Niania. Część pierwsza.

Niania. Część pierwsza.Biegłam przez długą, zieloną, świeżo skoszoną łąkę. Przede mną był las, a obok mnie biegła moja koleżanka, którą znałam od pierwszego dnia w przedszkolu. Dzień był upalny, a ja miałam na sobie śliczną, niebieską sukienkę, którą dostałam od rodziców. Nagle usłyszałam przeraźliwy dźwięk. Las zaczynał znikać. Obudziłam się. Dopiero po kilku sekundach uświadomiłam sobie, że to był jedynie sen, a do mnie ktoś się dobija za pośrednictwem mojego telefonu. To, co zobaczyłam na ekranie mojego samsunga, nie napawało mnie optymizmem, ale chcąc nie chcąc przesunęłam zieloną słuchawkę wzdłuż ekranu.
- No wreszcie, już myślałam, że nie odbierzesz! - krzyknęła wręcz moja rozmówczyni.
- Przepraszam, ale...
- Nie ważne, dobrze, że łaskawie w końcu odebrałaś. Wyjeżdżam na dwa dni. Dzieci potrzebują opieki. Bądź dziś o 17.00. Nie spóźnij się.
- Rozumiem..
- Mój mąż jest zajęty, bardzo proszę, by miał spokój i mógł pracować nad swoim doktoratem. Nie zawracaj mu niczym głowy i dopilnuj, żeby dzieci tego nie robiły.
- Dobrze, pani Beato - powiedziałam i poczułam lekką dumę z tego, że udało mi się wypowiedzieć jedno zdanie.
- Wiem, że jest gorąco, ale proszę, byś odpowiednio dobrała strój. Będziesz mieć pod opieką dwoje nieletnich dzieci, poza tym nie życzę sobie, aby pod moją nieobecność mojego męża kusiła swymi walorami młoda dziewczyna
- Ale przecież...
- Dobrze, dobrze. Ja wiem, że ty nic, ale tak zawsze jest! Opiekunka mojej znajomej też tylko luźno się ubierała, a skończyło się na rozbiciu małżeństwa. Pamiętaj, że Sylwester, jest żonaty!
Czułam, jak wzbiera we mnie gniew, z drugiej strony jakby ktoś splunął mi w twarz.
- Mam nadzieje, że wszystko jasne, bardzo proszę, byś się nie spóźniła tym razem!
- Do widzee...
Odłożyłam, a właściwie to odrzuciłam telefon na półkę koło łóżka. Była dopiero ósma, za oknem był piękny sobotni poranek i choć mogłabym jeszcze pospać, to Beata odebrała mi ochotę.
- Kurwa mać! Co za wredne babsko - krzyknęłam sama do siebie, by odreagować trochę stres, jaki wywołała we mnie pracodawczyni.
Beata i Sylwester Morawscy byli lekarzami. Mieszkali w bogatej dzielnicy Krakowa. Pracowałam u nich od dwóch lat, opiekując się ich dziećmi: Antosiem i Martynką.
Sylwester był w porządku. Podobnie jak ja pochodził ze wsi i dało się z nim normalnie porozmawiać. Nie wywyższał się, w przeciwieństwie do swojej małżonki. Ta pochodziła z rodziny z tradycjami, gdzie od zawsze wszyscy byli lekarzami. Miała wygórowane ambicje, robiła wszystko, by wypadać lepiej na tle innych. Dzieci chodziły do prywatnej szkoły, na wakacje jeździli tylko za granice, a samochód zmieniali co rok. Stojąc z boku, widać było, że Sylwester z wieloma rzeczami się nie zgadza. Kiedy powiedziałam o jej mężu „Pan Sylwek”, a nie „Pan Sylwester” Zrugała mnie, bym nigdy nie mówiła o jej mężu w taki „plebejski” sposób. Nie cierpiałam tego babska, ale po tym co dziś od niej usłyszałam, miałam dosyć.
Zarabiałam tam całkiem przyzwoite pieniądze, dzięki którym mogłam spokojnie studiować, ale są pewne granice. Wole zarabiać mniej i być szanowana, niż wyciągać jakieś krocie i dawać sobą pomiatać.
Na rzucenie pracy mnie nie stać, ale wiedziałam, że muszę wymyślić coś, co sprawi, że każdego dnia będę czuć się lepiej, idąc tam. Chce się poczuć lepsza od niej choć raz. To było w tej chwili konieczne dla mojej higieny psychicznej.
Myślałam nad tym całe przedpołudnie i w końcu doszłam do wniosku, że najbardziej wkurzę ją....uwodząc jej męża.
Wiedziałam, że to będzie proces długotrwały, ale czasem warto poczekać dłużej na efekt końcowy. Do tego czasu na pewno znajdę sobie inną pracę, a wtedy ta suka nie będzie mogła mi nic zrobić.
Analizowałam czy to możliwe, i doszłam do wniosku, że jak najbardziej. Od kiedy Sylwester zaczął pisać doktorat, zresztą ona mu kazała, bo chciała, żeby się wyróżniał na tle innych, a magistra ma każdy, siedział w domu i poza nią miał kontakt tylko z jedną kobietą...ze mną.
To była idealna pozycja. Wiedziałam, że muszę wykorzystać swoje doświadczenie jako przyszła psycholog, zrobić jego portret psychologiczny, sprawdzić czego mu brakuje i dąć mu to. Od razu na myśl przyszło mi tylko jedno. To było bardzo prawdopodobne, że taki silny i przystojny mężczyzna nie jest szczęśliwy z małżonką. Nie miałam pewności, czy odmawia mu seksu, ale skoro przy dzieciach trzeba było wyłączać telewizje, gdy na ekranie pojawiały się sceny erotyczne, to nie sądzę, by potrafiła rozmawiać z własnym mężem o jego łóżkowych potrzebach. Ewidentnie temat seksu był dla niej tematem tabu, i tu była moja szansa. Przypomniałam sobie,  jak kiedyś mąż chciał ją pomasować, czy dotknąć, a ona szybko go odepchnęła. Widać, że facet potrzebuje czasem ciała kobiety, i w sumie nie wiem, dlaczego nie mógłby zaspokoić się moim...
Morawski pisze doktorat z kardiologii. To dobrze, bo coś czuje, że serce będzie mi dziś mocno łomotać. Gdyby tak nagle w trakcie mojej wizyty pojawił się jakiś problem, ciekawe, czy chciałby obejrzeć......

Rafaello

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użył 967 słów i 5336 znaków. Tagi: #niania #romans #seks #piersi #opiekunka #zdrada

2 komentarze

 
  • Danielek99

    Dobry początek. Czekam na ciąg dalszy

  • Majkel705

    Zaczyna się świetnie kontynuuj jak najszybciej  :bravo: