Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Mała Psitka - licealni swingersi

Mała Psitka - licealni swingersiW poniedziałek wstałam podekscytowana. Naprawdę już stęskniłam się za Marcinem. Cały weekend bez niego – nawet wypełniony Werą, Tomkiem i orgazmami – nie był w stanie zastąpić jego obecności. Wzięłam długi prysznic, starannie się ogoliłam, natarłam skórę ulubionym balsamem. Chciałam wyglądać dla niego ładnie.
Ubrałam się świadomie. Niebieskie koronkowe stringi. Niebieska bluzka na cienkich ramiączkach, która ładnie przylegała do mojej płaskiej klatki. Niebieskie pończochy samonośne z delikatną koronką. Czerwona miniówka – nie zwykła, tylko taka w drobne kwiatki, z masą falbanek, które podskakiwały przy każdym ruchu. Czerwone trampki. Włosy zaplotłam w jeden gruby, schludny warkocz, który spadał mi aż do połowy pleców.
Wybiegłam z domu. Marcin już czekał pod klatką, oparty o barierkę. Kiedy mnie zobaczył, uśmiechnął się szeroko. Nie dawałam mu nawet zareagować– rzuciłam mu się na szyję i pocałowałam namiętnie, głęboko, nie zważając, czy ktoś patrzy z okien. Jego ręce od razu znalazły się na mojej talii, a potem zsunęły niżej, na falbanki spódniczki.
W końcu oderwałam się, złapałam go za rękę i ruszyliśmy spacerkiem do szkoły.
Marcin uśmiechnął się bokiem i zapytał cicho:
— Dobrze się bawiłyście z Werą?
Przytuliłam się do jego ramienia.
— Cudownie. Ale bardzo mi ciebie brakowało.
On parsknął cichym śmiechem.
— Domyślam się, że brakowało wam jednego konkretnego kawałka. Nawet mi tą fotką dałyście to do zrozumienia.
Zachichotałam i przyznałam bez bicia:
— W tym zakresie zorganizowałyśmy sobie w końcu zastępstwo.
Spojrzał na mnie pytająco. Sprecyzowałam:
— Ściągnęłyśmy do siebie Tomka. Nawet się nieźle spisał. Chociaż nadal nie zajarzył, że Wera to twoja siostra. Poza tym… chyba właśnie oboje są sobą zauroczeni.
Brwi Marcina uniosły się wysoko ze zdziwienia.
— Naprawdę? Myślisz, że będzie coś z tego?
— Daję im spore szanse — odparłam. A potem dodałam już poważniej, patrząc mu w oczy: — Ale co innego miałam na myśli, mówiąc, że tęskniłam. Po prostu brakowało mi ciebie. Bo cię kocham.
Właśnie dotarliśmy prawie pod samą szkołę. Marcin zatrzymał się, przyciągnął mnie mocno do siebie i pocałował namiętnie – długo, głęboko, z ręką na moim karku. Kiedy się oderwał, powiedział nisko, tuż przy moich ustach:
— Ja też cię kocham, Mała Psitko. I bardzo tęskniłem.
Całowaliśmy się tak przed wejściem do szkoły, aż z pobliskiej grupki uczniów rozległy się głośne gwizdy, śmiechy i kilka sprośnych komentarzy. Oderwaliśmy się od siebie, oboje z czerwonymi ustami i uśmiechami, których nie dało się ukryć.
Wzięliśmy się za ręce i weszliśmy do środka. Kolejny tydzień dopiero się zaczynał, a ja już wiedziałam, że będzie co najmniej tak intensywny jak poprzedni.
Lekcje mijały, dłużąc się niemiłosiernie. Dzisiaj nauczyciele postanowili nas zarżnąć zadaniami – kartkówki, zadania, notatki do przepisania. Nawet nie było jak z Marcinem się pomiziać pod ławką. Nasza dłoń ledwo mogła znaleźć się na kolanie drugiego, a już nauczyciel chodził między rzędami. Nasz kantorek za salą gimnastyczną też okazał się zamknięty na kłódkę – pewnie ktoś w końcu się domyślił, do czego służy. Chodziłam więc przez cały dzień niezaspokojona. Czułam, jak stringi robią się coraz bardziej wilgotne, a między udami narasta frustrujące, tępe napięcie.
Po Marcinie widziałam, że on też jest zawiedziony. Co chwilę rzucał mi znaczące spojrzenia, a na przerwach przyciągał mnie do kątów i całował długo, głęboko, z rękami pod bluzką albo na pupie. Tylko że to jeszcze bardziej pogarszało sprawę. Każdy pocałunek, każde dotknięcie tylko podkręcało frustrację. Wiedziałam, że po lekcjach nie mamy gdzie pójść – i jego, i moi rodzice mieli być w domu. Żadnego wolnego mieszkania, żadnego kantorka, żadnej prywatności. Chodziłam więc coraz bardziej mokra, bez żadnej szansy na chociaż jeden nędzny orgazm.
Siedzieliśmy właśnie na historii, kiedy nauczycielka odłożyła kredę i oznajmiła:
— Na następną lekcję przygotujecie krótkie prezentacje. Praca w grupach po cztery osoby. Dobieracie się sami. Macie dwie minuty.
Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, z ławki bezpośrednio przed nami odwróciła się Marta. Siedziała oczywiście z Rafałem. Uśmiechnęła się do nas i zapytała bez owijania:
— To co? Może my we czworo?
Rafał dodał od razu, jakby to było już uzgodnione:
— U mnie wolna chata. Rodzice wyjechali do babci na kilka dni.
Popatrzyłam na Martę. Dzisiaj wyglądała naprawdę ładnie. Inaczej niż zwykle. Krótka czerwona spódniczka, czarne pończochy, białe trampki i obcisła bluzka. Włosy miała spięte w wysoki kucyk, który odsłaniał szyję. Wyglądała uroczo. I seksownie. Poczułam znajome ukłucie podniecenia, kiedy na nią patrzyłam – wspomnienie plaży, wspólnego sikania, pocałunków i tego, jak pieściłyśmy się nawzajem, wróciło natychmiast.
Nie spojrzałam nawet na Marcina. Po prostu zgodziłam się z jawną radością:
— Jasne. Bierzemy was.
Marcin tylko uśmiechnął się bokiem i pokiwał głową. Rafał uniósł kciuk w górę.
Po ostatnim dzwonku Marta i Rafał już na nas czekali pod szafkami. Marta trzymała Rafała za rękę, a kiedy podeszłam, jej wzrok na chwilę spoczął na moich niebieskich pończochach i falbankach czerwonej spódniczki. Uśmiechnęła się znacząco.
Ruszyliśmy we czwórkę w stronę domu Rafała. Marcin trzymał mnie za rękę, Rafał Martę. Rozmowa była lekka, pełna żartów z lekcji, ale pod spodem czuć było wyraźne napięcie. Ja szłam coraz bardziej świadoma, jak bardzo jestem mokra, i jak bardzo nie mogę się doczekać, aż wreszcie zamkną się za nami drzwi prywatnego mieszkania.
U Rafała było czysto i schludnie. Mieszkanie niewielkie, ale zadbane – jasny salon, duża kanapa, stół, na którym rozłożyliśmy zeszyty i laptopy. Z zadaniem uporaliśmy się zaskakująco szybko. Marcin i Rafał ogarnęli większość merytoryczną, ja i Marta dopisałyśmy opisy i zrobiłyśmy prostą prezentację. Po niecałej godzinie wszystko było gotowe.
Zamknęliśmy laptopy. Zostaliśmy we czwórkę na kanapie i fotelach. Rozmowa, która najpierw dotyczyła jeszcze szkoły, bardzo szybko zboczyła na bardziej pikantne tory. Żarty stawały się coraz śmielsze, spojrzenia dłuższe, a cisze między zdaniami coraz bardziej wymowne.
W końcu Marta siedząca naprzeciwko mnie zapytała cicho, prawie nieśmiało:
— A wy… byliście dla siebie pierwsi?
Zaprzeczyłam od razu, bez ściemy:
— Nie. Ja miałam już swoje doświadczenia w seksie, zanim poznałam Marcina. Może niezbyt imponujące, ale zawsze jakieś.
Marcin dodał spokojnie, kładąc mi dłoń na kolanie:
— Ja też nie byłem prawiczkiem przed Monią.
Rafał i Marta spojrzeli na siebie. Przez chwilę trwała cicha wymiana spojrzeń, po której Rafał odezwał się pierwszym:
— My zrobiliśmy ten pierwszy raz razem. Było przyjemnie, bo byliśmy zakochani… ale w sumie było trochę niezręcznie. Chyba nie do końca wiedzieliśmy, czego oczekiwać.
Marta kiwnęła głową i dodała, bawiąc się końcówką swojego kucyka:
— Teraz jest już cudownie. Nauczyliśmy się siebie nawzajem. Ale… przyznam, że nieraz zastanawiam się, jak by to było spróbować z kimś innym.
Rafał westchnął i przyznał:
— No ja też czasem.
I przy tych słowach spojrzał prosto na mnie. Długo. Wyraźnie.
Znowu zrobiło mi się mokro. Stringi, które i tak były wilgotne od rana, nagle stały się jeszcze bardziej świadome.
Marta, jakby w odpowiedzi na spojrzenie chłopaka, położyła dłoń na jego kroczu i pogładziła powoli. Pod jej ręką materiał spodni od razu napiął się i zrobił wyraźnie wypukły. Rafał nawet nie próbował tego ukryć.
Ja w tym samym momencie oparłam się plecami o Marcina. Jego ręka natychmiast wślizgnęła mi się pod czerwoną, falbaniastą spódniczkę. Palce znalazły koronkę niebieskich pończoch i zaczęły się nią bawić – przeciągały po brzegu, wsuwały się pod spód, gładziły nagą skórę uda tuż nad pończochą. Nie szedł jeszcze wyżej. Tylko drażnił. Świadomie.
Siedzieliśmy we czwórkę w coraz gęstszzej ciszy. Marta nadal gładziła Rafała przez spodnie, ja czułam palce Marcina na udzie, a napięcie między nami czwórką rosło z każdą sekundą. Nikt nie mówił już nic o prezentacji z historii.Siedzieliśmy w coraz gęstszej ciszy. Marta nadal powoli gładziła Rafała przez spodnie, a jego oddech robił się coraz głębszy. Ja czułam, jak palce Marcina przesuwają się centymetr wyżej pod moją spódniczką, wciąż bawiąc się koronką pończochy, ale już wyraźnie zmierzając w stronę wewnętrznej strony uda.
Marta uniosła wzrok i spojrzała najpierw na mnie, potem na Marcina. Jej policzki były wyraźnie zaróżowione, a w brązowych oczach ta sama ciekawość, którą widziałam nad Wisłą.
— Skoro już tak szczerze… — zaczęła cicho — to czwartkowe popołudnie na plaży… nie dawało mi spokoju przez cały weekend.
Rafał parsknął cichym, ochrypłym śmiechem.
— Mnie też nie. Zwłaszcza ten moment, jak się całowałyście.
Marcin za moimi plecami tylko mruknął coś potakująco, a jego dłoń w końcu wsunęła się całkiem pod spódniczkę i położyła się płasko na moich mokrych stringach. Nawet nie drgnęłam. Tylko rozsunęłam nogi odrobinę szerzej, dając mu lepszy dostęp.
Spojrzałam Marcie prosto w oczy i uśmiechnęłam się powoli.
— To dobrze. Bo nam też nie dawało.
Atmosfera w salonie Rafała zgęstniała na tyle, że dało się ją kroić. Nikt już nie udawał, że przyszliśmy tu tylko po to, żeby zrobić prezentację z historii.
W końcu Marcin, który przez cały czas trzymał dłoń między moimi nogami, odezwał się niskim, spokojnym głosem:
— Dziewczyny… skoro wam się podobało na plaży, to może pobawiłybyście się teraz we dwie?
Marta spojrzała na mnie. W jej brązowych oczach było czyste pożądanie wymieszane z nadzieją. Nie było już żadnej nieśmiałości z czwartku – tylko głód.
Uśmiechnęłam się od ucha do ucha.
— A wiecie, że już dawno mi to chodziło po głowie?
Wstałam z kanapy, podeszłam do Marty i bez żadnych ceregieli po prostu ją pocałowałam. Ona przyjęła pocałunek od razu i odpowiedziała jeszcze mocniejszym. Ręce od razu zaczęły badać nawzajem nasze ciała – ja gładziłam jej plecy i biodra, ona wplotła palce w mój gruby warkocz i przyciągnęła mnie bliżej. Całowałyśmy się namiętnie, mokro, z językami, nie zważając na to, że chłopcy siedzą metr od nas i patrzą.
Po chwili oderwałam się od jej ust tylko po to, by ściągnąć jej bluzkę przez głowę. Wyrzuciłam ją na podłogę i od razu przyssałam się do jej cycuszków. Nie były tak wielkie i ciężkie jak u Wery, ale zdecydowanie większe od moich płaskich. Jasnoróżowe sutki od razu stwardniały mi w ustach. Marta jęknęła z przyjemności i odchyliła głowę do tyłu.
Nie minęła minuta, a ona zrobiła to samo mnie. Ściągnęła mi niebieską bluzkę na ramiączkach i wzięła mój mały sutek do ust. Ssała delikatnie, ale natarczywie. Jęknęłam głośniej.
Spojrzałam przez ramię na chłopaków. Siedzieli jak zahipnotyzowani, spodnie wyraźnie napięte.
— A wy co tak siedzicie? — rzuciłam ochryple, wciąż mając usta przy piersi Marty. — Rozbierajcie się.
Marcin i Rafał rzucili się do rozbierania jak na wyścigach. Koszulki, paski, spodnie – wszystko poleciało na podłogę w ciągu kilku sekund. Zostali w samych bokserkach, które i tak ledwo cokolwiek ukrywały.
Ja nie traciłam czasu. Sięgnęłam pod czerwoną spódniczkę Marty, złapałam za majtki i zerwałam je w dół nóg. Potem sama ściągnęłam swoje niebieskie stringi razem z falbaniastą spódniczką. Marta, widząc to, zsunęła z siebie resztę ubrań. Zostałyśmy obie tylko w pończochach – ja w niebieskich, ona w czarnych.
Całując ją dalej, mocniej i bardziej desperacko, powoli zmuszałam ją do cofania się. Krok po kroku. Aż tylnymi kolanami trafiła na brzeg szerokiej kanapy (w pokoju Rafała stała duża, rozkładana kanapa, która spokojnie mogła służyć za łóżko). Delikatnie, ale stanowczo położyłam ją na plecach.
Stanęłam nad nią na kolanach, rozchylając jej nogi, i spojrzałam jej w oczy. Marta oddychała szybko, miała spuchnięte usta i zaróżowione policzki. Jej kucyk rozluźnił się i ciemne włosy rozłożyły się na poduszce.
Za moimi plecami słyszałam, jak chłopcy w końcu zrzucają ostatnie sztuki ubrań. A ja pochylałam się nad Martą, gotowa wreszcie dokończyć to, co zaczęłyśmy na dzikiej plaży nad Wisłą.
Zasypałam ciało Marty pocałunkami – najpierw szyję, potem obojczyki, małe piersi, żebra, płaski brzuch. Powoli schodziłam coraz niżej. W końcu rozchyliłam jej nogi szeroko i pocałowałam ją prosto w cipkę. Miała ten wąski, ciemny paseczek włosków tuż nad szparką, który tak mnie zafascynował już nad Wisłą. Pocałowałam go też.
Potem obróciłam się i okraczyłam jej głowę, nadstawiając jej swoją już całkowicie mokrą cipkę prosto pod twarz. Uklękłam nad nią w pozycji 69. Najpierw delikatnie polizałam jej pachwiny, wolno zbliżając się do warg sromowych. Na swojej cipce poczułam najpierw jej ciepły oddech, a chwilę później koniuszek języka. Marta badawczo, prawie nieśmiało, próbowała mojego smaku. Lizała delikatnie, testująco.
Ja nie zamierzałam być delikatna zbyt długo. Wbiłam się językiem głęboko w jej wnętrze. Marta jęknęła przeciągle, a jej biodra uniosły się naprzeciw mojej twarzy. Jej język od razu nabrał śmiałości – zaczął pracować we mnie pewniej, szybciej, z coraz większą chęcią. Lizałyśmy się nawzajem bardzo wytrwale. Mokre odgłosy, jęki, ciężki oddech wypełniały pokój. Z rogu oka widziałam, że Marcin i Rafał siedzą nago na fotelach i wolno sobie obciągają, wpatrzeni w nas jak w najlepszy film.
Dla Marty to było coś zupełnie nowego. Dlatego doszła pierwsza. Nagle jej szczupłe nogi w czarnych pończochach ścisnęły moją głowę jak w imadle. Całe ciało zadrżało, biodra szarpały się podę mną, a z jej ust wydobywały się zdławione, wysokie jęki. Czułam, jak rzuca się i jak jej cipka pulsuje mi na języku. Trzymałam ją mocno, liżąc dalej, aż spasmy zaczęły słabnąć.
Kiedy w końcu ochłonęła, niemal natychmiast wróciła do lizania mnie. Tym razem już bez żadnej niepewności – ssała moją łechtaczkę, wbijała język głęboko, mruczała. Ja też nie wytrzymałam długo. Orgazm przyszedł nagle i mocno. Zaczęłam się rzucać, przeklinać przez zaciśnięte zęby, wyginać się nad jej twarzą. I właśnie to – mój krzyk, moje drgawki – tak strasznie nakręciło Martę, że dostała drugiego orgazmu równocześnie ze mną. Obie dygotałyśmy, splecione, mokre, niezdolne do złapania tchu.
Kiedy fale w końcu opadły, zsunęłam się z niej na bok i od razu pocałowałam. Mokro, głęboko, dzieląc się smakiem naszych cipek. Marta correspondingowała z taką namiętnością, że aż mnie zatkało.
Potem oderwała się od moich ust, przyciągnęła mnie bliżej i szepnęła mi prosto do ucha coś, czego po niej kompletnie się nie spodziewałam:
Potem oderwała się od moich ust, przyciągnęła mnie bliżej i szepnęła mi prosto do ucha coś, czego po niej kompletnie się nie spodziewałam.
Zszokowało mnie to. Nie dlatego, że było zbyt śmiałe – tylko dlatego, że wyszło właśnie z jej ust. Z ust tej niby nieśmiałej, hipisowatej Marty.
Pokiwałam głową entuzjastycznie, prawie natychmiast.
— Zgoda — szepnęłam z powrotem, całując ją w ucho. — Dokładnie tak zrobimy.
Za naszymi plecami Marcin i Rafał przestali nawet udawać, że tylko oglądają. Ich kutasy były już twarde jak kamień, a w oczach mieli dokładnie to samo pytanie: co teraz.
Cmoknęłam jeszcze raz Martę w usta – długo, mokro – i położyłam się obok niej na szerokiej kanapie. Obie rozłożyłyśmy nogi szeroko, świadomie eksponując mokre, spuchnięte cipki. Spojrzałam na chłopaków, którzy stali nad nami z twardymi kutasami w dłoniach, i rzuciłam z uśmiechem:
— Na co się gapicie? Zajmijcie się nami.
Marcin i Rafał spojrzeli po sobie z szerokimi, trochę niedowierzającymi uśmiechami. Rafał zrobił pierwszy krok i zajął miejsce między nogami Marty. Wtedy ona uniosła dłoń i powiedziała wyraźnie:
— Nie tutaj. Właśnie się wami wymieniłyśmy. Dawaj tu Marcina. A ty zajmij się Monią.
Obaj chłopcy osłupieli. Dosłownie. Marcin uniósł brwi, Rafał otworzył usta, ale nic nie powiedział. Przez sekundę panowała kompletna cisza. Potem Marcin tylko cmoknął mnie krótko w cipkę – jakby w ramach pożegnania – i bez słowa przeszedł do Marty. Rafał, wciąż wyraźnie skołowany, zbliżył się do mnie.
Marcin posłał mi przez ramię czuły, uspokajający uśmiech, po czym przyłożył główkę swojego grubego kutasa do wejścia Marty. Wsuwał się bardzo powoli, wyraźnie pamiętając, że Marta jest przyzwyczajona do mniejszego Rafała. Marta wciągnęła ostro powietrze i jęknęła przeciągle, kiedy kolejne centymetry znikały w niej. Jej ręce zacisnęły się na ramionach Marcina.
W tym samym momencie Rafał delikatnie chwycił moje chude uda i rozchylił je jeszcze szerzej. Poczłam główkę jego kutasa przy mojej szparce. Był twardszy i nieco cieńszy niż Marcin, ale nadal solidny. Wsunął się powoli, ostrożnie. Kiedy znalazł się w środku cały, zaczął się poruszać – najpierw trochę nieśmiało, jakby sprawdzał, czy wszystko w porządku, potem coraz pewniej, coraz szybciej i mocniej.
Przyciągnęłam go do siebie za kark i pocałowałam mocno, głęboko. Rafał odpowiedział natychmiast. Kątem oka rzucił jeszcze jedno spojrzenie na Martę – właśnie w momencie, gdy Marcin już solidnie ją posuwał i jednocześnie czule bawił się jej małymi piersiami. Zobaczywszy, że jego dziewczyna nie tylko daje radę, ale wyraźnie czerpie z tego przyjemność, Rafał w końcu całkowicie się odprężył i zatopił się w pocałunku ze mną.
Czułam, jak jego kutas penetruje moją pizdeczkę równym, coraz mocniejszym rytmem. Było mi dobrze. Inaczej niż z Marcinem, inaczej niż z Tomkiem – trochę mniej intensywnie rozciągająco, ale bardzo przyjemnie. Dodatkowo niesamowicie mnie podniecało to, że tuż obok mój chłopak posuwa inną dziewczynę. Słyszałam mokre odgłosy ich ciał, jęki Marty, niski oddech Marcina.
Coraz bardziej odpływałam. Rafał przyspieszył, jego biodra uderzały o moje uda, a ja oplatałam go nogami w niebieskich pończochach. Znów spojrzałam w bok.
Marcin i Marta właśnie całowali się bardzo namiętnie. Jej ręce były w jego włosach, a on wbijał się w nią głębokimi, miarowymi pchnięciami, nie przestając całować.
Widok sprawił, że moja cipka zacisnęła się na kutasie Rafała jeszcze mocniej.
Rafał posuwał mnie już całkiem ostro. Szybkie, głębokie pchnięcia, biodra uderzały o moje uda z mokrym odgłosem. Było mi naprawdę dobrze – inaczej niż z Marcinem, mniej rozciągająco, ale bardzo intensywnie i rytmicznie. Jego kutas trafiał w miejsca, które sprawiały, że co chwilę przeciągał mnie dreszcz.
Moja ręka znalazła rękę Marty leżącą tuż obok. Ona od razu ją ścisnęła. Mocno. Trzymałyśmy się tak, splecione palcami, podczas gdy każdy z nas był rżnięty przez innego chłopaka. Marta uśmiechnęła się do mnie krótko, przez zaciśnięte zęby i półprzymknięte powieki. Posłałam jej w powietrzu całusa. Ona odpowiedziała tym samym.
Widziałam wyraźnie, jak bardzo jest jej przyjemnie. Marcin posuwał ją pewnie, głęboko, a ona wyginała się pod nim, jęczała i nie odrywała wzroku ode mnie i Rafała. W jej brązowych oczach była nutka zazdrości – kiedy patrzyła, jak jej chłopak wbija się w moją cipkę – ale zdecydowanie dominowało coś innego: zaciekawienie, czyste pożądanie i dziwna, cicha duma. Jakby była dumna z tego, że dałyśmy radę dokonać tej wymiany. Że obie dajemy radę.
O dziwo, to ja doszłam pierwsza.
Nowe doznania, jakie dawał mi kutas Rafała – inny kąt, inny rytm, inna grubość – zbiegły się z widokiem Marcina rżnącego Martę i z jej dłonią ściskającą moją. Orgazm przyszedł nagle i mocno. Zryw, jakich miałam niewiele. Całe ciało rzuciło się do góry, krzyknęłam głośno, nie kontrolując głosu, cipka zacisnęła się rytmicznie na twardym kutasie Rafała.
Mój krzyk i skurcze najwyraźniej całkowicie go dokończyły. Rafał wbił się we mnie do samego końca, stęknął nisko i zaczął spuszczać. Gorące fale spermy wypełniały mnie spust za spustem. Opadł na mnie ciężko, wciąż będąc w środku, i pocałował mnie mokro, niezdarnie, wciąż dysząc.
Leżeliśmy tak przez chwilę, spleceni, mokrzy. Potem oboje odwróciliśmy głowy w tę samą stronę.
Marcin wciąż solidnie posuwał Martę. Ona miała nogi szeroko rozłożone, czarne pończochy napięte na udach, a ręce wpięte w ramiona mojego chłopaka. Całowali się namiętnie między pchnięciami. Marta jęczała mu w usta, a jej biodra unosiły się naprzeciw każdego ruchu.
Rafał i ja leżeliśmy obok, wciąż połączeni, i po prostu patrzyliśmy, jak mój chłopak rżnie jego dziewczynę.Rafał posuwał mnie już całkiem ostro. Szybkie, głębokie pchnięcia, biodra uderzały o moje chude uda z wyraźnym, mokrym odgłosiem. Było mi naprawdę dobrze. Jego kutas – nieco cieńszy od Marcina, ale twardy i żwawy – trafiał pod innym kątem, drażnił inne miejsca. Nowe doznania nakładały się na siebie.
Moja ręka znalazła rękę Marty. Ona od razu splotła nasze palce i ścisnęła mocno. Uśmiechnęła się do mnie przez półprzymknięte powieki, a ja posłałam jej w powietrzu wolny, mokry całusa. Widziałam, jak bardzo jest jej przyjemnie. Marcin rżnął ją pewnie i głęboko, a ona wyginała się pod nim, nie odrywając ode mnie wzroku. W jej oczach była delikatna nutka zazdrości – kiedy patrzyła, jak Rafał wbija się we mnie – ale zdecydowanie silniejsze było zaciekawienie, pożądanie i dziwna, cicha duma. Jakby była dumna, że dałyśmy radę się wymienić.
O dziwo, to ja doszłam pierwsza.
Nowe wrażenia, jakie dawał mi kutas Rafała, w połączeniu z widokiem Marcina posuwającego Martę i z jej dłonią ściskającą moją, złożyły się na zryw, jakich miałam niewiele. Orgazm uderzył nagle i mocno. Rzucałam się pod Rafałem, krzyczałam głośno, nie kontrolując głosu, cipka zaciskała się na nim w gwałtownych, rytmicznych skurczach.
Mój krzyk i skurcze najwyraźniej całkowicie dokończyły Rafała. Wbił się we mnie po samego koniec, stęknął nisko i zaczął spuszczać. Gorące, gęste fale spermy wypełniały moją cipkę spust za spustem. Opadł na mnie ciężko, wciąż będąc głęboko w środku, i pocałował mnie mokro, niezdarnie, wciąż ciężko dysząc.
Leżeliśmy tak przez dłuższą chwilę, spleceni i mokrzy. Potem oboje odwróciliśmy głowy w tę samą stronę.
Marcin wciąż solidnie posuwał Martę. Ona miała nogi szeroko rozłożone, czarne pończochy napięte, a ręce wpięte w jego ramiona. Całowali się namiętnie między pchnięciami. Marta jęczała mu prosto w usta, a jej biodra unosiły się naprzeciw każdego ruchu, biorąc go całego.
Rafał i ja leżeliśmy obok, wciąż połączeni jego kutasem, i po prostu patrzyliśmy, jak mój chłopak rżnie jego dziewczynę, a ona wyraźnie jest z tego bardzo zadowolona.
W końcu Marta doszła. Ale to jak.
Spazmy, które nią targnęły, były tak gwałtowne, że prawie zrzuciły Marcina. Całe jej szczupłe ciało rzucało się na wszystkie strony – plecy wygięte w łuk, uda drżące, ręce szarpiące prześcieradło albo ramiona mojego chłopaka. Marta, zawsze taka cicha i spokojna, krzyczała teraz głośno, niekontrolowanie, a jej cipka zaciskała się na kutasie Marcina w rytmicznych, silnych skurczach. To było coś niesamowitego. Widok tej zwykle opanowanej dziewczyny całkowicie tracącej kontrolę pod moim chłopakiem podkręcił mnie jeszcze bardziej, mimo że sama dopiero co doszłam.
Marcin nie zwolnił. Dobijał coraz mocniej, wykorzystując każdy jej skurcz, aż w końcu sam się wbił do samego końca i zastygnął. Widziałam, jak jego plecy napinają się, jak stęka nisko, wladowując w cipkę Marty wszystko, co miał. Spust za spustem. Kiedy skończył, opadł na nią ciężko, wciąż będąc w środku.
Marcin nie zwolnił. Dobijał coraz mocniej, wykorzystując każdy jej skurcz, aż w końcu sam się wbił do samego końca i zastygnął. Widziałam, jak jego plecy napinają się, jak stęka nisko, wladowując w cipkę Marty wszystko, co miał. Spust za spustem. Kiedy skończył, opadł na nią ciężko, wciąż będąc w środku.
Leżał na niej, ale głowę odwrócił w moją stronę. Patrzył mi prosto w oczy, a jego usta bezgłośnie ułożyły się w słowa:
„Kocham cię.”
Odpowiedziałam tym samym ruchem warg. Leżeliśmy tak wszyscy czworo przez dłuższą chwilę – wyczerpani, spoceni, spleceni, z oddechem, który powoli wracał do normy. Rafał wciąż leżał na mnie, jego kutas powoli miękł w mojej cipce pełnej jego spermy. Marcin leżał na Marcie. Cisza była gęsta i dziwnie spokojna.
W końcu odezwałam się z przekorą, uśmiechając się do Marcina:
— Kochanie… wyliż mnie proszę.
Marcin nie miał żadnych oporów. Zresztą wylizanie cipki swojej dziewczyny z spermy kolegi nie było największą perwersją w jego dorobku – i oboje o tym wiedzieliśmy. Powoli wysunął się z Marty, przeczołgał się bliżej mnie i bez wahania położył się między moimi nogami. Jego język od razu zabrał się do roboty – dokładnie, starannie zbierał gęstą spermę Rafała i moje soki, ssał, liżył, czyścił mnie. Jęknęłam cicho i wplotłam palce w jego włosy.
Marta, wciąż ciężko oddychając, uniosła głowę i spojrzała na to, co się dzieje. Przez chwilę tylko obserwowała, jak mój chłopak liże mnie z cumu jej chłopaka. Potem odwróciła się do Rafała i powiedziała głosem, którego u niej jeszcze nie słyszałam – władczym, prawie rozkazującym:
— No dalej. Na co czekasz? Mnie też trzeba wylizać.
Rafał zawahał się wyraźnie. Spojrzał na spermę Marcina wypływającą z cipki swojej dziewczyny, potem na mnie, potem z powrotem na Martę. Ale posłuchał. Pochylił się między jej nogi i z dużym wahaniem zaczął lizać. Najpierw niepewnie, prawie ostrożnie. Po kilkunastu sekundach jednak widać było, że się w tym zatraca – jego ruchy stały się pewniejsze, głębsze, a ręce zacisnęły się na udach Marty.
Leżałyśmy więc obok siebie – ja z twarzą Marcina między nogami, Marta z twarzą Rafała między swoimi – i patrzyłyśmy sobie w oczy, trzymając się nadal za ręce, podczas gdy nasi chłopcy czyszcili nas językami z cudzej spermy.
Marcin wyczyścił mnie już kompletnie. Jego język zbierał ostatnie ślady spermy Rafała, liżąc mnie dokładnie, prawie czule. Kiedy skończył, uniósł głowę – miał jeszcze resztki cumu na brodzie i w kącikach ust. Wspiął się wyżej, objął mnie mocno ramionami i pocałował. Namiętnie. Chyba najmocniej, jak do tej pory. Jego język wszedł głęboko, a pocałunek był pełen głodu i ulgi jednocześnie. Był mega podniecony – czułam to w każdym napiętym mięśniu jego ciała.
Jego kutas, mimo że przed chwilą spuścił się w cipkę Marty, był znowu twardy jak skała. Przycisnął się do mojej szparki i powoli, bardzo świadomie, zaczął się wsuwać. Centymetr po centymetrze. Kiedy wszedł cały, oboje westchnęliśmy w pocałunek.
— W końcu znowu cię czuję — szepnęłam mu prosto w usta.
Marcin tylko mruknął i przyspieszył. Jego pchnięcia stały się głębsze, bardziej pewne. Ściskał mnie mocno w ramionach, jakby bał się, że zaraz zniknę. Ja objęłam go nogami, krzyżując stopy na jego plecach, i starałam się nabić na niego jak najgłębiej przy każdym ruchu. Chciałam go całego. Chciałam poczuć tylko jego.
Kątem oka zobaczyłam, że Rafał właśnie kończy lizać Martę i szykuję się, żeby znowu w nią wejść. Przyklęknął między jej nogami, przytrzymał swojego kutasa i powoli wsunął się z powrotem. Marta jęknęła przeciągle.
Całowałam dalej Marcina. On ściskał mnie coraz mocniej, jego biodra pracowały równym, mocnym rytmem. Czułam każdego centymetra. Czułam, jak wracam do domu.
W tym momencie rozległ się rozdzierający, wysoki krzyk.
Marta.
Znowu dostała orgazmu. Jej ciało szarpało się pod Rafałem, a ona krzyczała tak głośno, że aż zdziwiłam się, skąd w tej zwykle cichej dziewczynie tyle siły w płucach. Rafał nie zwolnił – dobijał ją przez cały orgazm, co tylko przedłużało jej spazmy.
Widok i dźwięk jej kolejnego orgazmu, w połączeniu z kutasem Marcina, który wreszcie znowu był we mnie, sprawiły, że sama zaczęłam się zatracać. Fala rosła szybko. Zacisnęłam się na Marcinie, wbiłam paznokcie w jego plecy i jęknęłam mu w usta. On poczuł moje skurcze od razu. Przyspieszył jeszcze bardziej, wbijając się głęboko i miarowo, aż w końcu pełnię orgazmu osiągnęliśmy jednocześnie.
Ja krzyczałam, on stękał nisko, nasze ciała szarpały się razem. Jego kutas pulsował we mnie, a ja czułam, jak znowu napełnia mnie swoją spermą – gorącą, gęstą, znajomą.
Opadliśmy na siebie, spleceni, ciężko dysząc. Marcin nie wychodził ze mnie. Leżał na mnie, twarzą w mojej szyi, a ja gładziłam go po spoconych plecach, wciąż mając nogi oplątane wokół niego.
Obok Rafał wciąż jeszcze posuwał Martę przez ostatnie fale jej orgazmu, a ona trzymała mnie za rękę tak mocno, że aż bolało.
Rafał w końcu też się spuścił. Wbił się w Martę do końca, stęknął głośno i zalał ją kolejną porcją spermy. Potem opadł na nią ciężko, dokładnie tak samo jak wcześniej Marcin na mnie.
Leżeliśmy wycieńczeni. Ja i Marta w środku, na plecach, z nogami wciąż lekko rozchylonymi. Marcin przytulony do mnie z jednej strony, Rafał do Marty z drugiej. Cztery spocone, lepkie ciała na szerokiej kanapie Rafała. Przez dłuższą chwilę słychać było tylko ciężkie oddechy i okazjonalne, ciche westchnienia.
Powoli zaczęliśmy rozmawiać. Najpierw urywkami, potem coraz swobodniej. O tym, jak dziwnie i jednocześnie naturalnie było pieprzyć się we czwórkę. O tym, że seks z przyjaciółmi może być czymś więcej niż tylko fizyczną przyjemnością. Marcin przyznał, że patrzenie, jak jest mi dobrze z kimś innym, nie wzbudziło w nim zazdrości – raczej dziwną, ciepłą dumę i jeszcze większe pożądanie. Rafał powiedział coś podobnego o Marcie. Ja przyznałam, że widok Marcina rżnącego Martę był jedną z najbardziej podniecających rzeczy, jakie widziałam. Marta tylko kiwała głową, wciąż trzymając mnie za rękę.
Mówiliśmy o więzi. O tym, że można kochać kogoś jeszcze mocniej, kiedy widzi się, jak dobrze jest mu w ramionach kogoś innego – o ile wszystko dzieje się za zgodą i z zaufaniem. Atmosfera była dziwnie spokojna i intymna. Żadnego wstydu. Żadnych pretensji. Tylko cztery osoby, które właśnie przekroczyły kolejną granicę i odkryły, że po drugiej stronie jest im dobrze.
W końcu Marta odwróciła głowę w moją stronę. Jej kucyk był już całkowicie rozczochrany, policzki zaróżowione, a usta spuchnięte od pocałunków. Spojrzała mi w oczy i zapytała cicho, prawie nieśmiało:
— Monia… a mogłybyśmy czasem… pobawić się we dwie? Tak same. Bez chłopaków.
Zaskoczyła mnie tym.
Po wszystkim, co właśnie zrobiliśmy, po wymianie partnerów, po orgazmach i wylizywaniu cudzej spermy – ta prosta, szczera prośba o samą mnie była czymś, czego się nie spodziewałam. Przez sekundę tylko na nią patrzyłam. Potem poczułam, jak rozlewa mi się w piersi ciepły, przyjemny uśmiech.
Zrobiło mi się naprawdę miło.
Ścisnęłam jej dłoń mocniej i odparłam bez wahania, z miękkim uśmiechem:
— Mogłybyśmy. Chętnie.
Marta uśmiechnęła się szeroko, prawie z ulgą, i przyciągnęła mnie do krótkiego, czułego pocałunku. Za naszymi plecami Marcin i Rafał wymienili porozumiewawcze, zadowolone spojrzenia, ale żaden z nich nic nie powiedział. Po prostu przytulili nas mocniej.
Leżeliśmy tak jeszcze długo – czwórka nagich, zaspokojonych ciał na kanapie – i po raz pierwszy od wejścia do mieszkania Rafała naprawdę rozmawialiśmy jak przyjaciele, którzy właśnie odkryli, że mogą być sobą nawzajem kimś więcej.

Dodaj komentarz