach, i czułam na sobie wzrok wszystkich obecnych.
W końcu Marta wstała, wciąż znajdując się pomiędzy Piotrem i Pawłem. Bez pośpiechu ściągnęła swoją różową sukienkę i pozwoliła jej spaść na ziemię.
Marta była wysoka i bardzo szczupła, prawie jak modelka. Miała małe, zgrabne piersi z jasnymi sutkami, płaski brzuch, wąskie biodra i długie, smukłe nogi. Jej cipka była starannie wygolona, z zostawionym tylko wąskim, ciemnym paseczkiem włosków nad samą szparką. Wargi miała delikatnie pełniejsze i już wyraźnie wilgotne. Ciemny warkocz spoczywał jej na jednym ramieniu. Usiadła z powrotem między bliźniakami, całkowicie naga.
Jej dłonie od razu wróciły na ich opięte krocza. Piotr i Paweł nieśmiało, prawie niezdarnie, zaczęli gładzić ją po nagich udach, coraz śmielej przesuwając dłonie wyżej.
Pod altaną siedziało teraz cztery całkowicie nagie dziewczyny i czterech ubranych jeszcze chłopaków. Atmosfera była tak gęsta, że dało się ją kroić.
W końcu Marcin zasugerował z lekkim uśmiechem:
— To może niech któraś zlituje się nad chłopakami i pokaże im, co i jak. Chętnie popatrzymy.
Kinga od razu się odezwała:
— To chyba rodzinny obowiązek. Pawełku, rozściel ten koc na trawie.
Koc okazał się bardzo duży – moglibyśmy leżeć na nim wszyscy i jeszcze zostałoby sporo miejsca. Paweł z pomocą brata szybko rozłożył go na miękkiej trawie przed altaną.
Kinga pokiwała głową i spojrzała na Werę.
— Wera, zajmiesz się Piotrkiem?
Wera zerwała się natychmiast. Podeszła do Piotra i zaczęła go rozbierać – ściągnęła koszulkę, potem spodenki i bokserki. Kinga robiła dokładnie to samo z Pawłem. Kiedy obaj stali już nadzy, Wera i Kinga przycisnęły się do nich i zaczęły ich namiętnie całować, pozwalając dłoniom bliźniaków swobodnie badać swoje ciała – piersi, biodra, pośladki.
Naga Marta przykucnęła tuż obok, żeby wszystko dokładnie obejrzeć z bliska.
Wzrok Marcina przeskakiwał z siostry na kuzynkę, ale jego dłoń spoczęła na mojej cipce. Palce delikatnie rozchylały wargi i masowały mnie okrężnymi ruchami. Na szyi poczułam czyjeś usta – ciepłe, znajome. Pieściły mnie powoli, a dłoń tej osoby zsunęła się na mój mały sutek i zaczęła się nim bawić. To był Tomek. Nie odrywając wzroku od spektaklu na kocu, podszedł z tyłu i razem z Marcinem dostarczał mi wrażeń.
Na kocu Wera i Kinga opadły jednocześnie na kolana. Wzięły kutasy bliźniaków do ust. Robiły to nieśpiesznie, dokładnie, nabijając usta powoli, żeby dostarczyć chłopakom jak najlepszych pierwszych wrażeń. Ślina już błyszczała na trzonach.
W pewnym momencie Marta przysunęła się do Kingi. Ich usta spotkały się na kutasie Pawła. Zaczęły go obciągać we dwie – jedna ssała główkę, druga lizała jądra i trzon, potem zamieniały się, całując się przy okazji wokół jego członka.
Palce Marcina były już głęboko w mojej cipce, a jego usta zamknęły się na moim sutku. Tomek, który w międzyczasie zdążył się całkowicie rozebrać, podszedł z drugiej strony i podstawił mi swojego kutasa prosto do twarzy.
Oblizałam najpierw główkę – wolno, dokładnie, zbierając już obecną kroplę preejakulatu. Potem otworzyłam szeroko usta i wzięłam go głęboko. Główka rozchyliła mi podniebienie, a ja kontynuowałam, aż poczułam, jak wypełnia mi gardło. Ślina obficie spłynęła po trzonie. Zaczęłam jeździć głową w przód i w tył, biorąc go prawie po samą nasadę przy każdym ruchu. Krztusiłam się lekko, oczy łzawiły, ale nie zwalniałam. Jedną dłonią trzymałam go u nasady, drugą gładziłam jądra. Chciałam, żeby czuł wszystko – ciepło, wilgoć, ciasnotę mojego gardła. Co jakiś czas wyjmowałam go prawie do końca, liżąc spód żołędzi czubkiem języka, po czym znowu nabijałam się głęboko, aż łzy spływały mi po policzkach.
Marcin w tym czasie nie przestawał palcować mojej cipki, a na kocu Wera, Kinga i Marta kontynuowały swoją lekcję dla bliźniaków.
W pewnym momencie Kinga oderwała swoje usta i usta Marty od kutasa brata. Spojrzała na Pawła i powiedziała stanowczo:
— Kładź się, braciszku.
Paweł posłusznie położył się na kocu. Kinga kucnęła nad nim. Marta od razu jej pomogła – jedną dłonią rozchyliła gęsto owłosione wargi Kingi, a drugą chwyciła kutasa Pawła i naprowadziła główkę dokładnie na wejście. Kinga opadła na brata jednym płynnym ruchem, z głośnym, mokrym plaśnięciem. Wzięła go całego. Natychmiast Marta przyssała się do jednego z jej ciężkich cycków, drugą ręką ugniatając wolną pierś. Kinga zaczęła powoli, głęboko ujeżdżać Pawła, kręcąc biodrami.
W tym samym czasie Wera położyła się na kocu i pociągnęła za sobą Piotra. Ukląkł między jej pięknymi, rozłożonymi nogami i powoli, ostrożnie wprowadzał swojego penisa w jej mokrą cipkę. Wera jęknęła głośno, gdy kolejne centymetry znikały w jej środku. Kiedy wszedł cały, przyciągnęła go do siebie. Jego klatka piersiowa przywarła do jej olbrzymich cycków. Pocałowała go namiętnie, a on zaczął delikatnie, niepewnie posuwać jej cipkę.
Ja oderwałam usta od kutasa Tomka. Marcin stał obok już całkowicie nagi – pomogłam mu ściągnąć resztę ubrań. Jego kutas był twardy, gruby i gotowy. Klęknęłam dokładnie pomiędzy nim a Tomkiem. Obaj stali blisko siebie, członki sterczały prosto w moją stronę.
Zaczęłam obciągać im na zmianę, starając się nie faworyzować żadnego.
Najpierw wzięłam Marcina. Otworzyłam szeroko usta i nabijam się na niego głęboko, aż główka weszła mi do gardła. Ślina obficie spłynęła po trzonie. Kilka mocnych, głębokich ruchów głową, krztuszenie się, oczy pełne łez – po czym wypuściłam go z głośnym odgłosem i od razu przekręciłam się do Tomka. Wzięłam brata równie głęboko, pozwalając mu wejść aż do samego końca. Język pracował na spodzie jego kutasa, a ja mruczałam, wibrując gardłem.
Potem zaczęłam robić to szybciej. Jedną dłonią trzymałam kutasa Marcina u nasady i masowałam go, podczas gdy usta pracowały na Tomku. Potem zamieniałam się – usta na Marcinie, dłoń na Tomku. Co jakiś czas brałam oba główki jednocześnie do ust, liżąc je i ssąc naraz, śliniąc oba człony, całując się z nimi na przemian. Ślina spływała mi po brodzie i kapała na piersi. Krztusiłam się, łzy płynęły mi po policzkach, ale nie przestawałam. Chciałam, żeby obaj czuli, jak bardzo jestem głodna ich kutasów.
Na kocu Kinga coraz szybciej ujeżdżała Pawła, a Marta ssała jej cycki. Obok Piotr coraz pewniej posuwał Werę, która oplatała go nogami i głośno jęczała. A ja klęczałam między swoim chłopakiem a swoim bratem, nabijając gardło na zmianę ich twardymi kutasami, całkowicie zatopiona w tej wspólnej, szalonej chwili.
Kinga coraz mocniej i szybciej ujeżdżała Pawła. Jego kutas w jej cipce oraz usta Marty ssące jej cycki w końcu doprowadziły ją do eksplozji. Całym ciałem targnęły gwałtowne spazmy, krzyczała głośno, wyginaając się do tyłu, a biodra przycisnęły się mocno do ud brata. Przez dłuższą chwilę tylko drżała, biorąc kolejne fale orgazmu.
W tym czasie Wera zdążyła zmienić z Piotrkiem pozycję. Teraz to on leżał na kocu, a ona usiadła na nim okrakiem i zaczęła ujeżdżać jego kutasa, pozwalając mu jednocześnie bawić się swoimi ciężkimi cyckami. Kinga osunęła się z Pawła na koc, wciąż ciężko dysząc. Na dalej sterczącego, mokrego od niej kutasa brata natychmiast nabiła się Marta. Zaczęła go dziko, szybko ujeżdżać, biorąc całego przy każdym ruchu.
Widziałam to wszystko kątem oka, wciąż pracując wytrwale ustami na kutasach Marcina i Tomka. W końcu nie wytrzymałam. Wstałam, złapałam obu za sterczące, lśniące od mojej śliny kutasy i pociągnęłam ich za sobą na koc.
Kinga leżała akurat pomiędzy dwiema pieprzącymi się parami. Uśmiechnęła się do mnie, uniosła się i pocałowała mnie lekko w usta. Potem z figlarnym błyskiem w oku kucnęła nad twarzą Piotra, którego wciąż ujeżdżała Wera. Piotrek od razu, niemal z ulgą, przyssał się do dziurek swojej siostry – wciąż pachnących kutasem jego brata bliźniaka. Wera, nie przestając ujeżdżać Piotrka, pochyliła się i namiętnie pocałowała Kingę. Ich dłonie jednocześnie zaczęły bawić się nawzajem swoimi wielkimi, ciężkimi cyckami. Widok dwóch tak obdarzonych dziewczyn całujących się i ściskających sobie piersi był absolutnie hipnotyzujący.
Marcin położył się na trawie obok koca. Stanęłam nad nim, rozstawiłam nogi i powoli kucnęłam. Poczułam dłonie Tomka – jedną rozchylił moje mokre wargi, a drugą chwycił kutasa Marcina i naprowadził główkę dokładnie na moje wejście. Zaczęłam osuwać się w dół. Mokra cipka powoli obejmowała znajomy, gruby kształt. Widziałam przy tym, jak Marta wciąż dziko ujeżdża Pawła, a potem opada na niego, całując go namiętnie.
Opadłam do samego końca. Kutas Marcina wypełnił mnie całkowicie, aż poczułam jego nasadę przy samych wargach. Było cudownie. Przez chwilę tylko siedziałam nieruchomo, ciesząc się tym uczuciem.
Tomek stanął przy mojej twarzy ze sterczącym kutasem, najwyraźniej oczekując, że wezmę go do ust. Potrząsnęłam jednak głową i powiedziałam cicho, prawie szeptem:
— Proszę, braciszku… chcę poczuć was obu jednocześnie.
Tomek tylko pochylił się, pocałował mnie delikatnie w usta i zniknął z pola widzenia. Po sekundzie poczułam jego dłonie na moich pośladkach. Rozchylił je, a chwilę później ciepła ślina spłynęła prosto na mój odbyt. Jego palec zaczął rozprowadzać ją dokładnie, krążąc i delikatnie napierając. Rozluźniłam się świadomie, mając w cipce kutasa Marcina i czekając, aż kutas brata powoli wypełni moją dupkę.
Poczułam główkę kutasa Tomka dokładnie na swoim odbycie. Była szeroka, gorąca i śliska od śliny. Naparł. Najpierw tylko delikatnie, krążąc, potem coraz stanowczej. Opór był wyraźny – moje mięśnie zacisnęły się odruchowo. Tomek nie forsował. Czekał, kręcił biodrami małymi ruchami, pozwalając główce powoli rozpychać pierścień. Kiedy w końcu „przeskoczyła” do środka, syknęłam głośno. Rozciąganie było intensywne, prawie bolesne, a jednocześnie przez to, że cipkę miałam już całkowicie wypełnioną grubym kutasem Marcina, wszystko wydawało się jeszcze ciaśniejsze. Czułam każdego milimetra. Czułam, jak trzon brata powoli, centymetr po centymetrze wsuwa się głębiej, rozpychając mnie od tyłu, podczas gdy z przodu Marcin był już po samą nasadę. Oba kutasy ocierały się o siebie tylko cienką ścianką w środku. Kiedy Tomek dobił do końca i jego jądra oparły się o moje pośladki, zastygliśmy we trójkę w całkowitym bezruchu. Oddychałam krótko, urywanie, starając się przyzwyczaić do tego podwójnego, absolutnego wypełnienia. Nigdy wcześniej nie czułam się aż tak pełna.
Po dłuższej chwili Marcin i Tomek zaczęli się we mnie poruszać. Na początku bardzo delikatnie – krótkie, ostrożne ruchy. Nawet to było niesamowite. Kiedy jeden się cofał, drugi wchodził głębiej. Ich kutasy tarły o siebie w moim wnętrzu. Jęczałam coraz głośniej, nie kontrolując już głosu.
Z tego skupienia wyrwał mnie nagły, wysoki krzyk Marty. Właśnie dostała orgazmu, wciąż dziko ujeżdżając Pawła. Rzucała się na jego kutasie, biodra szarpały się niekontrolowanie, a ona krzyczała mu prosto w usta. Tego widoku i tych dźwięków było za wiele dla Pawła. Naprężył całe ciało, wbił się w nią mocno i zalał cipkę Marty pierwszą w swoim życiu spermą. Marta opadła na niego, wciąż drżąc, i całowała go namiętnie, szepcząc z uśmiechem:
— No szczęściarzu… pierwszą cipkę dzisiaj zalałeś. Ciekawe, ile jeszcze dasz radę.
Tomek i Marcin nie zwalniali. Poruszali się we mnie coraz szybciej i pewniej. Moje mięśnie pracowały bez ustanku, zaciskając się na obu kutasach na przemian. Odpływałam. Przed oczami miałam już tylko plamy.
Z drugiej strony koca Wera nagle krzyknęła, oznajmiając swój orgazm. Opadła z głośnym jękiem na Kingę. Kinga pomogła jej zsunąć się i położyć obok, po czym sama szybko nabiła się na wciąż twardego kutasa Piotra. Nie zdążyła jednak długo. Opadła na niego zaledwie kilka razy, kiedy Piotrek stęknął głośno i spuścił się w cipkę swojej siostry.
Marcin i Tomek posuwali mnie coraz mocniej. Ich ruchy stały się głębsze, bardziej synchroniczne. Byłam tylko w środku – pełna, rozciągnięta, całkowicie oddana temu podwójnemu rżnięciu.
Kinga podeszła do Pawła, położyła się tuż obok niego, złapała go za głowę i przyciągnęła prosto do swojej cipki. Paweł z wyraźną ochotą przyssał się do niej, liżąc gęsto owłosioną szparkę siostry, zbierając z niej spermę swojego brata bliźniaka. Wera w tym czasie ochłonęła po własnym orgazmie i natychmiast przyssała się do cipki Marty – wciąż pełnej świeżej spermy Pawła. Po kilku sekundach Marta już głośno jęczała, wplatając palce we włosy Wery.
Piotrek patrzył na to wszystko z szeroko otwartymi oczami. Jego kutas po niedawnym wytrysku tylko nieznacznie zmiękł, ale widoki, jakie miał przed sobą, załatwiły sprawę w kilka chwil. Ja – pieprzona jednocześnie w cipkę i w dupę przez Marcina i Tomka. Marta – lizana przez Werę. Kinga – lizana przez Pawła. Momentalnie znowu stał się twardy i gotowy. Podszedł do Marty, ukląkł przy jej głowie i podał jej kutasa do ust. Marta, wciąż pieszczona przez Werę, łapczywie się do niego przyssała, biorąc go głęboko mimo własnych jęków.
Więcej nie dałam rady oglądać.
Tomek i Marcin przyspieszyli w moich dziurkach. Ich ruchy stały się szybkie, głębokie, prawie brutalne. Oba kutasy pracowały we mnie synchronicznie, rozciągając mnie do granic. Orgazm uderzył nagle i z ogromną siłą. Całe ciało szarpnęło się między nimi. Spazmy przeszły przez mnie falą za falą – uda drżały, brzuch napinał się, a ja krzyczałam już bez żadnej kontroli, wbijając paznokcie w ramiona Marcina. Moje mięśnie zaciskały się rytmicznie na obu kutasach naraz.
Ciało całkowicie mi sflaczało. Tylko ostatkiem świadomości i siły woli powstrzymałam się przed tym, żeby po prostu opaść i zakończyć. Pozwoliłam im dalej mnie posuwać, bierna, drżąca, całkowicie oddana.
Mój orgazm najwyraźniej ich całkowicie nakręcił. Przyspieszyli jeszcze bardziej. Po chwili poczułam, jak Tomek wbija się we mnie jednym potężnym, głębokim pchnięciem. Jego kutas spuchnął i zaczął pulsować. Gorąca sperma wypełniała moją dupę spust za spustem. Prawie w tej samej chwili Marcin pode mną też się wyprężył. Dobijał jeszcze kilka razy i poczułam, jak tryska głęboko w moją cipkę – gęsto, obficie, mocno.
Ten nierealny moment podwójnego wypełniania mnie spermą spowodował, że dostałam kolejnego, jeszcze silniejszego orgazmu. Tomek właśnie zaczynał wyjmować kutasa z mojej dupy, ale moje zwieracze, targane kolejnymi spazmami, złapały go jak obcęgi i nie chciały puścić. Przez dłuższą chwilę nie mogłam się rozluźnić.
Pociemniało mi przed oczami. Siły zupełnie mnie opuściły. Zaczęłam się osuwać między nimi, tracąc kontakt z rzeczywistością.
Z mroku dobiegł mnie tylko rozbawiony, ciepły głos Wery:
— Nie przejmujcie się… ona tak czasem ma.
Ocknęłam się po dłuższej chwili. Ktoś o mnie zadbał – pod głową miałam zwinięte jakieś ubranie. Pierwszym, co do mnie dotarło, był gorący, ruchliwy język pracujący między moimi nogami. Ktoś zachłannie lizał moją cipkę i odbyt, zbierając gęstą spermę Marcina i Tomka. Uniosłam nieco głowę i dostrzegłam jednego z bliźniaków – chyba Piotrka. Wbijał język na przemian w obie dziurki, mrucząc z zadowoleniem.
Omiotłam wzrokiem resztę towarzystwa. Marcin i Tomek stali niedaleko – ich kutasy były już z powrotem twarde mimo niedawnego spustu. Przed Tomkiem klęczały Marta i Wera, wspólnie mu obciągając. Całowały się przy tym namiętnie, ale największą uwagę poświęcały kutasowi mojego brata – ssały na zmianę, lizały jądra, śliniły całą długość.
Bardziej zaskoczyła mnie scena rozgrywająca się przy Marcinie. Kinga właśnie mocno dociskała głowę Pawła do kutasa mojego chłopaka. Paweł krztusił się, starając się wziąć go jak najgłębiej, a siostra nie pozwalała mu się cofnąć ani na centymetr. Marcin złapał moje spojrzenie, uśmiechnął się czule i zapytał:
— Witaj wśród żywych, Mała Psitko.
Posłałam mu całusa w powietrzu.
To wszystko zwróciło uwagę Piotrka. Oderwał język od moich dziurek i zaczął całować mnie w brzuch, stopniowo przesuwając się wyżej. Dotarł do sutków i ssał je z prawdziwą pasją, gryząc delikatnie i liżąc. W końcu przyciągnęłam jego głowę do siebie i pocałowałam namiętnie, głęboko, mieszając smak jego ust ze smakiem spermy, którą przed chwilą zbierał z mojego ciała.
Kiedy oderwaliśmy się od siebie, wyszeptałam mu prosto w usta:
— Chcę od tyłu.
Zszedł ze mnie. Ustawiłam się na czworaka, mocno wypięta, twarzą do reszty grupy. Piotrek klęknął za mną i przyłożył główkę kutasa do mojej cipki. Zamiast jednak wejść, zapytał nieśmiało:
— Monia… a mogę w dupkę?
Pokiwałam entuzjastycznie głową.
Przyłożył główkę do mojego odbytu i delikatnie docisnął. Dzięki temu, że Tomek przed chwilą solidnie mnie tam rozciągnął i zalał spermą, wszedł zaskakująco łatwo. Nie poczułam prawie żadnego bólu – tylko przyjemne, pełne rozciągnięcie. Wypełnił mnie głęboko.
— Cholera… ale ciasno — usłyszałam jego ochrypły głos.
Oddałam się przyjemności bycia posuwaną i jednocześnie oglądaniu tego, co działo się przede mną.
Kinga w końcu puściła głowę Pawła i sama przejęła kutasa Marcina, pracując ustami z wprawą. Tomek złapał Martę za biodra i kazał jej się wypiąć. Marta posłusznie ustawiła się na czworaka dokładnie naprzeciwko mnie, twarzą tuż przy mojej. Kiedy Tomek wbił się w jej cipkę jednym mocnym ruchem, jej twarz wykrzywiła się w czystym zachwycie.
Tomek rytmicznie posuwał Martę. Piotrek w tym samym tempie rżnął mnie w dupę. Każde kolejne pchnięcie przybliżało nasze twarze do siebie. W końcu nasze wargi się zetknęły. Zatraciłam się w głębokim, mokrym pocałunku ze swoją przyjaciółką – ja pieprzona w dupę przez kuzyna mojego chłopaka, ona rżnięta przez mojego brata.
Po chwili tuż przy naszych twarzach pojawiły się kolejne dwie. Ledwo zdążyłam ogarnąć, że Kinga jest już posuwana od tyłu przez Marcina, a Wera przez Pawła. Ustawiliśmy się idealnie – cztery nagie dziewczyny na czworaka, twarzami do siebie, liżące się i całujące na zmianę, podczas gdy czterech chłopaków rżnęło nas od tyłu w równym, coraz mocniejszym rytmie.
Koc, trawa, zachodzące słońce i osiem splecionych, spoconych ciał. Idealny układ.
Chłopcy posuwali nas rytmicznie, ostro, nie oszczędzając żadnej dziurki. Mokre odgłosy ciał, jęki i ciężki oddech mieszały się w jedno. W pewnym momencie Kinga, dysząc ciężko, zaproponowała:
— Zmieniajmy się… po kolei… zgodnie z ruchem wskazówek zegara.
Odpowiedzią były tylko głośne, zgodne jęki aprobaty.
Piotrek wyciągnął się z mojej dupy. Chwilę później poczułam znajomy, grubszy kutas Marcina – wepchnął się w wciąż rozwarty odbyt jednym płynnym ruchem i zaczął posuwać mocno, głęboko. Potem przyszła kolej na Pawła. Wbił się w moją mokrą, rozluźnioną cipkę jednym pchnięciem. Był nieco delikatniejszy od brata, ale brał mnie intensywnie, równomiernie. Następny był Tomek. Wsunął się we mnie i rzucił z uśmiechem w głosie:
— Cześć, siostrzyczko. Cipki ci dzisiaj jeszcze nie ruchałem.
I od razu zaczął posuwać mocno, trzymając mnie żelaznym uchwytem za biodra.
Twarze chłopaków za dziewczynami zmieniały się co chwilę – tak samo jak kutasy w moich dziurkach. Byłam rżnięta na zmianę: raz w cipkę, raz w dupę, bez chwili wytchnienia. Każdy z nich wchodził w już rozgrzane, śliskie, używane dziurki i brał to, co chciał.
Pierwsza doszła Wera. Orgazm dopadł ją, kiedy była posuwana przez Marcina. Jej głowa opadła na koc, ale tyłek trzymała wysoko i wypięty, żeby kolejni mogli z niej korzystać bez przeszkód. Niedługo potem Kinga i Marta doszły niemal równocześnie – obie pieprzone właśnie przez bliźniaków. Ich krzyki zmieszały się w jeden przeciągły dźwięk.
W końcu, kiedy we mnie znowu był Marcin, ja też dostałam swojego orgazmu. Na szczęście tym razem nie straciłam przytomności, ale ciało zupełnie mi szalało – drżałam, zaciskałam się, jęczałam w koc. Równocześnie ze mną orgazmu dostała Wera, którą właśnie rżnął Tomek.
Z racji tego, że każda z nas już doszła, chłopcy postanowili teraz zadbać o własne spełnienie. Przyspieszyli. Ruchy stały się krótkie, szybkie, głębokie. W tej chwili ja, Wera, Marta i Kinga przestałyśmy być osobami. Stałyśmy się tylko czterema cipami do pieprzenia i workami na spermę. Ta świadomość, zamiast mnie zawstydzić, jeszcze bardziej podnieciła.
W końcu chłopcy zaczęli się w nas spuszczać – jeden po drugim. Poczułam, jak kutas Marcina spuchnął i po raz kolejny zalał moją już obolałą, spuchniętą cipkę gęstą, gorącą spermą. Obok słyszałam stęknięcia i jęki oznaczające, że pozostali też kończą – w Marcie, w Kindze, w Werze.
Kiedy ostatni z nich wypłynął z ostatniej z nas, po prostu opadliśmy wszyscy na koc. Osiem spoconych, lepkich, ciężko dyszących ciał. Sperma spływała po udach, mieszając się z sokami i potem. Nikt nie miał siły nawet odezwać się przez dłuższą chwilę.
Leżeliśmy tak w ciszy, patrząc w ciemniejące niebo nad jeziorem, całkowicie spełnieni.
Gdy trochę ochłonęliśmy, przypomnieliśmy sobie wreszcie o jedzeniu i alkoholu. Wciąż całkowicie nadzy, rozłożyliśmy się wygodniej na kocu i wokół stołu pod altaną. Jedliśmy kiełbasę z grilla, chipsy, kanapki, piliśmy piwo i wódkę prosto z butelek. Śmialiśmy się, wygłupialiśmy, oblizywaliśmy sobie nawzajem tłuste palce.
Pragnienie seksu zostało chwilowo zaspokojone, ale to wcale nie oznaczało, że byliśmy grzeczni. Macanie trwało nieustannie. Dłonie wędrowały po kutasach, cipkach, cyckach i tyłkach jakby to było najzupełniej naturalne. Ktoś komuś lizał sutka przy przekazywaniu piwa, ktoś inny masował komuś jądra w trakcie opowiadania historii. Ciągłe, leniwe, przyjemne dotykanie utrzymywało nas wszystkich w stanie lekkiego, przyjemnego podniecenia.
Dużo rozmawialiśmy o fantazjach.
Kiedy wspomniałam, że od dawna marzę o prawdziwym gangbangu, Kindze dosłownie zaświeciły się oczy.
— To trzeba będzie zorganizować — rzuciła z szerokim uśmiechem.
Marta przyznała, że chciałaby kiedyś pieprzyć się publicznie, żeby ktoś obcy mógł patrzeć albo nawet dołączyć. Wera też mówiła o gangbangu, ale bardziej interesowało ją być rżniętą przez kogoś kompletnie nieznajomego – bez imion, bez historii, tylko czyste, surowe użycie. Kinga stwierdziła z zadowoleniem, że jej wielkie marzenie o pieprzeniu się z własnymi braćmi właśnie się spełniło i teraz musi wymyślić sobie coś nowego.
Marcin ze śmiechem przyznał, że jak się w końcu zbierze na odwagę, to chciałby spróbować z drugim chłopakiem. Tomek tylko napomknął, że na razie jego absolutnym priorytetem jest w końcu spuścić się w dupkę Wery, a dopiero potem będzie stawiał sobie nowe cele. Bliźniacy, już wyraźnie ośmieleni alkoholem i wszystkim, co się wydarzyło, zgodnie przyznali, że chcieliby jednocześnie posuwać jedną dziewczynę w cipkę i ocierać się w niej kutasami.
Tomek wybuchnął śmiechem.
— Jak wpadniecie jutro, to może się spełni.
I tak dalej. Fantazje robiły się coraz śmielsze, śmiech coraz głośniejszy, a alkohol lał się szeroką strugą. Piłam na równi z wszystkimi. W pewnym momencie świat zaczął się lekko kręcić, głosy zlewały się w jeden przyjemny szum, a ostatnie, co pamiętam, to czyjaś dłoń na mojej piersi i czyjś śmiech bardzo blisko ucha.
Potem film mi się urwał.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz