Niania. Cześć czwarta.

Niania. Cześć czwarta.Pieprzony telefon zadzwonił właśnie w takiej chwili! Zaproponowałam Morawskiemu romans i właśnie wtedy zadzwoniła jego żona. Co za chichot losu!
- Tak kochanie - powiedział, po czym odwrócił się ode mnie i skierował wzrok w stronę drzwi. Przez chwilę nic nie mówił, co wcale mnie nie zdziwiło. Najpewniej musiał wysłuchać spokojnie tego co Beatka ma mu do powiedzenia. Jej przecież nikt nie miał prawa przerwać.
- Tak, dzieci śpią, a ja pracuje - powiedział po czym odwrócił się do mnie i uśmiechnął się do telefonu. Nie powiedział żonie o tym, że ich opiekunka do dzieci właśnie pokazywała mu swoje ciało i w dość zaawalowany sposób zaproponowała mu romans! To był bardzo dobry znak, że mój plan uwiedzenia tego mężczyzny może się powieść. Było cudownie!
Rozmowa nie trwała długo. Wywnioskowałam z niej tylko, że Morawska wraca jutro i Sylwester będzie miał rano kurs na lotnisko.
- Dziękuje, że nie powiedział pan żonie o tym, że tu jestem - powiedziałam.
- Obowiązuje mnie tajemnica lekarska, poza tym chyba nie musi o wszystkim wiedzieć.
Skwitowaliśmy to wzajemnymi uśmiechami, ale było w nich coś więcej niż wzajemna grzeczność. Jestem pewna, że Morawski nie zapomniał o tym, o czym rozmawialiśmy, zanim ta szantrapa zadzwoniła. W jego wyrazie twarzy było coś w stylu: ” mam na ciebie ochotę, ale się boje”.
By nie przesadzić z postępami mojego uwodzenia, podziękowałam za badanie i skierowałam się ku drzwiom. Sylwek odprowadził mnie i oboje usłyszeliśmy szalejąca burze na zewnątrz.
Najwyraźniej byliśmy sobą tak zaadsorbowani, albo po prostu gabinet był wyciszony, że wcześniej nie słyszeliśmy grubych kropel deszczu, jakie spadały na zewnątrz.
- O kurcze, ma pan może jakiś parasol pożyczyć - zapytałam tonem biednej dziewczynki, która boi się, że zmokną jej włosy.
Morawski już chwytał za klamkę od szafy, kiedy w ostatniej chwili zawahał się.
- Zaczekaj tu na mnie chwile - powiedział.
Po chwili wrócił i zaczął ubierać swoją kurtkę. Chciałam o coś zapytać, ale wszedł mi w słowo.
- Odwiozę cie.
- Ale nie trzeba wystarczy jeśli pożycz mi pan para....
- Nie dyskutuj, leje jak z cebra, parasol nic nie da. Przeziębisz się i co będzie? - zapytał ironicznie z uśmiechem i wyraźną troską w jego głosie.
Nagle zrozumiałam, że nasze relacje bardzo się ostatnio zacieśniły i być może w Morawskim budzi się jakieś uczucie do mnie. Ta myśl zmroziła mnie. Nie chciałam rozbijać jego małżeństwa. Moim celem było zaciągnięcie go kilka razy do łóżka i satysfakcja, jaką będę miała, patrząc na jego żonę.
Nim się obejrzałam, siedziałam już w skodzie. Podałam mu adres, a Sylwek oświadczył, że kojarzy, gdzie to jest. Trafiliśmy bezbłędnie.
- Dziękuje - powiedziałam z nieukrywaną wdzięcznością. Kiedy jechaliśmy, dotarło do mnie, że gdybym wracała na piechotę, na sto procent przypłaciłabym to chorobą.  
- Dla ciebie wszystko - powiedział pieszczotliwie.
- Może wejdzie pan na górę - zaproponowałam odważnie.
Mina, jaką zrobił Sylwek, świadczyła o tym, że właśnie na to liczył. Jego kąciki ust uniosły się do góry. Byłam wniebowzięta. Jeśli miałam racje, jeszcze tej nocy uda mi się zrealizować mój plan.
- Piękne mieszkanie - powiedział przechadzając się po salonie. Trochę byłam na siebie zła o ten syf, jaki zastał, ale nie wszystko można przewidzieć. Zajęłam się robieniem gorącej herbaty, w tym czasie on zajrzał do mojej sypialni.  
- No całkiem miłe gniazdko -powiedział. Wiedziałam, co ma na myśli. Chodziło mu o to, że spokojnie mógłby tu zamieszkać jakiś mężczyzna. Spodobało mu się moje łóżko, a to bardzo dobry znak.
- Nie zdążyłem odpowiedzieć na twoje pytanie, bo zadzwonił telefon. Myślę, ze romans z jakimś mężczyzną także byłby wskazany - powiedział, a wyraźny uśmiech na jego twarzy ukrył popijając łyk herbaty
Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Byłam w moim mieszkaniu, tylko z nim. Nikt nie mógł nam przeszkodzić, a on co chwila sypał aluzjami i podtekstami.
- Chciałabym mieć już to za sobą i wiedzieć, czy jestem zdrowa, czy nie - powiedziałam ze smutną miną. Stwierdziłam, że taka taktyka będzie najlepsza w sytuacji jaka zaistniała. Miałam za dużo do stracenia, gdybym to ja wyszła z inicjatywą . Nie znałam Morawskiego tak dobrze jak jego żony i mogłam stracić nie tylko szanse na miłosne uniesienia, ale także prace.
- Wiem i pomogę ci - powiedział.  
Chwile potem podszedł do mnie i położył rękę na mojej piersi. Wyglądało tak, jakby chciał sprawdzić, czy bije mi serce. On jednak miał inny zamiar. Zanim się obejrzałam, nasze usta zwarły się w miłosnym pocałunku.
Zastanawiałam się, czy nie zaprotestować. Nie chciałam wyjść na puszczalską, ale z drugiej strony nie miałam sił tego zrobić.  
Dosłownie chwile potem moje bluzka była już rozpięta, a Morawski z ust przez szyję przeniósł się na mojej cycki. Czułam, że robi mi się miękko w kolanach i objęłam go za szyję. Kiedy moje ręce mocno zaciskały się na jego karku, jego ręce wędrowały po moich plecach.
Było mi cudownie. Nie sądziłam, ze facet może tak podniecać, a zarazem robić to w tak miły i subtelny sposób. Chciałam dosłownie zaciągnąć go do sypialni, bo ta pozycja na stojąco była dla mnie niewygodna. Najwidoczniej on także się zmęczył, bo już po chwili przywarł mnie do ściany twarzą do niej. Nie widziałam, co ze mną robi. /Byłam już półnaga. Miałam na sobie tylko mój seksowny brązowy stanik i spódnice. Moje blond włosy zwisały w nieładzie na moich ramionach. Oparłam ręce o ścianę wyżej głowy. Sylwek dotykał mnie po tyłku. Mało eleganckie, ale mimo wszystko podobało mi się. Traktował mnie trochę jak dziwkę, ale podniecało mnie to. Mógł sobie na to pozwolić, miał nade mną sporą przewagę. Poczułam jego język na moim udzie. To było cholernie przyjemne. Moje piersi przyległy do zimnej ściany i czułam, jak zwiększa się objętość mojego biustonosza. Oparłam się policzkiem o ścianę, by trochę schłodzić uderzenia gorąca, jakie zaczynały przeszywać moje ciało.
Ręce Morawskiego zaczęły pieścić okolice mojej muszelki. Jego usta powoli przesuwały się o nagich plecach w stronę szyi. Byłam już naprawdę bardzo podniecona. W końcu poczułam, jak rozpina mój biustonosz i odwraca mnie do siebie. Położył ręce na moich piersiach i zaczął je lekko masować. Popatrzył mi w oczy i pocałował mnie.  
Odsunął się po chwili i przetarł dłonią usta. Spojrzał na mnie.
- Wybacz, ale musiałem to zrobić - powiedział po czym poszedł do przedpokoju, gdzie na wieszaku wisiała jego kurtka.
Nie wiedziałam, co się dzieje. Najwyraźniej rozmyślił się i opamiętał. Stałam napalona pod tą ścianą z cyckami na wierzchu i nie wierzyłam w to co się dzieje. Może gdybym bardziej się zaangażowała, zaczęła go ssać albo rozłożyła od razu nogi, to teraz byłby we mnie i kontynuował to co zaczął.  
Po chwili Sylwester wszedł do salonu ze stetoskopem w ręce. Dopiero wtedy zrozumiałam, że tak naprawdę nie chciał mnie przelecieć tylko podniecić.
- Przepraszam, ale...
- To ja przepraszam - przerwał mi. Wybacz, ale musiałem to zrobić, dla twojego dobra. Chciałem cię podniecić, żebym teraz mógł cię zbadać. Zachowałem się jak skurwysyn, ale zrobiłem to dla ciebie.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Sylwester zaczął mnie po raz kolejny odsłuchiwać. Właściwie to robił to tylko z sercem, patrząc na zegarek. Najwyraźniej mierzył mi puls.
- Wybacz Marta to, co zrobiłem, ale nie mogłem się powstrzymać. Nie mów o tym mojej żonie, proszę - powiedział tym razem z miną zbitego psa.
Cały czas stałam naga i nie wierzyłam w to co się działo. Już myślałam, że osiągnęłam swój cel, tymczasem on to wszystko zrobił tylko po to, by mnie podniecić i zbadać.  
- Nie mam zamiaru mówić o tym nikomu. Niech to będzie nasza tajemnica - powiedziałam cicho. Chciałam go pocałować, ale teraz mógłby mnie odepchnąć.
- Chce, żebyś wiedziała, że jesteś bardzo atrakcyjną dziewczyną i chętnie kontynuowałbym to co zaczęliśmy. W pewnym sensie cię wykorzystałem, ale nie dla swojego, lecz twojego dobra. Rozumiesz?
- Oczywiście, że rozumiem - powiedziałam zaraz po tym jak opamiętałam się, że powinnam założyć coś na siebie. Cały czas liczyłam, że jednak skusi się na mnie i założyłam tylko stanik. Stwierdziłam, że teraz kiedy mam nad nim przewagę psychologiczną i jestem na swoim gruncie, nic nie stoi na przeszkodzie, by go uwodzić w bardzo konkretny sposób.
- Wiem co ci jest - powiedział Morawski najwyraźniej chcąc zmienić temat na jakiś mniej seksualny.  
Wystraszyłam się. Doskonale wiedziałam, że tylko symuluje, a skoro taki fachura jak on mówi, że jednak mi coś jest, to znaczy, że chyba wywołałam wilka z lasu.
- Co? - zapytałam, patrząc na niego jak na wyrocznie.
- Masz lekką nerwicę serca spowodowaną faktem, że gromadzi się w tobie zbyt duża ilość napięcia seksualnego.
Patrzyłam na niego jak na wariata. Nie słyszałam nigdy o takiej chorobie, na dodatek to zabrzmiało tak, jakbym była jakąś maniaczką seksualną
- Spokojnie - powiedział gładząc mnie po ramieniu. To częsta choroba u kobiet w twoim wielu, na dodatek samotnych. Wystarczy, że znajdziesz sobie partnera i będziesz w miarę regularnie uprawiać seks, albo przynajmniej wprawiać się w stan, jaki ja cię wprawiłem
- Żartuję pan? - nie wierzyłam w to co mówi. To brzmiało irracjonalnie. Seks lekarstwem na nerwice?
- Nie żartuję, kiedy zbadałem cię zaraz po naszych igraszkach miałaś normalny rytm serca - powiedział.
Już miałam powiedzieć, że miałam normalny, bo nie naćpałam się kawy, ale w ostatniej chwili ugryzłam się w język.
Dopiero po chwili dotarło do mnie, jak wielka szansa właśnie się przede mną otworzyła.
- Wiec mówi pan, że wystarczy takie coś jak dziś i stan się unormuje? - zapytałam zbliżając się do niego
- Tak - odpowiedział z miną doktora Housa po postawieniu trafnej diagnozy.
- Czy w takim razie pomoże mi pan jako mój lekarz dojść do zdrowia? - zaraz po tych słowach zagrałam va banque. Spojrzałam na niego uwodzicielsko i spuściłam jedno ramiączko stanika.
Morawski uśmiechnął się i spojrzał na mnie trochę speszony.
- Wydaje mi się, ze dla twojego dobra warto się nad tym przynajmniej zastanowić.
 

Rafaello

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użył 1960 słów i 10629 znaków, zaktualizował 16 sty o 7:18.

1 komentarz

 
  • Rafaello

    Zapraszam na mojego Facebooka. Link w opisie profilu.