Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Mała Psitka - słodka zemsta na gorąco

Mała Psitka - słodka zemsta na gorącoPytanie Wery jeszcze nie ucichło, kiedy Marta z szerokim, figlarnym uśmiechem rzuciła:
— Nie wiem jak wy, ale ja bym potańczyła. Może zrobimy sobie tu mini disco?
Aż podskoczyłam z radości.
— Tak! Uwielbiam tańczyć!
Kinga przez chwilę wyglądała na zamyśloną, a potem powiedziała:
— W sumie niecały kilometr stąd jest remiza. Jak macie chęć poskakać na prawdziwej wiejskiej dyskotece, to możemy się przejść.
Wszyscy od razu byli na „tak”. Wszyscy oprócz Kamili. Tomek zauważył jej minę i zapytał z troską:
— Kamila, o co chodzi?
Ona spuściła wzrok i odparła cicho:
— Ja tam chyba nie cieszę się specjalną popularnością. Dziewczyny z mojej klasy nie odpuszczają żadnej dyskoteki… więc wolałabym uniknąć konfrontacji z nimi na ich terenie.
Marta nie pozwoliła jej nawet dokończyć. Podeszła bliżej, złapała Kamilę za brodę i uniosła jej twarz.
— Laseczko, idziesz z nami. A jak jakaś lafirynda się do ciebie przyczepi, to damy jej popalić. Prawda, suczki?
Ja, Wera i Kinga od razu, głośno i zgodnie ją poparłyśmy. Kamila spojrzała na nas po kolei, a potem westchnęła z lekkim uśmiechem.
— No zgoda… W sumie już i tak zdecydowałam, że wynoszę się z tej szkoły.
Kinga klasnęła w dłonie.
— No to teraz, panienki, najważniejsze… musimy się zrobić na bóstwo!
Ze śmiechem i okrzykami radości wszyscy razem – ja, Marta, Kamila, Wera, Kinga, Marcin i Tomek – pobiegliśmy do domku. Czekała nas wiejska dyskoteka, a my zamierzaliśmy wyglądać tak, żeby cała remiza nie mogła oderwać od nas wzroku.
Zanim pięć dziewczyn i dwóch chłopaków ogarnie się do wyjścia, musiało trochę potrwać. Przy jednym prysznicu i jednej suszarce logistyka zamieniła się w prawdziwy koszmar. Kolejno myłyśmy się, suszyłyśmy włosy, smarowałyśmy ciała balsamem i perfumami. W końcu wszystkie pięć stałyśmy w salonie całkowicie nagie, pachnące, z suchymi włosami i gotowe do strojenia się.
Korzystając z chwili, Tomek i Marcin kolejno wskoczyli pod prysznic. My tymczasem zaczęłyśmy kompletować outfity z tego, co udało nam się znaleźć w szafach i torbach.
Kinga postawiła na dojrzałą, bardzo wyzywającą stylizację. Rozpuściła swobodnie kręcone blond włosy, wcisnęła się w czarną, ekstremalnie krótką i obcisłą lateksową sukienkę. Biust prawie wylewał się z głębokiego dekoltu. Na nogi założyła czarne pończochy samonośne i niebotycznie wysokie szpilki na platformie.
Wera również zostawiła włosy rozpuszczone. Wbiła się w biały crop top, który był praktycznie tylko wąskim paskiem materiału ledwo zasłaniającym jej olbrzymie piersi. Do tego założyła mini spódniczkę – tak krótką, że ledwo zakrywała cipkę, a dodatkowo miała wysokie rozcięcie na biodrze. Białe pończochy samonośne i białe, perłowe szpilki dopełniły całości.
Marta wybrała lekką, obcisłą sukienkę w kolorze perłowego różu, całą obsypaną drobnymi cekinami. Była bardzo krótka. Do niej założyła szare pończochy samonośne i różowe, opalizujące szpilki.
Ja postawiłam na styl zboczonej uczennicy. Biały, bardzo obcisły top wiązany na plecach, odsłaniający cały brzuszek i plecy. Kraciasta mini spódniczka w kratkę, biała. Białe pończochy samonośne i białe szpilki. Włosy upięłam lekko, pozwalając jednak kilku pasmom swobodnie opadać na ramiona.
Kamila ostatecznie wybrała nieco dłuższą, sięgającą kolan czarną sukienkę. Miała jednak wyraźne, wysokie rozcięcie z boku, które odsłaniało nogę aż po biodro. Czarne pończochy samonośne i bardzo wysokie czarne szpilki.
Chłopcy szybko narzucili na siebie długie spodnie i koszule. Kiedy wreszcie stanęliśmy wszyscy przed lustrem w przedpokoju, nawet nam samym zakręciło się w głowach. Pięć dziewczyn wyglądających jak chodzące zaproszenie do grzechu i dwóch uśmiechniętych chłopaków.
Ze śmiechem, poprawiając sobie nawzajem dekolty i pończochy, wyszliśmy wesołą grupą z domku prosto w gorący, wrześniowy wieczór. Remiza czekała.
Wyszłyśmy z domku i od razu okazało się, że szpilki na wiejskiej, nierównej drodze to prawdziwe wyzwanie. Tomek i Marcin szli po naszych bokach, podtrzymując nas za ręce albo w pasie, żebyśmy nie połamały sobie nóg. Po drodze nie szczędzili komplementów – mówili, że wyglądamy jak z okładki, że cała remiza oszaleje, że są najszczęśliwszymi facetami na świecie. Od czasu do czasu ich dłonie zjeżdżały niżej: ktoś ścisnął tyłek, ktoś musnął pierś, a Marcin nawet wsunął rękę pod moją kraciastą spódniczkę i szybko pogłaskał już wilgotną cipkę. Tomek zrobił to samo Kamilce, tylko że jemu pod spódniczkę trafił twardniejący kutasek. Żadna z nas nie miała majtek, więc dostęp był całkowicie swobodny.
W końcu dotarliśmy do remizy. Już z parkingu dobiegało głośne disco polo – basy dudniły tak, że czułyśmy je pod stopami. Przeszłyśmy przez asfalt krokiem modelek, jedna za drugą, świadomie kołysząc biodrami. Głowy odwracały się za nami jak na komendę. Kamila i Kinga były tutaj znane, ale nikt wcześniej nie widział Kamili w tak wyzywającej wersji – w czarnej sukience z rozcięciem i ekstremalnych szpilkach. Ja, Wera i Marta byłyśmy całkowicie obce. Męskie spojrzenia dosłownie nas rozbierały. Dziewczyny patrzyły z mieszaniną zazdrości i niechęci.
W środku okazało się schludnie. Duże stoliki, sporo krzeseł i całkiem obszerna parkiet. Przy niewielkim barze uwijał się jeden, wyraźnie przeciążony barman. Zajęliśmy jedyny wolny duży stolik w rogu. Tomek i Marcin od razu poszli po piwo dla całej siódemki, ale wrócili po niespełna minucie z rezygnacją na twarzach – kolejka była ogromna.
Kinga i Wera spojrzały po sobie, uśmiechnęły się porozumiewawczo, poprawiły dekolty tak, żeby biust wyglądał jeszcze bardziej wyzywająco, i poszły do baru. Nie minęły dwie minuty, a wróciły niosąc siedem pełnych szklanek piwa, z tryumfalnymi uśmiechami na ustach. Barman najwyraźniej uznał, że kolejka może poczekać.
Usiadłyśmy przy stoliku, toasty, pierwszy łyk zimnego piwa i rozglądanie się po sali. Parkiet powoli zapełniał się tańczącymi, a na nas nadal padały liczne, łakome spojrzenia. Wieczór dopiero się zaczynał.
Posililiśmy się trochę procentami i poczekaliśmy, aż każdy opróżni swoje piwo. Kiedy ostatnia szklanka stanęła pusta na stoliku, Marcin wstał, podał mi dłoń i poprowadził na parkiet. Objął mnie nisko w pasie, przyciągnął blisko i zaczęliśmy się bawić w takt wolniejszej piosenki. Jego ręka spoczywała pewnie na moim krzyżu, a ja wtuliłam policzek w jego koszulę. W jego ramionach czułam się bezpiecznie, nawet w tak obcym miejscu, wśród obcych ludzi.
Kątem oka zobaczyłam, jak na parkiet dołączają Wera z Tomkiem. Chwilę później pojawiły się Marta, Kinga i Kamila. Najpierw tańczyły we trzy, śmiejąc się i podrygując blisko siebie, ale już po chwili każda z nich została wciągnięta w ramiona innego chłopaka. Kamila wyglądała na zadowoloną, uśmiechała się, ale widać było, że uważa – trzymała się od partnera odrobinę dalej, dbając, żeby jej krocze nie przycisnęło się zbyt mocno do jego uda. Marta tańczyła zupełnie bez zahamowań, pozwalała chłopakowi ślizgać dłonie po biodrach i pośladkach. Partner Kingi miał najtrudniejsze zadanie – jego wzrok co chwilę spadał na jej głęboki dekolt i prawie wylewający się lateksowy biust, przez co ledwo nadążał z krokami.
Cała nasza siódemka szalała na parkiecie, zmieniając się w parach, śmiejąc się i ocierając o siebie. Moja kraciasta spódniczka przy szybszych obrotach podlatywała wysoko. Po spojrzeniach kilku facetów stojących przy ścianie wiedziałam, że w takich momentach moja cipka była doskonale widoczna. Nie poprawiałam jej. Wręcz przeciwnie – kręciłam biodrami jeszcze śmielej.
W pewnym momencie Marta przysunęła się do mnie podczas zmiany partnerów i wyszeptała prosto do ucha:
— Pójdziesz ze mną do toalety?
Skinęłam głową. Puściłyśmy chłopaków i przedarłyśmy się przez tłum w stronę damskiej toalety. W środku było dość tłoczno – kilka dziewczyn poprawiało makijaż przed lustrem, inne czekały na wolną kabinę. Na nas prawie nie zwracały uwagi. Zajęłyśmy dwie sąsiadujące kabiny.
Usiadłam na desce, podciągnęłam spódniczkę i zaczęłam siusiać, kiedy nagle dobiegły mnie z zewnątrz dziewczęce głosy. Mówiły wystarczająco głośno, żebym wszystko słyszała.
Jednen z głosów mówił z wyraźną pogardą:
— Ty, widziałaś, jak ten dziwoląg się ubrał? I jeszcze kolesie się do niej ślinią, jakby nie wiedzieli, że pod tą kiecką śmiga resztka kutasa.
Druga odpowiedziała z jadem:
— No i po co ona tu w ogóle przyłazi? Nie wie, że to nie jest jej miejsce? W ogóle ono nie powinno się między ludźmi pokazywać.
Czułam, jak we mnie narasta zimna, ostra wściekłość. Od razu zrozumiałam – to były szkolne prześladowczynie Kamili. Wzięłam głęboki oddech, spuściłam wodę i wyszłam z kabiny. Przy umywalce przyjrzałam się im dokładnie.
Pierwsza miała tleniony blond z wyraźnymi ciemnymi odrostami, włosy proste i trochę przetłuszczone. Twarz okrągła, mocno utleniona, z tanim, zbyt jasnym podkładem i przesadnie wytuszowanymi rzęsami. Miała na sobie obcisły, krótki top w jaskrawym kolorze, spod którego przebijały się wałki tłuszczu na brzuchu i bokach, oraz mini spódniczkę, która ledwo zakrywała uda. Druga była podobna – też tleniony blond, tylko jeszcze bardziej nierównomierny, z tą samą taniością w makijażu (gruba warstwa korektora, jaskrawa szminka). Jej top był jeszcze ciaśniejszy, a brzuch i boczki wystawały wyraźniej. Mini spódniczka i tanie szpilki dopełniały obrazu. Nie były grube, ale widać było, że jeśli nie zmienią nawyków żywieniowych, niedługo takimi się staną. W połączeniu z tym, co przed chwilą powiedziały, robiły wrażenie dna i dwóch metrów mułu.
Z sąsiedniej kabiny wyszła Marta. Jej twarz była pandemonium czystej wściekłości. Szybko posłałam jej ostrzegawcze spojrzenie. Zrozumiała – przybrała fałszywy, grzeczny uśmiech i spokojnie umyła ręce obok mnie.
Wyszłyśmy z łazienki. Dopiero na korytarzu Marta syknęła:
— Ty słyszałaś, co te szmaty mówiły o Kamili?
Przytuliłam ją krótko i wyszeptałam prosto do ucha:
— Tak. I mam plan, jak je trochę utemperować.
W kilku zdaniach wyjaśniłam, co wymyśliłam. Marta spojrzała na mnie z rosnącym uśmiechem i ufnie pokiwała głową.
Wróciłyśmy do stolika. Nachyliłam się do Marcina i szeptem opowiedziałam, co usłyszałyśmy oraz jaki mam zamiar. Kiwnął głową z uznaniem i odszepnął:
— To dopiero perfidne… Podoba mi się.
Marta w tym czasie coś szeptała z Kingą, która pokazywała jej wzrokiem konkretny kierunek na parkiecie. Wstałyśmy obie i ruszyłyśmy między tańczących.
— Którzy to? — zapytałam cicho.
Marta rzuciła okiem w bok i prawie niedostrzegalnym ruchem głowy wskazała dwóch chłopaków. Łysi, typowe karki – szerokie barki, grube szyje, twarze bez najmniejszego śladu złożonych procesów myślowych. Umięśnieni, w dresach i adidasach, stali przy ścianie z piwem w rękach i rozglądali się po sali.
Kiwnęłam głową. Zaczęłyśmy tańczyć we dwie dokładnie w ich polu widzenia. Od pierwszych sekund przyciągnęłyśmy ich wzrok. Wirowałyśmy blisko siebie, wywijając biodrami, zarzucając włosami, ocierając się o siebie. Moja kraciasta spódniczka przy każdym szybszym obrocie podlatywała wysoko, całkowicie odsłaniając cipkę. Patrzyli na nas jak zahipnotyzowani.
W końcu coś powiedzieli do siebie – pewnie uzgodnili, który zajmie się którą z nas. Zaczęli się zbliżać, podrygując w takt muzyki (nazywanie tego tańcem byłoby zbyt dużym komplementem). Jeden z nich bardzo szybko ustawił się bezpośrednio za mną. Nie tylko pozwoliłam mu na to – jeszcze bardziej go podkręcałam. Co chwilę cofałam biodra i napierałam pupą prosto na jego krocze. Z każdym takim otarciem czułam, jak robi się coraz twardsze i bardziej napięte.
Kątem oka widziałam, że Marta działa jeszcze śmielej. Jej partner już otwarcie macał ją po piersiach przez cekinową sukienkę, a ona nie tylko mu na to pozwalała, ale wręcz przyciskała się mocniej do jego dłoni.
Kiedy piosenka się skończyła i nastała krótka przerwa, mój koleś pochylił się do mnie.
— Sama jesteś czy z kimś?
— Ze znajomymi — odparłam, uśmiechając się prowokująco. — Ale w tej chwili nie ich mi trzeba.
— A czego? — zapytał, otwarcie omiatając wzrokiem moje nogi w białych pończochach i szpilkach.
Przysunęłam usta do jego ucha, wolno oblizałam małżowinę i wyszeptałam najbardziej uwodzicielskim tonem, na jaki było mnie stać:
— Trzeba mi natychmiast twardego kutasa w cipce. Zabierzesz mnie gdzieś… czy mam szukać kogoś innego?
Facet przełknął ślinę tak głośno, że prawie to usłyszałam. Wyraźnie nie spodziewał się aż takiej bezpośredniości. Nerwowo rozejrzał się po sali, a potem rzucił okiem w stronę wyjścia.
— Tylko szybko…
— Na szybkości mi właśnie zależy — odparłam i pozwoliłam się poprowadzić prosto do drzwi wyjściowych.
Kątem oka zauważyłam, że Marta już robi to samo – trzyma swojego karka za rękę i prowadzi go w dokładnie tym samym kierunku co my. Wyszliśmy z budynku w ciepłą, letnią noc.
Koleś poprowadził mnie na tyły budynku. Miejsce było słabo oświetlone, pachniało starym piwem i czymś jeszcze mniej przyjemnym. Na ziemi walały się zużyte prezerwatywy i puste puszki.
— Masz gumki? — zapytałam od razu. Myśl, że miałabym się z kimś takim pieprzyć bez zabezpieczenia, była nie do przyjęcia.
Kiwnął nerwowo głową i sięgnął do kieszeni dresów.
— To zakładaj.
Oparłam się rękami o chłodną ścianę, mocno wypięłam tyłek i jednym ruchem zadarłam kraciastą spódniczkę aż pod pachy. Kątem oka zauważyłam, że Marta z drugim typem jest tylko kilka metrów dalej – też już w podobnej pozycji.
Mój troglodyta właśnie skończył naciągać prezerwatywę. Moja cipka, zwykle mokra prawie na zawołanie, była teraz przeraźliwie sucha. Nabrałam śliny na palce i szybko, obficie posmarowałam sobie wargi i wejście. Facet stanął za mną, przyłożył główkę i wepchnął się do środka.
Poczułam od razu, że mimo śliny kutas w gumce nieprzyjemnie mnie obciera. Na szczęście – o ile on sam był duży i ciężki – jego penis należał do zdecydowanie mizernych. Krótki, raczej cienki. Ściskał mnie mocno, prawie boleśnie, za biodra i zaczął posuwać. Ja tymczasem wydawałam z siebie udawane, przesadzone jęki rozkoszy.
W pewnym sensie było to bardziej upokarzające niż zabawa z drwalami w lesie. Wtedy naprawdę chciałam poczuć się jak lalka do ruchania, a tamci faceci – mimo że całkowicie obcy – jakoś wyczuwali, o co mi chodzi i starali się, żeby było mi przynajmniej znośnie. Teraz po prostu czułam, że ktoś mnie używa. Żadnego podniecenia, żadnego ciepła, tylko mechaniczne pchnięcia i nieprzyjemne tarcie.
Na szczęście nie trwało to długo. Facet nagle się spiął, wbił się głębiej i z niskim stęknięciem napełnił prezerwatywę. Przyznam, że nawet moment wytrysku ledwo wyczułam.
Wyciągnął się ze mnie, ściągnął gumę i rzucił ją na ziemię między inne śmieci. Ja szybko obciągnęłam spódniczkę, poprawiłam top i odwróciłam się. Serce biło mi mocno, ale nie z podniecenia – tylko z mieszanki wstrętu i zimnej satysfakcji, że pierwsza część planu właśnie się udała.
Koleś podciągnął spodnie dresowe, rzucił krótko:
— Dzięki, laska.
I po prostu odszedł w stronę wejścia, nawet się nie oglądając. Szybko pochyliłam się i podniosłam wyrzuconą przez niego prezerwatywę. Zawiązałam na niej solidny supełek, żeby zawartość się nie wylała, i trzymając ją ostrożnie w dłoni wróciłam do budynku.
Po drodze minęłam Martę. Właśnie obciągała swoją cekinową sukienkę, a jej partner podciągał dresy. Wyglądało na to, że należał do tej samej kategorii krótkodystansowców co jego kumpel.
Weszłam z powrotem na salę. Od razu wypatrzyłam go – stał już przy swojej dziewczynie, tej z większymi odrostami, jednej z prześladowczyń Kamili. Uśmiechnęłam się do niej zalotnie, prawie przyjacielsko, po czym zwróciłam się do kolesia, który przed chwilą mnie posuwał:
— Dziękuję, Misiu, za ratunek w potrzebie… ale naprawdę nie powinieneś śmiecić.
I wcisnęłam w otwartą dłoń jego dziewczyny zawiązaną prezerwatywę z jeszcze ciepłą spermą.
Na jej twarzy pojawił się najpierw szok, potem czysta, bezsilna wściekłość. Pocałowałam ją lekko, prawie czule w usta i wyszeptałam tuż przy nich:
— Tak się kończy zadzieranie z Kamilą.
Potem odsunęłam się, kręcąc uwodzicielsko biodrami, i odeszłam w kierunku naszego stolika. Kilka osób stało na tyle blisko, że musiały usłyszeć każde słowo. Już za moimi plecami zaczęły się śmiechy i szydercze komentarze.
Usiadłam przy stoliku z zimną, spokojną satysfakcją. Przysunęłam się do Marcina i wyszeptałam mu prosto do ucha:
— Warto było… choćby tylko dla miny tej wywłoki. Ale później musisz mnie porządnie, naprawdę porządnie zerżnąć. Bo chwilowo czuję do siebie spore obrzydzenie.
Marcin przyciągnął mnie mocno do siebie i pocałował namiętnie, głęboko. Kiedy oderwał się od moich ust, wyszeptał:
— Jesteś dzielna, perfidna i masz dobre serce. Właśnie za to cię kocham.
Jego dłoń spoczęła na moim udzie, a ja pozwoliłam sobie na chwilę oprzeć głowę o jego ramię, wciąż jeszcze czując na skórze mieszaninę triumfu i niesmaku.
Podniosłam wzrok, bo nagle dobiegły nas odgłosy ostrej szarpaniny. Wszyscy przy stoliku odwróciliśmy głowy w tamtym kierunku. Dziewczyna kolesia, którego Marta zabrała za budynek, właśnie usiłowała wydrapać mu oczy – wrzeszczała, biła pięściami w klatkę i próbowała trafić w twarz. On bronił się nieporadnie, a wokół zbierała się już grupka gapików.
Chwilę później zobaczyliśmy Martę. Szła prosto do nas z tryumfalną, wręcz mściwą miną. Usiadła obok Kamili, wzięła łyk piwa i zaczęła opowiadać, nie starając się nawet obniżać głosu:
— No więc wyprowadziłam go za budynek, prawie w to samo miejsce co Monia. Facet od razu zaczął ściągać dresy, więc powiedziałam, że bez gumy ani mowy. Założył. Ja się wypięłam, on wszedł… i po dosłownie dziesięciu pchnięciach już się trząsł i spuszczał. Wyciągnął, ściągnął prezerwatywę i chciał ją rzucić na ziemię. Ja ją złapałam, zawiązałam supeł i wróciłam za nim na salę. On już stał przy swojej laseczce, tej drugiej z odrostami. Podszedłam, uśmiechnęłam się słodko i mówię: „Dzięki za szybką pomoc, ale śmieci to się do kosza wyrzuca”. I wcisnęłam jej w rękę ciepłą, pełną prezerwatywę. Mina – bezcenna. Jeszcze pocałowałam ją w policzek i powiedziałam, że pozdrawiam od Kamili. Resztę już widzieliście.
Kamila słuchała z coraz szerszym uśmiechem. Kiedy Marta skończyła, odwróciła się do nas i powiedziała ciepło:
— Monia, Marta… jesteście cudowne. Teraz nikt nie podejdzie do nich bez szydery. Mam nadzieję, że nie będę w tej szkole dłużej niż dwa tygodnie, ale przez ten czas to one raczej będą miały zajęcie.
Po tych słowach nachyliła się i pocałowała Martę namiętnie, długo, z językiem. Kilka osób w pobliżu zaczęło bić brawo i rzucać sprośne komentarze. Kamila nie skończyła na tym – wstała, podeszła do mnie, wzięła mnie za twarz i pocałowała równie intensywnie. Kolejna fala gwizdów i komentarzy przetoczyła się po okolicy stolika.
Kiedy usiadła z powrotem, Kinga odezwała się pierwsza:
— Nie wiem jak wy, ale ja wolałabym już być w domku.
Reszta przytaknęła niemal jednocześnie. Dopiliśmy resztki piwa, wstałyśmy i ruszyliśmy w stronę wyjścia – cała siódemka, wciąż przyciągając spojrzenia, ale już zdecydowanie gotowa wracać na działkę.

Bisexwaw

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 3697 słów i 20489 znaków. Tagi: #seks #zemsta #public

Dodaj komentarz