Zagubiony |18+| rozdział 18

Zagubiony |18+| rozdział 18Odchyliła głowę i łapiąc płytkie hausty powietrza, wymamrotała do niego:
- Mocniej...
- Nie dzisiaj, mała — mruknął ochryple, nieznacznie przyspieszając pchnięcia, po czym pocałował ją namiętnie. Szarpnęła za jego długie włosy, co sprawiło, że z jego ust dobiegło głośne westchnienie, ale nie spełnił jej prośby. Wtargnął jedynie językiem głęboko do jej ust, pomrukując z rozkoszy, jaką dawało ponowne smakowanie jej. Poza tym nie chciał jej skrzywdzić. Już nie. Coś się zmieniło, choć sam dokładnie nie wiedział co i dlaczego właściwie.
- Bucky — jęknęła błagalnie, przejeżdżając paznokciami po jego nagiej skórze pleców. Syknął, odrywając się od jej ust i nie przestając miarowego pędu w niej, powiedział cicho:
- Nie proś mnie o to. Nie chcę cię skrzywdzić, rozumiesz?
- Tak — kiwnęła głową, choć wymagało to od niej niesamowitego wysiłku. Długa posucha w łóżku oraz to, jak Bucky się z nią kochał, sprawiało, że miała niejakie trudności z pozbieraniem myśli i wykonaniem prostych czynności.
- Moja Anna — wyszeptał, ściskając jej udo i jeszcze raz nieco przyspieszając, gdy poczuł, jak jej gorące, ciasne wnętrze zaczyna się na nim zaciskać, doprowadzając go niemal do obłędu. Była taka gorąca i chętna, że gdyby tylko mógł, zerżnąłby ją w każdą możliwą dziurę po kilka razy i zalał tak, że nie wstałaby przez kilka następnych godzin. Niestety, w obecnej sytuacji nie wchodziło to w grę, co go niezmiernie irytowało. Chciał jednak, by przy nim została. Musiał być więc ostrożny.
Chwilę później oplotła go nogami w pasie, dociskając jego biodra do siebie i doszła gwałtownie, wijąc się pod nim i jęcząc głośno w spazmach silnego orgazmu, po czym trysnęła lekko, krzycząc ochryple jego imię.
Sapnął, przymykając oczy, gdy pociemniało mu przed nimi z rozkoszy i po dwóch wyjątkowo mocnych pchnięciach, doszedł w niej, wystrzeliwując w jej pulsującą cipkę gorącym strumieniem spermy niczym gejzer. Pisnęła cicho, gdy nadmiar nasienia wypłynął z niej, gdy wciąż w niej był i oddychając szybko, złożyła na jego ustach czuły pocałunek.
Wspierając się na mocno drżących rękach, podniósł się i wysunął z niej wraz z olbrzymim ładunkiem białej mazi, która po kanapie spłynęła na podłogę. Niewiele widząc, przygryzła wargę i uśmiechnęła się lekko.
- Jesteś wspaniała, Anno - powiedział, chrypiąc i opadł na kolana pomiędzy jej nogami. - I jak było? - zapytał cicho, muskając nieznacznie wargami skórę jej uda. Jęknęła cicho, czując tę pieszczotę i odparła zgodnie z prawdą:
- Niesamowicie dobrze. Jesteś bezbłędnym kochankiem i dziękuję, że było tak ostrożnie, choć nieco nie rozumiem, dlaczego nie chciałeś wziąć mnie mocniej...
- Bo wtedy mógłbym nad sobą nie zapanować i zrobić ci krzywdę. Raz już popełniłem ten błąd i nieomal cię wtedy straciłem, więc nie zrobię tego więcej. Muszę nauczyć się, być wobec ciebie delikatny...
- Naprawdę jesteś gotowy, by to dla mnie zrobić? - zapytała, siadając powoli i patrząc na niego poważnie.
- Muszę, nie? Bo inaczej nigdy więcej mi nie zaufasz, a będzie nam tu razem lepiej, gdy wreszcie przestaniesz przeze mnie płakać. Może i nie mam uczuć, ale nienawidzę kobiecych łez. A zwłaszcza twoich — powiedział, składając na jej zalanej, zaróżowionej i lekko opuchniętej cipce namiętny pocałunek. Jęknęła, wpatrując się w niego uważnie.
- Dlaczego? - zapytała.
- Co dlaczego? - mruknął, przesuwając językiem po jej łechtaczce.
- Dlaczego nienawidzisz kobiecych łez?
- Serio, teraz chcesz o tym rozmawiać? - burknął, palcami rozsuwając jej wargi i zagłębił się w nią językiem, natychmiast wyczuwając smak jej soczków i własnej spermy.
- Nie — jęknęła, opadając z powrotem na kanapę. Uśmiechnął się triumfalnie i zakładając sobie jej nogę na ramię, zassał jej cipkę zachłannie. Kompletnie nie przeszkadzało mu, że przed chwilą ją zalał i sperma wciąż z niej wypływa. Przecież doskonale znał ten smak...
Złapał ją za biodra i obrócił do klęku, po czym kolanem rozsunął mocno jej nogi, a dłońmi pośladki. Zacisnęła nerwowo dłonie, gdy jego gorący język dotknął jej tylnej dziurki. Wciąż nie potrafiła się przemóc, choć brał ją tak wcześniej już wiele razy. Mruknął ukontentowany, masując językiem jej odbyt, a palcami pocierając jej nabrzmiałą wrażliwą łechtaczkę, którą tak uwielbiał. W końcu wbił język głęboko w jej tyłek, na to krzyknęła zaskoczona, wyginając się lekko i oddychając prędko. Zatoczył językiem niewielkie kółko, chcąc ją rozluźnić, co zaowocowało jej cichym jękiem rozkoszy. Uśmiechnął się zadziornie, nie przestając jej w ten sposób pobudzać i wsunął dwa palce w jej cipkę. Jęknęła głośniej, piskliwiej, więc natychmiast rozpoczął w jej wnętrzu powolną palcówkę, idealnie zgraną z ruchem jego języka. Wkrótce też poczuł, jak jej mała dziurka zaczyna odpowiadać na jego oralną pieszczotę. Miał zamiar doprowadzić ją w ten sposób do kolejnego orgazmu. Uwielbiał to, w jaki sposób krzyczała jego imię, szczytując.

- Czujesz już dziecko? - zapytał jakiś czas później, gdy leżeli na kanapie, obydwoje zmachani po kolejnej dawce orgazmów, jakie im zafundował.
- Nie — pokręciła przecząco głową. - Na to jest jeszcze za wcześnie.
- Aha... Jesteś tego ciekawa?
- Czego?
- No tego ruchu...
- Ah, oczywiście, że tak, aczkolwiek chyba bardziej jestem podekscytowana. Poza tym chciałabym już móc je wziąć na ręce.
- No tak — kiwnął głową, palcem sunąc po jej zaokrąglonym brzuchu. Zamarła, obserwując jego ruchy. - Muszę przyznać, że całkiem ładnie wyglądasz, gdy jesteś w ciąży.
- Podnieca cię to? - zapytała cicho, a jej oczy nieznacznie się powiększyły. Kiwnął głową.
- Yhm. Sam nie wiem dlaczego, ale tak jest. Poza tym teraz jesteś bardziej wrażliwa w czasie seksu, nie? Mnie to pasuje, choć nie ukrywam, że wolałbym pieprzyć cię dłużej i ostrzej, niż teraz. Ale i tak jest dość dobrze.
- No tak — powiedziała cicho, odsuwając się od niego.
- Co znowu powiedziałem? - mruknął, marszcząc brwi. - Anno?
- Nic — powiedziała szybko, nie patrząc na niego. Opuściła nogi na zimną podłogę, po czym wstała ostrożnie. Złapał ją natychmiast za rękę, nie pozwalając jej odejść.
- Gdzie idziesz i dlaczego kłamiesz?
- Muszę do toalety, James i nie, nie kłamię.
- Wiesz, może i nie mam studiów, ale nie jestem głupi. Poza tym mieszkamy razem już tyle czasu, że doskonale wiem, kiedy mijasz się z prawdą. No więc? O co chodzi?
- Nie ważne, James. I nie jesteś głupi?
- Nie? Serio? Bo mnie się wydaje, że często za takiego mnie uważasz. A zwłaszcza w tej chwili — warknął, wstając szybko. Cofnęła się, gdy spojrzał na nią ostro. - Chodzi o to uczucie? O to, że go nie odwzajemniam?
Przez chwilę nie miała zamiaru odpowiedzieć, ale w końcu skinęła nieśmiało głową. Westchnął ciężko, przeczesując dłonią włosy.
- Mam dość, Joanno — powiedział, łapiąc ją za ramiona. - Nie wiem, czego oczekiwałaś, mówiąc mi o dziecku, ale na pewno nie jestem z tego powodu szczęśliwy. I sądziłem, że już sobie to wyjaśniliśmy. Pozwoliłem ci zatrzymać ciążę tylko dlatego, że ty tego potrzebowałaś. A ja potrzebuję ciebie, ale mam już serdecznie dość twoich fochów i ciągłego powtarzania, że mnie kochasz. Nie kupuję tego. Nie rozumiem, jak możesz darzyć uczuciem kogoś takiego, jak ja. Dla twojej wiadomości i przypomnienia, bo najwyraźniej już o tym zapomniałaś, jestem zabójcą, Anno. Nauczono mnie, bym nigdy nie brał jeńców, bym do niczego się nie przywiązywał, bo to mnie osłabia. Może mieli rację, nie wiem. Ale chodzi mi o to, że to wszystko, co przez te siedemdziesiąt lat mi robili, czego mnie nauczyli, nie wyparuje ze mnie ot tak w jednej sekundzie tylko dlatego, że cię przeleciałem, a ty teraz jesteś w ciąży. Nie! Tak nigdy nie będzie. Nigdy nie pokocham tego dziecka ani ciebie, bo po prostu nie potrafię. Choćbym nawet bardzo chciał, to po prostu nie jest to możliwe. Więc przestań pieprzyć, że jestem dobrym człowiekiem, bo tak nie jest. Nigdy nie będę przykładnym ojcem i mężem, jeśli na to liczyłaś. Jeszcze zanim dorwała mnie Hydra, moje notowania w tym zakresie były bliskie zeru, a po służbie w Rosji spadły grubo poniżej zera, rozumiesz? Więc wybij sobie wreszcie z głowy to idiotyczne uczucie do mnie i przekonanie, że możesz mnie zmienić, bo tak się nie stanie. To, że o ciebie dbam, nie znaczy wcale, że czasami nie mam ochoty po prostu poderżnąć ci gardła. To wszystko, co we mnie wszczepili, nadal siedzi w mojej głowie. Nie zabijam już, ale Zimowy wciąż tam gdzieś we mnie jest i czeka uśpiony, by znów przejąć nade mną kontrolę, a gdy tak się stanie, długo już nie nacieszysz się dzieckiem. Więc nie denerwuj mnie więcej, jasne?
Przerażona jadem w jego głosie cofnęła się aż pod ścianę, kurczowo obejmując brzuch, a z jej twarzy odpłynął cały kolor. Była blada i cała się trzęsła, patrząc na niego wielkimi oczami.
- Rozumiesz mnie, Anno? - powiedział, robiąc w jej stronę kilka kroków. Rozumiesz?!
- Tak! Rozumiem, James! - pisnęła, przylegając plecami płasko do ściany.
Zatrzymał się w połowie kroku, widząc, jak bardzo jest przestraszona i odetchnął głęboko, zaciskając dłonie w pięści.
- Dobrze... To naprawdę dobrze. Teraz stąd wyjdę, muszę ochłonąć. Ty również potrzebujesz nieco spokoju — odwrócił się i ubrał szybko, słysząc, jak kobieta zaczyna łkać. Zgrzytnął zębami. Przecież jeszcze niedawno obiecał jej, że już nigdy nie doprowadzi jej do łez. Naprawdę był popieprzonym skurwielem, skoro nie potrafił dotrzymać nawet takiej obietnicy...

Dwie godziny później.
Zamarła, gdy po otwarciu drzwi, stanęła twarzą w twarz z Jamesem, a gdy jego wzrok spoczął na trzymanej przez nią w dłoni torbie, cofnęła się gwałtownie do mieszkania.
- Powiedz mi — powiedział powoli, wchodząc do środka i kopniakiem zamykając za sobą drzwi. - Naprawdę było ci ze mną aż tak źle, że postanowiłaś to wszystko spieprzyć? - jego głos był lodowaty, podobnie jak jego oczy. Przełknęła ślinę, postanawiając nie odpowiadać na to pytanie dla własnego dobrze pojętego bezpieczeństwa. - A może po prostu jesteś aż taka głupia? - warknął, doskakując do niej, gdy oparła się tyłkiem o stół i wyszarpnął jej torbę z ręki. Jęknęła, zaciskając mocno powieki. Po policzkach spłynęły jej łzy. - Spójrz na mnie... Anno...
Po chwili niechętnie wykonała jego polecenie. W jej oczach było przerażenie, żal i gniew. Tym ostatnim chwilowo postanowił się nie przejmować.
- Proszę, wypuść mnie — poprosiła szeptem. Jej głos drżał, podobnie jak ona sama.
- Nie — pokręcił przecząco głową. - Nie ma takiej opcji, przecież już o tym rozmawialiśmy, Anno — dotknął jej policzka metalowymi palcami. - Powiedz mi... Naprawdę nie liczy się dla ciebie to, że jesteś bezpieczna? Że pozwoliłem ci zachować dziecko? Naprawdę chodzi tylko o to uczucie? - zmarszczył brwi, unosząc jej nieco podbródek, by spojrzeć jej w oczy.
- Sądziłam, że być może w końcu, chociaż ty mnie pokochasz — powiedziała, czując, że za chwilę albo zemdleje, albo się posika. Ewentualnie wszystko na raz. W odpowiedzi na jej słowa zaśmiał się krótko, a ją przeszedł nieprzyjemny dreszcz.
- Anno...
- Wiem, jestem głupia, bo miałam nadzieję. Nadzieję, że być może wreszcie dla kogoś będę na tyle ważna, że powie te dwa proste słowa... - odwróciła głowę. - Nigdy ich nie słyszałam... I nigdy nie usłyszę. Nie przy tobie, więc proszę cię, pozwól mi odejść. Obiecuję, że nigdy więcej o mnie nie usłyszysz, ani o dziecku, tylko błagam, daj mi możliwość normalnie żyć!
- Nie — warknął, wpijając się zachłannie w jej usta. Docisnął swoje biodra do jej, nie zważając kompletnie na jej brzuch i choć próbowała mu się wyrwać, trzymał ją mocno. - Należysz do mnie, Anno. I twoje dziecko również, więc nie kombinuj, tylko zacznij się wreszcie mnie słuchać, a nic się wam przy mnie nie stanie.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użyła 2304 słów i 12508 znaków.

2 komentarze

 
  • elenawest

    I kolejna łapka w dół 🤣 ah jak ja się cieszę, że ktoś ocenia, ale nie ma już odwagi napisać komentarza 😝 wal się, człowieku. Twoja ocena i tak nie ma dla mnie znaczenia 😉

  • Gazda

    :bravo:

  • elenawest

    @Gazda dziękuję ❤️