Niania. Cześć dziesiąta.

Niania. Cześć dziesiąta.Zdziwiłam się kiedy mój telefon zawibrował. Nie miałam pojęcia, kto może dzwonić do mnie w poniedziałkowe popołudnie, zwłaszcza że miałam wolne. Na wyświetlaczu zobaczyłam słowo „SYLWESTER”, co już samo w sobie przyprawiło mnie o szybsze bicie serca.
- Tak, słucham — powiedziałam uwodzicielskim głosem.
- Potrzebuje twojej pomocy. Beata wyjechała, a dzieciaki mają po trzydzieści dziewięć stopni. Dasz radę przyjechać?
- Oczywiście, zaraz będę — odpowiedziałam bez chwili namysłu.  
Mój plan i nasz romans nagle przestał się liczyć. Było to dla mnie ważne, ale mimo to, że zamierzałam być wspaniałą kochanką, to byłam, i chciałam pozostać doskonałą nianią. Wiedziałam, że Morawski kocha swoje dzieci nad życie i jeśli chce się do niego jeszcze bardziej zbliżyć, to muszę stanąć na wysokości zadania i mu pomóc w tej niezaprzeczalnie trudnej dla niego chwili. Nie miałam czasu na makijaż, ani dobieranie wyzywającego stroju. Najważniejsze, że wyglądałam czysto i schludnie, i już po kilku chwilach byłam zwarta i gotowa pod drzwiami Morawskich.
Sytuacja faktycznie nie wyglądała dobrze. Dzieciaki złapały jakiegoś wirusa. Morawski był wyraźnie przygnębiony. Zaliczyłam wizytę w aptece i pomagałam, jak mogłam.
Po dwóch godzinach walki z gorączką udało nam się zbić ją o jeden stopień, a dzieci zmęczone walką z chorobą zasnęły.
Sylwek długo jeszcze siedział przy nich. Ja w tym czasie widząc jego zmęczenie, zrobiłam mu kilka kanapek i gorącą herbatę. Zaprosiłam go do kuchni. Choć początkowo nie chciał, to nie musiałam go długo namawiać.
- To był bardzo długi dzień — powiedział, opierając ze zmęczenia łokcie na stole. Mógł sobie na to pozwolić. Gdyby zrobił to przy Beacie, skończyłoby się zapewne gniewnym spojrzeniem i w zależności od nastroju nawet reprymendą.
- Na szczęście dzieciaki śpią i możesz już odpocząć — powiedziałam i pozwoliłam sobie chwycić jego dłoń. To było ryzykowne. Mógł spokojnie ją odtrącić i nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego. Sylwester nie zrobił tego jednak. Zamiast tego spojrzał mi głęboko w oczy. Tym razem nie znalazłam w nich pożądania, ale podziękowanie, wdzięczność. Siedzieliśmy tak, i patrzyliśmy się na siebie przez chwilę, która po pewnym czasie stała się niezręczna. Nie wiedziałam jak z niej wybrnąć, na szczęście z pomocą przyszedł mi sam Morawski.
- A jak ty się czujesz?
- Dobrze — odpowiedziałam z uśmiechem.
- Dawno cię nie badałem, a powinienem. Zapraszam cię do gabinetu.
Nie zdążyłam nic odpowiedzieć, a o proteście nie było nawet mowy, ponieważ Sylwester nie dał mi takiej możliwości. Poszłam za nim do gabinetu.
Nie musiał mówić, co mam robić. Zaczął szukać stetoskopu.  
- Cholera, przecież zostawiłem go u dzieciaków. Zaraz wracam — powiedział, po czym wyszedł z gabinetu. Zdjęłam bluzkę i żałowałam, że jednak nie poświęciłam chwili na założenie czegoś bardziej seksownego od tego, co miałam na sobie. Mój stanik był prosty, jeden z najgorszych, jakie miałam. Nosiłam go zawsze po domu, kiedy miałam wolne, tak jak dziś, zanim zadzwonił telefon.
Nie wyglądałam w nim apetycznie. Nie chciałam, by taki obraz mnie utkwił mu w pamięci, więc postanowiłam zdjąć go od razu. Tak też zrobiłam.  
Usiadałam na leżance rozebrana całkowicie do pasa, centralnie naprzeciwko drzwi.
Założeniem było, by go zatkało od samego progu. Tak też się stało. Sylwester szedł pewnie i w momencie gdy mnie zobaczył, nagle przystanął. Uśmiechnęłam się i teatralnie położyłam rękę na mojej tali. Ten ruch przykuł jego uwagę, choć doskonale wiedziałam, że nie patrzy na moją dłoń, tylko ciut poniżej.
Starał się zachować pozory i rozpoczął badanie. Rytm mojego serca był jak najbardziej prawidłowy. Tym razem nie musiałam już niczego symulować. Mimo wszystko badanie trwało jednak kilka minut. Zimny dotyk stetoskopu i bliskość Sylwestra tylko spotęgowały moje podniecenie.
Morawski ściągnął słuchawki z uszu i spojrzał na mnie. Wiedziałam, że teraz może wydarzyć się tylko jedno....
To był namiętny, ale szaleńczy pocałunek. Zachowywaliśmy się, jakbyśmy nigdy wcześniej czegoś takiego nie robili. Czułam jak z każdym ruchem naszych warg wzbiera we mnie, i w nim ochota na więcej. Trzymaliśmy się w okolicach naszych uszu, i całowaliśmy bez pamięci.  
Zmieniłam pozycje, siadając mu na kolanach. Na chwile przerwał pieszczenie moich ust i przeniósł się na piersi, które teraz praktycznie miał na wysokości swoich warg. Chwycił mnie mocno w okolicach tali. Wiedziałam, że nie upadnę. Kobieta potrafi wyczuć kiedy jest bezpieczna w ramionach mężczyzny. Ręce miałam wolne, ale z powodu pozycji, jaką zajmowaliśmy, mogłam pozwolić sobie jedynie na pieszczenie jego klatki piersiowej. Nie miałam dostępu do jego krocza, ale gdyby było inaczej, to nie zastanawiałabym się ani chwili, tylko od zaczęłabym go stymulować. Jego usta równie dobrze radziły sobie na moich piersiach, jak i ustach. Czułam,  jak wzbiera we mnie ochota na jeszcze więcej. Przesunął dłonie na plecy. Po chwili położył mnie na leżance i rozpiął rozporek.
Brałam pod uwagę możliwość, że jako żonaty facet nie używa prezerwatyw, a nasze spotkanie było nieplanowane. Miałam dziś dzień niepłodny i ryzyko zajścia w ciąże było znikome. Postanowiłam nie protestować, kiedy chwile potem zdjął swoje, a potem moje spodnie.
Leżanka była ciasna i przystosowana do jednej osoby. Zmieściliśmy się. Znów zaczęliśmy się namiętnie całować. Nie chciałam być bierna i zsunęłam swoje majtki. Przy okazji po raz pierwszy dotknęłam jego krocza.
Jego kutas nie był olbrzymich rozmiarów, ale brałam pod uwagę, że facet ponad czterdziestoletni nie osiąga tak szybko wzwodu jak Maciek. Penis Sylwestra w moich dłoniach nabierał objętości i już po krótkiej chwili przekonałam się, że z Morawskiego może być całkiem dobry materiał na kochanka. Tymczasem na moim dole temperatura zaczęła dochodzić do maksymalnej. Czułam, że jestem już na tyle wilgotna, że bez problemu mogę przyjąć jego członka. Cały czas jednak skupialiśmy się na całowaniu i pieszczotach.
Sylwester po chwili oderwał swoje usta od moich i spojrzał mi prosto w oczy. Chwile potem wbił się we mnie. Czułam się jak podczas pierwszego razu. W pewnym sensie był to moment przełomowy w moim życiu, nie tylko erotycznym. Długo na to czekałam. To była już prawdziwa zdrada. Dopiero teraz poczułam, że osiągam założony cel.
Sylwek starał się być delikatny, ale widać było, że długo nie kochał się z Beatą. Był cholernie napalony. Nie bez znaczenia było zapewne to, że byłam młoda i atrakcyjna. Penetrował mnie pod takim kątem, jaki zapewniał mi ogromną ilość bodźców. Czułam, że za chwilę oboje dojdziemy.
Taaaaaaaaatooooooo — rozległo się z korytarza.
Sylwek szybko wyszedł ze mnie i ubrał się w imponującym tempie.
- Nie wychodź stad! - powiedział do mnie kiedy otwierał drzwi do gabinetu.
Przez chwile nie wiedziałam co się za mną dzieje. Nagle ze stanu błogości ogarnął mnie strach. Gdyby Antoś wszedł do tego gabinetu, a potem opowiedział o tym co zobaczył swojej matce....
Nadal miałam ogromną ochotę, by dokończyć to, co zaczęliśmy, ale wiedziałam, że ten dzień nie był najlepszym. Ubrałam się i mimo prośby Sylwestra zajrzałam na pięterko, by sprawdzić, co się dzieje.
Morawski uspokajał dzieciaki, które obudziły się w nocy. Nadal były bardzo rozpalone.
Zeszłam na dół i wysłałam mu SMS z informacją, że wychodzę,i  że dokończymy innym razem.
Po chwili otrzymałam tylko zdawkowe „ok”.
Morawski musiał być nieźle wkurzony, ale z drugiej strony dzięki tej sytuacji zrozumiałam dwie rzeczy. Myślałam o tym cały czas kiedy wracałam do domu. Z jednej strony zdałam sobie sprawę, że to, co robimy, musimy robić z głową. Omal nie zostaliśmy nakryci i to już przy naszym „pierwszym razie”.
Z drugiej strony sytuacja pokazała, jak wspaniałym i troskliwym ojcem jest Morawski. Przeszło mi przez myśl, że przez moją osobę może rozlecieć się jego rodzina. Nigdy bym sobie tego nie darowała. Tego wieczoru wyznaczyłam sobie granicę. Jedyną relacją, jaka może nas łączyć, jest seks. Nic więcej nie wchodzi w grę.
Nawet gdybyśmy byli razem, po tym jak odszedłby od Beaty, to nie miałoby to sensu. Ja mam dwadzieścia kilka lat, a on jest o dwadzieścia lat starszy. Ma żonę i dzieci. Nie jest szczęśliwy z Beatą, ale dla dzieci zrobiłby wszystko. Nie mogę tego zniszczyć.
Postanowiłam, że dam mu jedynie szczęście cielesne, niech facet użyje sobie, ile jeszcze może. Nigdy nie mogę się w nim zakochać. Uścisk w sercu po tej myśli dobitnie pokazał, że na tę refleksję jest już chyba za późno....

Rafaello

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użył 1610 słów i 9028 znaków. Tagi: #niania #seks #zdrada #gabinet #penetracja

Dodaj komentarz