Zagubiony |18+| rozdział 4

Zagubiony |18+| rozdział 4Przymknęła oczy, zagryzając wargę niemal do krwi i nieco przyspieszyła ruch bioder, jęcząc z bólu. Jej drobnym ciałem wstrząsały dreszcze bólu, gdy wpychał palec coraz głębiej w jej dupkę. Złapał ją za brodę, zmuszając, by na niego spojrzała, ale widząc w jej oczach ból i wywołane nim łzy, wyciągnął z niej palec i pocałował ją namiętnie. Jego język nieco brutalnie wtargnął do jej ust, z łatwością odnajdując jej język i rozpoczynając z nim szalony taniec. Sapnęła mu w usta, czując, jak wzbiera w niej podniecenie. Przygryzł jej wargę, zaczynając ją ssać, a dłonią ugniatać jej pierś, nieznacznie przy tym podszczypując jej sutek. Zadrżała, gdy unieruchomił jej biodra ramieniem i prawie załkała, gdy zaczął się w niej poruszać. Jej tempo było dla niego zdecydowanie niewystarczające, dlatego przejął inicjatywę. Naprawdę to lubił. Tutaj miał kontrolę...
Pisnęła, gdy przekręcił się z nią tak, że to teraz on był nad nią i zdwoił tempo pchnięć. W jej podbrzuszu zaczęła wzbierać znajoma, słodka fala bólu, któremu tak lubiła się poddawać. No, może nie z nim, ogólnie.
Złapał ją za szyję, ściskając nieco i sapnął, gdy poczuł, jak ścianki jej pochwy zaciskają się miarowo na jego nabrzmiałym kutasie. Poruszyła się pod nim niecierpliwie, kręcąc głową na boki, by pozbyć się czarnych plamek sprzed oczu, gdy zaczął obezwładniać ją potężny orgazm, podbudowany tym lekkim podduszaniem. Nigdy wcześniej nie próbowała czegoś takiego i nie sądziła, że podnieci ją to aż do takiego stopnia...
W końcu jednak pchnął ją tak mocno, że orgazm rozlał się w niej niszczycielską falą, pociągając ją w otchłań rozkoszy, gdy po raz pierwszy w swym życiu trysnęła lekko, wrzeszcząc ochryple i wyginając się w łuk. Wyszczerzył się zwycięsko, dochodząc na jej piersi po kilku mocnych pchnięciach i znacząc je bladym śladem ciepłej spermy.
- Grzeczna suczka — mruknął ochryple, wstając szybko i dając jej mocnego klapsa w mokrą, wciąż pulsującą cipkę, z której delikatnie wypływały jej mleczne soczki. Krzyknęła cicho, wzdrygając się, gdy ją uderzył i uchyliła lekko zmęczone powieki, patrząc na niego niepewnie.
- Dzisiaj we mnie nie skończysz? - zapytała. Pokręcił przecząco głową, zapinając spodnie. - Dlaczego?
- To był jedyny raz, gdy sobie na to pozwoliłem, mała — warknął, patrząc na nią ostro. - Doskonale wiem, jak kobieta zachodzi w ciążę i tego nie chcę. Poza tym nie mam dla ciebie więcej tabletek, więc od tej pory będę kończyć wyłącznie na tobie lub w twoich ustach. A z czasem i w dupie.
- Ja też nie chcę zajść! Nie z tobą! - prychnęła.
Zaśmiał się nieprzyjemnie i pochylił nad nią, niespodziewanie wsuwając w jej rozgrzaną cipkę trzy palce. Wrzasnęła zaskoczona, starając się od niego uwolnić, ale przytrzymał ją mocno.
- Z nikim innym i tak nie będziesz... Jesteś moją małą, zdolną kurewką — powiedział powoli, przesuwając językiem po jej szyi. Jęknęła przerażona, przymykając oczy. - Ogarnij się!
Gdy wychodził z pokoju, dojrzała jeszcze, jak oblizuje palce, które w niej trzymał i zachciało jej się rzygać. Zerwała się na równe nogi, pędem wpadając do łazienki i zwróciła zawartość żołądka do toalety.
- Powiesz mi o sobie coś więcej? - zapytała cicho, siadając koło niego w kuchni, ubrana w jedną z jego koszulek, które znalazła w łazience.
- A niby co?
- No... Na przykład jak straciłeś to ramię i dlaczego ta proteza wygląda tak dziwnie? Przecież normalnie nikt nie rusza protezą, a ty...
- Wszystko nią czuję i poruszam, tak — kiwnął głową. - Mogę też sprawić, że wygląda jak normalna ręka.
- Dlaczego więc tego nie robisz? - zmarszczyła brwi.
- Bo chcę pamiętać, Anno.
- Co pamiętać?
- Coś... Cokolwiek. Na przykład to, że nie jestem w pełni sobą. I nie wiem, jak to się stało, że mam to ramię, mówiłem ci już przecież. Jej mechanizmu też nie znam. Wiem tylko, że nie da się jej odczepić.
- Skąd wiesz?
- Bo próbowałem — syknął. - To akurat pamiętam... To jak, próbowałem podważyć metal, rozdrapując skórę do krwi, jak chciałem ją sobie wyrwać... - powiedział beznamiętnie. - Tego chyba nigdy nie wymarzą z mojej pamięci — uśmiechnął się kpiąco. - I nie pytaj więcej o moją przeszłość, bo nie udzielę ci odpowiedzi. Nie pamiętam wielu rzeczy i w sumie nie wiem, czy w ogóle chcę. Czasami tak jest lepiej... A teraz siedź tu grzecznie. Wrócę za jakiś czas.
- A co mogę tu robić? - zapytała, gdy ruszył do wyjścia.
- To znaczy? - zatrzymał się, patrząc na nią zdumiony. - Masz się ze mną pieprzyć...
- A poza tym? - prawie warknęła. - Często znikasz niemal za całe dnie, a ja zostaję tu sama...
- I co z tego? - wzruszył ramionami. - Sądzisz, że przyniosę ci tu telewizor? - prychnął. - Nie dobijaj mnie, Anno...
- Więc chociaż książkę! James, proszę... Inaczej zwariuję z bezczynności.
- Jesteś kobietą, nie? - mruknął. - Znajdź sobie jakieś zajęcie... Na przykład ugotuj obiad...
- Jak, skoro nie mam żadnego noża! Boisz się, że cię nim zaatakuję, czy jak?
- Nie — zaśmiał się. - Prędzej, że zrobisz coś sobie... W lodówce są już pokrojone warzywa i mięso.
- Aleś ty zaradny! - fuknęła, zakładając ręce na piersi.
Obrzucił ją pogardliwym spojrzeniem, po czym wyszedł, zamykając starannie drzwi na klucz.

- To ubrania dla ciebie, choć w głównej mierze bielizna — powiedział kilka godzin później, gdy zjedli już przyszykowany przez nią gulasz i położył na stole duży worek. - A także trochę kosmetyków i środków higienicznych...
Zaskoczona zaczęła przeglądać zawartość, zauważając, że bielizny faktycznie było zdecydowanie więcej.
- Ja... Dziękuję, James — bąknęła, podnosząc brew na widok kusych majteczek.
- Większość z nich ma dziurę w kroczu, żebym bez przeszkód mógł w ciebie wchodzić, gdy tylko najdzie mnie na to ochota — powiedział, nie zwracając najmniejszej uwagi na jej wcześniejsze słowa.
- Jesteś bardzo niewyżyty — syknęła, kręcąc głową z niesmakiem.
- Jestem mężczyzną, który uwielbia seks, a przez długie lata nikogo nie miałem, bo mi nie pozwalali...
- To książki?! - wykrzyknęła, biorąc do ręki kilka tomów. Wyglądały na nowiutkie. - Po angielsku!
- Sądziłaś, że dam ci te pisane cyrylicą? - wykrzywił usta w kpiącym uśmiechu. - Anno, wiem, że nie znasz rosyjskiego, a mnie nieszczególnie chce się ciebie go uczyć.
- Dlaczego nie?
- Bo byłbym kiepskim nauczycielem, z uwagi na mój gwałtowny charakter — powiedział, odgarniając jej włosy z karku i całując ją po szyi. Drgnęła nerwowo, gdy jego usta dotknęły jej skóry. - Poza tym nie cierpię nieposłuszeństwa — przesunął dłońmi po jej ramionach. - Dlatego od następnego razu chcę, żebyś mówiła do mnie "panie".
- To cię podnieca? - zapytała cicho, nieco drżąc. Wciąż się go bała i wcale nie zanosiło się na to, by tak prędko przestała. Ten dziwny mężczyzna przerażał ją na każdym kroku, w jego oczach nie dostrzegła nigdy współczucia. Jedynie wściekłość i raz ból, choć tego nie była aż tak pewna.
- Tak — kiwnął głową, muskając nosem jej ucho. - Bo wtedy mam kontrolę, rozumiesz? Nie ma jej za wiele w moim życiu... Mówiłem ci, co mi robią — ugryzł ją w szyję. - Przebierz się w ten czarny komplet, suczko — wsunął dłonie w krótkie rękawy koszulki i ścisnął jej piersi.
- Tak... panie — wyszeptała, nie patrząc na niego. W jego głosie słyszała pożądanie i zastanawiała się, czy kiedykolwiek jej odpuści. Wątpiła i coraz bardziej się bała o własne życie...
Uśmiechnął się zadowolony, po czym puścił jej piersi i odsunął się od niej.
- Możesz przebrać się w łazience — poinformował ją cicho. Złapała szmatki w dłoń i uciekła z pomieszczenia.

- Ładnie wyglądasz — powiedział kilka minut później, patrząc na nią pociemniałymi oczyma, w których czaiła się żądza zbliżenia, po czym pogładził ją po policzku. Pisnęła, odskakując od niego, ale uderzyła plecami w ścianę. - Chcę, żebyś pokazała mi, jak się zadowalasz, rozumiesz? - złapał ją za rękę, prowadząc do jej pokoju. - Proszę — dodał szeptem, na co uniosła głowę zaskoczona.
- Dobrze...
- Dobrze? - mruknął, marszcząc brwi. Naprawdę starał się nad sobą panować. W tej bieliźnie... Ah! Wyglądała tak kusząco, że niemal musiał ze sobą walczyć, by nie posiąść jej brutalnie na zimnej podłodze, a naprawdę miał na to ochotę...
- Dobrze, panie — wyszeptała, siadając na fotelu, przy którym stał.
- Zgadza się — niemal się uśmiechnął. - Rozłóż nogi i pokaż mi, co lubisz ze sobą robić.
- Mogę mieć prośbę? - zapytała cicho.
- Mów! - warknął zniecierpliwiony.
- Możesz wtedy do mnie nie mówić?
- Niby czemu? - był autentycznie zaskoczony.
- Bo... Inaczej nie dojdę, jak będę cię słyszeć.
- I co, może mam jeszcze zasłonić sobie oczy, by na ciebie nie patrzeć? - warknął, siadając na kanapie i rozpinając sobie spodnie. - Działaj!
Westchnęła zrezygnowana, rozkładając szeroko nogi, by dokładnie wszystko widział i zamknęła oczy, po czym dotknęła się delikatnie, wsuwając palce w dziureczkę. Była jednak tak sucha, że jęknęła cicho z bólu, lecz nie zamierzała przestać. Chciała, by to upokarzające przedstawienie dobiegło już końca.
- Twoja śliczna cipeczka ewidentnie potrzebuje solidnego nawilżenia — powiedział cicho, lekko dmuchając w jej łechtaczkę i polizał ją mocno. Pisnęła zaskoczona jego nieoczekiwaną pomocą, gdy język tego dupka sprawnie wsunął się w jej szparkę, badając ją dokładnie. Jęknęła cicho, wbijając palce w fotel. James był szybki i nieustępliwy, miała wrażenie, że chce ją wręcz doprowadzić do orgazmu...
Po chwili poczuła, jak wzbiera w niej pożądanie, a cipka staje się coraz bardziej mokra, więc odepchnęła go stanowczo, po czym zaczęła się sama masować. Szybko znów zamknęła oczy, koncentrując się na wykonywanej czynności i miarowo rozprowadzając wilgoć na łechtaczce. Jej wyobraźnia ochoczo podsunęła jej różne obrazki, dzięki którym już chwilę później zaczęła głośno jęczeć. James tymczasem wyciągnął swojego gotowego do działania kutasa ze spodni i chwycił go mocno u nasady, po czym przesunął dłoń w górę, starając się przy tym nie wydać żadnego odgłosu, który mógłby ją rozproszyć, co wcale nie było łatwe. Tak kurewsko go podniecała! Przygryzł wargę, patrząc, jak jego ślicznotka wsuwa sobie palce do ust, by jeszcze mocniej je zwilżyć, a potem do słodkiej myszki, robiąc sobie ostrą palcówkę. Przyspieszył ruchy na swym chuju, a jej dłoń niedługo potem pokryła się jej mlecznymi soczkami, które coraz mocniej zaczęły z niej wypływać. Jej oddech się rwał, gdy masowała sobie łechtaczkę drugą ręką, a z ust dobywały się piskliwe jęknięcia. Złapał głęboki wdech, gdy poczuł, że spełnienie jest coraz bliżej i wstał cicho, zbliżając się do niej cichym, kocim ruchem, który stosował zawsze, gdy pochodził swoją ofiarę. Uśmiechnął się szeroko, gdy odrzuciła głowę, telepiąc się na niewielkiej powierzchni fotela, gdy ogarnął ją silny orgazm i strzelił gorącym strumieniem spermy prosto na jej twarz. Drgnęła nerwowo, czując spływającą ciecz, lecz nie wykonała innego ruchu.
- Możesz się umyć — powiedział, zakładając szybko spodnie. Dyszał ciężko, co dość rzadko mu się zdarzało, a na ustach miał rozanielony uśmiech. Kiwnęła nieznacznie głową, po czym po omacku, wciąż nie otwierając oczu, uciekła do łazienki. - Muszę iść — powiedział, gdy wróciła nieśmiało do pokoju. - Zbliża się wieczór...
- Dlaczego nigdy nie śpisz tutaj, panie? - zapytała cicho. Uśmiechnął się i pocałował ją.
- Jestem twoim panem tylko na czas seksu — wymruczał, ssąc jej wargę. - Bo chcę, żebyś noc przesypiała spokojnie...
- I tak mam problemy z zaśnięciem — wyszeptała, okrywając się kocem.
- Dlaczego?
- Koszmary — odparła zwięźle.
- Związane ze mną?
- Nie... Z dawnym czasem... Wybacz, nie chcę o tym mówić.
- Dobrze — kiwnął głową, ruszając do wyjścia.
- James! - złapała go za rękę. Spojrzał na nią ponuro. - Proszę... Zostań tutaj tę noc.
- Czemu?
- Bo... Mimo twej obecności będę się czuła bezpieczniej — wyjaśniła. - Gdy cię nie ma... To nie jest miłe wrażenie. Jestem tu kompletnie sama, w opuszczonym bloku, w zapomnianej przez świat miejscowości i na dodatek w obcym kraju i wbrew swojej woli... Gdybyś tu był... Przynajmniej wiedziałabym, że jest ze mną jakaś żywa dusza...
- Jestem nieopodal, nie musisz się niczego bać. Mówiłem ci, że nikt tutaj nie przyjdzie... Poza tym naprawdę nie chcę, byś mnie w nocy słyszała. Ja też mam koszmary.
- Mimo wszystko... - przygryzła wargę. Wiedziała doskonale, że w tej chwili strzela sobie w stopę i pokazuje mu, że jest wobec niego zależna, ale naprawdę potrzebowała jego obecności nocą. W dzień jeszcze mogła chociaż poobserwować niebo, przesuwające się po nim chmury i ptaki, ale w nocy... W nocy wracały wszystkie koszmary. Miała wrażenie, że wyciągają po nią swoje brudne łapska, by zaciągnąć ją w otchłań szaleństwa... Tak, ona też cierpiała...
- Zostanę — powiedział w końcu, patrząc na nią poważnie. - Ale nie gwarantuję spokojnej nocy...

Gdy zasnęła kilka godzin później, jeszcze przez jakiś czas siedział przy niej, wpatrzony w jej spokojną, tak niewinną twarz i myślał o tym, co będzie, gdy się o niej dowiedzą. Podejrzewał, że każą mu ją zabić, bo ich związek, o ile można go było tak w ogóle nazwać, nie miał prawa istnieć. Nie w kodeksie Hydry. Wzdrygnął się, wytrącając się z ponurych rozmyślań, gdy jęknęła przez sen i zaczynając szamotać się pod kocem. Przytrzymał ją za ramiona, gładząc po włosach, aż się uspokoiła. Wtedy położył się na swoim materacu w swoim pokoju i zasnął niespokojnie. Męczyły go wizje, twarze dawno zapomnianych osób, uśmiech młodej dziewczyny, jej łzy na policzkach...
Obudziła się gwałtownie, gdy do jej świadomości dobiegły czyjeś przeraźliwe krzyki. Początkowo, będąc jeszcze mocno zaspaną, nie bardzo wiedziała, co dokładnie się dzieje, aż w końcu zrozumiała, że to James. Przez chwilę walczyła z pragnieniem, by ponownie iść spać, ale gdy dotarło do niej, że jego głos przepełniony jest rozpaczą, pobiegła do drugiego pokoju. Szarpnęła za klamkę i drzwi ustąpiły. Macając po ścianie, znalazła włącznik i nacisnęła go. Pokój pozbawiony niemal wszelkich wygód, zalała mdła poświata przykurzonej żarówki wiszącej pod sufitem. Natychmiast go spostrzegła. Rzucał się nagi na wysłużonym, brudnawym materacu, wrzeszcząc coś bez ładu i składu. Uklękła przy nim, potrząsając nim mocno za ramię.
- Obudź się! - krzyknęła, lecz nie zareagował, natomiast spostrzegła, jak po jego policzkach płyną łzy. - Wstawaj!
- Becca! - wychrypiał przez sen. - Nie płacz, proszę... Obiecuję, że do ciebie wrócę!
- James, obudź się! Błagam! - wrzasnęła, potrząsając nim coraz mocniej, lecz gdy to nic nie pomogło, wymierzyła mu mocny policzek. Ocknął się natychmiast. Jego oczy zapłonęły dziką furią, gdy zacisnął palce swej metalowej dłoni na jej szyi. W sekundę straciła przytomność.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy i erotyczne, użyła 2898 słów i 15781 znaków.

Dodaj komentarz