Niania. Część dziewiąta.

Niania. Część dziewiąta.Po półgodzinnej kąpieli wyszłam nago z łazienki. Była godzina czternasta i nie obawiałam się, że ktoś będzie mnie podglądał. O tej porze wszyscy byli w pracy. Poza tym nie miałam się czego wstydzić. Mój prezent czekał już, na to, aż znajdzie się na moim ciele.  
Założyłam delikatnie czarne koronkowe majteczki. Leżały idealnie. Potem włożyłam staniczek. Był idealnie dopasowany. Zastanawiałam się, jak to się stało, że Morawski tak idealnie wyczuł mój rozmiar, najwyraźniej musiał kiedyś podpatrzyć, jak mnie badał.
Stojąc w tej bieliźnie, myślałam co założyć. Nic wyzywającego nie wchodziło w grę, bo Beata jest w domu. Z drugiej strony jednak Morawski powinien z łatwością zobaczyć co mam na sobie. Idealna byłaby sukienka na ramiączkach. Kiedy obok nich na moich ramionach zobaczyłby ramiączka czarnego stanika nie miałby pewnie żadnych wątpliwości co mam na sobie, i jaka jest moja odpowiedź na jego propozycje.
Beata źle reagowała na sukienki. Najlepiej gdybym poszła w golfie, ale o tej porze roku to niewykonalne. Drugim rozwiązaniem byłoby też coś prześwitującego, ale wtedy na pewno rozsierdziłabym panią doktorową.
Po chwili namysłu doszłam do wniosku, że chyba za bardzo się tym problemem przejmuje. Morawski na dziewięćdziesiąt dziewięć procent podejrzewa, że zgodzę się na romans z nim. To jego problem jak sprawdzić moja decyzje. Może zaprosić mnie do gabinetu, albo wymyślić coś innego.  
Nabrałam otuchy i włożyłam długą brązowa spódnice i bluzkę w tym samym kolorze. Dokładnie tę samą, którą miałam na sobie, kiedy kilka dni temu po raz pierwszy byłam dotykana przez Sylwestra. Tym razem zapięłam wszystkie guziki.
Morawska otworzyła mi drzwi. Obrzuciłam ją uśmiechem, ale nie odwzajemniła go. Jak zwykłe otaksowała mnie wzrokiem. Nic nie powiedziała, co oznaczało, że przeszłam kontrolę stroju pozytywnie.  
- Sylwek dziś pracuje od rana. Musi dokończyć rozdział. Dopilnuj, żeby dzieciaki nie wchodziły do niego. Pograj z nimi w planszówki. Ja też muszę popracować nad artykułem do prestiżowego pisma medycznego. Zresztą, po co ja ci się tłumacze, po prostu zajmij się tym, za co ci płace.
- Oczywiście — odpowiedziałam.  
Czułam, jak wzbiera we mnie mieszanka emocji. To był gniew połączony z upokorzeniem i odrobiną satysfakcji, która zagościła w moim umyśle na myśl o tym, że jeszcze dziś będę miała ochotę zemścić się za te słowa. Byłam przyzwyczajona do takiego traktowania, ale do tej pory tylko snułam plany, by się kiedyś na tym babsztylu odegrać. Teraz stały się one faktem.
Sylwek faktycznie nie wychodził z pokoju. Morawska musiała zagonić go do roboty. Ten doktorat był ważniejszy dla niej, niż dla niego. Ona swój zrobiła, z tego co słyszałam rok temu, kiedy jeszcze dla nich nie pracowałam.  
Dzieciaki były znudzone kolejną grą. Wiedziałam, że najchętniej pooglądałyby jakiś program w telewizji. Nie było o tym mowy. Beata twierdziła, że telewizja je otępia i zawsze kiedy była w domu bawiły się tylko w gry edukacyjne, albo takie, które jakoś wpływały na ich rozwój.
Morawska przeciwnie do swojego męża co chwila zaglądała do nas. Nie wiem, jak szła jej praca nad artykułem, ale gdyby płacili jej od każdego kubka wypitej herbaty, to zapewne byłaby bardzo bogata.
Beata piła zieloną herbatę, której ja nienawidziłam. Chyba miałam na nią alergię. Ten zapach doprowadzał mnie nie tylko do mdłości, ale i do szału.
Około dziewiętnastej Morawska pojawiła się po raz kolejny w salonie.
- Źle się czuje, idę spać — oznajmiła do dzieci, licząc zapewne na to, że ja też to usłyszę. Dała Antkowi i Martynce buziaki i poszła na górę, gdzie mieściła się sypialnia doktorostwa.
Mimo wszystko odetchnęłam z ulgą. Pomyślałam, że teren jest czysty. Nie lubiłam, jak kręciła się koło mnie.
Po godzinie dzieciaki były także padnięte. Położyłam je spać i zawiedziona tym dniem powoli kierowałam się w stronę wyjścia. Wyobrażałam sobie i planowałam, jak pokaże się w bieliźnie Sylwestrowi, a tymczasem nie było mi dane nawet go spotkać. Drzwi do jego gabinetu były cały czas zamknięte.
Na wieszaku nie było mojej torebki. Zawsze ją tam zostawiałam i byłam pewna, że tym razem też tak zrobiłam. Nie miała gdzie spaść. Nikt też jej nie ukradł, bo nikt nie wchodził do domu.
Od razu przyszło mi na myśl, że to kolejny głupi wybryk dzieciaków. Musiały mi ją schować kiedy byłam w toalecie.
Jedynym miejscem, gdzie mogły ją zanieść była kuchnia.  
Miałam racje. Moja torebka leżała na stole w kuchni, za stołem siedział Morawski. Wiedziałam już, że to nie sprawka dzieciaków.
- Zgubiłaś coś? - zapytał z ironicznym uśmiechem na twarzy.
- To brązowe jest moje — powiedziałam cicho, pokazując palcem na torebkę. Swoim głosem starałam się naśladować znaną postać z bajki animowanej, która też kiedyś mówiła podobny tekst. Ta gra zaczynała mi się podobać.
- No dobrze — powiedział, po czym wysypał zawartość torebki i rzucił mi ją.
- No ale jak? - zapytałam głosem czterolatka i zrobiłam smutną minę.
- No normalnie, nie mówiłaś nic o zawartości — odpowiedział i oparł łokieć na stole.
Położyłam ręce na biodrach. Czekałam, aż coś powie, albo raczej zaproponuje. To w tym kierunku zmierzała ta gierka.
- No dobrze, mam propozycje. Mam tutaj portfel, klucze, telefon, notatnik i indeks z uczelni. W sumie pięć przedmiotów. To będą moje fanty. Chcesz je wykupić?
- Chce — odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy.
- To wspaniale! Zacznijmy od portfela. Na pewno jest cenny. Chce w zamian uzyskać odpowiedź czy spodobała ci się przesyłka, jaką wczoraj dostałaś?
- O taaaaak — odpowiedziałam z wyraźną szczerością w głosie.  
Morawski puścił ślizgiem po stole mój portfel, który chwilę potem był już w moich rękach.
- Te kwiaty były bardzo piękne!
Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu kiedy zobaczyłam jego minę. Przechytrzyłam go. Zapewne chodziło mu o inne podarunki, jakie otrzymałam od niego wczoraj. Docenił moją inteligencję i nie drążył tematu. Jemu też zaczynała podobać się ta gierka.
- Teraz klucze. Na pewno są bardzo ważne. Bez nich nie otworzysz mieszkania. Jeśli chcesz je odzyskać, musisz rozpiąć dwa guziki bluzeczki.
- No cóż, bez kluczy sobie nie poradzę — powiedziałam, po czym z uśmiechem na twarzy rozpięłam dwa dolne guziki bluzki. Nic to nie dało Morawskiemu, bo w żaden sposób nie odsłoniłam jeszcze biustu. Podobnie jak portfel klucze znalazły się u mnie.
- Telefon. Bez niego ani rusz. Jest dla mnie wart trzy guziczki — powiedział i poprawił się na krześle.
Moje palce powoli rozpięły jeden górny guzik bluzki i kolejne dwa na dole. Pozostały jeszcze trzy, które całkowicie zasłaniały biustonosz. Mój pracodawca dalej nic nie widział. Mój smartfon po chwili także był już w moim posiadaniu.
- Indeks. Masz bardzo dobre stopnie.
- Dziękuje.
- Teraz i tak wszystko jest w systemach uczelni, ale indeksy i tak są bardzo potrzebne. Jak dla mnie jest wart trzy ostatnie guziki.
- No co pan, góra jeden.
- Trzy.
- Jeden.
- Dwa, i kończmy tę przepychankę.
Nie odpowiedziałam, tylko rozpięłam dwa guziki. Wybrałam pierwszy z dołu i pierwszy z góry.
Sylwester zmrużył oczy. Wyglądało na to, jakby dalej nie widział co mam na sobie. Światło w kuchni było zgaszone, właściwie to oświetlały ją tylko boczne małe lampki. Faktycznie mógł nie dostrzegać koloru mojej bielizny, poza tym falbanki mimo rozpiętych guzików trochę zasłaniały moje piersi.
- Ostatni fant. Notatnik. Pewnie masz tu numery do swoich kolegów i pewnie nie tylko kolegów.
- No oczywiście, to bardzo ważna rzecz dla mnie — powiedziałam z taką samą ironią jak on.
- Dostaniesz go, jak rozepniesz ostatni guzik i ładnie odsłonisz bluzeczkę na boki.
Nie chciałam się targować. Czekałam na to tak długo, że nie miałam na to siły. Chciałam, by ten moment już nastąpił. Chciałam zobaczyć, jak zareaguje, kiedy zrozumie, że zgadzam się na romans z nim.
Morawski wstał i podszedł do mnie. Nie odrywał wzroku od moich piersi.  
- Teraz dopiero wygląda cudnie — powiedział i przejechał palcem wskazującym po moim staniku.  
Położył dłonie na mojej głowie i pocałował mnie. Odwzajemniłam pocałunek. Spojrzeliśmy sobie w oczy. Było w nich pożądanie.
- Nie możemy teraz, ani tutaj — powiedział.
- Wiem — odpowiedziałam, ale z ogromnym żalem.  
- Musimy to robić z głową. Cieszę się, że się zdecydowałaś.
- Nawet nie wiesz, jak ja się cieszę — powiedziałam i zdałam sobie sprawę, że właśnie przeszłam z nim na „ty”. Mój plan był wykonany. Teraz tylko pozostało spijać śmietankę, podobnie jak wczoraj wieczorem. 

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Matylda

    Czekam na dalszą część

  • Rafaello

    Jak zawsze zapraszam wszystkich na moją stronę. Link podany w opisie.

  • eksperymentujacy

    Ciekawe rozwinięcie akcji. Nie spieszysz się, to buduje napięcie :)