
Poczułam nagłe, piekące pragnienie. Zwinnie, starając się nikogo nie obudzić, wymknęłam się z materacowego posłania. Udało się. Jedynie Marta przez sen mruknęła coś i przysunęła się bliżej Marcina, obejmując dłonią jego kutasa.
Zeszłam po schodach bardzo powoli, omal się przy tym nie wywracając. W aneksie kuchennym znalazłam butelkę wody. Przyssałam się do niej jak oszczalała i niemal dostałam orgazmu z samego uczucia chłodnej cieczy spływającej po spękanym gardle. Wypiłam prawie całą butelkę jednym haustem. Za oknem było już jasno. Na zegarze świeciła godzina ósma.
Zawlokłam swoje wciąż pijane ciało pod prysznic. Ciepła woda trochę mnie ocuciła. Kiedy wyszłam naga, wycierając się ręcznikiem, zobaczyłam przy stole uśmiechniętą Kingę. Wyglądała zjawiskowo mimo wczesnej godziny. Miała na sobie czarne pończochy samonośne z szeroką koronką, bardzo krótką czarną mini spódniczkę z falbankami, obcisły czarny top, który zasłaniał właściwie tylko sutki, i białe trampki. Blond kręcone włosy były luźno rozpuszczone.
Uśmiechnęła się szeroko.
— Ale wczoraj odpadłaś. Ale nie było źle. Reszta zaraz po tobie się wyłożyła. A ja, dziewczyna ze wsi, to mam mocną głowę.
Pokiwałam głową i jęknęłam szczerze:
— Ja nadal jestem pijana.
Kinga klepnęła mnie w nagi pośladek.
— Ubieraj się. Spacer dobrze ci zrobi.
Przyznałam jej rację. Otworzyłam swoją torbę i zaczęłam się ubierać. Cieliste pończochy samonośne, żółty top, czarna plisowana mini spódniczka i czarne sneakersy. Miałam już w ręku majtki, kiedy Kinga zadarła swoją spódniczkę, rozstawiła nogi i pokazała mi cipkę.
Była gęsto, naturalnie owłosiona. Ciemniejszy blond puszek tworzył bujny trójkąt, który nie był przycięty ani wygolony po bokach. Wargi miała pełne, mięsiste, już lekko rozchylone. Pomiędzy włoskami majaczyła różowa, wilgotna szparka. Wyglądała dziko, kobieco i bardzo apetycznie.
— Pamiętaj o zakazie dotyczącym majtek — przypomniała z uśmiechem.
Westchnęłam, odłożyłam majtki z powrotem do torby i uznałam, że jestem ubrana. Dopiłam jeszcze trochę wody, po czym Kinga złapała mnie za rękę i wyprowadziła z domku w chłodny, poranny powietrze nad jeziorem.
Szłyśmy ścieżką wzdłuż brzegu jeziora. Poranne powietrze było jeszcze chłodne i orzeźwiające, idealnie działało na mój kac. Gadałyśmy o wczorajszym wieczorze – o tym, kto kogo jak rżnął, kto kogo zalał spermą, kto pierwszy odpadł. Kinga była bardzo bezpośrednia, nie owijała w bawełnę.
W pewnym momencie spojrzała na mnie z boku i zapytała wprost:
— Ten gangbang, o którym wspominałaś wczoraj… to naprawdę jesteś zdecydowana?
Potwierdziłam bez wahania.
— A jak miałoby to wyglądać? — dopytała.
Zastanowiłam się przez chwilę, zbierając myśli.
— No… ja wypięta na czworaka. Albo na kolanach, albo na stole, nieważne. Faceci podchodzą po kolei. Biorą mnie bez żadnych ceregieli. Bez pocałunków, bez czułości, bez imion. Po prostu wsuwają kutasa – w cipkę albo w dupę, jak im pasuje – rżną mocno i szybko, a jak mają ochotę, to spuszczają się we mnie albo na mnie. Potem odchodzą, a kolejny wchodzi na ich miejsce. Chcę być tylko dziurą. Workiem na spermę. Żeby po wszystkim ciekało ze mnie ze wszystkich stron, żebym była cała oblepiona, zmęczona i spełniona w sposób, którego nie da mi nawet najlepszy seks z kimś, kogo kocham.
Kinga przerwała mi, unosząc brwi.
— Bardzo ekstremalnie.
Skinęłam głową.
— Wiesz… czułości i miłości mi nie brakuje. Mam Marcina, Tomka, Werę, Martę, teraz w pewnym sensie ciebie i twoich braci. Właśnie dlatego chciałabym przeżyć coś zupełnie innego. Coś surowego. Bez emocji. Tylko ciało.
Kinga spojrzała na mnie długo, a potem uśmiechnęła się powoli, z wyraźnym zrozumieniem.
— Doskonale cię rozumiem. Tę ekscytację bycia używaną… Mam nadzieję, że z czasem zostaniesz żoną Marcina. Fajnie byłoby mieć taką zboczoną suczkę w rodzinie.
Szłyśmy dalej. Las stawał się coraz gęstszy. Z głębi drzew zaczęły dochodzić wyraźne dźwięki – warczenie pił mechanicznych i miarowe uderzenia siekier. Im dalej szłyśmy, tym odgłosy były bliższe i głośniejsze. W pewnym momencie, kiedy hałas był już naprawdę tuż obok, Kinga zatrzymała się, przyłożyła dwa palce do ust i głośno, przenikliwie zagwizdała kilka razy w charakterystyczny sposób.
Patrzyłam na nią zdumiona.
Nagle spomiędzy drzew wyszedł mężczyzna. Duży, szeroki w barach, mocno umięśniony. Miał na sobie tylko robocze spodnie i ciężkie buty. Nagi, spocony tors błyszczał w porannym słońcu. Zaraz za nim pojawił się kolejny – nieco niższy, ale też dobrze zbudowany i seksowny. Potem trzeci.
Popatrzyłam na Kingę z pytaniem w oczach, a tymczasem spomiędzy drzew wychodzili kolejni faceci. Coraz więcej. Wszyscy w roboczych ciuchach albo półnadzy, wszyscy spoceni po pracy w lesie, wszyscy patrzący na nas z rosnącym zainteresowaniem.
Jeden z nich podszedł bardzo blisko. Bezceremonialnie złapał Kingę za cienki czarny top i ściągnął go w dół, odsłaniając jej ciężkie, piegowate piersi. Pościskał je grubymi, szorstkimi dłońmi, jakby sprawdzał towar.
— No proszę… zastanawialiśmy się, czy dzisiaj też przyjedziesz.
W tej chwili wszystko do mnie dotarło. Słowa Kingi sprzed chwili, że „doskonale rozumie” moją fantazję. Sposób, w jaki zagwizdała. To, że ci mężczyźni wyszli z lasu jak na komendę. Kinga to wszystko uknuła. Specjalnie.
Powiedziałam cicho, niemal szeptem, z residualnym alkoholem wciąż kręcącym mi się po głowie:
— Kinga… ja jestem jeszcze pijana.
Ona tylko zaśmiała się cicho, przyciągnęła mnie bliżej i wyszeptała prosto do ucha:
— Chcesz zrealizować marzenie?
Pokiwałam głową. Serce biło mi jak oszalałe.
— No to słuchaj uważnie i rób, co mówię.
Potem odezwała się już głośno, zwracając się do wszystkich zgromadzonych mężczyzn:
— Panowie, z wielkim żalem muszę was dzisiaj zawieść. Nie będziecie mnie rżnąć. Natomiast ta oto Monika… bardzo bliska mi osoba i mam nadzieję, że kiedyś rodzina… potrzebuje od was dokładnie tego samego, czego zwykle ja od was potrzebuję.
Wszyscy spojrzeli na mnie. Dziesięć par oczu. Zainteresowanych. Głodnych.
Jeden z nich – wysoki, ciemnowłosy, z szerokimi dłońmi – podszedł prosto do mnie. Bez pytania wsunął rękę pod moją czarną plisowaną spódniczkę. Palce od razu znalazły moją cipkę. Byłam już bardzo mokra. Wepchnął we mnie trzy grube palce naraz, rozchylił, poruszał nimi kilka razy. Jęknęłam głośno, nie potrafiąc się powstrzymać.
Wyjął palce, odwrócił się do reszty i krzyknął:
— Dajcie jakiś koc! Mała jest mokra i bez majtek. Szykujcie się na rżnięcie!
Stałam drżąca, nie do końca wierząc, że to się naprawdę dzieje. Facetów było dokładnie dziesięciu. Wszyscy w wieku od dwudziestu pięciu do trzydziestu lat. Solidnie zbudowani, spoceni po porannej pracy, z szorstkimi dłońmi i głodnymi spojrzeniami.
Kinga pocałowała mnie krótko, ale mocno. Naszemu pocałunkowi odpowiedziały gwizdy, śmiechy i niskie, pochwalne komentarze mężczyzn.
Kinga odsunęła się od moich ust i szepnęła z uśmiechem:
— Brak majtek jest tutaj zaletą. Szykuj się, Mała Psitko… na rżnięcie przez drwali.
Rozejrzałam się. Mężczyźni już ściągali robocze spodnie i bokserki. Gdzie nie spojrzałam, widziałam twarde, różnej grubości i długości kutasy. Niektóre już lśniące na główkach. Któryś z nich rozłożył na ziemi brudny, pachnący żywicą i potem koc.
Stałam w miejscu, drżąc na całym ciele. Z mojej cipki ciekały soki. Spływały po wewnętrznej stronie ud i wsiąkały w koronki cielistych pończoch. Serce waliło mi tak mocno, że słyszałam je w uszach.
Fantazja, o której opowiadałam jeszcze przed chwilą, właśnie stawała się rzeczywistością.
Nadal drżąc, opadłam na kolana na rozłożony koc. Ustawiłam się na czworaka i mocno wypięłam. Kinga podeszła z tyłu, złapała brzeg mojej czarnej plisowanej spódniczki i zadarła ją wysoko na plecy, całkowicie odsłaniając mokrą, lśniącą cipkę i zaciśnięty odbyt.
Głośno, wyraźnie powiedziała do zgromadzonych mężczyzn:
— Panowie, tylko od was zależy, którą dziurkę będziecie rżnąć. Nie bawcie się w żadne czułości. Ale pamiętajcie – ma być cała i zdrowa, jak skończycie.
Czułam na sobie ich wzrok. Dosłownie czułam, jak dziesięć par oczu pierdoli wzrokiem moje odsłonięte dziurki. Czekałam z zapartym tchem, serce waliło mi o żebra.
Poczułam, jak ktoś klęka za mną. Szorstka dłoń spoczęła na moim biodrze. Chwilę później szeroka, twarda główka kutasa przycisnęła się do mojej cipki. Wbił się powoli, rozpychając mnie. Posunął kilka razy – głęboko, miarowo – po czym wyciągnął się całkowicie. Usłyszałam, jak głośno pluje. Ciepła ślina spłynęła prosto na mój odbyt. Jego kciuk rozsmarował ją dokładnie po zwieraczu. Potem przyłożył główkę z powrotem – tym razem do tyłu – i zaczął napierać.
Zabolało. Syknęłam ostro. On jednak nie zwolnił. Pchał dalej, równomiernie, aż główka w końcu pokonała opór i weszła do środka. Wtedy pchnął mocno, jednym długim ruchem, aż wszedł cały.
— Takiej chudej dupy jeszcze nie ruchałem… — powiedział głośno, z wyraźną satysfakcją. — Ale ładna jest ta mała.
Odpowiedziały mu gwizdy, śmiechy i niskie głosy zachęty z kręgu mężczyzn.
Położył teraz obie dłonie na moich biodrach. Były ogromne – tak wielkie, że gdyby chciał, mógłby niemal objąć nimi całą moją talię. I zaczął posuwać. Najpierw wolniej, potem coraz mocniej i szybciej. Z początku nadal bolało, ale po kilku pchnięciach ból zaczął mieszać się z czymś innym. Czułam się dokładnie tak, jak chciałam – jak bezwolna lalka, jak zwykły, ciepły masturbator nabijany na kutasa. Pieprzył mnie solidnie, głęboko, bez żadnej delikatności. Czułam, jak jego kutas rozpycha moje sucze dupsko przy każdym ruchu.
Kinga klęknęła obok mnie. Delikatnie odgarnęła mi rude włosy z twarzy i głaskała czule po głowie, podczas gdy ten obcy facet rżnął mnie od tyłu.
Przyspieszył. Jego oddech stał się cięższy, ruchy krótsze i bardziej urywane. Poczułam, jak kutas w mojej dupie zaczyna twardnieć i pulsować. Wbił się po samą nasadę i spuścił. Spermy było dużo – gorące, gęste fale wypełniały mnie jedną po drugiej. Czułam, jak rozlewa się we mnie.
Kiedy skończył, powoli wyciągnął kutasa. Od razu poczułam, jak jego sperma zaczyna wypływać i spływać po moich wargach sromowych.
Kinga pochyliła się i pocałowała mnie lekko w skroń.
— Pierwszy — szepnęła.
Za mną już klękał kolejny.
Kolejny mężczyzna od razu klęknął za mną i załadował mi kutasa prosto w cipę. Nie był szczególnie długi, ale miał bardzo dużą, szeroką główkę, która przy każdym pchnięciu rozpychała mnie w charakterystyczny sposób. Posuwał mnie strasznie szybko – krótkie, nerwowe, intensywne ruchy. Jęczałam przez cały czas, nie potrafiąc złapać równego oddechu. Kątem oka spojrzałam w bok. Pozostali stali w półkolu, wszyscy z twardymi kutasami w dłoniach, masując się powoli i patrząc z niecierpliwym oczekiwaniem, kiedy przyjdzie ich kolej.
Facet za mną nagle się napiął, wbił się głęboko i spuścił. Gorące strugi wypełniły moją cipkę. Poczułam, jak teraz ta dziurka też zostaje solidnie zalana.
— Drugi — powiedziała cicho Kinga, wciąż głaszcząc mnie po włosach.
Ledwie poprzedni się wycofał, a już kolejny klękał na jego miejscu. Spermą po poprzednim jeszcze nie zdążyła wypłynąć, a on już celował. Wbił się w cipkę nawet nie celując specjalnie – byłam tak mokra i tak zalana, że wszedł bez najmniejszego oporu. Złapał mnie mocno w pasie swoimi szerokimi dłońmi i zaczął posuwać szybko, głęboko, miarowo.
W pewnym momencie orgazm dopadł mnie znienacka. Bardzo intensywny. Całe ciało zadrżało, biodra szarpały się same, a ja krzyknęłam w koc. Drżałam tak mocno, że pewnie przewróciłabym się na bok, gdyby Kinga nie przytrzymała mnie za ramiona. Facet, który mnie właśnie rżnął, najwyraźniej poczuł, jak zaciskam się na nim w skurczach. Napiął się, stęknął głośno i zalał moje wnętrze kolejnymi gęstymi strugami spermy. Wyciągnął się, robiąc miejsce następnemu.
— Trzeci — szepnęła Kinga.
Kolejny mężczyzna nie wszedł od razu w cipkę. Najpierw zbierał palcami wypływającą ze mnie spermę i starannie smarował nią mój odbyt. Czułam radosne, niemal niecierpliwe oczekiwanie, kiedy przyłożył wreszcie główkę do rozluźnionego już zwieracza. Wbił się bezboleśnie – byłam wystarczająco rozciągnięta i śliska od cumu. Ruchał mnie długo, z wyraźną wprawą i upodobaniem, które wskazywało, że seks analny to jego ulubiona pozycja. Brał mnie głęboko, równomiernie, czasem kręcąc biodrami. Spuścił się bez żadnego ostrzeżenia – po prostu wbił się do końca i zalał moją dupę kolejną porcją gorącej spermy. Kiedy wyciągnął kutasa, poczułam, jak wszystko zaczyna wypływać.
Leżałam wypięta, ciężko dysząc, i zastanawiałam się przez sekundę, jak to w ogóle możliwe, że tyle spermy mieści się w moim drobnym, chudym ciele.
— Czwarty — powiedziała spokojnie Kinga.
Piąty przyłożył kutasa do mojej cipki i wbił się powoli. Posunął mnie zaledwie kilka razy – krótko, nerwowo – i już się spuścił, zalewając mnie kolejną porcją spermy. Spośród jego kolegów rozległy się śmiechy i komentarze w stylu „Szybki Lopez”.
— Piąty — powiedziała spokojnie Kinga.
Kolejny od razu celował w odbyt. Prawie nie poczułam momentu, w którym główka pokonała zwieracz – byłam już tak rozluźniona i śliska od cumu. Dopiero kiedy zaczął wchodzić głębiej, zdałam sobie sprawę, że jest potwornie gruby. Wypełniał mi dupę kompletnie, aż po brzegi. Czułam rozciąganie na całej długości.
Tymczasem ten, który rżnął mnie jako pierwszy, podszedł do Kingi i bezceremonialnie wepchnął jej swojego kutasa do ust. Kinga była przez ułamek sekundy zaskoczona, ale od razu wzięła się do roboty – ssała głęboko, wprawnie, pozwalając mu posuwać sobie gardło.
Wielki kutas w mojej dupie zaczął twardnieć i pulsować. Poczułam kolejne salwy gorącej spermy wypełniające mnie od środka. Przez myśl przemknęło mi absurdalne, rozbawione pytanie, czy zaraz ta sperma nie trysknie mi nosem. Parsknęłam cicho śmiechem w koc.
— Szósty — powiedziała Kinga, wyjmując na moment kutasa z ust, żeby złapać powietrze.
Ogromny kutas wyciągnął się ze mnie z mokrym odgłosem. Zaraz potem poczułam mniejszego, ale bardzo twardego w cipce. Ten posuwał mnie szybko i intensywnie, bijąc biodrami o moje pośladki. Kinga w tym czasie już przełykała gęstą spermę pierwszego faceta, nie uroniwszy ani kropli.
Obecny mężczyzna rżnął mnie dość długo. W końcu też się spiął i zalał moją cipkę kolejną porcją. Sperma wypływała ze mnie już swobodnie, spływając po udach i wsiąkając w pończochy.
— Siódmy — oznajmiła Kinga, biorąc do buzi następnego kutasa.
Kolejny nie klękał za mną. Złapał mnie za biodra, przewrócił na plecy i rozłożył moje nogi szeroko. Wbił się w cipkę jednym mocnym ruchem i zaczął rżnąć mocno, z góry. Pochylił się nade mną, próbując pocałować mnie w usta. Odwróciłam twarz. Zrozumiał aluzję od razu – nie naciskał. Zamiast tego złapał mnie mocniej za uda i przyspieszył, bijąc we mnie coraz mocniej. W końcu wbił się głęboko i spuścił, wypełniając mnie kolejnymi spustami.
Kiedy wyciągnął kutasa, Kinga właśnie przełknęła spermę z kolejnego członka. Otarła usta grzbietem dłoni i powiedziała spokojnie:
— Ósmy.
Kolejny klęknął pomiędzy moimi już całkowicie bezwładnymi, rozłożonymi nogami. Ku memu zaskoczeniu nawet pogładził je lekko przez materiał pończoch – jedyny niemal czuły gest tego dnia. Potem jednak wbił się brutalnie, złapał moje drobne ciało obiema dłońmi w pasie i zaczął nabijać je na swojego kutasa jak szmacianą lalkę. Podnosił mnie i opuszczał w swoim tempie. Krzyczałam już głośno, niekontrolowanie, a jęki mieszały się z łkaniem.
Obok nas jeden z poprzednich mężczyzn pchnął Kingę na czworaka i wbił się w jej wypiętą, owłosioną cipkę. Ruchał ją spokojniej, prawie delektując się każdym pchnięciem. Ten, który był we mnie, dobił jeszcze kilka razy i spuścił się z głośnym, niskim jękiem, zalewając mnie kolejną porcją.
Opadłam już prawie bez sił.
Kinga, wciąż rżnięta, jęknęła i wydusiła:
— Dziewiąty…
Nawet nie zarejestrowałam momentu, w którym wszedł we mnie kolejny. Po prostu poczułam, że znowu jestem pełna i że ktoś znowu mnie używa. Facet, który posuwał Kingę, właśnie się w niej spuścił. Kinga pozbierała się jakoś, odczołgała bliżej i przytuliła do mnie, trzymając mnie za rękę.
Koleś we mnie rżnął mocno i brutalnie. Poczułam, jak znowu narasta we mnie orgazm – jeden z tych naprawdę głębokich, druzgocących. Dopadł mnie z taką siłą, że na kilka sekund straciłam świadomość. Kiedy ją odzyskałam, właśnie wyciągał ze mnie kutasa. Zapewne też zalał mnie solidną dawką – czułam, jak wszystko wypływa.
— Dziesiąty — powiedziała cicho Kinga.
Mężczyźni otoczyli nas ciaśniejszym kręgiem. Obie leżałyśmy na brudnym kocu – spocone, drżące, całe w spermie wypływającej z dziurek. Ich kutasy były w różnym stanie – niektóre jeszcze twarde, inne już tylko na wpół sztywne – ale każdy intensywnie się masturbował, patrząc na nas.
Zaczęli spuszczać się po kolei.
Pierwsze strugi trafiły mnie w brzuch i w piersi. Kolejne wylądowały na udach Kingi. Ktoś spuścił się jej prosto na owłosioną cipkę i na brzuch. Ktoś inny celował we mnie – ciepła, gęsta sperma spłynęła mi po policzku, po szyi, wsiąkła we włosy. Następny pokrył nam obu piersi i brzuchy. Strugi padały jedna po drugiej – na moją płaską klatkę, na ciężkie cycki Kingi, na nasze uda, na pończochy, na spódniczki wciąż zadarte na biodrach. Niektóre były silne i celne, inne tylko dopływały ostatnimi kroplami. W końcu obie byłyśmy oblepione – białe, lepkie plamy na skórze, na ubraniach, w włosach.
Kiedy doszedł ostatni, kilku z nich pomogło nam wstać. Klepali nas po oblepionych spermą pośladkach, dziękując niskimi, zadowolonymi głosami. Jeden, ten pierwszy, który mnie rżnął, pochylił się do mnie i powiedział z uśmiechem:
— No mała… jesteś zajebista. Możesz tak jak Kinga wpadać, kiedy tylko chcesz.
Podziękowałam odruchowo, prawie automatycznie. Potem Kinga objęła mnie w pasie i razem, powoli, na bardzo niepewnych nogach, powlokłyśmy się z powrotem w stronę domku. Sperma spływała nam po udach przy każdym kroku.
Ledwo byłam w stanie stawiać kolejne kroki. Nogi miałam jak z waty, a każde poruszenie powodowało, że sperma wypływała ze mnie jeszcze obficiej. Wyglądałyśmy z Kingą jak Floryda po przejściu huraganu.
Byłam cała oblepiona. Gęsta, biała sperma spływała mi po wewnętrznej stronie ud, wsiąkając w cieliste pończochy i tworząc mokre, przezroczyste plamy. Z cipki i z dupy ciekało nieustannie – mieszanina dziesięciu ładunków spływała po nogach aż do sneakerów. Na brzuchu miałam kilka zaschniętych już smug, na płaskiej klatce piersiowej białe plamy, a jedna grubsza struga zaschła mi na szyi i na policzku. Włosy miałam sklejone – kilka kosmyków przykleiło się do twarzy. Czarna plisowana spódniczka była w kilku miejscach przemoczona i przyklejona do skóry. Wyglądałam jak użyta, zniszczona i absolutnie spełniona.
Kinga wyglądała niewiele lepiej. Jej ciężkie, piegowate piersi były pokryte nieregularnymi plamami spermy – niektóre już zasychały, inne jeszcze powoli spływały w stronę brzucha. Gęste owłosienie jej cipki było doszczętnie zalane i sklejone, a po wewnętrznej stronie ud spływały jej grube, białe smugi. Czarny top miała obciągnięty w dół, a spódniczka z falbankami była w kilku miejscach przezroczysta od cumu. Blond kręcone włosy miała w nieładzie, a na brodzie i na szyi błyszczały resztki tego, co wcześniej przełknęła i tego, co dostała na twarz.
Szłyśmy powoli. Kinga odezwała się cicho, prawie ostrożnie:
— I jak? Zadowolona z marzenia?
Potwierdziłam bez wahania, choć głos miałam ochrypły:
— Tak. Dziękuję ci. Jesteś świetna.
Szłyśmy jeszcze chwilę w milczeniu. Potem zapytałam:
— Serio mówiłaś, że chciałabyś, żebym wyszła za Marcina?
— Tak — potwierdziła od razu. — Nawet wczoraj, jak ci się film urwał, mówił, jak bardzo tego chce. Wiem, że był pijany… ale moim zdaniem brzmiał bardzo zdecydowanie.
Dotarłyśmy w końcu do domku. Kinga otworzyła drzwi i pomogła mi wejść przez próg, bo prawie nie czułam już nóg.
W środku wszyscy już nie spali. Tomek siedział przy stole i właśnie gryzł kanapkę. Wera wychodziła spod prysznica, owinięta tylko ręcznikiem. Marcin rozparty był na kanapie, a Marta siedziała obok niego i leniwie bawiła się jego kutasem.
W momencie, w którym nas zobaczyli – dwie oblepione spermą, ledwo trzymające się na nogach dziewczyny – wszyscy zastygli w bezruchu. Kanapka Tomka zatrzymała się w powietrzu. Ręcznik Wery prawie jej wypadł. Dłoń Marty znieruchomiała na kutasie Marcina.
Zapadła absolutna, gęsta cisza.
— A wam co się stało? — zachichotał Marcin, rozejrzawszy się po nas od stóp do głów. — Wyglądacie, jakby was zgwałciło stado mamutów.
Nie miałam siły odpowiedzieć. Nogi odmawiały posłuszeństwa, a w głowie wciąż kręciło mi się od residualnego alkoholu i intensywności tego, co właśnie przeżyłam. Na szczęście Kinga wzięła sprawy w swoje ręce.
— No… blisko — odparła z lekkim uśmiechem. — Pomagałam Moni spełnić marzenie z wczorajszej nocy. Była naprawdę świetna.
Marcin natychmiast wstał z kanapy i podszedł bliżej. Stanął przede mną i powoli, bardzo dokładnie obrzucił wzrokiem całe moje ciało – plamy spermy na udach, na brzuchu, na piersiach, sklejone rude włosy, przemoczoną spódniczkę. Pochylił się i zapytał cicho, prawie tylko dla mnie:
— Ilu?
Uniosłam obie dłonie i pokazałam dziesięć palców. Nie byłam w stanie wydobyć z siebie słowa.
— Zadowolona? — dopytał jeszcze ciszej.
Pokiwałam bezsilnie głową. Tak. Bardzo.
Marcin nie powiedział nic więcej. Po prostu wziął mnie w ramiona, przycisnął mocno do swojej klatki i pocałował. Namiętnie, głęboko, z całym tym głodem i czułością, których tak bardzo mi teraz było trzeba. Zatraciłam się w tym pocałunku całkowicie. Jego język wtargnął do moich ust, a ja tylko zawisłam na nim, pozwalając mu siebie trzymać, bo sama ledwo stałam.
Kiedy w końcu oderwaliśmy się od siebie, uniósł mnie bez wysiłku i posadził na blacie kuchennym stołu. Położyłam się na plecach, nie protestując. Marcin zadarł moją czarną plisowaną spódniczkę aż pod pachy, rozłożył moje nogi szeroko i na oczach wszystkich ukląkł między nimi.
Zaczął lizać.
Najpierw tylko zbierał spermę z wewnętrznej strony ud – długimi, szerokimi pociągnięciami języka, od kolan aż po samą cipkę. Potem przeszedł wyżej. Jego język musnął spuchnięte, wrażliwe wargi, zbierając gęstą, białą mieszaninę, która wciąż z mnie wypływała. Rozchylił mnie palcami i wsunął język głęboko do środka, czyszcząc mnie od środka, ssąc, przełykając. Przesunął się niżej. Oblizał dokładnie okolicę odbytu, zbierając to, co stamtąd spływało, a potem delikatnie, ale stanowczo wbił język także i tam. Lizał mnie powoli, dokładnie, niemal nabożnie – jakby chciał zebrać ze mnie każdego faceta, który mnie przed chwilą użył. Jego język był ciepły, ruchliwy i bardzo dokładny. Jęczałam cicho, wplatając palce w jego włosy, podczas gdy reszta towarzystwa patrzyła w całkowitym milczeniu.
Wera, wciąż owinięta tylko ręcznikiem, popatrzyła na Kingę z szeroko otwartymi oczami.
— Naprawdę… dziesięciu?
Kinga tylko pokiwała głową.
Wera i Marta niemal jednocześnie jęknęły – nisko, głodno.
— Ja też tak chcę… — wydusiła Wera.
— Zaprowadź mnie tam — wtórowała jej Marta, już całkiem poważnie.
Marcin uniósł na moment głowę znad mojej cipki, oblizał usta i spojrzał na mnie z tym swoim charakterystycznym, trochę złośliwym uśmiechem. A ja leżałam na stole, wciąż jeszcze drżąca, czysta już prawie od jego języka, i wiedziałam, że ten weekend dopiero się rozkręca.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz