Zagubiony |18+| rozdział 8

Zagubiony |18+| rozdział 8Złapał ją za kark jedną ręką, a drugą umieścił na jej plecach i docisnął do siebie. Z jej ust dobył się przeciągły jęk. Odchyliła głowę, łapiąc duże hausty powietrza, gdy rozpoczął w niej ostry pęd. Siedząc na ziemi, wbijał się w jej ciasną cipkę gwałtownymi, długimi pchnięciami, za każdym razem precyzyjnie uderzając penisem w jej punkt g i ocierając się o wyeksponowaną łechtaczkę. Przygryzł jej szyję, ssąc ją i liżąc. Pisnęła, czując jego zęby na swojej skórze, ale już po chwili przez jej ciało przeszedł prąd podniecenia. To, co z nią robił, niemal brutalnie, sprawiało, że odczuwała nieznaną jej dotąd dawkę rozkoszy.
- Mocniej! - chrypnęła, drżąc w jego ramionach. Podniósł głowę, przez chwilę wpatrując się w nią uważnie. Gdy przygryzła wargę, poruszając biodrami niecierpliwie, zmrużył pociemniałe z podniecenia oczy, a jego usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu triumfu.
- Pewnie — syknął, wysuwając się z niej na chwilę, ale zanim zdążyła zaprotestować, obrócił ją na brzuch i podciągnął do góry tak, by się do niego wypięła. Rozłożył jej uda kolanem, po czym złapał ją za biodra i wbił się w nią ostro. Wrzasnęła, odrzucając głowę do tyłu i wyginając się mocno.
Pochylił się, dociskając jej głowę do ziemi i ścisnął jej udo, na którym natychmiast wystąpiły czerwone pręgi. Wysunął się z niej, dając jej klapsa w wypięty tyłek i znów się w nią wbił po same jądra, a jego ruch wywołał u niej mocne drżenie.
Zaczęła oddychać ciężko przez nos, nieco przyduszona jego ciężarem oraz coraz szybszym naporem jego bioder na swoją szparkę. Rozkosz zaczęła wzbierać u dołu jej brzucha, szczypiąc i wywołując przyjemną dawkę bólu, któremu z chęcią zamierzała się poddać.
Jęknęła, sięgając dłonią do swojej cipki i zaczęła się masować. Mruknął, czując, jak jej paluszki pracują na łechtaczce i wyprostował się, łapiąc ją obydwiema dłońmi za pośladki i jeszcze przyspieszył. Krople potu wystąpiły na jego tors i czoło, a oddech stał się płytszy i bardziej urywany.
- Dojdź dla mnie, Anno! - chrypnął, dając jej klapsa i obijając się o jej pośladki niemal boleśnie.
- James! - wrzasnęła, zaciskając się na nim mocno, a piekąca rozkosz z dołu brzucha rozlała się gwałtownie po całym ciele. Jej członki zesztywniały, gdy nadciągnął pierwszy potężny orgazm, a wrzask uwiązł po chwili w gardle.
- Brawo, maleńka — mruknął Buck, całując ją po plechach i wciąż się w niej poruszając. Drżała, przyjmując jego twardego grubego kutasa, który potęgował trwający wciąż orgazm kobiety. W pewnym momencie pchnął mocno, uderzając w jej najczulszy punkt. Jej wrzask odbił się echem od ścian pomieszczenia, gdy trysnęła gwałtownie. Jej soczki ochlapały podłogę, jej uda i jego. Syknął, sięgając do jej cipki i masując ją ostro, tak, by soczki wciąż z niej tryskały.
Opadła bez sił na podłogę. Spazmy orgazmu szarpały nią, dobywając z jej gardła zduszone jęki. W końcu wysunął się z niej delikatnie i po kilku ruchach dłonią, doszedł na jej pośladki i plecy, jęcząc ochryple.
- Ciepło — chrypnęła, odwracając do niego głowę i uśmiechnęła się rozmarzona. Zachichotał, rozcierając spermę na jej pośladkach i delikatnie masując jej odbyt. Zadrżała, przygryzając wargę i mrucząc niczym zadowolony kot. Puścił jej oczko, nieznacznie napierając palcem na dziurkę. Sapnęła, spinając się nieco.
- Rozluźnij się, mała. Nie zrobię ci krzywdy. Zobaczysz, jak przyjemne to potrafi być — powiedział cicho, ostrożnie masując i rozciągając jej dupkę. Westchnęła, gdy pochylił się i przejechał po tyłeczku gorącym językiem. - Tak pięknie pachniesz... - wsunął dłonie pod jej brzuch i przekręcił ją na plecy. Uśmiechnęła się lekko, gdy uniósł jej nogi i rozsunął je maksymalnie. - Chcę, żebyś cały czas na mnie patrzyła — mruknął, sięgając po poduszkę i podłożył jej pod głowę, po czym skupił się na jej dupeczce. Oblizał wargi, szczerząc się zadowolony i polizał ją po cipce. Pisnęła cicho, ale dał jej klapsa, więc umilkła, wbijając w niego podniecone spojrzenie. Palcami rozsunął jej pośladki w możliwie największym stopniu, po czym dotknął zaróżowionej skóry dupki językiem. Widziała, jak przymknął oczy, mrucząc coś i drażniąc koniuszkiem języka jej odbyt. Natychmiast zwilgotniała, jęcząc cichutko. Mruknął zadowolony, palcami rozsuwając jej dupkę i wsuwając w nią głęboko język. Krzyknęła zaskoczona tym manewrem i przyjemnością, jaką za sobą niósł, chociaż odczuwała również niewielki dyskomfort. Położył dłoń na jej brzuchu, niemal skutecznie ją unieruchamiając i zaczął ją posuwać językiem w tyłeczek. Pisnęła, wyginając się nieco i drżąc mocno. Zacisnęła dłonie w pięści, starając się nie odlecieć zbyt gwałtownie, bowiem to, co wyrabiał z jej dupką, przechodziło jej najśmielsze oczekiwania...

- Jeszcze chyba nigdy nie miałam takiego odjazdu — mruknęła sennie, z głową opartą o jego klatkę piersiową. Uśmiechnął się szeroko, całując ja we włosy.
- Widzisz? Mówiłem ci, że będzie ci ze mną dobrze, dziecinko — wychrypiał, bawiąc się jej kosmykami. - Becca ma podobny kolor włosów do ciebie — wyszeptał.
- Naprawdę? - zapytała cicho, podnosząc lekko głowę i patrząc mu w oczy. Kiwnął głową.
- Tak... Jest drobna, ale zawzięta duchem — zaśmiał się. - Lubi się ze mną drażnić.
- Co jeszcze pamiętasz?
- Jej dziesiąte urodziny... Płakała — zmarszczył brwi. - Byliśmy... - zamilkł, szukając wspomnień w pamięci. - Nie było mnie wtedy z nią. Przyszedłem... Powiedziała, że za nią tęskni.
- Za nią?
- Tak... Ale nie pamiętam za kim... Powiedziałem, że... Że teraz wszystko się zmieni, że będzie dobrze — chrypnął. - Ale ona wciąż płakała... Nie potrafiłem jej uspokoić. Jakoś zdobyłem dla niej misia. Przestała płakać i tylko go tuliła — odwrócił głowę, by nie widziała jego łez, które spłynęły mu po policzkach. - Tęsknię za nią — powiedział w końcu. - Nie powinienem był jej zostawiać. Chciałbym znów ją przytulić. Tak jak kiedyś.
- Jeszcze przytulisz, zobaczysz. Wrócimy do Stanów, znów będziecie rodziną — wyszeptała, czując, jak w gardle narasta jej gula wzruszenia. Ten człowiek naprawdę nie zasłużył na to wszystko, co go spotkało. Na to cierpienie i brak wspomnień.
- Może... Może tak — kiwnął głową, tuląc ją mocno do siebie. - Boję się o nią. Jest twarda, ale ja naprawdę powinienem z nią być...
- I będziesz, James, będziesz, obiecuję ci to! - złapała jego twarz w dłonie, całując go mocno. Po chwili jego język wyszedł jej naprzeciw, a kiedy połączyły się w namiętnym tańcu, przewrócił ją na plecy i naparł na nią biodrami...

- Co robisz? - zagadnęła go kilka dni później, gdy siedział przy stole, pisząc coś zawzięcie.
- Piszę — mruknął. Wyglądał na niesamowicie skupionego.
- Widzę, a co? - cmoknęła go w kark, siadając naprzeciw.
- Wszystko, co pamiętam — westchnął, przerywając na chwilę. - Spisuję wspomnienia. Na wypadek, gdyby znów chcieli mnie aktywować. Podejrzewam, że w końcu będą chcieli znów to zrobić. Wypiorą mi mózg, pozbawiając wspomnień — wyszeptał, przełykając gwałtownie ślinę. Widać było, że bardzo się tego boi. Musiało być to niezmiernie bolesne doświadczenie. Zauważyła już z resztą, że mężczyzna często mówi o bólu w odniesieniu do swoich pracodawców. Najwyraźniej tylko taką formę kary lub szkolenia znali... To naprawdę nie było normalne.
- To dobrze — uśmiechnęła się lekko, gładząc go po metalowej dłoni. Uśmiechnął się nieznacznie. - Czujesz to?
- Czuję wszystko, Anno.
- Ale jakim sposobem? Przecież... Nigdy nie powinieneś ruszać tą ręką, to nie jest normalne!
- Rosjanie nie znają tego słowa, dziecinko — wzruszył ramionami, a po jego twarzy przebiegł cień uśmiechu. - Wiem, że oni mi ją stworzyli, ale dlaczego, nie mam pojęcia. Wiem tylko, że kiedyś próbowałem ją sobie wyrwać. To stąd są te blizny...
- Jezu! - zakryła sobie usta dłońmi, patrząc na niego przerażona. Westchnął, zamykając notatnik.
- Teraz już jest dobrze, mała. Nauczyłem się, że jest częścią mnie. I często mi się przydaje — zacisnął dłoń w pięść, a metalowe segmenty jego przedramienia przesunęły się nieco, zmniejszając prześwit między nimi. Wciągnęła gwałtownie powietrze, przyglądając się temu z mieszaniną zafascynowania, przerażenia i zniesmaczenia.
- Jak ty to robisz?
- Właściwie to nie wiem. Nie pytałem nigdy, jak działa cały mechanizm, nie interesowało mnie to. Ważne, że ręka jest sprawna. Powiedzieli tylko, że będę nią czuć jak normalnym ramieniem i to się zgadza.
- To naprawdę jest popieprzone...
- Nigdy nie twierdziłem inaczej — westchnął, wstając od stołu. - Anno, ufasz mi? - podszedł do niej, odgarniając jej włosy z czoła.
- Tak — kiwnęła głową.
- Na pewno?
- Tak, James! Nie skrzywdziłeś mnie nigdy, choć wiem, że wiele razy miałeś taką możliwość i chęci. Zaoferowałeś mi wolność, nie chcąc sprawiać mi więcej psychicznego bólu. Tak, ufam ci.
Wyszczerzył się na te słowa i pocałował ją w głowę, po czym wyszedł z pokoju. Po chwili wrócił i kucnął obok jej krzesła.
- Chciałbym z tobą czegoś spróbować, Anno — powiedział poważnie.
- Czego? - zapytała cicho.
- Tego — powiedział, wyjmując z tylnej kieszeni parę ciężkich kajdanek i położył je przed nią na stole. Przełknęła gwałtownie ślinę, z oczami wbitymi w przedmiot.
- James? - zapytała cicho, z całych sil starając się, by głos jej nie drżał. - Co ty chcesz z tym zrobić?
- Chciałbym przykuć cię do ramy naszego łóżka, Anno i kochać się z tobą. Byłabyś wtedy zdana tylko na mnie — wyjaśnił, nie spuszczając z niej wzroku. Zauważył niemal natychmiast, jak jej źrenice się rozszerzyły. - Wszystko w porządku? - W ciszy pokręciła przecząco głową, zaciskając mocno palce. Jej oddech przyspieszył. - Anno, co się dzieje? Mów do mnie, mała.
- Boję się — jęknęła w końcu.
- Mnie?
- Nie — pokręciła przecząco głową. - Tego, że zrobisz mi krzywdę, że cię poniesie — wyszeptała, spuszczając wzrok na swoje dłonie.
- Spójrz na mnie, Anno — podniósł jej brodę palcami. Po chwili spojrzała na niego. Dostrzegł w jej oczach łzy. - Boisz się, że cię zgwałcę? - zapytał cicho, a kiedy przytaknęła, wziął ją sobie na kolana i przytulił mocno. - Obiecałem ci, że będę dla ciebie łagodny, jeśli dzięki temu przestaniesz się mnie bać, maleńka... Przestałaś, więc nie mam teraz zamiaru niszczyć tego zaufania...
- Ja... - chrypnęła. - Wciąż pamiętam, jak on mi to obił — wyszeptała, skrywając twarz na jego piersi i łzami mocząc mu przód bluzy. - On i tamci mężczyźni... Nie mogłam się ruszać...
- Już spokojnie — wymruczał, przyrzekając sobie w duchu, że pozbędzie się tego gnoja przy najbliższej okazji. - Już nikt cię nie skrzywdzi, obiecuję ci to, Anno. Ja też nie...
- A co, jeśli znów cię aktywują? - chlipnęła, ścierając łzy. Westchnął rozdzierająco, zamykając oczy.
- Miejmy nadzieję, że szybko to nie nastąpi... Co prawda nie pamiętam jeszcze, by tak długo pozwalali mi przebywać poza ich kuratelą, ale...
- Więc mogą po ciebie przyjść? - wyszeptała. Kiwnął głową.
- Spokojnie. Nigdy jeszcze nie zjawili się w mieszkaniu, choć nie wiem, czemu tak robili, co nie zmienia faktu, że po prostu zawsze czekali na zewnątrz.
- Boisz się, gdy się pojawiają?
- Tak, Anno, boję się — uśmiechnął się blado. - Gdyby znów po mnie przyszli, zrobię wszystko, żeby poinformować cię, że idę na misję. Jeśli wtedy po tygodniu nie wrócę do ciebie, będziesz mogła odejść, rozumiesz? Ale jeśli wrócę i będę... Jeśli nie zareaguję na swoje imię, musisz zamknąć się w łazience i pod żadnym pozorem mi nie otwierać. Uspokoję się jakiś czas później.
Pokiwała głową, wtulając się w niego mocno. Ona też się bała. Wiedziała doskonale, jak bardzo jest zależna od Buckiego i drżała na samą myśl, co się z nią stanie, jeśli on nie wróci... Ale póki go miała przy sobie, było dobrze.  

Stęknął, opadając na nią niemal bez sił. Jego nabrzmiały kutas drgał miarowo, gdy wysunął go z niej, by po chwili spuścić się obficie na jej piersi. Zamruczała, ściskając sutki i rozmazując na nich spermę, po czym wsadziła sobie umazane palce do ust i zaczęła je ssać. Wyszczerzył się, delikatnie gładząc ją po mocno zaróżowionej od ostrego dymania, pulsującej cipie, a każdy jego dotyk sprawiał, że drżała i jęczała słodko.
- Daj mi go wylizać - mruknęła, otwierając szeroko usta. - Mam na ciebie wielką ochotę - oblizała się w bardzo prowokacyjny sposób. Zbliżył się do jej głowy na czworakach, po czym wepchnął jej ociekającego nasieniem kutasa głęboko do gardła. Zakrztusiła się nieco, ale zaczęła posłusznie ssać, rozkoszując się jego nieco gorzkawym smakiem i czując, jak wypływają z niej soczki. Poruszyła biodrami, pocierając pośladkami i mokrą od jej wytrysku pościel i złapała za jego jądra. Syknął z rozkoszy, opierając się dłonią o zagłówek łóżka i delikatnie napierając biodrami na jej usta. Lizała go i ssała, niczym rasowa dziwka, co tylko podsycało jej podniecenie. Czuł, że nie będzie potrzebował dużo czasu, by ponownie dojść.
Przesunęła dłonią wzdłuż jego nabrzmiałego kutasa, czując, jak ponownie zaczyna drgać, co zwiastowało nadchodzący orgazm. Sięgnęła dłonią do swojej szparki i wepchnęła w nią dwa palce, zaspokajając się szybko i mocno.
Orgazm przyszedł już kilka chwil później, ogarniając całe jej ciało. Zacisnęła mocno usta na członku Bucka, a ten wspierając się na ręce, doszedł, spuszczając się głęboko do jej gardła. Gorąca dawka nasienia rozlała się obficie i głęboko w jej ustach, przynosząc tak duże podniecenie, że brunetka trysnęła ponownie, jęcząc głośno i wijąc się po łóżku. Jej palce pokryte lśniącymi soczkami zdrętwiały, gdy pocierała się, chcąc przedłużyć doznanie...

- Muszę iść - powiedział James cicho jakąś godzinę później, gdy leżała rozwalona na łóżku. Podniosła gwałtownie głowę, patrząc na niego przerażona. Westchnął, siadając przy niej i pocałował ją w czoło. - Zrobię wszystko, żeby cię nie zapomnieć, mała - szepnął. - Dajesz mi szczęście - uśmiechnął się nieznacznie, lecz jego oczy pozostały smutne, przerażone. - Wrócę tutaj, zobaczysz.
- Musisz - jęknęła, łapiąc go za ramię. - Bez ciebie sobie nie poradzę!
- Jesteś o wiele silniejsza, niż ja - mruknął, wpijając się ostro w jej usta. Jego język natychmiast odnalazł jej i rozpoczął z nim szaleńczy taniec. Zsunął dłoń do jej nieco nabrzmiałej cipki i zanurzył w niej dwa palce. Pisnęła, wyginając się lekko. Po kilku pchnięciach wyciągnął je i oblizał. - Uwielbiam twój smak, maleńka - puścił jej oczko, po czym wstał, wychodząc i zostawiając ją samą.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użyła 2892 słów i 15537 znaków.

Dodaj komentarz