Zagubiony |18+| rozdział 1

Zagubiony |18+| rozdział 1Chcecie poznać historię Buckiego, gdy był Zimowym Żołnierzem? Nie będzie miło, ani zabawnie. To morderca... Jego serce jest zimne, lecz nawet on, zabójca doskonały potrzebuje czasami odskoczni od tego wszystkiego, co dzieje się wokół niego, do czego zmusza go Hydra. Potrzebuje kobiety, z którą będzie mógł zaspokoić swoje nieraz zwierzęce potrzeby.

Opowiadanie 18+ zawierające sceny erotyczne oraz czasami przemocy. Polecane dla osób powyżej 18r.ż. Ostrzegam, to nie jest ten dokładnie ten Bucky, którego znacie z filmów Marvela. Jego postać jest inspirowana luźno na pewnym opowiadaniu, ale jego zachowanie w całości wymyślone przeze mnie, więc nie czepiać się, że to inny Bucky ;) Historia osadzona gdzieś w czasach filmu "Zimowy Żołnierz" i "Civil war", ale to w późniejszych, możliwe, że końcowych rozdziałach.
Serdecznie zapraszam i zachęcam do komentowania.
**********************************************************************************************************

Obudziła się zlana potem, rozglądając się niepewnie po jakimś zapuszczonym mieszkaniu. Głowa łupała ją niemiłosiernie, więc zwleczenie się z łóżka zajęło jej nieco czasu. Od razu ze zdziwieniem zauważyła, że wciąż ma na sobie kieckę, którą założyła poprzedniego wieczoru na przyjęcie. Stukając wysokimi obcasami o wyłożoną brudnymi klepkami podłogę, podeszła do okna, chwiejąc się niebezpiecznie na niebotycznie wysokich eleganckich szpilkach. Zabrudzone okno, które wyglądało, jakby od kilku miesięcy nie widziało szmatki i ciepłej wody, nie było osłonięte żadną firanką, czy kotarą. Choć sama mieszkała w raczej biednym mieszkanku, to tutaj wyglądało jak prawdziwa nora. Widok za oknem również nie prezentował się zbyt fantastycznie. W dole rozciągało się brudne, najwyraźniej zapomniane już podwórko jakiegoś bloku z wielkiej płyty. Przełknęła z trudem ślinę, nie mogąc sobie przypomnieć, jak się tutaj znalazła... Pamiętała tylko przyjęcie, na które została niejako zaproszona, tańce, pyszne drinki. Jęknęła, gdy domyśliła się, że ktoś, najpewniej jej wczorajszy partner wsypał jej jakieś świństwo do napoju, po którym kompletnie odpłynęła.
- Nieźle się urządziłaś, Anka — mruknęła ochryple sama do siebie. - Ale z ciebie idiotka...
- Widzę, że już wstałaś — usłyszała od drzwi męski, mocny głos. Pisnęła, podskakując zaskoczona i łapiąc się wyszczerbionego parapetu, by nie upaść. Obróciła się błyskawicznie, zauważając strojącego w progu postawnego mężczyznę. Zdecydowanie nie był to ten, któremu wczoraj towarzyszyła. Ten był wyższy i lepiej zbudowany, miał dłuższe włosy sięgające mu ramion i ubrany był niczym komandos. Patrzył też na nią zimno. Instynktownie cofnęła się o krok, uderzając tyłkiem o nierówność parapetu.
- Gdzie ja jestem? - zapytała trzęsącym się ze strachu głosem. Coś w postawie nieznajomego mówiło jej, by z nim nie zaczynała. - Gdzie Peter?
- Jesteś w moim mieszkaniu — warknął, ruszając w jej stronę szybko. Przymknęła oczy, lecz po chwili, gdy usłyszała cichy stukot, zdecydowała się je otworzyć. Dostrzegła, że mężczyzna postawił na stoliku tacę, na której znajdował się talerz z kromką chleba i szkalnka z najpewniej herbatą. - A swoim kochankiem się nie przejmuj.
- On kazał ci to zrobić? - zapytała nieufnie.
- On? - uniósł brew, po czym roześmiał się nisko, gardłowo. Od tego śmiechu przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz po plecach. - Oh nie, maleńka. Jesteś tu, bo mi się podobasz.
- Czego ty ode mnie chcesz, człowieku? - pisnęła. - Nawet cię nie znam!
- Dowiesz się później. Teraz jedz, musisz być głodna — mówiąc to, obrócił się na pięcie i wyszedł, zostawiając ja samą. Po chwili usłyszała kliknięcie zamka w drzwiach. Rzuciła się do nich, lecz te okazały się zamknięte, a okna zabite, by nie mogła wyjść. Rozejrzała się rozpaczliwie w poszukiwaniu czegoś, czym mogłaby stłuc szybę, ale oprócz ciężkiego stolika, którego nawet nie zdołała poruszyć mimo najszczerszych chęci, w pokoju znajdowała się tylko wysłużona kanapa, na której się obudziła. Wzdrygnęła się ze wstrętem, rozglądając się wokół. Szybko zrozumiała, że została porwana i najpewniej szanse na jej uwolnienie były bardzo nikłe...
Godzinę później, gdy nawet nie tknęła marnego jedzenia, drzwi do jej "więzienia" otwarły się ponownie i wbrew nadziei, że być może to policja, w drzwiach znów ujrzała tego samego bruneta.
- Ściągaj tę kieckę! - warknął, a ona na dźwięk jego głosu aż pisnęła przestraszona, po czym zaczęła się przed nim wycofywać na klęczkach, nie zważając na ostre klepki podłogi. Westchnął zirytowany, po czym pokonał dzielącą ich odległość trzema długimi krokami i złapał ją mocno za ramię, podnosząc ją bez wysiłku, aż stanęła.
- N-nie... - jęknęła.
- Zamknij się i rób, co ci każę! - syknął, patrząc na nią beznamiętnie. - Teraz się wykąpiesz, a potem pozwolę ci sobie obciągnąć.
- Nie! - chrypnęła, a jej oczy natychmiast zaszły łzami. - Nie, proszę...
- Stul pysk! - warknął, ciągnąc ją do łazienki i pomagając ustać, gdy potknęła się o próg. Bezceremonialnie popchnął ją w stronę niewielkiego prysznica, jednocześnie rozsuwając jej sukienkę.
- Błagam, zostaw mnie w spokoju — wyszeptała, a po policzkach spłynęły jej obficie łzy, rozmazując niegdyś piękny makijaż.
- Nie musisz się depilować — powiedział, podnosząc ją, by sukienka z niej spadła na podłogę. Był zaskakująco silny i choć wierzgała, starając mu się wyrwać, trzymał ją jedną ręką właściwie bez żadnego wysiłku. - Uspokój się, a nie zrobię ci żadnej krzywdy, rozumiesz? - syknął jej do ucha. Kwiknęła przestraszona, na co westchnął zrezygnowany. - Jesteś pewna, że ustoisz sama pod prysznicem? Może wejdę tam z tobą i po prostu cię umyję?
- Jesteś zboczony! Odpieprz się ode mnie!
- Nie — powiedział. - Albo sama wejdziesz pod ten pierdolony prysznic, albo zwiążę cię i sam umyję, a potem w ciebie wejdę. Pasuje ci taka opcja?!
- Nie... proszę. Sama się umyję. Daj... Daj mi, proszę, zachować choć trochę godności.
- Masz dziesięć minut — warknął, pop czym wyszedł, znów zamykając ją na klucz. Rozejrzała się bezsilnie, ale w pomieszczeniu nie było niczego, czym mogłaby go zaatakować, więc szybko skapitulowała, rozbierając się do końca i wchodząc pod prysznic. Strumień gorącej wody przyjemnie rozluźnił jej spięte mięśnie. Starannie zmyła zniszczony makijaż i zamknęła oczy, rozmyślając niemrawo o swoim dalszym losie.
- Wyłaź! - usłyszała przez szum wody kilka minut później. Westchnęła, zakręcając wodę i odwracając się do niego wolno, dłońmi zasłaniając piersi i cipkę. Stal tuż koło prysznica, w dłoni trzymając ręcznik. Był teraz tylko w ciężkich wojskowych spodniach, szpanując gołą, całkiem nieźle wyrzeźbioną klatą. Lecz to, co najbardziej przykuło jej uwagę i sprawiło, że poczuła się bardzo nieswojo, było jego lewe ramię, a właściwie jakaś niebywale zaawansowana proteza, która je imitowała. Wokół miejsca, gdzie błyszczący metal sztucznej ręki łączył się z resztą ciała, widniały czerwone blizny. - Wyłaź — powtórzył, podając jej ręcznik i wpatrując się w nią ostro. Wyszła niepewnie, owijając się od razu, by choć częściowo poczuć się ubraną. Przyjrzał się jej z lekkim, cwaniackim uśmiechem, po czym niespodziewanie schylił się lekko, przerzucając ją sobie przez ramię. Pisnęła przestraszona, ale dał jej mocnego klapsa w tyłek, więc zamilkła. Po kilku krokach postawił ją na podłodze. - Obciągniesz mi — powiedział. - teraz. i postaraj się, abym był zadowolony.
Przygryzała wargę, patrząc na niego przestraszona. Westchnął, po czym popchnął ją tak, by przed nim klęknęła.
- Dlaczego to robisz? - wyszeptała, wpatrując się w niego wielkimi oczami, podczas gdy on rozpinał rozporek.
- Bo mogę — warknął. - Poza tym jesteś dziwką, wiec co to za różnica, kto cię posuwa?
- Nie jestem dziwką — chrypnęła, patrząc przerażona, jak wyjmuje z bokserek dużego penisa. Przełknęła nerwowo ślinę. - Jestem kobietą do towarzystwa... Nic więcej. Nie daję nikomu za pieniądze...
- Ssij — powiedział, nie zwracając uwagi na jej słowa i zbliżył członka do jej ust. Zacisnęła stanowczo zęby, ale wtedy uderzył ją w twarz. - Ssij, kurewko! Naprawdę nie chcesz, żebym się bardziej zdenerwował! - warknął. Chlipnęła przestraszona, posłusznie biorąc go do ust. Natychmiast uderzył w nią jego zapach. Nienawidziła lodzików, od razu zbierało się jej na wymioty, ale teraz nie miała wyjścia, musiała mu obciągnąć, bo złapał ją za włosy, napierając na nią stanowczo biodrami. Stęknęła, niechętnie poruszając głową. Na języku czuła jego ciężar i lekko słonawy smak, od którego mdliło ją coraz bardziej, ale słysząc jego stłumione jęki, zacisnęła mocniej usta, chcąc jak najszybciej go doprowadzić, by ten horror wreszcie się skończył. Po kilku minutach poczuła, jak penis tego psychola zaczyna pulsować w jej ustach, a to mogło znaczyć, że za chwilę dojdzie. Zacisnęła oczy, oddychając szybko przez nos, gdy spiął się i z głośnym, niemal zwierzęcym okrzykiem spuścił się głęboko do jej gardła. Zadławiła się, a spod zamkniętych powiek natychmiast popłynęły jej łzy.
- Grzeczna suczka — wychrypiał, po niedługim czasie się z niej wysuwając. Łapczywie zaczerpnęła powietrza, w ustach czując słony smak jego spermy. Skrzywiła się z niesmakiem. — A teraz się grzecznie wypnij — wydyszał.
- Nie! - pisnęła, kręcąc głową. - Człowieku, zrobiłam, co chciałeś, wypuść mnie!
- Nie mam zamiaru! - złapał ją mocno za ramię i popchnął na kanapę tak, że o siedzisko oparła się biodrami, klęcząc na podłodze. Jęknęła głośno, gdy naparł na nią biodrami, uderzając penisem w jej odsłoniętą cipkę. - Bądź grzeczną dziewczynką — warknął jej do ucha, przygniatając ją do śmierdzącej fajkami i potem kanapy. - Naprawdę chcesz, żebym cię zgwałcił? - zacisnął dłoń na jej karku, a ona jęknęła przerażona. - Chcesz poczuć ból, gdy będę w ciebie wchodzić bez końca, zalewając cię kolejnymi dawkami spermy? Jeśli tak bardzo chcesz mi się przeciwstawiać, to wiedz, że za chwilę to zrobię... Ale przecież wcale nie musi tak być... To może być całkiem przyjemny układ...
- Czemu to robisz? - wyłkała przez łzy.
- dawno nikogo nie miałem — mruknął, zaczynając masować jej cipkę. Pisnęła, zaciskając uda, ale rozsunął jej nogi swoim kolanem. - Nie próbuj... Mam na ciebie wielką ochotę.
- Policja już na pewno mnie szuka! Peter zgłosił moje zaginięcie! - jęknęła.
- Oh, nie, nie... Widzisz, maleńka, ty bardzo chętnie uciekłaś z tego przyjęcia w moich ramionach... Poza tym jesteśmy właśnie na Ukrainie. Uwierz mi, złotko, tutaj nikt cię nie szuka. To opuszczone osiedle.
- Jesteś potworem!
- Nawet nie wiesz, jakim — syknął, wsuwając w nią palce, a gdy poczuł, jak bardzo mokra jest, uśmiechnął się triumfalnie i po chwili zastąpił go swoim wielkim penisem. Wrzasnęła z bólu, gdy wszedł w nią aż po same jadra, wypełniając ją szczelnie. Jej ciasna cipka nie była przyzwyczajona do takich rozmiarów, więc teraz piekła ją niemiłosiernie. - Pilnuj więc, by nigdy się nie dowiedzieć, co potrafię z tobą zrobić, gdy jestem zły — mruknął, dając jej mocnego klapsa i zaczynając ją posuwać. Jęknęła piskliwie, wbijając palce w wysłużone oparcie kanapy, starając się ze wszystkich sił nie zwracać uwagi na to, jak zaczyna reagować na niego jej ciało. - Jęcz, maleńka! - chrypnął, trzymając ją mocno za biodra i wbijając się w nią raz za razem w szaleńczym tempie. Szarpnęła głową, starając się opanować drżenie własnego ciała, ale nie mogła. Jęknęła, gdy trafił w jej najczulszy punkt, a ją przeszedł potężny dreszcz rozkoszy. - O tak, właśnie. Widzisz, jak nam razem dobrze? - stęknął, wyginając się nieco, by być w niej jeszcze głębiej. Miała wrażenie, że za chwilę ją przerżnie na wylot. Jeszcze żadnego ze swoich facetów nie czuła tak głęboko, jak jego. Mało tego, mogła śmiało powiedzieć, że żaden z nich nie dorównywał mu zdolnościami, aczkolwiek nie zamierzała się do tego nikomu przyznać, nawet przed samą sobą. Po chwili z przerażeniem poczuła, jak oślinionym palcem kręci niewielkie kółeczka na jej drugiej dziurce, najwyraźniej mając zamiar wepchnąć tam swój palec. Pisnęła przestraszona i w tym samym momencie przyszedł pierwszy spazm potężnego orgazmu, który sprawił, że niemal straciła przytomność. - No już, dojdź! - syknął, napierając palcem na jej odbyt. Wrzasnęła, gdy orgazm rozlał się w niej potężną falą, prawie odbierając jej wszystkie zmysły, po czym trysnęła długo. Jęknął wraz z nią, gdy skurcze jej pochwy skutecznie go w niej unieruchomiły, po czym doszedł w niej głęboko, zalewając ją potężnym strumieniem gorącej spermy. Zacisnęła powieki, łkając cicho. Po chwili wysunął się z niej, odwracając ją na plecy i rozkładając jej szeroko nogi.
- Spisałaś się — powiedział ochryple, dając jej mocnego klapsa w mokrą i obolałą cipkę, wypełnioną jego nasieniem, które teraz z niej wypływało. - Ogarnij się...
- Skończyłeś we mnie! - jęknęła, wdrapując się na kanapę i skulając w kłębek.
- W łazience znajdziesz tabletkę, weź ją — powiedział beznamiętnie, zapinając spodnie. - Mnie też nie uśmiecha się, byś paradowała tu z brzuchem — skrzywił się mocno na samą myśl.
- Wypuść mnie, błagam! Nikomu o tobie nie powiem! Zniknę z twojego życia...
- Nie! - powiedział sucho. - Zostajesz tu ze mną i jesteś na każde moje zawołanie, czy to jasne? A teraz spieprzaj po tę tabletkę! - syknął, patrząc na nią wzgardliwie i wychodząc z pokoju. Gdy tylko zniknął jej z oczu, rzuciła się do łazienki, gdzie na pralce znalazła tabletkę na chusteczce higienicznej i szklankę wody. Zażyła ją szybko, modląc się, by medykament zadziałał. Obok szklanki zauważyła czystą bieliznę, więc założyła ją szybko. Wychodząc, zauważyła go siedzącego w skromnie umeblowanej kuchni, pochylonego nad gazetą. Przygryzła wargę, po czym rzuciła się biegiem do drzwi wejściowych, przy których stały jego wojskowe buty. Nawet, jeśli mówił prawdę i to osiedle było opuszczone, wolała tułać się gdzieś samotnie, niż być tutaj jego kurwą. Szarpnęła za klamkę, ale drzwi okazały się zamknięte. Przekręcanie górnego zamka też na nic się zdało.
- Wybierasz się gdzieś? - usłyszała za sobą jego lodowato zimny glos. Pisnęła, a w następnej chwili chwycił ją mocno za kark i docisnął twarzą do drzwi. - Naprawdę... Dlaczego tak bardzo domagasz się gwałtu albo śmierci? Mógłbym skręcić ci kark, ale wolę raczej się z tobą zabawiać...
- Błagam... Wypuść mnie.
- Już o to prosiłaś, a ja się nie zgodziłem. Będziesz moja bez względu na to, czy tego chcesz, czy nie — wyszeptał, a jego głos przepełniony był groźbą. - Uwierz mi, że nie chcesz, żebym cię skrzywdził. Dzisiaj zachowałaś się dość poprawnie, więc było miło, ale jeśli zrobię to, jeśli nie będziesz mnie słuchać.
- Kim... czym ty jesteś? - jęknęła, gdy odwrócił ją do siebie mocnym szarpnięciem i jej wzrok spoczął na jego lewym ramieniu.
- Nie chcesz wiedzieć...
- Zależy ci tylko na seksie?
- Jeśli chcesz, możesz nam tez gotować, nie obchodzi mnie to... Ale przede wszystkim masz się mnie słuchać. Dla swojego dobrze pojętego bezpieczeństwa, rozumiesz? A wtedy będzie dobrze. Będziesz się ze mną pieprzyć tak często, jak ci powiem.
- Wolę zdechnąć, niż znów ci obciągnąć! - wrzasnęła, spluwając mu w twarz. Skrzywił się, po czym zacisnął dłoń na jej gardle.
- Nigdy więcej tego nie rób, rozumiesz? - warknął, ściskając tak mocno, że natychmiast zaczęła się dusić. Przerzucił ją sobie przez ramię i choć wrzeszczała i wierzgała jak szalona, starając się oswobodzić, bez przeszkód doniósł ją do jej pokoju, gdzie rzucił ją na kanapę i wyszedł stamtąd szybko, zamykając drzwi. - jestem ciekawy, jak długo wytrzymasz bez żarcia — rzucił jeszcze mściwie przez drzwi.
- Pieprz się, psycholu! - wrzasnęła. - Ludzie, ratunku! On mnie więzi! Niech mi ktoś pomoże!!!!
Z drugiej strony zamkniętych drzwi dobiegł ją tylko jego gardłowy śmiech.

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii fantasy i erotyczne, użyła 3052 słów i 16971 znaków, zaktualizowała 15 sty o 13:39.

2 komentarze

 
  • Gazda

    Jak najbardziej TAK :bravo:

  • elenawest

    @Gazda dziękuję bardzo :-D i zapraszam też do moich innych opków ;-)

  • Gazda

    @elenawest zanurze się w lekturze😀

  • elenawest

    @Gazda super :-D

  • AnonimS

    Zestaw na tak. Ciekawie się zapowiada. Chyba nie są w Czarnobylu ?  :blee:

  • elenawest

    @AnonimS nieeee, nie w czarnobylu :-P spokojnie :-D