"Wędrówka dusz"-Tom IV-Rozdział V-List do Sary pisany z okopu.

Wojna trwała już długo, a jej zakończenia nie było widać, żołnierze obu stronach utknęli w okopach, nie mogąc przerwać impasu. Rosły stosy ciał po obu stronach, a lazarety zapełniały się rannymi. Z uwagi na zagrożenie gazowe, Kratos zakładał nowe wyposażenie: tkaninę umoczoną w śmierdzącym płynie, którą wkładało się na twarz oraz gogle chroniące oczy. Pierwszy raz w dziedzinie tak wielkiego konfliktu, jedna ze stron użyła niezwykle straszliwej broni. Wstrząsnęła całym światem, wprowadzając działania wojenne na wyższy poziom bestialstwa i okrucieństwa.               Powodowała oparzenia i inne obrażenia, z którymi ówczesna medycyna się nie spotkała. Ludzie krzyczeli z bólu, po tyłach grupkami, trzymając się za ramiona, szwendali się oślepieni. Kolejny strach został dodany do listy żołnierskiego życia. Nowy ekwipunek nie zdał egzaminu, okazał się zupełnie bezużyteczny i bardziej przeszkadzał, niż chronił.
     Zdobyty później sprzęt przeciwnika skutecznie zastąpił poprzednika i pokazał, jak bardzo Ententa jest w tyle. Była to gumowa maska z filtrem na końcu. Nie było w okopach kogoś, kto nie bał się, wszyscy nosili ją przy pasku, zakładając nawet przy minimalnych podejrzeniach. Kratos zdobył jakimś cudem papier i przybory do pisania, postanowił napisać do Sary, chciał, by wiedziała, że żyje i ma się dobrze, w prawdzie wysyłają listy, gdy polegniesz, ale tylko wtedy gdy cię zidentyfikują, o czym rodziny nie wiedziały. Zaczął pisać;

Moja najdroższa!!

     Mam nadzieje, że mój list zastał Cię całą i zdrową. Piszę do Ciebie, by Cię uspokoić i poinformować, że żyje.
     Nasze warunki są tragiczne, wróg, mając przewagę w ciężkiej artylerii, wypycha nas po kolei z linii obrony, powoli cofamy się do Paryża.Nieprzyjaciel używa diabelskiej broni, której ja na szczęście jeszcze nie doświadczyłem. Szczury i różne owady to codzienność, gdy próbujemy zasnąć, wchodzą na nasze prycze i gryzą nas, gdzie popadnie. Ostatnio wybiliśmy, tyle, ile było można. Wyszło dwie skrzynie zabitych gryzoni... Trudno się dziwić, że tyle tego tałatajstwa jest, gdy każdy z nas nie widział wanny od tak dawna. Niektórzy już zapomnieli jakie to uczucie, mundury mamy sztywne od brudu i dawny błękit powoli ciemnieje od brudu. Każdy z nas nienawidzi oficerów, pchają oni nas do samobójczej szarży na wroga. Może i zdobędziemy tę cholerne okopy, ale co z tego, jeśli ponad połowa z naszych po ataku będzie albo w lazarecie, albo dwa metry pod ziemią. Nie ma już tej wesołej atmosfery, co na początku, panuję wiecznie przygnębienie i poczucie nadchodzącej śmierci. Żołnierze powoli się buntują, a liczba sądów polowych wzrasta. Cóż za różnica zginąć od kuli swojego czy wroga... Wszędzie tylko brud, błoto, krew i całe mnóstwo ciał. Ludzie nie nadążają z pochówkiem w zbiorowych mogiłach. Nawet nie potrafię zliczyć, ile żyć zmarnuje ta wojna. Już sama ilość tych, których ja pozbawiłem, jest nie do policzenia, a co dopiero skala w całości... Tęsknie za tobą ukochana, tylko wspomnienie o tobie i twym pięknym ciele, sprawia, że nie zwariowałem. Ciągle wspominam niedawne czasy, kiedy w spokoju żyliśmy sobie w małym domku na wsi... Moi koledzy, wspominają własne dziewczyny i żony... Z dawnej buty i optymizmu nic nie zostało, króluje defetyzm i poczucie beznadziei... Przeżyłem wiele wojen, ale takiej jeszcze nie widziałem....
     Czas już kończyć, braknie papieru i atramentu, by przekazać ci wszystko, co bym chciał. Czuje się, jakbym brał udział w szalonej, tragicznej sztuce. To nie wojna, to rzeź, w której liczy się szczęście i celniejszy ogień... Dbaj o siebie Saro, bym mógł cię mocno uściskać, gdy wrócę...

Twój na zawsze
Kratos

     Skończył pisać, szybko złożył kartkę i zaniósł list do polowej poczty. Dopłacił ostatnimi swoimi pieniędzmi, by się nie zgubił, co było częste... Wrócił do swojej pozycji, nadszedł czas kolejnej niekończącej się obrony, a następnie natarcia.
     Dalsze dni były tą samą rutyną, jedyną różnicą było to, że przestali się cofać. W jednej bitwie pojawiła się nowa broń, okute metalem, żelazne pudła, które były wolniejsze od idącego człowieka... Niektóre zepsuły się w czasie pokonywania drogi do wroga, ale było to nie ważne, najważniejsze, by wróg się przestraszył. Wielkie cielska wywołały przerażenie po stronie niemieckiej. Ta bitwa należała do Ententy. Niemcy nie mając większej przewagi na lądzie, przerzucili się na działania wodne. Ogłosili wojnę totalną także i na morzach i oceanach. Ich U-Booty zatapiały każdą jednostkę mającą banderę wrogich państw bądź ich sojuszników. To był jak zapalnik czasowy do bomby, gdzie wybuch oznaczał porażkę.
     Zatopione statki pływały również pod banderą Ameryki. Amerykanie nie mogli już pozwolić sobie na dalszą neutralność względem tego konfliktu. Dołączyli u boku Francji, Anglii i reszty. Szale zwycięstwa zaczęły lekko drgać i przechylać się na korzyść ententy. Nowi sojusznicy dostarczyli świeżych żołnierzy, liczne zapasy jedzenia i wody oraz amunicji. Morale zaczęły wzrastać.
     Kratos wraz z nowymi kolegami, ruszył do natarcia. Po pokonaniu licznych przeszkodach, takich jak zasieki, ciężkie karabiny maszynowe, broń ręczna wskoczył do okopu. Kątem oka zauważył, przeciwnika trzymającego dziwną broń, z której wystawało coś z okrągłą końcówką. Już naciskał spust, a lufa zalała się błyskiem wystrzału. Kule, zamiast trafić Kratosa, dosięgły młodego człowieka, który w tym momencie wskoczył do środka okopu. Zginął na miejscu roztrzaskany gradem kul. Przeciwnik znów nacisnął spust, jednak nic się nie stało. Zamek się zaciął od błota. Kratos nie tracił czasu, wyminął zmarłego i z okrzykiem, zaatakował bagnetem osadzonym na broni. Przebił Niemcowi serce i odsunął się na bok.
     Tamten z nienawistnym spojrzeniem, upadł na zabłoconą ziemie. Zwycięzca założył swoją broń na ramie i podniósł tą przeciwnika. Już wcześniej słyszał o takim typie uzbrojenia, mała machina śmierci, tak o niej mówiono. Oczyścił dłonią z błota i używając tyle siły, ile miał, odciągnął zamek do tyłu. Udało mu się po kilku sekundach. W samo porę można rzec, naprzeciwko niego biegło kilku żołnierzy, by bronić tej pozycji. Podniósł zdobycz do ramienia i nacisnął spust. Wielki odrzut uderzył go w ramię i z trudem utrzymał lufę w wybranym kierunku. Opróżnił cały magazynek w pięć sekund, pozbywając się posiłków. Ze strachem broń wypadła mu z ręki. Cóż to był za morderczy oręż... Jeden człowiek może zabić ponad dwóch ludzi jedną serią... Kopniakami zniszczył dawną zdobycz, nikt nie powinien używać tak zabójczego środka. Udając, że nic się nie stało, ruszył z nadbiegającymi towarzyszami w kierunku następnego okopu. A w pamięci ciągle miał twarze zaskoczonych wrogów, zmasakrowanych gradami kul.

1 komentarz

 
  • Almach99

    Ale sie nasi bohaterowie poznieniali. Wychowani Na wojnie, a nawet dla nich okrucienstwo wspolczesnego pola walki bylo przerazajace.
    Dobrze opisane realia 1 wojny swiatowej, bron chemiczna, pierwsze czolgi, pistolety maszynowe....

  • krajew34

    Dziękuję,  pierwsza wojna to szczególnie ciężki i przepełniony masakrą ludzką konflikt, trochę wyglądało jak gra, gdzie musisz bić młotkiem wyskakujące głowy...