Zagubiony |18+| rozdział 15

Zagubiony |18+| rozdział 15Po wyjściu z bloku przystanął, rozglądając się bezradnie. Był skołowany. Jego wzrok padł na samochód, którym tu przyjechali. Tak. To dobre wyjście. Pogrzebał w kieszeniach i po znalezieniu kluczyków, usiadł za kierownicą. Odpalił silnik, wrzucił bieg. Mógłby to zrobić... Może. Musi to zrobić. Przecież nie będzie ojcem. Nie chce. Nie potrzebuje. Co mógłby dać tak małej istocie? Nic. Kompletnie. Odetchnął głęboko, opierając czoło o kierownicę i warknął z irytacji. Jak to w ogóle było możliwe? Przecież po tylu hibernacjach, którym go poddawali, nie powinien mieć żadnych plemników. A jednak... Zapłodnił kobietę, której nawet nie kochał. Nie kochał? Nie... To nie było w jego stylu. Pamiętał, przypominał sobie, że gdy był młody, często bzykał się z różnymi dziewczynami, które same właziły mu do łóżka, jeśli tylko uśmiechnął się do nich czarująco, bądź postawił im drinka. Ale rodzina? Nie, to kompletnie nie było dla niego. Jakim więc sposobem wplątał się w takie gówno?
Równomierny pomruk silnika przypomniał mu, co miał w planach. Ucieczkę. Tak, to byłoby idealne wyjście, choć wiedział, że okazałby się największym łajdakiem na świecie. Ale czyż to nie było najlepsze rozwiązanie? Dla niej i dziecka? Miałby gwarancję, że nigdy ich nie skrzywdzi... No i nie musiałby słuchać ciągłego płaczu...
Zagryzł wargę, wahając się. W końcu przekręcił kluczyk, gasząc silnik i wysiadł z auta. Musiał się przejść...

Trzy godziny później wrócił do mieszkania. W gruncie rzeczy był przygotowany na to, że dziewczyny nie będzie lub zastanie ją w czymś podobnym do stuporu. Nie spodziewał się jednak, że po prostu mu przyleje, gdy tylko przekroczy próg mieszkania. Dlatego oberwał patelnią w łeb. Pociemniało mu przed oczami, ale gdy zamachnęła się po raz drugi, zdołał się uchylić, a następnie wyrwać jej tę niecodzienną, aczkolwiek bardzo w kobiecym stylu broń.
- Zwariowałaś? - warknął, odrzucając patelnię i łapiąc ją za ramiona. Kopnęła go w nogę, ale nie zwrócił na to szczególnej uwagi. - Anno, uspokój się!
- Okłamałeś mnie! Cały czas mnie okłamywałeś! Doskonale wiedziałeś, że możesz mieć dzieci, dlatego dałeś mi tabletkę! - wrzasnęła, szamocąc się w jego ramionach, ale trzymał ją mocno i bez specjalnego wysiłku. - A gdy powiedziałam ci, że cię kocham, postanowiłeś zrobić mi brzuch! Nienawidzę cię!
- I masz prawo — warknął, popychając ją na materac, na którym klapnęła sobie z impetem. Spojrzała na niego z wyrzutem. - Ale nie okłamałem cię, nie mogę mieć dzieci...
- Więc wytłumacz mi, dlaczego dałeś mi wtedy tabletkę, co? I dlaczego jednak zaszłam, skoro tylko ty mnie pieprzyłeś?!
Skrzywił się, słuchając jej piskliwego głosu.
- Nie mam bladego pojęcia, jakim sposobem zaszłaś. Byłem przekonany, że nie mogę mieć dzieci i nadal tak twierdzę. Hibernacje, którymi mnie raczyli, powinny pozbawić mnie tej możliwości, ale jak widać, stało się zupełnie inaczej — westchnął, siadając ciężko obok niej. Schował twarz w dłoniach.
- A co z tabletką?
- A co, na dzień dobry miałem ci powiedzieć, że dopiero co wyszedłem z lodu i nie mogę mieć dzieci? - warknął zirytowany. - Uwierzyłabyś mi? Nie, więc postanowiłem dać ci tabletkę — wzruszył ramionami. - Jak widać, to był mój najlepszy pomysł — dodał cierpko.
- Jesteś dupkiem! - syknęła, zwijając się w kłębek i zaczynając płakać.
- Wiem — przytaknął.
Spojrzała na niego zła.
- Co teraz? - zapytała cicho. - Odejdziesz, prawda?
- Myślałem o tym — powiedział. - Kompletnie nie pasuje mi to, co się stało. Nie chcę być ojcem, Anno. Nie umiem i raczej nim nie będę. Ale skoro nie chcesz usunąć ciąży, nie zmuszę cię do tego, choć mógłbym. Ale mimo wszystko zależy mi na tym, byś tu ze mną została.
- Więc... - przełknęła ślinę, siadając powoli i wpatrując się w niego poważnie. - Chcesz, żebym została?
Kiwnął głową.
- Tak. Zostaniesz i urodzisz, ale chcę, żebyś miała tego pełną świadomość. Ja nigdy nie zajmę się dzieckiem. Ono jest twoje i to będzie twoje zajęcie, rozumiesz? Dam wam dach nad głową i jedzenie, ale nie proś mnie, bym stał się kimś, kim nie chcę być — odparł twardo.
- Dobrze — westchnęła. - Dziękuję...
- Nie dziękuj, Anno — zaprzeczył. - To, że twoje dziecko nadal żyje, nie oznacza wcale, że czuję się za nie odpowiedzialny... Zostałaś tu i zatrzymałaś je tylko dlatego, że nadal chcę móc w ciebie wchodzić. I będę to robić.
- Wiem — powiedziała cicho. - Powiedziałeś mi raz, że nie mam co liczyć na twoje uczucia i pamiętam o tym, James... Nie musisz mi powtarzać, że jestem nic nieznaczącą dziwką.
- Nie jesteś, Anno. Nie dla mnie. Jesteś moją kobietą, ale nie łączy nas żadne uczucie. To tyle. A teraz proszę, byś się ogarnęła. Nie lubię damskich łez...

Trzy tygodnie później.
- Gdzie byłaś? - zapytał, gdy weszła do mieszkania.
- U lekarza — powiedziała, zdejmując kurtkę i rzucając ją na kanapę. Zamarła. Kanapa? - Co jest?
- Nie będziesz więcej spać na materacu — odparł, pisząc coś w swoim kolejnym notesie.
- Dziękuję — bąknęła nieśmiało, stawiając niewielką reklamówkę z zakupami na podłodze. Nie odpowiedział. Wyjęła produkty i zabrała się za gotowanie. Odwrócił się w jej stronę i klepnął ją w tyłek. Pisnęła cicho.
- Pytałaś, czy nadal możesz się kochać? - zapytał, ugniatając jej pośladek dłońmi.
- Tak...
- I?
- Nie ma przeciwwskazań, aczkolwiek lekarz powiedział, żebyśmy zrezygnowali z ostrego seksu — wyszeptała, rumieniąc się wściekle.
- Zobaczymy — mruknął, przyciągając ją sobie na kolana. Usiadła na nich, patrząc na niego niepewnie. - Rozbierz się, mała.
Przełknęła ślinę, spełniając jego prośbę. Po chwili stanęła przed nim naga, drżąc lekko, czego zdawał się w ogóle nie zauważać. Opadł na kolana, opierając ją pośladkami o blat i ugryzł ją w udo. Syknęła z bólu, zaciskając dłonie na obramowaniu blatu. Jej serce momentalnie przyspieszyło i zrobiło jej się gorąco.
- Rozłóż nogi — warknął, dając jej klapsa w cipkę. Zamknęła oczy, stając w rozkroku. Z jej ust dobył się przeciągły jęk, gdy wbił w nią język, bezlitośnie atakując jej szparkę i łechtaczkę. Odchyliła głowę, po jej policzkach spłynęły łzy, gdy zaczął ją podgryzać o wiele mocniej, niż robił to dotychczas. Tak, jakby chciał wyładować na niej swoją frustrację spowodowaną jej ciążą. Co prawda przeszedł nad tym do porządku dziennego i faktycznie nie interesował się jej stanem, wiedziała doskonale, jak bardzo mu to nie pasuje. Zbyt wiele razy mamrotał o tym przez sen. I to bolało.
Po chwili wsunął w nią dwa palce tak mocno, że aż krzyknęła z bólu.
- James... - jęknęła, gdy zaczął ją tak posuwać. - Przestań, proszę...
- Zamilcz — warknął w odpowiedzi, z ustami przyssanymi do jej łechtaczki.
- To boli!
Spojrzał na nią i zobaczył w jej oczach strach i ból, a gdy wysunął z niej palce, również zdobiącą je krew. Poczuł się tak, jakby kolejny raz walnęła go patelnią w tył głowy. Natychmiast się od niej odsunął.
- Anno... - wyszeptał, patrząc z przerażeniem na jej łzy. Dotarło do niego, co próbował zrobić. Wziąć ją siłą, by poroniła. - Przepraszam... Nie chciałem...
Odwróciła głowę, nie patrząc na niego i ubierając się bez słowa. Pośladki, na których zacisnął bioniczną dłoń, pulsowały jej nieprzyjemnym bólem. Nie miała wątpliwości, że wykwita na nich spory siniak, może nawet krwiak. Cipka również protestowała przeciwko takiemu traktowaniu. Miała tylko nadzieję, że do następnej wizyty lekarskiej, wszelkie oznaki zdążą się zagoić.
- Ostatni raz robisz ze mną, co ci się żywnie podoba! - warknęła, gdy już się ubrała i dźgnęła go palcem w pierś. Spojrzał na nią zaskoczony, marszcząc czoło. - Powiedziałeś, że mam tu zostać i urodzić, więc tak się stanie, ale jeśli raz jeszcze spróbujesz wziąć mnie siłą, by wyładować swoje emocje związane z niechcianą ciążą, to przysięgam, że więcej mnie nie zobaczysz! I będziesz się tęgo tłumaczyć przed policją! - ostrzegła, odwracając się ponownie do blatu, by w spokoju dokończyć obiad.
- Przepraszam — chrypnął, siadając po drugiej stronie stołu, by nie móc jej dosięgnąć i ukrył twarz w dłoniach. Krojąc warzywa, usłyszała jego szloch. Zaskoczona odwróciła się do niego szybko. Po jego policzkach spływały łzy.
- James?...
- Nie jestem ciebie wart, Anno — powiedział drżącym głosem. - Nigdy nie byłem. Jesteś słodka i niewinna, a ja potrafię cię tylko krzywdzić...
- Po prostu panuj nad sobą i swoją rządzą.
Spojrzał na nią niepewnie.
- Nic ci nie zrobiłem?...
- Oprócz siniaków? Nie zdążyłeś, James — warknęła. - Ale to koniec. Nie pójdę z tobą więcej do łóżka. Będziesz musiał się sam zaspokajać.
- Żartujesz?! - warknął, zrywając się na równe nogi.
Zacisnęła palce na rękojeści kuchennego noża. Widząc go w jej dłoniach, zamarł zaskoczony.
- Użyję go, James, jeśli mnie do tego zmusisz... A nie chcę. Ale ważniejsze jest dla mnie życie mojego dziecka, niż ty — powiedziała spokojnie.
- Nie odważysz się...
- Chcesz się przekonać?
- Nie — zwiesił głowę, podchodząc do okna. - Nie, nie chcę. Przepraszam. Ta cała sytuacja mocno mnie irytuje.
- Wiem, ale to nie znaczy, że musisz się zachowywać jak skończony psychopata. Poza tym skoro tak bardzo ci z tym wszystkim źle puść nas do domu...
- Powiedziałem ci już, że nie — pokręcił przecząco głową. - Obiecuję, że nad sobą zapanuję. Będziesz tu bezpieczna.
- Żartujesz, prawda? Z tobą nigdy nie będę...

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użyła 1823 słów i 10011 znaków.

1 komentarz

 
  • Fallen

    Zaczynam go nienawidzić ale zobaczymy, co dalej. Bardzo ciekawie budujesz postacie. Czekam na ciąg dalszy.

  • elenawest

    @Fallen :-D Buckiego się kocha a nie nienawidzi :-P ale spoko ;-)