
Wróciłyśmy na pięterko, gdzie czekały już Marta i Wera. Ubrałyśmy się razem, chichocząc i jednocześnie opowiadając im ze szczegółami, co dokładnie wydarzyło się w lesie. Kinga nie pomijała niczego – ilu ich było, w jakiej kolejności, kto był grubszy, kto szybszy, jak mocno krzyczałam. Marta słuchała z szeroko otwartymi oczami i wyraźnie rosnącym rumieńcem. W pewnym momencie przyznała ze śmiechem, że rano obudziła Marcina w bardzo konkretny sposób – po prostu nabiła się na jego porannego kutasa, kiedy jeszcze spał, i ujeżdżała go, aż oboje doszli.
Ubierałyśmy się powoli, świadomie wybierając ciuchy na resztę dnia.
Ja założyłam czerwoną, bardzo obcisłą sukienkę, która idealnie przylegała do mojej chudej sylwetki i podkreślała brak biustu w sposób, który i tak przyciągał wzrok. Do tego białe pończochy samonośne z szeroką koronką i czerwone trampki. Kinga wybrała bardzo krótką, białą sukienkę, która ledwo zakrywała pośladki, czarne pończochy samonośne i białe sneakersy. Wera wcisnęła się w obcisłą, żółtą sukienkę, która jeszcze bardziej eksponowała jej ciężki biust, żółte pończochy i żółte trampki. Marta założyła czarną, zwiewną, ale ekstremalnie krótką sukienkę, szare pończochy samonośne i czarne trampki.
Na koniec wszystkie cztery zrobiłyśmy sobie po dwa odstające na bok kucyki – dziecinne, figlarne, zdecydowanie niepasujące do tego, co miałyśmy wypisane na twarzach i do tego, co wydarzyło się rano.
Kiedy skończyłyśmy, spojrzałyśmy na siebie w lustrze. Cztery dziewczyny w krótkich sukienkach, pończochach i kucykach. Wyglądałyśmy jak stado kompletnie zdemoralizowanych nimfomanek.
Chichocząc, poprawiając sobie nawzajem kucyki i podciągając pończochy, zbiegłyśmy po schodach i wyszłyśmy na zewnątrz, prosto do czekających już chłopaków.
Marcin i Tomek oniemieli z zachwytu, kiedy nas zobaczyli. Cztery dziewczyny w krótkich, obcisłych sukienkach, pończochach, z dziecinnymi kucykami i – co obaj doskonale wiedzieli – bez majtek. Ich spojrzenia wędrowały od jednej do drugiej, jakby nie mogli uwierzyć, że to wszystko jest naprawdę.
Marcin odzyskał się pierwszy. Podszedł do mnie, pocałował lekko w usta, a potem bez słowa sięgnął pod moją czerwoną sukienkę. Palce przejechały po wciąż podrażnionej, znowu mokrej cipce. Jęknęłam cicho, automatycznie rozstawiając trochę nogi. Nie poprzestał jednak na mnie. Po kolei zrobił to samo każdej z nas – najpierw sięgnął pod żółtą sukienkę Wery, potem pod białą Kingi, na końcu pod czarną Marty. Każda z dziewczyn zareagowała cichym jękiem i wyraźnym podnieceniem. Kiedy skończył, wszystkie cztery miały już wilgotne uda.
Nagle rozległ się dzwonek telefonu.
— To mój! — krzyknęła Kinga i pobiegła do domku.
Wróciła po niecałej minucie z szerokim uśmiechem.
— Dzwonili bliźniacy. Pytali, czy mogą zabrać ze sobą paru znajomych. Powiedziałam, że tak. I że jak po drodze kogoś jeszcze znajdą, to też mogą brać.
Marta roześmiała się głośno, patrząc na nasze zaskoczone miny. Potem podeszła prosto do Kingi, złapała ją za kark i pocałowała namiętnie, głęboko. Jednocześnie wsunęła dłoń pod jej białą sukienkę i zaczęła pieścić jej cipkę. Kinga odpowiedziała tym samym. Całowały się tak przez dłuższą chwilę, wyraźnie już mocno podniecone, a Marta od czasu do czasu odrywała się od ust kuzynki mojego chłopaka , żeby wyszeptać:
— Dziękuję… że pomyślałaś o mojej niewyżytej piździe.
Przyglądałam się im z lekkim uśmiechem, a potem przytuliłam się mocniej do Marcina. Spojrzałam mu w oczy i powiedziałam cicho:
— Mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że rano dałam się zerżnąć tym drwalom.
Marcin spojrzał na mnie naprawdę zdumiony. Uniósł brwi i odparł bez cienia wahania:
— Żartujesz? To tylko świadczy o tym, że jesteś świadomą, silną i piękną dziewczyną, która ma odwagę gonić za swoimi marzeniami.
Pocałowałam go lekko, prawie nieśmiało, i dodałam jeszcze ciszej:
— Pamiętaj, że ja też pomogę ci spełnić każde twoje marzenie. Kocham cię.
— Kocham cię — szepnął w odpowiedzi.
I zatopiliśmy się w długim, głębokim pocałunku, podczas gdy obok nas Marta i Kinga nadal namiętnie się obmacywały, a Wera z Tomkiem przyglądali się wszystkiemu z coraz bardziej głodnymi uśmiechami.
Siedzieliśmy leniwie pod altaną. Akurat bawiłam się piersiami Marty – wsunęłam dłoń pod jej czarną sukienkę i powoli gładziłam jej małe, twarde sutki, kiedy Wera nagle poderwała się z miejsca.
— Idą bliźniacy!
Wstałam i rozejrzałam się w stronę furtki. Rzeczywiście – Piotr i Paweł szli w naszą stronę, a za nimi jeszcze trzech chłopaków i jedna dziewczyna. Chłopcy byli szczupli: dwóch ciemnowłosych i jeden blondyn. Dziewczyna natomiast przykuła moją uwagę od razu. Była tą samą, którą wczoraj widzieliśmy pod sklepem. Wysoka, szczupła, prawie tak płaska jak ja, ale z wyraźnie odstającym, jędrnym tyłkiem i znacznie grubszymi, pełniejszymi udami. Włosy miała proste, bardzo jasne – prawie białe – i sięgały jej niemal do samej pupy. Ubrana była w czarne, cieniutkie zakolanówki, białe trampki i luźną czarną sukienkę, która ledwo zakrywała majteczki.
Kinga mruknęła pod nosem z wyraźnym zainteresowaniem:
— O… ciekawe, jak ją do tego namówili.
Wera spojrzała na nią pytająco, więc Kinga dodała ciszej:
— Nikomu z nas nie będzie przeszkadzała, wręcz przeciwnie. Ale jest… inna. A tutaj jest wieś i nie jest zbytnio tolerowana.
— Jak inna? — zapytałam.
— Zobaczycie — odparła tajemniczo.
Cała grupa podeszła bliżej. Chłopcy od razu wlepili wzrok we mnie i w pozostałe dziewczyny – w nasze krótkie sukienki, pończochy i kucyki. Dziewczyna natomiast otwarcie, bez żadnego skrępowania przyglądała się każdemu z nas po kolei.
Kinga szybko wszystkich przedstawiła. Ciemnowłosi bracia to Damian (19 lat) i Kacper (20 lat). Blondyn miał na imię Rafał, miał 22 lata i studiował w Warszawie. Dziewczyna nazywała się Kamila, miała 19 lat i chodziła do ostatniej klasy liceum – tyle że urodziła się w styczniu. Ja w październiku, Marcin we wrześniu, a Marta w sylwestra, dlatego my troje mieliśmy jeszcze oficjalnie 18 lat.
Zaprosiliśmy całe towarzystwo pod altanę. Wszyscy posiedli jak popadło – kto na ławce, kto na trawie, kto na stole. Ja usiadłam między Marcinem a Kamilą. Nowo poznana dziewczyna co chwilę zerkała na mnie z otwartym zaciekawieniem. Przez ułamek sekundy wydało mi się, że coś poruszyło się pod jej luźną czarną sukienką, ale rozmowy szybko odwróciły moją uwagę od tego wrażenia.
Atmosfera robiła się znowu gęsta. Nowi chłopcy wyraźnie nie wiedzieli, gdzie podziać oczy, a Kamila siedziała blisko mnie, uśmiechając się lekko zagadkowo.
Siedzieliśmy pod altaną, a rozmowa robiła się coraz bardziej pikantna. Koledzy bliźniaków nawet się z tym nie kryli – rozbierali nas wzrokiem od stóp do głów, zatrzymując się na udach, na dekoltach, na tym, jak sukienki obciskały nasze ciała. Tylko Kamila siedziała coraz bardziej posępnie. Uśmiech zniknął jej z twarzy, a spojrzenie utkwiła w trawie.
W pewnym momencie Marta, wyraźnie już rozgrzana atmosferą, wypaliła prosto z mostu:
— Nie wiem, czy zdajecie sobie sprawę, ale przyjęliśmy tutaj zasadę, że na tej działce dziewczyny nie noszą majteczek.
Wskazała dłonią na sztachety altany, gdzie dumnie powiewały nasze majtki – moje, Wery, Marty i Kingi. Nowi chłopcy niemal wybałuszyli oczy, nie mogąc oderwać wzroku od tego widoku.
Marta kontynuowała z figlarnym uśmiechem:
— Kamila, jeśli masz na sobie majteczki, to zdejmuj i zawieszaj. Albo ja z ciebie je zedrę.
Wybuchnęły śmiechy. Ja jednak kątem oka zauważyłam coś zupełnie innego – w oczach Kamili zbierały się łzy. Zanim ktokolwiek zdążył zareagować, zerwała się z miejsca i pobiegła prosto w kierunku jeziora.
Wszyscy zastygli w osłupieniu. Ja nie myślałam. Po prostu poderwałam się i rzuciłam za nią. Miała dłuższe nogi i solidną przewagę, więc ledwo utrzymywałam ją w polu widzenia. Biegłam ile sił w chudych nogach, a czerwona sukienka pod wpływem ruchu podjechała mi wysoko, odsłaniając cały tyłek i cipkę. Nie było czasu tego poprawiać.
W końcu zobaczyłam, że Kamila zwalnia, a potem zatrzymuje się nad samym brzegiem i opada na piasek, wtulając twarz w kolana. Zwolniłam, starałam się wyrównać oddech i podeszłam wolno. Usiadłam obok niej na chłodnym piasku. Płakała – cicho, ale całym ciałem. Bez słowa przytuliłam ją, przyciskając jej głowę do swojego ramienia.
Po chwili podniosła zapłakaną twarz.
— Zostaw mnie… — wyszeptała, szlochając. — Bawcie się… ale zostaw mnie.
Przytrzymałam ją mocniej i zapytałam cicho:
— Nie wiedziałaś, co zamierzamy tu robić, zgadzając się przyjść?
Pokręciła głową, a potem jednak poprawiła się:
— Wiedziałam. I wydawało mi się to świetnym pomysłem. Próbą stawienia czoła własnym ograniczeniom. Ale… jestem zbyt inna.
— Każdy jest na swój sposób inny — odparłam spokojnie.
Kamila wzięła głęboki, drżący oddech. Przez chwilę milczała, zbierając się w sobie, a potem zaczęła mówić, patrząc przed siebie na taflę jeziora:
— Jeszcze rok temu formalnie byłam Kamilem. Długowłosym, dziwnym chłopcem, który wprawdzie był pośmiewiskiem, ale w jakiś sposób był akceptowany. Tylko że ja zawsze czułam się dziewczyną. Od szesnastego roku życia stosuję terapię hormonalną. Moje ciało stało się dziewczęce… poza jednym szczegółem. Dzięki wsparciu rodziców szybko udało się formalnie zmienić płeć. Teraz jestem zgodnie z prawem Kamilą. Ale niewiele mi to pomogło. Chłopcy jakoś mnie tolerują… a dziewczyny robią mi piekło na ziemi. Tutaj jest wieś. Nie toleruje się odmieńców.
Przytrzymałam ją jeszcze mocniej, czując, jak jej ciało drży od łez i napięcia. Słońce odbijało się od jeziora, a za nami, w oddali, dobiegały przyciszone głosy reszty towarzystwa. Nie zamierzałam jej zostawiać.
Przytuliłam ją czule i pocałowałam delikatnie w policzek. Kamila uśmiechnęła się lekko przez łzy. Spojrzałam jej prosto w oczy i powiedziałam spokojnie, ale stanowczo:
— Nikt tutaj nie będzie uważał cię za odmieńca. A na pewno nie ja. Nie Marcin, nie Marta, nie Tomek, nie Wera, nie Kinga i nie bliźniacy. Nie wiem, jacy są twoi koledzy, ale nie przyszłabyś z nimi, gdyby byli dla ciebie źli.
Zaśmiała się odrobinę przez łzy i odparła:
— Nie… oni nie są źli. Fascynuje ich moja odmienność. Podejrzewam nawet, że chcieliby mnie przelecieć. Ale są w porządku.
Przez chwilę milczałyśmy, słuchając szumu wody. Potem zapytałam cicho:
— A nie masz ochoty dać się przelecieć?
Kamila smutno się uśmiechnęła.
— Mam. Nawet prawie zawsze. I ja też mam ochotę kogoś przelecieć… ale tak strasznie się boję.
Przyciągnęłam ją bliżej i pocałowałam lekko w usta. Zdrętwiała z zaskoczenia. Pocałowałam mocniej. Po sekundzie wahania odpowiedziała – namiętnie, nieporadnie, ale z rosnącym głodem. Jej dłonie niepewnie spoczęły na moich ramionach. Całując ją, położyłam dłoń na jej udzie i powoli przesunęłam wyżej, pod czarną sukienkę. Pod cienkimi, koronkowych majteczkami wyczułam wyraźnie twardy kształt.
Oderwałam usta od jej warg i zapytałam szeptem:
— Byłaś kiedyś z kimś?
Pokręciła głową.
— Nie. Zawsze chciałam… ale się bałam.
— Ale teraz chyba jesteś podniecona — stwierdziłam, lekko ściskając to, co czułam pod materiałem.
— Tak… — wyszeptała. — Jesteś piękna i dobra… i tak blisko. Sama czujesz, jaka jestem twarda.
— O tak — przyznałam. — Pozwolisz mi sprawić sobie przyjemność?
Nie odpowiedziała słowami. W jej jasnych oczach zobaczyłam jednak mieszaninę pożądania i resztek strachu. Pocałowałam ją jeszcze raz, delikatnie, uspokajająco, a jednocześnie wsunęłam dłoń głębiej pod sukienkę. Miała na sobie czarne, koronkowe bokserki. Pod nimi ściśnięty materiałem rysował się już wyraźnie okazały kutasek. Delikatnie odchyliłam gumkę majteczek.
Wyskoczył twardy, gorący. Może nie był szczególnie długi – najwyżej piętnaście centymetrów – ale za to bardzo gruby. Grubszy niż u większości chłopaków, których miałam. Skóra była gładka, jasna, z delikatnie zaróżowioną główką, która już lśniła od preejakulatu. Żyły były wyraźnie zarysowane na trzonie. Całość wyglądała jędrnie, zdrowo i bardzo podniecona. Jądra miała obciągnięte majteczkami, napięte i uniesione.
Spojrzałam jej prosto w oczy. Widziałam w nich czyste, przerażone oczekiwanie.
Pochyliłam twarz nad jej kutaskiem.
Zaczęłam delikatnie obciągać kutasa Kamili. Najpierw tylko musnęłam czubkiem języka główkę, zbierając już obecną kroplę preejakulatu. Była słodkawa, lekko słona. Potem otworzyłam szerzej usta i wzięłam ją do środka – powoli, ostrożnie, bo była naprawdę gruba. Wargi rozciągnęły się mocno wokół trzonu. Zaczęłam ssać delikatnie, krążąc językiem wokół żołędzi, a jednocześnie jedną dłonią trzymałam nasadę, masując to, czego nie mogłam pomieścić w ustach. Ślina szybko obficie spłynęła po całej długości. Nabijałam się coraz śmielej, pozwalając główce wchodzić głębiej, aż musnęła podniebienie. Krztusiłam się lekko, ale nie odsuwałam się – chciałam, żeby czuła ciepło, wilgoć i ciasnotę. Co jakiś czas wyjmowałam go prawie do końca, liżąc spód od jąder aż po czubek, po czym znowu brałam głęboko, ssąc mocniej.
W trakcie tego jej dłoń spoczęła na moim udzie. Najpierw nieśmiało, potem coraz pewniej przesuwała się wyżej, pod czerwoną sukienkę. Kiedy dotknęła mojej cipki, jęknęłam głośno w jej kutasek.
— Marta mówiła prawdę… — szepnęła z lekkim zdumieniem. — Nie macie majteczek.
Jej palce od razu stały się śmielsze. Najpierw tylko gładziła wargi, zbierając wilgoć, potem delikatnie je rozchyliła. Jeden smukły palec wsunął się do środka – ostrożnie, badawczo. Kiedy poczuła, jaka jestem mokra, dodała drugi. Zaczęła nimi powoli posuwać, jednocześnie kciukiem krążąc po nabrzmiałej łechtaczce. Robiła to nieporadnie, ale z rosnącą pewnością. Palce wchodziły coraz głębiej, rozchylały mnie, szukały tego miejsca w środku, które sprawiało, że wyginałam się naprzeciw jej dłoni. Czasem zwalniała, jakby bała się, że przesadzi, a chwilę później przyspieszała, zachęcona moimi jękami.
Ja nie przestawałam pracować ustami na jej grubym, twardym kutasku. Ssłam mocniej, brałam głębiej, śliniąc całą długość, podczas gdy jej palce coraz śmielej pieprzyły moją cipkę nad brzegiem jeziora.
W końcu oderwałam usta od jej kutaska i uniosłam głowę. Uśmiechnęłam się lekko, wciąż łapiąc oddech.
— Podoba ci się?
Kamila miała już zupełnie zamglone oczy. Skinęła głową i wyszeptała:
— Tak… bardzo mi się podoba. I to też mi się podoba. Jesteś taka ciepła i mokra…
Spojrzałam jej prosto w oczy. Uśmiechnęłam się figlarnie.
— Skoro tak ci się podoba… to ją dostaniesz.
Pchnęłam ją ostrożnie, ale zdecydowanie na piasek. Kamila opadła na plecy, nie protestując. Okraczyłam jej biodra, podciągając swoją czerwoną sukienkę wysoko na talię. Jedną dłonią chwyciłam jej gruby, lśniący od mojej śliny kutas, przyłożyłam szeroką główkę dokładnie do swojej mokrej szparki i powoli, bardzo świadomie zaczęłam się na niego nabijać.
Najpierw weszła sama główka. Rozciągnęła mnie mocno – była naprawdę gruba. Zatrzymałam się na chwilę, oddychając głęboko, po czym opuściłam się niżej. Centymetr po centymetrze jej kutas znikał w mojej cipce. Kiedy usiadłam na niej całym ciężarem i poczułam nasadę przy samych wargach, obie głośno westchnęłyśmy.
Zaczęłam ujeżdżać.
Najpierw wolno. Unosiłam biodra niemal do końca, aż zostawała tylko główka, i opadałam z powrotem, biorąc całą grubość. Za każdym razem, gdy schodziłam w dół, czułam, jak rozpycha mnie od środka. Tempo stopniowo rosło. Kręciłam biodrami, cofałam się, nachylałam do przodu, zmieniając kąt, żeby czuć ją w każdym możliwym miejscu. Cipka obficie moczyła jej trzon, a mokre odgłosy naszych ciał mieszały się z szumem jeziora.
Jej dłonie krążyły po całym moim ciele – gładziły uda, ściskały pośladki, wędrowały pod sukienką aż do moich małych piersi, szczypiąc sutki. Co jakiś czas pochylałam się nisko i całowałam ją namiętnie – głęboko, z językiem, przełykając jej jęki. To było cudowne. Miękkie, pachnące dziewczęce ciało pod spodem, pełne piersi przyciskające się do moich przy każdym ruchu, i jednocześnie ten twardy, gruby kutas wypełniający mnie po brzegi. I byłyśmy tylko we dwie. Żadnych chłopaków, żadnych świadków. Tylko my.
Jej oddech stawał się coraz szybszy i płytszy. Palce wbiły mi się mocniej w biodra. Widziałam po jej twarzy, że jest bardzo blisko. Ja też. Przyspieszyłam. Zaczęłam skakać na niej mocniej, szybciej, biorąc całego kutasa przy każdym ruchu, pozwalając, żeby był we mnie głęboko. Obie byłyśmy już na skraju.
W końcu orgazm dopadł mnie z pełną siłą. Całe ciało szarpnęło się w gwałtownych spazmach, uda zadrżały, a cipka zaczęła rytmicznie, mocno zaciskać się na grubym kutasie Kamili. Nie przerwałam jednak ujeżdżania. Wręcz przeciwnie – brałam ją dalej, mocniej, pozwalając, żeby moje skurcze miażdżyły jej członka. Krzyczałam już głośno, nie kontrolując głosu, wbijając paznokcie w jej ramiona.
Kilka sekund później poczułam, jak ciało pod spodem napina się jak struna. Kamila jęknęła długo, przeciągle, prawie zaskoczona intensywnością własnego orgazmu. Jej kutas spuchnął we mnie jeszcze bardziej i zaczęły bić w moją cipkę gęste, gorące strugi spermy. Spust za spustem wypełniały mnie, podczas gdy ja wciąż jeszcze drżałam w ostatnich falach własnej rozkoszy.
Kiedy obie w końcu opadłyśmy z sił, zsunęłam się z niej i położyłam obok na piasku. Od razu przyciągnęłam ją do siebie i zaczęłyśmy się całować – wolno, mokro, z residualnym drżeniem w ciałach. Jej sperma powoli wypływała ze mnie, spływając po udzie.
Po dłuższej chwili oderwałam się od jej ust i zapytałam z lekkim uśmiechem:
— No i jak? Teraz mniej się boisz?
W oczach Kamili stanęły łzy, ale tym razem były to zupełnie inne łzy. Uśmiechnęła się szeroko i wyszeptała:
— Tak… Jesteś cudowna. Przy tobie każdy lęk znika. Teraz jestem gotowa na każde wyzwanie.
Figlarnie uniosłam brew.
— To wstawaj, ślicznotko. Dużo osób na nas czeka. A obiecuję ci, że nie pożałujesz żadnej chwili.
Pomogłyśmy sobie nawzajem wstać. Kamila podciągnęła koronkowe majteczki i starannie wygładziła czarną sukienkę. Ja obciągnęłam swoją czerwoną, zakrywając mokry, ospermiony tyłek i cipkę. Poprawiłam kucyki, ona poprawiła swoje prawie białe włosy.
Potem złapałyśmy się za ręce – mocno, pewnie – i ruszyłyśmy z powrotem wzdłuż brzegu jeziora, prosto w stronę działki i czekającego na nas towarzystwa.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz