
Czwartkowe wydarzenia na plaży nie dawały mi spokoju. W myślach przewijały się obrazy: pocałunek z Martą, smak jej ust, to jak pieściłyśmy się nawzajem na piasku, widok jej zaspermionej cipki, wspólne obciąganie chłopaków, ściganie się orgazmami. Postawiło mi to w głowie sporo pytań. O to, czego tak naprawdę chcę. O to, jak daleko mogę się posunąć. O to, czy Marta myśli o mnie tak samo intensywnie, jak ja o niej.
Na lekcjach i przerwach spędzaliśmy z Marcinem każdą wolną chwilę. Siedzieliśmy przytuleni, całowaliśmy się w kątach korytarza, a na długiej przerwie odwiedziliśmy nasz kantorek za salą gimnastyczną. Szybki, intensywny numerek. Marcin przycisnął mnie do skrzyni, ściągnął stringi i wyruchał stojąc, mocno i głęboko, zasłaniając mi usta dłonią, żebym nie krzyczała za głośno. Skończył we mnie. Wytarliśmy się na szybko i wróciliśmy na lekcję, jakby nigdy nic. Łapaliśmy każdą chwilę, bo oboje wiedzieliśmy, że zobaczymy się dopiero w poniedziałek.
Marcin wyjeżdżał z rodzicami na działkę. Ojciec potrzebował pomocy przy remoncie domku letniskowego, więc cały weekend mieli spędzić poza miastem. Miałam zostać sama. Bez chłopaka. Bez kutasa. Tym bardziej że z Tomka też nie mogłam skorzystać – nasi rodzice planowali siedzieć w domu przez cały weekend, żadnych wyjazdów, żadnej prywatności.
Na szczęście z opresji wybawiło mnie zaproszenie od Wery. Napisała już w piątek wieczorem: „Nie chcę siedzieć sama cały weekend. Wpadaj. Babski wyjazd bez wyjazdu. Nocleg wliczony.” Uśmiechnęłam się do telefonu. Cóż… nie najgorzej. Bez kutasa, ale będę miała przynajmniej mokrą cipkę i chętne usta do zabawy. A Wera, jak zdążyłam się przekonać, potrafiła używać jednych i drugich bardzo dobrze.
Myślałam też o Marcie. W szkole w piątek gadałyśmy trochę – siedząc na kolanach swoich chłopaków, jakby to było najzwyklejsze rzeczy na świecie. Widziałam, jak na mnie patrzy. Długo. Intensywnie. Wiedziałam, że to, co zrobiłyśmy na plaży, to jeszcze nie koniec. I czekałam na ciąg dalszy z niecierpliwością, która już teraz sprawiała, że stringi robiły się wilgotne.
W sobotę rano wstałam wcześnie. Ubrałam się seksownie – świadomie. Krótka sukienka, koronkowe stringi, pończochy samonośne. Włosy rozpuszczone. Przy śniadaniu, kiedy rodzice siedzieli przy stole z kawą, powiedziałam spokojnie:
— Do niedzielnego wieczoru będę u koleżanki.
Mama uniosła brwi.
— A co to za koleżanka?
— Siostra mojego chłopaka — wyjaśniłam.
Tym razem odezwał się tata. Ze szczerym zdziwieniem, odkładając kanapkę:
— To ty masz chłopaka?
Spojrzałam na niego przez stół, z kawałkiem bułki w ustach, i poczułam, jak kąciki ust unoszą się w lekkim uśmiechu. No tak. Jeszcze im nie mówiłam. W ciągu jednego tygodnia zdążyłam zdobyć chłopaka, przelecieć się z bratem, spędzić noc z chłopakiem i jego siostrą oraz przeżyć grupową przygodę na plaży… a rodzice dopiero teraz dowiadywali się, że w ogóle kogoś mam.
Wyjaśniłam pokrótce, że spotykam się z kolegą z klasy. Że to dopiero początek znajomości – gdyby tylko wiedzieli, co działo się przez ostatnie dni, pewnie zakrztusiliby się kawą. Uśmiechałam się niewinnie, spuszczałam wzrok, bawiłam się końcówką warkocza. Zrobiłam na nich wrażenie zauroczonej, nieśmiałej dziewczyny, która właśnie przeżywa swoją pierwszą fascynację. Mama nawet się uśmiechnęła. Tata pokręcił głową z niedowierzaniem, ale wyglądał na zadowolonego.
Kiedy dodałam, że przez weekend będziemy tylko we dwie z Werą, oboje wyraźnie się uspokoili. Uznali, że w takim razie na pewno będę grzeczną dziewczynką. Oj, bardzo się mylili.
Zjadłam śniadanie do końca, odniosłam talerz i wróciłam do pokoju po torbę. Spakowałam ciuchy na zmianę, kosmetyczkę, szczoteczkę… a na samym dnie, starannie zawinięte w bluzkę, kilka niegrzecznych zabawek. Małe wibrujące jajeczko, smukłe dildo i lubrykant. Na wszelki wypadek.
Wyszłam z domu z lekkim uśmiechem. Droga do klatki Marcina i Wery zajęła mi dosłownie dwie minuty. Stanęłam przed drzwiami, poprawiłam sukienkę i zapukałam.
Otworzyła prawie od razu.
Wow.
Ale suczka.
Wera ubrała się bardzo sexy. I wulgarnie. Czarna, obcisła miniówka, która ledwo zakrywała pośladki. Czerwony top na cienkich ramiączkach, bez stanika, z głębokim dekoltem, z którego prawie wypadały jej wielkie piersi. Czarne pończochy samonośne z szeroką koronką i szpilki na wysokim obcasie. Makijaż mocny – czerwone usta, podkreślone oczy. Wyglądała jak drogiej prostytutka czekająca na klienta w hotelowym holu.
Stałam przez sekundę w progu, po prostu patrząc.
— No cześć, Mała Psitko — powiedziała z uśmiechem i odsunęła się, robiąc mi miejsce.
Weszłam. Zamknęłam za sobą drzwi. Zdjęłam buty, nie odrywając od niej wzroku. Potem złapałam ją za kark, przyciągnęłam do siebie i przyssałam się do jej ust. Mocno. Głęboko. Od razu z językiem.
Wera odpowiedziała natychmiast. Objęła mnie w talii, wcisnęła się we mnie swoimi wielkimi piersiami i pocałowała z taką namiętnością, że aż straciłam na moment orientację. Dwie suczki. Dwie napalone lesby, które przez cały tydzień myślały o tym momencie. Jej czerwona szminka smarowała mi usta, jej język splatał się z moim, a dłoń już wędrowała mi pod sukienkę, prosto na pośladki.
Oddychałyśmy coraz ciężej. Pocałunek stawał się coraz bardziej mokry, coraz bardziej desperacki. Wera przycisnęła mnie do drzwi, a ja wplotłam palce w jej kręcone blond włosy i ciągnęłam delikatnie, wymuszając jeszcze głębszy kontakt.
Kiedy w końcu oderwałyśmy się od siebie na kilka centymetrów, obie miałyśmy spuchnięte usta i zamglone oczy.
— Kurwa… — szepnęła Wera, liżąc się po dolnej wardze. — Tęskniłam.
Ja tylko uśmiechnęłam się drapieżnie i znowu przyciągnęłam ją do pocałunku.
Oderwałyśmy się od siebie, obie ciężko oddychając. Popatrzyłam na jej wielkie cycki skryte pod cienkim czerwonym topem, na smukłe nogi w czarnych pończochach i na tę absurdalnie krótką spódniczkę. Nie wytrzymałam. Sięgnęłam ręką pod materiał i od razu natrafiłam na ciepłą, mokrą cipkę. Żadnych majtek. Wsunęłam jej od razu trzy palce. Głęboko. Wera jęknęła przeciągle, odchylając głowę do tyłu.
— Ty suko — szepnęłam jej prosto do ucha, nie przestając ruszać ręką. — Nie masz majtek.
Pokiwała tylko głową, niezdolna do słów, bo moje palce już solidnie pieprzyły jej pizdę. Sok spływał mi po dłoni. Kręciłam, wsuwałam, wyjmowałam, znowu wbijałam. Wera trzymała się mojego ramienia i rozstawiała nogi szerzej.
W końcu wyrwała mi się z głośnym westchnieniem. Zanim zdążyłam zareagować, zaczęła mnie łaskotać pod pachami i po bokach. Zaśmiałam się mimo woli, próbując się odepchnąć, ale była silniejsza i wyższa. Zadarła mi spódniczkę do góry i wymierzyła siarczystego klapsa w gołą pupę. Ostry dźwięk odbił się echem po przedpokoju. Wypięłam się jeszcze bardziej, czekając na następnego…
Ale zamiast klapsa poczułam, jak zdziera ze mnie stringi. Jednym ruchem, w dół nóg. I od razu załadowała mi w cipę dwa, potem trzy palce. Zaczęła posuwać mocno, szybko, mokro. Oparłam się rękami o ścianę, wypinając tyłek jeszcze bardziej, biorąc wszystko, co mi dawała. Jej palce wchodziły głęboko, rozciągały, szukały tego punktu, który sprawiał, że nogi robiły mi się miękkie.
Nabijała mnie jeszcze przez dłuższą chwilę, aż zaczęłam jęczeć głośniej i kręcić biodrami naprzeciw jej ręki. Potem nagle wyjęła palce, postawiła mnie do pionu i po prostu przytuliła. Mocno. Jej wielkie piersi przycisnęły się do mojej płaskiej klatki, a usta znalazły się przy moim uchu.
— Ale z ciebie zwyrolka — szepnęłam z uśmiechem, wciąż łapiąc oddech. — Kręci cię, że możesz robić, co chcesz, z ledwie pełnoletnią dziewczyną swojego młodszego brata.
Wera odsunęła się odrobinę, spojrzała mi prosto w zielone oczy i odszepnęła z figlarnym uśmiechem:
— To ty jesteś degeneratką. Cipa ci cieknie na widok siostry swojego faceta.
Zaśmiałyśmy się obie. Szczerze, głośno, aż nam łzy napłynęły do oczu. Całe napięcie prysło na moment, zostawiając tylko ciepło i ekscytację.
— Chodź do salonu, wywłoko — powiedziała wesoło Wera, klepiąc mnie w gołą pupę. — Chcesz coś? Wino? Piwo?
— Piwo, proszę — odrzekłam, podnosząc swoje stringi z podłogi, ale nawet nie próbując ich zakładać z powrotem.
Poszłam do salonu naga od pasa w dół, w samej sukience zadartej do góry. Usiadłam na kanapie, rozkładając się wygodnie. Wera wróciła po chwili z dwoma lodowato zimnymi butelkami piwa. Podała mi jedną, usiadła tuż obok i od razu położyła dłoń na moim udzie.
Siadłyśmy tak, smyrając się nawzajem po cipkach – leniwie, bez pośpiechu – i paplałyśmy o pierdołach. O szkole, o tym, jak Marcin wygląda, kiedy się denerwuje, o tym, co Wera robiła poprzedniego weekendu. Co chwilę któraś z nas wsuwała palce głębiej, co chwilę któraś jęczała albo się śmiała. Piwo było zimne, dłonie ciepłe, a między nami rosło coś, co już dawno przestało być tylko ciekawością.
Siedziałyśmy na kanapie, wciąż smyrając się nawzajem, kiedy w końcu postanowiłam jej opowiedzieć.
— Wiesz… na plaży z Martą. Jak poszłyśmy sikać między drzewa. To mnie strasznie podjarało. Patrzyłam, jak sika, i aż mnie zatkało.
Wera uniosła brwi.
— Marta? Która to?
Wyjęłam telefon i pokazałam jej zdjęcie, które cyknęłyśmy sobie wracając znad Wisły – obie uśmiechnięte, wiatr we włosach, ja w zielonej sukience, ona w białej spódnicy.
— Fajna laska — skomentowała Wera, przyglądając się uważnie. — Też by mnie kręciła.
Zaśmiałam się i rzuciłam bez zastanowienia:
— Jak mi się uda z nią przespać, to może ci ją pożyczę.
Wera parsknęła śmiechem, cmoknęła mnie krótko w usta, a potem jednym ruchem zdarła ze mnie sukienkę. Po prostu ściągnęła ją przez głowę i wyrzuciła na podłogę. Ja nie pozostałam dłużna – złapałam za jej czerwony top i spódniczkę i ściągnęłam wszystko naraz. Zostałyśmy tylko w pończochach. Ona w czarnych z szeroką koronką, ja w swoich.
Wera usiadła wygodniej i spojrzała na mnie z czułością wymieszaną z rozbawieniem.
— Ale ty drobna jesteś… — rzekła cicho, gładząc dłonią moje chude biodro. — Gdzie ty mieścisz w sobie pałę Marcina?
— Sama nie wiem — odparłam szczerze. — Jak dałam mu w dupę, to miałam wrażenie, że zaraz wyjdzie mi gardłem.
Wera otworzyła szerzej oczy, a potem zachichotała.
— A widzisz. Braciszek się nie chwalił, że już poruchał cię w dupę. Ja się jeszcze nie odważyłam.
Sięgnęłam po swoją torbę stojącą przy kanapie. Wyjęłam z niej spory, realistyczny wibrator – gruby, żyłkowany, w kolorze cielistym. Pokazałam go Werze, a potem powoli, demonstracyjnie, oblizałam od nasady aż po czubek.
— Mogę ci zerżnąć dupsko, małpo — powiedziałam z uśmiechem. — Jak obiecasz, że potem zerżniesz moje.
Wera patrzyła na mnie przez chwilę, na wibrator w mojej dłoni, na moje usta. Potem bez słowa rozsunęła mi nogi szeroko, położyła się między nimi i przyssała się do mojej cipki.
Od razu. Mocno. Gwałtownie.
Jej język wbił się we mnie bez żadnych ceregieli. Liżyła, ssała, wsuwała głęboko, gryzła delikatnie wargi, pracowała nad łechtaczką jakby chciała mnie doprowadzić do szaleństwa w ciągu minuty. Jęczałam. Głośno. Wiłam się na kanapie, wyginałam biodra naprzeciw jej ust, a dłonie wplotłam w jej kręcone blond włosy i dociskałam jej twarz jeszcze mocniej do swojego piździska.
— Kurwa… Wera… — wydusiłam, zaciskając uda wokół jej głowy.
Ona tylko mruknęła coś w moją cipkę i kontynuowała, nie dając mi ani sekundy wytchnienia. Jej ręce trzymały mnie mocno za pośladki, a język robił rzeczy, od których oczy zachodziły mi mgłą.
W końcu Wera doprowadziła mnie do orgazmu. Bardzo intensywnego. Takiego, który nie przychodzi falami, tylko uderza od razu z pełną siłą. Rzucało mną w spazmach na wszystkie strony. Plecy wygięły się w łuk, uda zadrżały niekontrolowanie, a cipka zalała się sokami tak obficie, że część z nich trysnęła prosto na twarz Wery. Ścisnęłam jej głowę udami tak mocno, że prawie ją udusiłam – trzymałam ją tam, dopóki ostatnie drgawki nie zaczęły powoli ustępować.
Dochodziłam do siebie długimi, drżącymi oddechami. Wera uniosła głowę, otarła usta grzbietem dłoni i spojrzała na mnie. A ja… nagle zachichotałam. Najpierw cicho, potem głośniej, aż musiałam zakryć twarz rękami.
Wera uniosła brwi pytająco.
— Wiesz… — zaczęłam, wciąż jeszcze śmiejąc się pod nosem i łapiąc oddech. — Przeprowadzając się do tego miasta z rodzicami, szykując się na pierwszy dzień w szkole… planowałam, że z czasem będę się pieprzyć z kim popadnie. Dawać dupy na prawo i lewo. Że będę tą małą, rudą nimfomanką, która bierze, co chce i kiedy chce.
Westchnęłam, gładząc ją po wilgotnym policzku.
— A tymczasem minął ledwie tydzień. I co? Mam chłopaka, z którym rucham się praktycznie codziennie. Zdążyłam dać dupy własnemu bratu. Pieprzyć się w trójkącie z moim chłopakiem i jego siostrą. Zrobić sobie małą orgietkę na dwie pary w plenerze nad Wisłą. Planować, jak zaciągnąć koleżankę z klasy do łóżka. I właśnie leżę naga na kanapie z siostrą swojego faceta, mając w planach gzić się z nią przez cały weekend.
Wera parsknęła szczerym śmiechem i otarła resztki moich soków z brody.
— Szybkie masz tempo, Mała Psitko. To co w następnych tygodniach? Gangbang?
Spojrzałam na nią poważniej, choć wciąż z uśmiechem w kąciku ust.
— A wiesz, że zawsze o tym marzyłam?
I opowiedziałam jej pokrótce, jak to sobie wyobrażam. Że leżę na jakimś dużym łóżku albo na podłodze, otoczona kilkoma facetami. Że biorą mnie na zmianę i jednocześnie – usta, cipka, dupa. Że czuję się całkowicie użyta, pełna, mokra od spermy, z rękami przytrzymywanymi, z głosem zachrypniętym od jęków. Że patrzę w górę i widzę twarze, których nawet nie znam, a mimo to biorę wszystko, co mi dają. Że na koniec jestem cała oblepiona, z spermą we włosach, na piersiach, spływającą po udach, i że właśnie to mnie kręci najbardziej – ta całkowita utrata kontroli i bycie po prostu małą, chętną dziwką dla kilku kutasów naraz.
Wera słuchała w milczeniu, a jej oczy robiły się coraz ciemniejsze. Kiedy skończyłam, przejechała językiem po dolnej wardze i powiedziała cicho:
— Kurwa, Monia… ty naprawdę jesteś niebezpieczna.
Potem położyła się obok mnie na kanapie, przycisnęła swoje wielkie piersi do mojej płaskiej klatki i pocałowała mnie wolno, smakując jeszcze resztki mnie samej na swoich ustach.
— Jesteś niebezpieczna — ciągnęła Wera, wciąż leżąc półbokiem nade mną, z ręką na moim brzuchu. — Bo to zaraźliwe. Jak tak mówisz… to i ja tak chcę.
Odchyliła głowę i zaczęła opisywać własną fantazję. Głos miała niższy, bardziej ochrypły.
— Chciałabym stać wypięta. Na przykład przy stole albo przy oknie. Naga, tylko w pończochach i szpilkach. A faceci podchodziliby po kolei. Bez gadania. Tylko wbijali się we mnie, rżnęli chwilę i spuszczali się głęboko. Jeden za drugim. Żebym czuła, jak kolejne porcje spermy wypełniają mi cipkę, aż zacznie wypływać po udach. Żebym była tylko dziurą do spuszczania się. Bez imion, bez czułości. Tylko kutas za kutasem i gorąco w środku.
Słuchałam jej, czując, jak znowu robi mi się mokro. Kiedy skończyła, nie powiedziałam nic. Po prostu uniosłam się i przyssałam do jej cycków. Wzięłam jeden wielki, ciężki sutek do ust i zaczęłam go miętolić językiem, ssać, lekko gryźć zębami. Drugą pierś ugniatałam dłonią, ściskając, podnosząc, przeciągając kciukiem po twardniejącym sutku. Wera od razu jęknęła i wplotła mi palce w rude włosy.
Nie spiesząc się, zjechałam niżej. Pocałunkami, lizaniem, gryzieniem – przez żebra, przez płaski brzuch, aż dotarłam do jej mokrej szparki. Rozchyliłem wargi kciukami i po prostu zgwałciłam ją językiem. Bez żadnych delikatnych wstępów. Wbiłam się głęboko, ssałam, liżyłam, gryzłam delikatnie, zbierałam każdy sok. Wera była tak podjarana opowieściami i tym, co robiłyśmy wcześniej, że orgazm chwycił ją bardzo szybko. Ciało napięło się, uda w czarnych pończochach zacisnęły się na moich ramionach, a ona krzyknęła głośno, wyginaając się na kanapie.
A ja nie odsuwałam się. Lizałam ją dalej jak szalona – zbierałam soki, które zalały mi usta i spływały po brodzie, pracowałam nad jej łechtaczką, wsuwałam język tak głęboko, jak tylko mogłam. Jej uda w gładkich pończochach ściskały moją głowę, biodra unosiły się naprzeciw mojej twarzy, a ja tylko mruczałam w jej cipkę, nie dając jej zejść z tej fali.
Kiedy wreszcie opadła, ciężko dysząc, uniosłam głowę. Twarz miałam całą mokrą od niej. Uśmiechnęłam się i otarłam usta grzbietem dłoni.
— No i? — zapytałam ochryple. — Nadal chcesz tylko stać wypięta i brać spusty… czy mogę ci najpierw zerżnąć to ładne dupsko?
Pocałowałam jędrne dupsko Wery – najpierw jeden pośladek, potem drugi, potem delikatnie rozchyliłam je i cmoknęłam dokładnie w środek. Ona tylko westchnęła i wypięła się bardziej. Potem złapałam ją za rękę i zabrałam do łazienki.
Włączyłam ciepłą wodę. Pod prysznicem najpierw długo się pieściłyśmy i całowałyśmy – mokre ciała przylegały do siebie, jej wielkie piersi ślizgały się po mojej płaskiej klatce, ręce wędrowały wszędzie. Myłyśmy się nawzajem dokładnie, z pianą, z całowaniem mokrych ust, z okazjonalnym wsuwaniem palców między nogi.
Kiedy byłyśmy już czyste z zewnątrz, sięgnęłam po zestaw do lewatywy, który przyniosłam w torbie. Wera spojrzała na mnie z lekkim niepokojem i ciekawością jednocześnie.
— Pierwszy raz? — zapytałam.
Kiwnęła głową.
— Spokojnie. Poprowadzę cię.
Napełniłam gruszkę ciepłą wodą – taką przyjemnie letnią, nie za gorącą. Nasmarowałam końcówkę lubrykantem. Kazałam Werze stanąć pod prysznicem, oprzeć ręce o ścianę i wypiąć się. Stanęłam za nią.
— Rozluźnij się — szepnęłam jej do ucha.
Delikatnie rozchyliłam jej pośladki. Przyłożyłam nasmarowaną końcówkę do różowego, zaciśniętego odbytu i powoli, bardzo powoli zaczęłam ją wprowadzać. Wera wciągnęła powietrze, ale nie cofnęła się. Kiedy końcówka weszła wystarczająco głęboko, zaczęłam delikatnie ściskać gruszkę. Ciepła woda wypełniała ją od środka. Widziałam, jak jej brzuch lekko się napiął, jak oddycha głębiej.
— Trzymaj — powiedziałam, wyjmując końcówkę.
Wera stała tak przez dobrą minutę, z wodą w środku, gryząc wargę. Potem powoli wypuściła wszystko. Powtórzyłyśmy czynność jeszcze raz – znowu napełniłam gruszkę, znowu wprowadziłam końcówkę, znowu wycisnęłam wodę. Tym razem wypłynęło już czysto. Wera zachichotała nerwowo, kiedy kończyła.
— Kurwa… dziwne uczucie — przyznała.
— Przyzwyczaisz się — uśmiechnęłam się.
Potem przyszła kolej na mnie. Wera chciała pomóc, ale powiedziałam, że zrobię to sama, bo znam już swoje ciało. Napełniłam gruszkę, odwróciłam się tyłem, wprowadziłam końcówkę i wycisnęłam wodę. Przytrzymałam, wypuściłam, powtórzyłam. Było z tym trochę zabawy, śmiechu i sprośnych komentarzy – Wera nie mogła się powstrzymać od uwag w stylu „ale z ciebie grzeczna dziewczynka, aż się przygotowujesz pod moje palce” albo „Marcin by oszalał, jakby cię teraz widział”.
Kiedy skończyłyśmy, spłukałyśmy się jeszcze raz dokładnie. Wyszłyśmy spod prysznica pachnące, czyste – tak na zewnątrz, jak i od środka – i całkowicie nagusieńkie. Wróciłyśmy do salonu, wciąż wilgotne, z ręcznikami zarzuconymi niedbale na ramiona.
Kazałam Werze uklęknąć na kanapie i mocno się wypiąć. Stanęłam za nią, rozchyliłam jej jędrne pośladki dłońmi i przywarłam ustami do jej dupska. Najpierw lizałam rowek między pośladkami, wolno, od dołu do góry. Potem skupiłam się na samym odbycie – krążyłam językiem wokół, moczyłam, rozluźniałam. Kiedy poczułam, że się poddaje, wsunęłam język do środka. Głęboko. Wera jęknęła głośno i wbiła palce w oparcie kanapy.
Jednocześnie moja ręka powędrowała między jej nogi. Znalazłam mokrą cipkę i zaczęłam ją pieścić – najpierw głaszcząc wargi, potem wsuwając dwa palce i powoli, rytmicznie posuwając, podczas gdy język pracował w jej tyłku.
Wera dyszała coraz ciężej, wypinała się mocniej naprzeciw mojej twarzy i ręki, a ja nie odpuszczałam ani na moment.
Nasmarowałam jej odbyt dużą ilością lubrykantu. Najpierw na zewnątrz, dokładnie rozprowadzając żel wokół zaciśniętego różowego otworu, a potem powoli wprowadziłam dwa palce głębiej i wycisnęłam jeszcze więcej środka do środka. Wera wciągnęła powietrze, ale nie cofnęła się. Potem wzięłam wibrator – spory, realistyczny, żyłkowany – i starannie posmarowałam go od główki aż po nasadę. Śliski, lśniący, gotowy.
Przyłożyłam końcówkę delikatnie do jej zaciśniętego odbytu. Wera napięła się odruchowo. Wtedy włączyłam najniższe obroty. Wibrator zaczął cicho wibrować. Przytrzymałam go przy samym wejściu i powoli, okrężnymi ruchami masowałam jej odbyt. Wera jęczała coraz głośniej, wbijając twarz w poduszkę kanapy. Po kilku minutach poczułam, jak mięśnie wokół zaczynają się rozluźniać.
— Spokojnie… oddychaj — szepnęłam.
Zaczęłam delikatnie napierać. Główka najpierw tylko rozchylała otwór, potem weszła. Centymetr po centymetrze. Byłam bardzo powolna i delikatna. Za każdym razem, gdy Wera napinała się, zatrzymywałam się i czekałam, aż znowu się rozluźni. W końcu cały wibrator zniknął w jej dupie. Została tylko nasada i moja dłoń.
Podkręciłam obroty o jeden poziom i zaczęłam ją nim powoli posuwać. Wyjmowałam prawie do końca i znowu wbijałam głęboko. Wera jęczała, wiła się pode mną, ale z każdą minutą coraz bardziej sama napierała dupką naprzeciw zabawki. Jej biodra cofały się, szukając więcej.
Kiedy zobaczyłam, że jest już całkowicie gotowa, włączyłam najwyższe obroty. Wibrator zadrżał mocno. Zaczęłam ją ostro posuwać – szybko, głęboko, z charakterystycznym mokrym klaskaniem. Jednocześnie drugą ręką znalazłam jej cipkę i zaczęłam pieścić łechtaczkę, wsuwając palce do środka. Wera już nie kontrolowała głosu. Jęczała głośno, prawie krzyczała, a jej dupa była tak rozluźniona, że wibrator wchodził jak w dobrze przygotowaną cipkę.
Jeździła na sztucznym kutasie bez żadnych zahamowań. Wypinała się, kręciła biodrami, brała wszystko, co jej dawałam. I wtedy targnęło nią. Potężny orgazm. Całe ciało rzuciło się na wszystkie strony – plecy wygięły się, uda zadrżały, a z gardła wydobył się długi, zdławiony krzyk. Cipka zacisnęła się na moich palcach, a dupa pulsowała wokół wibratora tak mocno, że prawie wypchnęła go na zewnątrz.
Przytrzymałam zabawkę w środku, aż ostatnie fale nie minęły. Wera opadła na kanapę, ciężko dysząc, z twarzą w poduszce i z wibratorem wciąż tkwiącym głęboko w jej tyłku.
Powoli, bardzo powoli, wyłączyłam obroty i zacząłam delikatnie wyjmować zabawkę.
Wera ciągle łapała oddech. Leżała na brzuchu, z twarzą w poduszce, a ja powoli wyjmowałam z niej wibrator. Kiedy zabawka w końcu wyszła, westchnęła przeciągle i odwróciła głowę w moją stronę.
— Ruchanie w dupę… — powiedziała ochryple — jest mega przyjemne. Ciekawe, czy na prawdziwym kutasie jest równie dobre.
Uśmiechnęłam się i odparłam bez wahania:
— Lepsze. I jak tylko Marcin wróci, powinnaś to przetestować.
Wera zaśmiała się cicho, przetoczyła się na bok i spojrzała na mnie z mieszaniną czułości i rozbawienia.
— A ty, małpo, jesteś niezwykła, wiesz?
Pocałowała mnie delikatnie – najpierw w usta, potem w czubek nosa – i powiedziała:
— Kładź się.
Położyłam się na plecach, rozchylając nogi. Wera od razu zsunęła się niżej i przyssała się do mojej cipki. Liżyła mnie wolno, dokładnie, zbierając resztki wilgoci po poprzednim orgazmie. Jednocześnie sięgnęła po lubrykant. Usłyszałam kliknięcie tubki, a chwilę później poczułam chłodny żel na swoim odbycie. Wera robiła dokładnie tak, jak ją uczyłam – najpierw smarowała na zewnątrz, potem powoli wprowadzała palce i wpychała żel głębiej do środka. Jeden palec, potem dwa. Kręciła nimi, rozprowadzając środek.
— Ale małą i ciasną masz tę dupkę — zachichotała, wciąż liżąc moją łechtaczkę. — Ale skoro kutas mojego braciszka się tu mieści, to i dużo innych rzeczy da się wsadzić.
Sięgnęła po wibrator. Poczłam chłodną, śliską końcówkę między pośladkami. Naparła delikatnie. Dzięki dobremu przygotowaniu wszedł dość łatwo – główka najpierw, potem kolejne centymetry. Wera włączyła niskie obroty już w trakcie wchodzenia. Wibrator wibrował we mnie, rozpychając ciasne ścianki. Kiedy wszedł cały, podkręciła obroty i zaczęła mnie nim jebać w szybkim, równym tempie.
Zaczynałam odlatywać. Jęczałam głośno, wyginałam się, biodra same unosiły się naprzeciw zabawki. Wera posuwała mnie coraz szybciej, coraz mocniej, a jednocześnie nie przestawała lizać mojej cipki. Nie potrzebowałam dużo. Orgazm przyszedł nagle i brutalnie – w momencie, gdy wjebała mi trzy palce głęboko do cipki, podczas gdy wibrator pracował w dupie na wysokich obrotach.
Targnęło mną. Rzucało całym ciałem. Krzyczałam, zaciskałam się, drżałam tak mocno, że Wera musiała mnie przytrzymać za biodro, żeby wibrator nie wypadł. Fale przechodziły jedna za drugą, aż w końcu opadłam na kanapę, całkowicie roztrzęsiona.
Wera powoli wyjęła wibrator. Odłożyła go na bok i opadła na mnie całym ciałem. Pocałowała mnie namiętnie, głęboko, dzieląc się smakiem mojej cipki. Jej udo wsunęło się między moje nogi i przyjemnie, leniwie szurało po wciąż wrażliwej, mokrej szparce. Leżałyśmy tak splecione, mokre, ciężko oddychające, a jej wielkie piersi przyciskały się do mojej płaskiej klatki.
Całowała mnie jeszcze długo, wolno, jakby nie chciała kończyć tej chwili.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz