Wróciłam do domu i zaraz za wejściem niemal zderzyłam się z bratem. On wychodził, ja wchodziłam. No cóż – ja wdałam się w mamę: mała, chuda, jasnoruda. On w tatę: wysoki, szeroki w barkach, blondyn. Jest rok starszy. Miał na sobie obcisły kolarski strój – czarne spodenki i dopasowaną bluzę. Hmmm… fajnie jego kutas wyglądał w tych kolarkach. Materiał opinał go wyraźnie, widać było, że jest duży, nawet w spoczynku. Jego wzrok też mnie na szybko rozebrał – przejechał od białych sneakersów, po czarne pończochy, krótką spódniczkę, cienką bluzkę z odznaczającymi się sutkami, aż do długich rudych włosów. Ale najwyraźniej się śpieszył, bo tylko rzucił:
— Pa, Monia. Wrócę wieczorem.
I wyszedł, zamykając drzwi za sobą. Podniecił mnie dodatkowo. Jakby już dało się bardziej. A przecież wciąż czułam w sobie wspomnienie kutasa Marcina i lekkie mrowienie po dzisiejszym szybkim rżnięciu w kantorku.
Godzina do szesnastej to dużo czekania, ale chciałam się odpowiednio przygotować, więc w sumie to mało. Szybko, jeszcze w przedpokoju, zaczęłam się rozbierać. Sneakersy, spódniczka, bluzka, pończochy, stringi – wszystko zostało na podłodze. Naga przeszłam do łazienki, ale po drodze zajrzałam na moment do swojego pokoju. Sięgnęłam głęboko do dolnej szuflady, pod stertę starych bluzek, i wyjęłam starannie schowany zestaw do lewatywy. Mała gruszka, elastyczna rurka, końcówka. Miałam nadzieję, że Marcin skusi się dzisiaj na moją ciaśniejszą dziurkę. Chciałam być czysta i gotowa.
Wróciłam pod prysznic. Odkręciłam ciepłą wodę. Najpierw szybki, dokładny prysznic – umyłam całe ciało, szczególnie dokładnie wygoloną cipkę i tyłek. Potem przyszła kolej na lewatywę. Napełniłam gruszkę ciepłą wodą z prysznica, taką przyjemnie letnią. Nasmarowałam końcówkę odrobiną żelu, który zawsze trzymam w szafce. Stanęłam pod strumieniem wody, jedną ręką oparłam się o ścianę, drugą sięgnęłam do tyłu. Powoli, ostrożnie wprowadziłam końcówkę do odbytu. Było ciasno, jak zawsze. Kiedy weszła wystarczająco głęboko, zaczęłam delikatnie ściskać gruszkę. Ciepła woda wypełniała mnie od środka, rozpierała, dawała uczucie pełności. Wycisnęłam całą zawartość. Wyjęłam końcówkę. Przez chwilę stałam nieruchomo, trzymając wodę w sobie, czując, jak rozchodzi się wewnątrz. Potem powoli wypuściłam wszystko. Strumień ciepłej wody z dodatkiem tego, co wypłukałam, spłynął po moich udach prosto do odpływu. Powtórzyłam czynność jeszcze raz dla pewności – znowu napełniłam gruszkę, wprowadziłam końcówkę, wcisnęłam wodę, przytrzymałam, wypuściłam. Tym razem wypłynęło już czysto.
Potem zrobiłam siusiu. Stojąc pod prysznicem, rozchylając trochę nogi. Lubię sikać pod prysznicem. Mega mnie kręci, kiedy ciepły strumień cieknie mi po nogach, miesza się z wodą z prysznica i spływa dalej. Patrzyłam, jak żółtawy płyn spływa po wewnętrznych stronach ud, po kolanach, po łydkach. To było podniecające. Kiedy skończyłam, dokładnie spłukałam całe ciało jeszcze raz – cipkę, tyłek, uda, wszystko. Zakręciłam wodę.
Wyszłam spod prysznica. Skóra była gorąca, różowa, czysta. Owinęłam się ręcznikiem tylko na chwilę, żeby osuszyć włosy i ciało, a potem zrzuciłam go na podłogę. Naga, czysta, przygotowana, stanęłam przed lustrem łazienkowym i popatrzyłam na siebie. Mała, chuda, płaska, z długimi rudymi włosami i wygoloną, wciąż lekko wrażliwą cipką. Gotowa na Marcina. I na wszystko, co zechce ze mną zrobić.
Pozbierałam na szybko porzucone wcześniej ubrania – sneakersy, spódniczkę, bluzkę, pończochy, stringi. Nie chciałam, żeby Marcin pomyślał, że jestem bałaganiarą. Zgarnęłam wszystko na kupę i schowałam błyskawicznie w pralni, zamykając drzwi. Gotowe.
Teraz pytanie najważniejsze: co założyć, żeby był jeszcze bardziej napalony niż zwykle. Na pewno nic zwykłego. Nic, co mogłabym założyć do szkoły. Otworzyłam szafę i poszperałam głębiej, aż na sam dół, gdzie trzymam rzeczy „specjalne”. O, jest. Wyjęłam białe, siateczkowe pończochy samonośne – delikatne, prawie przezroczyste, z cienką koronką u góry. Potem białe stringi. Takie dosłownie złożone ze sznureczków. Z przodu ledwo cokolwiek zakrywały, a tylny pasek był zrobiony z szeregu małych, imitowanych pereł. Kiedy w nich chodzę, każda perełka delikatnie masuje mi dziurkę odbytu i wargi cipki przy każdym kroku. Prawie odlatuję za każdym razem. Idealne.
Jeszcze tylko sukienka. Biała, mega krótka, obcisła w górze i lekko rozkloszowana od pasa. Do szkoły w niej nie pójdę – przy każdym ruchu widać majteczki, a jak się schylę, to prawie wszystko. Mi to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie, ale zasady szkolne są zasadami. W domu jednak zasady nie obowiązują.
Założyłam wszystko powoli, z przyjemnością. Najpierw stringi – przeciągnęłam sznureczki po udach, ułożyłam perełkowy pasek dokładnie między pośladkami. Już przy pierwszym kroku poczułam, jak koraliki drażnią mnie z tyłu. Potem pończochy. Wciągnęłam je wysoko, koronka stanęła prawie pod biodrami. Na koniec sukienka. Zapinała się na kryty zamek z tyłu. Kiedy stanęłam przed lustrem, efekt był dokładnie taki, jak chciałam: mała, chuda, płaska dziewczyna w białym, prawie niewinnym komplecie, który jednocześnie krzyczał „pieprz mnie”.
Jeszcze tylko makijaż. Kurewski. Podkreśliłam zielone oczy czarną kredką i tuszem, usta pomalowałam na intensywny róż, policzki lekko zaróżowiłam. Włosy spięłam w dwa wysokie kucyki – długie, jasnorude, spadające prawie do pupy. Wyglądałam jak zboczona małolata, która tylko czeka, aż ktoś ją rozbierze.
Zerknęłam na zegarek. Zostało kilka minut. Zdążyłam jeszcze szybko ogarnąć pokój – poprawić pościel, schować zbędne rzeczy, otworzyć lekko okno, żeby było świeżo. Serce zaczęło bić szybciej.
I wtedy usłyszałam dzwonek do drzwi.
Marcin jest punktualny. Cholera, czy on w ogóle ma jakieś wady? Dzwonek rozległ się dokładnie o szesnastej. Otwieram drzwi i na moment tracę dech. On też się odstawił. Spodnie w kant, jasna koszula z rozpiętym pierwszym guzikiem, lekki zapach perfum. O ja pierdolę. W ręku trzyma bukiet – nieduży, ale ładny, białe i różowe kwiaty. Kupił mi kwiaty. Super. Jeszcze nigdy nie dostałam od faceta kwiatów. Ani razu. A teraz stoję w progu w białej, mega krótkiej sukience, z dwoma kucykami i kurewskim makijażem, a on podaje mi bukiet jak gdyby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
Całuje mnie od razu w przedpokoju. Namiętnie, głęboko, z ręką na mojej talii. Potem odsuwa się tylko na centymetr, wręcza mi kwiaty i mówi cicho, patrząc mi prosto w oczy:
— Jesteś piękna.
Nogi mi miękną. Cipka od razu zaczyna pulsować. Stringi z perełkami już przy samym otwarciu drzwi lekko mnie drażniły, a teraz robi się mokro na poważnie. Podziękowałam za komplement, uśmiechając się szeroko, i powiedziałam szczerze:
— Ty też jesteś mega przystojny. Szczególnie w koszuli. Kocham facetów w koszulach. To takie sexy.
Prowadzę go do swojego pokoju. On rozgląda się z ciekawością – jest tu pierwszy raz. Półki z książkami, biurko, łóżko, plakaty. Widzę uznanie w jego oczach, kiedy zauważa, ile mam książek. Uśmiecha się lekko, jakby potwierdzał, że pasujemy do siebie także pod tym względem. Zamyka za nami drzwi. Klik. I od razu przytula mnie mocno, całuje zaborczo, głęboko, jakby chciał mnie pożreć. Jego ręce schodzą niżej i zaczynają ugniatać moją małą dupkę przez cienką sukienkę. Palce wbijają się w pośladki, rozchylają je trochę, a perełkowy pasek stringów jeszcze mocniej wciska się między nie.
Ja oczywiście nie pozostaję dłużna. Śmigam ręką po jego kutasie – przez spodnie, oczywiście. Jest już twardy, gruby, wyraźnie odznaczający się pod materiałem. Gładzę go całą długość, ściskam lekko, czując, jak pulsuje. Potem odrywam się od pocałunku, patrzę mu prosto w oczy i mówię wyraźnie, bez wahania:
— Kocham cię.
I padam przed nim na kolana. Miękki dywan przyjmuje mnie bezszelestnie. Sięgam do jego rozporka, rozpinam go powoli, pewnie, i wyjmuję jego kutasa. Ciężki, gorący, już całkowicie gotowy. Przytrzymuję go u nasady i pochylam się. Najpierw tylko całuję główkę – delikatnie, mokro, kilkukrotnie. Czuję, jak Marcin wciąga powietrze nad sobą.
Patrzę w górę, prosto w jego oczy, nadal trzymając usta przy czubku jego kutasa.
Marcin kładzie ręce na mojej głowie. Palce wsuwają się w rude kucyki, przyciągają mnie mocniej do kutasa. On też nie może się doczekać. Czuję to w napięciu jego ud, w sposobie, w jaki biodra lekko napierają do przodu. Otwieram usta szeroko i zaczynam czarować. Najpierw śmigam językiem po całej długości – od jajek aż po samą główkę, mokro, wolno, potem szybciej. Zasysam jajka, biorę je do ust jedno po drugim, liżę, ssę delikatnie. Potem wracam do pieńka. Biorę go głęboko, aż główka uderza o wejście do gardła. Dławię się. Krztuszę. Ślina spływa mi po brodzie, po szyi, na piersi. Słyszę, jak mu dobrze – niskie, ochrypłe jęki, ciężki oddech.
— Monia… jesteś najlepsza…
Uśmiecham się na tyle, na ile się da, mając usta pełne kutasa. Nabijam moje gardło jak najgłębiej, aż oczy łzawią i odruch wymiotny daje o sobie znać. Jednocześnie ugniatam jego pośladki, przyciągając go jeszcze bliżej. On dociska mi głowę, nie mocno, ale stanowczo. Dławię się coraz mocniej. Ślina cieknie już swobodnie, tworzy nitki między moimi ustami a jego kutasem. Uwielbiam to. Uwielbiam być szlaufem, lachociągiem, małą, chudą dziewczyną na kolanach, która bierze wszystko, co jej dadzą. A to, że robię to właśnie z nim – z Marcinem, który kupił mi kwiaty, który mówi, że mnie kocha, który trzyma mnie za włosy i patrzy na mnie z pożądaniem – nakręca mnie do granic. Uwielbiam to.
Ssę jeszcze chwilę, rytmicznie, głęboko, pozwalając mu używać mojej buzi. Potem, z wyraźnym żalem, przerywam. Odsuwam usta od jego kutasa z głośnym, mokrym odgłosem. Nitka śliny jeszcze łączy nas przez moment. Wstaję powoli, nie odrywając od niego wzroku.
Rozbieram go pospiesznie. Najpierw koszula – rozpinam guziki jeden po drugim, zrzucam ją z ramion. Potem spodnie. On pomaga, unosi stopy, kopie je na bok. Zostaje nagi, z twardym, lśniącym od mojej śliny kutasem sterczącym przed sobą. Teraz kolej na mnie. Marcin sięga do zamka mojej białej sukienki i ściąga ją w dół jednym ruchem. Spada mi do kostek. Zostaję w samych stringach z perełkami i białych siateczkowych pończochach. On klęka na moment, chwyta sznureczki stringów i ściąga je powoli, pozwalając, żeby perełkowy pasek przeciągnął się między moimi pośladkami i wargami. Stringi lądują na podłodze.
Staję przed nim naga, tylko w białych, siateczkowych pończochach. Mała, chuda, płaska, z dwoma rudymi kucykami i mokrymi, rozchylonymi wargami cipki. Marcin patrzy na mnie przez chwilę w milczeniu, jakby chciał zapamiętać każdy detal. Potem robi krok bliżej.
Bierze mnie w ramiona, jakbym nic nie ważyła. Podnosi mnie bez wysiłku i kładzie czule na łóżku. Całuje namiętnie, głęboko, a jego dłonie wędrują po mojej klatce – po żebrach, po małych, twardych sutkach. Pieści je palcami, ściska delikatnie, potem bierze do ust i ssie. Hmm… właściwie to żebra i sutki, ale i tak jest bosko. Każdy dotyk sprawia, że cipka pulsuje mocniej.
Potem zsuwa się niżej. Nachyla się nad moją cipką i zaczyna lizać jak szalony. Szerokim, mokrym językiem, od dołu do góry, rozchylając wargi, wbijając się do środka, ssąc łechtaczkę. Nie ma litości. Ja w tym samym momencie czuję, jak okracza nogami moją głowę. Jego kutas ląduje mi na twarzy – ciężki, gorący, lśniący jeszcze od wcześniejszej śliny. O tak. Uwielbiam go ssać. Otwieram usta i biorę go głęboko, doję go, używając całej swojej wyobraźni – kręcę głową, zasysam mocno, przejeżdżam językiem po spodniej stronie, biorę aż do gardła.
Jego język masakruje moją mokrą pizdę. Jest mu dobrze, tak samo jak mi. Słyszę jego niskie jęki wibrowane prosto w moją cipkę. Nagle usztywnia język i zaczyna pierdolić mnie nim – szybkie, głębokie pchnięcia, jak małym kutasem. Odlatuję. Biodra same unoszą się naprzeciw jego ust. W odpowiedzi liżę jego jajka, zasysam je, cołam językiem. Potem robię mu psikusa. Sięgam językiem dalej, między pośladki, i znajduję jego odbyt. Liżę go. Najpierw delikatnie, czubkiem. Marcin na moment sztywnieje z zaskoczenia. Potem jednak z rozkoszą poddaje się mojemu językowi. Rozluźnia się. Ja pieprzę go w dupę językiem dokładnie tak, jak on pieprzy moją cipkę – głęboko, rytmicznie, natarczywie.
On śmiga językiem w mojej napalonej piździe jeszcze szybciej, jeszcze mocniej. I wtedy nadchodzi. Niespodziewany orgazm targa moim ciałem. Plecy wyginają się w łuk, uda drżą, cipka zaciska się w gwałtownych skurczach. Krztuszę się przy tym jego kutasem – łzy napływają mi do oczu, ślina i dźwięki dławiących się odgłosów wypełniają pokój. Marcin też sztywnieje. Jego kutas w moim gardle zaczyna pulsować mocno, a potem pompuje mi spermę prosto do środka. Gorącą, gęstą, obfitą. Połykam najszybciej, jak mogę, ale nie wszystko daję radę. Część wypływa mi kącikami ust, zalewa policzki, spływa po szyi, po płaskiej klatce. Marcin wciąż tryska, a ja wciąż przełykam, ile dam radę, mając usta pełne jego kutasa i smak jego spustu.
Kiedy w końcu zwalnia, powoli wyjmuje się z moich ust. Nitki spermy łączą jeszcze moje wargi z jego główką. Patrzę w górę, na jego spocone, zadowolone twarz, mając całą dolną połowę twarzy i szyję oblaną jego spermą.
Leżymy przytuleni w moim wąskim łóżeczku. Ciała jeszcze wilgotne, oddechy powoli się uspokajają. Nabieramy sił na dalsze zabawy. Marcin gładzi mnie po plecach, po włosach, po małej pupie i w pewnym momencie mówi cicho, blisko mojego ucha:
— Dziękuję. Jesteś cudowną kochanką.
A co mi tam. Uśmiecham się w jego klatkę piersiową i zaczynam sama opowiadać. Że większość doświadczenia mam z pornosów. Że przed nim pierdoliło mnie tylko dwóch kolesi. Zazwyczaj inni się bali – bo wyglądam jak nieletnia – a w dodatku nie zwracali na mnie uwagi, bo nie mam cycków. Płaska deska. Nic ciekawego.
Marcin unosi się trochę, uśmiecha się i pochyla nad moją klatką. Całuje moje małe suteczki – najpierw jeden, potem drugi – wolno, czule. Potem mówi:
— Dla mnie są idealne.
Dodaje jeszcze, że sam uprawiał seks tylko z trzema dziewczynami. Po chwili poprawia się z lekkim wahaniem:
— Z czterema.
Całuję go za to. Za szczerość. Za to, że nie udaje. Potem spoglądam w dół. Jego kutas znowu jest twardy i gotowy. Leży na brzuchu, gruby, żyłkowany, gotowy do kolejnej rundy. Uśmiecham się. Sięgam ręką do szafki nocnej i wyjmuję tubkę lubrykantu. Marcin patrzy na mnie trochę zdziwiony – w końcu widzi, jaka jestem mokra – ale nic nie mówi. Ja wyciskam sporo żelu na dłoń i smaruję jego kutasa obficie, dokładnie, od główki aż po nasadę. Śliski, lśniący, gotowy.
Kucam nad nim. Rozstawiam kolana po obu stronach jego bioder. W jego oczach widać głód oczekiwania. Myśli, że zaraz wsunę go w cipkę. A potem pojawia się zdziwienie. Zamiast mokrej szparki przykłada mnie do niego mój odbyt. Ciasny, czysty, przygotowany. Opuszczam się powoli, centymetr po centymetrze. Główka najpierw napiera, rozpycha, boli przyjemnie. Potem wchodzi. Potem kolejny centymetr. I kolejny. Widzę, jak w jego oczach zdziwienie przechodzi w czyste zadowolenie.
Szepcze, niemal bezgłośnie:
— Jeszcze nigdy nie miałem kutasa w dupie dziewczyny…
Ja odpowiadam tak samo cicho, wciąż opuszczając się niżej:
— Ja też nigdy nie miałam tam prawdziwego kutasa. Tylko dildo.
W końcu udaje się. Nabijam się do samego końca. Moja mała pupa styka się z jego jajkami. Mam wrażenie, że jego kutas zaraz wyjedzie mi gardłem – jest tak głęboko, tak grubo, tak wypełniająco. Siedzę tak przez chwilę, przyzwyczajając się, oddychając płytko. Potem zaczynam powoli go ujeżdżać. Unoszę się i opadam, czując, jak każdy ruch rozciąga mnie od środka. Marcin trzyma mnie za biodra, patrzy mi w oczy i pozwala mi robić wszystko w moim tempie.
Nabijam się swoją małą dupką na jego kutasa coraz mocniej. Unoszę się wyżej i opadam mocniej, pozwalając, żeby za każdym razem wchodził do samego końca. Łał. To jest zajebiste. Nigdy tego nie czułam. Takie zakazane, brudne, idealne, wspaniałe. Pełność jest kompletnie inna niż w cipce – głębsza, ciaśniejsza, bardziej dominująca. Każdy ruch rozciąga mnie od środka, a ja tylko kręcę biodrami i biorę więcej.
Ujeżdżam go rytmicznie, coraz szybciej. Widać, że mu przyjemnie – oczy ma przymrużone, usta lekko otwarte, dłonie mocno trzymają moje chude biodra. Moja cipka w tym czasie płynie. Sok spływa mi po udach, po jego brzuchu, miesza się z lubrykantem. Marcin sięga ręką do przodu. Znajduje moją łechtaczkę i zaczyna ją pieścić. Najpierw delikatnie, potem coraz bardziej natarczywie. Palce krążą, pocierają, ściskają. Ja w odpowiedzi ujeżdżam go jak szalona. Rzucam biodrami na wszystkie strony – do przodu, do tyłu, w kółko, mocno, szybko, bez żadnego umiaru. On masuje mnie coraz mocniej, nie odpuszcza ani na sekundę.
I już.
Takiego orgazmu jeszcze nie miałam. To jest szok. Ciało rzuca się na wszystkie strony, plecy wyginają się, uda drżą niekontrolowanie, a z gardła wydobywa się długi, zdławiony krzyk. Cipka pulsuje w pustce, a dupa zaciska się na jego kutasie w gwałtownych, rytmicznych skurczach. Marcin to kręci coraz bardziej. Widzę to w jego twarzy, w sposobie, w jaki zaciska szczęki. I nagle, nawet nie wiem kiedy, czuję, jak we mnie tryska. Gorące, gęste fale wypełniają mnie od środka. Jest cudownie. Mój orgazm tylko się przedłuża od samej świadomości, że właśnie napełnia moje grube jelito swoją spermą. Że pompuje we mnie wszystko, co ma.
Padam na niego, całkowicie wykończona. Pierś przy jego piersi, rude kucyki rozrzucone po poduszce. Jego kutas wysuwa się ze mnie z głośnym, mokrym mlaśnięciem. Od razu czuję, jak sperma z mojej rozwartej, pulsującej dupy zaczyna wypływać. Zalewa jego krocze, spływa po jajkach, po udach, tworzy mokrą plamę między nami.
Leżymy tak przez dłuższą chwilę, ciężko oddychając, sklejeni potem, śliną i spermą. Marcin gładzi mnie po plecach leniwym ruchem, a ja czuję, jak kolejne krople wypływają ze mnie na jego skórę.
Marcin całuje mnie czule, powoli, jakby chciał się upewnić, że wszystko ze mną w porządku po tym, co przed chwilą robiliśmy. Potem odsuwa się trochę i pyta cicho:
— Mogę się odświeżyć? Chciałbym jeszcze zerżnąć twoją słodką pizdeczkę… ale najpierw muszę się umyć.
Uśmiecham się i kiwam głową.
— Mamy duży prysznic. Chodź, odświeżymy się razem.
Wstajemy z łóżka. Moja dupa wciąż lekko cieknie jego spermą, a pończochy mam zrolowane i wilgotne. Idziemy do łazienki nago, trzymając się za ręce. Pod prysznicem woda jest ciepła, przyjemna. Myjemy się nawzajem – ja jemu, on mnie. Jego dłonie dokładnie czyszczą moją cipkę, potem delikatnie tyłek. Ja jemu myję kutasa, jajka, wszystko. Całujemy się pod strumieniem wody, mokro, leniwie. Kiedy kończymy, wycieramy się wzajemnie dużym ręcznikiem i wracamy do pokoju.
Znowu kładziemy się na łóżku, tym razem jeszcze bardziej leniwie. Marcin przyciąga mnie do siebie, gładzi po włosach i nagle pyta:
— Pamiętasz, jak wczoraj obiecałem, że coś ci wyznam?
Kiwam głową.
— Pamiętam rozmowę o wierności. Domyślam się, że pieprzy się też z kimś innym.
Zawczasu kładę mu dłoń na ustach, żeby nie zaczął się tłumaczyć.
— Nie przeszkadza mi to. Dopóki to ja jestem twoją dziewczyną – wszystko gra.
Marcin patrzy na mnie uważnie, potem uśmiecha się lekko i mówi:
— W tej kwestii nie ma żadnego zagrożenia. Jesteś moją dziewczyną. Jutro ci wszystko wytłumaczę… o ile wpadniesz po szkole do mnie. Rodziców nie będzie.
Całuję go. Najpierw usta, potem schodzę niżej – całuję jego szyję, obojczyki, sutki. Liżę je, ssę delikatnie. Czuję, jak jego ciało reaguje. Spoglądam w dół. Jego kutas znowu jest twardy i gotowy. Gruby, żyłkowany, uniesiony ku górze.
Uśmiecham się i sięgam po niego dłonią. Gładzę powoli, od nasady po główkę.
— Wygląda na to, że ktoś jest już gotowy na moją słodką pizdeczkę…
Marcin przewraca mnie na plecy jednym płynnym ruchem. Kładzie się między moimi nogami, rozchyla je szeroko i przykłada główkę do mokrej, wciąż wrażliwej cipki. Patrzy mi w oczy.
— Gotowa, Mała Psitko?
Zamiast odpowiedzi unoszę biodra naprzeciw niego.
Pada na mnie ciężko, całując mnie mokro i niezdarnie, wciąż jeszcze w środku. Jego kutas tłoczy we mnie ostatnie fale spermy – gorące, gęste, wypełniające mnie do końca. Żadne z nas nie ma już siły na więcej. Leżymy tak, sklejeni potem, oddechem i wszystkim, co właśnie zrobiliśmy. Jego serce wali mi prosto w żebra, a moje odpowiada tym samym rytmem.
Powoli, bardzo powoli, wychodzi ze mnie. Mokry, obślizgły dźwięk, a zaraz potem czuję, jak jego sperma zaczyna wypływać z mojej spuchniętej, pulsującej cipki. Spływa po pośladkach, po udach, tworzy ciepłą kałużę pod nami. Marcin przetacza się na bok, ale od razu przyciąga mnie do siebie. Oplata mnie ramionami, chowa twarz w moich włosach i przez dłuższą chwilę tylko tak leżymy. Ja gładzę go po plecach, po mokrych od potu włosach, po ramionach.
— Kurwa… — szepcze w końcu, ochryple. — Monia…
Uśmiecham się w jego klatkę.
— Wiem.
Nie musimy nic więcej mówić. Oboje wiemy, że to było coś innego niż wszystkie poprzednie razy. Mocniejsze. Głębsze. Jakbyśmy naprawdę zniknęli w sobie na te kilka minut.
Leżymy jeszcze długo. Ja mam nogi lekko rozchylone, żeby nie było za mokro, a on od czasu do czasu całuje mnie w czoło, w skroń, w ramię. W pewnym momencie sięga po chusteczki z szafki i delikatnie, prawie czule, wyciera mnie między nogami. Potem siebie. Wyrzuca chusteczki do kosza i znowu mnie przytula.
— Zostanę jeszcze chwilę — mówi cicho. — Jeśli chcesz.
— Chcę.
Zasypiamy tak, spleceni, w moim wąskim łóżku. Ja z twarzą przy jego piersi, on z ręką na mojej małej pupie. Za oknem powoli ściemnia się. W głowie mam tylko jedno: jutro. Jutro po szkole idę do niego. I w końcu dowiem się, co takiego chciał mi powiedzieć.
Ale na razie po prostu leżę w jego ramionach i po raz pierwszy od bardzo dawna czuję się… kompletna.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz