"Wędrówka dusz"-Tom IV-Rozdział X-"Nowy przydział.

Wysłał swój raport przez gońca, a sam zameldował się na miejscowym posterunku. W porównaniu do poprzedniego kwaterunku tutaj panowała spokojna i cicha atmosfera. Miejscowych albo wywieziono do gułagu, albo zostali mocno przyciśnięci przez władze sowieckie. Gdy szedł ulicą tego małego miasteczka każdy miejscowy, odwracał wzrok bądź z nienawiścią wpatrywał się w oczy, widok munduru Czerwonoarmisty wywoływał u nich strach lub gniew.
     Kratos u oficera kwaterunkowego dostał przydział u jednego z polskich gospodarzy. Już przy pierwszej kontakcie widać, że traktowany będzie jako nieproszony gość, którego muszą ścierpieć.            Żona gospodarza pokazała mu pokój i nim zdążył ją o coś zapytać znikła jak kamfora. Rzucił bagaż w kąt i postanowił rozejrzeć się po okolicy. Minął sień, w której gotowała gospodyni, wyszedł na zewnątrz.
      Po chwili zrezygnował z długiego spaceru, za bardzo czuł się zmęczony, a nie znał na tyle okolicy, by wrócić bez błądzenia. Usiadł na ławce koło najstarszego mieszkańca tego gospodarstwa. Ten nie odsunął się, tylko cicho zapytał:
– Co tam czerwony? Czujesz się jak samotny wilk niedźwiedź, pomiędzy wiecznie warczącymi wilkami.
– Pan się nie boi tak mówić do komisarza politycznego? – zdziwił się Kratos.
– A co mi tam mogą zrobić. Mnie, takiemu staruchowi? Wystarczy jeden cios, by posłać mnie na tamten świat. A w razie czego, zawsze można powiedzieć, że z powodu starości oszalałem. Ty za to, młody człowieku nie wyglądasz na typowego bolszewika, którego w 1920 wraz z innymi wyparłem z kraju. Nie dziw się, że traktują cię tak jak intruza. Jesteś przedstawicielem ustroju, którego od dawna nienawidzimy i który wyrządził nam tyle złego co podobny reżim z lewej strony...
– Nie rozumiem, przecież to ci ze stalowymi mundurami zaatakowali was jako pierwsi i robią wam na waszej ziemi piekło pod wszelakim postaciami.
–Zgadza się, ale wasza zaraza też nie jest lepsza. Jeszcze we wschodnich lasach echa wystrzałów nie ustały, a ciała niewinnych jeszcze w pełni nie ostygły.
– Nie wiem, o co ci starcze chodzi.
– Widzisz, nie tak dawno mieliśmy mały pogrzeb, niby nic niezwykłego zwykły chłop z postrzałem w bebechy. Przed śmiercią zdążył opowiedzieć pewną historię. Opowiedział, jak sprawdzając wnyki, zobaczył ciężarówki, z których wyprowadzano ludzi z workami na głowach. Następnie zaciągali ich na krawędź dołu i strzałem w tył głowy zabijano, a zwłoki spadały na dół. Chłop schował się w krzakach, gdy tylko odjechali, pobiegł do dołu. Widać nie skończyli jeszcze, bo dół nie był zasypany. Widok, który tam ujrzał, był makabryczny, wszędzie leżały ciała w mundurach polskich. Gdy usłyszał nadjeżdżające ponownie ciężarówki, tak się wystraszył, że wpadł do środka. Chcąc się wydostać, zerwał przez przypadek orzełka z jakiegoś munduru czy też czapki. Wyszedł z tej dziury akurat, jak wysiadali żołnierze. Ku jego nieszczęściu, uznali go, za ofiarę, która przeżyła. Zaczęli go gonić oraz strzelać. Biegł ile sił w nogach, raniąc się o krzaki i gałęzie. Minął swoją wieś, biegł dalej. Będąc już dość daleko, zobaczył, jak jego ubranie przesiąka krwią, a sam nie czuję się zbyt dobrze. A potem się już błąkał, sam nie wiem, w jaki sposób dotarł aż tu. Nasz miasteczkowy lekarz, jak tylko go zobaczył, pokręcił głową ze smutkiem i rozłożył ręce w geście bezradności. Dał tylko jakieś piguły, które uśmierzą ból, zanim jego pacjent umrze. A resztę już się domyśl.
– Nie boisz się, że po tej opowieści doniosę swoim? Wątpię, by chcieli zostawić świadków takiej strasznej zbrodni.
– Powiem ci coś prosto z mostu. Nie masz twarzy kapusia, by tak zrobić. Zresztą czytam z ciebie jak z otwartej księgi. Widać, że uwierzyłeś w opowieść starego durnia i tobą to wstrząsało – stary zaśmiał się tak mocno, że chwycił go atak kaszlu.
– Wie pan, od początku mojej służby widziałem i słyszałem tyle okropieństw, że nic mnie nie zdziwi, za to łatwo mi uwierzyć w coś, co się tylko usłyszało. Nadal jednak jestem człowiekiem i takie rzeczy mocno mną wstrząsają. Mam tylko małe pytanie, czy zasypiając mam trzymać swoją TT pod poduszką?
– Gdybyś okazał się kapusiem lub jakimś innym draniem, to musiałbyś. Jednak chyba możesz się nie obawiać. Mówię chyba, bo nie jestem pewien swoich domowników. Szczególnie nie wiem, jak Jędrek zareaguję. Jego córkę, a moją wnuczkę widziałeś? Taka strachliwa młódka, stojąca za plecami matki?
– Jakaś młodziutka dziewczyna rzeczywiście stała za matką.
– Została dwa razy zgwałcona przez pijanych czerwonoarmistów, którzy wkroczyli pierwszy raz tutaj. Rozumiesz? Dwa razy w jeden dzień. Od tamtej pory nie powiedziała ani słowa, a poza dom nie wychodzi. A teraz przepraszam cię młodzieńcze, starość nie radość. Muszę iść do wychodka, a zanim się tam dowlokę. Wołałbym nie zmieniać gaci. He he he... – staruszek wstał i podpierając się laską, powoli skierował się do wychodka za domem.
     Siedząc przed domem, zauważył, dwóch żołnierzy, którzy próbowali rozmawiać z wystraszoną Julką, córką gospodarzy. Dziewczyna, prawie płakała, bo chciała odejść, ale ci dwaj nie chcieli ją puścić, próbując ją zaprosić do karczmy. Kratos wstał i dostojnym krokiem podszedł do furtki. Zawołał:
– Co tu się dzieje?– wojskowi wzdrygli się, zauważając oficera, stanęli na baczność i z drżącym głosem zaczęli się tłumaczyć. Uciszył ich krótkim:
– Dość, wydaję mi się, że uzbrojeni żołnierze stanowią patrol, a patrol to przynajmniej czterech ludzi plus oficer... – Dwaj mężczyźni zbladli jeszcze bardziej.
– Gdzie jest wasz oficer? – spytał, kryjąc dziewczynę za swoimi plecami. Nim nadeszła odpowiedź, z gospodarstwa usłyszeli krzyk:
– Wy hultaje, czerwono zaraza, won od mojej córy!!! – Z wnętrza stodoły z widłami wyleciał ojciec dziewczyny. Żołnierze zaczęli zdejmować z ramienia broń. Kratos na wrzeszczał na nich, by się opanowali. Dziewczyna pobiegła do ojca i coś mu na ucho szepnęła. Stary się uspokoił i bez słowa zabrał córkę do domu. Oficer kazał zaprowadzić się do dowódcy patrolu. Szybko okazało się, że jest on w okolicznej karczmie.
     Kratos postanowił to inaczej załatwić, wziął owych dwóch żołnierzy do dowództwa. Tam zgłosili się do komendanta. Najpierw dał im solidną reprymendę, że przerywają mu sen, a potem już obojętnie spytał:
– Czego?
– Witam towarzyszu, jestem Kratos Zajcew, komisarz polityczny, będąc na kwaterze, zauważyłem tych dwóch gagatków, jak nagabują pewną dziewczynę, zainterweniowałem tylko dlatego, że byli uzbrojeni. A według rozkazów, uzbrojeni mogą być tylko ci, co idą na patrol, z wyjątkiem oficerów, którzy mają swoją broń zawsze. Po wylegitymowaniu ich okazało się, że rzeczywiście są na patrolu...
– Jak to na patrolu? Tylko we dwoje? Co oni kochający się inaczej?
– Okazało się, że pozostała dwójka wraz z oficerem chleją w karczmie. Gdy przybyłem na miejsce, zobaczyłem, że są już mocno wstawieni. Nie chcąc robić nie potrzebnego zamieszania, wziąłem tych dwóch, by spytać się co dalej.
– Niby błaha sprawa, którą mi dupy nie powinniście zawracać, jednak rozumiem wasze postępowanie. Chciałbym uniknąć niepotrzebnych burd i wywoływania zamieszek, przeżyłem wielką czystkę i nie chce dostać z kosy lub wideł od rozgniewanej tłuszczy. Załatw to szybko, bo chcę się jeszcze zdrzemnąć przed wieczornym zebraniem. Weź ze sobą oddział Czernowa i rozbrójcie tych pianych kretynów, a potem na trzy dni do karceru o chlebie i wodzie. I więcej nie trujcie mi głowę, takimi bzdetami. Jesteś w końcu politycznym, to sam to załatw. A teraz won mi stąd, póki nadal zachowuję resztkę dobrego humoru – Wyszli.
     W karczmie z małymi problemami aresztowali amatorów mocnego trunku. Musieli jednego człowieka prowadzić dwóch ludzi, bo pojedynczo nie zrobiliby ani kroku bez potknięcia. Kratos wypełnił jeszcze raport o tym i wrócił na swoją stancję.
     Wszyscy spali prócz gospodarza, który siedział w kuchni, ostrząc ostrze kosy. Chcąc go ominąć, przyspieszył, lecz nim doszedł na schody, usłyszał:
– Siadaj, żona zostawiła ci trochę zupy, jeszcze ciepła jest. – Nie chcąc urazić gospodarza, wrócił się i nalał sobie z garnka. Usiadł przy stole i zaczął jeść. Gospodarz cały czas ostrząc, powiedział:
– Mogę cię nie lubić, ale nie jestem niewdzięcznym człowiekiem i doskonale wiem, kiedy muszę przełknąć swoją dumę i podziękować, nawet jeśli jest to wobec mojego potencjalnego wroga. Dzięki tobie mojej córze nie pogorszyło się.
– Wykonywałem tylko swoje obowiązki.
– Niekoniecznie, zwykły polityczny buc, nie zrobiłby nic, a wręcz przeciwnie, dołączył do nich. Nie znaczy to, że zaraz będę twoim przyjacielem i będziemy razem pić. Powiem tak, póki nic nie wywiniesz nic złego, ten dom będzie twoim domem i włos z głowy ci nie spadnie. Nie zyskałeś przyjaciela, ale straciłeś wroga. – Odłożył ostrze na parapet i poszedł do sypialni. Kratos skończył pożywny posiłek, którego od dawna potrzebował i najedzony położył się spać we własnym pokoju.

krajew34

opublikował opowiadanie w kategorii fantasy i historyczne, użył 1638 słów i 9518 znaków. Tagi: #Rosja #komunizm #komisarz #Kratos

1 komentarz

 
  • Almach99

    Smutne a prawdziwe.

  • krajew34

    @Almach99 niestety raz zadana rana, zostawia blizny...