Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Mała Psitka - smak koleżanki z klasy

Mała Psitka - smak koleżanki z klasyNazajutrz wstałam rano i od razu poszłam pod prysznic. Gorąca woda spływała po mnie, zmywając resztki wczorajszej nocy – zapach Wery, Marcina, potu i seksu. Stałam pod strumieniem dłużej niż zwykle, pozwalając myślom uporządkować się same.
W myślach podsumowałam wydarzenia z ostatnich trzech dni. Wszystko potoczyło się bardzo szybko. Nowa szkoła. Mój pierwszy w życiu chłopak – Marcin, który okazał się nie tylko genialny w łóżku, ale też spokojny, otwarty i zaskakująco tolerancyjny. Seks z moim własnym bratem Tomkiem – zboczony, zakazany i cholernie podniecający. No i wczorajszy wieczór. Marcin. Wera. Ja. Trzy ciała splecione na dywanie, orgazmy, śmiech, łaskotki i ta dziwna, ciepła bliskość, której się nie spodziewałam.
No i okazało się, że nie jestem tylko nimfomanką. Jestem też biseksualistką. Bo to, co czułam, kiedy Wera mnie lizała, kiedy ja lizałam ją, kiedy całowałyśmy się z jej wielkimi piersiami przyciśniętymi do mojej płaskiej klatki… to nie było tylko ciekawość. To było prawdziwe pożądanie. No to nieźle się zadziało w ciągu trzech dni.
Zakręciłam wodę. Wytarłam się szybko. Nie miałam za dużo czasu. Na szczęście dzisiaj było ciepło – słońce już świeciło przez firankę. Stanęłam przed szafą i wybrałam ubranie świadomie. Zielone, sportowe stringi – wygodne, ale nadal seksowne. Sukienkę też zieloną, na cienkich ramiączkach, sięgającą do połowy uda. Na nogi żółte zakolanówki – kontrastowało to ładnie z zielenią. Zielone trampki. Włosy zostawiłam rozpuszczone – długie, jasnorude, spadające prawie do samej pupy.
Stanęłam przed lustrem i oceniłam się po kolei. Mocne strony: zielone oczy, które zawsze przyciągały uwagę. Włosy – moja największa broń. Nogi chude, ale zgrabne w zakolanówkach. Słabe strony: zero biustu, zbyt chłopięca sylwetka, wzrost, przez który wciąż wyglądam młodziej, niż jestem. Rozważyłam wszystko. I uznałam, że jest okej. Jestem sobą. A wczoraj dwie osoby – mój chłopak i jego siostra – pokazały mi, że to wystarczy.
Usłyszałam wibrację telefonu. Wiadomość od Marcina: „Czekam na dole ❤️”.
Uśmiechnęłam się do swojego odbicia. Łapię za torbę i wybiegam z domu, zielona sukienka podskakuje mi przy każdym schodku, a żółte zakolanówki błyszczą w porannym słońcu.
Marcin czekał dokładnie tak jak wczoraj – oparty o barierkę przed klatką, z rękami w kieszeniach. Podbiegłam do niego i pocałowałam od razu, nie czekając. On objął mnie w talii i pocałował z powrotem, krótko, ale ciepło.
— Wow — ocenił, odsuwając się odrobinę i spoglądając na mnie od stóp do głów. — Wyglądasz obłędnie.
Zaśmiałam się, podziękowałam i zrobiłam pełny obrót na pięcie, prezentując się z każdej strony. Zielona sukienka zafalowała lekko, odsłaniając żółte zakolanówki i kawałek uda. Marcin tylko pokręcił głową z uśmiechem i wziął mnie za rękę.
Idziemy do szkoły. Droga krótka, jak zawsze, ale dzisiaj jakoś bardziej nudna. Na szczęście bliskość Marcina dodawała mi otuchy – jego ciepła dłoń, okazjonalne ściskanie palców, krótkie spojrzenia. W szkole minęły dwie lekcje bez większych emocji. A potem zaskoczenie.
Awaria prądu. Cała szkoła pogrążyła się w półmroku, a po kilkunastu minutach ogłosili, że kolejne lekcje są odwołane. Wyszliśmy przed budynek razem z tłumem ucieszonych uczniów. Staliśmy z Marcinem przed wejściem, zastanawiając się, co ze sobą zrobić, kiedy podeszła do nas dwójka z naszej klasy.
Marta. Fajna dziewczyna – nigdy nie patrzyła na mnie krzywo, w przeciwieństwie do niektórych. Ładna brunetka o ciepłych brązowych oczach, prawie tak płaska jak ja, ale dużo wyższa, nawet wyższa od Marcina. Bardzo szczupła, ubrana trochę jak hipiska: długa biała spódnica do kostek, czerwona obcisła bluzka i sandałki. Obok niej Rafał – jej chłopak (podobno byli razem od początku szkoły). Wysoki, jeszcze wyższy od niej, szczupły, z ciemnymi włosami i spokojnym spojrzeniem.
Marta uśmiechnęła się do nas obu i zaczęła bez owijania:
— Widzę, że wy też nie macie pomysłu, co ze sobą zrobić. Rafał wpadł na pomysł, żeby trochę się powłóczyć nad Wisłą. Chcecie z nami?
Spojrzałam na Marcina. W sumie do tej pory w szkole spędzałam czas prawie wyłącznie z nim. Nie miałam jeszcze okazji bliżej poznać nikogo innego. Marcin pogładził mnie po głowie, po rudych włosach, i powiedział spokojnie:
— Chętnie się z wami przejdziemy. Fajnie, że Monia będzie miała okazję lepiej was poznać.
Wziął mnie za rękę. Rafał jednocześnie wziął za rękę Martę. I tak poszliśmy we czwórkę – powoli, bez pośpiechu, gawędząc o niczym. O awarii, o tym, jak ktoś w klasie próbował robić zdjęcia przy świetle telefonu, o tym, że nad Wisłą o tej porze pewnie będzie w miarę pusto. Marta okazała się rozmowna i ciepła, Rafał raczej cichy, ale uśmiechał się od czasu do czasu. Marcin trzymał moją dłoń przez całą drogę, a zielona sukienka lekko łopotała mi na wietrze.
Szliśmy w stronę rzeki, a ja po raz pierwszy od kilku dni poczułam coś w rodzaju zwyczajnej, szkolnej normalności. Choć z Marcinem u boku nawet normalność smakowała inaczej.
Dotarliśmy nad Wisłę. Alejka była szeroka, a po obu stronach rosły gęste krzaki i drzewa, dając dużo cienia. Marta i Rafał okazali się bystrymi, inteligentnymi rozmówcami. Opowiadali o klasie, o nauczycielach, o różnych sytuacjach z początku roku, a ponieważ wiedzieli, że jestem nowa i nie znam jeszcze ludzi, których obgadujemy, cierpliwie tłumaczyli, kto jest kto. Rafał w pewnym momencie zauważył z uśmiechem:
— No i wy z Marcinem to się szybko złapaliście.
Zaśmiałam się lekko i odparłam:
— Połączyła nas historia. Dosłownie. Prezentacja o rewolucji francuskiej.
Wszyscy się uśmiechnęli. Szliśmy dalej, rozmowa płynęła swobodnie, aż w pewnym momencie zauważyłam, że Marta zaczyna wyglądać na mniej wylizowaną. Co chwilę przestępowała z nogi na nogę, spoglądała w bok. Podeszłam bliżej i zapytałam cicho:
— Wszystko okej? O co chodzi?
Zarumieniła się lekko i przyznała półszeptem:
— Muszę siusiu… ale boję się wejść sama między drzewa.
Uśmiechnęłam się.
— W sumie to ja też muszę. Pójdę z tobą.
We dwie zboczyłyśmy z alejki i weszłyśmy głębiej między drzewa, gdzie krzaki dawały wystarczająco dużo osłony. Marta rozejrzała się jeszcze raz, potem podniosła swoją długą białą spódnicę, odchyliła majtki w bok i kucnęła. Zaczęła siusiać.
Zauważyłam to od razu. Miała bardzo ładną cipkę. Całkowicie wygoloną, z tylko wąskim, ciemnym paseczkiem włosków tuż nad szparką. Ładne, delikatnie wystające wargi. Patrzyłam zafascynowana, jak żółty strumień wypływa z niej i spada na ściółkę. Pierwszy raz widziałam z tak bliska, jak inna dziewczyna sika. Wyglądało to… podniecająco. Mocniej, niż się spodziewałam.
Żeby nie było oczywiste, że się przyglądam, sama kucnęłam obok. Odchyliłam zielone stringi – i okazało się, że są już lekko mokre, nie tylko od potrzeby. Rozluźniłam się i siknęłam. Ciepły strumień spłynął po mnie, a ja przez chwilę po prostu patrzyłam, jak obie robimy to samo, jedna obok drugiej.
Kiedy skończyłyśmy, wyjęłam z torby opakowanie mokrych chusteczek. Podałam jedną Marcie, a sama zajęłam się wycieraniem swojej cipki – dokładnie, powoli, między wargami. Kiedy podniosłam wzrok, zauważyłam, że Marta ma wzrok utkwiony właśnie tam. W mojej cipce. I jest mocno zarumieniona.
— Ale ulga — powiedziałam cicho, udając, że nic nie zauważyłam.
Ona otrząsnęła się ze swoich myśli, szybko odwróciła wzrok i przyznała mi rację z lekkim, zakłopotanym uśmiechem.
— No… zdecydowanie.
Opuściłyśmy kiecki, poprawiłyśmy ubrania i wróciłyśmy między drzewa z powrotem na alejkę, gdzie czekali już Marcin i Rafał. Marcin od razu wziął mnie za rękę, a ja poczułam, że między udami wciąż mam lekkie, przyjemne mrowienie.
Dotarliśmy na dziką plażę nad Wisłą. Piasek był ciepły, wiatr lekki, a słońce przyjemnie grzało skórę. Usiadliśmy we czwórkę na kocu, który Rafał wyciągnął z plecaka. Rozmowa z minuty na minutę robiła się coraz bardziej pikantna. Oczywiście nikt nie opowiadał wprost o swoich przygodach – nie było żadnych szczegółów z wczorajszej nocy ani z niczego innego – ale temat seksu unosił się w powietrzu coraz wyraźniej. Mówiliśmy o podniecających sytuacjach, o tym, co kogo kręci, o rzeczach, które człowiek ogląda w internecie i potem nie może wyrzucić z głowy.
W pewnym momencie Rafał oparł się na łokciach i rzucił dość bezpośrednio:
— Mnie na przykład zawsze podnieca widok dwóch całujących się dziewczyn. Ale nigdy nie widziałem tego na żywo. Tylko w sieci.
Marta zarumieniła się lekko i przyznała:
— Ja… nigdy nie całowałam się z dziewczyną. Chociaż czasami się zastanawiam, jak to jest.
Marcin spojrzał na mnie z boku. Wiedziałam już, co mam powiedzieć, zanim zdążył cokolwiek zasugerować.
— Ja też nie — rzuciłam spokojnie. — Ale też kusi mnie, żeby sprawdzić, czy mnie to kręci.
Marcin parsknął cichym śmiechem.
— Kogo to nie kręci?
— Ciebie na pewno — odparłam, szturchnięciem go w ramię. — Ty to wiecznie napalony jesteś.
Rafał przyglądał się nam przez chwilę z wyrazem twarzy, jakby właśnie coś do niego dotarło. Potem uśmiechnął się szerzej i powiedział:
— Martuś… Monia… skoro obie jesteście ciekawe, to może razem sprawdzicie, jak to jest?
Zapadła krótka cisza. Marta spojrzała na mnie. Była wyraźnie zarumieniona, ale w jej brązowych oczach nie było tylko zakłopotania. Była też ciekawość. Powiedziała cicho, niemal szeptem:
— Jeśli sama chcesz…
Odpowiedziałam głośniej, pewniej, niż się spodziewałam:
— Jak nie teraz, to kiedy?
Wstałyśmy obie. Stanęłyśmy naprzeciw siebie na piasku, tak blisko, że prawie stykały nam się piersi. Marta była wyższa ode mnie o dobre kilkanaście centymetrów, więc musiałam trochę unieść głowę, żeby spojrzeć jej w oczy. Jej długie ciemne włosy lekko rozwiewał wiatr. Czerwona bluzka obcisłe przylegała do płaskiej klatki, a biała spódnica łopotała wokół nóg.
Patrzyłyśmy na siebie przez dłuższą chwilę. Serce biło mi mocno. Między udami czułam znajome mrowienie. Zza naszych pleców czułam spojrzenia Marcina i Rafała – intensywne, wyczekujące, ale żadne z nas się nie odwracało.
Marta przełknęła ślinę. Ja też.
I wciąż stałyśmy tak, twarzą w twarz, czekając, która zrobi pierwszy ruch.
Patrzyłyśmy tak na siebie jeszcze przez chwilę. Serce waliło mi jak oszalałe. Marta w końcu lekko się pochyliła – była wyższa, więc musiała się schylić, żebym nie musiała stawać na palcach. Ja położyłam dłoń na jej biodrze. Zadrżała pod moim dotykiem. Delikatnie, ale wyraźnie.
Przywarłam ustami do jej ust.
Najpierw było tylko delikatne cmoknięcie. Testujące. Niepewne. Ale bardzo szybko przybrało na intensywności. Marta objęła mnie w talii, przyciągając bliżej. Rozchyliłam wargi i wpuściłam jej język. Albo to ona wpuściła mój – już nie wiedziałam. Obie zatopiłyśmy się w pocałunku. To już nie był eksperyment. To była namiętna pieszczota dwóch dziewczyn, które właśnie odkryły, że bardzo im smakuje.
Nasze ręce zaczęły badać siebie nawzajem. Ja gładziłam jej plecy przez cienką czerwoną bluzkę, potem zsunęłam dłoń niżej, na biodro, na zadek przez spódnicę. Marta wplotła palce w moje rude włosy i trzymała mnie mocno, całując coraz głębiej, coraz mokrej. Całowałyśmy się szaleńczo. Języki, wargi, oddech mieszający się w jedno. Słońce grzało nam karki, wiatr poruszał spódnicą Marty i moją sukienką, a ja czułam, jak między nogami robi się coraz mokrej.
W końcu, po długiej chwili, oderwałyśmy się od siebie. Oddychałyśmy ciężko. Czułam, jaka jestem strasznie mokra – stringi były już całkowicie przesiąknięte. Spojrzałam na zarumienione policzki Marty i w jej brązowych oczach wyczytałam dokładnie to samo. Jej cipka była tak samo mokra jak moja. Wiedziałyśmy to bez słów.
Obie odwróciłyśmy głowy w stronę chłopaków.
Marcin i Rafał siedzieli na kocu i patrzyli na nas z oczami szeroko otwartymi. Spodnie w kroczach mieli napięte do granic możliwości – wyraźne, twarde wybrzuszenia, których nawet nie próbowali ukrywać. Rafał pierwszy wykrztusił ochryple:
— Wow… laski… ale to było gorące.
Marcin uśmiechnął się tajemniczo, nie odrywając wzroku ode mnie i Marty.
— Tak. Monia jest gorąca. A jak widzę… Marcie też nic nie brakuje.
Marta wciąż trzymała mnie luźno za biodro. Ja wciąż czułam smak jej ust na swoich. I żadna z nas nie spieszyła się, żeby się odsunąć.
W końcu spojrzałam na Martę i powiedziałam z lekkim uśmiechem, niemal prowokująco:
— Zobacz na tych biedaczków. Zaraz im spodnie rozsadzi.
Nie czekając na odpowiedź, podeszłam do Marcina. Stanęłam nad nim w lekkim rozkroku, tak blisko, że musiał mieć idealny widok prosto na moje już całkowicie mokre, zielone stringi. Marta zrozumiała od razu. Stanęła tak samo nad Rafałem, unosząc delikatnie swoją długą białą spódnicę.
Przysiadłam na Marcinie – cipką prosto na jego napiętym, twardym kroczu. Pocierając się o niego przez materiał spodni. Marta zrobiła to samo z Rafałem, najpierw podkasując spódnicę wysoko na uda, żeby nic jej nie przeszkadzało. Obie zaczęłyśmy szaleńczo całować naszych chłopaków. Mokro, głęboko, z językami, z rękami we włosach. Co chwilę zerkaliśmy na siebie nawzajem – ja na Martę, ona na mnie – i to tylko bardziej nas nakręcało. Widok drugiej dziewczyny robiącej to samo sprawiał, że robiłam się jeszcze mokrzejsza.
Czułam przez majteczki, jak kutas Marcina napiera od spodu, twardy, gorący, pulsujący. Nie wytrzymałam długo. Zsunęłam się z jego kolan na piasek między jego nogi. Spojrzałam w bok – akurat w momencie, gdy Rafał ściągał Marcie czerwoną bluzkę przez głowę. Jej płaska klatka i małe, różowe sutki znalazły się na widoku.
Rozpięłam rozporek Marcina i wyjęłam jego kutasa. Twardy, gruby, już wilgotny na główce. Oblizałam go powoli od nasady aż po czubek, patrząc Marcinowi w oczy. Potem spojrzałam na Martę i Rafała. W ich oczach był czysty szok. Marta przez sekundę tylko patrzyła, a potem zrobiła dokładnie to samo – rozpięła Rafałowi spodnie, wyjęła jego kutasa i oblizała główkę. Miał ładnego. Może nie tak dużego jak Marcin, ale twardy, zgrabny, ciemniejszy.
Marta od razu wzięła się za obciąganie mu – rytmicznie, głęboko. To przypomniało mi o moim własnym zadaniu. Pochyliłam się i nabiłam się gardłem na kutasa Marcina. Z całą miłością. Wzięłam go tak głęboko, jak tylko mogłam, aż poczułam, że krztuszę się, że oczy łzawią, że ślina spływa mi po brodzie. Ale chciałam sprawić mu jak najwięcej rozkoszy. Ssęłam mocno, rytmicznie, pozwalając mu wchodzić prawie do samego końca.
O parę centymetrów ode mnie Marta robiła dokładnie to samo. Klęczałyśmy obie na piasku, prawie bok w bok, i nabijałyśmy nasze gardła na sztywne kutasy naszych chłopaków. Mokre odgłosy, ślina, ciężkie oddechy chłopaków nad nami. Byłam mega mokra. Stringi były już tylko zbędnym, przesiąkniętym kawałkiem materiału. A kiedy zerknęłam w bok i zobaczyłam, jak Marta bierze Rafała głęboko, z zamkniętymi oczami i zaczerwienionymi policzkami, poczułam kolejną falę gorąca między nogami.
Z żalem wyjęłam kutasa Marcina z ust. Ślina ciągnęła się jeszcze cienką nitką między moimi wargami a jego główką. Wstałam powoli, patrząc mu prosto w oczy, i prowokacyjnie, bez żadnego pośpiechu, zdjęłam zielone stringi. Przeciągnęłam je po udach, po żółtych zakolanówkach, aż spadły na piasek. Stanęłam nad nim naga od pasa w dół, w samej sukience i skarpetkach.
Przykucnęłam nad jego twardym kutasem. Przytrzymałam go u nasady i zaczęłam się na niego napychać. Powoli. Centymetr po centymetrze. Chłonęłam uczucie wypełnienia – to znajome, rozciągające, gorące uczucie, kiedy jego gruby pień wchodzi we mnie coraz głębiej. Opadałam niżej i niżej, aż w końcu usiadłam na nim całym ciężarem. Był we mnie po samą nasadę.
Z boku widziałam, jak Marta robi dokładnie to samo. Ściągnęła majtki spod długiej spódnicy, przytrzymała materiał do góry i opadła na kutasa Rafała. Długa biała spódnica rozłożyła się wokół nich jak spadochron, zakrywając miejsce, w którym się łączyli, ale ruchy jej bioder mówiły wszystko.
Zaczęłam dziko ujeżdżać Marcina. Unosiłam się i opadałam, kręciłam biodrami, rozkoszując się każdym centymetrem jego kutasa w mojej ciasnej, mokrej piździe. Sukienka podskakiwała przy każdym ruchu. Marcin trzymał mnie za biodra i patrzył na mnie z półotwartymi ustami.
Marta też już szybko nabijała się na Rafała. Jej spódnica falowała, a ona uśmiechnęła się do mnie przez ramię, mając zaróżowione policzki i rozczochrane ciemne włosy.
— Ale z ciebie mała kowbojka — rzuciła, wciąż nie przestając się ruszać.
Uśmiechnęłam się szeroko i odparłam, nie zwalniając:
— Dawaj, mała. Ścigamy się.
I przyspieszyłam. Szaleńczo. Jeździłam cipką po kutasie Marcina w takim tempie, że piasek pod nami zaczął się przesuwać, a moje piersi (albo raczej ich brak) podskakiwały pod cienką sukienką. Marcin jęknął głośno i ścisnął moje biodra mocniej.
Marta zobaczyła to i też przyspieszyła. Jej spódnica unosiła się i opadała coraz szybciej, a z jej ust wydobywały się krótkie, urywane dźwięki. Klęczałyśmy prawie obok siebie na dzikiej plaży, każda nabita na swojego chłopaka, ścigając się orgazmami, podczas gdy Wisła szumiała gdzieś z boku, a słońce grzało nam nagie uda.
Wygrałam.
Orgazm dopadł mnie jak grom z jasnego nieba. Nagle, bez żadnego ostrzeżenia. Spazmy targnęły moim ciałem tak mocno, że prawie straciłam równowagę. Wiłam się na kutasie Marcina jak oszalała – biodra szarpały się same, cipka zaciskała się na nim w gwałtownych, rytmicznych skurczach, a z gardła wydobywał się długi, zdławiony krzyk. Palce wbiłam mu w ramiona, głowa odchyliła się do tyłu, rude włosy spadły mi na plecy.
Marta nie była wiele gorsza. Widziałam z rogu oka, jak też ją targa na wszystkie strony. Jej długa biała spódnica podjechała wysoko, odsłaniając piękne, smukłe uda i miejsce, w którym łączyła się z Rafałem. Jęczała głośno, wyginała się, a jej ręce zacisnęły się na koszuli chłopaka.
Powoli, bardzo powoli, uspokoiłam się. Oddech wracał urywanymi haustami. Marcin jednak nie przestawał. Wciąż się we mnie wbijał – coraz mocniej, coraz głębiej, wykorzystując każdy skurcz mojej cipki. Z boku Rafał nagle wyprężył się pod Martą. Całe jego ciało napięło się, a na twarzy pojawił się wyraz czystej ulgi. Widziałam wyraźnie – właśnie napełniał jej cipkę spermą. Marta jęknęła przeciągle i opadła na niego.
Marcin nabijał mnie jeszcze przez kilka długich, mocnych ruchów. I wtedy poczułam. Gorące, gęste fale. Tryskał we mnie. Spust za spustem, głęboko, aż miałam wrażenie, że zaraz wypłynie mi gardłem. Opadłam na niego całym ciałem i pocałowałam szaleńczo – mokro, niezdarnie, z obezwładniającymi drżeniami orgazmu wciąż przechodzącymi mi po udach.
W końcu, z wyraźnym żalem, uniosłam się. Jego kutas wyszedł ze mnie z mokrym, głośnym odgłosem. Od razu poczułam, jak sperma zaczyna wypływać i spływać po wewnętrznej stronie ud, po żółtych zakolanówkach, w dół.
Marta też wstała. Poprawiła spódnicę, ale po chwili spojrzała na mnie, uśmiechnęła się figlarnie i z premedytacją zadarła materiał wysoko. Pokazała mi swoją cipkę – spuchniętą, lśniącą, z białą spermą Rafała, która powoli wypływała z niej i spływała po udach.
— Widzisz, co mi zrobił? — zapytała ze śmiechem, wciąż trzymając spódnicę podkasaną.
Stałyśmy tak naprzeciw siebie na piasku – ja z spermą Marcina spływającą po nogach, ona z spermą Rafała między udami – a chłopcy leżeli jeszcze na kocu, ciężko oddychając i patrząc na nas obu jak na coś, czego nie da się zobaczyć dwa razy w życiu.
Złapałam Martę za rękę i bez słowa przyciągnęłam ją bliżej. Poprowadziłam jej dłoń prosto między moje nogi, do wciąż mokrej, spuchniętej cipki, z której powoli wypływała sperma Marcina.
— Zobacz u mnie — powiedziałam cicho.
Jej palce dotknęły mnie i całe ciało mną wstrząsnęło. Marta nie cofnęła ręki. Zaczęła mnie delikatnie pieścić – najpierw tylko zbierając wilgoć, potem wsuwając palec między wargi, krążąc, sprawdzając. Ja w odpowiedzi sięgnęłam pod jej podkasaną spódnicę. Znalazłam jej cipkę od razu. Delikatną, gorącą, pełną spermy Rafała i jej własnych soków. Wsunęłam w nią dwa palce. Była mokra, śliska, wciąż pulsująca.
Stałyśmy tak na piasku, twarzą w twarz, i pieściłyśmy się nawzajem. Jej palce we mnie, moje w niej. Patrzyłyśmy sobie w oczy, oddychając coraz ciężej. Chłopcy milczeli. Tylko obserwowali.
W końcu, z wyraźnym żalem, wyjęłam z niej rękę. Uniosłam dłoń przed twarz. Palce lśniły – całe w spermie Rafała i sokach Marty. Spojrzałam najpierw na Marcina, potem na Rafała i powoli, demonstracyjnie, oblizałam je jeden po drugim.
— Fajnie smakujecie — rzuciłam do nich obu, a potem do Marty.
Marta przez chwilę wahała się. Spojrzała na swoją rękę – mokrą od spermy Marcina i moich soków – potem na mnie. I też oblizała. Najpierw jeden palec, potem drugi. Dokładnie.
— Wy też smakujecie zajebiście — powiedziała cicho, z zaróżowionymi policzkami.
Przez moment jeszcze stałyśmy tak blisko siebie, z residualnym smakiem na językach. Potem powoli zaczęłyśmy się ubierać. Ja wciągnęłam zielone stringi (i tak już mokre), poprawiłam sukienkę. Marta opuściła spódnicę, znalazła majtki w piasku i włożyła je z powrotem. Chłopcy też podciągnęli spodnie, zapięli rozporki, choć wciąż wyglądali na oszołomionych.
Ruszyliśmy z powrotem w stronę alejki. Najpierw szłyśmy we dwie – ja i Marta – bok w bok, cicho rozmawiając o tym, co właśnie czułyśmy. O tym, jak to było całować się z drugą dziewczyną, jak to było pieścić się nawzajem, jak smakowała sperma. Za nami szli Rafał i Marcin. Słyszałam urywki ich rozmowy – ciche śmiechy, wzajemne gratulacje, i to, jak co chwilę spoglądali na nasze tyłki w ruchu. Marcin na mój w zielonej sukience, Rafał na Martę w długiej białej spódnicy.
Słońce wciąż grzało, wiatr suszył nam nogi z resztek wilgoci, a ja szłam z lekkim uśmiechem i z przyjemnym, tętnącym uczuciem między udami. Kolejny dzień, kolejne przekroczenie granicy. I znowu – zero żalu.

Dodaj komentarz