Niania. Część dwunasta.

Niania. Część dwunasta.Pierwszy raz zdarzyła się sytuacja, kiedy zostałam poproszona o opiekę nad dziećmi w sobotni wieczór. Zazwyczaj Morawski sam się nimi zajmował w weekendy, gdy Beaty nie było. Odkąd zaczął pisać doktorat, rzadko wychodzili też razem. Najwyraźniej tego dnia mieli zamiar to zmienić. Oczywiście Beatę nie obchodziło, czy czasem nie mam czegoś zaplanowanego. Obowiązywała zasada: pani każe — sługa musi.
Widok Sylwestra w garniturze otwierającego mi drzwi tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że Morawscy wychodzą na jakąś sztywniarską imprezę.
- Cieszę się, że się nie spóźniłaś — powiedziała Beata, poprawiając makijaż przed lustrem.
- Nigdy się nie spóźniam — odpowiedziałam, a raczej odbąknęłam na tę uwagę. Denerwował mnie już ten styl Beaty. Za wszelką cenę starała się pokazać, że jestem nieodpowiedzialną, młodą i głupią studentką, której trzeba ciągle pilnować. Beata spojrzała na mnie gniewnym wzrokiem, ale nie kontynuowała dyskusji ze mną.  
- Powiedz jej co i jak i wychodzimy — rzuciła tonem rozkazującym do Sylwestra.
Morawski wyjaśnił mi, że mają dwunastą rocznicę i z tej okazji wychodzą do restauracji. Miałam pooglądać z młodymi telewizję i położyć ich spać. Musiałam też zaczekać, aż ich rodzice wrócą, żeby mogli, przejąć nad nimi opiekę.
- Udanej zabawy — rzuciłam do Sylwestra gdy zamykałam za nim drzwi. Spojrzał na mnie wzrokiem męczennika. Było w nim coś takiego, że nie miałam żadnych wątpliwości, iż wolałby zostać w domu...ze mną.
Wieczór mijał dosyć szybko. Dzieciaki po kolacji wyłożyły się przed telewizorem, i gapiły się na jakiś program rozrywkowy. Ja nie mogłam się skupić na telewizji. Cały czas wyobrażałam sobie, co teraz robią Morawscy. W pewnym sensie byłam zazdrosna. Z jednej strony nie znajdowałam ku temu podstaw, ale z drugiej, to chyba normalne, że kochanka jest zazdrosna o żonę swojego partnera.
Kilka minut po dwudziestej drugiej udało mi się położyć Antka i Martynę do łóżek. Byli na tyle zmęczeni, że już po chwili zasnęli. Wracając do salonu, ukradkiem zajrzałam do sypialni Sylwestra i Beaty. Od razu przypomniały mi się upojne chwile, jakie spędziłam z nim kilka dni temu. Moją uwagę zwróciła inna pościel. Pomyślałam, że to dobrze, że Morawski pomyślał, by ją zmienić. Tamta zapewne pachniała moimi perfumami i seksem. Beata mimo wszystko nie była idiotką. Musieliśmy uważać na takie detale.
Sama nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziłam się i spojrzałam na komórkę. Było już przed pierwszą w nocy. Od razu przyszło mi na myśl, że czekać będzie mnie tego wieczoru, właściwie tej nocy, spacer do domu. Komunikacja miejska kursuje w weekendy tylko do północy.
Morawscy pojawili się dopiero około pół do drugiej. Oboje mieli doskonały nastrój. Już na pierwszy rzut oka widać było, że doskonale się bawili. Beatka chyba nawet lekko przesadziła z alkoholem.
- Możesz już iść — rzuciła do mnie, lekko chwiejąc się na nogach.
- O cholera! - krzyknął Sylwester, czym zwrócił moją i jej uwagę.  
- Co się stało? - zapytała skonsternowana Beata.
- O tej porze nie ma już autobusu, a my oboje piliśmy alkohol i nie możemy cię odwieść.
- Nic nie szkodzi, przespaceruję się — odpowiedziałam. W głębi duszy doceniłam to, że Morawski pomyślał o mnie, choć rodziło to obawę, że takie zachowanie wywoła gniew Beaty.
- Dziś był mecz. Na mieście jest sporo kiboli. Nie ma mowy, byś wracała sama, prawda Beatko?
Morawska spojrzała gniewnym wzrokiem na męża.
- Zamierzasz ją odprowadzić do domu?
- Nie pomyślałem raczej o tym, że Marta może zanocować u nas w pokoju gościnnym.
Nie miałam pojęcia, co kryje się za tą troską i dziwnym pomysłem mojego kochanka. Przemknęło mi przez głowę, że może chcieć upić jeszcze bardziej Beatę i gdy ta zaśnie odwiedzić mnie w pokoju gościnnym. Nie sądziłam, by Morawski był tak odważny, i przede wszystkim perfidny. Zdradzanie własnej żony z kochanką, gdy ta śpi obok, na dodatek w dzień rocznicy ślubu było przekroczeniem pewnej granicy. Nawet gdyby przyszedł do mnie, nie zgodziłabym się.  
Beata po chwili namysłu zgodziła się z lekką obojętnością, bym nocowała u nich. W gruncie rzeczy ucieszyłam się z tego pomysłu Sylwestra. Byłam potwornie zmęczona. Poza tym już wieczorem słyszałam jakieś krzyki i nawoływania pod domem. Ceniłam sobie poczucie bezpieczeństwa i myśl o tym, że jacyś kibole mogliby mnie napaść, nastrajała mnie przerażeniem. Z drugiej strony pobudziła we mnie fantazję o seksie z jakimś brutalnym mężczyzną.
Pokój gościnny Morawskich był duży i dobrze wyposażony. Znajdował się naprzeciwko ich sypialni. Zajrzałam do barku i doszłam do wniosku, że Sylwester i Beata nie oszczędzają na swoich gościach.  
Większość alkoholi była zagraniczna i markowa. Nie miałam zamiaru sprawdzać, jak smakują.
Ułożyłam się wygodnie na łóżku. Chciałam się tylko „kimnąć” kilka godzin i z samego rana, jednym z pierwszych autobusów udać do domu. Na samą myśl o tym, że zrobię sobie gorącą kąpiel, z olejkami i będę się wylegiwać w wannie połowę niedzieli, zrobiło mi się przyjemnie.
Po kilku minutach usłyszałam pisk. Sama nie wiedziałam skąd się wydobywa, ani kto go wydał. Po chwili usłyszałam drugi połączony ze śmiechem Beaty. Zaintrygowało mnie to. Nie wiedziałam, co się dzieje. Wstałam i podeszłam do drzwi. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że te dźwięki to nic innego jak zabawa jubilatów w łóżku. Poczułam lekki żal i ścisk w dołku. Dotarło do mnie, że Sylwester uprawia seks z Beatą w łóżku, w którym jeszcze niedawno robił to ze mną. Moja zazdrość była bezpodstawna, w końcu to ona była jego żoną. Zastanawiałam się, jak to robią. Wyszłam na korytarz i ku mojemu zdziwieniu zauważyłam, że drzwi do ich sypialni nie są do końca zamknięte. Morawska leżała na łóżku całkowicie naga. Robili to na misjonarza. Sylwek był na górze i ustami pieścił jej piersi, jednocześnie ostro ją posuwając. Musiał być dobry w tym co robił, bo na twarzy swojej pracodawczyni widziałam autentyczny wyraz zadowolenia i satysfakcji. Mimowolnie zaczęłam porównywać seks Sylwestra ze mną, i z nią. Już na pierwszy rzut oka widziałam ogromne różnice. W widoku przede mną skupiał się ewidentnie na Beacie. Sądząc po jej reakcji, wychodziło mu to całkiem nieźle. We wspomnieniu naszego zbliżenia dostrzegłam odwrotną sytuację. Pieprzył mnie tak, jakby myślał tylko o sobie. Tutaj ewidentnie priorytetem dla niego były doznania Beaty.
Poczułam mieszankę uczuć. Z jednej strony byłam ogromnie podniecona tym, co zobaczyłam. Z drugiej jednak dotarło do mnie, że Sylwester zdecydował się na romans ze mną, bo w łóżku małżeńskim rządzi jego żona. Dotknęło mnie to. Poczułam się jak prostytutka. Wróciłam do pokoju gościnnego. Leżąc na łóżku, wiedziałam już, że o śnie tej nocy nie ma mowy. Cały czas analizowałam gównie to, co zobaczyłam.  
Przecież to ja chciałam pierwsza go uwieść i zaciągnąć do łóżka, by się zemścić na Beacie i dać mu to, czego Beata nie potrafi. Skąd więc ten żal i poczucie bycia zdradzoną? Z podobnymi rozterkami zmagałam się bardzo długo. Sama nie wiem kiedy zasnęłam.
Gdy się rano obudziłam mój ogląd na sytuacje z nocy, był już zgoła inny. Nie czułam się wykorzystana, tylko zadowolona, że potrafię dać facetowi to, czego inne nie mogą. Jak do tej pory realizował głównie swoje fantazje i potrzeby seksualne, ale dla mnie sama jego bliskość i świadomość seksu z dużo starszym mężczyzną była cholernie podniecająca i potrafiła doprowadzić mnie do orgazmu. Z tym optymistycznym akcentem i uśmiechem na twarzy zeszłam do kuchni. Planowałam wypić kawę i ulotnić się jak najszybciej do domu. Myśl o kąpieli nie odstępowała mnie na krok.  
- Dzień dobry — powiedziałam ze zdziwieniem, gdy przy ekspresie zastałam swoją pracodawczynię.  
Odpowiedziała mi jedynie skinieniem głowy, gdyż usta miała zajęte piciem kawy. Po chwili w kuchni pojawił się Sylwester. Przeszedł koło mnie, całkowicie mnie ignorując. To było niemałe zaskoczenie. W tym wypadku potraktował mnie gorzej niż Beata, chyba pierwszy raz w życiu. Podszedł do swojej żony i obdarzył ja czułym i namiętnym pocałunkiem. Nie miałam wątpliwości, że w tej chwili to ona jest dla niego całym światem. Beata również zaplotła ręce na jego głowie i pocałowała go. Poczułam się jak zbędny mebel i szybko opuściłam ich dom. Gdy z niego wychodziłam, do moich oczu napłynęły łzy.  

2 komentarze

 
  • Bobsky

    Odwieść czy odwieźć. Oto jest pytanie...

  • Rafaello

    Jak zwykle zapraszam po więcej na moją stronę, link w opisie.

  • Piękne

    @Rafaello