'Wędrówka dusz"-Tom III-Rozdział XI-Koniec rewolucji,czas na kolejną wędrówkę...

Sara wraz ze swoim mężem, markizem gościła u króla. Chociaż gościć to za duże słowo. Nie odbywały się tu wspaniałe zabawy, z wykwitną ucztą czy aromatycznym alkoholem. Władca bowiem od jakiegoś czasu jest na łasce rebeliantów. Co tam się nie działo w tym państwie, podpisywane były różne papiery, zmieniano coś, co chwile w ustroju, jedno ugrupowanie obalało drugie. Król, bojąc się o swoje życie, postanowił uciec, tak właśnie zastali go markiz z żoną. Szybko do niego podeszli i spytali:
– Najjaśniejszy panie, można wiedzieć, co wasza ekscelencja wyrabia?
– To, co powinienem od początku, opuścić ten nędzny kraj, Mario, na co nam tyle bagażu, nie ma w mieście tyle koni, by to u ciągły...
– Ludwiku, nie pojadę na zagraniczne salony jak jakaś kobieta z plebsu.
– No dobrze, skoro skończyłaś, to już jedziemy, nie mamy czasu, by tu czekać. Zaraz przyjdą tu ci barbarzyńcy. A wam moi przyjaciele radze zrobić to samo, tu nie ma przyszłości. – Zamknął drzwi od karety, wpierw do niej siadając. Co również było trudne, gdyż nawet w środku były szkatuły. Sara z niepokojem patrzyła, jak złoty pojazd toczy się przez bramę, a konie z trudem idą naprzód. Królowa zabrała chyba cały Wersal, tak było to wszystko przeciążone. Stało się to również przeszkodą na drodze ich ucieczki, szybko złapali ich niedaleko posiadłości. Wprowadzili ich jak przestępców, królowa próbowała się wyrwać, krzycząc, jak śmią dotykać swojej pani, jej małżonek już całkowicie obojętny czekał na swój los. Przywódca tej grupki podszedł do byłego monarchy i po splunięciu na niego zapytał:
– Najechały nas obce państwa, ludzie walczą w obronie wspaniałej Republiki, giną dla ważnej sprawy, a ty jak szczur uciekasz w popłochu i to z bogactwami, które nie należą się tobie ani twojej paskudnej żonce? Nie chce słyszeć wymówek. Koniec z takimi komfortowymi warunkami, bastylia nadal stoi, kiedyś więziłeś tu rewolucjonistów, teraz sam będziesz tam gościem, do Bastylii. A na was jeszcze przyjdzie czas – zwrócił się do stojącej pary, mimo że mówił o obronie ziem, to właśnie rząd Francji zaatakował, a po wielu porażkach musieli się bronić u siebie.
     Rząd się zmieniał co trochę, jedni zastępowali drugich, wojna trwała, choć głównie Francja przegrywała, a przeciwko niej występowały coraz to nowe państwa. Za wyniki tego konfliktu obarczono króla i wraz z małżonką zostali skazani na śmierć. Wyrok wykonano na gilotynie, ku ucieszę tłumów. Lud tak zatracił się w rozlewie krwi, że ginęli nawet sami rewolucjoniści.
     Kratos z niepokojem oglądał to, co się dzieje, byli bezpieczni razem z Alex, ale martwił się co z Sarą. Jako szlachcianka była wrogiem obywateli. Szwendali się więc po mieście rozglądając się. Nie mieli co robić, praca pucybuta nie miała sensu w tej sytuacji. Gdy wracali z egzekucji, była to jedyna rozrywka w tym przeklętym mieście, jeśli w ogóle śmierć można nazwać zabawą, podbiegł do nich Filip, lokaj Sary:
– Dobrze, że cię znalazłem... Wtrącają... do... Bastylii...
– No wykrztuś to z siebie.
– Wszystkich z najwyższej szlachty wtrącono do wiezienia, do Bastylii, buntownicy to ich odwołali przyczyną, tego, że wróg idzie w kierunku stolicy... Mają zamiar ich stracić....
– Trzeba działać... Co z markizem?
– Był najbliżej króla, wiec został ścięty niemal natychmiast, egzekucja pani jest dzisiaj...
– Masz jeszcze powóz Filipie?
– Nawet z końmi
– Aleks i ja wsiadamy do powozu, a ty Filipie zderzasz się z nim, a my wyciągamy naszą pani więzień, musisz zagadać strażnika.
– Możecie na mnie liczyć. Ale mogą nas ścigać, jeśli zauważą jej brak.
– Mam mały pomysł, weźmiesz jakiegoś nieboszczyka, który nie dawno zmarł, byle była takiego wzrostu jak Sara, ubierzesz w jakieś szmaty, a na głowę wrzucisz worek – Wszyscy ruszyli, by wykonać plan, trzeba było się spieszyć. Po przygotowaniu wszystkiego ruszyli w kierunku potencjalnej trasy wozu więziennego. Kluczyli tak dobre parę godzin, ale nikogo nie było widać. W końcu dostrzegli swój cel z przeciwka. Filip perfekcyjnie wykonał swój plan, Aleks wciągła nieświadomą Sarę do wnętrza pojazdu, a Kratos podrzucił zwłoki. Potem powoli odjechali, żołnierz nawet nie zauważył podmianki w takim tłumie i przy tym wrzasku nie było to możliwe.
     Dziewczyna trzęsła się ze strachu, nadal nie wiedziała, co się stało. Kratos ściągnął jej worek z głowy i przytulił mocno. Dopiero teraz mogła chwile odpocząć. Starannie sprawdził, czy nic jego dziewczynie nie jest. Była blada, wygłodzona i brudna oraz poważnie wystraszona, ale prócz tego nic jej nie było. Spytał się:
– Czy wszystko w porządku, moja miła?
– Nawet nie wiesz, jak się ciesze, widząc cię – odpowiedziała słabym głosem.
– Gołąbki, potem pogruchacie, teraz mamy ważniejsze problemy – wtrąciła lekko zażenowana Aleks.
– Masz racje, musimy pozbyć się karety i odpowiednio przebrać Sarę... Filipie dzięki, za wszystko, mam nadzieję, że zajmiesz się tym wehikułem?
– Nie ma problemu, rozłożę na części, będzie opał dla mojej rodziny na wsi, a konie też się przydadzą.
– A więc żegnaj sztywny lokaju, niech ci los sprzyja.
– I tobie brudny żebraku... – Trójka ludzi wysiadła, a Filip ruszył w sobie znaną stronę.
– Musimy cię przebrać, może masz podobne ciuchy co my, ale jednak widać, że więzienne. Jesteście podobnego wzrostu, Aleks masz jakieś ciuchy?
– Znajdzie się coś, tylko ekhem w pewnym miejscu mogą być za ciasne albo uwypuklą pewne atrybuty pani Sary.
– Nie ma problemu i tak musimy uciec z miasta, będziemy udawać rodzinę
– Chyba nawet wiem, kim będę, co nie tatuśku?
– Zgadłaś młoda, a teraz pomóż jej się przebrać – Ruszyły do wspólnego pokoju Aleks i Kratosa. W teorii powinien być problem, że obca dziewczyna i obcy mężczyzna dzielą ten sam pokój, jednak ani się nie przebierali, ani nie kąpali, tylko przychodzili tu spać w dwóch oddzielnych łóżkach. Kratos traktował młodą jak siostrę, a młoda jego jak brata. Młodzieniec stanął przed drzwiami, a w środku trwało przebieranie, widział nie raz, nie dwa Sarę nago, ale chciał jej dać trochę odpoczynku i prywatności po dzisiejszych wydarzeniach. Po upływie paru minut wyszli, teraz wszyscy wyglądali jak typowa biedna rodzina w tamtych czasach. Zabrawszy prowiant, ruszyli, by opuścić tę metropolię.
     Ukochana Kratosa z ledwością panowała nad sobą, była brudna, pobita przez strażników, głodna, a teraz zmęczona musiała iść dalej. Nie narzekała, bo wiedziała, że ta dwójka zrobiła wszystko, by ją ochronić, a nie była damulką, która nie liczyła się z ludźmi. Na ulicach słyszano, że ponoć jedna ze skazanych uciekła. Z wściekłości ścięto eskortującego żołnierza i szukano po pałacach uciekinierki. Nikt bowiem nie przypuszczał, że ktoś tak wysoko urodzony, mógłby zniżyć się i udawać wieśniaka czy biedaka. Opuścili miasto przez nikogo niezatrzymani. Pierwszy postój urządzili parę kilometrów od miasta. Kratos zdecydował się opowiedzieć ich historię Aleks:
– Słuchaj młoda, jesteś bliżej nas, niż ktokolwiek był, czuję, że za niedługo możemy się pożegnać.
– Chcecie mnie zostawić?
– Nic z tych rzeczy malutka – wtrąciła Sara.
– Właśnie, chodziło mi o coś innego.
– Kratosie ona nie zrozumie, zacznij od początku.
– Jesteś pewna?
– Ma prawo wiedzieć i nam ulży, gdy komuś o tym powiemy.
– O czym wy mówicie?
– Widzisz Aleks, może wyglądamy na swój wiek, ale jesteśmy o wiele starsi, niż myślisz. Tylko nie na ciele, ale na duszy.
– Zaczynacie mnie przerażać, chyba nie jesteście jakimiś szaleńcami co?
– O to bądź spokojna, znasz nas od początku czyż nie? Wiesz, gdzie ja się urodziłem, rozmawiałaś z Filipem, który widział, jak Sara raczkowała... Co teraz uświadomiło mi ile on kurcze ma lat..... A co jeśli powiedziałbym ci, że umiem po starogrecku, po łacinie, po egipsku i po angielsku?
– Taki biedak jak ty? Nie możliwe, u panienki Sary to tak, bogata to mogła mieć nauczycieli... – W tym momencie Kratos we wszystkich tych językach powiedział parę zdań. Aleks zszokowana zapytała:
– Jak? Nie rozumiem wprawdzie, co powiedziałeś, ale wiem, że to nie jakaś paplanina, wymyślona na poczekaniu.
– Mamy jeszcze jednego takie jak my, kiedy ostatnio go widziałem i to w tym życiu, powiedział, że trzyma się z daleka od takich wariatów jak my i zamierza zwiedzać świat, my trzej jesteśmy trochę jakby przeklęci. Ale spokojnie nie mam na myśli jakieś choroby – Uspokoił, gdy dziewczynka odsunęła się od niego. Kontynuował:
– W dawnych czasach, gdy nawet o chrześcijaństwie mowy nie było, żyliśmy swoim życiem w Egipcie, ja byłem wysokim rangą żołnierzem, a Sara córką urzędnika Faraona, Dorian zaś był moim najlepszym przyjacielem, który uczył się na kapłana jakiegoś boga, ale już nie pamiętam jakiego. Czas zatarł ten szczegół. Od prawie małego darzyliśmy się uczuciem z Sarą, a koło nas był zawsze Dorian. Ja i on mieliśmy też inne imiona, które widocznie nie pasowały do naszych teraźniejszych ja. W wyniku splotu różnych sytuacji nasze dusze nie mogą zaznać spokoju i póki ich nie naprawimy, nie zaznamy normalnego życia, a los poprzez każde następne życie będzie naszą trójkę pchać do siebie, kończąc w tym momencie nasze aktualne życia, a zaczynając odrodzenie do następnego.
– Chcesz mi powiedzieć, że żyjecie, robicie swoje i w momencie jak zostaniecie połączeni ze sobą to po pewnym momencie, doświadczycie śmierci i zaczynacie od nowa?
– Tak.
– To dosyć smutne... i pewnie nie wiecie, w jakim stopniu naprawione są wasze dusze?
– Nie jest tak źle, masz racje, nie wiemy nic o tym. Z każdym naszym spotkaniem próbujemy jak najwięcej z naszej miłości wycisnąć, by przy rozdzieleniu żadnemu drugiego nie brakowało. Oczywiście cały czas staramy się poprawiać, ale póki świat będzie światem ostrza, to będzie niezmiernie trudne. Nasz czas nadchodzi, czuje to, ale ty musisz żyć, założyć rodzinę i cieszyć się z niego, pamiętając, by nie budować go na krzywdach innych.
– Byliście moją drugą rodzina – Podbiegła do nich i się do Sary i Kratosa przytuliła. Postanowiła iść własną drogą, ruszyła, żegnając się z nimi, a w głębi serca, o czym nie wiedzieli nasi bohaterowie, obiecała sobie stworzyć organizacje, która będzie pomagać innym.
     Zniknęła za zakrętem drogi, a nasza para ruszyła w stronę drewnianego mostu. Kratos idąc, spytał Sary:
– Czy i ty masz wrażenie, że ten most będzie naszym ostatnim.
– Też mam takie głupie przeczucie... A lepiej zniknąć razem niż później osobno, pomogliśmy małej dziewczynce, nie zabiliśmy prawie nikogo, więc powinniśmy być na plus.
– Oby, bo już nie chce być nigdy więcej chłopem. Walczyć, bronić, używać broni ok, ale praca na polu czy też przy zwierzętach? Nigdy więcej.....
– Dobrze ci tak, no to co bieg czy chód?
– Jak już powitać kostuchę, to na spokojnie spacerkiem... – Przeszli kawałek i spróchniałe drewno zarwało się pod nimi, a ostre kamieni pod nimi zrobiły resztę.
     Kratos obudził się w ciemności, wokół niego były drzwi, a w głębi pomieszczenia siedział Bóg i przeglądał coś na biurku. Zauważył gościa i zwrócił się do niego:
– Witaj Kratosie, jak tam XVIII wieczny Paryż?. Mam nadzieję, że trochę pobyłeś z Sarą?
– Nie było najgorzej, a powiedz, te śmierci to sam wymyślasz Boże?
– Gdzie tam, zostawiam to losowi, który gdy uzna, że wypełniliście pewne kryteria, kończy wasze życie i zaczyna drugie. Ja tylko kontroluje czy dobrze to robi. Słyszałem, że rola chłopa nie przypadła ci do gustu?
– No właśnie skąd pomysł, by mnie odrodzić w takiej warstwie??
– Uznałem, że przyda ci się inny obraz sytuacji. A teraz rozejrzyj się, widzisz ile tu drzwi?
– Zdziwiłem się, że nie widzimy się w ogrodzie.
– Spotykamy się tu w ramach twojej małej nagrody. Popatrz, te przezroczyste drzwi, to twoje przeżyte życia, począwszy od Egiptu aż dotąd. Te nieprzenikalne, zamknięte to twoje przyszłe, jak zresztą możesz zauważyć, nie możesz ich policzyć, raz ci się wydaję, że jest ich więcej, a raz mniej. W tych oszklonych możesz zobaczyć, co się wydarzyło, to tych przed tobą nawet nie dojdziesz, ponieważ zawsze będą przed tobą. By pokazać, że jesteś mi naprawdę bliski dzieckiem, dam ci coś. Dziecku, co jakiś czas trzeba również coś dawać, by poczuło się naprawdę kochane. Niestety nie będzie to coś, co możesz chwycić. Dam ci możliwość wybrania miejsca odrodzenia. Tuż za mną znajdują się dwa wejścia. To białe prowadzi do zimnego kraju, zarządzanego przez kogoś podobnego do króla, byłbyś tam duchownym, drugi wejście odrodzi cię w kraju czarnego orła, o mocnym wojskowym charakterze, będziesz tam zwykłym oficerem. Wybierz mądrze, w pierwszym utrudnieniem jest to, że będziesz zmagał się z dość twardą władzą, która nie uznaje półśrodków, a będziesz musiał być ostoją duchową dla twoich owieczek, co dla ciebie może być trudne. Drugie zaś może brzmieć kusząco, ale będziesz wykonywać trudne rozkazy, trudne dla twojego sumienia, będziesz widział prawdziwe okropieństwo wojny z użyciem prochu, a właśnie Sara w zimnym kraju będzie twoją żoną, ale wasze życie będzie krótkie, za to po przeciwnej stronie twa ukochana będzie twoim wrogiem, przynajmniej jeśli chodzi o kraje waszych odrodzeń i trochę pożyjesz.
– Zaraz, zaraz mówiłeś, że o naszej śmierci decyduje los....
– No, ale wiem, kiedy ona będzie.
– To niesprawiedliwe.
– Niesprawiedliwe jest to, że gdy proszą mnie o pomoc i ją dostaną, to nawet nie podziękują... Ale to już inna spraw. Co wybierasz? – Po dłuższym zastanowieniu odparł:
– Wojskowy kraj. Z Sarą jako wrogiem poradzę sobie, tak jak to miało miejsce w Ameryce. Miłość zawsze przezwycięży każdą przeszkodę.
– Piękne słowa, a więc życzę powodzenia – Kratos otworzył drzwi i ogromne światło oślepiło go.....

2 komentarze

 
  • iMoje3grosze

    Przepraszam, ale skąd się pojawiła Alexa jako „mała rodzina” bohaterów? :sciana:  
    Myślę, myślę i chyba autor coś :jem:  
    Pisanie to jednak ciężki chleb :faint:  
    Ale pomysł i opowiadanie bardzo mi się podoba - czytam dalej  :yahoo:

  • krajew34

    @iMoje3grosze Drogi czytelniku jest to pierwsza moja opowieść, którą  napisałem. Za pewne pełno jest w niej błędów i to w fabule też.  Trudno mi aktualnie powiedzieć, co tam zaszło. :)

  • iMoje3grosze

    @krajew34 Ja już wiem :yahoo:  Trzeba przeczytać następny odcinek.  :smiech2:

  • iMoje3grosze

    @iMoje3grosze Jak na pierwszą powieść niezły z ciebie pisarz. Są różne błędy, ale się świetnie czyta. To kolejne twoje opowiadanie, które z dużym zainteresowaniem czytam.

  • iMoje3grosze

    @krajew34 Czy  pomóc ci w korekcie następnych odcinków, w trakcie ich czytania? :spanki:  :glaszcze:  :kolobok:

  • krajew34

    @iMoje3grosze  Wędrówkę Dusz już dawno spisałem na straty. :) Chcesz to sobie spokojnie czytaj.

  • Almach99

    Troche pozno wyjasniles Kim byla Aleks.  
    Podobala mi sie rozmowa z Bogiem. +

  • krajew34

    @Almach99  Aleks z tą bohaterką trochę miałem problem, w teorii miałem dać ją jako założycielkę zakonu, która pomoże tej dwójce. Jednak stwierdziłem, że za dużo pracy  nad tym wątkiem i mogło się to powtarzać z innymi lepszymi działami. W praktyce wyszło jak wyszło. :)

  • Almach99

    @krajew34 rozdzial X jest wyswietlany po XI.  
    Zakon lub organizacja wspomagajaca naszych bohaterow. Choc z drugiej strony byloby sporo watkow pobocznych.

  • krajew34

    @Almach99 dwa razy zrobiłem pomyłkę i wstawiłem w odwrotnej kolejności stąd ten błąd :( , na szczęście nie powinno być więcej niż dwa razy przestawiony rozdział

  • krajew34

    @Almach99  musiałbym wrzucić jakaś kontrorganizacje, pomyśleć nad dodatkowymi przygodami, ale czuję że byłoby za dużo,a czytelnik nie skupiłby się na bohaterach głównych. Kto wie może Aleks założyła takową, a nasi bohaterowie  o tym nie wiedzieli, kto wie...

  • Almach99

    @krajew34 jest jedna rzecz, ktora mnie zastanawia. W poprzednich epizodach pojawily sie pojedyncze osoby ocalone przed smiercia, jak chociaz saracen w Jerozolimie. Czy to byly przypadkowe postacie, czy tez istotne z punktu widzenia fabuly czy Tez ludzkosci?

  • krajew34

    @Almach99  nie każdy człowiek musiał być kimś wielkim, chciałem pokazać, że wszelkie życie jest ważne, choć nie zaprzecze iż niektóre miały wpływ na kształtowanie historii :)