Niania. Część dziewiętnasta.

Niania. Część dziewiętnasta.Dla zachowania wszelkich pozorów i bezpieczeństwa uznaliśmy, że najlepiej będzie jeśli zjawimy się w hotelu osobno. Prosto z dworca udałam się do małej kawiarenki, a Morawski do hotelu. Ja zjawiłam się tam pół godziny później. Hotel miał cztery gwiazdki i był oddalony zaledwie sto metrów od plaży. Pokój z widokiem na morze i wielkie łózko. Tak pokrótce można by opisać mój apartament. Kiedy wyszłam na balkon, by napawać się cudownym widokiem, na sąsiednim balkonie był już Morawski.
Plan zakładał, że odeśpimy podróż, a potem on uda się na otwarcie sympozjum. Ja w tym czasie miałam pozwiedzać miasto. Po kilku godzinach snu udałam się na obiad, by zaraz po nim zażyć słonecznej kąpieli na plaży. Nie chciałam sama zwiedzać miasta. Uznałam, że Sylwester znajdzie któregoś dnia chwilkę i zrobimy to razem. Zaraz po otwarciu sympozjum miał odbyć się powitalny bankiet dla uczestników. Morawski musiał się na nim pojawić, ale chciał po jakimś czasie wymknąć się i dołączyć do mnie na molo. Było już po dwudziestej kiedy pojawiłam się w umówionym miejscu, czekając na swojego kochanka. Patrząc na morze, analizowałam obecną sytuację. Czułam się szczęśliwa. Miałam na myśli zarówno chwilowy wymiar szczęścia jak i perspektywiczny. Nie wiadomo, ile potrwa moja relacja z Morawskim, ale na pewno jest to najlepsza przygoda mojego życia. Dowartościowałam się jako kobieta i utwierdziłam w przekonaniu, że będę doskonałym psychologiem. Rozpracować i uwieść takiego faceta jak Morawski było niebagatelnym wyczynem.
Moje rozmyślenia potrwałyby zapewne jeszcze długie minuty, gdy nagle poczułam delikatne muśnięcie na moim ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam stojącego za mną Sylwestra. Miał ze sobą czerwoną różę. Przez chwilę poczułam się jak na pierwszej randce w gimnazjum. Choć było to lekko infantylne, to dla mnie było bardzo miłe. Morawski urwał się z bankietu i zdążył przebrać w luźny strój. Chwyciliśmy się za ręce i poszliśmy brzegiem morza, wsłuchując się w cudowny szum fal. Wyglądaliśmy jak para zakochanych, choć w rzeczywistości łączyła nas tylko intymna relacja. To zaś nie był romantyczny spacer, a jedynie element gry wstępnej przed upojną nocą, na którą czekaliśmy i o której marzyliśmy oboje. Tuż przed drzwiami hotelu Sylwester puścił moją rękę. Szliśmy obok siebie, jak para obcych, nie budząc niczyich podejrzeń. Weszliśmy do windy. Równo z zamknięciem drzwi nasze usta zwarły się w miłosnym uniesieniu. To był delikatny, czuły i niestety bardzo krótki pocałunek. Przerwał go dzwonek informujący o tym, że dotarliśmy na nasze piętro. Wysiedliśmy i spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo. Nie ustaliliśmy wcześniej, w którym pokoju spędzimy noc. Uśmiechnęłam się zalotnie i skierowałam w stronę moich drzwi. Za pomocą specjalnej karty otworzyłam je. Morawski rozejrzał się jak złodziej przed włamaniem, co wyglądało bardzo komicznie. Kilka sekund później kończyliśmy to, co zaczęliśmy w windzie. Pocałunkom nie było końca, ale ja czekałam na coś więcej.
- Pamiętasz, że w pociągu coś mi obiecałeś? - szepnęłam mu do ucha.
- Jakże mógłbym zapomnieć — powiedział, patrząc z pożądaniem w moje oczy.
Sylwester delikatnie położył mnie na pościeli. Czułam się jak drogocenna rzeźba, na którą wszyscy chuchają i dmuchają. Był tak subtelny i delikatny, że przez chwile myślałam, że poznaję jego kolejne oblicze. W tej akurat chwili miałam ochotę na odrobinę brutalności z jego strony, ale nie chciałam mu tego sugerować. Czekałam na dalszy rozwój sytuacji i skrycie liczyłam na solidną dawkę emocji.  
Morawski klęknął przy łóżku i oparł moje nogi na swoich ramionach. Włożył ręce pod moją sukienkę i zdjął moje majtki. Stał przed trudnym i czasochłonnym zadaniem. W ostatnich tygodniach moje życie seksualne nabrało tempa. Teraz pocałunki nie pobudzały mnie już tak bardzo jak na początku naszego romansu, kiedy byłam mocno wyposzczona. To, co robiliśmy w windzie i po wejściu do pokoju było bardzo przyjemne i stanowiło doskonały element gry wstępnej, ale nijak nie przekładało się na poziom wilgoci między moimi nogami. Położyłam dłonie na moich piersiach i zaczęłam się pobudzać. Sylwester także zaczynał mocno operować swoim językiem. Przez chwilę miałam nawet wrażenie, że za mocno, ale przecież sama chciałam odrobiny brutalności. Powoli przenosiłam się w stan ekscytacji i wszechogarniającego podniecenia. Czułam, jak z mojego wnętrza dzięki manualnym umiejętnościom Morawskiego wydobywa się coraz większa ilość soków. Nie postarał się za bardzo z pobudzeniem moich sfer erogennych, tylko od razu rzucił się na moją cipkę. Nie spodziewałam się jakiegoś super orgazmu i nastawiłam się na potraktowanie tego jak gry wstępnej.
W pewnym sensie wymusiłam to oralne zbliżenie na nim. W pociągu nie zrobiłam nic wielkiego. Kilka dotknięć i ruchów jego penisa. On był wtedy bardzo pobudzony moją grą wstępną. W każdym razie nie chciałam już tego przedłużać i gdy tylko poczułam zbliżający się mały orgazm siłą swojego umysłu i umiejętnościami aktorskimi zwiększyłam go kilkukrotnie. Kiedy twarz mojego kochanka wyłoniła się spod mojej sukienki, zobaczyłam na niej zadowolenie. Nie chciałam się zastanawiać czy cieszył się z tego, że doszłam, czy że w końcu to się wydarzyło. Nie był to najlepszy seks w jego wykonaniu i trzeba było o nim zapomnieć. W nadziei na coś lepszego oboje zaczęliśmy się rozbierać. Morawski, będąc już tylko w bieliźnie, zasłonił żaluzje. W pokoju zapanował półmrok. Od razu zdjął mój stanik. Leżałam pod nim całkowicie naga, przyjmując kolejną dawkę pocałunków i pieszczot. Sama nie wiem kiedy poczułam go w sobie. Tym razem byłam na to gotowa. Powoli przesuwał swojego penisa o moje wnętrze, jednocześnie całując mnie po szyi. Operowałam mocno nogami, by zintensyfikować nasze doznania. Jego dłonie oparte były na wysokości mojej głowy. Czułam zapach jego perfum. Przyspieszał z każdą chwilą. Po kilku minutach fala gorąca przeszyła mnie od pochwy, aż po końcówki palców w nogach. Takiego orgazmu dawno nie miałam. To uczucie, kiedy prąd przelatuje i kumuluje się w stopie, było cudowne. Głośne sapanie i przyspieszony oddech połączone z uczuciem zalewania spermą mojej pochwy utwierdziły mnie w przekonaniu, że mój kochanek także osiągnął zadowolenie. Leżeliśmy obok siebie i przygotowywaliśmy się do kolejnej odsłony. Było dla nas obojgu jasne, że musimy wykorzystać do maksimum czas, jaki zamierzaliśmy tu spędzić.  
Nie miałam pojęcia, co teraz wymyśli i jak będzie chciał to zrobić. Pamiętałam jednak, że jestem jego kochanką i jeśli chce, by ta relacja trwała jak najdłużej to muszę mu dać to, czego jego żona mu nie daje. Delikatnie i niby przypadkiem przejechałam nogą po jego udzie. Chciałam sprawdzić, czy odpoczął i jest gotowy do dalszego działania. Położyłam się na nim i delikatnie go pocałowałam. Potem szybkim i zapewne niespodziewanym ruchem wyjęłam spod niego poduszkę. Położyłam ją na środku łóżka. Na niej ułożyłam swoją, a na to jeszcze zwiniętą kołdrę. Morawski patrzył na to co robię z uśmiechem, nie potrafiąc zapewne odczytać moich zamiarów. Przysiadłam przy tej piramidzie i położyłam się na niej przodem. Uśmiechnęłam się do niego uwodzicielsko, a potem spojrzałam na jego kutasa. Był gotowy i chętny do działania. Ja również. Sylwester w mig zrozumiał, że mam ochotę na seks w pozycji na pieska. Już po chwili ustawił się za mną. Na ten moment czekałam. Poczułam ekscytacje. Leżałam przed nim z wypiętymi dwoma miejscami. Czy zdecyduje się na kolejną penetrację mojej waginy, czy może będzie chciał spróbować innej dziurki? To pytanie cały czas miałam z tyłu głowy. Jego żona jest jedną z najbardziej pruderyjnych osób, jakie znam i seks analny raczej nie mieści się w jej światopoglądzie.
Poczułam, jak wchodzi, a właściwie wbija się we mnie brutalnie. Najwidoczniej nie miał ochoty na anal. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że właściwie kompletnie nie byłam do tego przygotowana. Nie postarałam się o żaden lubrykant, ani o prezerwatywę dla niego. To była spontaniczna myśl. Dobrze, że mam dojrzałego kochanka, który w tym wypadku wykazał się większym rozsądkiem. Sylwester odebrał moje zachowanie jako chęć bycia uległą. Ułożył moje dłonie na plecach i objął je lewą ręką. Prawą położył na moim karku i docisnął do stosu, na którym leżałam. Zostałam całkowicie unieruchomiona. Tego jeszcze nie było! Morawski posuwał mnie tak szybko, jakby robił to na czas. Włosy opady mi w dół, przesłaniając całkowicie widok. Denerwowało mnie to, ale nie miałam jak ich odgarnąć. Jego penis z każdym ruchem wchodził głębiej i w doskonały sposób drażnił mój najczulszy punkt. Czułam, że tym razem przeżyję coś niesamowitego. Miałam rację. Po kilku chwilach potężny orgazm wstrząsnął moim ciałem. Morawski chwycił mnie jeszcze mocniej. Nie miałam szans na najmniejszy ruch, przez co cała energia skupiła się w środku mojego ciała. Wywołało to kolejny orgazm, który tym razem uwolniłam z siebie, krzycząc. Chwile potem doszedł mój kochanek, po czym opadł na mnie. Rozłożyliśmy poduszki i kołdry. Wtuliłam się w niego. Czułam się szczęśliwa i bezpieczna. Zanim zasnęłam, myślałam sporo o naszym seksie. Było inaczej. Szybko uświadomiłam sobie dlaczego. Dotychczas nasze kontakty seksualne były zaskoczeniem. Kiedy badał mnie w gabinecie, nigdy nie wiedziałam, czy do czegoś dojdzie. Na pierwszą wspólną noc zwabił mnie podstępem. Tym razem tego nie było. Po to przecież tu przyjechałam, by się z nim kochać każdej nocy. Nie musimy się obawiać, ze jego żona czy dzieci nas nakryją, ale z drugiej strony trochę mi tego brakuje.

Dodaj komentarz