Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Mała Psitka - randka okraszona spermą

Mała Psitka - randka okraszona spermąWczoraj bawiliśmy się z Martą i Rafałem. Dzisiaj rano obudziłam się z lekkim uśmiechem i przyjemnym, tętnącym uczuciem między udami. Wspomnienia z kanapy Rafała wracały falami – smak Marty, kutas Rafała we mnie, widok Marcina, który rżnął jego dziewczynę, a potem znowu mnie. I ta rozmowa na koniec. Ta prośba Marty, żebym czasem pobawiła się z nią samą.
W szkole było… fajnie. Nadal jestem tą nową, rudą, za niską dziewczyną, na którą część osób patrzy z lekką podejrzliwością albo zazdrością. Ale mam chłopaka. Mam dwoje przyjaciół – Martę i Rafała. To, że pieprzyłam się z Rafałem, i to, że z Martą lizałyśmy sobie nawzajem cipki, jest dodatkowym atutem, ale nie jedynym. Po prostu się zaprzyjaźniliśmy. Na przerwach siedzieliśmy we czwórkę, żartowaliśmy, wymienialiśmy znaczące spojrzenia, ale nikt nie robił z tego wielkiej sprawy. To było naturalne. Ciepłe.
Dlatego dzisiaj ubrałam się bardzo wyzywająco. Świadomie. Czerwone koronkowe stringi. Czerwone pończochy samonośne z szeroką koronką. Mała czarna – obcisła, krótka, z cienkimi ramiączkami, która idealnie podkreślała moją chudą sylwetkę i brak biustu w sposób, który i tak przyciągał wzrok. Czarne sneakersy. Włosy zaplotłam w dwa długie, schludne warkocze, które spadały mi na piersi i plecy.
W lustrze wyglądałam jak mała, ruda prowokacja. Zielone oczy podkreślone delikatnie, usta lekko połyskujące. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia.
Marcin czekał już pod szkołą, kiedy wyszłam. Jego wzrok przejechał po mnie od stóp do głów i zrobił się wyraźnie ciemniejszy. Podeszłam bliżej, stanęłam na palcach i pocałowałam go krótko w usta.
— Gotowa na randkę, Mała Psitko? — zapytał niskim głosem, kładąc dłoń na mojej talii.
— Urodzona gotowa — odparłam z uśmiechem i wplotłam ramiona w jego.
Ruszyliśmy. Nie w stronę domu. W zupełnie inną. A ja szłam obok niego w małej czarnej, czerwonych pończochach i dwóch warkoczach, czując, jak stringi już lekko wilgotnieją na samą myśl o tym, co może nas dzisiaj czekać.
Po szkole poszliśmy prosto do restauracji. Nie byle jakiej – takiej z białymi obrusami, przyciemnionym światłem i kelnerami, którzy mówili „proszę państwa”. W sumie po raz pierwszy ktoś zaprosił mnie do restauracji. Marcin trzymał mnie za rękę całą drogę, otworzył mi drzwi, odsunął krzesło. Całe popołudnie dbał o mnie w sposób, którego się nie spodziewałam po kimś, z kim jeszcze niedawno rżnęłam się w kantorku i na dywanie u jego siostry.
Siedzieliśmy naprzeciw siebie, jedliśmy, rozmawialiśmy o szkole, o planach na weekend, o tym, jak Wera i Tomek ciągle do siebie piszą. Marcin śmiał się, opowiadał, patrzył mi w oczy. A ja… ja przez cały czas myślałam tylko o jednym. O tym, żeby nabić się na jego kutasa. Kocham go najmocniej na świecie – naprawdę – ale moja głowa i ciało nie potrafią przestać kręcić się wokół tego, jak mnie posuwa. Albo jak ktoś inny posuwa mnie w jego obecności. Albo jak on posuwa kogoś, a ja patrzę. Wspólny posiłek w eleganckiej restauracji tylko bardziej mnie nakręcał.
Byłam mokra już w szkole. Teraz dosłownie ciekło mi po nogach. Czerwone stringi były całkowicie przesiąknięte, a przy każdym ruchu czułam, jak wilgoć rozlewa się dalej. Siedzenie na krześle robiło się niewygodne. Marcin coś opowiadał o działce rodziców, a ja kiwałam głową, uśmiechałam się i myślałam tylko o tym, jak bardzo chcę, żeby wziął mnie tu i teraz.
Wstałam od stolika.
— Zaraz wrócę — powiedziałam cicho i poszłam w stronę toalet.
W łazience zamknęłam się w kabinie, podciągnęłam małą czarną i ściągnęłam czerwone stringi. Były tak mokre, że aż niemiło było je trzymać w dłoni. Zwinęłam je w kulkę i schowałam głęboko do torebki. Poprawiłam pończochy, spuściłam sukienkę i spojrzałam na siebie w lustrze. Bez majtek. Tylko cienka czarna tkanina i czerwone pończochy. Uśmiechnęłam się drapieżnie do swojego odbicia.
Wróciłam do stolika. Usiadłam wolniej niż zwykle, świadomie rozsuwając trochę kolana. Marcin spojrzał na mnie pytająco, ale nic nie powiedział. Ja tylko uniosłam kieliszek i uśmiechnęłam się niewinnie.
Nie wiedziałam, co dalej ma w planach. Randka? Spacer? Kino? Nieważne. Zamierzałam go sprowokować. Chciałam, żeby mnie po prostu zerżnął. Nieważne gdzie. W toalecie restauracji, w samochodzie, w bramie, na ławce w parku – byle szybko i głęboko. Bo jeśli jeszcze długo wytrzymam bez jego kutasa w środku, to chyba zwariuję.
Po wyjściu z restauracji poszliśmy na spacer do parku. Marcin cały czas mnie obejmował – ręką w talii, czasem zsuwając dłoń niżej na biodro albo na pośladek przez cienką czarną sukienkę. Szłam przyciśnięta do niego, a moja cipka produkowała ogromne ilości soków. Miałam wrażenie, że całe moje uda płyną. Bez majtek każda kropla spływała swobodnie po skórze, po czerwonych pończochach, aż do zgięcia kolan. Przy każdym kroku czułam, jak jestem mokra i gotowa.
W końcu Marcin się zatrzymał. Odwrócił mnie do siebie, objął mocno i pocałował namiętnie. Głęboko, z językiem, z rękami na mojej małej pupie. Rozpuszczałam się w jego ramionach. Kolana robiły mi się miękkie, a z cipki znowu cisnęło wilgoć.
Kiedy w końcu oderwał się od moich ust, uśmiechnęłam się prowokacyjnie i szepnęłam mu prosto w usta:
— Nie mam majtek.
Moje uda były już zupełnie mokre z podniecenia. Marcin rozejrzał się szybko i zaprowadził mnie między drzewa, głębiej w cień, tak że nie było nas widać z głównej alejki. Serce waliło mi jak oszalałe.
Nie czekając, prowokacyjnie zadarłam sukienkę aż pod pachy, odsłaniając gołą, mokrą cipkę i czerwone pończochy. Oparłam się rękami o pień drzewa, wypięłam lubieżnie dupkę i rozejrzałam nogi.
Marcin wydał z siebie niski dźwięk uznania. Klęknął za mną i przypadł ustami prosto do moich pośladków i rowka między nimi. Polizał namiętnie – najpierw szeroko, od dołu do góry, potem skupiając się na samym środku. Jego język przejechał po wargach mojej cipki, zbierając soki, wsunął się na moment do środka, a potem przesunął wyżej, do odbytu, krążąc wokół niego. Jęknęłam głośno, wbijając paznokcie w korę drzewa, i wypięłam się jeszcze bardziej naprzeciw jego ust.
Marcin trzymał mnie mocno za biodra i liżał jak głodny, nie dając mi chwili wytchnienia.
Poddałam się pieszczocie całkowicie. Odpływałam. Zamknęłam oczy, oparłam czoło o chłodną korę drzewa i tylko dyszałam, biorąc każdy ruch jego języka. Marcin lizał mnie bezlitośnie – cipkę, rowek, odbyt – zbierając soki, które spływały już po wewnętrznej stronie moich ud i czerwonych pończoch.
W pewnym momencie usłyszałam szelest materiału i charakterystyczny dźwięk rozpinanego rozporka. Serce zabiło mi mocniej. Marcin uniósł się za moimi plecami. Chwilę później poczułam gorącą, twardą główkę kutasa przyłożoną dokładnie do mojej mokrej szparki. Przytrzymał się nią, przeciągnął w górę i w dół, smarując się moimi sokami, a potem zaczął wsuwać.
Powoli. Centymetr po centymetrze. Rozpychał mnie znajomo i doskonale. Kiedy wszedł cały, oboje westchnęliśmy. Marcin chwycił mnie mocno za biodra – prawie boleśnie – i zaczął posuwać. Najpierw głębokimi, miarowymi ruchami, potem coraz mocniej i szybciej. Czułam każde pchnięcie. Każde uderzenie jego bioder o moje pośladki. Sukienka była zadarta pod pachy, czerwone pończochy napięte, a ja wypięta o drzewo brałam wszystko, co mi dawał.
Marcin pieprzył mnie mocno. Bez ceregieli, bez delikatności – dokładnie tak, jak potrzebowałam po całym dniu frustracji. Jęczałam w pień drzewa, biodra same cofały się naprzeciw jego pchnięć, a cipka chciwie zaciskała się na nim przy każdym ruchu.
I wtedy usłyszałam szelest.
Inny. Nie nasz. Dobiegający z boku, spomiędzy drzew. Jakby ktoś stanął na gałęzi albo przesunął się za krzakami.
Marcin na moment zwolnił, ale nie wyciągnął się ze mnie. Jego dłonie na moich biodrach zacisnęły się mocniej. Ja otworzyłam oczy, wciąż wypięta, wciąż pełna jego kutasa, i zastygłam, nasłuchując.
Szelest powtórzył się. Blisko.
Marcin dalej pieprzył intensywnie moją cipkę. Nie zwolnił. Wręcz przeciwnie – jego pchnięcia stały się jeszcze głębsze i bardziej miarowe, jakby obecność obcych tylko go dodatkowo podkręciła. Szelest nasilał się. Gałęzie trzeszczały, liście szeleszczały coraz wyraźniej.
Otworzyłam oczy i powoli, wciąż wypięta o drzewo, odwróciłam głowę w stronę, z której dochodziły odgłosy.
Stało tam dwóch chłopaków. Mniej więcej w naszym wieku – osiemnaście, może dziewiętnaście lat. Obaj w zwykłych ciuchach, z szeroko otwartymi oczami. Zamarli w bezruchu, kiedy zorientowali się, że ich widzimy. Ich wzrok chłonął wszystko: moją zadartą sukienkę, czerwone pończochy, nagą, mokrą cipkę, w którą bezlitośnie wbijał się kutas Marcina, moje dwa warkocze spadające w przód, i to, jak biorę każde pchnięcie z otwartymi ustami.
Marcin też na nich spojrzał. Czułam, jak na moment jego ruchy zwolniły, ale nie wyciągnął się ze mnie. Po prostu trzymał mnie za biodra i patrzył na nich przez ramię, wciąż będąc głęboko w środku.
Przez kilka sekund nikt się nie ruszał. Tylko ciężki oddech Marcina i moje ciche jęki wypełniały przestrzeń między drzewami.
W końcu chłopcy zdali sobie sprawę, że ich obecność nam nie przeszkadza. Że nie krzyczymy, nie uciekamy, nie każemy im spierdalać. Jeden z nich przełknął ślinę. Drugi powoli, niepewnie sięgnął do rozporka. Chwilę później obaj już trzymali w dłoniach swoje kutasy. Wprawdzie niezbyt duże – wyraźnie mniejsze od Marcina – ale twarde jak kamień. Zaczęli sobie powoli walić, nie odrywając wzroku od tego, jak Marcin mnie rżnie.
Marcin mruknął coś niskiego, prawie rozbawionego, i znowu zaczął posuwać mnie mocno. Głęboko. Demonstracyjnie. Każde jego pchnięcie sprawiało, że moje pośladki falowały, a ja jęczałam głośniej, świadomie dając im show. Chłopcy przyspieszyli ruchy dłoni, wpatrzeni w miejsce, w którym kutas mojego chłopaka znikał we mnie po samą nasadę.
Stałam wypięta o drzewo, rżnięta na oczach dwóch obcych facetów, którzy walić sobie patrząc, i czułam, jak kolejna fala podniecenia zalewa mnie od stóp do głów.
Marcin ciągle mnie pieprzył. Mocno, głęboko, nie zwracając już prawie uwagi na to, że mamy publiczność. Chłopcy stali kilka metrów dalej i masturbowali się coraz szybciej, wpatrzeni w to, jak jego kutas znika we mnie i pojawia się znowu, lśniący od moich soków. Ich oddechy były urywane, ruchy dłoni nerwowe i pospieszne.
Orgazm dopadł mnie nagle i z ogromną siłą. Całe ciało szarpnęło się do przodu, paznokcie wbiłam w korę drzewa, a z gardła wyrwał się głośny, niekontrolowany krzyk. Cipka zacisnęła się rytmicznie na kutasie Marcina, uda zadrżały, a ja wiłam się, biorąc kolejne pchnięcia przez cały czas trwania spazmów.
Chłopcy w tym momencie zbliżyli się. Stanęli po obu naszych stronach, tak blisko, że czułam ich oddech. Patrzyli z otwartymi ustami, jak orgazm targa moim ciałem, jak Marcin nie przestaje mnie rżnąć, tylko dobija jeszcze mocniej, wykorzystując każdy mój skurcz. Jeden z nich coś cicho jęknął.
Kilka chwil później Marcin wbił się we mnie po samą nasadę i zastygnął. Poczułam, jak pulsuje i zalewa moją cipkę gęstą, gorącą spermą. Spust za spustem. Kiedy skończył, powoli się ze mnie wysunął. Od razu poczułam, jak jego sperma zaczyna wypływać szerokim strumieniem, spływać po wargach, po udach, po czerwonych pończochach.
Obaj nieznajomi dyszeli głośno. Jeszcze przez sekundę wpatrywali się w moją zaspermioną, spuchniętą cipkę, a potem sami doszli. Jeden za drugim. Gorące strugi ich spermy trafiły prosto na moje pośladki i dolną część pleców. Ciepłe, lepkie, spływające w dół.
Zanim którykolwiek z nas zdążył cokolwiek powiedzieć, chłopcy po prostu się odwrócili i szybko, prawie uciekając, zniknęli między drzewami. Zostaliśmy sami.
Marcin przez chwilę jeszcze stał za mną, dysząc. Potem wyjął z kieszeni chusteczki i delikatnie, starannie powycierał mi pośladki i uda z obcej spermy oraz z tej, która wypływała z mojej cipki. Kiedy skończył, opuściłam sukienkę, odwróciłam się do niego i pocałowałam namiętnie – mokro, z wdzięcznością i wciąż jeszcze z cudownym drżeniem orgazmu w nogach.
Marcin objął mnie w talii i przycisnął do siebie.
— Wszystko w porządku, Mała Psitko? — zapytał cicho.
Kiwnęłam głową, wciąż mając usta przy jego ustach.— Więcej niż w porządku.

Bisexwaw

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 2353 słów i 13054 znaków, zaktualizował 10 sie o 2:02. Tagi: #seks #plener #nieznajomi

Dodaj komentarz