Zagubiony |18+| rozdział 10

Zagubiony |18+| rozdział 10- Zamknij się! - wrzasnął, gdy po raz kolejny poprosiła go, by po prostu ją zabił. Tym razem leżała na plecach, wciąż przywiązana do łóżka i zdana na jego łaskę i kaprysy. - Bądź grzeczną kurewką, a może kiedyś cię odwiążę — warknął, wchodząc w nią mocno. Jęknęła z bólu, zaciskając zęby i odwróciła głowę, by na niego nie patrzeć. Nie obchodziło jej już, co z nią robił. Nie chciała żyć, nie w ten sposób...

Dzień później
Odetchnął głęboko, zataczając się z bólu i rzucił ostatnie spojrzenie na leżącego nieopodal rannego mężczyznę. Miał dziwne wrażenie, że już kiedyś go spotkał... Dlaczego więc musiał z nim walczyć? Nie pamiętał. Ból rozsadzał mu czaszkę i pulsował nieprzyjemnie w wybitym ramieniu. Skrzywił się i kuśtykając, odszedł z brzegu rzeki, kierując się w zarośla. Doskonale wiedział, gdzie iść. Przecież zostawili mu mieszkanie...

Zmarszczył brwi, widząc dziewczynę w łóżku, po czym oparł się ciężko o ścianę. Dyszał i miał wrażenie, że albo zaraz zemdleje, albo co najmniej zwymiotuje. Wzdrygnął się, gdy nagle otwarła oczy i spojrzała na niego smętnie. Jej oczy wydawały się martwe. Zrobił niepewny krok, wpatrując się w jej twarz, lecz zatrzymał się zaskoczony, gdy zauważył, jak wzdrygnęła się przestraszona. Zmarszczył brwi, uśmiechając się wrednie. Przecież była jego, mógł zrobić z nią, co tylko chciał. I sądząc po tych więzach, już to robił. Nagle jednak jego głowę przeszyła błyskawica bólu tak wielkiego, że zgiął się tylko wpół. Jak przez mgłę spojrzał znów na przypiętą do łóżka nieznajomą, po czym kompletnie wbrew chęciom, cofnął się do przedpokoju i zatrzasnął za sobą drzwi, zostawiając ją samą, po czym uciekł do łazienki.
Oparł się o umywalkę i spojrzał w lustro. Był poobijany, zmęczony i brudny. Zmarszczył brwi, bo nie pamiętał, kim jest.
Tamten mężczyzna... Coś do niego powiedział, gdy walczyli. Co to znaczyło? Nie wiedział. Odetchnął głęboko, zerkając na swoje ramię. Świetnie... Będzie musiał je sobie nastawić...

Obudził się gwałtownie, siadając na podłodze łazienki. Co na niej robił? Nie pamiętał... Zaraz! Ramię! Nastawił je sobie. Tak. Więc musiał najwyraźniej zemdleć z bólu. Ale dlaczego? Przecież dotąd mu się nigdy to nie zdarzało...
Podniósł się niezgrabnie, opierając lewą ręką o umywalkę i zamarł, widząc, jak ta jest lśniąca, srebrna i metalowa.
- Kurwa! - syknął, zdzierając z siebie ubranie. Po chwili wciągnął gwałtownie powietrze, widząc, że całe jego lewe ramię jest sztuczne. Zacisnął palce, z przerażeniem obserwując to, jak przesuwają się segmenty jego ręki. Z trudem zwalczył wzbierające mdłości. Odkręcił wodę i ochlapał się, by choć trochę dojść do siebie. Gdy zimne krople spłynęły po jego rozgrzanym, pokaleczonym ciele, zatrząsł się, po czym gwałtownie zwrócił całą zawartość żołądka do toalety. - Co to jest? - stęknął, spuszczając wodę. - Kim ja jestem?...
W końcu jednak wstał, dochodząc do prostego wniosku, że siedzenie w kiblu na podłodze raczej na pewno nie przyniesie mu odpowiedzi na jego pytania, przy czym jest też dennie głupie i wyszedł z pomieszczenia. Rozejrzał się ciut zdezorientowany. Nie znał tego mieszkania, aczkolwiek jakoś przecież musiał się tutaj znaleźć. Ruszył do kuchni. Na stole leżało kilka kromek czerstwego już chleba i jakiś zeszyt. Chwycił za chleb i choć ten miał już konsystencję skały, a więc mógł stanowić poważną broń miotającą w dziecięcych zabawach podwórkowych, to jednak wgryzł się w niego, nie zważając, że ten jest nieświeży. Był kurewsko głodny i miał zamiar po prostu jeść. Usiadł na taborecie, przysuwając sobie po chwili zeszyt i otworzył go na pierwszej stronie. I choć nie pamiętał, jak się nazywa, przynajmniej pamiętał, jak się czyta. I ktokolwiek to pisał, musiał być nieźle świrnięty. Przekartkował zeszyt, zatrzymując się w końcu na ostatnim wpisie.
"Znów śniła mi się Becca. Ta mała smarkula jest taka wspaniała. Tęsknię za moją małą siostrzyczką. Chciałbym ją odzyskać, choć boję się, że oni nigdy mi na to nie pozwolą. Jestem teraz w Stanach. Zdaje się, że to stąd pochodzę, ale nie pamiętam, gdzie jest mój dom. Zresztą nawet nie wiem, czy chciałbym, by widzieli mnie w takim stanie. Nie mam ręki, tylko jakąś pieprzoną protezę. Nienawidzę jej, bo przez nią nie jestem sobą. Wiem tylko, że mam na imię James. James i Bucky. Moja ksywka. Tak kiedyś mówił na mnie Steve, ale nie pamiętam dlaczego. Pamiętam też wypadek. Spadłem w przepaść, a Steve został w pociągu. Niemal co noc budzę się z krzykiem. Moje sny są tak bardzo dziwaczne, nie potrafię ich zrozumieć. Anna każdej nocy uspokaja mnie, mówiąc, że kiedyś sobie przypomnę wszystko, że będzie dobrze, ale ja w to nie wierzę. Ja nie mam już życia, jakie miałem kiedyś. Teraz jest tylko ból i śmierć. Oraz zimno. Jeszcze to pamiętam. I wydaje mi się, że czasami dużo śpię, ale nie wiem dlaczego. Może to oni? Ludzie, dla których muszę pracować? Zmuszają mnie do różnych rzeczy, a kiedy nie daję rady, karzą. Naprawdę to lubią. Lubią, kiedy mnie coś boli. Jutro znów idę na misję. Wiem to. Inaczej nie kazaliby mi tu przylecieć. Boję się. Boję, że nie wrócę, że zostawię Annę. A przecież tylko ona jest dla mnie dobra. Nawet nie wiem, dlaczego, przecież ją skrzywdziłem. Nie jestem dobrym człowiekiem, wiem to. Piszę to wszystko, bo być może znów mnie aktywują. Nie chcę tego, bo wtedy znów zapomnę. Zapomnę, co jej obiecałem. Że jej nie skrzywdzę, że zawsze będę ją mieć w pamięci. Ona jest taka delikatna. Moja. Tylko moja. Muszę ją pilnować. Nie chcę, by mi ją odebrali."
Odłożył zeszyt, opierając głowę na dłoniach i zapatrzył się w litery. Proteza... Tak, miał ją. Była okropna, oznaczona czerwoną gwiazdą. Becca... Siostra? Nie pamiętał, by jakąś miał, ale jeśli była to prawda, to faktycznie lepiej nie wracać do domu. Anna. Nie pamiętał jej. Była jego? Co to znaczyło?
Rozejrzał się, bo zdał sobie nagle sprawę, że nie widział tu żadnej kobiety, ale przecież nie widział jeszcze całego mieszkania, prawda? Przecież powinien gdzieś spać. Choćby na podłodze, ale na pewno nie w łazience. Wstał z głośnym jękiem, kiedy zaprotestowały jego wszystkie obolałe mięśnie i wciąż trzymając się ścian, ruszył do zamkniętych drzwi, które zauważył, gdy zmierzał wcześniej do kuchni. Niepewny przysnął tuż przed nimi i zaczął nasłuchiwać, ale z wewnątrz nie dochodziły żadne dźwięki, więc ostrożnie nacisnął klamkę i pchnął drzwi. Natychmiast uderzył w niego fetor brudu i moczu. Zakasłał, a jego wzrok padł na łóżko stojące pod jedną ze ścian. Zachwiał się, gdy na widok zakrwawionej, przykutej do ramy dziewczyny, powróciły niewyraźne wspomnienia tego, co działo się wcześniej.
- Anna! - chrypnął, doskakując do niej i nożem ukrytym w pochwie buta, rozciął jej więzy. Wyglądała okropnie. Była posiniaczona, zakrwawiona i brudna. - Aniu, obudź się, błagam! - szepnął, a po jego policzkach spłynęły mu łzy. Pamiętał. Przypomniał sobie i to było zdecydowanie gorsze, niż wszystkie tortury, jakim dotąd poddawała go Hydra. Przecież obiecał jej, że jej nie skrzywdzi, a sprawił, że wyglądała po prostu paskudnie. Nadgarstki i kostki i nóg miała obtarte do żywego mięsa od metalowych kajdanek i pasów, którymi ją skrępował, na policzku fioletowym odcieniem odznaczało się kilka siniaków. Jeden z nich napuchł, ale zdecydowanie najgorzej wyglądał jej brzuch i uda. Krwiaki zdobiły niemal każdy centymetr jej ślicznego niegdyś ciała, które dodatkowo pokrywała zaschnięta krew i resztki jego spermy. Klęknął przy niej, ostrożnie odgarniając jej włosy z czoła. - Proszę, żyj, maleńka — nachylił się, wsłuchując się uważnie, a gdy odkrył, że dziewczyna wciąż oddycha, z największą ostrożnością wziął ją na ręce i ruszył z nią do łazienki. - Przepraszam - stęknął, wsadzając ją do wanny. Natychmiast zaczęła się trząść, więc puścił ciepławą wodę. Wzdrygnęła się, ale nadal nie otwarła oczu, a drgawki jeszcze bardziej się wzmogły. Rozebrał się ze spodni i wszedł do wanny, opierając ją ostrożnie o siebie i chwycił za gąbkę. Woda wkrótce zabarwiła się na czerwono. Jęknął, gdy dostrzegł, że ta głównie wypływa spomiędzy jej nóg. - Jezu, nie...
- James... - chrypnęła, nawet nie otwierając oczu. - Po prostu mnie zabij...
Zdrętwiał zaskoczony, spoglądając na nią z bólem w oczach, ale nie obudziła się. Musiała być wykończona i zrezygnowana, skoro nawet przez sen błagała go, by pozbawił ją życia. Naprawdę ją skrzywdził, doskonale to wiedział i nie miał zamiaru nigdy sobie tego wybaczyć. Liczyło się jednak w tej chwili jedynie sprowadzenie jej do stanu używalności. Miał nadzieję, że podoła.
Gdy dotknął jej czoła, poczuł, jak to jest gorące. A więc trawiła ją wysoka gorączka. Zaklął siarczyście, wynosząc ją z wanny, po czym okręcił ją wszystkim, co tylko wpadło mu pod rękę, by wreszcie przestała się trząść, po czym ułożył ją na podłodze. Żadne inne miejsce nie wydawało mu się w tej chwili bezpieczne. Zagryzając wargę aż do krwi, wpadł do pokoju, w którym ją znalazł i rozejrzał się rozpaczliwie. Nie było tam wiele rzeczy, więc zgarnął wszystkie do porzuconej niedbale w szafie torby. Następnie pobiegł do kuchni, z ulgą znajdując w jednej z szafek dość sporą ilość środków opatrunkowych.
- Proszę, wytrzymaj, maleńka... Obiecuję, że wszystko naprawię — mruknął, całując ją w czoło. - Tylko ty mi zostałaś.

Cztery dni później.
Wniósł ją ostrożnie do niewielkiego mieszkania, układając na materacu, po czym przykrył ją czule kołdrą.
- Proszę, wyzdrowiej — szepnął, siadając na podłodze kawałek dalej. Był wykończony, brak snu, opieka nad Anną i rozrywające jego umysł i serce poczucie winy nie pomagały zupełnie. Miał ochotę zasnąć i spać. Długo. Tak, jak kiedyś. Oparł się o ścianę, a jego oczy stawały się coraz cięższe...

Obudziła się nagle i pierwsze, co zarejestrowały jej zmysły, to zapach kawy oraz to, że jest opatulona kołdrą. Ostrożnie uchyliła powieki, chcąc sprawdzić, co się w ogóle dzieje i ze zdumieniem odkryła, że nie jest już w mieszkaniu, które zajmowała z Jamesem przed jego akcją. Najpewniej... Najpewniej ktoś ją odnalazł! Ostrożnie wyciągnęła rękę spod kołdry. Nadgarstek owinięty był bandażem. Zdziwiło ją jednak to, że nie znajduje się w szpitalu, tylko w jakimś niewielkim skromnym mieszkaniu. Obróciła głowę i zamarła. Stał przy kuchence i mieszał w garnku. A więc jednak wciąż była z nim. Na jego łasce i w tej sekundzie, w której to sobie uświadomiła, cała jej nadzieja wyparowała. Zamknęła oczy i choć starała się leżeć cicho, z jej ust dobył się niepowstrzymany szloch.
- Anna! - usłyszała jego pełen nadziei i bólu szept. Pisnęła, podrywając się z miejsca. Przylgnęła plecami do zimnej ściany, obitej ponurą boazerią. Przełknęła ślinę.
- Nie! - wrzasnęła. - Nie zbliżaj się do mnie! Zostaw mnie, błagam!
- Nic ci nie zrobię, maleńka, tylko proszę, nie krzycz — powiedział cicho, robiąc w jej stronę niepewny krok. Widząc jego ruch, wrzasnęła jeszcze głośniej, piskliwiej i rzuciła się ku najbliższym drzwiom, tym w których zauważyła zamek. I choć przez chwilę mocno zakręciło się jej w głowie, a zdrętwiałe, obolałe kończyny niemal odmówiły posłuszeństwa, jej wola ucieczki była na tyle silna, że przezwyciężyła ogarniającą ją słabość. Zapomniała jednak, jak James jest szybki. Złapał ją w chwili, gdy dosięgła klamki, po czym utrzymał ją w miejscu.
- Zostaw! Puszczaj mnie, ty psycholu! - pisnęła, kopiąc i wierzgając nogami jak szalona.
- Uspokój się, Anno, to ja, James! - mruknął, idąc z nią na kanapę. - Musisz mi uwierzyć, to naprawdę ja. Nie jestem już Zimowym Żołnierzem...
- Zostaw... Zostaw mnie! Błagam, puść! Zgwałć mnie, jeśli chcesz, a potem mnie zabij, proszę! - załkała, trzęsąc się ze strachu. Czuła, że jeszcze chwila i znów się zesika. Tak, jak wtedy na Ukrainie. I jak w Stanach.
- Nie, nie zrobię tego — powiedział, puszczając ją i robiąc dwa kroki w tył. Nie spojrzał na nią. Było mu wstyd. - Przepraszam, że w ogóle to zrobiłem. Nie chciałem. Ja... Nie byłem sobą. Przecież wiesz, że ja nigdy bym cię tak nie skrzywdził...
- A jednak! Obiecałeś! Mówiłeś, że mnie nie tkniesz, że... - wykrztusiła, czując, jak do gardła podchodzi jej żółć. - Mówiłeś, że jestem dla ciebie ważna! A jednak zgwałciłeś mnie! I nie jeden raz, James! Po dziesiątym przestałam liczyć.
Poderwał głowę, słysząc jej słowa, po czym usiadł sobie ciężko na ziemi. Był zdruzgotany. Ponad dziesięć razy? Naprawdę był potworem...
- Ja... Anno, przebacz mi — chrypnął, a po jego policzkach spłynęły mu łzy.
- Tak, oczywiście... A potem znów cię aktywują, tak? I znów mnie zgwałcisz i pobijesz? I już się nie obudzę, co? - jej głos był całkowicie wyprany z emocji. - Wiem, to będzie wybawienie, ale teraz też nie chcę żyć, wiesz? Więc po prostu skręć mi kark. Skróć moje męki.
- Nie — pokręcił głową. - Już nigdy mnie nie aktywują. Uciekłem.
- Uciekłeś... Jak wspaniale! - prychnęła, a w jej oczach rozbłysły iskierki złości. Spojrzała na niego i dostrzegła, że mężczyzna cały się trzęsie. Twarz ukrył w dłoniach, a pomimo to i tak dostrzegła, jak na jego spodnie skapują mu łzy. Wzdrygnęła się, odwracając twarz. Nie chciała tego widzieć. Nie mogła...
- Miałem dokładnie dwadzieścia siedem lat, gdy umarłem — powiedział w końcu, lecz musiała dobrze wytężyć słuch, by go w ogóle usłyszeć. - To było w tysiąc dziewięćset czterdziestym czwartym roku. Zginąłem w czasie akcji w Alpach... Spadłem z pociągu. Tyle wiem. Potem zrobili mnie tym — z pogardą spojrzał na swoją metalową dłoń. - Maszyną. Posłusznym pieskiem. Pozbawili mnie wspomnień, wyrwali ze mnie wszystkie cząstki człowieczeństwa. Miałem siostrę, wiesz? - chrypnął. - Beccę. Gdy wyjeżdżałem na front, miała siedemnaście lat. Płakała, a ja obiecałem jej, że wrócę... Nie wróciłem — zacisnął pięści, aż zgrzytnął metal jego bionicznej ręki. - A teraz moja siostra nie żyje. Już nigdy jej nie spotkam. Nie przytulę, nie powiem jej, że ją kocham...
- Po co mi to mówisz? - warknęła. - Chcesz wzbudzić we mnie litość. Marne szanse!
- Nie — pokręcił głową i spojrzał na nią. Wzdrygnęła się, widząc w jego oczach ból. - Nie chcę twojej litości, Anno. To nic nie da. To nie przywróci życia mojej małej siostrzyczce ani nie zwróci mi tych wszystkich lat, których nie pamiętam. Nie wiem, co oni mi zrobili, nie wiem, dlaczego tak długo żyję, ani jak... Myślisz, że tego chciałem? Że chciałem, by tak się stało? Bym zabijał na zlecenie? Odpowiedź jest prosta. Nie, nie chciałem. To oni zdecydowali za mnie. Tak samo, jak teraz, gdy znów wyprali mi mózg — na samo wspomnienie wzdrygnął się gwałtownie. - Zostałaś mi tylko ty, Anno. Tylko ty byłaś dla mnie taka dobra, pomimo tego, że nigdy na to nie zasługiwałem...
- Nigdy nie byłam twoja! - wycedziła przez zaciśnięte zęby. Było jej niedobrze i miała serdecznie dość tego wszystkiego. - I nigdy nie będę, rozumiesz?! - znów krzyknęła. Westchnął, wstając. Natychmiast wbiła się w kanapę, a w jej oczach pojawił się strach.
- Kiedyś byłem żołnierzem... - westchnął, uśmiechając się ponuro. - Miałem bronić słabszych... - spojrzał na nią. - Anno, ja naprawdę cię potrzebuję. Bez ciebie sobie z tym nie poradzę. Nie potrafię. Jestem już tylko wrakiem człowieka. Prawie nie mam wspomnień, a te, które jeszcze mi zostały, zapewne wystarczyłyby do nakręcenia psychopatycznego filmu grozy... Ty jesteś w tym wszystkim jedyną jasną iskierką, która daje mi jeszcze jakąś nadzieję, choć sądziłem, że tej nigdy nie odzyskam. Wiem, że zrobiłem ci straszną krzywdę i naprawdę żałuję, że tak się stało. Nie chciałem tego i przysięgam, że to już nigdy się nie powtórzy, tylko proszę, daj mi jeszcze szansę... Ja też chcę znów cieszyć się tym, że ktoś przy mnie jest. Chcę być szczęśliwy jak w latach trzydziestych.
- Jesteś chory, James — powiedziała z obrzydzeniem. - Nie wierzę w ani jedno twoje słowo, rozumiesz? Nie wierzę i nie ufam ci! A teraz mnie wypuść albo zacznę wrzeszczeć o pomoc.
- Możesz — kiwnął spokojnie głową. - Ale i tak nikt ci nie pomoże, bo tutaj nikt nie rozumie angielskiego, Anno...
- Co? Gdzie my jesteśmy? - zapytała cicho. - James! Gdzie nas wywiozłeś?!
- Aktualnie przebywamy w Sokovii... To niewielki kraj graniczący z Czechami. Jesteśmy tu bezpieczni. Oboje.
- Nie! - wrzasnęła, zrywając się na równe nogi. - Wypuść mnie! - znów rzuciła się do drzwi, ale zagrodził jej drogę.
- Anno, proszę... Błagam cię, zostań ze mną — padł przed nią na kolana, a ona cofnęła się zaskoczona. - Co muszę zrobić, żebyś uwierzyła mi, że nie chcę cię skrzywdzić? Że już nigdy tego nie zrobię? Przecież cię opatrzyłem...
- Po prostu mnie wypuść albo mnie zabij — powiedziała sucho, patrząc na niego z pogardą. - Nie jesteś wart tego, żeby żyć, łajzo! Jesteś nikim! Nikim, rozumiesz?! I nikim pozostaniesz! Idź do diabła!
Skulił się w sobie i zamknął oczy.
- Tak samo mówił mój ojciec, gdy zachlał i wracał do domu tylko po to, żeby kolejny raz nas pobić — wyszeptał. - Masz rację, Anno... Nie jestem ciebie wart — wstał szybko. - Ubierz się, twoje rzeczy są w torbie. Jesteś wolna.
Dwie minuty później trzasnęły drzwi na klatkę schodową. Został sam. Znów. Jak zawsze. Tak już miało być...
Wybiegła przed blok, mrużąc oczy przed słońcem i rozejrzała się zdezorientowana. Gdzie iść? Jak bez dokumentów dostać się do Stanów. Chciała wracać. Tęskniła...

Usiadł na kanapie, patrząc tępo na przeciwległą ścianę, ale jej nie widział. Przed oczami miał twarze swoich przyjaciół i rodziny. Steve'a, którego zawsze bronił. Prychnął urywanym, pełnym bólu śmiechem, gdy przypomniał sobie, jak tamten przeszedł jakiś dziwaczny zabieg, który dodał mu sił. A potem przyszło olśnienie. To z nim walczył na helilotniskowcu. To jego wyciągnął z rzeki! Ale jak to możliwe? Przecież byli w tym samym wieku, Steve już dawno nie powinien żyć... Westchnął, gdy obraz przyjaciela się rozmył i przed oczami zobaczył Beccę.
- Przepraszam, siostrzyczko — wyszeptał. - Nie dotrzymałem słowa. Byłem durniem. Tęsknię za tobą, wiesz? Tęsknię...
Podniósł głowę, a jego spojrzenie zatrzymało się na długim nożu. Wstał, ze wzrokiem wbitym w ostrze. Wyciągnął dłoń i zacisnął palce na zimnej rękojeści. Był zdecydowany.
- Przepraszam — wyszeptał jeszcze, po czym gwałtownym ruchem wbił sobie nóż w klatkę piersiową. Stęknął, zagryzając zęby z bólu i opadł na kolana. Palce nagle zsunęły mu się z rękojeści i upadł na plecy. Zamknął oczy, uśmiechając się nieznacznie, gdy zobaczył nad sobą twarz siostry. - Becca — wyszeptał, wyciągając do niej dłoń. - Cześć, młoda.
- James...

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użyła 3581 słów i 19867 znaków.

2 komentarze

 
  • Nono

    Cały czas mnie zadziwiasz. A czy będzie kolejna część? I czy on właśnie nie żyje? xDDD

  • elenawest

    @Nono zobaczymy ;-)

  • Fallen

    Czy Anna ma coś wspólnego z Natashą?

  • elenawest

    @Fallen nie, a dlaczego miałaby mieć?

  • Fallen

    @elenawest bo w późniejszych odcinkach, w Marvel +, mówi do niej moja maleńka, itd. chyba, że tak mówi do każdej? Tak z ciekawości, bo nijak mi wychodzi układanie sobie w kolejności jego życiorysu.
    Edit. Zastanawiałam się czy jego związek z Anną przetrwa i w późniejszych opowiadaniach szukałam analogii, też właśnie w dialogach.

  • elenawest

    @Fallen u mnie w opowiadaniu Buck mówi tak do każdej kobiety ;-) jak pisałam na samym początku opka, rzecz dzieje się pomiędzy wydarzeniami z "Zimowego Żołnierza" a "Civil War". Część historii naginam do mojego opowiadania, coby wszystko pasowało

  • Fallen

    @elenawest jak bohater spodoba mi się, drobiazgowo analizuję cały jego życiorys i taka postać już ze mną "zostaje", on na pewno należy do takich. Dlatego moje kronikarskie podejście. Czekam z niecierpliwością na kolejne odcinki <3

  • elenawest

    @Fallen jasne, miło mi, że opko się podoba ;-) kolejna część na pewno się pojawi, tylko nie wiem czy jeszcze w tym tygodniu, czy nieco później ;-)