Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Mała Psitka - szokujące odkrycie w parku

Mała Psitka - szokujące odkrycie w parkuW czwartek poszłam do szkoły niemalże z wygłodniałym uśmiechem. Cały poprzedni wieczór smsowałyśmy z Werą. Tomek zaproponował jej, żeby zostali parą. Było tylko jedno „ale” – Tomek wiedział i zaakceptował, że Wera oprócz niego będzie sypiać ze mną i ze swoim bratem. Sam przecież też sypiał ze mną. Nie wiedział tylko jednego: że brat Wery to równocześnie mój chłopak. Raczej nie powinno być z tym problemu, ale Wera chciała wprowadzić go w to delikatnie, krok po kroku. Miała wpaść do naszego domu po południu. Dlatego ja i Marcin dostaliśmy nieoficjalne zadanie – powłóczyć się po mieście ze dwie godziny, zanim do nich dołączymy i zrobimy niespodziankę.
Właśnie dlatego ubrałam się dzisiaj szczególnie. Chciałam, żeby po powrocie do domu wywrzeć odpowiednie wrażenie.
Stanęłam rano przed lustrem i ubierałam się powoli, świadomie. Najpierw białe, koronkowe stringi – delikatne, prawie niewidoczne. Potem cieliste pończochy samonośne z bardzo szeroką, koronkową wypustką, która kończyła się wysoko na udach. Białe sneakersy – czyste, sportowe, kontrastujące z resztą. I wreszcie sukienka. Biała, krótka, rozkloszowana, sięgająca ledwie do połowy uda. Cała w drobne różowo-białe kwiatuszki, z wieloma warstwami falbanek, które przy każdym ruchu podskakiwały i odsłaniały koronkę pończoch. Ramiączka cienkie, dekolt delikatnie zaokrąglony. Na mojej chudej, płaskiej sylwetce sukienka wyglądała jednocześnie niewinnie i bardzo prowokująco – jakby ktoś ubrał małą, rudą lalkę w coś, w czym nie powinna wychodzić z domu.
Włosy zostawiłam rozpuszczone. Długie, jasnorude, proste, spadające prawie do samej pupy. Delikatnie je przejechałam szczotką, żeby lśniły. Na twarz prawie nic – tylko odrobina tuszu do rzęs, żeby podkreślić zielone oczy, i lekki błyszczyk na usta. Wyglądałam świeżo, młodo i jednocześnie wyraźnie gotowa na to, co miało wydarzyć się po południu.
W szkole od razu było widać dalsze napięcie między Martą a Rafałem. Siedzieli osobno, prawie ze sobą nie rozmawiali. Marta rzucała mi znaczące spojrzenia, a ja tylko dyskretnie unosiłam brwi w geście „później pogadamy”.
Lekcje na szczęście upływały szybko. Marcin co chwilę łapał mnie wzrokiem i uśmiechał się tym swoim półuśmiechem, który zawsze oznaczał, że już myśli o tym, co zrobimy, jak tylko zostaniemy sami.
W końcu rozległ się ostatni dzwonek. Wyszliśmy ze szkoły trzymając się za ręce. Moja biała, kwiecista sukienka falowała przy każdym kroku, odsłaniając cieliste pończochy i kawałek uda, a długie rude włosy rozwiewał lekki wiatr. Marcin spojrzał na mnie z boku, przejechał wzrokiem od stóp do głów i cicho mruknął:
— Wyglądasz dzisiaj jak grzech, Mała Psitko.
Uśmiechnęłam się tylko i ścisnęłam jego dłoń mocniej. Mieliśmy przed sobą dwie godziny w mieście. A potem… powrót do domu, gdzie czekała już Wera i mój brat.
Włóczyliśmy się razem po parku już dobrą godzinę. Słońce przyjemnie grzało, moja biała kwiecista sukienka falowała przy każdym kroku, a cieliste pończochy co chwila odsłaniały się spod falbanek. W pewnym momencie naszła mnie straszna ochota. Przytuliłam się do Marcina od boku, stanęłam na palcach i wyszeptałam mu prosto do ucha:
— Chodź na chwilę… Wiem, że mamy być w formie, tak jak Wera chciała, ale chcę possać twojego kutasa. Chociaż przez moment.
Marcin spojrzał na mnie z lekkim rozbawieniem, potem rozejrzał się szybko i kiwnął głową.
— Okej. Ale tylko przez moment. Jak poczuję, że zaraz dochodzę – przerywamy.
Pocałowałam go uszczęśliwiona tym drobnym zwycięstwem i niemal od razu pociągnęłam za rękę w głąb krzaków. Przedarliśmy się ostrożnie między gałęziami, szukając miejsca całkowicie niewidocznego z alejki. Znalazłam dość gęsty zakątek, odwróciłam się do Marcina i już sięgałam do jego rozporka, kiedy nagle usłyszałam charakterystyczny, mokry odgłos krztuszenia się.
Marcin natychmiast spojrzał na mnie znacząco i przyłożył palec wskazujący do ust, nakazując absolutną ciszę. Powoli, prawie nie oddychając, przekradliśmy się w kierunku hałasu. Spodziewaliśmy się jakiegoś klasycznego widowiska – może pary, może kogoś z naszej szkoły. Zerknęliśmy ostrożnie zza gęstego krzewu…
I oniemieliśmy.
Kilka metrów dalej, w małej polance między drzewami, stał młody chłopak – mniej więcej w naszym wieku, może rok starszy. Spodnie miał opuszczone aż do kostek, koszulka podciągnięta, a na twarzy wyrażą, nieukrywaną rozkosz. A przed nim, na kolanach, ostro i bardzo konkretnie pracując ustami na jego kutasie… klęczał Rafał.
Zachowaliśmy absolutną ciszę.
Kutas, który znajdował się w ustach Rafała, był… solidny. Dłuższy niż przeciętny, dość gruby, o ciemniejszej, lekko różowawej skórze. Żyły były wyraźnie zarysowane na trzonie. Główka, którą Rafał właśnie wziął głęboko, była spora, okrągła, lśniąca od śliny i już mocno napęczniała. Przy każdym ruchu głowy Rafała widać było, jak cała długość znika prawie po samą nasadę, a potem znowu się pojawia, pokryta gęstą śliną. Jądra chłopaka były napięte, uniesione, a on sam trzymał Rafała za włosy, delikatnie kierując rytmem.
Rafał klęczał z zamkniętymi oczami, policzki zapadnięte od ssania, ślina spływała mu już po brodzie. Pracował ustami z zaskakującą wprawą i zaangażowaniem – dokładnie tak, jak wcześniej Marta pracowała nad tymi dwoma z równoległej.
Marcin za moimi plecami złapał mnie mocniej za biodro. Obaj staliśmy jak wryci, patrząc na coś, czego absolutnie się nie spodziewaliśmy.
Obserwowaliśmy, jak Rafał dalej obciąga temu nieznajomemu chłopakowi. Trochę mnie zaskoczyło, jak bardzo ten widok mnie podnieca. Cipka ociekała sokami – czułam wyraźnie, że białe stringi są już całkowicie mokre i kleją mi się do skóry. Patrzyliśmy w milczeniu, trzymając się mocno za ręce. Kątem oka zauważyłam, że na spodniach Marcina pojawiło się wyraźne, twarde wybrzuszenie. On też to kręciło.
Scena nagle zmieniła przebieg.
Rafał oderwał się od kutasa z głośnym, mokrym odgłosem. Ślina ciągnęła się jeszcze nitką między jego ustami a główką. Odwrócił się tyłem do chłopaka, szybko ściągnął spodnie razem z bokserkami aż do kolan i mocno wypiął się, opierając dłonie o pień drzewa. Jego pośladki były napięte, blade w cieniu liści.
Nieznajomy nie tracił czasu. Podszedł blisko, dłońmi rozchylił Rafałowi pośladki, odsłaniając różowy, zaciśnięty odbyt. Najpierw głośno napluł prosto na niego. Potem napluł na własną dłoń i starannie roztarł ślinę po całym swoim twardym kutasie, od główki aż po nasadę. Przyłożył szeroką, lśniącą główkę dokładnie do ciasnego wejścia Rafała i zaczął napierać.
Powoli. Zdecydowanie.
Najpierw opór był wyraźny. Główka spłaszczała się trochę o zaciśnięty pierścień mięśni. Chłopak naciskał równomiernie, kręcąc biodrami delikatnymi, okrężnymi ruchami. Po kilku sekundach główka w końcu „przeskoczyła” do środka z charakterystycznym, prawie słyszalnym poddaniem się. Rafał syknął ostro z bólu, całe ciało na moment zesztywniało, a dłonie zacisnęły się na korze drzewa.
Chłopak nie wycofał się. Przytrzymał się w tej pozycji kilka sekund, pozwalając Rafałowi przyzwyczaić się, a potem zaczął wpychać dalej. Centymetr po centymetrze. Gruby trzon powoli znikał między pośladkami. Rafał oddychał krótko, urywanie, głowa opadła mu między ramiona. Kiedy już ponad połowa kutasa znalazła się w środku, chłopak złapał go mocno za biodra i jednym dłuższym ruchem dobił resztę – aż jądra uderzyły o pośladki.
Rafał wydał z siebie niski, zduszony dźwięk.
Przez chwilę stali tak nieruchomo. Potem chłopak zaczął się powoli wycofywać i znowu wpychać. Najpierw ostrożnie, krótkimi ruchami. Z każdym kolejnym pchnięciem jednak było widać, że ból Rafała mija. Jego ciało zaczęło się rozluźniać, biodra same cofały się naprzeciw napierającego kutasa. Jęki zmieniły charakter – z bolesnych stały się głębsze, bardziej gardłowe, pełne rosnącej przyjemności.
Chłopak to wyczuł. Złapał Rafała mocniej za biodra, ustawił się wygodniej i zaczął posuwać go już konkretnie – głęboko, miarowo, jak dziewczynę. Mokry odgłos ich ciał mieszał się z ciężkim oddechem i cichymi stęknięciami Rafała.
Marcin ścisnął moją dłoń tak mocno, że aż zabolało. A ja stałam z szeroko otwartymi oczami, z zupełnie mokrą cipką, patrząc, jak Rafał bierze kutasa w dupę na środku parkowego zarośla.
Podziwialiśmy w absolutnej ciszy, jak Rafał jest posuwany przez nieznajomego chłopaka. Każde głębokie pchnięcie, każdy mokry odgłos, każdy coraz głośniejszy jęk Rafała docierał do nas wyraźnie. Marcin stanął tuż za mną i objął mnie mocno. Jedną ręką przycisnął mnie do swojej klatki, a drugą wsunął pod moją białą, kwiecistą sukienkę. Palce odnalazły przemoczone stringi, odsunęły je na bok i od razu natrafiły na zupełnie mokrą, śliską cipkę. Zaczęła się z niej lać już ciurkiem – czułam, jak soki spływają po wewnętrznej stronie ud i wsiąkają w cieliste pończochy.
Marcin nie był delikatny. Od razu wsunął dwa palce głęboko, rozchylając mnie, i zaczął nimi powoli, ale stanowczo posuwać. Kciukiem jednocześnie krążył po nabrzmiałej łechtaczce. Przyjemność była tak ostra, że automatycznie otworzyłam usta, żeby jęknąć – wtedy druga dłoń Marcina szybko zasłoniła mi usta, przyciskając się mocno do warg. Dzięki temu żaden niekontrolowany dźwięk nie wydostał się na zewnątrz.
Czułam jednocześnie wszystko naraz. Palce Marcina pracujące głęboko w mojej cipce. Jego twardy jak kamień kutas, który przez spodnie gniótł mnie w dolną część pleców i pośladki. I widok przed oczami: nieznajomy chłopak solidnie rżnący Rafała w dupę. Rafał był już całkowicie rozluźniony, wypięty o drzewo, i jęczał głośno, otwarcie, dokładnie tak, jak nieraz słyszałam to z ust Wery, Marty albo z własnych. Głębokie, gardłowe, pełne przyjemności dźwięki.
Marcin przyspieszył ruchy palców. Wsuwał je coraz głębiej, rozchylając mnie, szukając tego punktu w środku, który zawsze sprawiał, że traciłam kontrolę. Ja tylko zaciskałam powieki i oddychałam przez nos, przyciśnięta do niego, z ręką na ustach i z cipką, która obficie moczyła mu dłoń. Przed nami chłopak złapał Rafała jeszcze mocniej za biodra i zaczął posuwać go szybciej, głębiej, a Rafał brał wszystko, jęcząc już prawie bez przerwy.
Stałam w krzakach, z sukienką podciągniętą, z palcami chłopaka w środku i z widokiem Rafała branego w dupę, i czułam, że zaraz sama nie wytrzymam.
Byłam już na samym skraju. Marcin bezlitośnie palcował moją cipkę – trzy palce wchodziły głęboko, rozchylały mnie, a kciuk nie przestawał pracować nad łechtaczką. Czułam, że zaraz runę. Nogami ledwo stałam, sukienka była podciągnięta, stringi odciągnięte, a soki spływały mu już po całej dłoni i nadgarstku.
Wszystko potoczyło się błyskawicznie.
Ciało Rafała, wciąż ostro posuwane w dupę przez nieznajomego, nagle się naprężyło. Jego własny kutas, który przez cały czas sterczał nietknięty, drgnął mocno i trysnął potężną, gęstą strugą spermy prosto na korę drzewa, o które się opierał. Kolejne, już mniej spektakularne wytryski lądowały coraz bliżej – na trawie, na jego własnym udzie. Rafał jęczał głośno, prawie krzyczał, biorąc jednocześnie pchnięcia w tył i własny orgazm.
Nieznajomy nie zwolnił. Wręcz przeciwnie – złapał Rafała jeszcze mocniej za biodra i dobił ostatnim, potężnym pchnięciem, wbijając się po same jądra. Jego ciało napięło się, plecy wygięły, a na twarzy Rafała pojawił się ten charakterystyczny wyraz błogości – ten sam, który znałam z własnego doświadczenia, kiedy czułam, jak ktoś wypełnia mnie gorącą spermą. Wiedzieliśmy, że właśnie się w nim spuszcza.
Palce Marcina pracowały bez przerwy. Szybciej, głębiej, bez litości.
Nieznajomy powoli, bardzo powoli zaczął wyjmować kutasa. Kiedy wreszcie wyszedł cały, odbyt Rafała został przez chwilę otwarty, rozluźniony, a z jego środka wypłynęła gęsta, biała struga spermy, która spłynęła po jajach i po wewnętrznej stronie uda.
I wtedy dostałam swojego orgazmu.
Potężnego. Takiego, który prawie mnie znokautował.
Całe ciało szarpnęło się w ramionach Marcina. Spazmy przeszły przez mnie falą za falą – uda zadrżały niekontrolowanie, cipka zacisnęła się rytmicznie na jego palcach, a ja krzyczałam w jego dłoń, która wciąż mocno zasłaniała mi usta. Przed oczami pojawiły się mroczki. Kolana całkiem się ugięły. Gdyby Marcin nie trzymał mnie tak mocno pod piersiami i nie podtrzymywał drugim ramieniem, po prostu osunęłabym się na ziemię między krzakami.
Trzęsłam się jeszcze długo, podczas gdy przed nami Rafał wciąż opierał się o drzewo, ciężko dysząc, z spermą spływającą mu po nogach, a nieznajomy poprawiał sobie spodnie.
Marcin powoli, bardzo delikatnie wyjął ze mnie mokre palce i przycisnął mnie jeszcze mocniej do siebie, czekając, aż wrócę na ziemię.
W końcu jakoś się pozbierałam. Nogi miałam jeszcze miękkie jak z waty, a między udami czułam charakterystyczną, lepką wilgoć – moje soki zdążyły już całkowicie przesiąknąć białe stringi i spłynąć po pończochach. Cichutko, prawie na palcach, wycofaliśmy się z krzaków z powrotem na alejkę, z której przyszliśmy. Dopiero gdy znaleźliśmy się w bezpiecznej odległości, oboje głęboko odetchnęliśmy.
Marcin spojrzał na mnie z lekkim, krzywym uśmiechem.
— Ale cię to podnieciło, Mała Psitko.
Nie zamierzałam udawać.
— Dziwne… ale naprawdę byłam zafascynowana tym widokiem — przyznałam szczerze. — Czułam też, że na ciebie też to podziałało.
Marcin przybrał nieco zakłopotaną minę. Przez chwilę szedł w milczeniu, patrząc przed siebie, po czym odezwał się ciszej:
— Nigdy nie zauważyłem u siebie żadnych biseksualnych skłonności. Naprawdę. Ale teraz… sam już nie wiem. Trochę miałem chęć być na miejscu tego chłopaka. Trochę na miejscu Rafała. Sam nie wiem.
Przysunęłam się bliżej, oplatając jego ramię swoimi, i zapytałam cicho, prawie lubieżnym szeptem:
— Chciałbyś tak spróbować?
Marcin westchnął i pokręcił głową, ale nie zdecydowanie.
— Na pewno nie teraz. Nie czuję się gotowy. Ale… nie wykluczam tego. Kiedyś.
Pokiwałam głową, zamyślona. Po chwili dodałam spokojnie:
— Z mojej strony możesz się spodziewać tylko zachęty. To byłoby coś ekstra. Pod warunkiem oczywiście, że będę miała miejsce w pierwszym rzędzie.
Marcin uśmiechnął się delikatnie i ścisnął moją dłoń.
— Nigdy nic wbrew tobie.
— I to samo w drugą stronę — odparłam. Potem spoważniałam. — Ale Marcie na razie absolutnie nie możemy o tym teraz powiedzieć.
Kiwnął głową ze zrozumieniem.
— Jasne. To zostaje między nami.
Ruszyliśmy dalej w stronę mojego domu, wciąż trzymając się za ręce. Biała kwiecista sukienka lekko falowała przy każdym kroku, a ja szłam z residualnym, przyjemnym mrowieniem między nogami i z głową pełną obrazów, które właśnie zobaczyliśmy. Przed nami czekała jeszcze popołudniowa niespodzianka z Werą i Tomkiem. I szczerze mówiąc… po tym, co przed chwilą wydarzyło się w krzakach, byłam ciekawa, co jeszcze ten dzień nam zafunduje.

Dodaj komentarz