Niania. Część siódma.

Niania. Część siódma.Wtorkowy poranek przywitał mnie deszczem. Od razu pomyślałam, że moje plany co do założenia seksownej, niebieskiej sukienki wzięły w łeb. Na dodatek przypomniałam sobie o powrocie mojej pracodawczyni, i uświadomiłam sobie, że mogę ją zastać w domu, kiedy przyniosę laptopa. Gdyby Morawska zobaczyła mnie w takim stroju, nie byłaby zachwycona. Postanowiłam postawić na klasykę i skromność. Biały, ale koronkowy stanik i biała bluzeczka. Do tego beżowa spódnica i lekki płaszczyk.
W takim oto stroju z laptopem w ręce zameldowałam się już około dziewiątej pod drzwiami doktorostwa. Morawski otworzył niemal natychmiast, jakby czekał na mnie pod drzwiami. Omiótł mnie wzrokiem i po wymianie zdawkowych „dzień dobry” zaprosił do pokoju, gdzie zazwyczaj pracował nad doktoratem. Położyłam laptopa na jego biurku i usiadłam na krześle. Nie byłabym sobą, gdybym nie założyła nogi za nogę, pokazując piękno swojego ciała. Nie uszło to uwadze Morawskiego, ale w tamtej chwili skupiał się na tym, czy w laptopie na pewno jest całość jego doktoratu. Kiedy stwierdził, że nie ubyło choćby jednej literki z jego pracy, odetchnął z ulgą, zamknął laptopa, i skupił się na mnie.
- Ulżyło mi - powiedział opierając się, a właściwie opadając swoimi plecami na oparcie fotela. Oparł głowę na ręce i patrzył na mnie. Chciał się skupić na klasycznym trójkącie: oczy - nos, ale wzrok i tak uciekał mu na klasyczny dekolt.
Postanowiłam zagrać nieśmiałą, i tego dnia mało się odzywać. To było spójne zachowanie z wczorajszym pokazem damskiej bielizny i wieczornymi wiadomościami.
- Jestem ci winny pieniądze. Ile zapłaciłaś Maćkowi? - zapytał, a jego wzrok od razu padł na leżący na biurku skórzany portfel, wykonany z włoskiej skóry, jaki dostał od małżonki na ostatnią rocznicę ślubu. Słowem oryginalny prezent.
- Nic, Maciek nie chciał pieniędzy - powiedziałam, udając, że ucinam temat, ale w głębi duszy błagałam by go kontynuował.
- Daj spokój, fachowiec jego klasy odzyskuje moje pliki po nocach i nie chce pieniędzy?
- Zapłaciłam mu w inny sposób - powiedziałam pewna siebie, i zmieniłam nogę.
Morawski zamarł. Wiedziałam, że skojarzył fakty. Pomyślał zapewne, że zapłaciłam informatykowi seksem i dlatego zastał mnie w takim stroju, poza tym tłumaczyło to też fakt, że nie wpuściłam go do mieszkania. Mężczyzna najwyraźniej nie wiedział, co powiedzieć. Bawiłam się tym widokiem. Po kilkusekundowej ciszy pochyliłam się w stronę stołu, i tonem eleganckiej kobiety powiedziałam, że był mi winny przysługę.
- Nie oddałam mu się, jeśli to miał pan na myśli - dodałam.
Musiałam uważać, bo właśnie zaprzeczałam prawdzie. Tak naprawdę zapłaciłam własnym tyłkiem Maćkowi, ale za spowodowanie tego całego ambarasu, by teraz mieć psychologiczną przewagę nad Morawskim
- Przyznam ci się, że przeszło mi to przez myśl. Nie, żebym uważał cię za prostytutkę, ale nie zdziwiłbym się po prostu temu informatykowi, zwłaszcza po tym, co wczoraj widziałem.
Na twarzy kardiologa pojawił się rumieniec. Widać było pewną niespójność. Pewność siebie przeplatała się ze zmieszaniem.
- No właśnie, jeszcze raz przepraszam. Głupio wyszło. Źle się czułam, myślałam, że pan nie przyjdzie. Przebrałam się w koszulkę nocną i kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi, nie chciałam by pan czekał. Nie mogłam znaleźć szlafroka i doszłam do wniosku, że i tak widział mnie pan nagą, więc nic się nie stanie. Dopiero po pana minie uświadomiłam sobie, jak wielkie fo pa strzeliłam.
- Widziałem cię nago jako lekarz, zawsze jako lekarz. Wczoraj zobaczyłem w tobie po raz pierwszy kobietę, i nie powiem, był to piękny widok - powiedział, ale zaraz po tym odwrócił wzrok w stronę okna. Wyglądało to tak, jakby z jednej strony chciał uciec przed moją reakcją, a z drugiej sprawdzał, czy szantrapa gdzieś nie podsłuchuje.
- To miłe, dziękuje - powiedziałam i czekałam na dalszy rozwój wydarzeń.
Morawski postanowił wrócić do wątku zapłaty za przysługę, jaką mu wyświadczyłam. Przypomniał jak cenne są dla niego pliki jakie odzyskałam, i co by się stało gdyby zostały bezpowrotnie utracone.
W dalszym ciągu upierałam się, że nie mogę przyjąć żadnej gratyfikacji.
- Powinnaś dostać tyle, ile płacimy ci miesięcznie. Taka ekstra „trzynastka”, co ty na to? - zapytał.
Zawahałam się. Taka kasa to dla mnie idealna sprawa. Od razu pomyślałam o opłaceniu mieszkania na kilka miesięcy do przodu i skończeniu z życiem z miesiąca na miesiąc. Mogłabym też kupić sobie kilka kiecek, co pomogłoby mi w moim diabolicznym planie. Z drugiej strony, gdyby to wyszło, to Morawska mogłaby pomyśleć, że tak naprawdę to zapłata za coś innego, i owszem dostałabym trzynastkę, ale pozbyłabym się pracy i pozostałych dwunastu pensji. Ryzyko było zbyt duże.
- Naprawdę nie ma takiej potrzeby - powiedziałam z uśmiechem na twarzy. Byłam dumna z siebie, z tego, że potrafiłam odrzucić taką ofertę. Wiedziałam, że takim zachowaniem podbudowałam się w oczach mojego pracodawcy i w pewnym sensie go urzekłam. Wiedział skąd pochodzę, i jak ważne są dla mnie pieniądze. On też w moim wieku był w podobnej sytuacji.  
- Nie mam zamiaru cię zmuszać, ani robić ci przelewów, które i tak zwrócisz. Proszę cię wiec byś zgodnie z moją wola i starym, dobrym polskim obyczajem zgodziła się przyjąć ode mnie jakiś prezent.  
Właściwie nie widziałam większej różnicy między pieniędzmi a jakąś inną formą gratyfikacji, ale nie chciałam dłużej się opierać. Z uśmiechem kiwnęłam głową. Byłam ciekawa, co też Morawski mi zafunduje.
W miłej atmosferze pożegnaliśmy się i ustaliliśmy, że przyjdę dopiero w piątek po południu, kiedy będę potrzebna, bo żona ma kolejny wyjazd, tym razem do matki. Sylwester wyłgał się koniecznością pracy nad doktoratem, i tym samym uniknął spotkania, z jak się domyślałam równie nieciekawą jak Beatka teściową. Po kimś w końcu szantrapa musiała mieć ten charakterek.
Nie myślałam nad tym, co dostanę, ani kiedy. Zajęta byłam swoimi sprawami, kiedy w czwartek do moich drzwi zapukał mężczyzna. W ręku miał ogromny bukiet czerwonych róż, i średniej wielkości pudełko.
Po wstawieniu kwiatów i przeczytaniu liściku „jeszcze raz dziękuje” nie miałam najmniejszych wątpliwości, kto jest nadawcą tego pięknego podarunku. Zastanawiałam się co znajdę w pudełku. Rozpakowałam je delikatnie. W środku były dwa mniejsze. Na jednym było napisane: „otwórz mnie najpierw”, a na drugim „ja zaczekam”. Podobała mi się ta gra słów i zgodnie z prośbą nadawcy otworzyłam pierwsze pudełko.
Nie spodziewałam się czegoś takiego. Stałam jak wryta z wibratorem w ręce. Nie wiedziałam co o tym sadzić. Myślałam, że Morawski szydzi ze mnie. To by się zgadzało. Z torebki wyłonił się list:
„Wiem, że na pierwszy rzut oka nie wygląda to dobrze. Pewnie myślisz, że się z ciebie śmieje, ale kupiłem ci ten sprzęt przede wszystkim w trosce o twoje zdrowie, byś mogła rozładowywać swoje napięcia seksualne, i stabilizować puls. Mało to eleganckie, ale liczę na to, że potraktujesz to humorystycznie i nie obrazisz się. Poza tym mam nadzieje, że jeszcze nie rozpakowałaś drugiego pudełka. Jeśli to zrobisz, być może zmienisz zdanie na mój temat”
Zaskoczył mnie, trzeba było przyznać. Wytłumaczył się z tego sztucznego kutasa, ale i tak byłam co najmniej zniesmaczona jego prezentem. Zastanawiałam się tylko, co też może być w drugim pudełku.
Nie czekając dłużej, otworzyłam. W środku znajdował się komplet czarnej bielizny. Majtki i biustonosz. Byłam jeszcze bardziej zaskoczona niż tym wibratorem. Wzięłam do ręki biustonosz i dokładnie obejrzałam. Pomijając cały kontekst, musiałam przyznać, że Morawski ma gust. Była to włoska bielizna, dokładnie w moim rozmiarze. Miseczki w górnej części zdobione były koronką. Elastyczne fiszbiny, także boczne na pewno uwydatnią moje kształty. Miękkie poszycie i zapięcie z tyłu na haftki. Kochałam takie staniki. Byłam nim zachwycona.  
Dopiero po chwili opamiętałam się, co tu się odwala. Dostałam erotyczną bieliznę od faceta, którego chciałam uwieść, i który był moim pracodawcą. Nic z tego nie rozumiałam. Wzięłam do ręki list i przeczytałam. Był krótki, ale treściwy.
„Jeśli prezent numer jeden nie spełni twoich oczekiwań, to załóż tę bieliznę na następne spotkanie. To będzie dla mnie wyraźny sygnał”
Spojrzałam w górę i powiedziałam sama do siebie VICTORIA.

Rafaello

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użył 1593 słów i 8802 znaków. Tagi: #zdrada #niania #prezent #wibrator #romans

3 komentarze

 
  • Iga21

    To dawaj następną część. Mogłaby wypróbować, to lekarstwo.
    Albo niech "zarzyje" je w obecności doktorka.
    On lepiej oceni czy dorazina pomoc będzie konieczna.
    A może jedno i drugie  :faja:

  • andkor

    Z tą bielizną mnie zaskoczyłeś spodziewałem się jakiejś seksi spódniczki.

  • Rafaello

    Zapraszam na mojego Facebooka, link w opisie strony.