"Wędrówka dusz"-Tom IV-Rozdział XVIII- Ciężki los po wojnie...

Zgrzyt gąsienic oraz hałas silników obiegał całą okolicę. Do serca czarnej rzeszy wdarli się Rosjanie, by zadać ostateczny cios. W miasto cały czas uderzały pociski artyleryjskie, niszcząc piękną niegdyś stolicę. Na ulicach nie było już wspaniałych parad, emocjonalnych pełnych rozmachu przemówień, ludzie nie wiwatowali, zamiast tego wszędzie były ciężkie pojazdy zdobywające powoli okolicę oraz plujący ołowiem ze swych broni radzieccy żołnierze. Atmosfera radości i wielkiej buty zmieniła się na tą pełną strachu i niepewności. Hitler niegdyś tak uwielbiany przez tłumy, dzisiaj jego imię jest przeklinane nawet przez Niemców. Nasz bohater z asystą pancerną powoli dołączał do walk, na chwile obecną Kratos dołączył do piechociarzy, snajperów mieli wystarczającą ilość, dlatego niepotrzebnych skierowali do standardowych oddziałów piechoty.
     Za zdobycznego Lugera i swojego mosina kupił PPSz-kę z magazynkiem bębnowym, stwierdził, iż pm bardziej przyda się w walce na bliski dystans niż karabin. Bitwa była podobna do tej stalingradzkiej, jednak tutaj nie przechodzili kanałami czy rurami nad ziemią, z ukrycia rażąc wroga. Role całkowicie się odwróciły. Teraz to Niemcy odgrywali rolę gryzoni, a Rosjanie ich tępili. Tak więc nie było czasu, by spokojnie wymierzyć, teraz liczyło się, kto szybciej pociągnie za spust.
     Dowódca czołgów wezwał ich do siebie:
– Słuchajcie towarzysze, na tej ulicy wczoraj, inni pancerniacy stracili jeden wóz, z ostatniego raportu wynika, że zobaczyli 88 na końcu w piwnicy jednego z budynków. Już i tak mamy problem z tymi panzerfaustami, wiec musimy uważać jak diabli. Dział możemy się pozbyć zawczasu w porównaniu do ich ręcznych kolegów. Nie wznowie ataku, póki to działo ujada – Oddział ruszył za dowódcą, przeskoczyli mały murek i zaczęli rozglądać się za zagrożeniem dla czołgów.
     Gdy byli już za rogiem huknął strzał, a oficer zwalił się martwy na bruk. Kratos jako najwyższy stopniem po zmarłym objął dowodzenie.:
– Dobra chłopaki, mamy tylko jeden dymny. Dzielimy się na pół, pierwsza grupa idzie ze mną, spróbujemy go oflankować, reszta trzyma tego szwaba tutaj. Postarajcie się nie zginąć – Poprowadził swoją grupę przez budynek. Jeden z żołnierzy spytał go:
– Towarzyszu, a dlaczego wszyscy nie pójdziemy przez budynek? Moglibyśmy go ominąć...
– Możliwe, ale co by to dało? Oprócz bezpiecznego przejścia dla nas oczywiście. Jeśli go nie zlikwidujemy, dorwie kogoś innego. A jeśli zaczai się na nasze sanitariuszki? Chcecie, by jedna z tych piękności leżała z pociskiem w głowie?
– Nie, towarzyszu – Pojawiła się mała przeszkoda-ściana budynku, przez który chcieli kontynuować, była niezniszczona, co prawie nigdy się nie zdarzyło. Saper spytał się:
– Towarzyszu oficerze, a może by tak to odrobiną trotylu załatwić?
– Boje się, że spłoszymy naszego ptaszka.
– Wystarczy dobrze wymierzyć ilość, a będzie brzmieć jak wybuch pocisku artyleryjskiego.
– Działaj.
– Tak jest – Zaczął minować ścianę, a po kilku chwilach z dymu po wybuchu wyłoniła się dziura na tyle duża, by można było przez nią przejść. Kratos chwycił w ręce pm i jako pierwszy przeszedł na drugą stronę. Z wielką ostrożnością rozejrzał się, patrząc przez okno, zauważył snajpera, tyle że, był w budynku naprzeciwko nich, do którego nie mogli przejść, nie wychodząc an ulice. A na pewno ułożył tam jakieś pułapki, które mają go ostrzec przed przeciwnikiem.
     Zabrał od jednego ze swoich żołnierzy Mosina, sprawdził, czy nabój jest w komorze i zaryglował zamek. Przymierzył się, zwolnił swój oddech i skupił się wyłącznie na celu. Po paru sekundach wystrzelił, jęk bólu rozbrzmiał naprzeciwko. Odrzucił karabin do właściciela i rozkazał dwóm żołnierzom z PPSz, by załatwili sprawę do końca. Wybiegli na ulicę, ostrożnie ominęli czyhającą pułapkę i zniknęli na schodach. Dźwięk automatów świadczył, że sprawa załatwiona. Zarządził zbiórkę. W kilka minut zebrali się wszyscy łącznie z grupą drugą, u nich zginęło dwóch. Co patrząc na skale bitwy, było niewysoką ceną, za zlikwidowanie wrogiego snajpera.
     Jeszcze tego samego dnia zniszczyli owe działo, które zagrażało czołgom. Po skończonym zadaniu mogli wreszcie odpocząć, jedni palili skręty, drudzy czyścili broń. Koło nich właśnie prowadzono jakichś szkopów, wśród nich było nawet paru młodziaków. Jeden z kompanów Kratosa zawołał do prowadzącego orszak Rosjanina:
– Dymitri, a ty co na szkołę napadłeś?
- Czy się Kuśniecow nie śmiej, bo ci gówniarze zniszczyli tymi cholernymi rurami dwa nasze T-34, nawet teraz słyszę ich krzyki, gdy palili się żywcem. Tego dźwięku i smrodu nigdy nie zapomnę...
– Co teraz nasi kochani oficerowie kazali wam z nimi zrobić?
– A właśnie to – Zdjął z ramienia PPSz i razem z resztą eskorty zaczęli strzelać do jeńców. Nie wszyscy od razu zginęli. Jeden z chłopców próbował się podnieść, plując krwią. Dowódca strażników wyjął TT z kabury i powoli podszedł do chłopaka. Kratos podbiegł do niego i chwycił go za rękę:
– Coś ty towarzyszu, zwariował? Przecież to jeszcze dziecko, chcesz być tacy jak oni?
– Gówno mnie to obchodzi, że smarkacz chciał się popisać, w jednym z tych czołgów straciłem brata. Złapaliśmy tych gówniarzy, jak cieszyli się, że trafili. Podskakiwali jak głupi. Kto mieczem wojuje od miecza ginie czyż nie? – rzekł, strzelając do chłopaka. Pierwsza kula sprawiła, że upadł na twarz, po kolejnych pociskach przestał się ruszać. Oprawca spojrzał na Kratosa i rzekł:
– Wojna to nie zabawa w dorosłego i dzieci. Jeśli dziecko zacznie strzelać i nie trafi, to zasługuje na potężne lanie, jednak jak trafi, musi się liczyć, że zginie. Jeśli trudno ci to pojąć, to radzę ci przejść na tyły, zanim twoje durne zachowanie sprowadzi jakąś tragedie. – Odwrócił się plecami i odszedł. Kratos nie mógł zaprzeczyć, że w jego słowach tkwiło ziarnko prawdy. Spojrzał na zabite dzieciaki i westchnął ciężko. Powinni się teraz bawić zabawkami, dokuczać innym czy bawić się w wojnę, a nie uczestniczyć w konflikcie dorosłych. Cóż to za tragedia, jeśli nawet najmłodsi muszą zapłacić jej straszliwą cenę.
     Następnego dnia prawie doszli do głównego budynku Berlina. Pokonali jedną ulicę najeżoną niemieckimi obrońcami i wyłonił się Reichstag, który wygląd jak brama piekieł. Częściowo się palił, a z każdego okna błyskało się światło świadczące o wystrzałach. Na placu przed frontem czerwonoarmiści chowali się, za czym tylko się dało. Razem z Kratosem przyjechały czołgi, z którymi nie potrafiły sobie dać rady broniące działa. Nasz bohater biegł wśród świstu pocisków i gejzerów wyrzuconej ziemi. Podczas tej szaleńczej bieganiny wielu zginęło lub było rannych, jeden z pocisków ranił nawet Kratosa. Na całe szczęście kula drasnęła mu ramię i rana nie była groźna. Odłamkowy z czołgu trafił tuż nad wejściem, zawalając gruzem broniących wejścia. Na to czekali Rosjanie, z krzykiem na ustach rzucili się ku wejściu, dobijając obrońców pod gruzami.
     Niestety, wejście do budynku, nie oznaczało koniec. Żołnierze musieli przebijać się przez każde pomieszczenie, korytarz. Obrońcy do końca nie odpuszczali, skryli się nawet do piwnic, żaden z nich nawet nie błagał o życie, każdy Niemiec w zasięgu był natychmiast eliminowany, nieważne czy z bronią, czy bez. Wieczorem atakujący zawiesili czerwoną flagę z sierpem i młotem, pokazując, w czyje ręce wpadł budynek. Miało to bardziej charakter propagandowy niż zwycięski, szwaby nadal atakowali i wychodzili jak szczury ze swoich dziur. Dopiero dwa dni później, ostatecznie się z nimi rozprawiano i wymuszono na nich kapitulację. W międzyczasie największy wróg umknął przed rozwścieczonymi Rosjanami, popełniając samobójstwo, jego ciała nigdy nie odnaleziono.
     Niecały tydzień później było już po wojnie. Kratos patrolował ulicę jako jednostka żandarmerii, kątem oka zobaczył, jak trójka czerwonoarmistą prowadzą ładną Niemkę, ku zrujnowanej kamienicy, widać, że nie idzie z własnej woli, a na jej twarzy maluję się strach. Nawet nie próbował interweniować, nawet jakby zwrócił im uwagę, to i tak później by to zrobili. Takie dramaty kobiet rozgrywały się w całym mieście. Jedne się temu poddawały, drugie próbowały oporu, jeszcze inne wkrótce po tym popełniały samobójstwo, a kolejne robiły to, by przeżyć. Ze smutkiem kiwnął głową i zdecydował się jak najdalej odejść, by nie słuchać krzyków. Z tyłu doleciały go słowa:
– Smutne co? – Odwrócił się i nie mal wypuścił karabin z rąk. Szybko podbiegł do osoby, która się odezwała i pocałował ją. Ta się uśmiechnęła i powiedziała:
– No i takie powitania, to ja rozumiem...
– Kiedy przyjechałaś?
– Godzinę temu.
– Czemu nic nie pisałaś o tym?
– Lubię robić takie niespodzianki. Biedna kobieta... Po przegranej stronie zawsze płacą ci niewinni. Ale to miasto nie jest inne niż poprzednie. W Budapeszcie też doszło do gwałtów na masową skalę. Idąc do ciebie, spotkałam Niemkę, która właśnie wyszła z pokoju, a za nią ubierał się oficer, który zostawił jej parę konserw. Spytałam, dlaczego to robi. A ona mi na to, że woli mieć Rosjanina na brzuchu niż Amerykanina nad głową, a jakoś musi, wykarmić dwoję dzieci, które zostawiła w zrujnowanym domu. Straszne...
– Już im tak nie współczuj, jeszcze nie tak dawno chodziły ze swastyką na fladze i skandowały imię Hitlera i chodziły do burdeli, gdzie spółkowały z ideałami „Czystej rasy”, chcąc urodzić wspaniałe podobne do nich dzieci, robiły prania mózgu małym dzieciom z blond włosami i niebieskimi oczyma, które porywali ich mężowie, odbierając słowiańskim rodzinom. Wiele z tych „biednych” kobiet torturowały więźniarki i znęcały się nad nimi. A teraz ojej biedne Niemki.
– Co się stało z twoim pięknym sercem mój ukochany?
– Spaliła je wojna tak jak większości. Ta wojna nie była podobna do poprzednich. Tam nie zabijałem dzieci, nie patrzyłem na aż taką masakrę cywili – Wyrwał się lekko z objęć Sary i próbował zapalić skręta. Dziewczyna wzięła od niego papierosa i rzuciła go do kałuży. Potem delikatnie go objęła, mówiąc:
– Dobrego serca nie da się spalić, można je torturować, ranić, podpalać, zanieczyszczać, ale i tak w głębi będzie tym samym sercem.
– Przepraszam cię Saro, to za dużo jak dla mnie i trochę się pogubiłem. Ciesze się, że jesteś moim drogowskazem i zawsze wskażesz mi właściwą ścieżkę – Odwzajemnił czuły gest. Po tym Sara lekko się odsunęła i powiedziała:
– Choć Dorian coś znalazł.
– To ten dureń nadal żyje?
– Tak, zdobył nawet sympatie i serca wielu dam w czasie podróży, ale oprócz chwilowego kontaktu cielesnego, zawsze je opuszczał. Ciągle ma w pamięci tą jego Lea – Dziewczyna zaczęła go prowadzić krętymi ścieżkami pełnymi gruzów. Doszli do jakiegoś bunkra, musiał się schylić, bo wejście było dosyć nisko, teraz jeszcze kilkaset metrów schodami i byli na miejscu.
     Znajdowali się w jakieś wielkiej sali, którą zdobiły dziwne obrazy, runy. Na środku stał stół, a na nim wielki czarny klejnot, po którego Dorian sięgał ręką. Kratos poczuł, jak ciarki przechodzą po całym jego ciele. Krzyknął:
– Nie dotykaj tego! – Ale było za późno, klejnot zamigotał ciemnym blaskiem, a człowiek trzymający go w rękach tępo spoglądał się na niego. Kratos powoli podszedł do niego i skierował ręce, by wyrwać mu ten kamień i go zniszczyć:
– Dorianie, proszę, podaj mi to.
– Ależ on jest piękny.
– Proszę, oddaj mi to – Ten nagle spojrzał na niego ze wściekłością i odepchnął dawnego przyjaciela. Wysyczał:
– Ty chcesz go dla siebie... Wiem o tym... Ty i ta suka chcecie mi go zabrać. Mój skarb.... Tak słysze cię... Co mam ich zabić i wtedy moja kochana Lea wróci? Dobrze, zrobię to, dla mojej ukochanej. Tak mój skarbie. Zaraz będzie po nich – Kratos i Sara byli zdezorientowali, co się dzieje, ich przyjaciel rozmawiał z kamieniem. Potem wyszarpnął z kabury pistolet Mauser i mierzył w nich, kontynuując dziwny dialog z klejnotem:
– Dziesięć naboi starczy ze spokojem na nich, co skarbie? Sprowadzisz mi tu Lea, co mój skarbie? Nie, nie, nie, co ja robię. Nie mogę tego zrobić. Nie, nie, kłamiesz... Lea w życiu by tak nie powiedziała – Dorian próbował się opierać mocy kamienia. Popatrzył na przyjaciela i błagalnym głosem powiedział:
– Błagam, pomóż mi. Nie mogę tego powstrzymać. To jest za silne... Wpływa na mój umysł. Już jestem mój skarbie. Na czym to skończyliśmy? A właśnie miałem zabić ich, by odzyskać Lea. Pa pa Kratosiku – Skierował lufę broni w jego kierunku, jego palec powoli zaciskał się na spuście. Nagle bam! Pada jak rażony gromem. Za nim stoi dziewczyna z resztką krzesła w ręku. Upuściła, to co miała w rękach i nieśmiało wtrąciła:
– Trochę przynudzał co nie? – Kratos z ulgą odetchnął, odkopnął dziwny kamień od rąk Dorian, a następnie ciężkim butem zniszczył go. Nieludzki wrzask rozległ się po całym pomieszczeniu, był to tak przeraźliwy dźwięk, że ciarki przeszły im po plecach. Gdy już mieli odetchnąć, całą komnatę zalał jasny blask. Dziewczyna i żołnierz przybrali pozycję gotową do obrony. Nim zdążyli coś zrobić, oślepiło ich światło.
     Gdy ich wzrok wrócił do normalnego stanu, ich oczom ukazał się nowy krajobraz. Znajomy domek z pięknym ogrodem. Sara nadal była przestraszona, lecz Kratos już się uspokoił, więdząc, że nic im nie grozi. Wziął Sarę za rękę i poprowadził ją do ogrodu, gdzie znalazł Tego, kogo szukał. Świecąca postać z twarzą, którą w żaden sposób nie dało się zapamiętać. Nie przerywając sadzenia, odezwał się do nich:
– Witam was moi drodzy.
– Nie żyjemy prawda? – odezwał się Kratos.
– Tak, nie zauważyliście, że w kącie stały skrzynie pełne materiału wybuchowego. Dawni właściciele tego pomieszczenia podpalili lont, by ten sprzęt nie wpadł w ręce czerwonych. Zamókł, więc nie dopalił się od razu. Wybuch, dopiero gdy zniszczyliście klejnot.
– Właśnie, gdzie Dorian? – spytała lekko skołowana Sara.
– Jego dusza była pod dłuższym panowaniem diabła, teraz moi mali pomocnicy, usuwają powstałe przez to skazy na jego duszy.
– Więc ten klejnot to, była sprawką pana piekieł?
– Dokładnie, ale możecie uznać to za dobrą wiadomość.
– Nie rozumiem jak dobrą. Przecież znowu chciał nas dopaść...
– No właśnie spanikował, pełne uwolnienie waszych dusz prawie się zakończyło, dlatego musiał wymyślić sposób, by odwrócić ten proces. Zwabił jednego z was, tego, z którym już wcześniej miał do czynienia. Szatan znał jego serce na pamięć i wiedział jak go pokierować, by wasze wysiłki poszły na marne. Nie przewidział, że po drodze straciliście silną nienawiść wobec siebie i wasze stosunki są na dobrym poziomie, zlekceważył również to, że kochające serce jest w stanie stawić mu opór. I skończyło się tak, jak skończyło.
– Czyli już po tej klątwie?
– Niestety nie, tak jak mówiłem, wasze dusze nie są, jeszcze całkowicie wolne. Zostało wam jedno lub dwa odrodzenia do osiągnięcia wyzwolenia.
– Ty wiesz, co, jak i gdzie, prawda?
– Owszem w końcu Jestem, który Jestem. Wiem wszystko i znam każdego. Ale nie mogę, wam więcej powiedzieć o waszej przyszłości. Musicie sami to przeżyć i zobaczyć, nie ma innej drogi. Polubiłem was i moje serce niezmiernie się raduje, widząc, jak bardzo się kochacie, dlatego zdradzę wam jeden szczegół, waszym następnym krajem odrodzenia, będzie Polska, gdzie wszystko się zakończy. A teraz żegnajcie moje dzieci, czas na was – Nim zdążyli coś odpowiedzieć, poczuli, że spadają. Po chwili ta sama ciemność, co zwykle, zabrała im przytomność...

1 komentarz

 
  • Almach99

    Niezly motyw z czarnym sztyletem w niemieckim bunkrze. Ale czy to zapowiada rychly koniec historii?

  • krajew34

    @Almach99  czwarty tom ma 28 rozdziałów

  • Almach99

    @krajew34 to jeszcze kilka do przeczytania 😃 polubilem Kratosa, Dare I Doriana

  • krajew34

    @Almach99  zapraszam do innych projektów, może ci się spodobają :)

  • Almach99

    @krajew34 pewnie zerkne cos wymyslil. Moze jakies fantasy znajde

  • krajew34

    @Almach99 polecam lokiego :)

  • krajew34

    @Almach99 dzisiaj jeszcze wrzucę może całość Wędrówki dusz

  • Almach99

    @krajew34 Lokie - to nie byl czasem ktorys z bozkow skandynawskiej mitologii?

  • krajew34

    @Almach99 zgadza się, Loki to moja luźna interpretacja mitologii nordyckiej,