Niania. Część piętnasta.

Niania. Część piętnasta.- Jak skończysz to bądź tak miła i wpadnij do mojego gabinetu.
- Oczywiście — odpowiedziałam Sylwestrowi, który złożył mi te zaskakującą prośbę w momencie gdy byłam już prawie pewna, że Antoś śpi i po ponad półgodzinnej walce osiągnęłam sukces.
Nie miałam bladego pojęcia, o co może Sylwestrowi chodzić. Beata wyszła pobiegać i mogła wrócić w każdej chwili. Seks w takim wypadku nie wchodził w grę.  
Podekscytowana zeszłam na dół i zastałam Morawskiego siedzącego za biurkiem. Pomimo że przyszedł tu chwilę przede mną, walił w klawiaturę, sprawiając wrażenie bez reszty pochłoniętego pisaniem doktoratu.
- Ślicznie wyglądasz w tej sukience — powiedział, nie odrywając wzroku od monitora. To było dziwne, bo kobiety takie słowa słyszą zawsze zaraz po tym, jak mężczyzna zlustruje je z góry na dół. On musiał mnie obejrzeć dokładnie już wcześniej, a teraz skorzystał z okazji, że jesteśmy sami, by wyrazić opinię. Mimo jego szczerych intencji nie odebrałam tego komplementu pozytywnie. Zrobił to w niedbały i nieelegancki sposób. Nic nie mówiąc, usiadłam na krześle naprzeciwko niego.  
Stukanie klawiszy ustało i po chwili dokument tekstowy, podobnie jak cały komputer zostały wyłączone. Sylwester spojrzał na mnie, a dokładnie na moje piersi. Miałam na sobie faktycznie ładną sukienkę i wcale nie zdziwiło mnie to, że jego wzrok niemal natychmiast uciekał w tamto miejsce. Morawski oparł się wygodnie na krześle i z uśmiechem na twarzy podziwiał moje ciało. Ja nie miałam najmniejszego zamiaru pozostawać mu w żaden sposób dłużna. Lewą ręką poprawiłam sobie ramiączka stanika a prawą moje nienagannie proste włosy. Twarz z kolei przyozdobiłam uwodzicielskim uśmiechem. Obojgu nam podobała się taka gra. Na nic innego nie mogliśmy sobie w zaistniałych warunkach pozwolić. Nie musieliśmy nawet mówić o tym wprost. To było jasne zarówno dla mnie jak i dla niego. Po kilku chwilach budowania napięcia Sylwester postanowił przejść do rzeczy i wyjawić mi powód, dla którego zaprosił mnie do gabinetu.  
- Co byś powiedziała na kilka dni spędzonych razem, nad morzem?
- Żartujesz sobie? - odpowiedziałam niemal od razu, lekko parskając po tym śmiechem.  
Nawet w najśmielszych fantazjach nigdy nie brałam pod uwagę możliwości wyjazdu z nim gdziekolwiek. Nie, żebym miała coś przeciwko takiemu wypadkowi, to byłoby cudowne, ale prawie na sto procent zdekonspirowałoby nas przed Beatą. To nie była idiotka i na pewno zaczęłaby coś podejrzewać.  
Po minie Morawskiego wniosłam, że taka odpowiedź nie tylko mu się nie spodobała, ale także go zaskoczyła. Musiał być naiwniakiem, jeśli myślał, że od razu znaczne skakać z radości pod sam sufit.  
- No przecież nie będziemy informować nikogo, że razem tam jedziemy — rzucił konspiracyjnym tonem, pochylając się nad blatem biurka. Przy okazji zawiesił po raz kolejny wzrok na moich piersiach. Zignorowałam to i ściągnęłam lekko brwi w reakcji na to co powiedział. Dałam mu tym samym niewerbalny sygnał, by kontynuował wypowiedź, która wydała mi się interesująca.  
- Oficjalnie pojedziemy osobno, w dwa różne miejsca, tyle tylko, że w tym samym czasie.
Oparłam się o krzesło i Sylwester stracił doskonały punkt widzenia. To, co powiedział, zaczęło mi się tak podobać, że uznałam, iż oboje musimy się maksymalnie skupić, zwłaszcza on. Chciałam, żeby jak najszybciej zapoznał mnie ze szczegółami tego planu, który powoli zaczął mnie podniecać.
- Mów szybko jak to widzisz! - rzuciłam, spoglądając za siebie, by upewnić się, że Beata nie wróciła. Sylwek od razu zrozumiał, że powinien się streszczać.
- Pracujesz u nas już tyle, że należy ci się urlop. Poprosisz o niego dokładnie między dziesiątym a piętnastym. W tym czasie Beata ma wolne i nie powinna robić problemów. Powiesz, że chcesz jechać do rodziców na wieś. To będzie jasny sygnał, że nie będzie mogła cię ściągnąć w połowie do opieki. Ja z kolei jestem już zmęczony tym ciągłym ślęczeniem przed komputerem. Przydałby mi się odpoczynek i nawet Beata to ostatnio zasugerowała. Tak się składa, że w czasie twojego rzekomego pobytu u rodziców, w Kołobrzegu odbędzie się sympozjum kardiologów. Moja żona jak wiesz, uwielbia takie wypady, ale tym razem mój znajomy obiecał, że tylko ja zostanę zaproszony. Sprzedam jej gadkę, że mam ochotę na ten wyjazd i będę mógł przy okazji skonsultować ze znajomym profesorem kilka tez z mojego doktoratu. Dzieciaki narzekają, że matka ciągle wyjeżdża, więc przekonam ją, że te kilka dni jej wyłącznej opieki nad dziećmi dobrze im zrobi.  
Siedziałam jak zahipnotyzowana. Plan Sylwestra był tak przemyślany i precyzyjny, że zastanawiałam się, czy na pewno sam go stworzył. Nie spodziewałam się po nim takiej przebiegłości. Okazuje się, że, mimo iż wydaje mi się inaczej, ciągle mało o nim wiem. Miałam kilka obiekcji co do jego planu i postanowiłam od razu je rozwiać.  
- Nie wydaje mi się Sylwek, żeby twoja żona zgodziła się na mój wyjazd w tym samym czasie, kiedy ciebie nie będzie.  
- Myślisz, że coś podejrzewa?
- Nie chodzi o to, po prostu po to mnie zatrudniliście, żebym była pod ręką w takich sytuacjach. Twoja żona też ma swoje obowiązki i nie będzie przez pięć dni siedzieć tylko przy dzieciach.  
Sylwester cmoknął z dezaprobatą, dając do zrozumienia, że on także ma takie obawy.  
- Faktycznie, jeśli chodzi o mój wyjazd, to zgodzi się, zwłaszcza jak usłyszy, że to dla dobra mojego doktoratu. Ma na tym punkcie lekkiego fioła, o czym doskonale wiesz.  
Morawski wstał i podszedł do okna. Z zajęć na studiach pamiętałam, że patrzenie w dal otwiera człowiekowi perspektywę i pomaga w znajdywaniu rozwiązań. Pochwaliłam go za to w myślach. Liczyłam, że wymyśli coś, co pozwoli zrealizować jego plan. Sama coraz bardziej miałam ochotę na taki wyjazd. Pięć dni urlopu, szumiące morze i spokojny seks na wygodnym łóżku, a nie ukradkowy i potajemny w kuchni. Zapewne rozmarzyłabym się jeszcze bardziej, gdyby nie głośne klaśniecie w dłonie Sylwestra.
- Wiem — powiedział pewnym siebie tonem, cały czas parząc w dal. Nie chciałam mu przerywać i dopytywać. Liczyłam, że w końcu sam to zrobi. Odwrócił się powoli i wówczas dostrzegłam na jego twarzy minę zwycięzcy. Pewnym krokiem podszedł do biurka i usiadł za nim. Był tak cholernie męski, że miałam ochotę rzucić się na niego. Kochałam pewnych siebie facetów. Spojrzał na mnie i zaczął wykładać szczegóły swojego planu.
- Musimy podejść Beatę psychologicznie. Rzeczywiście może nie zgodzić się na taki zwykły wyjazd w tym terminie. Musisz sprzedać jej bajeczkę o tym, że któreś z twoich rodziców jest chore, w szpitalu i musisz jak najszybciej udać się do domu. Sylwester oparł się na fotelu i wyraźnie czekał na peany na jego cześć. Ja z kolei nie miałam najmniejszego zamiaru ich wygłaszać. Jego pomysł wywołał we mnie co najmniej mieszane uczucia.  
Miałam udawać, że moi rodzice mnie potrzebują i są chorzy, po to, by jechać z kochankiem nad morze i tam pieprzyć się z nim bez opamiętania. Nie byłam święta, ale takie coś mimo wszystko budziło moje wątpliwości. Co do zasady to pomysł był genialny i Beata na pewno by się zgodziła. Mimo wszystko miała w sobie uczuciowość wyższą. Pod względem moralnym trudno było mi się na to zgodzić. Bałam się, że sprowokuję los i ściągnę na moją rodzinę faktycznie jakieś nieszczęście. Po tym co ostatnio wyprawiałam, wcale bym się nie zdziwiła, gdyby los mnie pokarał.  
Morawski widział, że ta część planu nie podoba mi się. Mimo to nie nakłaniał mnie, tylko kombinował zapewne nad innym scenariuszem. Byłam mu za to wdzięczna. Ja w każdym razie przemyślałam wszystko ponownie i doszłam do wniosku, że jedno małe kłamstwo nie zniszczy świata.
- No dobra, zgadzam się.
Wyraz zdziwienia niemal natychmiast pojawił się na twarzy Morawskiego. Chwile potem zamienił się w uśmiech i zadowolenie.
- Ufff. Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę.
- Na pewno nie bardziej niż ja — zapewniłam go uwodzicielskim tonem.
- Szum morza, zachód słońca i tylko my dwoje — zaczął wyliczać wszystkie pozytywne strony.
- Nie zapominaj o kilkudziesięciu innych lekarzach, którzy będą tam obecni.
- Spokojnie, wszystko mam przemyślane. Wynajmę ci pokój w tym samym hotelu. W dzień ja będę na spotkaniach, a ty będziesz się opalać. Wieczory i noce będą nasze.
- Chyba muszę już iść, bo zaraz wybuchnę ze szczęścia.  
Daliśmy sobie zachowawczego buziaka na pożegnanie, choć oboje mieliśmy ochotę na więcej.
Wyszłam od Morawskich i skierowałam się w stronę przystanku. Spotkałam po drodze Beatę wracającą z joggingu. Poczułam satysfakcję z tego, że udało mi się odbić jej męża, przynajmniej na jakiś czas.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Rafaello

    Zapraszam po więcej na mojego facebooka. Link w opisie. Gdyby nie zadziałał to strona nazywa się OPOWIADANIA EROTYCZNE RAFAELLA.