Zagubiony |18+| rozdział 13

Zagubiony |18+| rozdział 13- Coś ty powiedziała? - zapytał twardo, odsuwając się od niej i patrząc na Annę z mieszaniną gniewu i przerażenia. - Nie możesz, rozumiesz? Nie wolno ci! - wrzasnął, potrząsając nią energicznie za ramiona. - Nie wolno — powtórzył ochryple, zrywając się na równe nogi. Spojrzała na niego z bólem w oczach.
- Dlaczego nie? - zapytała cicho. - Nie możesz mi tego zabronić.
Pokręcił zrezygnowany głową, łapiąc się za włosy.
- Nie powinnaś była mi tego mówić. Tak nie może być, rozumiesz?
- Nie! - zaprzeczyła, również wstając. Natychmiast się cofnął, jakby się bał, że się czymś od niej zarazi. Przygryzła wargę, wzdychając ciężko. - Właśnie nie rozumiem.
- Anno — powiedział powoli, a jego głos drżał. - Mówiłem ci już kiedyś, że ja nie potrafię kochać, rozumiesz? Nie pamiętam tego uczucia, a oni zrobili wszystko, bym go na nowo nie odkrył, rozumiesz? Ja nie mam uczuć.
- To nie jest prawda — zaprzeczyła gorąco, podchodząc do niego szybko. Położyła mu dłoń na policzku. Wzdrygnął się, ale nie cofnął. - Masz uczucia wyższe, James. Wiem to.
- Niby skąd? - prychnął kpiąco, patrząc na nią poważnie. - Nie siedzisz w mojej głowie.
- Zgadza się — przytaknęła spokojnie. - Ale widzę twój strach, żal, gniew, chęć bycia lepszym człowiekiem. Widzę twoje uczucia, choć tak bardzo starasz się je ukrywać. Twoje oczy cię zdradzają. I wiesz co? Gdybyś faktycznie nie miał żadnych uczuć, nigdy byś nie walczył, by pozostać sobą, nie przejmowałbyś się tym, że mnie skrzywdziłeś.
- No właśnie — syknął, odsuwając się od niej. - Skrzywdziłem cię najmocniej, jak tylko mężczyzna potrafi, a ty mi mówisz, że mnie kochasz. Dziewczyno, co z tobą nie tak?
Spuściła wzrok, przygryzając wargę.
- Syndrom sztokholmski — wyszeptała.
- Co? - zmarszczył brwi. - Nie rozumiem. O czym ty mówisz, Anno?
- To stan psychiczny związany między innymi z porwaniem, który objawia się tym, że u ofiary pojawiają się silne uczucia pozytywne wobec swojego oprawcy...
- Zwariowałaś!
- Pewnie tak — wzruszyła ramionami, patrząc na niego smutno. - Nic na to nie poradzę.
- Kurwa! - warknął, przeczesując dłońmi długie włosy. - Już dawno temu powinienem był pozwolić ci odejść.
- Pozwoliłeś — przypomniała mu. - Ale zostałam.
- Wciąż nie rozumiem dlaczego.
- Wytłumaczyłam ci to przecież...
- Jakoś to do mnie nie przemawia.
- Potrzebujesz mnie, prawda?
Kiwnął głową w sposób, jakby się niezmiernie do tego zmuszał.
- Więc z tobą zostanę...
- Dobrze wiesz, że chodzi mi tylko o seks — warknął. - Nigdy nie dam ci dziecka, szczęścia... Jestem psychopatą, Anno.
- Nie, nie jesteś — powiedziała cicho, zbliżając się znów do niego. - I doskonale wiem, na jakiej relacji ci zależy. Jestem twoja, James. Zerżnij mnie.
- Nie — pokręcił stanowczo głową.
- Dlaczego? Czyżbym nagle przestała cię pociągać?
- Oczywiście, że nie! Cały czas mnie pociągasz, mała.
- No więc o co? Przecież chcesz wyłącznie, bym była twoją kurwą, czyż nie?
- Przestań! - syknął.
- Taka jest prawda. Sam przed chwilą powiedziałeś, że tylko seks wchodzi w grę, że nie masz żadnych uczuć, więc dlaczego nagle się wściekasz, gdy poprawnie się nazywam?! - wrzasnęła, a po jej policzkach spłynęły łzy.
- Anno, uspokój się — mruknął, niezadowolony, próbując ja objąć, ale mu się wyrwała. - Nie jesteś moją kurwą.
- A kim? Powiedz mi kim, jeśli właśnie nie kobietą do rżnięcia? Tanią dziwką, której przynajmniej nie musisz płacić za dupczenie!
Doskoczył do niej i zanim zdążyła zareagować, złapał ją mocno za gardło i cisnął na kanapę, siadając na jej nogach i unieruchamiając ją.
- Tego właśnie chcesz? - zapytał głucho, a jego głos przypominał warknięcie wściekłego psa. - Poniżenia? Przedmiotowego traktowania? A może chcesz, żebym znów cię zgwałcił? Może to właśnie to, czego ci brakuje? Tak bardzo chcesz się mnie bać, Anno? Chcesz czuć ból za każdym razem, gdy będę cię brać? Uwierz mi, że z łatwością to zrobię. Po prostu przestanę się kontrolować, ale uwierz mi, że wtedy szybko pożałujesz swojej decyzji — syknął, nachylając się do niej. W jej rozszerzonych źrenicach dostrzegł strach. - Właśnie to cię podnieca? Mów! - ryknął, aż się skuliła.
- James... - chrypnęła ledwo słyszalnie przez ściśnięte gardło.
- Wiesz, ile razy mogłem cię zabić? On tego chciał. Czułem to. Chciał cię zerżnąć tyle razy i tak mocno, że nic by z ciebie nie zostało. Zostawiłby cię w tamtym mieszkaniu. Zalaną w każdą możliwą dziurę, zakrwawioną i skatowaną tak, że już byś nie wstała. Nikt nawet by cię tam nie znalazł, rozumiesz? Ale ja nie jestem takim zwierzęciem, jak on, choć to wszystko, co we mnie wszczepili, już na zawsze we mnie pozostanie. Nigdy nie uwolnię się od tego gówna, ale to wcale nie znaczy, że obecnie mi na tobie nie zależy, choć zupełnie nie w takim kontekście, jak tego byś chciała. I nie miej złudzeń, że kiedykolwiek się to zmieni!
Puścił ją równie szybko, jak złapał i podszedł do drzwi, które otworzył szarpnięciem. Spojrzała na niego przestraszona i zdezorientowana.
- Masz dwie opcje, Anno. Jeśli tak bardzo chcesz być traktowana, jak dziwka, to zapewniam cię, że ten świat da ci to wszystko przy najbliższej okazji, wystarczy, że stąd wyjdziesz — warknął, ręką wskazując schody. - Jeśli jednak zdecydujesz się zostać... Ze mną, wtedy będziesz moją kobietą, rozumiesz? Tylko moją. Będziesz mi się oddawać, często. Zapewne nie jeden raz będę gwałtowny, być może nawet brutalny, ale nigdy cię nie skrzywdzę. Otoczę cię opieką. Będę cię szanować, lecz nigdy nie dam ci tego, czego pragniesz. Ale jeśli zostaniesz, musisz mi obiecać, że już nigdy nie powiesz mi, co do mnie czujesz, jasne? Nigdy więcej.
Podniosła się ciężko z kanapy i ze wzrokiem wbitym w jego smutne, rozzłoszczone oczy, podeszła do drzwi.
- Mogłabym również wrócić do kraju — powiedziała cicho, stając w progu i patrząc ponuro na klatkę schodową.
- Raczę ci przypomnieć, że już próbowałaś i ci się nie udało — położył jej dłoń na karku, zaciskając lekko palce. - Twój wybór.
- Nigdy więcej — wyszeptała, cofając się do mieszkania. Spojrzała na niego przez łzy. Kiwnął głową, zatrzaskując drzwi. Wzdrygnęła się, gdy uderzyły o framugę.
- To dla twojego własnego bezpieczeństwa, mała — wyszeptał, puszczając ją. - Nie jestem odpowiednią osobą do kochania.
- Mylisz się, James — mruknęła, wymijając go szybko. - Jesteś tego wart.
- Nie. A już szczególnie nie jestem wart ciebie. Ale tak, potrzebuję cię. Bardzo... Anno — podszedł do niej, gdy usiadła na kanapie. Spojrzała na niego niepewnie. - Jeśli kiedyś stwierdzisz, że masz dość, zrobię wszystko, byś bezpiecznie wróciła do kraju i miała tam wszystko, na co zasługujesz.
- Nie chcę odchodzić, Bucky. Nie od ciebie — jęknęła, wtulając się w niego. Westchnął, obejmując ją nieznacznie.
- Popełniłaś błąd, maleńka — wyszeptał, gładząc ją po włosach. - Nigdy nie powinnaś pozwolić, by te uczucia się w tobie zrodziły. Tak nie powinno być.
- Przepraszam — chrypnęła, uciekając do łazienki. Westchnął, opierając się ciężko o kanapę, po czym schował twarz w dłoniach. Gdy usłyszał szum lejącej się wody, wyszeptał:
- Nie, to ja przepraszam, Anno... I dziękuję.
Tymczasem Anna, stojąc pod prysznicem, pod strumieniami letnawej wody, wylewała kolejne hektolitry łez, wyrzucając sobie własną głupotę i zbyt długi język.
W końcu, nie potrafiąc już ustać na nogach, klęknęła, zanosząc się spazmatycznym płaczem.

- Anno — powiedział cicho, zakręcając lodowatą wodę pół godziny później i podnosząc ją łagodnie z podłogi brodzika. - Uspokój się, maleńka — owinął ją szczelnie ręcznikiem, gdy zaczęła się trząść z zimna.
- James — jęknęła, szczękając zębami. - Nie zostawiaj mnie, proszę.
- Nie mam zamiaru, ty wariatko — mruknął, rozcierając jej drżące ciało szybkimi ruchami. - Chciałaś się tam utopić, czy zamarznąć?
- N-nie...
Po chwili wziął ją na ręce i zaniósł na kanapę. Z ich bagażu wyciągnął wszystkie grubsze ubrania, po czym omotał ją w nie, przykrywając kocami.
- Siedź tu i nigdzie się nie ruszaj. Za niedługo wrócę.
Spojrzała na niego półprzytomnym wzrokiem.

Gdy wrócił godzinę później z ciepłym posiłkiem, leżała skulona na kanapie, przykryta tymi wszystkimi warstwami i dygocąc tak bardzo, że wystraszył się, że zaraz wyląduje dość boleśnie na podłodze. Ostawił naczynia z jedzeniem na stół, po czym dotknął jej czoła. Parzyło.
- Kurwa, jeszcze to — syknął wściekły. Niewiele wiedział o opiece nad chorą osobą. Szczerze powiedziawszy, przez te wszystkie lata kontrolowania przez Hydrę kompletnie zapomniał, że w ogóle można chorować...

Stęknęła, otwierając zaspane oczy i rozglądając się niepewnie.
- James? - chrypnęła, unosząc się lekko na łokciach.
- Leż — warknął, podchodząc do niej szybko. Wyglądał na niewyspanego i zmartwionego. Posłusznie wykonała jego polecenie. Była słaba i kręciło się jej w głowie.
- Co się stało? - zapytała cicho.
- Czterdziesto minutowy prysznic, gdy zamiast wody lecą już niemal kostki lodu, nie jest zbyt mądrym pomysłem — powiedział ostro, siadając przy niej. Dotknął jej czoła. - Przynajmniej nie masz już gorączki.
- Zemdlałam?
- Cholera wie... Miałaś wysoką temperaturę przez kilka dni.
- Zaopiekowałeś się mną — zauważyła i aż ścisnęło ją w gardle. Kiwnął głową, po czym podał jej miskę zupy. - Ugotowałeś? - zapytała zdumiona.
- Aż tak zdolny nie jestem, Anno... Nie, rozdają tu żarcie dla biednych. Nie ma tego dużo, ale jest ciepłe. Zjedz, nabierzesz sił...
- Dziękuję — bąknęła, zabierając się za jedzenie.
- Po prostu wyzdrowiej... Proszę.

- Już wstałaś? - mruknął rano tydzień później, widząc ją wychodzącą z łazienki. Twarz miała lekko zarumienioną, a mokre włosy zawinęła w ręcznik.
- Tak. Musiałam się umyć, poza tym już dobrze się czuję — powiedziała cicho.
- Jesteś pewna? - wstał szybko. Odwróciła wzrok, by nie patrzeć na jego nagą, umięśnioną klatę.
- Oczywiście. Nie mam już przecież gorączki i przestałam kaszleć. Naprawdę nic mi nie jest.
- To dobrze, bo przysięgam, że jeśli raz jeszcze wykręcisz taki numer, przełożę cię przez kolano i spuszczę ci taki łomot, że nie siądziesz na tyłku przez kilka tygodni — warknął, podchodząc do niej i obejmując ją mocno. - Kurwa mać, kobieto, martwiłem się o ciebie. Tak zaskoczyłaś mnie tą chorobą, że chciałem uciec...
- Więc dlaczego tego nie zrobiłeś? - zapytała cicho, wtulając się w niego delikatnie.
- Bo jesteś na tyle upartą i irytującą istotą, że za cholerę nie potrafię o tobie zapomnieć — westchnął. Spojrzała na niego zaskoczona. - Masz minę wystraszonego chomika...
- Oh, więc teraz trzymają się ciebie żarty, tak? - zapytała, zakładając ramiona na piersi. Nie bardzo wiedziała, jak się zachować. Czy powinna być na niego zła o takie określenie, czy wręcz przeciwnie, roześmiać się.
- Lalka... Kiedyś lubiłem żartować — mruknął, marszcząc czoło. - Poza tym przecież nie będę cały czas na ciebie wrzeszczeć. Mówiłem ci kiedyś, że nie jesteś tu więźniem... Więc może powinniśmy...
- Co takiego? - zapytała łagodnie, gdy zamilkł. Westchnął, wzruszając ramionami.
- Gdy miałaś gorączkę, często majaczyłaś... Błagałaś mnie, bym cię nie krzywdził, mówiłaś, że chcesz być przy mnie szczęśliwa. Anno... Przez te kilka dni, nasłuchałem się twoich wyznań miłości... I przepraszam, że nie potrafię odwdzięczyć ci się tym samym...
- Ja... - przygryzła wargę, rumieniąc się mocno. - Przepraszaj.
- Przestań — pokręcił głową. - To nic nie da. Miej sobie te uczucia, tylko mi ich nie okazuj, dobrze? Nie wiem, jak się wtedy zachować... To dla mnie spora nowość. Nie pamiętam już, kiedy ktoś był dla mnie tak dobry, jak ty i cholernie się tego boję. Wiem, to nienormalne, ale tak jest po kilku dekadach tortur i poniżania. Muszę na nowo nauczyć się żyć. Pewnie jeszcze trochę czasu zajmie mi przyzwyczajenie się do mojej wolności. Codziennie sprawdzam, czy nikt nas nie obserwuje, nie śledzi, nie chce zabić... To odruch. Gdybym mógł, pewnie spałbym z otwartymi oczami. Boję się przede wszystkim o ciebie, rozumiesz, mała? Zależy mi na tym, byś była przy mnie...
Kiwnęła głową, całując go lekko. Westchnął jej w usta, łapiąc ją za tyłek i podnosząc bez wysiłku. Chwilę później jęknęła głośno, czując, jak ociera się o jej najwrażliwsze miejsce i zadrżała nieco.
- James...
- Mogę przestać, jeśli wciąż się boisz mojego dotyku — wyszeptał, całując ją po szyi.
- Nie — poprosiła. - Nie boję się...

- Anno! - jęknął, gdy wbiła mu paznokcie w barki i przesunęła je w dół po jego plecach. Oh, słodka torturo! Zacisnął zęby na jej sutku, raz po raz zatracając się w jej słodkim, tak gorącym wnętrzu. Była napalona i miał zamiar dać jej maksimum rozkoszy. Dobitnie pokazać jej, że należy tylko do niego.
Pisnęła głośno, gdy uderzył biodrami w jej uda, wbijając się w nią głęboko. Jego nabrzmiały penis precyzyjnie uderzył w jej najczulszy punkt, wywołując w niej lawinę doznań. Kumulująca się w jej podbrzuszu fala rozkoszy, rozlała się po jej ciele, emanując prosto z jej cipki, sprawiając, że jej wszystkie kończyny zdrętwiały, a głos uwiązł w gardle w czasie najwyższego tonu wrzasku, jaki opuścił jej usta, gdy obezwładnił ją potężny orgazm.
Uniósł się nieco na rękach, z żarem podniecenia w oczach obserwując zadowolony, jak ta słodka brunetka dochodzi, wstrząsana kolejnymi spazmami, po czym tuż po kolejnym pchnięciu, wybuchł w jej wnętrzu, zalewając jej pulsującą cipkę sporym ładunkiem gorącej spermy. Wzdrygnął się, zaciskając kurczowo palce na poduszce tuż przy głowie Anny i zacisnął zęby, czując, jak jego penis posyła w nią kolejne porcje nasienia. Przez chwilę widział przed oczami tylko ciemność, a gdy wreszcie znów odzyskał wzrok, zauważył, jak kobieta przygląda mu się badawczo.
- Hej — mruknął ochryple, wysuwając się z niej wraz z nadmiarem spermy, która spłynęła po jej udach, brudząc pościel.
- Ciepło — wyszeptała, zagryzając wargę w najbardziej seksowny sposób, jaki kiedykolwiek widział. Pochylił się i pocałował ją w nos.
- No pewnie — zaśmiał się, a na dźwięk szczęścia w jego głosie zrobiło się jej cieplej na sercu. - Przynajmniej wciąż mogę się spuszczać, choć dzieciaka już nikomu nie zrobię...
- Wiem — przytaknęła, uśmiechając się nieznacznie.
- Nie mów mi, że byś chciała... - połaskotał ją, przez co pisnęła zaskoczona.
- Nie, nie chciałabym — powiedziała szybko.
- Kłamiesz... - westchnął, siadając na kanapie.
- Co każe ci tak sądzić? - spojrzała na niego, przekrzywiając głowę.
- Masz smutne oczy, Anno... Wybacz, dokonałaś wyboru, wiedziałaś, na co się piszesz, zostając ze mną.
- Nie chodzi o ciebie, ty narcyzie — prychnęła, wstając z cichym jękiem. Naprawdę ją zmęczył. Gdy tylko stanęła na zimnej podłodze, wylała się z niej reszta jego nasienia. - Chyba trochę przesadziłeś... - stwierdziła, patrząc na swoje uda, po których spływała biaława maź.
- Ja nigdy nie przesadzam, lalka... No, więc o co ci chodzi? - klepnął ją w tyłek, zostawiając na jej jasnej skórze czerwony ślad swojej ręki.
- O nic ważnego — powiedziała cicho, zmierzając do łazienki.
- I znów kłamiesz...
- To nie twoja sprawa, Barnes! - odkrzyknęła, wchodząc pod prysznic, choć wiedziała, że woda nie będzie zbyt ciepła.
- No proszę, pierwszy raz użyłaś mojego nazwiska — zaśmiał się, wchodząc tam za nią i obejmując ją od tyłu. - To jakiś postęp, panno Connor...
- Skąd wiesz, jak się nazywam? - zapytała zdumiona, spoglądając na niego przez ramię.
- Sądzisz, że nie miałem pojęcia, kogo sobie biorę? - zachichotał. - Maleńka, śledziłem cię, gdy kręciłaś się przy tamtym głupku. Doskonale wiedziałem, że się spotykacie. Był moim celem.
- Dlaczego właściwie on?
- Nie powiedzieli mi. Podali tylko cel. Nie pytałem o powody, dla których miałem go zabić — wzruszył ramionami, całując ją po szyi. Stęknęła, opierając się plecami o jego tors. - Nadal mi stoi — chrypnął jej do ucha, delikatnie je przygryzając.
- Czuję — oparła się dłońmi o ścianę prysznica. - Weź mnie... Proszę!

elenawest

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka i fantasy, użyła 3107 słów i 17037 znaków, zaktualizowała 5 kwi o 16:56.

1 komentarz

 
  • Kotek3

    Bardzo ładne opowiadanie i nieżle nakreca;)

  • elenawest

    @Kotek3 dziękuję ;-) i szczerze zachęcam do dalszego czytania :-D

  • Kotek3

    @elenawest  dziękuję w miarę wolnego czasu będę do Ciebie zaglądać,  zainteresowała mnie;)

  • elenawest

    @Kotek3 cieszę się bardzo :-D polecam również "W świecie klamstw" ;-)

  • Kotek3

    @elenawest A co ja zrobię jak mnie jeszcze bardziej nakręcić?

  • elenawest

    @Kotek3 nie mam pojęcia :-P